erte2
19.04.18, 23:41
Lech Wałęsa mówcą nie był. Brak wykształcenia, środowisko w którym się obracał, nawet trudności z czytaniem tekstu decydowały o tym że w przemówieniach i oficjalnych wystąpieniach nie wypadał, mówiąc oględnie, najlepiej. Ale też nikt się u niego nie spodziewał krasomówstwa i elokwencji, bo nie o to chodziło.
W odróżnieniu od poprzednika Aleksander Kwaśniewski świetnie i płynnie mówił po polsku, nie popełniał błędów językowych (nawet umiał - co jest już dziś ewenementem - prawidłowo wymówić "h" /tzw. twarde "h"/, a co ja osobiście cenię). Ale też często potrafił poprawnie, długo i ze swadą mówić o.... niczym, a z jego wypowiedzi często wynikało to że nic z nich nie wynikało.
Lech Kaczyński z racji wykształcenia i pochodzenia mówił poprawnie, nie popełniał błędów takich jak choćby jego brat, ale można było odnieść wrażenie że tymi swoimi przemówieniami usiłuje sobie dodać ważności i pewności siebie. No i głównie mówił to co mu brat kazał.
Bronisław Komorowski trochę ględził, trochę moralizował, trochę pouczał (taki jowialny starszy pan albo też wujek), ale na ogół mówił z sensem i niegłupio (choć zdarzały mu się idiotyzmy w stylu polskiego lotnika latającego na drzwiach od stodoły).
Natomiast andrzej duda... poszczekuje. Ma taką dziwną manierę zawieszania głosu po co drugim zdaniu, przez co jego oficjalne mowy (pełne banałów i komunałów) sprawiają wrażenie poszarpanych, niespójnych, takiego właśnie poszczekiwania - ni to Mussolini, ni to wójt Pcimia, ni to wystraszony kundel takim poszczekiwaniem dodający sobie odwagi i ważności.