Dodaj do ulubionych

Pasztety,kaszaloty

28.02.11, 13:10
tłuste świnie,arbuzy,foki,budynie,galarety,tłuściochy,.............
i wiele innych epitetow pod adresem otyłych ludzi miota oburzone szczuple spoleczeństwo------powsatje spektakl pt.Gruby---w którym graja naturszczyki czyli nie aktorzy-----bedzie o naszej spolecznej nietolerancji dla osób otyłych i ich problemach z zakupem odzieży i rożnych diet
a ja kocham tlusciochow bo moja mama wazyla 114 kg. a serce miala jak tramwaj i jak bylo mi zle w zyciu to zawsze moglam wtulic głowe w jej wielkie piersi
ale to sie juz nie wroci
Obserwuj wątek
    • voxave Re: Pasztety,kaszaloty 28.02.11, 13:13
      Klossiu---ale cie przerobilam na ...pasztet
      • yoma Re: Pasztety,kaszaloty 28.02.11, 13:44
        Brawo Vox :)
        • matylda1001 Re: Pasztety,kaszaloty 28.02.11, 13:48
          ;)-))
    • Gość: yag-nik Re: Pasztety,kaszaloty IP: *.mobile.project4.pl 28.02.11, 14:13
      NIe pamietam tytulu ale lat temu kilka na warszawskim festiwalu filmowym emitowany byl film polski w ktorym grali amatorzy... nago a rzecz sie dziala w biurze. Aktorzy postury roznej, film wzbudzal sensacje nagoscia pomimo wszystko byl bardziej naturalny niz niejedna dzisiejsza cukierkowa produkcja. Tak wygladaja ludzie! A co do puszystych... roznorodnosc byc musi :-)
      • voxave Re: Pasztety,kaszaloty 28.02.11, 14:30
        Yag-nik--tak ma być róznorodnośc ma być--ja wole okrąglego człowieka niz zasuszona jaszczurkę bbbrrrr
        • camel_3d Re: Pasztety,kaszaloty 02.03.11, 22:42
          > Yag-nik--tak ma być róznorodnośc ma być--ja wole okrąglego człowieka niz zasusz
          > ona jaszczurkę bbbrrrr

          a ja wole zdrowego..bo otylosc to choroba ...
    • massaranduba Re: Pasztety,kaszaloty 28.02.11, 14:24
      Mnie grubi tez nie przeszkadzaja,ich zycie,ich wybor,czasem choroba...Mnie nic do tego.
      Osobiscie nie pisze sie na dodatkowe kilogramy,bo faldy na brzuchu powaznie utrudniaja zycie,przeszkadzaja w uprawianiu sportu,w pracy itd.Ale to moje osobiste zdanie i moj wybor.
      W zyciu natomiast nie osmielilabym sie wysmiewac z "puszystych".Przykro to slyszec,ze ktos potrafi kogos zmieszyc z blotem tylko dlatego,ze ma kkilka kilogramow za duzo...
      • voxave Re: Pasztety,kaszaloty 28.02.11, 14:34
        dzisiaj w tv wypowiadali sie aktorzy amatorzy wybrani z castingu do tego filmu i opowiadali co w życiu nasłuchasli sie wyzwisk
        i tak jest --śpiewalam w chorze gdzie bylo duzo pań z nadwagą słyszalam te epitety pod ich adresem a przeciez tu chodzi o dobry śpiew a nie wybiega dla miss
    • Gość: leon Re: Pasztety,kaszaloty IP: *.net 28.02.11, 14:33
      Nie mam nic do grubych, ale oni dla samych siebie mogliby o siebie troche dbac, dla wlasnego zdrowia.
    • matylda1001 Re: Pasztety,kaszaloty 28.02.11, 16:10
      W przypadku otyłości, względy estetyczne mają najmniejsze znaczenie. Ważne jest zdrowie, a otyłość albo już jest wynikiem choroby, albo do chorób prowadzi. Lepiej być szczupłym, co nie znaczy chudzielcem.
      • smutek20 Re: Pasztety,kaszaloty 28.02.11, 16:14
        Matyldo dlaczego klosowski twierdzi , że jesteś otyła??
        • matylda1001 Re: Pasztety,kaszaloty 28.02.11, 16:36
          smutek20 napisała:

          > Matyldo dlaczego klosowski twierdzi , że jesteś otyła?? <

          :) Dlatego, że wczoraj ubzdurał sobie, że jestem jego wrogiem.
    • sabinac-0 Re: Pasztety,kaszaloty 28.02.11, 16:41
      Osoby, ktore maja faldki tu i tam raczej nie przeszkadzaja nikomu a i oni utrzymuja sie zwykle w dobrej kondycji. Dokuczanie komus tylko dlatego ze nie ma wymiarow jak model/ka z rozkladowki to czyste chamstwo.
      Ale co innego osoby patologicznie otyle - mam na mysli ludzi z BMI powyzej 40.
      Niestety, trudno przejdzie przez gardlo "wygladasz wspaniale!" widzac kogos o takich rozmiarach - raczej bedzie to "czlowieku, zrob cos ze soba!", za co zostanie sie oskarzonym o "dyskryminacje".
      Otyli maja na ogol duze pretensje do swiata za "dyskryminacje", oburzajac sie ze krzesla w kinie sa dla nich za waskie i ze nie ma ich rozmiaru w kazdym sklepie. Tyle ze do tego oburzenia sie ograniczaja, nic nie robia by choc troche schudnac. I nie chodzi tu o jakis "terror wygladu" tylko o zdrowie.
      Cena otylosci jest wysoka - problemy z krazeniem, z ukladem ruchu, cukrzyca - sprawia to, ze otyli znacznie czesciej musza odwiedzac lekarzy i czesciej potrzebuja leczenia i ze ich leczenie kosztuje wiecej, bo nawet drobny zabieg staje sie ich przypadku bardzo skomplikowany.
      Nie wspominajac, ze ow wyzszy koszt leczenia pokrywaja w wiekszosci ludzie dbajacy o wage i zdrowie, bo wiekszosc otylych osob wczesnie zostaje rencistami.
      Narzekaja na brak pieniedzy, ale nawet nie zauwazaja, ze potrafia wydawac znaczace kwoty na bezwartosciowe jedzenie, rozne przekaski, slodycze i inne puste ale kosztowne kalorie.
      Wielu z nich domaga sie pomocy na kazde zawolanie, narzeka swoje zdrowie i na sluzbe zdrowia, ale jakakolwiek sugestie, ze to nadmiar jedzenia, brak ruchu i otylosc jest powodem ich problemow, traktuje jak smiertelna zniewage.
      • piwi77 Re: Pasztety,kaszaloty 28.02.11, 16:48
        Problem w tym, że ci ludzie nie bardzo mają do kogo zwrócić się po pomoc. Lekarze w tym miejscu też zawodzą. Ich rady - dieta, ruch - są bezwartosciowe, bo zbyt ogólnikowe.
        • paco_lopez Re: Pasztety,kaszaloty 28.02.11, 17:38
          no tak ale jakby takiemu powiedzić prosto z mostu:

          Panie od jutra 3 razy w tygodniu bieg. zaczynasz od 3x5min w tygodniu 1. i docierasz do 3x20 minut w tygodniu 4. dodając po 5 minut w każdym następnym tygodniu.
          Wydaje mi się , ze niektórzy z nich czekają żeby im powiedzieć zeby palcami szybko przebierali , to schudną.
          • yoma Re: Pasztety,kaszaloty 28.02.11, 18:13
            A bo to trzeba całkiem inaczej. Trzeba takiemu dać cudowną pigułkę i powiedzieć, żeby ją zażywał o północy, okrążywszy trzykrotnie cudowne źródło...


            ... znajdujące się 15 km dalej. Tylko trzeba jakieś takie źródło wymyśleć, do którego się nie da dojechać samochodem.
            • seth.destructor Re: Pasztety,kaszaloty 01.03.11, 00:54
              Albo homeopatia.
        • sabinac-0 Re: Pasztety,kaszaloty 28.02.11, 17:41
          piwi77 napisał:

          > Problem w tym, że ci ludzie nie bardzo mają do kogo zwrócić się po pomoc. Lekar
          > ze w tym miejscu też zawodzą. Ich rady - dieta, ruch - są bezwartosciowe, bo zb
          > yt ogólnikowe.

          To nie tak.
          Lekarze staraja sie jak moga, tylko w przypadku otylych opor materii jest przemozny. Skads sie ta otylosc bierze - objadanie sie jest czeste u osob majacych problemy z samokontrola, z panowaniem nad emocjami, z umiejetnoscia odlozenia "nagrody" na pozniej.
          Niestety, jesli ktos ma klopoty z opanowaniem "odruchu lodowkowego", malo prawdopodobne, ze zdola sie dostosowac do zalecen lekarza, chocby lekarz godziny przeznaczyl na wyjasnianie.

          Przez 11 lat przychodnianej orki w PL przyjmowalam setki otylych. Sama opracowalam dla nich diete - prosta, nie wykluczajaca zadnego produktu, wykonalna nawet dla osob "kochajacych jesc" i pozwalajaca zrzucic okolo 2 kilo na miesiac (szybszy spadek wagi grozi efektem jo-jo). Opracowalam przepisy kulinarne. Kserowalam to wszystko na wlasny koszt by moc dac potrzebujacym zalecenia na pismie. Rozmawialam z grubymi pacjentami na temat trybu zycia, mozliwosci jakiegos ruchu, rowniez ich problemow psychologicznych.
          I co?
          Bylo pare osob, ktore wziely sobie zalecenia do serca, zdolaly zmniejszyc wage do bezpiecznego poziomu, co z reguly pozwolilo im zmniejszyc dawki branych lekow lub zgola je odstawic.
          Niestety wiekszosc albo wynajdywala setki pretekstow typu "nie mam czasu" lub "nie mam pieniedzy" albo po prostu olewala wizyty.

          Jedyny pozytek, ze ulozona na uzytek pacjentow dieta oddala mi nieocenione uslugi gdy po ciazy zostalo mi 20kg nawisu. Przepisy przysluzyly sie paru moim znajomym, walczacym z nadwaga.

          ......
          Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
          • angelfree Re: Pasztety,kaszaloty 28.02.11, 19:05
            Wrzuć ją na forum. Moje rozwalone kolano uniemożliwia mi aktywność fizyczną i mam po zimie dwa kilo do zrzucenia.
            • dritte_dame Re: kilo 01.03.11, 01:25
              angelfree napisała:

              > mam po zimie dwa kilo do zrzucenia.

              A ja mam po zimie dwa kilo i do tego jeszcze około osiem kilo po lecie.
              (A raczej po wielu poprzednich latach ;))
              • angelfree Re: kilo 01.03.11, 20:12
                A ja nie. Zimowe sadło zrzucalam latem w górach. A teraz tylko głodówka mi zostala. I rower. A rower jest mi całkowicie obojętny. : (
                • dritte_dame Re: post 02.03.11, 06:48
                  angelfree napisała:

                  > A teraz tylko głodówka mi zostala.

                  O!
                  A ja akurat szukam kogoś do towarzystwa do małego poposzczenia.
                  Przyłaczysz się?
                  • angelfree Re: post 02.03.11, 16:18
                    Ja mam zamiar stosować dietę zwaną ŻP. Podejrzewam, że dieta Sabinac te warunki spełnia. Poza tym podstawowym składnikiem mojej diety jest jogurt z otrębami w postaci gęstej paprydy - zapycha żołądek na jakiś czas. Zastępuję nim jeden albo dwa posiłki.
                    Jak Cię nie obrzydza, możesz się podłączyc.
                    • dritte_dame Re: post 02.03.11, 21:39
                      angelfree napisała:

                      > Poza tym podstawowym składnikiem mojej diety jest jogurt z otrębami w
                      > postaci gęstej paprydy - zapycha żołądek na jakiś czas. Zastępuję nim jeden al
                      > bo dwa posiłki.
                      > Jak Cię nie obrzydza, możesz się podłączyc.

                      Chcesz mnie utuczyć!? :)))
                      Ja jogurty wprost uwielbiam!

                      (Chyba że te otręby jakieś wyjątkowo niezjadliwe...?)
                      • angelfree Re: post 02.03.11, 21:52
                        To jest bardzo dobry zapychacz żolądka. Z otrębami nie zjesz więcej, niż jeden na raz. Nie jest też jakoś wyjątkowo smaczne, więc nie kusi, ale obrzydliwe też nie jest.
                        A dostaniesz u siebie otręby?
                        • dritte_dame Re: post 02.03.11, 22:00
                          angelfree napisała:

                          > A dostaniesz u siebie otręby?

                          Poszukam.

                          W sklepach ze "zdrową żywnością" ;)
                          • angelfree Re: post 02.03.11, 22:02
                            Pewnie leżą obok kaszy gryczanej.
                            • piwi77 Re: post 02.03.11, 22:07
                              Nie chcę Wam odbierać apetytu i jogurtowego animuszu, ale uważam, że błędm jest umieszczanie w diecie produktów, których nie ocenia się jako smaczne. W moim pojęciu, warunkiem spożywania czegokolwiek jest to, że musi to coś smakować. Inaczej popełnia się żywieniowy błąd.
                              • angelfree Re: post 02.03.11, 22:22
                                Kiedy to jest względnie smaczne (moim zdaniem) i nietuczące. Nie jest też zbyt smaczne, na szczęście.
                                Mogę też objadać się do woli sałatami, ale teraz nie mam barku z sałatą w pobliżu pracy. A z domu nie chce mi się nosić.
                                • dritte_dame Re: sałaty 03.03.11, 00:06
                                  angelfree napisała:

                                  > Mogę też objadać się do woli sałatami, ale teraz nie mam barku z sałatą w pobli
                                  > żu pracy. A z domu nie chce mi się nosić.

                                  A oneż sałaty to aż takie ciężkie? ;))
                              • dritte_dame Re: smaczność 03.03.11, 00:10
                                piwi77 napisał:

                                > Nie chcę Wam odbierać apetytu i jogurtowego animuszu, ale uważam, że błędm jest
                                > umieszczanie w diecie produktów, których nie ocenia się jako smaczne. W moim p
                                > ojęciu, warunkiem spożywania czegokolwiek jest to, że musi to coś smakować.

                                Kiedy właśnie częścią problemu jest to że ja tam specjalnie wybredna nie jestem ;D;D
            • sabinac-0 Re: Pasztety,kaszaloty 02.03.11, 14:45
              angelfree napisała:

              > Wrzuć ją na forum.

              Nie ma sprawy.
              Dieta zawiera nieco wiecej bialka i normalna lub tylko troche obnizona ilosc tluszczu, restrykcji podlegaja glownie weglowodany.

              Jesli ktos lubi liczyc kalorie - zawiera 1200-1500kcal dziennie, rozlozone na 3-4 posilki.
              Zaden produkt nie jest calkowicie zabroniony, choc niektore sa mocno ograniczone - zaznaczam je jako "raz na tydzien", "raz na miesiac" itp, mozna sobie nawet stawiac krzyzyki w kalendarzu ("dzis byl torcik wiec do przyszlej srody nie ma torciku").

              Wazna jest rozmaitosc produktow, dlatego zaleca sie, by gotowac codziennie male ilosci, nie np. przepastny gar i odgrzewac przez tydzien - monotonne jedzenie powoduje napady "wilczego glodu".
              Jesli zostanie np. zupa lub sos, najlepiej przechowac go i uzyc nie nastepnego dnia, lecz po 2 dniach i, jesli sie da, w jakis inny sposob (np. duszone warzywa sluzace do nadziewania ryby moga, odgrzane i zmieszane z kawaleczkami podsmazonego wedzonego boczku, posluzyc jako sos do makaronu, resztka rosolu moze byc uzyta do zupy-kremu z warzyw lub do zalania risotto).

              Dieta wymaga systematycznosci i planowania - otyli maja z tym zwykle problemy wiec jest to dla nich jednoczesnie terapia psychologiczna.
              Najlepiej planowac menu co najmniej na kilka dni naprzod, lacznie ze sporzadzeniem listy zakupow.

              Zakupy i posilki musza byc wyliczone, np. kupuje sie 2-3 plasterki wedliny na osobe a nie wielka pake. Chodzi o to, by w lodowce nie lezaly nieokreslone zapasy, ktore niehybnie zostana uzyte do zajadania nudy lub filmu, ewentualnie zjedzone "by sie nie zmarnowalo".
              Jesli otworzysz lodowke a tam: ser do sniadania, mieso na jutro, jajka na pojutrze itp. - prawdopodobnie ja zamkniesz.
              Chleb mozna zamrazac w kromkach, wyliczony na kazdy dzien - jedna pokusa mniej.
              W ten sposob oduczamy sie podjadania z nudow i niekontrolowanego "dziubania".

              Druga zaleta diety jest zaoszczedzenie sporych kwot - unikamy kupowania nadmiaru jedzenia (ktore idzie potem na podjadanie) albo jedzenia kupionego "bo wziela chetka na widok" lub "bo byla promocja", ktore potem albo sie wpycha w siebie na sile, albo wyrzuca.

              Jedzenie na miescie tez musi byc zaplanowane - wtedy nie gotujemy obiadu lub kolacji zastapionej przez posilek w barze. Unikamy wowczas np. wpylania ulicznego zarcia po drodze z pracy do domu.

              Rozklad posilkow wyglada mniej wiecej tak:

              SNIADANIE:
              1 kromka chleba lub 1 kajzerka lub 1/2 zwyklej bulki - sniadanie jest jedynym posilkiem, gdzie je sie pieczywo. Uzywac na zmiane roznych gatunkow - biale, razowe, ziarniste itp. - jednostajnosc jest wrogiem odchudzania.
              Mozna cienko posmarowac maslem co 2-gi dzien.
              Do chleba: 1-2 plasterki (1 duzy lub 2 male) dowolnej wedliny lub sera - moze byc nawet z tych tlustszych, wazne by nie przekroczyc zaleconej ilosci.
              Moze byc rowniez pasztet lub twarozek (tyle, ile na posmarowanie cienko), 1 jajko lub 1 parowka.
              Tylko jeden dodatek na raz i codziennie cos innego (zasada "szynka z wczoraj bedzie na jutro").
              Nie zalecam:
              Slodkich dodatkow typu slodkie serki, marmolada, nutella itp.,
              Platkow z mlekiem ani zup mlecznych - zbyt duzo weglowodanow prostych (zwlaszcza fabryczne platki), za malo bialka (bialko z mleka powyzej 2 roku zycia praktycznie sie nie wchlania), wiec powoduja uczucie glodu krotko po sniadaniu a tego chcemy uniknac.

              OBIAD
              Tylko jedno danie, najlepiej drugie:
              Porzadny kawalek miesa lub ryby (okolo 200g na osobe) - gotowane, duszone lub pieczone.
              Do tego: 1 duzy ziemniak lub 2 male, moze byc tez kasza, ryz, kluski lub makaron w ilosci maksymalnie 3 lyzki.
              Dowolna surowka lub gotowana jarzyna.
              Raz w tygodniu moze byc cos smazonego.
              W wyjatkowych sytuacjach porcje miesa mozna zastapic 2 jajkami.
              Raz na miesiac porcja ziemniakow moze byc w postaci frytek.

              Obiad "alternatywny" (nie czesciej jak raz w tygodniu):
              Spaghetti z dowolnym sosem zawierajacym mieso, wedline, rybe, jajka lub ser, ilosc makaronu to okolo 80g suchego na osobe (1/6 paczki 500g).
              Risotto - zasady jak w spaghetti.
              Zapiekanka z ziemniakow z miesem lub ryba.

              2 razy w tygodniu moze byc JAKO KOMPLETNY OBIAD zawiesista zupa z "wkladka" typu zurek z kielbasa i ziemniakami, rosol z makaronem i kawalkiem miesa w srodku, krupnik, grochowka z wedzonka, fasolka po bretonsku, zupa gulaszowa wegierska, flaczki, zupa rybna itp.
              Zupa "obiadowa" moze byc zabielona smietana 18%.

              Najwyzej raz na 2 tygodnie mozna zastapic obiad hamburgerem z salatka lub 2 kawalkami dowolnej pizzy.

              KOLACJA:
              Lekka zupa (krem z warzyw, barszczyk, rosolek, jarzynowa itp.) lub dowolna salatka.
              Bez chleba, makaronu, ryzu, ziemniakow itp.
              Jako dodatek do czystej zupy (barszczu lub rosolu) moga sluzyc gotowane lub pieczone warzywa.
              Salatka z majonezem dozwolona raz na 2 tygodnie.
              Do zabielenia zupy najlepiej jogurt naturalny lub mleko.
              Jesli ktos lubi paszteciki, moze sobie pozwolic na jeden pasztecik do czystej zupy raz na dwa tygodnie.

              DESER:
              Tylko raz dziennie, do obiadu lub kolacji, moze tez byc osobno, wtedy sluzy za drugie sniadanie lub podwieczorek (wersja z 4 posilkami).
              Najlepiej: 1 duzy owoc (np. jablko,, gruszka, pomarancza) lub 2-3 mniejsze (morele, mandarynki) lub filizanka drobnych (maliny, jagody).
              Moze byc tez: filizanka salatki owocowej z odrobina cukru (pol lyzeczki) i/lub jogurtu naturalnego (2-3 lyzeczki) albo filizanka galaretki z owocami albo 1 galka dowolnych lodow albo 1 maly jogurt (z normalna zawartoscia tluszczu, nie zadne 0% bo tluszcz jest w nich zastapiony skrobia).

              Raz w tygodniu, jesli obiad byl lekki, mozna pozwolic sobie na solidniejszy deser:
              2 nalesniki lub racuchy z owocami lub malo slodka marmolada (np. powidlami),
              Pol paczka, drozdzowki lub dowolnego ciastka,
              1 babeczka lub magdalenka,
              Maly kawalek sernika, makowca czy ciasta drozdzowego - nie bede podawac w cm, ale ma byc maly. :)
              Filizanka kremu lub musu.

              GRZECHY
              Owoce z bita smietana, maksymalnie 2 lyzki smietany.
              2-3 herbatniki, krakersy, cukierki, czekoladki itp.,
              Kieliszek (max 50ml) wodki lub likieru,
              1 puszka 0,3l coli, tonicu eistea lub innego napoju tego typu,
              1 drink,
              Miseczka chipsow (lub ta najmniejsza paczuszka),
              2-3 lyzki (lub najmniejsza paczuszka) orzeszkow.

              Dozwolony jest maksymalnie 1 GRZECH W MIESIACU zamiast deseru.

              NAPOJE
              Kawa i herbata skolko ugodno, ale bez cukru lub z sacharyna.
              Do zabielenia kawy mleko 2%, raz na tydzien moga byc 2-3 lyzeczki smietanki 12%.
              Soki - rozcienczac woda 1/4, najwyzej 2 szklanki dziennie.
              Piwo i wino: 1 lampka wytrawnego wina (80ml) lub 1 szklanka piwa (0,2ml) dziennie, zawsze do posilku (obiadu lub kolacji) bo na glodno powoduja wiczy glod.
              Wode i napoje typu light mozna pic swobodnie, choc z tymi light radze nie przesadzac, bo slodziki nie sa zbyt zdrowe.

              Jesli ktos nie ma czasu gotowac w poludnie, moze zamienic obiad i kolacje miejscami - salatke lub zupe mozna wziac do pracy ze soba (w wielu instytucjach sa mikrofalowki) lub wyskoczyc do baru.

              W razie napadu "wilczego glodu" niemozliwego do opanowania, pofolgowac NA MIESIE A NIE NA CIESCIE - po wpyleniu np. calego kurczaka jest sie pelnym przez kilka dni, po blasze ciasta najwyzej godzine.

              RUCH
              Co najmniej 3 razy w tygodniu co najmniej 45 minut dowolnego ale w miare intensywnego ruchu (sport, szybki spacer, kopanie ogrodka itp.), poza tym starac sie byc aktywnym jak tylko sie da.

              CZAS TRWANIA DIETY
              Przez reszte zycia.

              Na szczescie owe zasady, choc na poczatku wydaja sie skomplikowane, dosc szybko wchodza w codzienna rutyne.
              Dieta tlumi nieco spontanicznosc, ale pamietajmy, ze tycie czesto jest efektem nadmiaru spontanicznosci.
              • piwi77 Re: Pasztety,kaszaloty 02.03.11, 15:51
                Przecież to jest dieta głodowa i na oko nie mogę się doliczyć więcej kalorii niż 1000 - 1200 dziennie. Tak ma wyglądać reszta życia? To zaczynam rozumieć, że odchodzi ochota na cokolwiek, a już z całą pewnością na takie fanaberie jak zgrabna, proporcjonalna sylwetka.
                • angelfree Re: Pasztety,kaszaloty 02.03.11, 16:15
                  Żeby schudnąć trzeba być głodnym. Albo zmęczyć się solidnie, a najlepiej jedno i drugie.
                  • piwi77 Re: Pasztety,kaszaloty 02.03.11, 16:28
                    Właśnie, że ani jedno ani drugie. Głodówka każe włączyć organizmowi program oszczędny i będzie on niechętnie pozbywał się tłuszczu. Zamiast tego będzie próbował odbudowywać muskulaturę, która pochłania najwięcej energii, której braki właśnie odczuwa. Podobnie nadmierny wysiłek też jest niezdrowy, bo zamiast pobudzać do rozwoju muskulatury, stanowi stres dla organizmu, który zaczyna się bronić jak przy głodówce. Moim zdaniem głód jest kontraproduktywny, rozwiązaniem jest natomiast pobudzenie organizmu do zwiększenia wydatkowania energii zmagazynowanej w tłuszczach i nie dostarczaniu uczuć negatywnych prowokujących organizm do zajmowania pozycji obronnej.
                    • sabinac-0 Re: Pasztety,kaszaloty 02.03.11, 19:13
                      piwi77 napisał:

                      > Głodówka każe włączyć organizmowi program osz
                      > czędny

                      Byc moze dla Ciebie to i "glodowka", ale co innego szczuply, aktywny facet, a co innego np. otyla 50-letnia urzedniczka.
                      Dieta jest przeznaczona dla tych drugich.

                      Jesli Ty nie masz problemow z nadwaga, mozesz jesc co chcesz i ile chcesz, nikt Ci nie kaze tej "glodowki" ani zadnej innej diety stosowac.
                      • piwi77 Re: Pasztety,kaszaloty 02.03.11, 19:23
                        sabinac-0 napisała:

                        > Jesli Ty nie masz problemow z nadwaga, mozesz jesc co chcesz i ile chcesz, nikt
                        > Ci nie kaze tej "glodowki" ani zadnej innej diety stosowac.

                        Musze uważać, żeby nie przesadzać z ilością, o co dzisiaj bardzo łatwo, bo natychmiast bym sie nadważył (mam skłonności), ale o głodowaniu nie ma u mnie mowy. No i muszę dostarczać białka, bo ćwiczę (umiarkowanie) na siłowni. Np jajek konsumuję ok 20 tygodniowo. Najchętniej na bekonie (mniam).
                        • sabinac-0 Re: Pasztety,kaszaloty 02.03.11, 20:09
                          piwi77 napisał:

                          > Np jajek ko
                          > nsumuję ok 20 tygodniowo. Najchętniej na bekonie (mniam).
                          >
                          Winszuje apetytu i gratuluje spustu :)

                          Wracajac do otylych - nie wiem, czy zdajesz sobie sprawe, ze kobieta po 50 potrzebuje tylko 1200 (!)kcal dziennie - nie po to by schudnac, lecz by NIE PRZYTYC.
                          Zatem jesli cierpi na otylosc, owa "glodowka" musi isc w parze ze znaczna aktywnoscia fizyczna, by dac jakikolwiek efekt.
                          • seth.destructor Re: Pasztety,kaszaloty 03.03.11, 02:36
                            To by się zgadzało, że z wiekiem potrzebujemy mniej kalorii. Ja utrzymuje mniej więcej stałą wagę przy ok. 700; na twojej diecie tyłbym w oczach:)
                            • piwi77 Re: Pasztety,kaszaloty 03.03.11, 09:33
                              seth.destructor napisał:

                              > To by się zgadzało, że z wiekiem potrzebujemy mniej kalorii.

                              Ten mechanizm wynika stąd, że z wiekiem nieużywana muskulatura się odbudowuje, ciało wygląda coraz gorzej i spada zapotrzebowanie na kalorie. Ale nie ma powodu, aby temu choremu trendowi się poddawać, choć każdy sam musi wiedzieć jakie ma priorytety.
                    • angelfree Re: Pasztety,kaszaloty 02.03.11, 21:39
                      piwi77 napisał:

                      > Właśnie, że ani jedno ani drugie. Głodówka każe włączyć organizmowi program osz
                      > czędny i będzie on niechętnie pozbywał się tłuszczu.


                      Stara prawda mówi, że w obozach koncentracyjnych nie było otyłych.
                      • piwi77 Re: Pasztety,kaszaloty 02.03.11, 21:55
                        angelfree napisała:

                        > Stara prawda mówi, że w obozach koncentracyjnych nie było otyłych.

                        Bo praw fizyki się nie oszuka i jak się organizmowi kalorii nie dostarczy, to będzie tracił na wadze. Ale czy to mądrze walczyć samemu przeciwko sobie i walczyć ze sobą głodem? Nie lepiej się porozumieć i znaleźć drogę zadowalającą obie strony? I do tego zdrowie podziękuje, co będzie widoczne wynikami - krwi, tętna i ciśnienia tętniczego. (Nie sądzę, aby wynikami jakimi wykazywali się więźniowie obozów, można byłoby się pochwalić, choć waga mogłaby czasem zaimponować).
                • sabinac-0 Re: Pasztety,kaszaloty 02.03.11, 19:05
                  piwi77 napisał:

                  > Przecież to jest dieta głodowa i na oko nie mogę się doliczyć więcej kal
                  > orii niż 1000 - 1200 dziennie.

                  Nie, raczej nie schodzi ponizej 1200kcal, no chyba ze ktos sie bardzo zaprze.
                  • sabinac-0 Re: Pasztety,kaszaloty 02.03.11, 20:27
                    Tak na marginesie, Piwi, nie uwazasz ze to troche aroganckie, krecic nosem na diete przeznaczona dla ludzi borykajacych sie z nadwaga, by zaraz potem przechwalac sie, ze wcinasz 20 jajek na bekonie tygodniowo i nie tyjesz?

                    Dla przecietnego otylego jest to gorszy prztyczek niz nazwanie go "kaszalotem".

                    I nie wciskaj kitu, ze to "umiarkowane cwiczenia na silowni" takie cuda sprawiaja, bo wielu "grubasow" cwiczy podobnie jak Ty jedzac duzo mniej niz Ty, a spadek wagi uzyskuja bardzo, bardzo powoli.
                    Kazdy ma inny organizm, inne sklonnosci genetyczne, inaczej zywiono go w dziecinstwie (dzieci przekarmiane lub przeciwnie, niedozywione we wczesnym dziecinstwie latwiej tyja jako dorosli) - to, ze Ty mozesz sie cieszyc jajami z bekonem bez faktury to nie powod, ze mozesz sie wynosic nad innych.
                    • piwi77 Re: Pasztety,kaszaloty 02.03.11, 21:20
                      Te 20 jajek (między innymi) to jest właśnie dieta, w której nie chodzi o efekt głodowania włączający jedynie defensywne siły organizmu, ale o dostarczenie jemu wszystkiego co konieczne do utrzymania i rozwoju muskulatury pobudzonej przez siłownię. I nie wyciągaj pochopnych wniosków, ze problem z nadwagą jest mi nieznany, bo jest jak najbardziej. Tyle, że potrafię sobie z nim skutecznie radzić, ciesząc sie jednocześnie wieloma bardzo pozytywnymi skutkami ubocznymi tak wybranego trybu życia. Wszystkim polecam ten nie tylko przeze mnie sprawdzony sposób, choc przyznaję, że często jest on przyjmowany ze sceptycyzmem, ale żeby moją propozycję traktować jako arogancję? No to mnie trochę zaskoczyło.
                      • piwi77 Re: Pasztety,kaszaloty 02.03.11, 21:25
                        Dodam, że coś takiego jak pączki, jutro, czy w najbliższych dniach, są dla mnie tabu. Ale też przyznam, że nie mam ochoty na produkty szkodliwe, a pączki takie właśnie są i to bardzo.
                        • dritte_dame Re: Pasztety,kaszaloty 03.03.11, 00:29
                          piwi77 napisał:

                          > Dodam, że coś takiego jak pączki, jutro, czy w najbliższych dniach, są dla mnie
                          > tabu.

                          Stosujesz [f]Atkinsa?
                          • piwi77 Re: Pasztety,kaszaloty 03.03.11, 07:40
                            dritte_dame napisała:

                            > Stosujesz [f]Atkinsa?

                            Nie stosuję żadnej zdefiniowanej diety. A pączków i słodyczy w ogóle po prostu nie lubię, bo się po nich źle czuję.
                            • sabinac-0 Re: Pasztety,kaszaloty 03.03.11, 16:41
                              piwi77 napisał:

                              > A pączków i słodyczy w ogóle po prostu
                              > nie lubię, bo się po nich źle czuję.
                              >
                              Znow zabierasz sie za formulowanie niezawodnych recept na wszelkie bolaczki ludzkosci - na podstawie wlasnych gustow.
                              • piwi77 Re: Pasztety,kaszaloty 03.03.11, 16:58
                                sabinac-0 napisała:

                                > Znow zabierasz sie za formulowanie niezawodnych recept na wszelkie bolaczki
                                > ludzkosci - na podstawie wlasnych gustow.

                                Opisuję swoje doświadczenia, a co ludzkość z nimi zrobi jest mi wszystko jedno. A że moje doswiadczenia często nie wpisują się w lekarskie teorie? No cóż, wtedy widzę kto jakim jest lekarzem, bo kiepscy lekarze, zamiast pomyśleć gdzie tkwi problem, ironizują i próbują ośmieszać.
                                • sabinac-0 Re: Pasztety,kaszaloty 03.03.11, 18:04
                                  piwi77 napisał:

                                  > Opisuję swoje doświadczenia, (...) kiepscy lekarze

                                  Kiepscy lekarze to ci, ktorzy doradzaja pacjentom na podstawie wlasnych doswiadczen.
                                  • piwi77 Re: Pasztety,kaszaloty 03.03.11, 20:36
                                    Dobry lekarz nie korzysta więc ze swoich doświadczeń? Czyli taki swieżo po studiach najlepszy, bo całkiem bez doświadczenia?
                                    • sabinac-0 Re: Pasztety,kaszaloty 03.03.11, 21:15
                                      piwi77 napisał:

                                      > Dobry lekarz nie korzysta więc ze swoich doświadczeń?

                                      Nie mowie o doswiadczeniach zawodowych.

                                      Oparcie sie pokusie przenoszenia do relacji z pacjentem doswiadczen czysto osobistych, tak jak medrkowania w stylu "ja tak robie od lat i patrz pan jak sie trzymam" jest trudne (mnie nie zawsze sie udawalo, choc bardzo sie staram), ale stanowi o profesjonalizmie.

                                      Tylko zaznaczam problem, nie bede sie w glebiac, bo nie jest to temat na rozmowe z laikami.
                                      • piwi77 Re: Pasztety,kaszaloty 03.03.11, 21:24
                                        Nie jestem lekarzem i mnie uwagi o niestosowności korzystania z własnego doświadczenia nie dotyczą. Napisałem kilka, moim zdaniem istotnych, uwag, które opisują jak można efektywnie dojść do optymalnej wagi. Podałem ogólny kierunek, ale bez konkretów, jak ktoś zainteresowany, sam musi drążyć dalej. I oczywiście, każdy ma prawo powiedzieć swoje uwagi, także skrytykować, ale wolałbym aby to odnosiło się do konkretnych punktów i aby wnosiło jakieś spostrzeżenia, do których mógłbym sie odnieść. Ty nie wnosisz nic, prowokujesz jedynie do kłótni, a tego robić mi się nie chce.

                        • sabinac-0 Re: Pasztety,kaszaloty 03.03.11, 16:39
                          piwi77 napisał:

                          > nie mam ochoty na produkty szkodliwe, a pączki taki
                          > e właśnie są i to bardzo.

                          Rzecz w tym, ze nie istnieja "produkty szkodliwe".
                          Kazde jedzenie jest zdrowe, byle w rozsadnych ilosciach.

                          Bezpiecznie dla zdrowia mozna zrezygnowac tylko z papierosow - a nawet tu zdania sa podzielone, bo wg niektorych badan palenie okolo 5 papierosow dziennie zmniejsza ryzyko np. choroby Parkinsona.

                          P.S. Jesli jestes wyznawca diety Atkinsa (lansowanej w PL jako "dieta Kwasniewskiego", ktory to Kwasniewski bywa raz prof a raz dr, zaleznie od humoru), daruj sobie agitacje.
                          • piwi77 Re: Pasztety,kaszaloty 03.03.11, 16:51
                            sabinac-0 napisała:

                            > daruj sobie agitacje.

                            A czy ja do czegoś tutaj agituję? Wykładam jedynie mój punkt widzenia o bardzo pozytywnych skutkach ćwiczeń na siłowni, ale do nich nie agituję. A już na pewno nie do żadnej diety, z których żadnej zresztą nie stosuję. Moje menu składa się ze składników, które mi smakują. Wielkie bułowate pączki do nich nie należą, tym bardziej, że po takim czymś źle się czuję. Mam wtedy zepsuty smak i muszę takie coś czymś przegryźć, to po co mam po nie sięgać? I niech Cię nie zmyli spora ilość jajek, które chętnie spożywam na bekonie, po prostu bardzo je lubię i czuję, że wpływaja pozytywnie na moje zdrowie.
                            • sabinac-0 Re: Pasztety,kaszaloty 03.03.11, 18:10
                              piwi77 napisał:

                              > Wykładam jedynie mój punkt widzenia o
                              > bardzo pozytywnych skutkach ćwiczeń na siłowni, ale do nich nie agituję.

                              Zdania z parnasu w stylu "kto nie robi jak ja musi pogodzic sie z wlasnym tluszczem" to forma agitacji.

                              > Moje
                              > menu (...)

                              Twoje.
                              • piwi77 Re: Pasztety,kaszaloty 03.03.11, 20:38
                                sabinac-0 napisała:

                                > Twoje.

                                Moje. Jakiś problem?
                                • sabinac-0 Re: Pasztety,kaszaloty 03.03.11, 21:17
                                  piwi77 napisał:

                                  > Moje. Jakiś problem?
                                  >
                                  Jesli nie wpierasz, ze ma byc rowniez moje, reszty forum i nieszczesnikow cierpiacych na otylosc, zaden. :)
                                  • piwi77 Re: Pasztety,kaszaloty 03.03.11, 21:28
                                    sabinac-0 napisała:

                                    > Jesli nie wpierasz, ze ma byc rowniez moje, reszty forum i nieszczesnikow
                                    > cierpiacych na otylosc, zaden. :)

                                    Co Ci do głowy przyszło? Wszystkie opinie na forum tak traktujesz, że ich wygłoszenie jest jednoczesnie nakazem do ich przejęcia przez innych forumowiczów? To może daj sobie całkiem spokój z forum?
                                    • sabinac-0 Re: Pasztety,kaszaloty 04.03.11, 01:04
                                      piwi77 napisał:

                                      > To
                                      > może daj sobie całkiem spokój z forum?
                                      >
                                      A to juz MOJA sprawa. :)
              • dritte_dame Houston, mamy problem... 03.03.11, 00:19
                Sabinac-0 napisała:

                > Raz na miesiac porcja ziemniakow

                A mnie lekarz zaleca ziemniaczki jako źródło potasu.
                I co teraz??
                • minniemouse Re: Houston, mamy problem... 03.03.11, 01:03

                  A mnie lekarz zaleca ziemniaczki jako źródło potasu.
                  I co teraz??


                  teraz podejrzewam lekarza o sabotaz ;)

                  bo doskonalym jak nie lepszym zrodlem potasu jest :

                  Swiss Chard - co ma liscie ni to jak burak ni to rabarbar
                  poczciwy szpinak
                  pomidory
                  fasola
                  cebula

                  z owocow

                  czeresnia
                  winogrona
                  jablko

                  www.highbloodpressureinfo.org/best-sources-of-potassium.html
                  milej rodaczce polecam tez lososia :)


                  ale skrycie przyznam racje ze ziemniaczki wody lub pieczone bez tluszczu i jedzone bez tluszczu wielkosci ok malej piesci (i bez smietany!) maja ok 130 kal wiec nie sa tuczace, wcale a mniam mniam jakie dobre...

                  problem jest tylko ze jako weglowodan moga spowolniac przemiane kalorii wiec ktos kto szybko schudnac, moze wolec wybrac inne zrodlo weglowodanu z potasem np fasole.
                  ale to "spowolnienie" w koncowym obrachunku ma i tak minimalne znaczenie jesli w efekcie zje sie mniej kalorii niz SPALI.
                  glownie trzeba zjesc tak aby bylo malo kalorii, zdrowo i miec uczucie
                  SYTOSCI.


                  Minnie
                  • dritte_dame Re: Houston, mamy problem... 03.03.11, 01:18
                    minniemouse napisała:

                    > z owocow
                    >
                    > czeresnia
                    > winogrona
                    > jablko

                    No i pomarańcze, oraz sok pomarańczowy
                    (tylko że sok jest też "przy okazji" słodki :()


                    > www.highbloodpressureinfo.org/best-sources-of-potassium.html
                    > milej rodaczce polecam tez lososia :)

                    Dziękuję za linkę! :)

                    A łososiem zażerałam sie do niedawna ale teraz znów ten lekarz.. że łosoś za słony.

                    > ale skrycie przyznam racje ze ziemniaczki wody lub pieczone bez tluszczu i jed
                    > zone bez tluszczu wielkosci ok malej piesci (i bez smietany!) maja ok 130 kal
                    > wiec nie sa tuczace, wcale a mniam mniam jakie dobre...

                    No właśnie, te pieczone! ;))
                    • minniemouse Re: Houston, mamy problem... 03.03.11, 01:59
                      A łososiem zażerałam sie do niedawna ale teraz znów ten lekarz.. że łosoś za słony.

                      no ale to chyba od ciebie zalezy ile go posolisz?
                      gwoli scislosci jak mowie o takim surowym, do gotowania, nie wedzonym...

                      Minnie
                • voxave Re: Houston, mamy problem... 03.03.11, 06:49
                  Dritte--jedz pomidory a szczególnie przecier pomidorowy--ziemniaczki dla zwierzątek w celu tuczenia
                • sabinac-0 Re: Houston, mamy problem... 03.03.11, 16:50
                  dritte_dame napisała:

                  > > Raz na miesiac porcja ziemniakow
                  >
                  > A mnie lekarz zaleca ziemniaczki jako źródło potasu.
                  > I co teraz??

                  Przeczytac jeszcze raz troche uwazniej.
                  Ziemniaki moga byc nawet codziennie, ale tylko raz na miesiac smazone.
                  • dritte_dame :))))) 03.03.11, 17:19
                    sabinac-0 napisała:

                    > Przeczytac jeszcze raz troche uwazniej.
                    > Ziemniaki moga byc nawet codziennie, ale tylko raz na miesiac smazone.


                    "OBIAD
                    [...] 1 duzy ziemniak lub 2 male [...]
                    Raz na miesiac porcja ziemniakow moze byc w postaci frytek."


