kawa_poranna11
16.03.26, 20:34
Wiara, że USA z automatu rzucą się bronić Polski, jest politycznie wygodna, ale naiwnia.
Sam art. 5 NATO nie gwarantuje jednej, automatycznej formy reakcji — każde państwo podejmuje takie działania, jakie samo uzna za konieczne.
Casus Grenlandii pokazał, że nawet wobec sojusznika z NATO, jak Dania, Waszyngton potrafi działać brutalnie, gdy uzna, że chodzi o jego interes strategiczny.
Casus Ukrainy pokazał z kolei coś jeszcze gorszego: kiedy w USA pojawia się problem własnych zapasów, partner słyszy po prostu „stop, najpierw nasze potrzeby”.
To nie znaczy, że Ameryka na pewno pomoże Polsce — ale znaczy, że pomoże wtedy, gdy będzie chciała, mogła i uzna to za zgodne z własnym interesem.
Najuczciwszy wniosek dla Polski jest więc prosty: sojusz z USA pozostaje kluczowy, ale nie może być jedyną polisą bezpieczeństwa.
Trzeba zakładać, że pomoc może przyjść, lecz niekoniecznie w skali, tempie i formie, które w Warszawie uznano by za oczywiste.
Dlatego sens ma równoczesne wzmacnianie własnej armii, produkcji amunicji, logistyki i europejskich zdolności odstraszania SAFE