smutek20
02.05.10, 11:16
www.altair.com.pl/start-4439
121 ofiar MON Bogdana Klicha
Tomasz Hypki
W okresie ponad 2 lat rządów Bogdana Klicha w MON w katastrofach lotniczych
niezwiązanych z wykonywaniem zadań bojowych zginęło 121 osób, w tym dwaj
Prezydenci RP i najwyżsi rangą dowódcy. Ilu ludzi jeszcze zginie, zanim Klich
opuści MON?
Rok temu media opublikowały informacje o problemach ze szkoleniem polskich
pilotów wojskowych. Na podstawie dokumentów z Sił Powietrznych i Marynarki
Wojennej opisały, że brakuje paliwa, instruktorów, odpowiednio wyposażonych
samolotów, właściwie wszystkiego... Sam pisałem o tych problemach
wielokrotnie, m.in. przy okazji analizy sytuacji związanej z potrzebą zakupu
samolotów szkolenia zaawansowanego (Samoloty szkolne a sprawa polska).
Minister Bogdan Klich i najwyżsi rangą dowódcy na specjalnych konferencjach
zaprzeczali publikowanym informacjom, podważali kompetencje komentatorów i
przekonywali, że wszystko jest w porządku.
Po kilku tygodniach rozbił się kolejny samolot polskich Sił Zbrojnych – An-28
Marynarki Wojennej. Znowu (wcześniej w C-295M pod Mirosławcem i w Mi-24D pod
Toruniem) zginęli ludzie. Gdy padały pytania o przyczyny tej czarnej serii,
oficjalne stanowisko MON, SG, SP i MW okazywało się takie samo – nie ma
problemu. Paliwo się znajdzie, szkolenie było, jest i będzie intensywne,
piloci są znakomici, a w ogóle to nie wolno siać defetyzmu.
Za kadencji Bogdana Klicha w katastrofach lotniczych w lotach niezwiązanych z
działaniami bojowymi zginęło już 121 osób. Doszło do dwóch największych
katastrof w dziejach polskiego lotnictwa wojskowego (do poprzedniej podobnej
katastrofy doszło blisko 40 lat temu – w 1973 rozbił się An-24, zginęło
wówczas 18 ludzi). A trzeba pamiętać, że z roku na rok w lotnictwie wojskowym
ubywa statków powietrznych i latają one coraz mniej.
20 ofiar
23 stycznia 2008 podchodząc do lądowania na lotnisku w Mirosławcu rozbił się
samolot CASA C295M. Zginęli wszyscy znajdujący się na pokładzie – 20 osób
(Pożegnanie lotników), w tym wysocy rangą dowódcy Sił Powietrznych. Większość
z nich wracała, nomen-omen, z konferencji poświęconej bezpieczeństwu lotów.
Była to trzecia pod względem liczby ofiar katastrofa w historii polskiego
lotnictwa, a największa w polskim lotnictwie wojskowym.
Tuż po katastrofie przedstawiciele MON twierdzili, że wszystko odbywało się
zgodnie z procedurami. Późniejszy raport wyjaśniający przyczyny tej katastrofy
był daleki od tego, co komisja badająca wypadek lotniczy powinna stwierdzić
(wątpliwości miała nawet spolegliwa zwykle wobec ministra prokuratura, która
powołała niezależny zespół cywilnych biegłych, domagając się dalszych
wyjaśnień), ale i tak liczba wymienionych w nim nieprawidłowości mających
wpływ na przyczynę katastrofy była imponująca:
* niewłaściwy dobór załogi do wykonania zadania,
* niewłaściwa współpraca załogi w kabinie,
* występowanie w rejonie lotniska Mirosławiec niekorzystnych warunków
atmosferycznych,
* wystąpienie dezorientacji przestrzennej załogi w wyniku niewłaściwego
podziału uwagi w czasie lotu bez widoczności ziemi,
* wyłączenie sygnalizacji dźwiękowej urządzenia EGPWS pozbawiające załogę
informacji o niebezpiecznym zbliżaniu się do ziemi, nadmiernym przechyleniu
samolotu oraz o przejściu przez poszczególne progi wysokości podczas zniżania
(podczas obu podejść do lądowania),
* brak obserwacji wskazań radiowysokościomierza, zarówno podczas
pierwszego, jak i drugiego podejścia do lądowania,
* brak obserwacji przyrządów pilotażowo-nawigacyjnych w końcowym etapie
drugiego podejścia do lądowania,
* nieumiejętne sprowadzanie samolotu do lądowania przez krl PAR,
* niewłaściwe komendy radiowe krl PAR, sugerujące w ostatniej fazie lotu
przeniesienie uwagi załogi na zewnątrz kabiny samolotu,
* błędna interpretacja wskazań wysokościomierzy przez załogę,
* próba nawiązania kontaktu wzrokowego załogi z obiektami naziemnymi
podczas lotu bez widoczności ziemi niezgodnie z obowiązującymi procedurami,
* niewłaściwa analiza warunków atmosferycznych przez załogę przed lotem,
* nieustawienie wysokości decyzji (minimalnej wysokości zniżania).