                    Acha!
                    przecinka nie ma ! :))))))

                    (To nawet lepsze niż: "...i czasopisma" :))))


                    No to idę piec te pieczone...
                    mmmmm... ;))
        • matylda1001 Re: Pasztety,kaszaloty 28.02.11, 17:59
          piwi77 napisał:

          > Problem w tym, że ci ludzie nie bardzo mają do kogo zwrócić się po pomoc. Lekarze w tym miejscu też zawodzą. Ich rady - dieta, ruch - są bezwartosciowe, bo zbyt ogólnikowe. <

          Dlaczego bezwartościowe? W chwili, gdy otyłość jest nieznaczna (sygnał!) i nie zdążyła jeszcze poczynić spustoszenia w organizmie, odpowiednia dieta i odpowiedni ruch, mogą zdziałać cuda. W tym momencie jeszcze wszystko zależy od zainteresowanego. Jeśli chodzi o otyłość olbrzymią, to lekarz nie poprzestaje na takich radach. Otyłości olbrzymiej towarzyszą najróżniejsze choroby. Bardzo często, a raczej prawie zawsze, warunkiem powodzenia w leczeniu schorzenia głównego jest redukcja masy ciała. Zalecenia względem diety i ruchu pozostają aktualne, ale najczęściej lekarz ordynuje leczenie farmakologiczne, czasami jedynym wyjściem jest zabieg chirurgiczny. Jednak zawsze lepiej zapobiegać niż leczyć, a że czym skorupka za młodu nasiąknie, to należy zwrócić baczną uwagę na to, co jedzą dzieciaki. Zamiast poczęstować ukochane dzieciątko chipsami, lepiej obrac mu marchewkę, niech sobie chrupie.
          • smutek20 Re: Pasztety,kaszaloty 28.02.11, 18:41
            jak mi wlazło parę kilogramów to zastosowałam diete: "Plan wypłukiwania tłuszczu "plus wprowadziłam nordic walking i schudłam aż za bardzo
            jak ktos na serio chce schudnąć to schudnie , jak tylko gada , ze musi się odchudzić to na gadaniu się konczy
            to tak samo jak z rzucaniem fajek, jedni całe zycie gadają, ze muszą rzucić albo , że rzucają a inni po prostu to robią
          • piwi77 Re: Pasztety,kaszaloty 28.02.11, 19:31
            matylda1001 napisała:

            > Dlaczego bezwartościowe? W chwili, gdy otyłość jest nieznaczna (sygnał!) i nie
            > zdążyła jeszcze poczynić spustoszenia w organizmie, odpowiednia dieta i
            > odpowiedni ruch, mogą zdziałać cuda.

            W tej branży nie ma cudów, a jeżeli coś robi takie wrażenie, to tym bardziej należy się od tego trzymać z daleka. Sensownie chudnięcie to proces żmudny i długotrwały i pacjent od razu powinien o tym wiedzieć. Tylko jeżeli zda sobie z tego sprawę warto dalej z nim rozmawiać. Samą dietą też nic się nie osiągnie, a wręcz przeciwnie. Dieta obniża wagę poprzez odbudowę tłuszczów i mięśni. To drugie jest katastrofalne, albowiem po zakończeniu takiej diety, zapotrzebowanie na kalorie z uwagi na zmniejszenie masy mięśni, bedzie mniejsze i przy powrocie do poprzednich nawyków żywieniowych, waga wzrośnie powyżej tej sprzed diety. Jedyną drogą na trwałe schudnięcie jest więc przyrost masy mięśni. Osiąga się to wyłacznie poprzez siłownię. I od razu zaznaczam, że wysiłek jest mniejszy niż może sie komukolwiek wydawać. Wystarczy kupić chocby podręcznik do takich ćwiczeń i trenować maks. 3 razy w tygodniu, maks 8 ćwiczeń, po 3 serie razy 10 powtórzeń. Wszystko po krótkiej rozgrzewce. Na koniec 20 do 40 min na kardiosprzęcie byłoby ideałem, ale nie musi być. Zajmuje to wszystko 3 do 5 godzin tygodniowo. Po takim niewygórowanym wysiłku każda dieta przychodzi bardzo łatwo, bo organizm nie chce być już napychany byle czym. Oczywiście do każdego pacjenta należy indywidualnie ustawić program, ale główna linia musi być jak opisałem. Wszystko inne to bajki i nie pomoże. Tylko słyszeliście, żeby któryś lekarz właśnie w tym stylu doradzał, a potem z tego rozliczał? Bo ja nie.
            • sabinac-0 Re: Pasztety,kaszaloty 28.02.11, 22:33
              piwi77 napisał:

              > Jedy
              > ną drogą na trwałe schudnięcie jest więc przyrost masy mięśni. Osiąga się to wy
              > łacznie poprzez siłownię. I od razu zaznaczam, że wysiłek jest mniejszy niż moż
              > e sie komukolwiek wydawać. Wystarczy kupić chocby podręcznik do takich ćwiczeń
              > i trenować maks. 3 razy w tygodniu, maks 8 ćwiczeń, po 3 serie razy 10 powtórze
              > ń. Wszystko po krótkiej rozgrzewce. Na koniec 20 do 40 min na kardiosprzęcie by
              > łoby ideałem, ale nie musi być. Zajmuje to wszystko 3 do 5 godzin tygodniowo.

              Wszystko pieknie, tyle ze nie kazdemu mozna taki program zalecic.
              Co innego mlody, zdrowy, aktywny czlowiek z niewielka nadwaga, a co innego np. gosc po 60 z waga 120kg i niewydolnoscia serca.
              Lekarz niestety widzi raczej tych drugich.

              Zamiast stawiac sprawe "silownia albo nic", przeprowadzalam z pacjentem rozmowe, jak moglby zwiekszyc codzienny ruch.
              I tak np. rolnikowi radzilam, by przepinajac krowy chodzil na pole piechota zamiast wozic tylna czesc na traktorze, matce na wychowawczym - by chodzila z dziecmi zamiast puszczac je na placu zabaw samej wysiadujac na lawce, urzedniczce - by zostawiala samochod kilka ulic dalej i nie uzywala windy a tlustawej rodzince - sobotnie wycieczki zamiast grilla.

              Do schudniecia przydatny jest jakikolwiek ruch, szczegolnie jesli trwa co najmniej 45 min bez przerwy i jest regularny (co najmniej 3 razy w tygodniu).
              • seth.destructor Re: Pasztety,kaszaloty 01.03.11, 01:00
                Mam takie fachowe pytanie: co z produkcją endorfin o otyłych? Czytałem gdzieś, że u pewnej grupy ludzi wysiłek fizyczny nie powoduje wydzielania endorfin, a innych hormonów, przez co ćwiczenia, które miały pomóc im zmniejszyć wagę wpędzają ich w depresję.
                • matylda1001 Re: Pasztety,kaszaloty 01.03.11, 12:21
                  seth.destructor napisał:

                  > Mam takie fachowe pytanie: co z produkcją endorfin o otyłych?<

                  U nich produkcja endorfin ma się doskonale:) Tyle, że akurat w tym przypadku wcale nie jest to zjawisko pozytywne bo dzieki temu sa otyli. Endorfiny sa związkami chemicznymi, wytwarzanymi przez organizm, które mają zdolność pobudzania receptorów opioidowych. Te z kolei sa odpowiedzialne za odczuwanie bólu i zadowolenia. Endorfiny sa niezbędne bo to taki naturalny środek przeciwbólowy, który pomaga przetrwać ból, stany zagrożenia (strach). Jeżeli skaleczysz palec, mózg natychmiast "wysyła" na pomoc endorfiny. Jeżeli coś nam smakuje, to jedzenie tego sprawia przyjemność. Przyjemność sprawia właśnie dlatego, że już na widok ulubionej potrawy organizm zaczyna wytwarzać endorfiny. Skoro jest tak przyjemnie, to organizm woła o jeszcze, dochodzi do uzależnienia, w tym wypadku od jedzenia. Przy odchudzaniu dobrze jest "uzależnić się" od innej przyjemności. Taką przyjemnością może być np. sport. Uprawiany w pojedynkę stanie się katorżniczą udręką i endorfin nie będzie.( Poza tym niewłaściwie dobrany i dawkowany wysiłek fizyczny może wyrządzić więcej szkody niż pożytku, i w konsekwencji doprowadzic właśnie do depresji) ale już z osobą towarzyszącą, z którą można rywalizować i wygrywać może stać się "kopalnią endorfin". Z powodzeniem zastąpi czekoladki i ciasteczka. Dobrze jest też rzucić się w wir pracy. Nie dlatego, żeby zapomniec o drugim śniadaniu, ale wzmożona praca przynosi zazwyczaj większe efekty, co daje zadowolenie. A jak ktoś już musi koniecznie coś przekąsić, to niech to będzie raczej coś ostrego. Pieprz, ostra papryka, chili, ostre mieszanki przypraw, powodują uczucie pieczenia w ustach, co nie jest sprawą przyjemną, czasami nawet wywołuje uczucie podobne do bólu. Endorfiny przybiegną na ratunek i będzie ich więcej po zjedzeniu jednej kanapki, niż po zjedzeniu tabliczki czekolady. Poza tym każdy zrzucony kilogram daje zadowolenie.
                  • yoma Re: Pasztety,kaszaloty 01.03.11, 17:23
                    Ale fajnie

                    to już wiem, dlaczego lubię ostre :)
                  • seth.destructor EDS 03.03.11, 19:39
                    Jednak w internecie znalazłem cokolwiek o Endorphine Deficiency Syndrome. Brzmi ciekawie, ale słabo zbadane jest to zjawisko. Gdyby otyli doświadczyli czegoś takiego jak "runner high", chętniej uprawialiby ćwiczenia fizyczne. Jedzenie czekolady i słodyczy może wynikać z przyzwyczajenia, albo z pamięci, że kiedyś sprawiało przyjemność - jestem przekonany, że grubi tak się źle czują ze swą tuszą, że mają wyrzuty sumienia jedząc i jedzenie tak naprawdę im nie smakuje, albo włączyli mechanizm odrzucania i mają to gdzieś.
                • sabinac-0 Re: Pasztety,kaszaloty 01.03.11, 13:09
                  seth.destructor napisał:

                  > e u pewnej grupy ludzi wysiłek fizyczny nie powoduje wydzielania endorfin, a i
                  > nnych hormonów, przez co ćwiczenia, które miały pomóc im zmniejszyć wagę wpędza
                  > ją ich w depresję.

                  Depresja u otylych wynika raczej z niskiej samooceny i problemow zdrowotnych a nie endorfin.
                  Poza tym sa ludzie, ktorzy wysilku po prostu nie lubia i zadne endorfiny tego nie zmienia.
              • piwi77 Re: Pasztety,kaszaloty 01.03.11, 07:57
                sabinac-0 napisała:

                > Wszystko pieknie, tyle ze nie kazdemu mozna taki program zalecic.

