Gość: 000
IP: *.006.popsite.net
16.01.05, 07:36
Zak. artykulu w dzisiejszym Plusie-Minusie
To oczywiste, że prawdy o agentach należy szukać tylko w archiwach IPN. Nie
ma innej możliwości. Mimo prawdopodobieństwa istnienia fałszywych dokumentów,
prowokacji SB-eckich, wątpliwości, luk. Działań na własną rękę, "prywatnego"
śledztwa, rzucania podejrzeń na ślepo - nie da się usprawiedliwić. Ani
porównać z drogą, jaką wybrał Timothy Garton Ash. Różnica zasadnicza. Dwie
postawy etyczne. Dobra i zła wola. Bo jak na przykład nazwać rzucenie
podejrzenia o współpracę z SB na człowieka cenionego, znanego historyka,
powstańca warszawskiego - jeśli oparte jest na plotkach, na pomówieniach, na
opinii kogoś, kto tylko mówił, że "wie na pewno"? Na dodatek "oskarżyciel"
wystąpił za granicą, w nieznanym pisemku. A miejże odwagę, człowieku,
chciałoby się powiedzieć, ogłosić to w Polsce lub zapytać wprost, przy
świadkach - spojrzeć w twarz drugiemu człowiekowi.
Myślę, że roli i znaczenia Instytutu Pamięci Narodowej nie doceniliśmy
jeszcze należycie. O jego istnieniu Polacy dowiadują się przy okazji
sejmowych debat nad budżetem i corocznego "obcinania" sumy przeznaczonej na
IPN. Wyjątkiem wydaje się ostatnia, głośna sprawa agentki o pseudonimie
Nowak. To "obcinanie" funduszy, to spychanie Instytutu w niebyt dzieje się
oczywiście z inicjatywy spadkobierców PZPR, którzy prawdę o czasach realnego
socjalizmu chcieliby dokładnie zamazać. Ale żyć w wolnym kraju bez poznania
jego historii, także tej z najbardziej ciemnych kart, nie można. Ci, którzy
odkłamują przeszłość, są niezbędni. Dopiero powołanie Instytutu Pamięci
Narodowej daje nadzieję, że nie będziemy państwem zakłamanym, w którym każda
podłość może być zapomniana lub usprawiedliwiona.
KAZIMIERZ ORŁOŚ
-----------------------------