Komisja ustaliła także inne okoliczności sprzyjające zaistnieniu katastrofy:
* brak wyszkolenia drugiego pilota na samolocie CASA C295M w warunkach noc
IMC,
* brak doświadczenia dowódcy załogi w wykonywaniu lotów na tej wersji
samolotu,
* wykorzystywanie dodatkowych, podręcznych pomocy nawigacyjnych przez
załogę ze względu na niepełne wyposażenie samolotu,
* brak doświadczenia dowódcy załogi w wykorzystywaniu RSL przy MWA,
* brak doświadczenia krl PAR lotniska Mirosławiec w sprowadzaniu samolotów
innych niż Su-22,
* nieumiejętne doprowadzenie samolotu do strefy MATZ przez krl APP,
* brak właściwych procedur podejścia do lądowania w obowiązujących
dokumentach normatywnych,
* posługiwanie się różnymi jednostkami miar przez załogę i kontrolerów,
* nawigacyjny system lądowania ILS, w jaki wyposażony był samolot, nie
mógł być użyty ze względu na niesprawność systemu na lotnisku Mirosławiec,
* błędne określenie i przekazywanie zainteresowanym osobom funkcyjnym
przez DSO COP oraz kontrolerów służby ruchu lotniczego WPL 12. BLot informacji
o warunkach minimalnych do lądowania na lotnisku Mirosławiec samolotu CASA C295M.
Komisja zakwalifikowała zdarzenie lotnicze do niewłaściwej organizacji lotów
oraz niewłaściwej organizacji szkolenia lotniczego w 13. eltr. Wpływ na
zdarzenie miało niewłaściwe działanie służb lotów w zakresie kontroli ruchu
lotniczego i kierowanie zabezpieczeniem przelotu spowodowane błędną oceną
sytuacji i podjęciem niewłaściwej decyzji oraz nieprawidłowa, niezgodna z
instrukcjami eksploatacja statku powietrznego przez załogę.
Choć z raportu wynikało, że w locie do Mirosławca właściwie nic nie działo się
zgodnie z przepisami, konsekwencje personalne wyciągnięte przez ministra
Klicha wobec winnych tego stanu rzeczy okazały się symboliczne. Z wojska
odeszli dwaj oficerowie: dowódca 13. eltr ppłk Leszek L. i kontroler z
lotniska w Mirosławcu por. Adam B., którym prokuratura postawiła zarzuty.
Kilka tygodni temu do pracy w wojsku wrócił ppłk Marek Sołowianiuk, starszy
dyżurny Centrum Operacji Powietrznych. Żadnych innych konsekwencji i istotnych
zmian strukturalnych w wojsku nie było. Niektórzy zamieszani w przyczynienie
się do katastrofy z czasem nawet awansowali...
1 ofiara
27 lutego 2009 w czasie lotu treningowego pod Toruniem rozbił się śmigłowiec
Mi-24D. Zginął jeden z członków załogi. Raport opisujący przebieg tej
katastrofy zawierał tyle kuriozalnych treści, że trudno w to uwierzyć (Woda
zamiast szkolenia). Cytat: Pilot nie włączył do startu reflektora pokładowego.
O konieczności jego użycia do startu przypomniał pilot operator, podając
komendę: Reflektor, na co dowódca odpowiedział: Spooko. Pilot operator
skwitował: Rozumiem.
Z raportu wynika, że operator, który ostatecznie zginął, zrozumiał, że pilot
leci w goglach noktowizyjnych, więc włączony reflektor przeszkadzałby w
obserwacji terenu. Ponieważ śmigłowiec nie był przystosowany do latania w
goglach, załoga wyłączyła nie tylko reflektor zewnętrzny, ale i praktycznie
całe oświetlenie wewnętrzne. Pilot w tej sytuacji nie widzi wskazań przyrządów
i leci niczym pionierzy lotnictwa – obserwując teren na zewnątrz. Żeby było
ciekawiej, pilot nie włączył odbiornika GPS, a sygnalizację niebezpiecznej
wysokości ustawił na 23 m. W zalesionym, pagórkowatym terenie...
Tak jak poprzednim razem, z analizy przyczyn katastrofy nie wyciągnięto
żadnych wniosków, realnie zmieniających sytuację w szkoleniu lotniczym. Nikt
nie poniósł odpowiedzialności za dopuszczenie do tak patologicznej sytuacji.
W kontekście tej katastrofy warto wspomnieć o jednej z