Dodaj do ulubionych

MSZ nie ujawni nazwisk odwołanych dyplomatów

04.01.06, 07:26
To fakt, polska dyplomacja to zaśmierdły słoik kiszonych ogórków. Wstyd!
Przechowalnia dla etatowych pracowników byłych komitetów wojewódzkich PZPR,
służb tajnych, widnych i dwupłciowych, ale i "nowych mocnych", którym także
słoma z butów wyłazi. Nepotyzm i korupcja. Panowie (i panie), których głównym
zajęciem jest dbać o własne interesy. Czy odwołany zostanie także były
przydupas Skuby, ambasador z malowanymi rzęsami z Brukseli?
Obserwuj wątek
    • dzieciatko_o_dyrektora MSZ nie ujawni nazwisk odwołanych dyplomatów 04.01.06, 07:27
      A za cztery lata bedzie to samo .
      • ant07 Re: MSZ nie ujawni nazwisk odwołanych dyplomatów 04.01.06, 10:38

        Czy byłoby możliwe w Niemczech 15 lat po wojnie, że dyplomatami RFN są
        funkcjonariusze wywodzący sie z dawnej NSDAP? Tak się z ciekawości pytam.
    • matador10 [...] 04.01.06, 09:24
      Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
    • a.barbarus Oczywiście nie ma czystki i komisji... 04.01.06, 09:57
      ...a jednak trafiło na byłych pzprowców i agentów. Ot taki zbieg okoliczności.
    • golass nie generalizujmy 04.01.06, 10:43
      polska dyplomacja ma na pewno swoje mankamenty, skrywa rudymenty zeszlego
      systemu, z doswiadczenia wiem jednak (pracowalem do niedawna w polskiej
      ambasadzie), ze w jej szeregach sa tez pracownicy pierwszorzednego formatu.
      inna sprawa, ze polska polityka zagraniczna jest - jak sadze - chybiona, a w
      kontekscie tym strategia personalna msz-u nie pomaga, a raczej pogarsza
      sytuacje.
      • starywiarus Re: nie generalizujmy 04.01.06, 13:29
        golass napisał:

        > polska dyplomacja ma na pewno swoje mankamenty, skrywa rudymenty zeszlego
        > systemu, z doswiadczenia wiem jednak (pracowalem do niedawna w polskiej
        > ambasadzie), ze w jej szeregach sa tez pracownicy pierwszorzednego formatu.
        > inna sprawa, ze polska polityka zagraniczna jest - jak sadze - chybiona, a w
        > kontekscie tym strategia personalna msz-u nie pomaga, a raczej pogarsza
        > sytuacje.

        A czytać cię w tej ambasadzie nauczyli na tyle, źebyś wiedział, że o ile to są rzeczywiście tylko
        rudymenty, to dyplomacji polskiej jako takiej nic nie grozi w następstwie usunięcia rudymentów?
        A jeśli to nie są rudymenty, tylko slabo widoczna i przez wiele lat ukrywana warstwa fundamentów, to
        konieczna jest gruntowna przebudowa, i im wcześniej tym lepiej, bo dość już czasu zmarnowano.

        Dymisje dotyczą byłych pracownikow aparatu partyjnego PZPR oraz Stirlitzów z "cichego frontu" walki
        antyimperialistycznej ramię w ramię z braterskim Zarządem I KGB.

        Pierwsza kategoria wylatuje za brak związku pomiędzy doświadczeniem w komunistycznym aparacie
        wladzy totalitarnej z potrzebami dyplomacji demokratycznego państwa.

        Druga kategoria wylatuje jako zwyczajny 'security risk' czyli ryzyko potencjalnie zagrażające
        bezpieczeństwu państwa - z powodu posiadania niewiadomych powiązań osobistych nabytych na
        zamkniętej spec-uczelni w ZSRR (MGIMO) powszechnie znanej aż do ostatnich dni istnienia ZSRR jako
        kuźnia kadr tak MSZ ZSRR jak i KGB; wylatują również z powodu wieloletniego uczestnictwa w
        antyzachodniej pracy wywiadowczej, wykonywanej prze niesuwerenną PRL w dużej mierze pod
        dyktando Rosjan i według wykazu celów sporządzonego przez Rosjan.

        Jak wystąpimy z NATO, zerwiemy stosunki dyplomatyczne z USA, i będziemy znowu potrzebować
        fachowców od rycia pod Zachodem, wtedy ich możesz przyjąć z powrotem.

        Czy polityka zagraniczna jest chybiona czy nie, to sprawa rządu. Rząd musi mieć rozsądne gwarancje,
        że jego dyplomaci realizują politykę zagraniczną państwa, jaka by ona nie była, a nie własną, albo co
        gorsza cudzą.

        Dyplomata RP nie może mieć prywatnego zaplecza, pozwalającego mu w każdej chwili, wedle
        własnego uznania i bez wiedzy centrali, golić wódę i czyścić nagan w towarzystwie dawnych kolegów z
        okopów "cichego frontu"
    • widziane_inaczej [...] 04.01.06, 11:08
      Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
    • mindhardcore [...] 04.01.06, 11:19
      Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
      • topol Re: MSZ nie ujawni nazwisk odwołanych dyplomatów 04.01.06, 11:46
        mindhardcore napisał:
        >
        > Dziś w dyplomacji są nam potrzebni zawodowcy, a nie odrzutki albo po prostu
        > agenci. Najmniej potrzebni są koledzy. Wszystko jedno czyi. Siemiątkowskiego
        z
        > Siwcem czy ich następców.
        >
        > Maciej Rybiński
        >

        Ambasador jest stanowiskiem politycznym a nie zawodowym...
        Już nie powołam się na przykład USA gdzie regułą jest mianowanie ambasadorem za
        zasługi w prezydenckiej kampani wyborczej - choćby ojciec prezydenta Johna
        Fitzgralda Kennedy był ambasadorem w UK za wsparcie (solidne) finansowe
        ówczesnego prezydenta USA....
        • haen1950 [...] 04.01.06, 11:55
          Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
    • indris Kompletny idiotyzm 04.01.06, 12:09
      Nie mam tu na myśli decyzji o odwołaniu, ale o "nieujawnaniu". To ostatnie jest
      na poziomie pijanego g..arza. Ciekaw jestem, KTO w MSZ na to wpadł.
      • joannabarska Re: Kompletny idiotyzm 04.01.06, 12:17
        Nieujawnianie to kretynizm. Sądzę, że odwołania mają i inny sens: potrzebne
        były posady dla wiernych pisowców, ale moze dla takich, którzy powinni byc na
        wszelki wypadek dalej od centrali niż na miejscu.
      • echo_o Re: Kompletny idiotyzm 04.01.06, 12:22
        indris napisał:

        > Nie mam tu na myśli decyzji o odwołaniu, ale o "nieujawnaniu". To ostatnie
        jest
        >
        > na poziomie pijanego g..arza. Ciekaw jestem, KTO w MSZ na to wpadł.

        ```````````````````````````````

        Jest dokładnie odwrotnie niż napisałeś...
        Idiotyzmem i skrajnym dyletanctwem byłoby upowszechnienie tej listy. Już sam
        wyciek do prasy o planowanych zmianach obsad placówek był niepotrzebny. Ale to
        było nie do uniknięcia. Zagrożeni musieli wyruszyć na poszukiwanie protektorów,
        a szum wokół sprawy to też element obrony. Realizacja wymiany Ambasadorów (nie
        mówię oczywiście o normalnej kadencyjnej rotacji tylko tych na cenzurowanym)
        musi się odbyć spokojnie, bez fajerwerków.
        • moortel Re: Kompletny idiotyzm 04.01.06, 15:46
          "Solidarne państwo solidarnych obywateli" - Program PiS

          Pozwole sobie zatem tylko zacytowac punkt 4. :) (publikowany rowniez na
          lamach tej gazety - serwisy.gazeta.pl/kraj/1,69906,2961904.html)

          "4. Jawność życia publicznego. Wszystkie działania i decyzje rządu, premiera,
          poszczególnych ministrów i innych osób występujących w imieniu państwa muszą
          być jawne na każdym etapie ich podejmowania. W dobie Internetu nawet kalendarz
          spotkań osób publicznych winien być ogłaszany na stronach internetowych.
          Uzyskamy w ten sposób dostęp obywateli do pełnej informacji o procesie
          rządzenia."

          :)
          pozdrawiam
          • echo_o Re: Kompletny idiotyzm 04.01.06, 16:00
            moortel napisał:

            > "Solidarne państwo solidarnych obywateli" - Program PiS
            >
            > Pozwole sobie zatem tylko zacytowac punkt 4. :) (publikowany rowniez na
            > lamach tej gazety - serwisy.gazeta.pl/kraj/1,69906,2961904.html)
            >
            > "4. Jawność życia publicznego. Wszystkie działania i decyzje rządu, premiera,
            > poszczególnych ministrów i innych osób występujących w imieniu państwa muszą
            > być jawne na każdym etapie ich podejmowania. W dobie Internetu nawet
            kalendarz
            > spotkań osób publicznych winien być ogłaszany na stronach internetowych.
            > Uzyskamy w ten sposób dostęp obywateli do pełnej informacji o procesie
            > rządzenia."
            >
            > :)
            > pozdrawiam

            ```````````````````````````````

            Co innego jawność, co innego ostentacja...
            Uwierz, że w TYM przypadku, jak w mało którym dyskrecjonalność nie oznacza
            zakulisowe działanie tylko odpowiedzialność wobec faktu, iż ci panowie (to be
            delete) muszą do końca pełnić swoją misję, a pełnią ją nie gdzie indziej tylko
            poza Polską i to wobec tego ich umocowania należy sprawę 'załatwić' elegancko,
            a nie wypuszczając w świat listę nazwisk... A obywatele polscy dowiedzą się i
            tak, kto i kiedy wraca - przed czasem normalnej rotacji :)
            • starywiarus Dyskrecja dla Stirlitza? Dlaczego? 04.01.06, 16:42
              echo_o napisała:

              > Co innego jawność, co innego ostentacja...
              > Uwierz, że w TYM przypadku, jak w mało którym dyskrecjonalność nie oznacza
              > zakulisowe działanie tylko odpowiedzialność wobec faktu, iż ci panowie (to be
              > delete) muszą do końca pełnić swoją misję, a pełnią ją nie gdzie indziej tylko
              > poza Polską i to wobec tego ich umocowania należy sprawę 'załatwić' elegancko,
              > a nie wypuszczając w świat listę nazwisk... A obywatele polscy dowiedzą się i
              > tak, kto i kiedy wraca - przed czasem normalnej rotacji :)


              Czy moźesz rozwinąć szerzej myśl, dlaczego winni jesteśmy elegancję i dyskrecję byłym pracownikom
              aparatu partyjnego PZPR oraz Stirlitzom z "cichego frontu" walki antyimperialistycznej ramię w ramię z
              braterskim Zarządem I KGB?

              Czy doprawdy myślisz, że rządy krajow, w których dawniejsi Stirlitzowie dziś sprawują misję,
              akredytowały ich na tzw. krzywy ryj, to jest bez zasięgania opinii własnych i zaprzyjaźnionych
              kontrwywiadów przed zaakceptowaniem proponowanego im kandydata na polskiego ambasadora?

              Myślisz, źe np. taki Londyn, posiadacz jednego z najlepszych kontrwywiadów na świecie, akredytował
              polskiego Stirlitza pod dyplomatycznym przkryciem nie znając jego przeszłości, i nie wiedząc, że on
              długo był, a może dalej jest, Stirlitz?

              Ja myślę, że znacznie większe szkody dyplomatyczne i polityczne wyrządziło idiotyczne i w najwyższym
              stopniu konfrontacyjne wysłanie do stolic zachodnich przez SLD "spec-dyplomatów" od lat spalonych
              jako Stirlitzowie u wszystkich zachodnich kontrwywiadów, niż ich dymisja przez PiS, z pozostawieniem
              jeszcze przez parę miesięcy na placówkach.

              Naturalnie, obowiązuje protokół, więc Stirlitzowie zawsze byli i dalej są przyjmowani w stolicach
              Zachodu z pelną kurtuazją. Ale ręczę, że kiedy przychodziło do rzeczy naprawdę poważnych, to kaźdy
              zachodni interlokutor polskiego Stirlitza otrzymywał przed spotkaniem z nim dyskretny tajny briefing
              od wlasnych spec-służb na temat co ten Stirlitz za jeden, jakie miał stopnie w MGIMO, jaki ma stopień
              oficerski, co rozpracowywał przed 1989 rokiem, pod jakimi przykryciami występował był w swojej
              karierze, jakie miał w niej wyniki, co o nim sądzą jego polscy koledzy i przełożeni, i czego przy Stirlitzu
              na wszelki wypadek mówić nie należy.

              Żaden ze Stirlitzów nie był nigdy, ani przez chwilę, prawdziwie wiarygodnym partnerem dla dyplomacji
              Zachodu w żadnych naprawdę poważnych sprawach po 1989 roku, Żaden kontrwywiad zachodni
              pozostajacy przy zdrowych zmyslach nigdy nie wierzył w deklaracje postkomunistów polskich, źe od
              1989 roku wilki żywią się wyłącznie trawą, a wywiad wyłącznie przeprowadza staruszki przez jezdnię.
              I bardzo słusznie, że nie wierzyli.

              Jeśli Polacy mają fantazję ignorować zdrową zasadę "nie wierz komuchowi", to ich sprawa. Ale nie w
              każdym kraju swojego interesu narodowego tak pilnują, jak od 1989 roku Polacy. Wiele krajów Zachodu
              w wyniku zgromadzonych doświadczeń stosuje zdrowy sceptycyzm, i woli na wszelki wypadek
              komuchowi nie wierzyć, nawet jak komuch kładzie rękę na sercu i przysięga na grob Stalina, że nigdy
              nie był komuchem i zawsze tylko Boga, Historię i dobro Ojczyzny miał na względzie.

              Najwyższy już czas, doprawdy, żeby posprzątać tą stajnię.
              • jars5 Re: Dyskrecja dla Stirlitza? Dlaczego? 04.01.06, 17:11
                Stary wiarus wykazuje cechy maloletniego dziecka wierzac we wszystko co mu
                PiSuar z komisarzami Waszczykowskim i Fotyga powie. Zwlaszcza ubawila mnie
                informacja, ze nie bylo zadnej komisji a o wszystkim decydowal biedy Minister.
                Ambasadora nie odwoluje sie e 5 minut i na pewno nie mowi sie o tym urzednikom
                w poniedzialek po poludniu. Rozumiem jednak, ze ministrowie zabezpieczaja sobie
                tyly. W razie czego beda mogli zwalic wszystko na biednego naiwniaka, ktory
                wierzy, ze stoi na czele resortu. Stary wiarus zgodnie z ideologia PiSuar
                kaczyzmu chce wiec wszystkich pod sciane, a jak sie nie da to marsz przez
                Warszawe z czapkami hanby na glowie. Biedaczka nie zna tych ludzi, z ktorych
                wielu nie mialo nic wspolnego z PZPR czy innym Stirlicami. Narazili sie obecnej
                ekipie, bo byli dyrektorami czy zwierzchnikami obecnych odnowicieli i nie
                tolerowali ich bledow czy tez zaniechan. Dla wiarusa Polska zaczyna sie teraz,
                furda, reszta niewazna. Komuna trwala od 1944 do 2005. Twoj klopot staruszku.
                Swiadczy o naiwnosci, podobnie jak wiara we wszechmoc brytyjskiego kontrwywiadu
                (a 5 a Cambridge pamietasz). W MGIMO studiuja przedstawiciele wszystkich nacji,
                nawet z zachodniej Europy. Bardzo dobrze ucza tam jezykow wschodnich. Nie ma co
                wierzyc zakompleksionemu Kostrzewie Zorbasowi czy tez internetowym blogom
                nawiedzonej skrajnej prawicy amerykanskiej. Rozumiem, ze Twoja radosc to
                jednoczesnie nadzieja, ze nowy MSZ doceni Twoje najczesciej tylko Tobie znane
                zaslugi, w zwiazku z tym jestes gotowy godnie reprezentowc nasz kraj. Ciesz sie
                poki mozesz, bo kiedys bedziesz plakal. Ja wierze normalnym ludziom. Nieufam
                starym zakompleksionym wiarusom, ktorzy ocieraja sobie gebe Bogiem, Honorem i
                Ojczyzna dla swojej prywaty i aby pognebic inaczej myslacych rodakow.
                pracu
              • echo_o Re: Dyskrecja dla Stirlitza? Dlaczego? 04.01.06, 19:24
                starywiarus napisała:

                > Czy moźesz rozwinąć szerzej myśl, dlaczego winni jesteśmy elegancję i
                dyskrecję
                > byłym pracownikom
                > aparatu partyjnego PZPR oraz Stirlitzom z "cichego frontu" walki
                antyimperialis
                > tycznej ramię w ramię z
                > braterskim Zarządem I KGB?

                ```

                Nie pisałam o elegancji wobec odwoływanych Ambasadorów, bo o nią jakoś nie
                dbam... Pisałam o zewnętrznym 'opakowaniu' tej 'operacji' czyli o indywidualnym
                potraktowaniu każdego przypadku uwzględniając indywidualną 'konstelację' i
                bieżący stan stosunków bilateralnych z konkretnym państwem, w którym dany
                Ambasador jest akredytowany. Zauważ, że 'czarna lista' dotyczy zarówno krajów
                UE, Ameryki Łacińskiej, Afryki, Bliskiego i Dalekiego Wschodu - czyli
                praktycznie całego świata. A sam wiesz doskonale, jak różne stopnie 'zażyłości'
                politycznej i ekonomicznej wiążą Polskę z poszczególnymi obszarami
                geograficznymi. To wszystko trzeba uwzględnić. I nie tworzyć wrażenia masówki i
                jeszcze o tym mówię, że nawet błyskawiczny tryb odwołania delikwenta ma swój
                urzędowy rytm i tryb. Tego się nie przeskoczy...Ogłoszenie takiej zbiorczej
                listy przedstawicieli RP, przeznaczonych 'do odstrzału' byłoby zwyczajną
                dyplomatyczną głupotą, manifestacją wobec tych krajów, niepożądanym komunikatem
                wobec tych kilkunastu przecież krajów, a w konsekwencji całego świata - a nie o
                to chodzi. Robiąc porządki wewnętrzne w sferze, która dotyczy wizerunku Polski
                na zewnątrz trzeba szczególnie zadbać, by odbyło się to jak najbardziej
                bezkolizyjnie i dyskretnie...


                > Czy doprawdy myślisz, że rządy krajow, w których dawniejsi Stirlitzowie dziś
                sp
                > rawują misję,
                > akredytowały ich na tzw. krzywy ryj, to jest bez zasięgania opinii własnych
                i
                > zaprzyjaźnionych
                > kontrwywiadów przed zaakceptowaniem proponowanego im kandydata na polskiego
                amb
                > asadora?
                >
                > Myślisz, źe np. taki Londyn, posiadacz jednego z najlepszych kontrwywiadów na
                ś
                > wiecie, akredytował
                > polskiego Stirlitza pod dyplomatycznym przkryciem nie znając jego
                przeszłości,
                > i nie wiedząc, że on
                > długo był, a może dalej jest, Stirlitz?
                >
                > Ja myślę, że znacznie większe szkody dyplomatyczne i polityczne wyrządziło
                idio
                > tyczne i w najwyższym
                > stopniu konfrontacyjne wysłanie do stolic zachodnich przez SLD "spec-
                dyplomatów
                > " od lat spalonych
                > jako Stirlitzowie u wszystkich zachodnich kontrwywiadów, niż ich dymisja
                przez
                > PiS, z pozostawieniem
                > jeszcze przez parę miesięcy na placówkach.
                >
                > Naturalnie, obowiązuje protokół, więc Stirlitzowie zawsze byli i dalej są
                przy
                > jmowani w stolicach
                > Zachodu z pelną kurtuazją. Ale ręczę, że kiedy przychodziło do rzeczy
                naprawdę
                > poważnych, to kaźdy
                > zachodni interlokutor polskiego Stirlitza otrzymywał przed spotkaniem z nim
                dys
                > kretny tajny briefing
                > od wlasnych spec-służb na temat co ten Stirlitz za jeden, jakie miał stopnie
                w
                > MGIMO, jaki ma stopień
                > oficerski, co rozpracowywał przed 1989 rokiem, pod jakimi przykryciami
                występow
                > ał był w swojej
                > karierze, jakie miał w niej wyniki, co o nim sądzą jego polscy koledzy i
                przeło
                > żeni, i czego przy Stirlitzu
                > na wszelki wypadek mówić nie należy.
                >
                > Żaden ze Stirlitzów nie był nigdy, ani przez chwilę, prawdziwie wiarygodnym
                par
                > tnerem dla dyplomacji
                > Zachodu w żadnych naprawdę poważnych sprawach po 1989 roku, Żaden kontrwywiad
                z
                > achodni
                > pozostajacy przy zdrowych zmyslach nigdy nie wierzył w deklaracje
                postkomunistó
                > w polskich, źe od
                > 1989 roku wilki żywią się wyłącznie trawą, a wywiad wyłącznie przeprowadza
                star
                > uszki przez jezdnię.
                > I bardzo słusznie, że nie wierzyli.


                To czy osoba proponowana przez prezydenta jakiegoś kraju na Ambasadora otrzyma
                lub nie 'Agreement' kraju przyjmującego jest często wyłącznie kosmetycznym
                zabiegiem...Tylko w skrajnych przypadkach, które też mają służyć osiągnięciu
                konkretnego celu, przeważnie propagandowego, kandydatura bywa odrzucona. A
                wywiady wiedzą oczywiście 'who is who'. I jeśli ta osoba nie jest na
                cenzurowanym w jakimś międzynarodowym kontekście, jej (w tym przypadku)
                aparatczykowska przeszłość nie ma znaczenia. To jest gra interesów
                blateralnych. Naszą sprawą jest zadbać, by polski Ambasador był
                przedstawicielem tylko polskich interesów, a nie interesów państwa trzeciego.
                To nasza 'broszka'...Dlatego wprowadzono tzw. 'clearing' wewnętrzny (procedura
                krajowa). Tylko nie dotykał on tych, którzy jawnie przyznali się do współpracy.
                To jest proces. Nie mozna wylać dziecka z kąpielą, ale trzeba tego dokonać
                konsekwentnie i do końca...
                >
                • starywiarus Re: Dyskrecja dla Stirlitza? Dlaczego? 05.01.06, 11:43
                  echo_o napisała:
                  >
                  > To czy osoba proponowana przez prezydenta jakiegoś kraju na Ambasadora otrzyma
                  > lub nie 'Agreement' kraju przyjmującego jest często wyłącznie kosmetycznym
                  > zabiegiem...Tylko w skrajnych przypadkach, które też mają służyć osiągnięciu
                  > konkretnego celu, przeważnie propagandowego, kandydatura bywa odrzucona. A
                  > wywiady wiedzą oczywiście 'who is who'. I jeśli ta osoba nie jest na
                  > cenzurowanym w jakimś międzynarodowym kontekście, jej (w tym przypadku)
                  > aparatczykowska przeszłość nie ma znaczenia. To jest gra interesów
                  > blateralnych. Naszą sprawą jest zadbać, by polski Ambasador był
                  > przedstawicielem tylko polskich interesów, a nie interesów państwa trzeciego.
                  > To nasza 'broszka'...Dlatego wprowadzono tzw. 'clearing' wewnętrzny (procedura
                  > krajowa). Tylko nie dotykał on tych, którzy jawnie przyznali się do współpracy.
                  >
                  > To jest proces. Nie mozna wylać dziecka z kąpielą, ale trzeba tego dokonać
                  > konsekwentnie i do końca...
                  > >
                  ===================

                  Cieszę się, że niespodziewanie ktoś to komentuje, kto się o ten temat przynajmniej raz w życiu otarł
                  (argumentacja, terminologia etc.) Święta prawda naturalnie, że "approval" od gospodarzy dla nowego
                  poskiego ambasadora to jest formalność. Odmowa akredytacji to jest w istocie incydent, i to z dość
                  grubej rury, a incydentów należy w dyplomacji unikać, chyba że chcemy je w jakimś celu celowo
                  spowodować. Esbecka czy wywiadowcza przeszłość w PRL-u to rzeczywiście nie jest żadna formalna ani
                  nieformalna przeszkoda do mianowania ambasadorem w jakiejkolwiek zachodniej stolicy i otrzymania
                  bez słowa akredytacji od gospodarzy.

                  Ale zupełnie nie o to mi chodzi.

                  Ambasador polski z pięciocalowej grubości teczką archiwalną kontrwywiadu brytyjskiego czy
                  amerykańskiego, albo jej elektronicznym ekwiwalentem w komputerach stojących w pokojach bez
                  okien, nigdy nie będzie zapraszany przez gospodarzy na dokładnie identyczne i w zupełnie takim
                  samym składzie śniadanka, lunche, kolacje, premiery operowe, mecze tenisowe, jazdy konne oraz
                  wycieczki na narty lub ryby, jak ambasador nie mający takich zaszłości. W dodatku, jeśli to będzie
                  robione z doświadczeniem i profesjonalnie, to ani jeden, ani drugi z nich się nie połapie, że istnieje
                  różnica.

                  Nigdy nie będzie się z tym pierwszym ambasadorem (przynajmniej w państwach Pierwszego Świata)
                  rozmawiało - ani publicznie, ani prywatnie - dokładnie tak samo, jak z tym drugim. Z niektórymi
                  osobami, jakie dobrze pozna podczas pełnienia misji ten drugi ambasador, pierwszy się nigdy nie
                  zobaczy. Ambasador Stirlitz będzie zawsze traktowany właściwie, nawet przyjażnie, ale nigdy ciepło.
                  Dostanie przez gońca z miejscowego MSZ bilet do najlepszej loży w operze, ale nigdy nie zostanie
                  spontanicznie zaproszony po przedstawieniu na prywatną kolację do prywatnego domu miejscowego
                  ministra spraw zagranicznych i jego rodziny.

                  Przynajmniej połowa pracy ambasadora i większości jego podwładnych to budowa trusted networks i
                  kontaktów za granicą; a trust, czyli zaufanie, to jest delikatna roślinka. Przecież łaskawa pani dobrze
                  wie, o czym mówię, proszę mi więc tu publicznie nie rżnąć głupa, bo nie przystoi.

                  Ambasador polski z dyplomem MGIMO sprzed 1989 roku i kolegami w Moskwie, i ambasador polski po
                  Sorbonie albo Cambridge, z kolegami w Paryżu albo Londynie, to są dwaj zupełnie inni ambasadorowie
                  z zupełnie innym przebiciem w tej samej stolicy, nawet jeśli noszą taki sam garnitur z takim samym
                  krawatem i dokładnie identycznie znają języki obce.
                  • echo_o Re: Dyskrecja dla Stirlitza? Dlaczego? 05.01.06, 12:32
                    starywiarus napisała:

                    > Cieszę się, że niespodziewanie ktoś to komentuje, kto się o ten temat
                    > przynajmniej raz w życiu otarł (argumentacja, terminologia etc.)

                    ```

                    Tak się złożyło, że moje opinie są na wskroś empiryczne (II połowa latach 90-
                    ych) a i teraz mocno się ocieram zawodowo o szeroko-rozumianą sferę CD...
                    Dlatego w 100% popieram kadrowe oczyszczenie polskiej dyplomacji, ale nie mniej
                    ważne jest jej strukturalne reformowanie. Nieszczęsna, wieloletnia już wojenka
                    resortu SZ i gospodarczego o strefy wpływów i finanse, o podległość WEHów
                    (Wydziały Ekonomiczno-Handlowe Ambasad, dawne BRH), o tzw. dyplomację
                    gospodarczą, ale to już inna opowieść...


                    > Ale zupełnie nie o to mi chodzi.
                    >
                    > Ambasador polski z pięciocalowej grubości teczką archiwalną kontrwywiadu
                    brytyj
                    > skiego czy
                    > amerykańskiego, albo jej elektronicznym ekwiwalentem w komputerach stojących
                    w
                    > pokojach bez
                    > okien, nigdy nie będzie zapraszany przez gospodarzy na dokładnie identyczne i
                    w
                    > zupełnie takim
                    > samym składzie śniadanka, lunche, kolacje, premiery operowe, mecze tenisowe,
                    ja
                    > zdy konne oraz
                    > wycieczki na narty lub ryby, jak ambasador nie mający takich zaszłości. W
                    dodat
                    > ku, jeśli to będzie
                    > robione z doświadczeniem i profesjonalnie, to ani jeden, ani drugi z nich się
                    n
                    > ie połapie, że istnieje
                    > różnica.
                    >
                    > Nigdy nie będzie się z tym pierwszym ambasadorem (przynajmniej w państwach
                    Pier
                    > wszego Świata)
                    > rozmawiało - ani publicznie, ani prywatnie - dokładnie tak samo, jak z tym
                    drug
                    > im. Z niektórymi
                    > osobami, jakie dobrze pozna podczas pełnienia misji ten drugi ambasador,
                    pierws
                    > zy się nigdy nie
                    > zobaczy. Ambasador Stirlitz będzie zawsze traktowany właściwie, nawet
                    przyjażn
                    > ie, ale nigdy ciepło.
                    > Dostanie przez gońca z miejscowego MSZ bilet do najlepszej loży w operze, ale
                    n
                    > igdy nie zostanie
                    > spontanicznie zaproszony po przedstawieniu na prywatną kolację do prywatnego
                    do
                    > mu miejscowego
                    > ministra spraw zagranicznych i jego rodziny.
                    >
                    > Przynajmniej połowa pracy ambasadora i większości jego podwładnych to budowa
                    tr
                    > usted networks i
                    > kontaktów za granicą; a trust, czyli zaufanie, to jest delikatna roślinka.

                    ```

                    Piszesz oczywistości, z którymi nie będę polemizować.




                    Prz
                    > ecież łaskawa pani dobrze
                    > wie, o czym mówię, proszę mi więc tu publicznie nie rżnąć głupa, bo nie
                    przysto
                    > i.

                    ```

                    Nie bardzo rozumiem ten personalny przytyk, zabulgotałeś się w niewłaściwym
                    kierunku. Nie kwestionuję zasadności czystki jako takiej tylko usiłuję
                    wytłumaczyć jej metodologię, a konkretnie to, że NIE WOLNO ! upubliczniać
                    zbiorczej listy nazwisk. TRZEBA to po prostu zrobić i sukcesywnie informować o
                    zmianach obsad na placówkach. Nie będę się zresztą powtarzać, wyłuszczyłam soje
                    racje w poprzednich postach...


                    • starywiarus Re: Dyskrecja dla Stirlitza? Dlaczego? 05.01.06, 14:15
                      echo_o napisała:

                      > starywiarus napisał:
                      >
                      > > Cieszę się, że niespodziewanie ktoś to komentuje, kto się o ten temat
                      > > przynajmniej raz w życiu otarł (argumentacja, terminologia etc.)
                      >
                      > ```
                      >
                      > Tak się złożyło, że moje opinie są na wskroś empiryczne (II połowa latach 90-
                      > ych) a i teraz mocno się ocieram zawodowo o szeroko-rozumianą sferę CD...


                      Dokładnie tak myślałem. Oko mnie nie zawiodło.


                      > Dlatego w 100% popieram kadrowe oczyszczenie polskiej dyplomacji, ale nie mniej
                      >
                      > ważne jest jej strukturalne reformowanie. Nieszczęsna, wieloletnia już wojenka
                      > resortu SZ i gospodarczego o strefy wpływów i finanse, o podległość WEHów
                      > (Wydziały Ekonomiczno-Handlowe Ambasad, dawne BRH), o tzw. dyplomację
                      > gospodarczą, ale to już inna opowieść...


                      W istocie. Nie ma Pani zapewne raczej złudzeń, że bez odstawienia (szeroko pojętego) MGIMO/WSNS
                      etc. od żłobu, do żadnej reformy strukturalnej nie dojdzie, bo nie moźe dojść, n'est ce pas?

                      >
                      > Piszesz oczywistości, z którymi nie będę polemizować.

                      Z oczywistościami polemizować naturalnie nie ma żadnej potrzeby. Oczywistości piszę niekoniecznie
                      dla Pani. To forum ma także szeroko pojętą funkcję edukacyjną. Pani to wszystko dawno wie, ale
                      skonfudowani 20-latkowie w kraju niekoniecznie. Zwłaszcza w warunkach powszechnego dziś
                      płaskogłowia edukacyjnego.

                      Ponadto sprawia mi czasem perwersyjną satysfakcję pisanie oczywistości w portalu gazety, która w
                      wielu aspektach działa w Polsce jako centralna dogłupialnia opinii publicznej. Dogłupienie Polonii w
                      celu zarządzania nią z Warszawy to ambicja polskiej dyplomacji i administracji państwowej z
                      udokumentowaną ciągłością historyczną od lat 20-tych, więc czasem lubię stawić temu symboliczny
                      opór.

                      Proszę wpaść kiedyś na www.salonniezaleznych.org/forum/ (serwer w Kanadzie, zachodni
                      administrator) dla obejrzenia ciemniejszych zakamarków tej polityki, zwłaszcza z okresu kadencji
                      wiceministra RS.

                      > Prz
                      > > ecież łaskawa pani dobrze
                      > > wie, o czym mówię, proszę mi więc tu publicznie nie rżnąć głupa, bo nie
                      > przysto
                      > > i.
                      >
                      > ```
                      >
                      > Nie bardzo rozumiem ten personalny przytyk, zabulgotałeś się w niewłaściwym
                      > kierunku.


                      Przepraszam, że się niepotrzebnie uniosłem. Czasem mam przy czytaniu GW taką reakcję. Obiecuję nad
                      tym pracować.


                      Nie kwestionuję zasadności czystki jako takiej tylko usiłuję
                      > wytłumaczyć jej metodologię, a konkretnie to, że NIE WOLNO ! upubliczniać
                      > zbiorczej listy nazwisk. TRZEBA to po prostu zrobić i sukcesywnie informować o
                      > zmianach obsad na placówkach. Nie będę się zresztą powtarzać, wyłuszczyłam soje
                      > racje w poprzednich postach...
                      >

                      Z prawdziwą przyjemnością zgadzam się z Panią merytorycznie. Całkowicie podzielam Pani opinię, że
                      czystkę, wymianę kadr, opcję zerową, czy jak tam kto jescze to zechce nazwać, zrobić w MSZ RP
                      TRZEBA. Prawdopodobnie trzeba pozamiatć całą klatkę schodową drogę w dół aż do szczebla
                      pierwszego sekretarza ambasady w większości placówek. Czystka, wymiana etc. powinna takźe objąć
                      prawie w całości pion konsularny, z przyczyn o których Pani wie, i ja też. Tempo wymiany powinno
                      zależeć od tempa kształcenia następców, z zachowaniem ciągłości pracy.

                      Z równą przyjemnością pozwalam sobie różnić się od pani metodologicznie. Zgódźmy się może, jak
                      dobrzy negocjatorzy, na kompromisowe określenie mocno osadzone w kulturalnie właściwym
                      kontekście historyczznym:

                      ? Dobry Wojak Szwejk: NIE WOLNO, ALE MOŻNA.

                      Pozdrawiam z Sydney
                      • starywiarus Pani echo_o 05.01.06, 14:32
                        Pani mnie lekuchno intryguje. 1354 posty od 29 września. Average ponad 400 postów miesięcznie, 12-15
                        dziennie, krótki czas reakcji na polemiki. Bardzo dobre one-liners, rzadka na tych łamach trzeźwość.
                        Proszę się umowić na kawę, kiedy będzie pani następnym razem w Sydney.

                        staryw@hotmail.com
                        • echo_o Re: Pani echo_o 05.01.06, 21:16
                          starywiarus napisała:

                          > Pani mnie lekuchno intryguje. 1354 posty od 29 września. Average ponad 400
                          > postów miesięcznie, 12-15 dziennie, krótki czas reakcji na polemiki. Bardzo
                          > dobre one-liners, rzadka na tych łamach trzeźwość.

                          ```

                          Wow!
                          Takie summary, taki licznik mojej na FK skromnej obecności ? Nigdy bym nie
                          przypuszczała, że byłam aż tak aktywna...Faktycznie, trafiłam TU pod koniec
                          X'2005 - niesiona przedwyborczymi emocjami (weszłam w komentarze jakiegoś
                          topic'u na stronie głównej w portalu GW i...popłynęłam). Teraz nie mam tyle
                          czasu, a i ochota jakby mniejsza, bo rozpoznałam topografię i 'mieszkańców'
                          tego zakątka. Kiedyś z niektórymi szłam na ubita ziemię, dałam się prowokować,
                          dziś już jestem zdystansowana, ale mam swoich ulubieńców, których opinie bardzo
                          cenię...

                          > Proszę się umowić na kawę, kiedy będzie pani następnym razem w Sydney.
                          >
                          > staryw@hotmail.com

                          ```

                          Dziękuję za miłe słowa i za zaproszenie na kawę :-) W Sydney byłam rok temu,
                          póki co nie wybieram się, ale who knows ? Na zasadzie wzajemności dodam, że
                          również w Warszawie są urocze kawiarenki, gdzie serwują doskonałą kawę na
                          milion sposobów - czuj się zaproszony, gdybyś tu kiedyś zawędrował.
                          Serdeczności :-)
    • golcon A MIAŁO BYĆ PRZEJRZYSTE PAŃSTWO 04.01.06, 19:23
      Skoro tak łatwo pozbawić obywateli podstawowych informacji z zakresu polityki
      kadrowej w MSZ, wcale się nie zdziwię, że utajnianie rozciągnięte będzie na
      pozostałe dziedziny życia w tym na zamówienia publiczne.
      Wygląda to na perfidne zawłaszczanie państwa przez tych którym powierzyliśmy
      stery.
      Moim zdaniem to bardzo zły prognostyk.
    • basia.basia "Nie żałuję odwołanych" 05.01.06, 11:51
      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060105/publicystyka/publicystyka_a_2.html
    • kaczka7111 dlaczego to tajemnica? nie lubia demokracji w PiSi 05.01.06, 14:34
      moze ktos by zadal pytania niewygodne?
      • indris To nie tajemnica to kompromitacja 05.01.06, 14:44
        Nazwiska odwołanych publikują wszystkie gazety. Rząd, który najpierw zwołuje
        konferencję prasową, żeby ogłosić, że odwołuje grupę ambasadorów, zapowiada że
        nazajutrz ogłosi ich nazwiska, a potem mówi, ze nazwisk nie ogłosi - po prostu
        się ośmiesza. "Utajnianie" tego o czym wszyscy zainteresowani mogą się w każdej
        chwili dowiedzieć jest autokompromitacją.
        • kaczka7111 to rzad EKSPERCKI przeciez 05.01.06, 14:46
          ekspertski po polsku. hehehe
    • pawka.morozow Staś Paszczyk, lew dyplomacji wraca? 05.01.06, 14:47
      Sam Aleksander , Charkowski pijak, obiecał mu tę posadę!
      Wraca aby poprowadzić ruch olimpijski do zwycięstwa!
      • joannabarska Kto, gdzie i na czyje miejsce? 05.01.06, 15:33
        Konkretnie: kto ,gdzie i na czyje miejsce. Z zyciorysami! Jak jawnosc to
        jawność. Ale czego ja wymagam od pisowców?
    • wielki_czarownik Co to znaczy "nie ujawni"?? Płacę podatki w końcu! 05.01.06, 16:18
      Płacę podatki i chcę wiedzieć! Płacę podatki, jestem obywatelem i mam do ciężkiej cholery prawo wiedzieć kto został wywalony i dlaczego! Co to ma być za ukrywanie informacji? Czasy się komuś pomyliły?
    • rakunica [...] 05.01.06, 23:59
      Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
      • echo_o Re: Pawel Dobrowolski byly ambasador w Ottawie 06.01.06, 00:05
        rakunico...
        Ugrzęzłaś niestety w tzw. 'podpuchach' (cytaty). Dobrowolski jest naprawdę w
        porządku facecem i z kręgosłupem (życiorys) niemal kryształowym. Jedyny jego
        problem to: %-ty (te od poziomu cukru w cukrze, nie te od oprocentowania kont).
        • rakunica W porzadku facet? 06.01.06, 00:25
          Nie jest w porzadku. Bylam na niemal wszystkich spotkaniach z nim w Domu
          Polskim w Ottawie, na cyklu pieciu wykladow o Polsce (w jezyku angielskim) na
          Uniwersytecie St. Paul w Ottawie, na akademiach i imprezach, gdzie wystepowal
          jako ambasador mojego kraju. Oswiadczam z cala stanowczoscia: to nie byl
          czlowiek, ktory reprezentowal interesy Polski! Koniec i kropka. Mam na tyle
          wyczucia i rozumu, za bardzo cenie moj kraj, za duzo wiem zebym sobie nie
          zdawala sprawy z powagi tej sprawy. Pawel Dobrowolski moze jest swietnym
          facetem prywatnie. Ja go znam z wystapien publicznych. Ten czlowiek nie
          powinien zajmowac zadnego znaczacego stanowiska w tak waznym resorcie. Oceniam
          go nie jako kumpla od ulubionej whisky ale jako czlowieka bedacego na sluzbie
          polskich podatnikow. Nie moze byc miejsca dla antypolakow, szczegolnie wsrod
          najwyzszych funkcjonariuszy panstwa polskiego.

