Dodaj do ulubionych

O dwóch takich co .......

23.08.05, 14:59
Ani w tej, ani w następnej kadencji Sejmu nie powstanie czwarta komisja
śledcza – tym razem ds. braci Kaczyńskich. A szkoda. Zajęłaby się ona
gigantycznymi przekrętami bliźniaków. I wcale nie chodzi o FOZZ czy
Telegraf...

Skąd się wzięli bracia Kaczyńscy? Z filmidła „O dwóch takich...”? Owszem, ale
nie tylko, a nawet nie przede wszystkim. Początki prawdziwej kariery
rodzeństwa sięgają Komitetu Obrony Robotników (lata 1977–1980), jednak bez
jakiś oszałamiających sukcesów. Tak naprawdę narodziny politycznych Kaczorów
można datować dopiero na rok 1989, kiedy to obaj panowie stają się
promotorami rządu Tadeusza Mazowieckiego. Jednak bardzo szybko swoją miłość
do premiera zamieniają w nienawiść. Czas pokaże, że podobnie będzie z ich
kolejnymi namiętnościami.
Wiosna roku 1990. Kaczyńscy zacierają ręce na wieść o konflikcie między
Mazowieckim a Wałęsą i zakładają partię rozłamu Solidarności, czyli
Porozumienie Centrum. Tak naprawdę nie chodzi jednak o PC – ma ono stanowić
przykrywkę przekrętu na miarę kradzieży księżyca. Prawdziwego.
Jarek i Lech zakładają oto Fundację Prasową Solidarność. Kogóż jeszcze
widzimy w tej firmie? Jest arcybiskup Gocłowski, jest Maciej Zalewski
(obecnie w więzieniu za pomoc Gąsiorowskiemu i Bagsikowi w ucieczce z
Polski), a także Sławomir Siwek (milioner), Krzysztof Czabański (powiernik
Kaczorów) i Maria Stolzman – później wiceminister rolnictwa, obecnie polityk
Unii Wolności. Zarządza Fundacją Rolniczą. To taka firemka, która kieruje
częścią interesów Kościoła na wsi.
Fundacja Prasowa Solidarność z Kaczorami na czele, dysponując kapitałem
założycielskim w kwocie – UWAGA! – 180 zł, nabywa „Express Wieczorny” – jeden
z największych wówczas dzienników w Polsce o nakładzie przewyższającym
nakład „Wyborczej” i „Życia Warszawy”.
Powiedzmy to jeszcze raz: dwaj braciszkowie dostają za 180 złotych (tak
działo się wówczas, podczas podziału RSW) największą polską gazetę! I co z
nią robią? Od razu mianują naczelnym Krzysztofa Czabańskiego – człeka bez
reszty im oddanego.
Jednak aby wydawać dziennik, trzeba po pierwsze – mieć o tym pojęcie, a po
drugie (i najważniejsze) – należy posiadać jakąś kasę. Bracia nie mają ani
jednego, ani drugiego. Ale od czego mamy służebną rolę państwa wobec grupy
trzymającej władzę! Bank Przemysłowo-Handlowy (wówczas jeszcze własność RP)
przekazuje Fundacji pieniądze (jako darowiznę!) w kwocie równej kosztom
trzymiesięcznej pracy redakcji, prawie 2 mld starych zł. Ale to wszystko mało
i mało. I tu właśnie ujawniają się nieodkryte dotąd talenty bliźniąt. Otóż
wynajmują oni bankowi BPH budynek przy Alejach Jerozolimskich 125/127,
pobierając czynsz... za 10 lat z góry! To są ogromne pieniądze. Dziś za taką
kasę można by utworzyć nowy ogólnopolski dziennik. Żeby było jeszcze
ciekawiej, Lech i Jarosław Kaczyńscy wynajęli tę nieruchomość i... wzięli za
wynajem pieniądze, chociaż ona nigdy do nich nie należała.
Lecz i to wciąż za mało. Kolejna państwowa firma, która wysupłała darowiznę
na rzecz Fundacji braciszków, to Budimex. Ten sam, który wybudował Licheń i
miał Tuderka za szefa. Ile dał? Nie wiemy dokładnie ile, ale wiemy, że bardzo
dużo.
Czytelnik w tym momencie jest przekonany, iż Kaczory potężną kasę z pieniędzy
podatników pakowały w „Express Wieczorny” – w jego rozwój. Nic bardziej
mylnego. Forsa szła na finansowanie działalności PC oraz na wydawanie
tygodnika „Polska Dzisiaj”. Ów tygodnik w ciągu dwóch lat trafił cztery razy
do kiosków! Reszta kasy trafiała do „Tygodnika Centrum”, Stowarzyszenia
Dziennikarzy Katolickich, „Tygodnika Solidarność” oraz „Ziemi Garwolińskiej” –
pisemka o nakładzie 2000 sztuk. A dlaczego? A dlatego, że „Ziemią
Garwolińską” zarządzał wówczas Marek Suski, zaufany braci, a dziś czołowy
działacz i poseł Prawa i Sprawiedliwości.
No i na to właśnie poszła cała forsa, a tu raptem zbliża się kampania
wyborcza. Skąd wziąć na nią środki?! – biedzą się bliźniacy. I wpadają na
pomysł: opylimy „Express Wieczorny”; wyssaliśmy z niego wszystko, więc teraz
trup pójdzie pod młotek.
Pojawiają się Szwajcarzy (ot, głupki jedne) chętni do zakupu. Dochodzi do
transakcji na kwotę... no i tu są różne dane. Według naszych ustaleń, Kaczory
spuszczają „Express” za mniej więcej 25 miliardów starych złotych. Z tych
pieniędzy PC finansuje swoją kampanię wyborczą w roku 1993 i... przegrywa na
całej linii. Na otarcie łez tylko Lech Kaczyński zostaje prezesem Najwyższej
Izby Kontroli.
A tymczasem Fundacja Prasowa Solidarność już ledwo zipie. Wszystkie wszak
środki władowała w elekcję Kaczorów i w kasie pojawiło się dno. Ale
braciszkowie mają główki na miejscu. Nigdy wszak nie ma tak, żeby nie można
było jeszcze czegoś chapnąć. Są przecież nieruchomości Skarbu Państwa
zarządzane przez Fundację. No to trzeba je sprzedać. Ale jak sprzedać nie
swoje? Jak spieniężyć dla siebie coś, co jest własnością podatników? Otóż
bardzo prosto – wystarczy tylko bezczelny pomysł!
W lutym 1994 roku Lech i Jarosław upoważniają zarząd Fundacji do założenia
trzech spółek: „Srebrna”, „Interpoligrafia” i „Celsa”. Po co one? A po to, że
mają sprzedać z majątku Fundacji, co się tylko da. A da się sprzedać np.
biurowce przy Alejach Jerozolimskich i ulicy Srebrnej, drukarnie przy ul.
Nowogrodzkiej, a także mały obiekt przy Ordona 3.
Sąd Gospodarczy jakoś nie ma czasu na sprawdzenie, czy nieruchomości są
własnością firmy Kaczorów. Jest to co prawda jego obowiązek, ale kto to
wysokiemu sądowi wytknie? Bezczelność Kaczyńskich osiąga już taki pułap, że
jeden jedyny budynek (ten przy Alejach Jerozolimskich plus dwa samochody)
wnoszą aportem do ww. trzech spółek. Do każdej oddzielnie. Ślepa Temida
klepie bez niczego to jawne oszustwo.
Stan więc mamy taki: są trzy spółki – wszystkie pod kontrolą braciszków –
i... przestępstwo (wniesienie aportem nie swojej własności) zostaje
zalegalizowane. Otóż 29 grudnia 1994 r. w gabinecie kierownika Urzędu
Rejonowego w Warszawie zostaje podpisany akt notarialny, na mocy którego
Skarb Państwa (czyli my wszyscy) przekazuje wspomniane wcześniej budynki i
działki, na których stoją, Fundacji Kaczorów. Niesamowite? A jednak prawdziwe!
Bracia mają poza umiejętnością trzepania kasy jeszcze jedną właściwość –
talent do skłócania przyjaciół. Tak się stało nie tylko z Wałęsą, ale np. ze
Sławomirem Siwkiem. Poszło o pieniądze oczywiście.
Było tak: Siwek znacznie poniżej kosztów własnych drukował braciszkom „Nowe
Państwo”, a w zamian miał dostać na własność spółkę „Interpoligrafia” – razem
z jej maszynami poligraficznymi. Miał i dostał, ale nie do końca. Dostał też
bowiem anioła stróża, czyli nowego akcjonariusza – biskupa Andrzejewskiego.
Co na to niezawisły sąd? Nic! Klepie kolejne sprawozdania finansowe spółki i
udaje, że nie widzi, iż całkiem zmienili się jej akcjonariusze.
Kaczyńscy zabrali się też do zarządzania nieruchomościami przy Alejach
Jerozolimskich i ul. Srebrnej.
W tym celu tworzą kolejną spółkę – „Srebrna Media” to klon spółki „Srebrna”.
Powstaje też kolejna fundacja – „Nowe Państwo” – którą zakładają: arcybiskup
Gocłowski, Jarosław Kaczyński i Ludwik Dorn. Jak by tego było jeszcze mało,
szeregi fundacji zasilają spółki „Srebrna” i „Srebrna Media”. Dostałeś
Czytelniku zeza? My też, ale o to właśnie Kaczorom chodziło – żeby jak
najbardziej wszystko zagmatwać.
Jak już wszystko jest „cacy”, to nieruchomości kaczorowe zostają
powynajmowane. Wszystkie – na biura instytucji państwowych, a więc takich
Obserwuj wątek
    • miskorabol Re: O dwóch takich co ....... 23.08.05, 15:04
      Zapowiedź tego, co Prawo i Sprawiedliwość – gdy dojdzie do władzy – zrobi z
      prawem i sprawiedliwością, mieliśmy w piątek 24 czerwca.

