Gość: Markus
IP: *.toya.net.pl
01.02.08, 22:30
Szanowny Redaktorze,
współczując szczerze straszliwych terminów w jakie popadł Waść stołując się w
inkryminowanym lokalu, nie mogę nie zwrócić uwagi na drobną, acz bolesną
zapewne dla zainteresowanych nieścisłość, która wkradła się do przepojonego
jadem i goryczą felietonu. To nie John Cleese konsumuje miętowy opłatek, który
notabene z powodzeniem mógłby być określony miętowym wafelkiem, angielskiemu
wafer to tłumaczenie jest chyba bliższe niż nieco zbyt eucharystyczny termin
zaproponowany, jak mi się zdaje, przez niezapomnianego Tomasza Beksińskiego.
On jest kusicielem, "istnym Niemcem", w tym wcieleniu Szefem Sali, który
namówił Pana Grubego (w oryginale Mr. Creosote) kreowanego przez Terry'ego
Jonesa do konsumpcji finalnej miętowej przekąski; a sprowokowawszy hekatombę
ukrył się w chwilowo i relatywnie bezpiecznym miejscu.
Tyle tytułem uściślenia, pozdrowienia z Łodzi i dzięki za ostrzeżenie. W
przyszłym tygodniu będę się raz stołował w Warszawie, jakbym zabłądził na ul.
Długą to ominę łukiem lokal, który tyle bólu sprawił Panu Redaktorowi.