          Anna Kozlowska
          Ottawa
          akozlowska@sympatico.ca
        • rakunica Podpuchy kretaczy 06.01.06, 00:40
          echo_o napisała:

          > rakunico...
          > Ugrzęzłaś niestety w tzw. 'podpuchach' (cytaty). Dobrowolski jest naprawdę w
          > porządku facecem i z kręgosłupem (życiorys) niemal kryształowym.(...)

          Masz racje, ugrzezlach w licznych podpuchach. Milczalam tlumaczylam sobie i
          innym potkniecia i bledy moich politykow dajac im, sobie i nam wszystkim
          nadzieje i szanse. Nie ja jedna. Wmowiono nam, ze przebaczenie, ze nie po
          chrzescijansku, ze kazdy moze sie mylic... Obiecywali, szastali sloganami na
          lewo i prawo. Koniec z naiwnoscia. Kto raz sie zeswinil, niech zejdzie ze
          sceny. Niech zaluje za swoje grzechy w odpowiednim do zaslug ustronnym miejscu.

          Protestuje glosno podajac swoje prawdziwe nazwisko. Nikt sie tym nie przejmuje
          ale moze ktos to przeczyta i zastanowi sie, czy nie lepiej miec czyste rece i
          nie kolaborowac ze zlem, nawet z roznymi ekscelencjami od siedmiu bolesci.

          Jestem od dziewieciu lat poza Polska z powodow wymuszonych przez politykow
          zdrajcow magdalenkowych. Nie ja pierwsza i nadal nie ostatnia.
          A, co tu gadac. Klac sie chce i walic pala! Ograniczam sei do pisania w wolnej
          chwili. To moja pala.

          Anna Kozlowska
        • starywiarus Kryształ z Ottawy 06.01.06, 08:06
          echo_o napisała:

          > rakunico...
          > Ugrzęzłaś niestety w tzw. 'podpuchach' (cytaty). Dobrowolski jest naprawdę w
          > porządku facecem i z kręgosłupem (życiorys) niemal kryształowym. Jedyny jego
          > problem to: %-ty (te od poziomu cukru w cukrze, nie te od oprocentowania kont).


          Kryształowy to mógł być tam wazon w gabinecie, natomiast właściciel wazonu i gabinetu albo sam był
          koordynatorem działań prowadzonych przeciwko Kongresowi Polonii Kanadyjskiej, albo był we własnej
          placowce całkowicie bezradny wobec rezydenta, który robił co chciał. Jeśli ambasador rzeczywiście
          popłynął, to raczej to drugie: alkohol wskazuje na stress, a stress na frustrację. Oraz na pilną potrzebę
          całkowitej wymiany kadr w pionie konsularnym MSZ.

          Z punktu widzenia krajowego, reorganizacja Polonii kanadyjskiej metodami spec-agencji
          (dezinformacja, dezintegracja et al.), zakończyła się sukcesem, ponieważ doprowadziła do utraty
          wpływu głównej organizacji Polonii kanadyjskiej na decyzje władz kanadyjskich, poprzez skuteczne
          zrujnowanie reputacji KPK, na którą pracowały przedtem co najmniej dwie generacje
          antykomunistycznej Polonii. Obecnie Kanada odbiera KPK już nie jako społeczne zrzeszenie
          Kanadyjczyków pochodzenia polskiego zajmujące się sprawami polskiej diaspory w Kanadzie, tylko jako
          delegaturę Warszawy, zajmującą sie realizacją polskiej polityki zagranicznej pod przykryciem pracy
          społecznej. Ten sam trend widać w USA. Skutkiem tego, w zasadzie nie da się już dziś być jednocześnie
          kanadyjskim lub amerykańskim urzędnikiem federalnym albo oficerem tamtejszych sił zbrojnych i
          społecznym działaczem polonijnym, proszę zgadnąć dlaczego.

          Istnieje bardzo poważna różnica pomiędzy "Kanadyjczykiem pochodzenia polskiego" a "Polakiem z
          Kanady", czy "Polakiem przebywającym w Kanadzie", jak się to obecnie modnie w MSZ RP mówi. To
          pierwsze określenie odbija stan faktyczny Polonii. To drugie - pretensje do aktywnego sprawowania
          władzy nad Polonią przez Warszawę, którym ambasador nie przeciwdziałał.

          Zza oceanu widać trochę inaczej niż z Alei Szucha. Jeśli Warszawie chodziło o wpływy za oceanem, w
          USA i Kanadzie, to tyle zdziałali, że zamienił stryjek siekierkę na kijek. Agentura wpływu, ani żadna
          inna piąta kolumna, nigdy nie będzie tak samo skuteczna, jak autentycznie życzliwa krajowi Polonia
          jako partner Polski , posiadająca autentyczny wpływ na politykę w kraju zamieszkania, stosująca go z
          własnej woli i inicjatywy, na podstawie własnej wiedzy, a nie na gwizdek z Warszawy. Dużo dobrego
          można było zrobić z Polonią po dobremu, polityką małych kroków i małych taktycznych ustępstw. Ale
          na ustępstwa buta urzędnicza nie pozwala, Polska nie potrzebuje Polonii jako partnera, którego bedzie
          prosić o pomoc, natomiast uważa sie za właściciela i suwerena Polonii, uprawnionego do wydawania jej
          poleceń.

          Varsovia locuta - causa finita, antagonizacja Polonii przy pomocy małych i głupich, ale za to
          dokuczliwych szykan wygląda na dzisiaj tak:

          - Bizantyjska procedura wydawania za granica paszportow 10-letnich.

          - Odbieranie na zawsze oryginalnych zachodnich świadectw ślubu przy przymusowej rejestracji
          zagranicznych małżeństw w Polsce - bez tego, od 01.01. 2003 nie można dostać 10-letniego
          paszportu.

          - Ditto zachodnie metryki urodzonych za granicą dzieci.

          - Upieranie się przy walidacji zagranicznych rozwodów przez polskie sądy, w całkowitej niezgodzie z
          pragmatycznym obyczajem międzynarodowym w tej kwestii. Paszport jak wyżej.

          - Spolszczanie na siłę w polskich metrykach (również obowiązkowe do 10-letniego paszportu)
          obcojęzycznych imion dzieci urodzonych za granicą (Siobhan na Joanna, Jenny na Janina, Francois na
          Franciszek, Adalbert na Wojciech etc.) Zwłaszcza wdzięczne, kiedy komuś jednocześnie odbiera się
          oryginał pełnego aktu urodzenia, co ma mu zapewne sugerować, że on od teraz nie jest w Kanadzie już
          żaden Adalbert, tylko Wojciech.

          - Wymuszanie przez niektóre konsulaty bezsensownych, słono płatnych, dokumentów np.
          własnoręcznego pisemnego oświadczenia rodziców, że ich urodzony w Australii syn, Andrew Kowalski,
          naprawdę nazywa się Andrew Kowalski (mimo że obok leży oryginalna australijska metryka na nazwisko
          Andrew Kowalski, z pełnymi danymi osobowymi rodziców )

          Naturalnie nikt nic z tego nie ma, za wyjątkiem pokazywania czyje na wierzchu, i bezsensownego
          antagonizowania ludzi, którzy z samego sentymentu i nostalgii pozostaliby Polsce zawsze życzliwi,
          gdyby tylko Polska chciała ich traktować przyzwoicie, a nie jak dojną kozę. No, ale Warszawie nie
          chodzi przecie o żadną życzliwość Polonii, tylko o pieniądze i "kuntrol". RP wszystko wie lepiej, więc
          uważa, że tak samo jak w Polsce jest wszędzie. Jeśli Warszawa czegoś nie kontroluje i nie może ręcznie
          tym sterować, to się boi, brzydzi, nienawidzi i musi to zniszczyć. Teraz akurat wypadło na Polonię. To
          jest obciązenie dziedziczne po PRL, które usunie dopiero zmiana pokoleń.

          PS.
          Ten twój kryształ z Ottawy ma również na liście osobistych osiągnięć dyplomatycznych aktywną
          obstrukcję kluczowej dyrektywy Unii Europejskiej w kretyńskim incydencie wizowym. Jak sobie pani
          zapewne przypomina, tuż przed akcesją do Unii dn. 1 maja 2004 r., RP zniosła obowiązek wizowy dla
          obywateli państw na unijnej liście wjazdu bezwizowego z unijnej dyrektywy 539/2001. W dwóch ratach.
          Początkowo utrzymano obowiązek uzyskiwania wiz polskich przez obywateli Kanady, Australii i Nowej
          Zelandii, usiłując się droczyć, że Polska te wizy zniesie, jak CAN, AU i NZ zniosą wizy dla Polaków.
          Bruksela załatwiła sprawę jednym telefonem, przypominając Warszawie, że unijna polityka graniczna
          jest wspólna, a dyrektywa 539/2001 nie jest dokumentem opcjonalnym, tylko bezwzględnie
          obowiązującym warunkiem członkostwa Unii - o czym MSZ RP naturalnie od początku dobrze
          wiedziało. Wizy dla obywateli CAN, AU i NZ zostały zniesione w pięć dni póżniej.

          Co zupełnie nie przeszkodziło kryształowi z Ottawy przez parę dni pleść konfrontacyjne bzdury o
          wizach polskich dla Kanadyjczyków i wzajemności.

          W sprawie wizowej, na wzajemność z Kanadą, tak samo jak z USA, nigdy nie było nigdy szans, o czym
          każdy fachowiec tak w Polsce, jak i w Kanadzie, dobrze wiedział. Jak często w polskiej dyplomacji,
          sprawa miała drugie dno.

          W próbie utrzymania wiz polskich dla obywateli Kanady, gdzie większość podróżnych do Polski to
          Polonia, chodziło o:

          1. próbę wymuszenia wjazdu bezwizowego obywateli polskich do Kanady; nie tyle dla samej Kanady,
          co jako próbę otwarcia kanadyjskim wytrychem tylnych drzwi do USA (polska obsesja) - częściowo
          przez stworzenie precedensu bezwizowego wjazdu dla Polaków w Ameryce Północnej dla szermowania
          tym argumentem w rozmowach z Amerykanami, a częściowo przez wywarcie nacisku na USA za
          pomocą grożby nielegalnej imigracji Polaków do Stanów przez granicę kanadyjską.

          2. osłonę zyskownego interesu, czyli sprzedaży Polonii z podwójnym obywatelstwem PL-CAN
          paszportów polskich po pięciokrotnej cemie krajowej. Plus, naturalnie, wręcz dantejskie opłaty
          konsularne za każde zaświadczenie, poświadczenie, gzygzoł i pieczątkę, Te opłaty powodują że polski
          paszport 10-letni potrafi dziś w Kanadzie kosztować kilkaset dolarów, a jego wyrobienie przez
          polskiego emigranta bez PESELu i dowodu osobistego trwa od pół roku do roku; oraz

          3. pozbawienie Kanady podstaw do interwencji konsularnych w obronie obywateli PL-CAN
          przebywających w Polsce - poprzez wyegzekwowanie zasady, że mają jeździć do Polski wyłącznie na
          paszportach RP, bo do kandyjskich nie dostanąpolskiej wizy. Zaraz zacznie Pani protestować, że
          zgodnie z ustawą, a niezależnie od paszportu, na jakim podróźuje, podwójny obywatel PL-CAN jest w
          Polsce wyłacznie obywatelem PL, więc RP może z nim robić co się jej spodoba, a formalnie nie ma
          podstaw do kanadyjskiej interwencji konsularnej.

          Formalnie racja. Faktycznie, "facts of li
          • starywiarus Kryształ z Ottawy (dok.) 06.01.06, 08:09


            Formalnie racja.

            Faktycznie, "facts of life" są takie, że Kanada zawsze będzie próbowała zapewnić obywatelowi
            kanadyjskiemu podróżującemu na paszporcie kanadyjskim pomoc konsularną, nawet w sytuacji "dual
            nationality". Oczywiście bez gwarancji powodzenia, natomiast z gwarancją eskalacji wydarzenia do
            szczebla incydentu dyplomatycznego lub formalnego protestu w razie obstrukcji dostępu konsularnego
            do obywatela kanadyjskiego przez władze polskie.

            Po zniesieniu wiz dla Kanady , Polonia kanadyjska naturalnie ma głęboko gdzieś straszenie
            niewypuszczeniem z Polski przez Straż Graniczną, i masowo jeżdzi do Polski na swoich paszportach
            kanadyjskich, zamiast poddawać się, jak tego chce Warszawa, kosztownej i super-upierdliwej
            procedurze wyrabiania paszportów polskich za pośrednictwem konsulatów.

            Warszawa jeszcze przez jakiś czas odgrażała się, że jeszcze wszystkim pokaże, w ten sposób, że
            załatwi Polakom w kraju wyważenie drzwi do CAN i AU (a zwłaszcza do USA) przez Brukselę, na
            podstawie klauzuli solidarności znajdującej się w unijnej dyrektywie wizowej. Unia popjakimś czasie
            położyła kres również tym pogróżkom. W kwietniu 2005 r., poprzez zmianę procedury, Bruksela
            uczyniła teoretyczną możliwość rzeczywistego uruchomienia klauzuli solidarności wizowej przez nowe
            państwa członkowskie rzeczą zasadniczo niewykonalną w praktyce.

            Na razie, Polska nie odważyła się wznowić zatrzymywania podwójnych obywateli na lotniskach za brak
            paszportu polskiego (koncept psychologiczny autorstwa wiceministra RS, praktykowany losowo na
            Okęciu i niektórych innych przejściach granicznych w latach 1999-2001). Durnych przepisów,
            teoretycznie nie pozwalających podwójnemu obywatelowi PL-CAN opuścić Polski na paszporcie
            kanadyjskim, nie zmieniono - zamiast tego, polecono Straży Granicznej ich nie przestrzegać. To także
            jeden z tysiąca kwiatów praworządności w państwie prawa: tajna dyrektywa na piśmie lub przez
            telefon, którego prawa nie przestrzegać.

            Ciekawe, co na to obecny prezydent, profesor prawa?



      • rakunica [...] 06.01.06, 00:15
        Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka