witek.bis
18.03.15, 13:07
Pierwszego kwietnia 2009 w "Rzeczpospolitej" ukazał się tekst, z którego dowiadujemy się, że "Lech Kaczyński upublicznił swoje oświadczenie majątkowe, z którego wynika m.in., że ma on kredyt w PKO BP, w wysokości ponad 330 tys. franków szwajcarskich, który wziął z córką, zięciem i jego rodzicami. Do spłaty pozostało 193 tys. franków.
- To jest wyłącznie sprawa mojej żony, mojej córki, mojego zięcia - stwierdził prezydent na konferencji prasowej w Gorzowie Wielkopolskim. "
To, że prezydent Lech Kaczyński miał wspólne zobowiązania finansowe z ojcem swojego zięcia, może wywołać drwiący uśmieszek, ale nie o drwiące uśmieszki tu chodzi. Mamy tu bowiem takie kalendarium wydarzeń:
Kwiecień 2009 - prezydent Kaczyński wyznaje, że wspólnie z zięciem spłaca spory kredyt
Maj 2009 - zięć prezydenta Kaczyńskiego zakłada spółkę z Adamem S.
Czerwiec 2009 - Adam S. wbrew opinii prokuratury i ekspresowym trybie zostaje ułaskawiony przez prezydenta Kaczyńskiego.
A teraz konkursowe pytanie dla zwolenników PiS-u: Co zrobilibyście z tymi informacjami, gdyby dotyczyły nie prezydenta Kaczyńskiego, tylko prezydenta Komorowskiego?