emerytka2006
08.09.06, 00:39
... jakie wylała na sędzinę Mojkowską (bo nie podobało się uzasadnienie do
wyroku, poniekąd demaskujące dwuznaczną działalność Zyty Gilowskiej w latach
80).
Tak się akurat składa, że wiem co nieco o działalności Stanisława
Mojkowskiego (w latach sześćdziesiątych również posła na sejm - sprawdżcie
sobie jego wypowiedzi w stenogramie) i w żaden sposób nie można określić go
mianem nikczemnika (choć dla niektórych już samo posiadanie czerwonej
książeczki jest zbrodnią, w przeciwieństwie do np. działalności w ONR albo
NSDAP). Był to człowiek o poglądach - jak na owe czasy - względnie
liberalnych.
Nie brał udziału w nagonce antysemickiej - jak sugeruje pewien tutejszy
szambonurek (opluwanie Szemplińskiej już nie wystarcza?).
A w ogóle powoływanie się na (niechlubną, chlubną - nieważne) przeszłość
przodków jakoś tak trochę razi w demokracji, którą (podobno) budujemy od 17
lat...
To raczej chwyt znany w ustrojach totalitarnych: III Rzeszy, Włoch,
Hiszpanii, ale i stalinowskim ZSRR.
Do takich wzorców nawiązujecie?