Dodaj do ulubionych

Konkubinat a s.c.

IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 26.12.02, 01:27
Konstytucja nie wskazuje, z jakich dóbr mogą korzystać obywatele.
Korzystając zatem z wręcz fenomenalnego hasła początku lat 90-tych „co nie
zabronione, to dozwolone” skutecznie wykorzystywane do dnia dzisiejszego
stawiam pytanie, czy stanowione prawo powinno wyprzedzać zachodzące w
społeczeństwie zmiany obyczajowe?
Nie w mojej intencji jest pouczanie reformatorów państwa, prawa, oświaty i
wielu innych ważkich dziedzin życia społecznego. Historia państwa i prawa
przynajmniej pozwala domniemywać, że prawo może wyprzedzać zachodzące
zmiany, ale jedynie w dziedzinie uprawnień. W przypadku obowiązków trzeba
być niezwykle ostrożnym. W przeciwnym wypadku możemy stworzyć prawo
wspaniałe, którego nie można egzekwować ze względu na uznane obyczajowo
status quo.
Przykładem takim może być konkubinat. W dotychczasowym prawodawstwie – wbrew
obiegowej opinii – miał pewne preferencje w stosunku do małżonków. Para
pozostająca w takim związku mogła mieć np. dwa mieszkania, W wypadku ich
rozstania, ich sytuacja jest również korzystniejsza. Jest to bowiem związek
ludzi odmiennej płci, którzy maja prawo do bycia ze sobą w akceptowalnych
przez siebie układach i nie widzę w tym nic zdrożnego. Nie ma bowiem żadnych
przeszkód, by przyrównać go do spółki cywilnej łącznie z wywodzącymi się z
tego konsekwencjami prawnymi. Czy państwo może taki związek akceptować?
Pytanie co najmniej dziwne godzące w instytucję prawa cywilnego znanego nie
od dzisiaj.
Wprowadzenie przepisów o wspólnym rozliczaniu się małżonków pozostawiło pary
pozostające w konkubinacie w niekorzystnej sytuacji. Z historycznego punktu
widzenia jednym z zadań małżeństwa jest stworzenie podstaw do przysporzenia
i wychowania nowych obywateli. Cel oczywiście bardzo wzniosły i zrozumiały
chyba przez wszystkich. Ale czy taki cel musi być realizowany tylko i
wyłącznie pod kuratelą nowych i nie zawsze korzystnych rozwiązań prawnych
dla środowiska tych nowych obywateli? Czy fakt, że takie zjawisko kłóci się
z nauką kościoła ma nakładać nowe obowiązki (w tym przede wszystkim
fiskalne) na tych obywateli? K.r.i.o oraz uregulowania pochodne stwarzają
chyba wystarczające podstawy, by potomstwo z takiego związku traktować
zarówno jako pełnoprawnych obywateli bez obciążania ich dodatkowymi
obowiązkami.
Dla czego?
W przypadku rozwodu małżonków trzeba dowieźć przed sądem, że jakaś ruchomość
lub nieruchomość jest moja i tylko moja. Natomiast w przypadku konkubinatu
trzeba udowodnić rzecz odwrotną. Zgodnie zresztą z zasadą, że ciężar dowodu
spoczywa na wyciągającym z niego korzyści.
Co tu jest więc grane poza przemyceniem fiskalizmu pod płaszczykiem
popularności określonych nauk?
Pod koniec lat 60-tych naliczono ok. 40 tys. poważnych aktów prawnych
wymagających korekty spójności stosowanego prawa. Czy jest ktoś, kto dzisiaj
będzie w stanie zliczyć niekonsekwencje przyjętych rozwiązań prawnych
wymagających zaangażowanych prac legislacyjnych?
Kiedy skończymy z radosną twórczością?
Kiedyś byłem zdecydowanym przeciwnikiem systemu comen low. Aktualnie po
doswiadczeniach ostatniego lecia przyjmuje odmienne stanowisko.
Obserwuj wątek
    • jaceq W górę, po raz pierwszy. 26.12.02, 14:15

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka