socjalliberal
10.04.08, 14:00
polskiego społeczeństwa, czyli mała rzecz o obalaniu mitów:
www.gazetawyborcza.pl/1,76842,5100592.html
"Połowa dorosłych Polaków akceptuje prawo kobiety do podejmowania decyzji o
przerwaniu ciąży, czyli zgadza się ze stwierdzeniem, że kobieta - jeśli tak
zdecyduje - powinna mieć prawo do aborcji w pierwszych tygodniach ciąży".
W sierpniu 2007 r. CBOS zapytał Polaków o wychowanie seksualne w szkołach. A
Polacy odpowiedzieli, że takie zajęcia są potrzebne (90 proc.) oraz że powinno
się na nich uczyć także o różnych metodach zapobiegania ciąży (84 proc).
Oto 63 proc. Polaków uważa, że aby uprawiać seks dwie osoby nie muszą być po
ślubie (tylko 9 proc. zdecydowanie się z tym nie zgodziło).
Natomiast jedynie 13 proc. Polaków uważa, że środki antykoncepcyjne powinny
być pełnopłatne, jak to jest obecnie, a aż 72 proc., że powinny być w całości
lub częściowo refundowane.
I - o, dziwo! - 46 proc. Polaków popiera związki rejestrowane par
homoseksualnych (to z badań z lipca 2005 r., późniejszych nie znalazłem).
Bardzo liberalni jesteśmy jak na "bardzo konserwatywne społeczeństwo". A na
najwyższy autorytet - Kościół - jak informuje nas CBOS - aż 50 proc. Polaków
narzeka, że ma zbyt duży wpływ na życie publiczne.
Owszem, z ostatnich badań ośrodka wynika, że religii w szkołach chce 72 proc.
Polaków, ale - czytamy uważnie - aż 57 proc. lekcje religii rozumie jako
zajęcia z religioznawstwa, na których powinno "przekazywać się wiedzę na temat
różnych religii i wierzeń".
88 proc. z nich twierdzi, że "obecnie w Polsce ludzie nie mają równych szans,
tylko nieliczni mogą się wzbogacić", a tylko 8 proc. jest przeciwnego zdania.
Według statystyk pochodzących z GUS poniżej minimum socjalnego żyje w Polsce
ponad połowa społeczeństwa, a około 5 mln ludzi - poniżej minimum
biologicznego, czyli w skrajnej biedzie. Z Human Development Report 2005 r.
wynika, że współczynnik Giniego, mierzący skalę nierówności ekonomicznych w
społeczeństwie, mamy prawie najwyższy w Europie (34,5), wyraźnie większy mają
jedynie Portugalia (38,5) i Łotwa (37,7), zaś państwom, do których zazwyczaj
lubimy się porównywać, jak: Węgry (26,9), Czechy (25,4) czy Słowacja (25,8),
udało się poprowadzić przemiany w znacznie bardziej sprawiedliwy sposób.
Niestety, wbrew temu, co mówi Grabowska, koszty pracy w Polsce porównywane do
wielkości PKB należą do najniższych w Europie i wynoszą 42,5 proc.
Niższe są jedynie w czterech państwach, i to niewiele: we Włoszech (40,5
proc.) i w Irlandii (40,4 proc.), oraz w takich potęgach gospodarczych jak
Rumunia (40 proc.) i Grecja (32,5 proc.), a w większości pozostałych
przekraczają 50 proc. (dane za www.mpig.gov.pl/eGazeta).
A jaki jest w Polsce poziom uzwiązkowienia w porównaniu z innymi krajami? U
nas stale spada i według CBOS (luty 2008 r.) wynosi zaledwie 9 proc. ogółu
pracujących, zaś w innych krajach Europy sięga nawet 90 proc.
-----------------------
Zdziwieni? Ja tak, trochę to nie pasuje do obowiązujących wszędzie wokoło
prawd (którą się przedstawia jako "politycznie niepoprawną", o ironio!).
Ale tak to jest, konserwatyści i w ogólności prawica mają to do siebie, żeby
traktować społeczeństwo jak idiotów - czyli wmawianie im, że dzieci to rodzą
bociany (broń boże edukacja seksualna!) albo że w ciąże można zajść sobie
samemu (lekcje jedynej słusznej religii). O bajeczkach typu straszny dyktat
związków zawodowych czy olbrzymich kosztach pracy to też już nie ma co
wspominać, nie wytrzymują konfrontacji z faktami.
Czas na Zapateryzację.