                Każdemu. Trzeba jedynie indywidualnie ustalić rodzaj ćwiczeń, sposób wykonania, obciążenie i liczbę powtórzeń. Błędnym jest myślenie, że siłownia jest wyłącznie dla bodybuilderów. Jest dla wszystkich co żyją i poruszają się o własnych siłach. Efektem ubocznym takich ćwiczeń jest ustapienie bóli kregosłupa, na skutek wzmocnienia partii mięśni go podtrzymujących. Wiadomość przykra dla lekarzy, bo tracą swoich klientów i to może jest przyczyną, że pacjent dowiaduje się jedynie, że powinien jeść mniej i trochę więcej się ruszać, a przy okazji łykać proszki na schudnięcie (są takie, co zrzucają wodę) Tak, to może się nawet trochę przejściowo chudnie, ale to prowadzi do uzależnienia od tabletek i inwalidztwa.
                • matylda1001 Re: Pasztety,kaszaloty 01.03.11, 12:35
                  Jak ze wszystkiego, tak i z siłowni nalezy korzystać umiejętnie. W/g mnie przed pierwsza wizyta w siłowni powinno sie zasięgnąć porady lekarza, który okresli co delikwentowi wolno, a co nie.
                  • piwi77 Re: Pasztety,kaszaloty 01.03.11, 12:55
                    matylda1001 napisała:

                    > Jak ze wszystkiego, tak i z siłowni nalezy korzystać umiejętnie.

                    Zgadza się.

                    > W/g mnie przed pierwsza wizyta w siłowni powinno sie zasięgnąć porady lekarza,
                    > który okresli co delikwentowi wolno, a co nie.

                    Przecież żaden lekarz nie ma pojęcia co to jest siłownia i co się tam dzieje. Generalnie jest tak, że jak delikwent da radę o własnych siłach do siłowni dotrzeć, to może tam ćwiczyć. Jak nie wie co, to oczywiście zacząć pod okiem trenera.
                • sabinac-0 Re: Pasztety,kaszaloty 01.03.11, 13:22
                  piwi77 napisał:

                  > > Wszystko pieknie, tyle ze nie kazdemu mozna taki program zalecic.
                  >
                  > Każdemu. Trzeba jedynie indywidualnie ustalić rodzaj ćwiczeń, sposób wykonania,
                  > obciążenie i liczbę powtórzeń.

                  Tu bym dyskutowala.
                  Po pierwsze, nie kazdy na silownie dotrze - niektorzy mieszkaja na wsi, maja obowiazki w domu, male dzieci, dlugie godziny pracy, kogos niedoleznego pod opieka itp.
                  Nie kazdego na silownie stac - wielu otylych to rencisci.
                  Nie kazdy wydoli - u przykladowego goscia z niewydolnoscia serca wysilek trzeba dawkowac bardzo ostroznie by nie doprowadzic np. do smiertelnej arytmii.

                  Przestrzegam Cie przed lansowaniem jednej recepty na wszelkie bolaczki swiata, nawet jesli Tobie jakas metoda pomogla. Zycie jest znacznie bardziej skomplikowane, niz sie wydaje. :)

                  > Wiadomość przykra dla lekarzy,
                  > bo tracą swoich klientów

                  Hyhyhy, ale wymyslil!
                  NFZ placi przychodni POZ od pacjenta zapisanego, nie przyjetego, zatem najbardziej oplaca sie miec zdrowy rejon - wtedy sie siedzi z nogami na stole a kasa leci. :)
                  • piwi77 Re: Pasztety,kaszaloty 01.03.11, 13:42
                    sabinac-0 napisała:

                    > Przestrzegam Cie przed lansowaniem jednej recepty na wszelkie bolaczki swiata,

                    Mówię to co myślę i to do czego jestem przekonany. Jezeli zaś chodzi o poprawę sylwetki, czyli po prostu zrzucenie zbędnego tłuszczu w sposób skuteczny, to nie ma innej drogi. Jest tylko ta, albo ... trzeba się z nadmiarem tłuszczu pogodzić. Co komu zdrowiej wypada, sam musi wiedzieć, ewentualnie może skonsultować z doktorem.
                    Mam znajomego co z mojej rady nie skorzystał i postanowił 6 miesięcy temu schudnąć z doktorem. Ten zalecił mu ostrą głodową (!) dietę, bliżej niezdefiniowany ruch i zapisał mu kupę medykamentów (obniżające ciśnienie i wspomagające odchudzanie się itd). Facet 6 tygodni się dietował, byłem pełen podziwu, bo naprawdę głodował. Po diecie wyglądał bardzo źle, choć ubyło mu 25 kg. Po zakończeniu diety nadal uważa na jedzenie i już się tak nie obżera. Dzisiaj rezultat jest taki, że gościu medykamenty nadal bierze, inaczej ciśnienie ma wysokie i waży więcej niż przed dietą. Regularnie odwiedza doktora, który ciagle coś mu w tabletkach zmienia, mierzy ciśnienie, które ciagle nie chce spaść i chyba sie cieszy, bo ma już stałego pacjenta.
                    • matylda1001 Re: Pasztety,kaszaloty 01.03.11, 14:34
                      piwi77 napisał:

                      >Każdemu. Trzeba jedynie indywidualnie ustalić rodzaj ćwiczeń, sposób wykonania,
                      obciążenie i liczbę powtórzeń. <

                      :) I kto niby miałby to zrobić, trener w siłowni?

                      Co do Twojego znajomego... Na swoje szczęście nie posłuchał Twojej rady. Facet miał wysokie ciśnienie (stąd leki na zredukowanie), które najczęściej towarzyszy otyłości. Wizyta w siłowni mogłaby sie skończyc tragicznie.

                      > i chyba sie cieszy, bo ma już stałego pacjenta. <

                      :) No i z czego niby ta uciecha? Oj, coś Ty nie lubisz doktorów...:)
                      • piwi77 Re: Pasztety,kaszaloty 01.03.11, 14:49
                        matylda1001 napisała:

                        > Facet miał wysokie ciśnienie (stąd leki na zredukowanie), które najczęściej
                        > towarzyszy otyłości. Wizyta w siłowni mogłaby sie skończyc tragicznie.

                        No i tak właśnie do tematu podchodzą doktorzy. Od kiedy to fizyczny wysiłek, działa niekorzystnie na ciśnienie tętnicze? Wysokocisnieniowiec musi w czasie ćwiczeń kontrolować jedynie puls, którego maksymalną wysokość może wziąć sobie z tabel (zależny od wieku, wzrostu, wagi i fizycznej kondycji), a nic mu nie grozi. W każdym razie nic ponadto co grozi mu podczas spokojnego snu. To nie siłownia zabija, to prochy, którymi faszeruje się pacjentów prowadzą do piachu.
                        • matylda1001 Re: Pasztety,kaszaloty 01.03.11, 15:10
                          piwi77 napisał:

                          > Od kiedy to fizyczny wysiłek, działa niekorzystnie na ciśnienie tętnicze?<

                          Wręcz przeciwnie, wysiłek fizyczny zapobiega nadciśnieniu, a u chorych z nadciśnieniem nawet obniża, ale ten wysiłek musi byc racjonalny. Sam w sobie nikomu nie zaszkodził a epidemia otyłości jest miedzy innymi wynikiem obniżenia poziomu aktywności fizycznej. Nie może byc jednak tak, że ktoś, kto przez pól życia nie podnosi nogi wyżej niż tego wymaga wchodzenie po schodach nagle wpadnie do siłowni i zechce natychmiast nadrobić stracony czas. Poza tym w przypadku wysokiego ciśnienia sama aktywnośc fizyczna nie pomoże, leki sa niezbędne.
                          • seth.destructor Ja zamiast siłowni to polecam basen, o. 01.03.11, 20:14
                            W dzisiejszych czasach wysiłek fizyczny nie jest tak potrzebny, bo mamy maszyny. Nawyki żywieniowe jednak pozostały z czasów, gdy trzeba było węgiel do komórki wrzucać albo za sarną po lesie biegać. Poza tym w momencie dojrzewania organizm przyzwyczaja się do zwiększonego żywienia i potem ciężko mu sie odzwyczaić.

                            Problem z ćwiczeniami jest taki, że sprowadzają się do bezcelowego machania kończynami, albo inaczej machanie kończyną jest celem samym w sobie. To cholernie odmóżdża:/
                            • piwi77 Re: Ja zamiast siłowni to polecam basen, o. 01.03.11, 20:33
                              seth.destructor napisał:

                              > Problem z ćwiczeniami jest taki, że sprowadzają się do bezcelowego machania koń
                              > czynami, albo inaczej machanie kończyną jest celem samym w sobie. To cholernie
                              > odmóżdża:/

                              W tym rzecz, że nie jest bezcelowe (nie tylko służy zdrowiu, ale też poprawia sylwetkę - nie bez znaczenia np. na plaży) i nie odmóżdża, przy tym wcale się nie głupieje, a wręcz mozna zatankować energię potrzebną do pracy umysłowej. A skoro uważasz, że pływanie lepsze (moim zdaniem gorsze, bo szkodzi na kręgosłup i nie rozwija mięśni), to co, ono rozwija inteligencję?
                              • angelfree Re: Ja zamiast siłowni to polecam basen, o. 02.03.11, 21:54
                                Myślę, że co kto lubi. Ja wolałabym basen i bieganie, ale moje łękotki nie wolą.
                              • seth.destructor Re: Ja zamiast siłowni to polecam basen, o. 03.03.11, 02:27
                                No, ilość inteligentów wśród sportowców nie poraża... Wydaje mi się, że to przez to, że w czasie ruchu to komórki mięśniowe są dotleniane, a nie starcza tlenu na wyższe funkcje mózgowe, poza tym mózg jest skoncentrowany na reakcji z otoczeniem. W każdym razie MNIE to odmóżdża i po jakichkolwiek ćwiczeniach nie jestem w stanie przeczytać ze zrozumieniem żadnego tekstu, powiedzieć o co chodzi w nadawanej audycji czy flmie czy nawet przeprowadzić sensowną konwersację:/ Masz na to wytłumaczenie?
                                • dritte_dame Re: dotlenianie 03.03.11, 03:21
                                  seth.destructor napisał:

                                  > Wydaje mi się, że to prze
                                  > z to, że w czasie ruchu to komórki mięśniowe są dotleniane, a nie starcza tlenu
                                  > na wyższe funkcje mózgowe, poza tym mózg jest skoncentrowany na reakcji z otoc
                                  > zeniem. W każdym razie MNIE to odmóżdża i po jakichkolwiek ćwiczeniach nie jest
                                  > em w stanie przeczytać ze zrozumieniem żadnego tekstu, powiedzieć o co chodzi w
                                  > nadawanej audycji czy flmie czy nawet przeprowadzić sensowną konwersację:/

                                  Mam dokładnie odwrotnie.

                                  Nieraz mi sie zdarza że najlepsze rozwiązanie jakiegoś zawodowego problemu znajduję w trakcie lub po kilkudziesięciu kilometrach żwawej rowerowej jazdy.

