Gość: Jura
IP: 192.38.163.*
16.12.02, 13:31
Warto w tym kontekście przypomnieć również jakże wymowne stwierdzenia b.
posła do Sejmu RP, Czesława Bieleckiego, który pisząc z pozycji Polaka
żydowskiego pochodzenia stwierdził na łamach "Najwyższego Czasu" z 7 lipca
2001 r., m.in.: "Są sprawy, za które też Żydzi muszą przepraszać. Nie może
być tak, że jeżeli prokurator Helena Wolińska zabiła sądowo naszego bohatera
gen. Emila Fieldorfa, to społeczność żydowska nie jest za to odpowiedzialna".
"Potwór w mundurze"
Współodpowiedzialna za mord na bohaterskim generale Helena Wolińska
faktycznie nazywała się Fajga Mindlak Danielak. Nazywano ją "potworem w
mundurze", bo słynęła z okrucieństwa, sadyzmu i ogromnego wyrachowania. W
czasie wojny porzuciła męża Włodzimierza Brusa dla zaczynającego robić
wówczas przyśpieszoną komunistyczną karierę Franciszka Jóźwiaka. Jak
opowiadał jego brat Józef Jóźwiak, na długo "przyczepiła się do niego i
razem zamieszkali. On nie miał żony i w pewnym sensie taki układ mu
odpowiadał". Wolińska zawdzięczała Jóźwiakowi całą swoją karierę. Najpierw
umożliwił jej skończenie studiów prawniczych, potem załatwił pracę w
Komendzie Głównej MO, a następnie w prokuraturze (wg T.M. Płużańskiego:
Rodzina bała się "Leny". Ciągle chodziła w mundurze, "Życie Warszawy" z 31
października 1998 r.). Franciszek Jóźwiak tym mocniej mógł pomóc Wolińskiej
w karierze, że był komunistą wielce wpływowym. W pierwszych latach po wojnie
był komendantem głównym Milicji Obywatelskiej, później przez wiele lat
członkiem Biura Politycznego KC PZPR, przewodniczącym Centralnej Komisji
Kontroli Partyjnej, wicepremierem, wreszcie prezesem Najwyższej Izby
Kontroli.
Wsparcie tak wpływowego męża niezwykle silnie umocniło pozycję Wolińskiej w
prokuraturze, zapewniło jej przejście do Naczelnej Prokuratury Wojskowej,
gdzie stała się kimś w rodzaju szarej eminencji. Wpływy te umacniała
konsekwentnie, z ogromnym wyrachowaniem. Jak pisał na ten temat świetny
znawca okresu zbrodni stalinowskich historyk i publicysta Tadeusz M.
Płużański: "W środowisku PPR mało kto lubił Wolińską. Mówiono o niej, że
wejdzie do łóżka każdemu, kto jest na wysokim stanowisku. Podobno była nawet
kochanką Nowotki [sekretarza KC, kierującego PPR w 1942 r. - przyp. J.R.N.]
i Bieruta. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo w czasie wojny komuniści lubili
się wymieniać kobietami (...)" (T.M. Płużański op.cit.). Gdy w 1956 r. F.
Jóźwiak jako skompromitowany stalinowiec został na fali odwilży odsunięty od
stanowisk partyjnych i państwowych, Wolińska natychmiast porzuciła go bez
skrupułów. Powróciła do porzuconego niegdyś męża Włodzimierza Brusa, który w
międzyczasie zrobił wielką karierę jako marksistowski ekonomista. (W wieku
zaledwie 28 lat, w 1949 roku Brus został profesorem ekonomii, choć był dotąd
wojskowym politrukiem i nie miał żadnego dorobku naukowego, jeśli nie liczyć
kilku szmatławych broszur antysanacyjnych i prosowieckich. Takie to
iście "napoleońskie" kariery robili w owych czasach żydowscy komuniści.)
W dobie stalinizmu Wolińska awansowała do rangi zastępcy Naczelnego
Prokuratora Wojskowego, osławionego ludobójcy, generała Zarako-
Zarakowskiego, pełniła stanowisko Szefa Wydziału IV, a później VII w
Naczelnej Prokuraturze. Wykonując te funkcje wydawała na wnioski
Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego postanowienia o tymczasowym
aresztowaniu, mimo że brak było jakichkolwiek materiałów uzasadniających
podjęcie tego rodzaju decyzji. Odznaczała się przy tym wyjątkową
bezwzględnością w forsowaniu bezprawnych decyzji. Jak mówił w poświęconym
Wolińskiej programie TVP z 11 stycznia 1999 r. protokolant sądowy Zygmunt
Mączyński: "Lena Wolińska wyjątkowo brutalnie odnosiła się do AK-owców (...)
ona nienawidziła Polaków bardziej niż Niemców". Poza bezprawnym uwięzieniem
i przetrzymywaniem w więzieniu gen. E. Fieldorfa, które utorowało drogę do
jego sądowego mordu, prok. Wolińska miała na sumieniu rozliczne inne
zbrodnicze działania podobnego typu. Między innymi doprowadziła do
bezprawnego przetrzymywania ponad dwa lata w więzieniu szefa sztabu
kieleckiego okręgu AK Wojciecha Borzobohatego, który miał wyjść z więzienia
w 1950 r. na mocy amnestii. Postępowanie prok. Wolińskiej było tym
okrutniejsze w sytuacji, gdy dobrze wiedziała, że Borzobohaty po latach
więzienia był dotknięty paraliżem. Wolińska w ogóle nie reagowała na wciąż
ponawiane prośby żony aresztowanego, proszącej o zwolnienie ciężko chorego
męża.