      W samo południe warszawski Sąd Rejonowy orzekł (w procesie karnym), że Lech K.
      jest winny zniesławienia Mieczysława Wachowskiego. K. został skazany na
      symboliczne kary pieniężne za nazwanie żelaznego Miecia „wielokrotnym
      przestępcą”. Najważniejsze jest jednak to, że oto K. – prezydent Warszawy i być
      może przyszły prezydent Polski – został uznany za winnego.
      Akurat nie jestem specjalnym fanem Wachowskiego, ale nie o to tu chodzi. Oto
      Lech K. jeszcze przed ogłoszeniem sądowego orzeczenia powiedział dziennikarzom,
      że wyrok niekorzystny dla niego jest z góry przesądzony i oświadczył:
      „Nie sądzę, aby Sąd Okręgowy mógł się tak skompromitować”. Skazanemu K.
      chodziło o to, że będzie się odwoływał i zapewne wygra. Tak przynajmniej
      twierdzi. Jednak proszę uprzejmie zwrócić uwagę na słowo „skompromitować”,
      które – rzecz jasna – odnosi się do trybunału pierwszej instancji. Mało kto
      zauważył, że skazany K. popełnił w tym momencie kolejne przestępstwo, obrażając
      odważną Panią Sędzię (i jej urząd), która wypowiedziała formułkę „uznaję za
      winnego”. W „Kodeksie karnym” czytamy bowiem artykuł 226, a w nim paragraf
      3: „Kto publicznie znieważa lub poniża konstytucyjne organa Rzeczypospolitej
      Polskiej, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności lub pozbawienia
      wolności do lat 2”.
      Tuż po ogłoszeniu wyroku skazany K. zwołał konferencję prasową, podczas której –
      wraz z wtórującym mu posłem Ziobrą – nie zostawił na sądzie suchej nitki, zaś
      werdykt nazwał skandalicznym, tendencyjnym i politycznym.
      W USA lub w Niemczech Lech K. poszedłby do aresztu, ale my – m.in. dzięki
      braciom K. – jesteśmy krajem daleko bardziej „cywilizowanym i prawym”. Co to
      oznacza? A to, że ludzie dzielą się na równych i równiejszych. Oto dowód: w
      2004 r. Józef Oleksy niemal w tak samo ostrych słowach skrytykował decyzję
      sądu, który uznał go za kłamcę lustracyjnego. Co wtedy zrobiło Prawo i
      Sprawiedliwość? Oczywiście natychmiast powiadomiło prokuraturę o popełnieniu
      przez Oleksego przestępstwa ze znanego nam już art. 226 kk.
      Lecz to jeszcze nie koniec. Oto skazany Lech K., nazywając Wachowskiego
      przestępcą, jakoś tak zapomniał, że przez rok był ministrem sprawiedliwości i
      wówczas nie zrobił nic, aby Miecia postawić przed sądem. Ciekawe, prawda? Tym
      bardziej interesujące, iż w „Kodeksie karnym” czytamy: „Kto mając wiarygodną
      wiadomość o (...) dokonaniu czynu zabronionego (...), nie zawiadamia
      niezwłocznie organu powołanego do ścigania przestępstw, podlega karze
      pozbawienia wolności do lat 3” – art. 249, par. 1 kk).
      Teraz sąd kolejnej instancji będzie rozpatrywał rewizję skazanego Lecha K. Na
      pewno nie uczyni tego przed wyborami, bo sędziowie nie są samobójcami. A nuż K.
      zostanie prezydentem... Kariera każdego sędziego, który utrzyma zaskarżony
      wyrok w mocy, jest wówczas przesądzona. Ktoś się z tym nie zgadza?
      I jeszcze jedna ciekawostka prawna: skazany Lech K. (jeśli wyrok zostanie
      utrzymany w mocy) nie będzie mógł pełnić funkcji prezydenta Warszawy, za to bez
      najmniejszego kłopotu może być prezydentem III (albo IV) RP. Oto jest właśnie
      prawo i sprawiedliwość!
      • martijn Re: O dwóch takich co ....... 23.08.05, 15:07
        No dobra nie zagłosuję na Kaczorów. No i co?
        • ligorta Re: O dwóch takich co ....... 23.08.05, 15:20
          martijn napisał:

          > No dobra nie zagłosuję na Kaczorów. No i co?

          > takie wiadomości powinny być imienne,to poważne zarzuty!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka