Gość: Piotr
IP: *.chomiczowka.net.pl
30.06.02, 00:30
Witam wszystkich użytkowników Forum.
Odnosząc się do artykułu
wyborcza.gazeta.pl/info/artykul.jsp?xx=905381&dzial=waw010100
chciałbym zwrócić uwagę iż problemy tam przedstwione są
niezwykle istotne, lecz niestety na nich lista fuszerek
odstawionych przy tworzeniu dróg rowerowych się nie
kończy. Należałoby przyjrzeć się np. jak wygląda typowy
przejazd drogi rowerowej przez jezdnię: często są to po
prostu nie zniwelowane krawężniki, przed którymi trzeba
zwalniać do prędkości < 10km/h, jeśli nie chce się
ryzykować uszkodzenia koła (przypomnijmy iż rowerem,
nawet miejskim, często osiaga się 30km/h i więcej), a
dodatkowo wjechanie na drogę rowerową z jezdni (skręt o
90 stopni) jest mocno utrudnione ponieważ przy
najechaniu pod małym kątem na krawężnik koła się
ześlizgują (co przy większej prędkości może się
skończyć wypadkiem). Nawet jeśli istnieje obniżenie to
i tak prawie zawsze pozostawiony jest 3-4cm próg (w
miejscu którędy spływa woda deszczowa). Mogłoby się
wydawać iż jest to niewiele, ale jeśli uświadomimy
sobie że jest to wielkość porównywalna z wysokością
opony rowerowej (a w rowerach szosowych nawet większa
niż opona) to nie ma się czym dziwić iż powoduje
solidny wstrząs. Pozatym zimą w tym miejscu gromadzi
się ubita breja śniegowa i lód stanowiąc zagrożenie dla
stabilności roweru. Ktoś mógłby stwierdzić `bo inaczej
się nie da': ależ skądże znowu - w wielu miejscach np.
na przejściach dla pieszych są łagodne połączenia, a i
woda nie stoi po opadach. Tak więc - trzeba po prostu
chcieć coś zrobić dobrze.
Kolejna rzecz: jeśli komuś przedstawiony na zdjęciu
zakręt wydaje się łądogny, to proszę przekonać się na
własne oczy jak wygląda skrzyżowanie Maczka i
Rudnickiego (dosłowni kilkaset metrów dalej). Tam nie
dość iż zakręty są od ekierki (dosłownie!) to jeszcze
mamy szansę wpaść na stalową szafkę elektryczną (czy
telefoniczą - nie pamiętam dokładnie). I do tego
oczywiście slalom wokół sygnalizatorów świetlnych,
doskonale zwiększający ryzyko kolizji ze skręcającym z
Maczka w Rudnickiego samochodem. Cudo. :->
A co do przedstawionego na początku artykułu stanowiska
Tomasza Szawowskiego w tej sprawie... hmm, delikatnie
ujmując myślę iż w normalnym, demokratycznym kraju
urzędnik o takim nastawieniu, uważający iż jego
instytucja jest nieomylna, nie liczący się ze zdaniem
użytkowników dla których przewidziana jest tworzona
infrastruktura (drogi rowerowe dla rowerzystów czy `aby
zatkać usta zielonym', bądź `dlatego że tak się w
innych europejskich miastach robi'?!?) winien zostać
zwolniony z pracy (jeśli nie pociągnięty do
odpowiedzialności za marnotrawstwo publicznych
funduszy, z racji dopuszczenia wadliwych projektów i
wykonawstwa dróg rowerowych powstających na zlecenie
ZDM).
Piotr