Podobnie nieludzkie podejście okazała prokurator Wolińska m.in. w sprawie
aresztowanego w 1953 roku na mocy podpisanego przez nią nakazu AK-owca
Juliusza Sobolewskiego, ps. "Roman". Po sfabrykowanym procesie Sobolewskiego
skazano na karę śmierci. Żona Juliusza Sobolewskiego Krystyna na próżno
próbowała ubłagać prok. Wolińską o złagodzenie wyroku. Opowiadała w
programie Rewizja Nadzwyczajna w lutym 1999 roku: "Kiedy Rada Państwa
odmówiła zmiany wyroku, poszłam zrozpaczona do gabinetu Wolińskiej i pytałam
jak to jest możliwe, że bohater, patriota ginie niewinnie. Wolińskiej nie
wzruszyły moje słowa, nawet nie raczyła na mnie spojrzeć. Wyrzuciła mnie z
gabinetu, twierdząc, że jest to najgorszy dzień w jej życiu, bo umarł
Stalin" (cyt. za T.M. Płużański: "Drzwi gabinetów", "Tygodnik Solidarność" z
11 maja 2001 r.). Sobolewski długo oczekiwał w celi śmierci na wykonanie
wyroku. Na szczęście dla niego, wiceminister bezpieki F. Jóźwiak, skłócony
wówczas z Wolińską, dowiedziawszy się, że to ona wydała nakaz aresztowania
Sobolewskiego, spowodował dla niego znaczące złagodzenie wyroku. Nie cieszył
się długo wolnością. Wyczerpany strasznymi latami w więzieniu, a zwłaszcza w
celi śmierci, zmarł już w początkach kwietnia 1956 roku.
Sama prokurator Wolińska żyje dziś sobie spokojnie w Oksfordzie jako żona
prof. Brusa, który po 1968 r. wyjechał do Anglii. Jest dziś wysławiany
w "Gazecie Wyborczej" jako ekonomista-reformator. "Wyborcza" przemilcza
zarówno jego haniebne publikacje z doby stalinizmu, jak i to, że od lat 70.
był agentem NRD-owskiej bezpieki - STASI, po przydybaniu go w hotelu na
ukrytym romansie z jakąś KOR-ówką. (Sprawę opisały krakowskie "Arcana".)
Próbowała przerwać jej spokojny pobyt w Anglii Wojskowa Prokuratura w
Warszawie, prowadząca od końca 1997 r. postępowanie w sprawie bezprawnego
uwięzienia gen. Fieldorfa, które później doprowadziło do jego sfabrykowanego
procesu. Chciano przesłuchać Wolińską w charakterze podejrzanej.
Stalinówka broniona przed polskimi "antysemitami"
Była prokurator Wolińska na wieść o podniesionych w Polsce oskarżeniach
oświadczyła, że ich nie uznaje, bo występują przeciw niej
polscy "antysemici". W pewnym momencie wybuchła, odsłaniając kolejny raz swą
prawdziwą naturę, że "najchętniej ukręciłaby kark" polskiemu prokuratorowi,
który "śmiał" ją oskarżyć. Były żołnierz Polski Podziemnej, a później
żołnierz Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie Zbigniew Wolak "Szczupak" tak
charakteryzował postać Wolińskiej na łamach "Tygodnika Solidarność" (nr 50 z
1998 r.): "Kobieta inkwizytor, która 'lekką kobiecą ręką' kierowaną zajadłą
nienawiścią, tworzyła zastępy wdów i sierot, zrozpaczonych rodziców i
przyjaciół, do dzisiaj opłakujących tych, którzy byli dumą Polski. Naszej
Polski. Inkwizytor, który z pogardą odmawiał widzeń z uwięzionymi,
torturowanymi w śledztwie więźniami politycznymi i dostarczenia im
skromnych, biednych paczek żywnościowych, o co prosili, jak o łaskę... Który
odmawiał skazanym na śmierć ostatnich, przed egzekucją, pożegnań. Aby potem,
w 1968 roku - kiedy nie żył już od dawna generał "Nil" - Emil Fieldorf i
dziesiątki innych, do których śmierci się przyczyniła, tą samą ręką i
piórem, postanowiła wystąpić z prośbą do władz brytyjskich o prawo pobytu na
Wyspach, co uzasadniała prześladowaniami antysemickich Polaków.
Dostała to prawo pobytu, a z czas em i brytyjskie obywatelstwo. Ona,
wcześniej zapiekły