Gość: Commo
IP: 202.67.72.*
03.06.02, 12:22
za Ncz...
KTO CZYTA NIE BŁĄDZI
Q
Trwa Narodowy Spis Powszechny. Dziennikarz "Życia" przeprowadził rozmowę z
profesorem Januszem Witkowskim, wiceprezesem GUS-u. Profesor tak uzasadnił
konieczność przeprowadzenia spisu: Nie może być tak, że wszystko odbywa się w
sposób żywiołowy. Nawet w najbardziej rozwiniętej gospodarce rynkowej są mocno
rozwinięte elementy programowania rozwoju społeczno-gospodarczego. Dziennikarz
nadal nie był przekonany do idei NSP: Nie trzeba prowadzić spisu, żeby
wiedzieć, że wystarczy usunąć określone przeszkody dla biznesu - np.
zmniejszyć obciążenia na ZUS czy ograniczyć wszechwładzę urzędów skarbowych -
a miejsca pracy powstaną. Wiceprezes GUS-u wyraził zdziwienie: Nie rozumiem,
dlaczego pan tak ufa mechanizmom rynkowym. Nigdzie na świecie takiej
gospodarki nie ma. Jeśliby było tak, jak pan twierdzi, to dlaczego akurat mamy
wolniejsze tempo wzrostu gospodarczego? (...) Mówi pan, że wystarczy
wyeliminować bariery - ale żeby wiedzieć, które bariery, trzeba mieć
informację. Dla równowagi redakcja "Ż" zamieściła celny komentarz Rafała A.
Ziemkiewicza: u samej idei spisu tkwią postawy irracjonalne, parareligijne.
Państwo musi wiedzieć, co się znajduje na jego obszarze, argumentują jego
kapłani. Dlaczego musi wiedzieć? Na to pytanie nikt nie udzieli nam sensownej
odpowiedzi, tak samo jak szaman szczepu Bula-Bula nie wyjaśni, dlaczego
plemienne Mzimu nie może zostać urażone. Mzimu musi dostać ofiary, bo inaczej
będzie źle. Państwo musi wiedzieć, co się znajduje na jego obszarze, bo
jakżeby inaczej.
Trybunał Konstytucyjny uznał, że wprowadzenie podatku od oszczędności było
zgodne z prawem. Zakwestionował jednocześnie sposób ustanowienia 2-proc.
podatku od pieniędzy transferowanych za granicę. Tymczasem przygotowywana jest
kolejna nowelizacja prawa podatkowego. "Życie": W nowej ordynacji podatkowej
regulującej całość relacji fiskusa z podatnikami ma znaleźć się przepis
nakładający na banki nowy obowiązek w postaci przesyłania przez nie do władz
skarbowych comiesięcznych raportów o zakładanych i likwidowanych rachunkach
przez klientów. Fiskusowi ma to ułatwić kontrolę nad podatnikami i wykrywanie
przestępstw. Co więcej, także informacje o klientach - objęte tajemnicą
bankową - mają być w razie potrzeby przekazywane do izb skarbowych i Głównego
Inspektora Informacji Finansowej. Czy ktoś jeszcze pamięta, czym była
tajemnica bankowa?
Kolejne doniesienia z frontu walki o informację europejską. "Rzeczpospolita":
Na 19 miesięcy przed spodziewanym przystąpieniem do Unii wciąż na wstępnym
etapie są plany wykupienia gruntów pod inwestycje, np. autostrady. Nie ma
planów technicznych inwestycji, które są kosztowne (5 proc. całości nakładów,
a więc blisko 200 mln euro na projekty tylko za rok 2004) i czasochłonne.
Dopiero w połowie czerwca ma ruszyć przetarg Ministerstwa Finansów na
zbudowanie systemu komputerowego, kontrolującego sposób wydawania pieniędzy.
Jeśli wszystko pójdzie dobrze, system będzie gotowy na ostatnią chwilę, bo w
październiku 2003 roku. "Gazeta Wyborcza" o dopłatach bezpośrednich: Choć
większość krajów UE jest za tym, by kandydatom przyznać stopniowo rosnące
dopłaty, wpływowe Niemcy, Wielka Brytania, Szwecja i Holandia nie chcą teraz o
tym w ogóle rozmawiać. (...) Coraz więcej unijnych dyplomatów przyznaje,
że "czwórka reformatorów" nie ustąpi i że we wspólnym stanowisku może nie paść
w ogóle słowo "płatności". O tym, by wspomniano o długości okresu
przejściowego na dochodzenie do ich pełni albo o procentowej wielkości, od
której mogłyby zacząć rosnąć, nie ma w ogóle mowy.
Kwestia dopłat bezpośrednich jest pretekstem do przedłużenia negocjacji. "Puls
Biznesu": Eneko Landaburu, szef Dyrekcji Generalnej ds. Rozszerzenia UE,
zapowiedział, że Polska nie wejdzie do Unii 1 stycznia 2004 r., ale
prawdopodobnie pół roku później. Urzędnika pośrednio poparł rzecznik Guntrama
Verheugena: Nic nie pozwala dzisiaj mówić, że poszerzenie UE planowane na 2004
r. opóźni się, ale nigdy nie wyznaczaliśmy dokładnej daty.
Euroentuzjaści zachowują jednak spokój: Zdaniem Józefa Oleksego, szefa
sejmowej Komisji Europejskiej, nowa data nie jest żadną sensacją dlatego.
że "taki właśnie wariant był brany pod uwagę". Jest to jedynie techniczna
sprawa, a horyzontem pozostaje nadal 2004 r. - Co innego, gdybyśmy mówili o
2005 r. To byłoby już znaczne opóźnienie - mówi Józef Oleksy. Napluć im w
twarz, to powiedzą, że deszcz pada.