wiolawiola
02.05.05, 20:35
> w Poslce mamy juz demokracje trzeba jeszcze tylko ludzi wymienic
>>>
dziekuje wam za uczestnictwo ciesze sie ze sa jeszcze ludzie co interesuja
sie
Polska
Mija rok od wejścia Polski do Unii Europejskiej. Zawiedli się ci, którzy
sądzili, że akcesja spowoduje - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki -
poprawę ich życiowej sytuacji, a Polskę zmieni w oazę dobrobytu. Nic takiego
nie nastąpiło.
Prezentacja rządowego raportu "Polska w UE - doświadczenia pierwszego roku
członkostwa" odbyła się w hurraoptymistycznym tonie. Tymczasem ani dane
zawarte
w dokumencie, ani ogląd rzeczywistości nie uzasadniają tego entuzjazmu.
Bezrobocie - mimo promowania przez rząd wyjazdów na Zachód za chlebem -
właściwie nie drgnęło. Większość z tych, którzy zaraz po 1 maja ruszyli
szeroką
falą do Wielkiej Brytanii, wróciła z kwitkiem. Jeśli ktoś znalazł godziwą
pracę, to doświadczona kadra techniczna, lekarze, stomatolodzy, informatycy i
wykwalifikowane pielęgniarki. Będzie nam ich brakowało w kraju.
Nie przybyli też na razie obiecywani "zachodni inwestorzy", którzy mieli
stworzyć w Polsce niezliczone miejsca pracy. Nie wzrosły zasiłki, nie
poprawiły
się warunki zatrudnienia, a realne płace spadły wskutek poakcesyjnej drożyzny
(i to przy wzroście wydajności pracy).
Wyjazdy na studia za granicą nadal są trudno dostępne dla młodzieży, tyle że
nie z powodów administracyjnych, lecz finansowych. Chyba że ktoś uzyska
stypendium czy skorzysta z unijnego programu. Jest to jednak kropla w morzu
potrzeb. Nie widać też szczególnej pomocy Unii dla osób niepełnosprawnych, o
czym szeroko rozpowiadano w kampanii. Nic dziwnego, że wśród osób młodych
oraz
starszego pokolenia, które poparło akcesję "w imię przyszłości wnuków",
pojawiło się rozczarowanie. Nie ominęło ono również sfery budżetowej, np.
nauczycieli, a także, bardzo podatnych na propagandowy euroentuzjazm
przedstawicieli wolnych zawodów.
Rolnicy, zdaniem rządu, zdecydowanie skorzystali na akcesji. Oni sami nie są
o
tym jednak przekonani. Faktem jest, że w pierwszych miesiącach odnotowali
wzrost popytu na swoje produkty ze strony zagranicznych firm i związany z tym
wzrost przychodów, ale równocześnie wzrosły koszty produkcji rolnej - maszyn,
środków ochrony roślin, nawozów - i to tak dalece, że - jak wynika z rozmów z
rolnikami - nie rekompensują im tego unijne dopłaty bezpośrednie.
Wieś ma i inne kłopoty: spadek cen na rynku zbóż sprawił, że duże
gospodarstwa
zbożowe ponoszą straty. Bardziej opłacalne jest karmienie zbożem trzody
chlewnej, a nawet... palenie w piecu ziarnem, co w polskiej tradycji budzi
zrozumiałe zgorszenie. Według obserwatorów rynku rolnego, masowe
przechodzenie
z produkcji zbożowej na zwierzęcą wkrótce skończy się "świńską górką" i ceny
żywca spadną poniżej poziomu opłacalności.
Poważnym problemem dla gospodarstw mlecznych jest fakt, że wykorzystaliśmy
już
krajową kwotę hurtową. Cóż więc pozostaje rolnikom, którzy powiększyli swoje
obory? Albo dokupią limity na wolnym rynku, albo ograniczą produkcję.
Przekroczenie krajowej kwoty zagrożone jest w unijnym prawie wysoką karą
finansową. W ubiegłych latach kary takie zostały nałożone m.in. na rolników
włoskich i greckich. Wiszą nad nami także kary za nadmierne zapasy
magazynowe.
Podobno Bruksela zwleka z ich wymierzeniem z uwagi na nastroje przed
ewentualnym referendum nad konstytucją europejską...
Rząd z dumą obwieścił przy okazji prezentacji raportu, że "nie sprawdziły się
czarne przepowiednie eurosceptyków": nie upadają firmy, nie następuje wykup
polskiej ziemi, naszego rynku nie zalała unijna żywność, a Polska nie stała
się
płatnikiem netto do brukselskiej kasy.
Oczywiście uniosceptycy byliby bardzo zadowoleni, gdyby tak było - w końcu
każdy przecież dobrze życzy swojemu krajowi, choć niekoniecznie popiera
politykę komunistycznego rządu. Niestety, trzeba stwierdzić jasno: rząd
bezpodstawnie obwieścił sukces. Wszyscy eksperci biorący udział w
przygotowaniu
raportu ostrzegają, żeby nie traktować wyników pierwszego roku jako
miarodajnych w kwestii oceny skutków akcesji. Znaczna część zjawisk
gospodarczych, które w tym czasie nastąpiły, wynika bowiem z
jednorazowego "efektu akcesyjnego" i w przyszłości się nie powtórzy.
Z drugiej zaś strony - nikt po stronie uniosceptyków nie mówił, że
niekorzystne
zmiany nastąpią zaraz po uzyskaniu przez Polskę członkostwa. Wykup ziemi
przez
cudzoziemców stanie się problemem dopiero po upływie kilku lat, bo na razie
utrudniają to okresy przejściowe. Upadłość firm? Dane z raportu pokazują, że
w
2004 r. nastąpił spadek liczby firm sektora małych i średnich
przedsiębiorstw,
rozpoczęły się też procesy koncentracyjne. A więc to także jeszcze może być
przed nami. Uniknięcie niebezpieczeństwa zależy od aktywności polskich
podmiotów i umiejętnej polityki rządu. Co zaś się tyczy bilansu przepływów
finansowych Polska - Unia, to jest on według ekspertów korzystny dla nas w
skali całego kraju (1,5 mld euro na plusie), ale niekorzystny z punktu
widzenia
budżetu państwa, w którym spowodował lukę w wysokości 8 mld zł. Luka ta w
bieżącym roku ma się nawet podwoić. O negatywnych skutkach tego zjawiska dla
funkcjonowania instytucji państwowych i sfery budżetowej jakoś niewiele można
usłyszeć.