                                  Bywa że jak rozwiązanie czegoś nie za bardzo idzie to nawet specjalnie wybieram dłuższą i bardziej pagórkowatą trasę z biura do domu! :))
                                • piwi77 Re: Ja zamiast siłowni to polecam basen, o. 03.03.11, 07:55
                                  seth.destructor napisał:

                                  > W każdym razie MNIE to odmóżdża i po jakichkolwiek ćwiczeniach nie jestem w stanie
                                  > przeczytać ze zrozumieniem żadnego tekstu, powiedzieć o co chodzi w
                                  > nadawanej audycji czy flmie czy nawet przeprowadzić sensowną konwersację:/
                                  > Masz na to wytłumaczenie?

                                  Nie. Choć być może chodzi o to, że sport tego rodzaju jest dla Ciebie stresem (może był błędnie wykonywany?), a stres jest dla organizmu jako całości zawsze destruktywny.
                                  • seth.destructor Re: Ja zamiast siłowni to polecam basen, o. 03.03.11, 19:42
                                    To dotyczy każdego wysiłku. Też się dziwię. Tarczyca w porządku, jakby kto pytał.
                                    • piwi77 Re: Ja zamiast siłowni to polecam basen, o. 03.03.11, 20:43
                                      seth.destructor napisał:

                                      > To dotyczy każdego wysiłku. Też się dziwię. Tarczyca w porządku, jakby kto pytał.

                                      Może powinieneś poszukać partnera o podobnym podejściu, aby się wzajemnie motywować?
                              • dritte_dame Re: pływanie (?!) 03.03.11, 03:25
                                piwi77 napisał:

                                > pływanie [...] (moim zdaniem gorsze, bo szkodzi na kręgosłup i nie rozwija mięśni)

                                Jakim to cudem pływanie "szkodzi na kręgosłup i nie rozwija mięśni"???!
                                • piwi77 Re: pływanie (?!) 03.03.11, 07:50
                                  dritte_dame napisała:

                                  > Jakim to cudem pływanie "szkodzi na kręgosłup i nie rozwija mięśni"???!

                                  Pływanie spacerowe z głową nad wodą, a tak najczęściej ono wygląda, jest dla kręgosłupa szkodliwe i niestety, ale rozwija mięśnie mniej więcej tak samo, jak spacerek z pieskiem, czyli wcale. To, ze ktoś po przepłynięciu kiliometra (a niech najpierw tyle przepłynie)czuje sie zmęczony, nie świadczy o tym, że mu się coś rozwinęło, ale o ogólnie słabej kondycji. Choć gdybym miał wybierać pomiędzy pływaniem, a gniciem na kanapie, to pływanie daje więcej.
                                  • angelfree Re: pływanie (?!) 05.03.11, 17:35
                                    Pływanie żabką, nawet krytą, nie jest polecane osobom mającym skłonność do dyskopatii. Tak mówią ortodoksyjni ortopoedzi. Nieortoksyjni ortopedzi mówią, że każdy ruch jest dla kręgosłupa wskazany. Ja wolę tę drugą szkołę.
                                    Natomiast, niestety, wszyscy ortopedzi z jakimi rozmawiałam, są zgodni co do tego, że pływanie stylem klasycznym jest wybitnie niewskazane przy problemach z kolanami. W ogóle za zdrowe dla kolan nie jest. Niestety, jest to jedyny styl, którym mogę plywać bez wysiłku godzinami, a ponieważ w kolanach mi przy tym chrupie - chyba będę musiala polubić siłownię. : (((
                    • sabinac-0 Re: Pasztety,kaszaloty 01.03.11, 20:37
                      piwi77 napisał:

                      > Mówię to co myślę i to do czego jestem przekonany.

                      Ale lekarz musi brac jako punkt wyjscia sytuacje pacjenta, nie swoja.

                      > sylwetki, czyli po prostu zrzucenie zbędnego tłuszczu w sposób skuteczny, to ni
                      > e ma innej drogi. Jest tylko ta, albo ... trzeba się z nadmiarem tłuszczu pogod
                      > zić.

                      Niekoniecznie.
                      Sama swego czasu zrzucilam 20kg (w 2 lata) i jak dotad, a nascie lat minelo, utrzymuje wage i zachowuje dobra forme, choc nigdy nie chodzilam do silowni.

                      > mierzy ciśnienie, które ciagle nie chce spaść

                      Nadcisnienie nie jest choroba wylacznie otylych, szczupli tez je miewaja. Podloze nadcisnienia jest w duzej mierze genetyczne, wiec ma zadnej gwarancji, ze po odchudzeniu bedzie sie mialo cisnienie jak nastolatek. Czesto mimo spadku wagi, ruchu i rozsadnej diety trzeba brac leki przez cale zycie, choc schudniecie pozwala zwykle zmniejszyc ich dawki.
                      P.S. Mierzysz je czasem, mam nadzieje.
                      • piwi77 Re: Pasztety,kaszaloty 02.03.11, 10:27
                        sabinac-0 napisała:

                        > Niekoniecznie.
                        > Sama swego czasu zrzucilam 20kg (w 2 lata) i jak dotad, a nascie lat minelo,
                        > utrzymuje wage i zachowuje dobra forme, choc nigdy nie chodzilam do silowni.

                        Na jednej nodze też da się biec, ale to nie znaczy, że tak jest efektywniej niż na dwóch.
                        Poza tym nie można ocenić skuteczności operacji odchudzania wyłącznie przy pomocy jednego wskaźnika, przy pomocy wagi ciała, nawet jeżeli ten robi bardzo optymistyczne wrażenie. W życiu nieraz, mniej bywa więcej.
                        • sabinac-0 Re: Pasztety,kaszaloty 02.03.11, 12:07
                          piwi77 napisał:

                          > Poza tym nie można ocenić skuteczności operacji odchudzania wyłącznie przy pomo
                          > cy jednego wskaźnika, przy pomocy wagi ciała,

                          Tu masz swieta racje. Waga to nie wszystko, np. najlepszym miernikiem zagrozenia chorobami krazenie jest pomiar obwodu brzucha na wysokosci kolcow biodrowych - ponad 90cm u kobiet i ponad 100cm u mezczyzn uwaza sie za "sygnal alarmowy" nawet przy prawidlowej lub tylko troche podwyzszonej masie ciala.

                          Co do ruchu zawsze zalecalam tak: ruszaj sie tak, jak lubisz, tylko ma byc co najmniej 45 minut ciegiem co najmniej 3 razy w tygodniu. Lubisz silownie - bardzo dobrze, tylko lepiej poszukac porzadnej silowni (nie "silowni" typu dwa atlasy w salce nad remiza), gdzie trener zaleci jakis rozsadny program.
                          Jesli ktos nie lubi silowni, nie ma problemu, ruszac sie mozna na milion sposobow - plywanie, gra w pilke, wycieczki w plenerze, kurs tanca, aerobik a nawet prace w polu lub ogrodzie lub spacery z psem (te ostatnie najszybszym krokiem, jaki podola pacjent lub pies).

                          I tak chodzi glownie o zmiane nawykow, by przerwac stereotyp ze swietowanie polega na siedzeniu za stolem a odpoczynek na siedzeniu na kanapie.
                          • piwi77 Re: Pasztety,kaszaloty 02.03.11, 12:28
                            Na tej liście proponowanych spsosobów ruszania się brakuje mi nordic walking - niezwykle efektywnej formy aktywności fizycznej, a do tego i niedrogiej i dostępnej każdemu w każdym wieku.
                            Wracając jeszcze krótko do siłowni, najmniej przekonani do tej formy sportu są ci, co nigdy jej nie próbowali i mają o niej zupełnie złe wyobrażenie. Niesłusznie kojarzy sie ona z kulturystyką i typami w rodzaju wytatuowanych egzemplarzy bez karku. Ilu z nas zdaje sobie sprawę na przykład z tego, że dziewczyny, które podziwiamy za wzorcową sylwetkę, osiągnęły sukces właśnie dzięki siłowni?
                            • sabinac-0 Re: Pasztety,kaszaloty 02.03.11, 14:58
                              piwi77 napisał:

                              > Wracając jeszcze krótko do siłowni, najmniej przekonani do tej formy sportu są
                              > ci, co nigdy jej nie próbowali

                              Ja akurat probowalam i to na dosc dobrej silowni - nie mowie, ze bylo zle, niemniej o wiele wieksza przyjemnosc sprawiaja mi sporty w plenerze, zwlaszcza gorskie wycieczki, narty i plywanie (to ostatnie zwlaszcza w naturalnych zbiornikach lub odkrytym basenie) to wiec uprawiam najczesciej.

                              Wzorcowej sylwetki nie musze miec (w moim wieku juz niewiele sie musi :D), zalezy mi raczej na ogolnej dobrej formie.
        • camel_3d Re: Pasztety,kaszaloty 02.03.11, 22:46
          piwi ja mam w rodzicnie kuzynke..nie jest otyla..ale ma juz spora nadwage.. i wiesz co..diety rozne i przerozne stosuje..no po rpstu wszelkie nowosci..poza jedna.. ruch... pracuej w domu, wiec spedza non stop czas w domu..ruch to najwyzej wyjscie na zakupy dopobliskiego marketu..al do supermarketu..500 m to juz samochodem...



          > Problem w tym, że ci ludzie nie bardzo mają do kogo zwrócić się po pomoc. Lekar
          > ze w tym miejscu też zawodzą. Ich rady - dieta, ruch - są bezwartosciowe, bo zb
          > yt ogólnikowe.
    • Gość: Zihn Re: Pasztety,kaszaloty IP: *.1and1.pl 28.02.11, 17:56
      A jak nazwać przypadek kobiety, która od 5-6 lat siedzi na internetowym forum otwartym w poszukiwaniu czegoś co byśmy nazwali "relacjami towarzyskimi"? Czy można to z perspektywy normalnej kobiety układającej sobie normalne życie nazwać przypadkiem osobliwym?
      • matylda1001 Re: Pasztety,kaszaloty 28.02.11, 22:59
        Co też się z tym watkiem dziś dzieje, to nie do wiary. Postów nie można się doliczyć ;/(
        • minniemouse Re: Pasztety,kaszaloty 01.03.11, 02:34
          tłuste świnie,arbuzy,foki,budynie,galarety,tłuściochy,.............
          i wiele innych epitetow pod adresem otyłych ludzi miota oburzone szczuple spoleczeństwo-



          a ja dorzuce jeszcze jedna uwage ktora z dietami nie ma nic wspolnego.

          osobiscie nie mam nic do grubych, tacy sami ludzie jak kazdy inny ale zauwazylam ze uwagi zbieraja glownie dlatego ze zwykle wygladaja niechlujnie nie dlatego ze sa grubi.

          I rzecywscie, trudno nie patrzec nieprzychylnie na osobe otyla u ktorej widac wyraznie kazdy zwisajacy fald, kazda bule spod cienkiej rozwleczonej trykotowej koszulki, czesto z brudnymi plamami
          kiedy nieksztaltne nogi powleczone sa byle jak spodniami bez fasonu, z wypchanymi kolanami, i tez czesto wyplamionymi.

          Osoby otyle szczegolnie powinny dbac o swoje ubranie bo nie ma bardziej nieestetycznego widoku jak otyla osoba niechlujnie i brudno ubrana. zwlaszcza w bezksztaltne niedopasowane ciuchy.
          Niesmak budza kobiety ktore zamiast spodnicy lub sukni nosza spodnie w ktorych wyraznie widac wielki brzuch opadajacy na kolana.
          faceci sa w gorszej sytuacji bo spodnicy nie zaloza ale powinni miec na to specjalne podtrzymujace gacie typu spanx. byle im ta bula nie zwisala.

          Ludzie szczupli majace niewielkie waleczki pod pachami czy w talii torturuja sie spanxami zeby dobrze wygladadac, otyli nie moga?

          mozna tak:
          www.saidaonline.com/en/newsgfx/obese%20woman-saidaonline.jpg
          to powinno byc przez prawo zabronione:
          c1.ecoscraps.com/files/2008/05/obese-woman.jpg
          (jak mozna ubrac spodnie z takiego materialu majac taka figure??
          przeciez to az sie prosi o obelgi!!)

          albo tak:
          www.womansday.com/var/ezflow_site/storage/images/media/galleries-slideshows/wd-aol-poll-obesity/big-women-on-the-big-screen/1013451-1-eng-US/Big-women-on-the-big-screen_slideshow_image.jpg
          www.fitfullyours.com/wp-content/uploads/2009/07/overweightceleb.jpg
          cache4.asset-cache.net/xc/85345817.jpg?v=1&c=IWSAsset&k=2&d=77BFBA49EF8789215ABF3343C02EA5489874365BC2C207CDD106416F1961B623ACF55F9525A76E01E30A760B0D811297
          dobry stanik + SPANX+ dobrze dopasowane ubranie = mila dla oka tlusta sylwetka


          spanx:

          Minnie
    • Gość: 28 kropek Dwadzieścia osiem kropek IP: 01.03.11, 00:30
      ............................
    • sibeliuss Re: Pasztety,kaszaloty 01.03.11, 13:20
      Pochodzę z "tłustej" rodziny. Schudłem, bo chciałem.
      • voxave Re: Pasztety,kaszaloty 01.03.11, 14:21
        Nigdy nie bylam tłusta jak to mowi Sibeliuss--ale po dwóch kolejnych operacjach w przeciagu dwoch lat i unieruchomienia kazda po 3-miesiące przytylam----nigdy nie stosowalam zadnej diety bo nie było takiej potrzeby
        zobaczylam w necie diete Dukana i 3 m-ce podietowalam---stracilam 13 kg
        nie mam efektu jojo bo pewnych produktow juz nie jem np.wieprzowiny,ziemniaków ciast słodyczy nie uzywam cukru
        dwa razy w tygodniu chodze na ćwiczenia w wodzie potem pływam a na zakończenie modne teraz natryski
        wszystko pod opieka moje pani doktor która to monitorowala zalecając robienie analizy krwi
        przez cały rok nawet katar mi sie nie przytrafił
        nier mam żadnych innych schorzeń,jem tylko magnez bo piję kawę
        • sibeliuss Re: Pasztety,kaszaloty 01.03.11, 15:17
          Matkę, babkę, ojca kocha się bez względu na ich tonaż, ale nie zmienia to faktu, że nadwaga zabija. Szczególnie w tych czasach, gdy puste kalorie czyhaja na każdym kroku, w każdej kromce dmuchanego pieczywa, solankowej szynce czy w hormonalnym mięsie. Jeść, ale mniej i lepiej.
          • Gość: Wilia Re: Kłopoty z wagą a tarczyca IP: *.adsl.inetia.pl 01.03.11, 15:44
            Jeżeli tyje się po prostu z powietrza , albo chudnie mimo wilczego głodu - koniecznie trzeba zbadać tarczycę, jako że pierwszy przypadek może wynikać z niedoczynności a drugi z nadczynności tarczycy.
            • voxave Re: Kłopoty z wagą a tarczyca 01.03.11, 16:29
              na apetyt nie narzekam mam jak wilk---ani mnie zywic ani ubierać--dlatego cale życie pracuje na siebie :),:),:)
          • sabinac-0 Re: Pasztety,kaszaloty 03.03.11, 16:46
            sibeliuss napisał:

            > Jeść, ale mniej i lepiej.

            Bardzo sluszna uwaga.
            Kupowanie mniejszej ilosci jedzenia, ale lepszego jakosciowo, oszczedza i zdrowie, i pieniadze.
    • judith79 Re: Pasztety,kaszaloty 02.03.11, 14:23
      mnie rozwala zawsze to, ze zwykle ludzie, ktorzy sami sa otyli i zbieraja te spoleczne kopy w d... zapasaja swoje dzieci. jecza, ze tak im ciezko, ze ludzie sie z nich smieja, ze wizerunek tluscioch kojarzony jet zwykle z lenistwem, niska inteligencja, brakiem sukcesu itp i na taki sam los skazuja wlasne dzieci. zawsze mnie zastanawia widok megamaciorki pakujacej w swoja progeniture, ktora i tak ma juz nadwage spora kolejnych ciastek, paczkow itd. po co to robia?
      • Gość: jojek Re: Pasztety,kaszaloty IP: *.org 02.03.11, 21:59
        buhahaha
      • sabinac-0 Re: Pasztety,kaszaloty 03.03.11, 16:47
        judith79 napisała:

        > po co to robia?

        Z atawistycznego utozsamiania karmienia z miloscia.
    • camel_3d i dobrze... 02.03.11, 22:41
      bo otylosc to choroba spoleczna, ktorej nie mozna tolerowac!
      mamy takei czasy, ze zarcie jest tanie i dostepne na kazdym krku, d..py si enie chce ruszyc tylko jezdzi non stop autem, dzeici wozi do 4 roku w wozkach , autkiem do przedszkola, autkiem z przedszkola, autkiem na spacerek.... weekend spedza sie w centrum handlowym i przed tv..albo na tlustym grillu... i potem wlasnie z dzieci wyrastaja takie kaszaloty, tlusciochy i pasztety...
      I czasme walniecie prawda w oczy jest duzo skuteczniejsze niz powiedzenie, ze tluste jest fajne... NIE JEST. Otylosc utrudnia ruch. Otylosc powoduje probelmy z krazeniem i z wydolnoscia...
      I wedlug mnie otylosc powinna byc z urzedu leczona...a rodzice karani, ze meczenie dzieci.
      • minniemouse Re: i dobrze... 03.03.11, 00:14
        zawsze mnie zastanawia widok megamaciorki pakujacej w swoja progeniture, ktora i tak ma juz nadwage spora kolejnych ciastek, paczkow itd. po co to robia?

        bo oytlosc z czegos sie bierze.

        to jest przede wszystkim pewien wzorzec zywienia i styl zycia.

        ludzie otyli to z zasady jedza nieprawidlowo - tlusto, slodko, kalorycznie, plus nie ruszaja sie bo im czlowiek grubszy tym mniej sie chce ruszac bo tym trudniej,
        tym latwiej wiec tym tyje i szybciej.

        i takie wzorce przekazuja dzieciom,
        nastepnie z tych dzieci wyrastaja rodzice, ktorzy przekazuja to swoim dzieciom
        i tak lancuszek sie kontynuuje. dlatego mamusia pakuje paczki w progeniture bo tak ja nauczyla jej mamusia, paczek, kotlecik, to cos bardzo przyjemnego dla osoby ktora z powodu otylosci w zyciu nie ma tak znowu wiele przyjemnosci - spoleczenstwo jej w wiekszosci nie akceptuje, a nawet daje czesto do zrozumienia - nieprzychylnie - ze wyglada nie najlepiej.

        Na ruch nie ma sily, ani ochoty, wiec pozostaje wypelnianie zycia jedzeniem i stacjonarnym stylem zycia.
        A sadlo rosnie. i tak od dziecka. wyuczony model.

        A tak przy okazji, zauwazylam ze w 90 % rodzin to oboje rodzicow jest tlustych. nie ma tak ze matka jest chuda a ojciec gruby. przewaznie oboje. i przewaznie to kobieta wiedzie prym - bo przewaznie
        to kobieta decyduje o zakuoach, o gotowaniu wiec to ona decyduje co je rodzina je.
        To przewaznie jej wina ze jest sama zapasiona i to dzieki JEJ nawykom zywieniowym
        JEJ RODZINA jest tez zapasiona, dzieci narazone na dziecieca cukrzyce, maz tez na pewno ma problemy zdrowotne itd.

        a wystarczy chciec zdrowo jesc.
        zdrowo czyli nauczyc sie wartosci odzywczych i kalorycznych posilkow, jak je laczyc zeby spozyc dzienna dawke potrzebnych witamin, mineralow, protein itd i nie przekroczyc pewnej
        liczby kalorii. i nie byc glodnym. no i ruszac sie.


        Minnie
        • judith79 Re: i dobrze... 03.03.11, 14:06
          jasne tylko, ze do kompletu takie osoby probuja lansowac otylosc jako cos fajnego, opisana przez autora postu akcja, rozne "grube jest piekne" itp. jakos nie znam zadnego grubasa, ktory by byl zadowolony ze swojego wygladu ale zwykle jest na tyle leniwy, zle zorganizowany... ze nie zmienia tego w zaden sposob, a spoleczenstwu probuje wmowic, ze tak jest ok i ze jest ladny/zdrowy itd. takie akcje promuja otylosc. nie widze powodu dla ktorego osoba, ktora sama nie ma do siebie szacunku i traktuje swoje cialo jak smietnik rzada szacunku od innych.
          • camel_3d Re: i dobrze... 04.03.11, 12:51
            bo problem jets przede wszytskim w ilosci jedzenia...
            jezeli jemy tlusto, kalorycznie..ok utyjemy..ale mozna to z rzucic..jezeli jesmy DUZO..to rozpychamy zoladek...sam sie nie skorczy.. Im wiekszy zoladek, tym wiecej musimy tam wpakowac zeby poczuc uczucie sytosci..a im wiecje wpakujemy tym mniejsza szansa, ze nasz organizm to przetworzy... i ta druga forma otylosci jest najgorsza..bo dotyka dzieci, ktre sa "Motywowane" do jedzenia..bo tak malo zjadly..wiec trzeba chocby czekoladka dopchac.. Mam martwoia sie ciagle ze ich dzeici nie maja apetytu..bo za malo jedza..i prosze zeby zjadly dodatkowa lyzecze tego, tamtego..kawalek ziemniaczka, wiecej kotlecika... i tak sie zaczyna...
            I masz racje, to niestet ymamy odpowiadaja za jedzenie w domu... bo mezowi trzeba kotleciora przygotowac bo inaczej bezdie niezadowolony z zony... itd...
            Ale przeciez 20-25 lat temu bylo podobnie..al enie bylo dostepu do takiej ilosci budek, fastfoodow..bylo sie glodnym..trzeba bylopobiec do domu...a teraz? hyc i za rokiem juz mak sronald czeka:))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka