rekontra
18.10.06, 08:19
Mamy do czynienia z gigantyczną aferą - to wniosek, który wręcz narzuca się
po przeczytaniu odtajnionych właśnie akt ze sprawy pułkownika Lesiaka. Czarno
na białym widać, że:
W demokratycznej Polsce mieliśmy tajną policję, która brutalnie wtrącała się
do polityki.
Na zlecenie władz w latach 90. tępiła jej oponentów. Grupa Lesiaka stosowała
cały arsenał esbeckich metod: wprowadzała agentów do partii, organizowała
prowokacje, inspirowała wewnątrzpartyjne konflikty, zbierała haki obyczajowe,
korzystała z pomocy swoich dziennikarzy.
Lesiak, esbek, który niszczył opozycję w PRL, był w latach 90. potężną
postacią w UOP. Miał nieograniczony dostęp do swych szefów w tajnych
służbach, którzy pozwalali mu niemal na wszystko.
W słynnej szafie pułkownika znaleziono na przykład teczki niezarejestrowanej
agentury, która była pomocna przy rozpracowywaniu polityków opozycji.
Szokujące są na przykład informacje o tym, czym zajmował się UOP w 1991 roku.
Wyszło na jaw, że w służbach istniał nieformalny zespół na najwyższym
szczeblu, pod wodzą Andrzeja Milczanowskiego. Zajmował się codziennym
ocenianiem sytuacji w legalnie działających partiach politycznych.
W skład tego zespołu wchodził Lesiak, który dopiero co skończył pracę w
Służbie Bezpieczeństwa. Wygłaszał na tych spotkaniach swoje referaty.
czytamy na pierwszej stronie Dziennika. A w niektórych gazetach tylko
Anastazji P. i koty Kaczyńskiego wyłażą z szafy, reszta to jak napisał
Żakowski ODGRZEWANY KOTLET.
Gigantyczna afera, i megagigantyczne przemilczenie istoty sprawy przez IV
władzę, jej bagatelizowanie. Na pierwszej stronie Dziennika
informacja "Miodowicz oskarżony" (swoją drogą co miał kontrwywiad Miodowicza
do działalnośći partii politycznych), a do niedawna najbardziej
opiniotwórcza Gazeta Wyborcza na pierwszej stronie dzieli się swą
wstrząsającą wiedzą o pani Hojarskiej. Wyborcza wstrząsa swoimi wiernymi
czytelnikami pisząc:
"Danki córka, jej koleżanka, Stacha córa z koleżanką, trochę tych innych
Hojarskich i ten z Afryki, co ją masował - tak o listach do pomorskiego
sejmiku mówił mi polityk Samoobrony"
wewnątrz numeru GW banalizuje inwigilację i rozbijanie partii politycznych
koncentrując się na Anastazji P. i jej łóżkowych igraszkach, a Dziennik na
pierwszej stronie pisze o ostrzeżeniach Morozowskiego, gwiazdy dzienikarstwa,
która doczeka się nie jednej nagrody w kończącym się roku.
Nieprawdopodobny upadek. Gazeta która słynęła z wrażliwości politycznej,
która wykrywała niewykrywalne podsłuchy, wykrywała nieistniejące podsłuchy,
która w przeszłości donosiłą o nich na pierwszej stronie, która sama
podsłuchoiwała by wykryć największe afery, przemilcza PRAWDZIWĄ AFERĘ -
porónywalną tylko z mordami polityków i dziennikarzy na wschodzie.