Dodaj do ulubionych

Malzenstwo chodzone

08.09.13, 13:40
Malzenstwo chodzone - cos genialnego:

"Najbardziej niezwykłym aspektem kultury Mosuo jest praktyka tzw. „chodzonego małżeństwa“ (chiń. 走婚 zou hun), które jest dominującym systemem małżeńskim wśród Mosuo żyjących w okolicach jeziora Lugu Hu a także w Syczuanie w okolicy Zuosuo i Yonging. Związek ten polega na tym, że zarówno mężczyzna, jak i kobieta na stałe mieszkają w swoich domach rodzinnych, a mężczyzna zaakceptowany przez kobietę odwiedza ją po kolacji i zostaje u niej na noc, po czym wraca do swojego domu rano. Dzieci powstałe z takiego związku są dziećmi kobiety i są wychowywane przez jej rodzinę, a więc przez jej siostry, braci i innych mieszkańców domu, rozstanie się kochanków nie ma więc wpływu na ich sytuację. Para nie jest złączona żadnymi więzami ekonomicznymi. „Chodzone małżeństwo” oparte jest wyłącznie na miłości i wzajemnej atrakcyjności[4]."

Ja widze same plusy takiego malzenstwa:
1. rozwod nie ma wplywu na dzieci ani na sytuacje finansowa dzieci czy malzonkow
2. w chorobie czlowiek ma wsparcie, obecnie malzonek czesto opuszcza chorego wspolmazonka, albo znajduje sobie kogos na boku
3. nie istnieje problem zdrady.

W Europie i tzw. swiecie zachodnim praktykuje sie wciaz wzor malzenstwa z kregu kultury semickiej, ktory przywedrowal do nas wraz z religią zydowską - chrzescijanstwem.
pl.wikipedia.org/wiki/Mosuo
Obserwuj wątek
    • misiu-1 Re: Malzenstwo chodzone 08.09.13, 13:46
      To sobie teraz odpowiedź na pytanie - czy chcesz być skansenem i atrakcją turystyczną, czy przedstawicielem cywilizacji, która zapanowała nad połową świata?
      Z jakichś tajemniczych powodów taki wspaniały model się nie rozpowszechnił. I tego poważnego minusa nie dostrzegasz? Lewaki to jednak głupie i ślepe są, jak nowo narodzone kocięta.
      • aiwom Re: Malzenstwo chodzone 08.09.13, 14:17
        misiu-1 napisał:

        > To sobie teraz odpowiedź na pytanie - czy chcesz być skansenem i atrakcją turys
        > tyczną, czy przedstawicielem cywilizacji, która zapanowała nad połową świata?

        Nie rozmawiamy tu o tym, kto nad czym zapanowal, ani czym czy kim ja chce byc. Uderza niezwykla praktycznosc takiego rozwiazania jak u Mosuo, dla wspolnego dobra wszystkich. Tam malzenstwo wlasciwie nie istnieje, to sa po prostu ustalone relacje - dziewczyna w momencie osiagniecia dojrzalosci plciowej otrzymuje swoj wlasny prywatny pokoj do spania, i moze zaczac zapraszac mezczyzne na noc. Troche wiecej jest w angielskojezycznej wikipedii:
        en.wikipedia.org/wiki/Mosuo

        > Z jakichś tajemniczych powodów taki wspaniały model się nie rozpowszechnił.

        No wlasnie, jak myslisz, dlaczego sie nie rozpowszechnil? Przeciez zazwyczaj zle modele rozpowszechniaja sie latwo i szybko...

        > I t
        > ego poważnego minusa nie dostrzegasz? Lewaki to jednak głupie i ślepe są, jak n
        > owo narodzone kocięta.
        • misiu-1 [...] 08.09.13, 19:44
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • yoma Re: Malzenstwo chodzone 08.09.13, 20:43
            Słuchaj, a dlaczego właściwie ją obrażasz? Poddała pod dyskusję interesującą informację, nie umiesz inaczej jak bluzgiem?
            • aiwom Re: Malzenstwo chodzone 08.09.13, 20:56
              yoma napisała:

              > Słuchaj, a dlaczego właściwie ją obrażasz? Poddała pod dyskusję interesującą in
              > formację, nie umiesz inaczej jak bluzgiem?

              On wlasciwie obraza nie mnie, tylko siebie i swoich bliskich. Dowodzi bowiem takimi wpisami, ze jest PROSTACKI i WULGARNY. A prostactwo i wulgaryzm? - coz, to brzydkie i niemoralne...
              • misiu-1 Re: Malzenstwo chodzone 08.09.13, 22:43
                No pewnie. Po co mówić "koorva" czy "burdel", skoro znacznie ładniej brzmi "agencja towarzyska" i "dama do towarzystwa"? Niestety, szambo pozostanie szambem nawet, jeśli nazwiemy je "zbiornikiem na nieczystości płynne".
                "Ludzie, którzy lękają się mocniejszych wrażeń, są tchórzami, bo naga rzeczywistość ich przeraża, a tacy właśnie słabi ludzie są największymi szkodnikami kultury i charakteru. Tacy wychowaliby naród jako gromadę przeczulonych człowieczków, masturbantów fałszywej kultury w rodzaju św. Alojzego, o którym powiedziano w księdze mnicha Eustachego, że gdy św. Alojzy usłyszał, jak mąż jeden z wielkim hukiem wypuścił wiatry, rozpłakał się i w modlitwie dopiero znalazł ukojenie."
                To słowa waszego towarzysza - Jaroslava Haska. To powinniście chyba zrozumieć?
                • aiwom Szambo 10.09.13, 22:39
                  misiu-1 napisał:

                  > No pewnie. Po co mówić "koorva" czy "burdel", skoro znacznie ładniej brzmi "age
                  > ncja towarzyska" i "dama do towarzystwa"? Niestety, szambo pozostanie szambem n
                  > awet, jeśli nazwiemy je "zbiornikiem na nieczystości płynne".

                  Oczywiscie. Szambo, w ktorym plywasz, nadal pozostaje szambem, niezaleznie od tego, jak je nazywasz. A plywasz w tym szambie ze hej!

                  > "Ludzie, którzy lękają się mocniejszych wrażeń, są tchórzami, bo naga rzeczy
                  > wistość ich przeraża, a tacy właśnie słabi ludzie są największymi szkodnikami k
                  > ultury i charakteru. Tacy wychowaliby naród jako gromadę przeczulonych człowiec
                  > zków, masturbantów fałszywej kultury w rodzaju św. Alojzego, o którym powiedzia
                  > no w księdze mnicha Eustachego, że gdy św. Alojzy usłyszał, jak mąż jeden z wie
                  > lkim hukiem wypuścił wiatry, rozpłakał się i w modlitwie dopiero znalazł ukojen
                  > ie."

                  > To słowa waszego towarzysza - Jaroslava Haska. To powinniście chyba zrozumieć?

                  A tak naprawde o co ci chodzi?
                  • misiu-1 Re: Szambo 11.09.13, 09:44
                    Ja pływam w czystej wodzie. To ty, swoim lewicowym szambem, tak już nasiąkłeś, że wszystko ci śmierdzi. Ale to złudzenie. To twój własny smród.
                    • aiwom Ci ludzie sa religijni 11.09.13, 23:45
                      misiu-1 napisał:

                      > Ja pływam w czystej wodzie.

                      Bycie wulgarnym to nie jest plywanie w czystej wodzie. Niezaleznie od tego jak to nazywasz .

                      > To ty, swoim lewicowym szambem, tak już nasiąkłeś,
                      > że wszystko ci śmierdzi. Ale to złudzenie. To twój własny smród.

                      Nie pisze o zadnej lewicowosci, prawicowosci czy smrodzie. Przedstawiam pewne spoleczenstwo, ktore ma bardzo ciekawa strukture, tradycje i rozwiazania. Ci ludzie zreszta sa prawicowi, bo sa bardzo religijni.
                      • misiu-1 Re: Ci ludzie sa religijni 12.09.13, 07:28
                        aiwom napisała:

                        > Bycie wulgarnym to nie jest plywanie w czystej wodzie. Niezaleznie od tego jak
                        > to nazywasz .

                        Proszę, jaka delikatność. Bułkę przez bibułkę. Ale ch... gołą ręką i do buzi? Pływanie w czystej wodzie nie polega na szukaniu eufemizmów dla koorestwa. Nadążasz?

                        > Nie pisze o zadnej lewicowosci, prawicowosci czy smrodzie. Przedstawiam pewne
                        > spoleczenstwo, ktore ma bardzo ciekawa strukture, tradycje i rozwiazania. Ci ludzie zreszta
                        > sa prawicowi, bo sa bardzo religijni.

                        Ale ja piszę. Bo to twoje lewackie oszołomstwo, skutkujące nienawiścią do łacińskiej kultury kazało ci wyciągnąć i stręczyć innym tę koorewską.
                        • aiwom seks dla pieniedzy 12.09.13, 22:02
                          misiu-1 napisał:

                          > aiwom napisała:
                          >
                          > > Bycie wulgarnym to nie jest plywanie w czystej wodzie. Niezaleznie od teg
                          > o jak
                          > > to nazywasz .
                          >
                          > Proszę, jaka delikatność. Bułkę przez bibułkę. Ale ch... gołą ręką i do buzi?

                          Bierzesz gołą ręką i do buzi?

                          > P
                          > ływanie w czystej wodzie nie polega na szukaniu eufemizmów dla koorestwa. Nadąż
                          > asz?

                          Zeby bylo koorestwo to musi byc seks za pieniadze. Tam tego nigdy nie ma. Koorestwo jest w naszym kregu kulturowym. Jak sie zenisz np. dla pieniedzy, to to nie jest koorestwo?

                          > > Nie pisze o zadnej lewicowosci, prawicowosci czy smrodzie. Przedstawiam p
                          > ewne
                          > > spoleczenstwo, ktore ma bardzo ciekawa strukture, tradycje i rozwiazania.
                          > Ci ludzie zreszta
                          > > sa prawicowi, bo sa bardzo religijni.
                          >
                          > Ale ja piszę. Bo to twoje lewackie oszołomstwo, skutkujące nienawiścią do łaciń
                          > skiej kultury kazało ci wyciągnąć i stręczyć innym tę koorewską.

                          Lacinska kultura jest zdeydowanie bardziej koorewska, to w niej sa domy publiczne i prostytutki, seks za pieniadze, oraz malzenstwa dla pieniedzy. A tam nie spia z soba dla pieniedzy.
                          • misiu-1 Re: seks dla pieniedzy 12.09.13, 23:16
                            aiwom napisała:

                            > Zeby bylo koorestwo to musi byc seks za pieniadze

                            Nie musi. Seks za pieniądze, to prostytucja.

                            > Lacinska kultura jest zdeydowanie bardziej koorewska, to w niej sa domy publiczne i
                            > prostytutki, seks za pieniadze, oraz malzenstwa dla pieniedzy.

                            Bzdura. Patologie nie stanowią o jakości naszej kultury, bo są w mniejszości. Tamta kultura jest patologiczna sama w sobie.
                            • aiwom Re: seks dla pieniedzy 20.09.13, 18:22
                              misiu-1 napisał:

                              > aiwom napisała:
                              >
                              > > Zeby bylo koorestwo to musi byc seks za pieniadze
                              >
                              > Nie musi. Seks za pieniądze, to prostytucja.
                              >
                              > > Lacinska kultura jest zdeydowanie bardziej koorewska, to w niej sa domy p
                              > ubliczne i
                              > > prostytutki, seks za pieniadze, oraz malzenstwa dla pieniedzy.
                              >
                              > Bzdura. Patologie nie stanowią o jakości naszej kultury, bo są w mniejszości. T
                              > amta kultura jest patologiczna sama w sobie.

                              Nie ma czegos takiego jak "kultura patologiczna". W tamtej kulturze rozwiazano automatycznie mnostwo problemow naszej kultury. Nasza kultura zmierza zreszta w strone tamtej, bardziej matriarchalnej i bardziej liberalnej.
                        • aiwom Re: Ci ludzie sa religijni 12.09.13, 22:04
                          misiu-1 napisał:

                          > ...skutkujące nienawiścią do łaciń
                          > skiej kultury kazało ci wyciągnąć i stręczyć innym tę koorewską.

                          W lacinskiej kulturze bylo i wielozenstwo i malzenstwa jednoplciowe. "Nasza" kultura nie jest lacinska pod wzgledem malzenstwa - jest semicka / chrzescijanska.
                          • misiu-1 Re: Ci ludzie sa religijni 12.09.13, 23:19
                            Nie istnieje coś takiego, jak "małżeństwo jednopłciowe". Nie ma takiego zwierzęcia. A co to jest cywilizacja łacińska, to sobie poczytaj:
                            pl.wikipedia.org/wiki/Cywilizacja_%C5%82aci%C5%84ska
                            • aiwom W Rzymie prostytucja chronila malzenstwo 20.09.13, 18:41
                              misiu-1 napisał:

                              > Nie istnieje coś takiego, jak "małżeństwo jednopłciowe".

                              W wielu kulturach malzenstwo bylo (i jest dzsiaj) zawierane miedzy osobami tej samej plci. Czasem nawet wiecej niz dwiema.

                              > Nie ma takiego zwierzę
                              > cia. A co to jest cywilizacja łacińska, to sobie poczytaj:
                              > pl.wikipedia.org/wiki/Cywilizacja_%C5%82aci%C5%84ska

                              W cywilizacji laciskiej byly obok malzenstw miedzy kobieta i mezczyzna tez i malzenstwa poligamiczne i jednoplciowe. Za szczegolnie cywilizowane i wyzszego poziomu byly uwazane zwiazki doroslych mezczyzn i chlopcow (efebofilia). Prostytucje uwazano za instytucje chroniaca mazlenstwo. Od zony nie wymagano rodzenia dzieci:

                              "Do obowiązków żon w starożytnym Rzymie nie należało, jak na przykład w Grecji, rodzenie potomstwa, ponieważ praktyka adopcji była powszechna. Z tego powodu od rzymskiej kobiety oczekiwano, że dostarczy mężowi także przyjemności seksualnej. Gdy się jej to nie udawało, mężczyzna szedł do prostytutki. W prostytucji nie widziano nic zdrożnego, przeciwnie traktowano ją jako instytucję chroniącą małżeństwo, bo powstrzymywała niezadowolonych mężczyzn przed rozbijaniem innych małżeństw."

                              Chodzi ci o to, ze u nas tez prostytucje powinno sie promowac? Tak wychwalasz rzymska koncepcje malzenstwa...

                              pl.wikipedia.org/wiki/Przegl%C4%85d_obyczajowo%C5%9Bci_zwi%C4%85zanej_z_ma%C5%82%C5%BCe%C5%84stwem
                      • urko70 Re: Ci ludzie sa religijni 12.09.13, 14:55
                        aiwom napisała:

                        > misiu-1 napisał:
                        >
                        > > To ty, swoim lewicowym szambem, tak już nasiąkłeś,
                        > > że wszystko ci śmierdzi. Ale to złudzenie. To twój własny smród.
                        >
                        > Nie pisze o zadnej lewicowosci, prawicowosci czy smrodzie. Przedstawiam pewne s
                        > poleczenstwo, ktore ma bardzo ciekawa strukture, tradycje i rozwiazania. Ci lud
                        > zie zreszta sa prawicowi, bo sa bardzo religijni.

                        Poza tym, że przedstawiasz to gloryfikujesz je, ocenisz je powtarzającym się kilkukrotnie "genialne genialne...." i równocześnie krytykujesz model w którym większość funkcjonuje.
                        Do kompletu można dorzucić wiele innych Twoich wpisów których częścią wspólną jest plucie w swoje gniazdo.

                        "Ateisci sa boscy "
                        "2 wojna swiatowa to kompromitacja chrzescijanstwa"
                        "Koscielne wycieczki pedofilskie"
                        "Skala prostytucji dzieciecej w Polsce"
                        "A gdyby religie usunieto ze szkol publicznych"
                        "Przyzwolenie na bicie dzieci"
                        " Proboszcz ma zone"


                        Są ludzie dla których trwa u innych jest zawsze zielona.
                        • aiwom trawa jest zielona 12.09.13, 20:59
                          urko70 napisał:

                          > aiwom napisała:
                          >
                          > > misiu-1 napisał:
                          > >
                          > > > To ty, swoim lewicowym szambem, tak już nasiąkłeś,
                          > > > że wszystko ci śmierdzi. Ale to złudzenie. To twój własny smród.
                          > >
                          > > Nie pisze o zadnej lewicowosci, prawicowosci czy smrodzie. Przedstawiam p
                          > ewne s
                          > > poleczenstwo, ktore ma bardzo ciekawa strukture, tradycje i rozwiazania.
                          > Ci lud
                          > > zie zreszta sa prawicowi, bo sa bardzo religijni.
                          >
                          > Poza tym, że przedstawiasz to gloryfikujesz je, ocenisz je powtarzającym się ki
                          > lkukrotnie "genialne genialne...."

                          Nie tyle gloryfikuje, ile oceniam entuzjastycznie (choc mysle, ze raczej trzezwo), bo ten model spoleczny bardzo mi sie podoba.

                          > i równocześnie krytykujesz model w którym wi
                          > ększość funkcjonuje.

                          Tzn. w jakim modelu funkcjonuje wiekszosc? I jaka wiekszosc masz na mysli? Wszystkich ludzi na swiecie?

                          > Do kompletu można dorzucić wiele innych Twoich wpisów których częścią wspólną j
                          > est plucie w swoje gniazdo.

                          Chyba sie nie rozumiemy. Co ma byc tym moim gniazdem? KONKRETNIE.

                          > "Ateisci sa boscy "

                          Cytat hasla kampanii.

                          > "2 wojna swiatowa to kompromitacja chrzescijanstwa"

                          Na podstawie cytatu biskupa biskupa (przedstawiony tam - tzn. ze 2 wojna swiatowa to kompromitacja owczesnych chrzescijan),

                          > "Koscielne wycieczki pedofilskie"

                          Cytowany artykul jest dokladnie o tym.

                          > "Skala prostytucji dzieciecej w Polsce"

                          To przeciez zjawisko niezwykle niepokojace. Ty wolisz dyskutowac o szydelkowaniu? To chyba pomylilas fora.

                          > "A gdyby religie usunieto ze szkol publicznych"
                          > "Przyzwolenie na bicie dzieci"
                          > " Proboszcz ma zone"

                          To wszystko bardzo wazne i bardzo ciekawe zagadnienia spoleczne.

                          > Są ludzie dla których trwa u innych jest zawsze zielona.

                          Dla mnie trawa jest zielona zawsze u wszystkich, nawet u UFOludkow! Chyba, ze zolta w czasie suszy.
                          • urko70 Re: trawa jest zielona 13.09.13, 10:33
                            aiwom napisała:

                            > > > > To ty, swoim lewicowym szambem, tak już nasiąkłeś,

                            > > > Nie pisze o zadnej lewicowosci, prawicowosci czy smrodzie. Przedsta
                            > wiam pewne spoleczenstwo,

                            > > Poza tym, że przedstawiasz to gloryfikujesz je, ocenisz je powtarzającym
                            > się ki
                            > > lkukrotnie "genialne genialne...."
                            >
                            > Nie tyle gloryfikuje, ile oceniam entuzjastycznie (choc mysle, ze raczej trzezw
                            > o), bo ten model spoleczny bardzo mi sie podoba.

                            Moim zdaniem zachwyty typu "genialne" połączone z wskazywaniem tylko wad naszego modelu i pomijaniem jakichkolwiek wad ich systemu to gloryfikowanie. Niemniej oczywiście możemy to różnie nazywać, chodzi o to, że nei tylko prezentujesz ale bardzo pozytywnie to oceniasz wraz z bardzo negatywnym ocenianiem "naszego" modelu.


                            > > i równocześnie krytykujesz model w którym wi
                            > > ększość funkcjonuje.
                            >
                            > Tzn. w jakim modelu funkcjonuje wiekszosc? I jaka wiekszosc masz na mysli? Wszy
                            > stkich ludzi na swiecie?

                            Pisaliśmy już o tym wiele razy: dzieci wychodzą z domu rodzinnego, wiążą się z innym człowiekiem i zakładają swoją rodzinę typu rodzice+dzieci. Czyli model: rodzice wychowują swoje dzieci. Oczywiście od tego jest kilka wyjątków ale to wyjątki a nei zasada.


                            > > Do kompletu można dorzucić wiele innych Twoich wpisów których częścią wsp
                            > ólną j
                            > > est plucie w swoje gniazdo.
                            >
                            > Chyba sie nie rozumiemy. Co ma byc tym moim gniazdem? KONKRETNIE.

                            Kultura, wartości, model funkcjonowania.... w których wychowałaś się i funkcjonujesz.
                            Tak, zakładam, że jesteś stąd a nie z tamtego plemienia :)


                            > > "Ateisci sa boscy "
                            > Cytat hasla kampanii.
                            >
                            > > "2 wojna swiatowa to kompromitacja chrzescijanstwa"
                            > Na podstawie cytatu biskupa biskupa (przedstawiony tam - tzn. ze 2 wojna swiato
                            > wa to kompromitacja owczesnych chrzescijan),
                            >
                            > > "Koscielne wycieczki pedofilskie"
                            > Cytowany artykul jest dokladnie o tym.
                            >
                            > > "Skala prostytucji dzieciecej w Polsce"
                            > To przeciez zjawisko niezwykle niepokojace. Ty wolisz dyskutowac o szydelkowani
                            > u? To chyba pomylilas fora.
                            >
                            > > "A gdyby religie usunieto ze szkol publicznych"
                            > > "Przyzwolenie na bicie dzieci"
                            > > " Proboszcz ma zone"
                            >
                            > To wszystko bardzo wazne i bardzo ciekawe zagadnienia spoleczne.

                            To wszystko łączy się w pewną całość opisującą Twoje podejście, mówiąc bardzo krótko i dosadnie: plujesz na swoje i zachłystujesz się innymi.


                            > > Są ludzie dla których trwa u innych jest zawsze zielona.
                            >
                            > Dla mnie trawa jest zielona zawsze u wszystkich, nawet u UFOludkow! Chyba, ze z
                            > olta w czasie suszy.

                            Z Twoich wypowiedzi z różnych wątków wynika coś innego. IMO albo źle sie komunikujesz albo prawdą jest, że zachwycasz się innymi modelami ostro krytykując "nasz".
                            • aiwom Re: trawa jest zielona 21.09.13, 19:05
                              urko70 napisał:

                              > aiwom napisała:
                              >
                              > > > > > To ty, swoim lewicowym szambem, tak już nasiąkłeś,
                              >
                              > > > > Nie pisze o zadnej lewicowosci, prawicowosci czy smrodzie. Pr
                              > zedsta
                              > > wiam pewne spoleczenstwo,
                              >
                              > > > Poza tym, że przedstawiasz to gloryfikujesz je, ocenisz je powtarza
                              > jącym
                              > > się ki
                              > > > lkukrotnie "genialne genialne...."
                              > >
                              > > Nie tyle gloryfikuje, ile oceniam entuzjastycznie (choc mysle, ze raczej
                              > trzezw
                              > > o), bo ten model spoleczny bardzo mi sie podoba.
                              >
                              > Moim zdaniem zachwyty typu "genialne" połączone z wskazywaniem tylko wad naszeg
                              > o modelu

                              Bo "nasz" (tzn. zydowsko-chrzescijanski) model ma potworne wady!

                              > Pisaliśmy już o tym wiele razy: dzieci wychodzą z domu rodzinnego, wiążą się z
                              > innym człowiekiem i zakładają swoją rodzinę typu rodzice+dzieci. Czyli model: r
                              > odzice wychowują swoje dzieci. Oczywiście od tego jest kilka wyjątków ale to wy
                              > jątki a nei zasada.

                              Wyjatkow jest bardzo duzo, chyba zreszta model przedstawiany przez ciebie (ze dzieci wychodza z domu) jest w mniejszosci. Jesli wezmiesz pod uwage wiekszosc ludzkosci (Chiny, Indie Ameryka Pld.) to wcale nie jest tak, ze dzieci wychodza z domu rodzinnego. Nawet u nas wcale nierzadko zostaja w domu rodzinnym.

                              > Kultura, wartości, model funkcjonowania.... w których wychowałaś się i funkcjon
                              > ujesz.

                              Ja widze potezne wady tej kultury i tych wartosci. Poza tym nie jestem kobieta.
                              • urko70 Re: trawa jest zielona 24.09.13, 11:28
                                aiwom napisała:

                                > > Moim zdaniem zachwyty typu "genialne" połączone z wskazywaniem tylko wad
                                > > naszego modelu
                                >
                                > Bo "nasz" (tzn. zydowsko-chrzescijanski) model ma potworne wady!

                                Pełna moja wypowiedź brzmiała:
                                "Moim zdaniem zachwyty typu "genialne" połączone z wskazywaniem tylko wad naszego modelu i pomijaniem jakichkolwiek wad ich systemu to gloryfikowanie"

                                Wg Ciebie potworne, a jednak ludzkość wybrała nasz model i ta ludzkość rozwija się, a społeczność, która wybrała model którym Ty się zachwycasz zanika. A przecież po owocach ich poznacie więc nasz model jest lepszy.


                                > Wyjatkow jest bardzo duzo, chyba zreszta model przedstawiany przez ciebie (ze d
                                > zieci wychodza z domu) jest w mniejszosci. Jesli wezmiesz pod uwage wiekszosc l
                                > udzkosci (Chiny, Indie Ameryka Pld.) to wcale nie jest tak, ze dzieci wychodza
                                > z domu rodzinnego. Nawet u nas wcale nierzadko zostaja w domu rodzinnym.

                                Bieda, bieda powoduje, że młodzi nie mają gdzie mieszkać i mieszkają u rodziców ale gdy tylko mają szansę to wyrywają się. Im więcej ludzi na danej powierzchni tym większe prawdopodobieństwo konfliktów. Poza tym nawet jak mieszkają z rodzicami to jednak tworzą swoje rodziny.


                                > > Kultura, wartości, model funkcjonowania.... w których wychowałaś się i fu
                                > nkcjon
                                > > ujesz.
                                >
                                > Ja widze potezne wady tej kultury i tych wartosci. Poza tym nie jestem kobieta.

                                O tym pisałem wcześniej, że wg Ciebie trawa u kogoś innego jest bardziej zielona.
                                Nie twierdziłem, że jesteś kobietą, możesz być dziewczynką czy dziewczyną.
                                • aiwom2 Re: trawa jest zielona 02.01.14, 00:31
                                  urko70 napisał:

                                  > aiwom napisała:
                                  >
                                  > > > Moim zdaniem zachwyty typu "genialne" połączone z wskazywaniem tylk
                                  > o wad
                                  > > > naszego modelu
                                  > >
                                  > > Bo "nasz" (tzn. zydowsko-chrzescijanski) model ma potworne wady!
                                  >
                                  > Pełna moja wypowiedź brzmiała:
                                  > "Moim zdaniem zachwyty typu "genialne" połączone z wskazywaniem tylko wad nasze
                                  > go modelu i pomijaniem jakichkolwiek wad ich systemu to gloryfikowanie"

                                  Tamten system ma tak malo wad, ze nalezy mu sie gloryfikacja.

                                  > Wg Ciebie potworne, a jednak ludzkość wybrała nasz model i ta ludzkość rozwija
                                  > się, a społeczność, która wybrała model którym Ty się zachwycasz zanika. A prze
                                  > cież po owocach ich poznacie więc nasz model jest lepszy.

                                  Ludzkosc nie wybrala "naszego" modelu. Ty miales jakis wybor? Nasz model jest patriarchalny, i od tego wlasnie rozwinieta czesc ludzkosci odchodzi. W krajach najbardziej rozwinietych model tradycyjny rodziny jest w odwrocie. Ludzie raczej zyja jak chca.

                                  >
                                  > > Wyjatkow jest bardzo duzo, chyba zreszta model przedstawiany przez ciebie
                                  > (ze d
                                  > > zieci wychodza z domu) jest w mniejszosci. Jesli wezmiesz pod uwage wieks
                                  > zosc l
                                  > > udzkosci (Chiny, Indie Ameryka Pld.) to wcale nie jest tak, ze dzieci wyc
                                  > hodza
                                  > > z domu rodzinnego. Nawet u nas wcale nierzadko zostaja w domu rodzinnym.
                                  >
                                  > Bieda, bieda powoduje, że młodzi nie mają gdzie mieszkać i mieszkają u rodziców
                                  > ale gdy tylko mają szansę to wyrywają się. Im więcej ludzi na danej powierzchn
                                  > i tym większe prawdopodobieństwo konfliktów. Poza tym nawet jak mieszkają z rod
                                  > zicami to jednak tworzą swoje rodziny.

                                  Bieda - czyli jednak patriarchalny model rodziny nie zapewnia z automatu rozwoju i bogactwa? Wszyscy razem sa rodzina jak tam.

                                  > > > Kultura, wartości, model funkcjonowania.... w których wychowałaś si
                                  > ę i fu
                                  > > nkcjon
                                  > > > ujesz.
                                  > >
                                  > > Ja widze potezne wady tej kultury i tych wartosci. Poza tym nie jestem ko
                                  > bieta.
                                  >
                                  > O tym pisałem wcześniej, że wg Ciebie trawa u kogoś innego jest bardziej zielon
                                  > a.

                                  Co ma wspolnego kolor trawy z wadami patriarchalnego modelu rodziny?

                                  > Nie twierdziłem, że jesteś kobietą, możesz być dziewczynką czy dziewczyną.
                                  • urko70 Re: trawa jest zielona 02.01.14, 10:07
                                    aiwom2 napisała:

                                    > Tamten system ma tak malo wad, ze nalezy mu sie gloryfikacja.

                                    To, że ich nie zauważasz nijak nie znaczy, że ich nie ma.
                                    Jesteś tu nowa także przeczytaj cały wątek zanim zaczniesz się tak jednoznacznie wypowiadać.
                                    Hmmm, no chyba, ze po raz trzeci zmieniłaś sobie nicka.


                                    > > Wg Ciebie potworne, a jednak ludzkość wybrała nasz model i ta ludzkość ro
                                    > zwija
                                    > > się, a społeczność, która wybrała model którym Ty się zachwycasz zanika.
                                    > A prze
                                    > > cież po owocach ich poznacie więc nasz model jest lepszy.
                                    >
                                    > Ludzkosc nie wybrala "naszego" modelu. Ty miales jakis wybor? Nasz model jest p
                                    > atriarchalny, i od tego wlasnie rozwinieta czesc ludzkosci odchodzi. W krajach
                                    > najbardziej rozwinietych model tradycyjny rodziny jest w odwrocie. Ludzie racze
                                    > j zyja jak chca.

                                    Owszem wybrała, miażdżąca większość ludzi funkcjonuje wg naszego modelu.
                                    A model, który Ty gloryfikujesz funkcjonuje w społeczności, która zanika.


                                    > > > Wyjatkow jest bardzo duzo, chyba zreszta model przedstawiany przez
                                    > ciebie
                                    > > (ze d
                                    > > > zieci wychodza z domu) jest w mniejszosci. Jesli wezmiesz pod uwage
                                    > wieks
                                    > > zosc l
                                    > > > udzkosci (Chiny, Indie Ameryka Pld.) to wcale nie jest tak, ze dzie
                                    > ci wyc
                                    > > hodza
                                    > > > z domu rodzinnego. Nawet u nas wcale nierzadko zostaja w domu rodzi
                                    > nnym.
                                    > >
                                    > > Bieda, bieda powoduje, że młodzi nie mają gdzie mieszkać i mieszkają u ro
                                    > dziców
                                    > > ale gdy tylko mają szansę to wyrywają się. Im więcej ludzi na danej powi
                                    > erzchn
                                    > > i tym większe prawdopodobieństwo konfliktów. Poza tym nawet jak mieszkają
                                    > z rod
                                    > > zicami to jednak tworzą swoje rodziny.
                                    >
                                    > Bieda - czyli jednak patriarchalny model rodziny nie zapewnia z automatu rozwoj
                                    > u i bogactwa? Wszyscy razem sa rodzina jak tam.

                                    Bieda to jeden z powodów, dla którego dzieci nie wychodzą z domu rodzinnego.

                                    > > > Ja widze potezne wady tej kultury i tych wartosci. Poza tym nie jes
                                    > tem kobieta.
                                    > >
                                    > > O tym pisałem wcześniej, że wg Ciebie trawa u kogoś innego jest bardziej
                                    > zielona.
                                    >
                                    > Co ma wspolnego kolor trawy z wadami patriarchalnego modelu rodziny?

                                    Z wadami patriarchalnego systemu nic, ma wiele wspólnego z Twoim zachwytem systemem w jakiejś ginącej malutkiej społeczności.

                                    > > Nie twierdziłem, że jesteś kobietą, możesz być dziewczynką czy dziewczyną

                                    :)
                                    • aiwom2 Re: trawa jest zielona 29.03.14, 09:39
                                      urko70 napisał:

                                      > aiwom2 napisała:
                                      >
                                      > > Tamten system ma tak malo wad, ze nalezy mu sie gloryfikacja.
                                      >
                                      > To, że ich nie zauważasz nijak nie znaczy, że ich nie ma.

                                      A jakie to są wady?

                                      > Owszem wybrała, miażdżąca większość ludzi funkcjonuje wg naszego modelu.

                                      To nie znaczy, ze jest on lepszy. Lepszy może dla większości mężczyzn (nie wszystkich), ale nie dla społeczeństwa jako całości.

                                      > > > Bieda, bieda powoduje, że młodzi nie mają gdzie mieszkać i mieszkaj
                                      > ą u ro
                                      > > dziców
                                      > > > ale gdy tylko mają szansę to wyrywają się. Im więcej ludzi na danej
                                      > powi
                                      > > erzchn
                                      > > > i tym większe prawdopodobieństwo konfliktów. Poza tym nawet jak mie
                                      > szkają
                                      > > z rod
                                      > > > zicami to jednak tworzą swoje rodziny.
                                      > > Bieda - czyli jednak patriarchalny model rodziny nie zapewnia z automatu
                                      > rozwoj
                                      > > u i bogactwa? Wszyscy razem sa rodzina jak tam.
                                      >
                                      > Bieda to jeden z powodów, dla którego dzieci nie wychodzą z domu rodzinnego.

                                      Bieda jest wpisana w patriarchalny system. Im bardziej patriarchalny system (islam, Am. Pld.) tym większa bieda przecież. Im bogatsze kraje, tym mniej w nich patriarchalizmu, wiecej równouprawnienia płci, a system bardziej upodabnia się do systemu Masuo.

                                      > > > > Ja widze potezne wady tej kultury i tych wartosci. Poza tym n
                                      > ie jes
                                      > > tem kobieta.
                                      > > >
                                      > > > O tym pisałem wcześniej, że wg Ciebie trawa u kogoś innego jest bar
                                      > dziej
                                      > > zielona.

                                      Bardziej zielona, tzn. lepsza czy gorsza? Ich model małżeństwa - jest ciekawszy i ogólnie uważam, ze lepszy.

                                      > > > Nie twierdziłem, że jesteś kobietą, możesz być dziewczynką czy dzie
                                      > wczyną
                                      >
                                      > :)

                                      To jedyne możliwości? :)
                                      • urko70 Re: trawa jest zielona 31.03.14, 11:40
                                        aiwom2 napisała:

                                        > > > Tamten system ma tak malo wad, ze nalezy mu sie gloryfikacja.
                                        > > To, że ich nie zauważasz nijak nie znaczy, że ich nie ma.
                                        > A jakie to są wady?

                                        Pół roku temu, wskazywałem je wielokrotnie.


                                        > > Owszem wybrała, miażdżąca większość ludzi funkcjonuje wg naszego modelu.
                                        >
                                        > To nie znaczy, ze jest on lepszy. Lepszy może dla większości mężczyzn (nie wszy
                                        > stkich), ale nie dla społeczeństwa jako całości.

                                        To znaczy, że nieprawdą są Twoje słowa "Ludzkosc nie wybrala "naszego" modelu."


                                        > > > > Bieda, bieda powoduje, że młodzi nie mają gdzie mieszkać i mi
                                        > eszkaj ą u rodziców
                                        > > > > ale gdy tylko mają szansę to wyrywają się. Im więcej ludzi na
                                        > danej powierzchn
                                        > > > > i tym większe prawdopodobieństwo konfliktów. Poza tym nawet j
                                        > ak mieszkają z rodzicami to jednak tworzą swoje rodziny.
                                        > > > Bieda - czyli jednak patriarchalny model rodziny nie zapewnia z aut
                                        > omatu rozwoju i bogactwa? Wszyscy razem sa rodzina jak tam.
                                        >
                                        > > Bieda to jeden z powodów, dla którego dzieci nie wychodzą z domu rodzinne
                                        > go.
                                        >
                                        > Bieda jest wpisana w patriarchalny system. Im bardziej patriarchalny system (is
                                        > lam, Am. Pld.) tym większa bieda przecież. Im bogatsze kraje, tym mniej w nich
                                        > patriarchalizmu, wiecej równouprawnienia płci, a system bardziej upodabnia się
                                        > do systemu Masuo.

                                        Wskazane przez Ciebie kraje są biedne i nic dziwnego że tam młodzi nie
                                        wychodzą z domów rodzinnych.


                                        > > > > > Ja widze potezne wady tej kultury i tych wartosci. Poza
                                        > tym nie jestem kobieta.
                                        > > > >
                                        > > > > O tym pisałem wcześniej, że wg Ciebie trawa u kogoś innego je
                                        > st bardziej zielona.
                                        >
                                        > Bardziej zielona, tzn. lepsza czy gorsza? Ich model małżeństwa - jest ciekawszy
                                        > i ogólnie uważam, ze lepszy.

                                        Trawa bardziej zielona - wszędzie dobrze gdzie nas nie ma

                                        Stare chińskie przekleństwo / klątwa: obyś żył w ciekawych czasach.


                                        > > > > Nie twierdziłem, że jesteś kobietą, możesz być dziewczynką cz
                                        > y dziewczyną
                                        > > :)
                                        >
                                        > To jedyne możliwości? :)

                                        Masz zadeklarowany w ustawieniach konta rodzaj żeński także zgodnie z tym tak
                                        się do Ciebie zwracam.
                  • brum.pl1 Szambo????? 11.09.13, 10:22
                    aiwom napisała:

                    > Oczywiscie. Szambo, w ktorym plywasz, nadal pozostaje szambem, niezaleznie od t
                    > ego, jak je nazywasz. A plywasz w tym szambie ze hej!

                    W jakim szambie niby pływa misio? Jest zwolennikiem tradycyjnego modelu rodziny, jak zresztą miliony innych ludzi na świecie, w tym i ja. I dlatego niby pływa w szambie? Weż ty się ogarnij!!!!
                    • kolter-xl Re: Szambo????? 11.09.13, 21:44
                      brum.pl1 napisał:

                      > aiwom napisała:
                      >
                      > > Oczywiscie. Szambo, w ktorym plywasz, nadal pozostaje szambem, niezaleznie od t
                      > > ego, jak je nazywasz. A plywasz w tym szambie ze hej!
                      >
                      > W jakim szambie niby pływa misio? Jest zwolennikiem tradycyjnego modelu rodziny
                      > , jak zresztą miliony innych ludzi na świecie, w tym i ja. I dlatego niby pływa
                      > w szambie? Weż ty się ogarnij!!!!

                      Misiu to taki sam jak i ty zasrany hipokryta
                    • aiwom W szambie wulgarnosci. 11.09.13, 23:59
                      brum.pl1 napisał:

                      > aiwom napisała:
                      >
                      > > Oczywiscie. Szambo, w ktorym plywasz, nadal pozostaje szambem, niezalezni
                      > e od t
                      > > ego, jak je nazywasz. A plywasz w tym szambie ze hej!
                      >
                      > W jakim szambie niby pływa misio?

                      W szambie wulgarnosci i chamstwa.

                      > Jest zwolennikiem tradycyjnego modelu rodziny
                      > , jak zresztą miliony innych ludzi na świecie, w tym i ja.


                      Tam tradycyjny model rodziny jest calkowicie inny, i wlasnie to jest ciekawe. Miliony ludzi na swiecie maja zreszta inny tradycyjny model rodziny - np. poligamie.

                      > I dlatego niby pływa
                      > w szambie? Weż ty się ogarnij!!!!

                      Patrz pare linijek wyzej.
            • misiu-1 Re: Malzenstwo chodzone 08.09.13, 22:27
              Jeśli dla ciebie jest to interesująca informacja, to dołącz do koleżanki. Kto powiedział, że tylko pojedyncza kobieta może przyjmować mężczyzn?
              • kolter-xl [...] 11.09.13, 21:40
                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • aiwom Re: Malzenstwo chodzone 08.09.13, 20:59
            misiu-1 napisał:

            > aiwom napisała:
            >
            > > Nie rozmawiamy tu o tym, kto nad czym zapanowal, ani czym czy kim ja chce
            > byc.
            > > Uderza niezwykla praktycznosc takiego rozwiazania jak u Mosuo, dla wspoln
            > ego dobra
            > > wszystkich.
            >
            > Jedyne, co uderza, to głupota twoich, że tak powiem, "przemyśleń".

            A co takiego w nich glupiego? Konkretnie.

            > > Tam malzenstwo wlasciwie nie istnieje, to sa po prostu ustalone relacje -
            > dziewczyna w
            > > momencie osiagniecia dojrzalosci plciowej otrzymuje swoj wlasny prywatny
            > pokoj do
            > > spania, i moze zaczac zapraszac mezczyzne na noc.
            >
            > Jeśli cię swędzi, to zapraszaj sobie tylu mężczyzn na noc, ile chcesz.

            Raczej "ilu", nie "ile", "mezczyzna" to rodzaj meski. A ilu mezczyzn zaprasza twoja zona jak ja swedzi? : )

            > Dorabian
            > ie do ideologii do ku...twa jest śmieszne.

            Nie wiem, co rozumiesz przez ku...two.
            • misiu-1 Re: Malzenstwo chodzone 08.09.13, 22:30
              aiwom napisała:

              > A co takiego w nich glupiego? Konkretnie.
              [...]
              > Nie wiem, co rozumiesz przez ku...two.

              Za dużo nie wiesz. Jeśli w domu nie nauczyli cię moralności, to niewiele da się na to poradzić.
              • aiwom czy bycie wulgarnym jest moralne? 11.09.13, 23:54
                misiu-1 napisał:

                > aiwom napisała:
                >
                > > A co takiego w nich glupiego? Konkretnie.
                > [...]
                > > Nie wiem, co rozumiesz przez ku...two.
                >
                > Za dużo nie wiesz. Jeśli w domu nie nauczyli cię moralności, to niewiele da się
                > na to poradzić.
                >

                Rozumiem, ze ciebie nauczyli. Podziel sie wiec z nami, na czym wg ciebie polega moralnosc. Czy bycie takim wulgarnym jak ty, jest moralne?
                • misiu-1 Re: czy bycie wulgarnym jest moralne? 12.09.13, 07:13
                  aiwom napisała:

                  > Rozumiem, ze ciebie nauczyli. Podziel sie wiec z nami, na czym wg ciebie polega
                  > moralnosc.

                  Za długo tłumaczyć. Zacznij od Ex. 20:1-17.

                  > Czy bycie takim wulgarnym jak ty, jest moralne?

                  Ja nie jestem wulgarny. Po prostu mówię tak, żebyś zrozumiał. Jakbym ci powiedział, że ci ludzie cudzołożą, to byś nie zrozumiał. A tak? Proszę, jak dobrze zrozumiałeś.
                  • aiwom Re: czy bycie wulgarnym jest moralne? 12.09.13, 22:23
                    misiu-1 napisał:

                    > aiwom napisała:
                    >
                    > > Rozumiem, ze ciebie nauczyli. Podziel sie wiec z nami, na czym wg ciebie
                    > polega
                    > > moralnosc.
                    >
                    > Za długo tłumaczyć. Zacznij od Ex. 20:1-17.

                    Tak zawsze tlumacza sie ci, ktorzy nie wiedza - mowia, ze nie wytlumacza czegos, bo to cos jest za trudne do wytlumaczenia. Jak sie rozumie, to nie jest za trudne.

                    > > Czy bycie takim wulgarnym jak ty, jest moralne?
                    >
                    > Ja nie jestem wulgarny.

                    : ) : ) : ) Jestes OGROMNIE wulgarny. Chociazby to z ch... do buzi pare wpisow powyzej. Wulgarny i grzeszny.

                    > Po prostu mówię tak, żebyś zrozumiał. Jakbym ci powiedz
                    > iał, że ci ludzie cudzołożą, to byś nie zrozumiał. A tak? Proszę, jak dobrze zr
                    > ozumiałeś.

                    Oni nie cudzoloza, tam nie istnieje cudzolostwo, bo nikomu sie nie przysiega swojego loza. Loze, do ktorego kobieta zaprasza mezczyzne, nie jest wiec cudze.
                    • misiu-1 Re: czy bycie wulgarnym jest moralne? 12.09.13, 23:27
                      aiwom napisała:

                      > Tak zawsze tlumacza sie ci, ktorzy nie wiedza - mowia, ze nie wytlumacza czegos
                      > , bo to cos jest za trudne do wytlumaczenia. Jak sie rozumie, to nie jest za trudne.

                      Ja nie potrzebuję SIĘ tłumaczyć. A jeśli słuchacz jest zbyt tępy i pełen złej woli, a materiał zbyt obszerny, to mu się w ogóle nic nie tłumaczy, tylko odsyła do źródeł.

                      > : ) : ) : ) Jestes OGROMNIE wulgarny. Chociazby to z ch... do buzi pare wpisow powyzej.
                      > Wulgarny i grzeszny.

                      Bzdura. Rzeczy plugawe powinny być opisywane określeniami oddającymi ich plugawość. O to bowiem chodzi, aby właściwe dać rzeczy słowo. Posługiwanie się eufemizmami jest kłamstwem. A kłamstwo jest niemoralne.
                      Zacytowałem ci już Haska. Odnieś ten cytat do siebie, szkodniku kultury. Koorwę możesz znależć w rodzimej literaturze, choćby u Kochanowskiego.

                      > Oni nie cudzoloza, tam nie istnieje cudzolostwo, bo nikomu sie nie przysiega swojego loza.
                      > Loze, do ktorego kobieta zaprasza mezczyzne, nie jest wiec cudze.

                      Sam więc widzisz, że określenie, jakiego użyłem, jest najtrafniejsze.
          • aiwom Hmm... 08.09.13, 21:13
            misiu-1 napisał:

            > Jeśli cię swędzi, to zapraszaj sobie tylu mężczyzn na noc, ile chcesz.

            Hmm... Mozna by tez zaprosic ciebie, owszem, ale nie wiadomo czy dobrze drapiesz : ) Wyslij szczegolowe zdjecia i referencje zony na aiwom@gazeta.pl to zobaczymy, co sie da zrobic.
            • misiu-1 Re: Hmm... 08.09.13, 22:35
              Nie interesują mnie tego rodzaju znajomości. Uzasadnień moralnych nie zrozumiesz, więc może lepiej napiszę, że nie chcę złapać syfilisu czy innego hiv. To powinno być dostatecznie jasne nawet dla ciebie. Ale nie rozpaczaj z tego powodu. Znajdziesz sobie na pewno jakiegoś antyfaszystę roku.
              • yoma Re: Hmm... 08.09.13, 22:55
                Wiesz co, Misiu? Na twoją przypadłość Haszek doradzał lewatywę i aspirynę, ale tobie, się obawiam, nie pomoże.
                • misiu-1 Re: Hmm... 11.09.13, 10:09
                  Pudło. Zalecenia haskowego doktora Grünsteina nie pomagały nikomu. Bo nie miały pomagać, tylko czynić pobyt w szpitalu uciążliwym dla tych, którym brakowało serca do walki.
              • aiwom Re: Hmm... 12.09.13, 00:04
                misiu-1 napisał:

                > Nie interesują mnie tego rodzaju znajomości.

                Bo wygladalo na to, ze czegos szukasz.

                > Uzasadnień moralnych nie zrozumies
                > z,

                Uzasadnien moralnych tamtej kultury? Jest pewnie mnostwo - np. dobro dzieci.

                > więc może lepiej napiszę, że nie chcę złapać syfilisu czy innego hiv.

                A ktos chce?

                > To pow
                > inno być dostatecznie jasne nawet dla ciebie. Ale nie rozpaczaj z tego powodu.
                > Znajdziesz sobie na pewno jakiegoś antyfaszystę roku.

                Po co?
                • misiu-1 Re: Hmm... 12.09.13, 07:21
                  aiwom napisała:

                  > Bo wygladalo na to, ze czegos szukasz.

                  Wiele lat temu brat otworzył mały sklep na ul E.Plater w Warszawie. Sklep mieścił się w jakimś kącie i mimo namiarów nie znalazłem go od razu. Powolutku jechałem samochodem i rozglądałem się. Zaraz podeszły do mnie jakieś dwie przydrożne panie w wieku przedemerytalnym, bo im też się wydało, że czegoś szukam. Bo faktycznie, czegoś szukałem, ale na pewno nie ich towarzystwa.

                  > Uzasadnien moralnych tamtej kultury? Jest pewnie mnostwo - np. dobro dzieci.

                  Dobro dzieci wymaga obecności ojca, a nie churu wujów.

                  > A ktos chce?

                  Ten, kto z byle kim obcuje - najwyraźniej chce.

                  > Po co?

                  Sama chyba powinnaś wiedzieć, po co mi składałaś propozycję.
                  • aiwom Re: Hmm... 12.09.13, 22:52
                    misiu-1 napisał:

                    > aiwom napisała:
                    >
                    > > Bo wygladalo na to, ze czegos szukasz.
                    >
                    > Wiele lat temu brat otworzył mały sklep na ul E.Plater w Warszawie. Sklep mieśc
                    > ił się w jakimś kącie i mimo namiarów nie znalazłem go od razu. Powolutku jecha
                    > łem samochodem i rozglądałem się. Zaraz podeszły do mnie jakieś dwie przydrożne
                    > panie w wieku przedemerytalnym, bo im też się wydało, że czegoś szukam. Bo fak
                    > tycznie, czegoś szukałem, ale na pewno nie ich towarzystwa.

                    To prawie jak przypowiednia.

                    > > Uzasadnien moralnych tamtej kultury? Jest pewnie mnostwo - np. dobro dzie
                    > ci.
                    >
                    > Dobro dzieci wymaga obecności ojca, a nie churu wujów.

                    No wlasnie, to nie jest ani pewne, ani oczywiste.

                    > > A ktos chce?
                    >
                    > Ten, kto z byle kim obcuje - najwyraźniej chce.

                    Jak to z byle kim? Przeciez ich zwiazki sa oparte na milosci i atrakcyjnosci. Nie wyglada na to, by choroby przenoszone droga plciowa byly w tamtej populacji czestsze, niz w naszej.

                    > > Po co?
                    >
                    > Sama chyba powinnaś wiedzieć, po co mi składałaś propozycję.

                    Jaci nie skladalem zadnych propozycji (powtarzam po raz kolejny, ze nie jestem kobieta).
                    • misiu-1 Re: Hmm... 12.09.13, 23:33
                      aiwom napisała:

                      > No wlasnie, to nie jest ani pewne, ani oczywiste.

                      Ależ jak najbardziej pewne i oczywiste.

                      > Jak to z byle kim? Przeciez ich zwiazki sa oparte na milosci i atrakcyjnosci. Nie wyglada na
                      > to, by choroby przenoszone droga plciowa byly w tamtej populacji czestsze, niz w naszej.

                      Ich związki oparte są na koorestwie. A choroby weneryczne mogą w ogóle nie występować, jeśli to zamknięta grupa.

                      > Jaci nie skladalem zadnych propozycji (powtarzam po raz kolejny, ze nie jestem
                      > kobieta).

                      Kłamiesz świadomie, czy masz zaniki pamięci?
                      forum.gazeta.pl/forum/w,29,146784725,146790343,Hmm_.html
                      • aiwom Re: Hmm... 17.09.13, 23:48
                        misiu-1 napisał:

                        > aiwom napisała:
                        >
                        > > No wlasnie, to nie jest ani pewne, ani oczywiste.
                        >
                        > Ależ jak najbardziej pewne i oczywiste.

                        Wlasciwie tak, bo tam wujkowie sa faktycznymi ojcami.

                        > > Jak to z byle kim? Przeciez ich zwiazki sa oparte na milosci i atrakcyjno
                        > sci. Nie wyglada na
                        > > to, by choroby przenoszone droga plciowa byly w tamtej populacji czestsze
                        > , niz w naszej.
                        >
                        > Ich związki oparte są na koorestwie. A choroby weneryczne mogą w ogóle nie wyst
                        > ępować, jeśli to zamknięta grupa.

                        Koorestwo jest wieksze u nas - bo ludzie sobie przysiegaja, a i tak uprawiaja seks na boku, albo sie rozwodza. U nas poza tym uprawia sie seks za pieniadze - tam to nie istnieje.

                        > > Jaci nie skladalem zadnych propozycji (powtarzam po raz kolejny, ze nie j
                        > estem
                        > > kobieta).
                        >
                        > Kłamiesz świadomie, czy masz zaniki pamięci?
                        > forum.gazeta.pl/forum/w,29,146784725,146790343,Hmm_.html

                        Ze niby, co klamie? Gdzie ty widzisz propozycje? Taki wyglodnialy jestes, ze wszedzie doszukujesz sie seksualnych propozycji?
                        • misiu-1 Re: Hmm... 18.09.13, 07:26
                          aiwom napisała:

                          > Wlasciwie tak, bo tam wujkowie sa faktycznymi ojcami.

                          Faktyczny ojciec jest nie wiadomo, gdzie i nie wiadomo, który. A wujowie są wujami.

                          > Koorestwo jest wieksze u nas - bo ludzie sobie przysiegaja, a i tak uprawiaja seks na boku,
                          > albo sie rozwodza. U nas poza tym uprawia sie seks za pieniadze -
                          > tam to nie istnieje.

                          Seks na boku i za pieniądze to u nas patologia i wbrew twoim wyobrażeniom, nie każdy to robi. A i ten, co robi - robi to relatywnie rzadko. Koorestwo jest większe tam, bo nie ma innych kontaktów, jak tylko na boku i wszyscy to robią stale.

                          > Ze niby, co klamie? Gdzie ty widzisz propozycje? Taki wyglodnialy jestes, ze wszedzie
                          > doszukujesz sie seksualnych propozycji?

                          Oczywiście, że kłamiesz. Bezczelnie, w żywe oczy łżesz, mimo oczywistych dowodów.
        • adela38 Re: Malzenstwo chodzone 21.09.13, 04:01
          Oswiece cie...kluczem jest to, ze ow pan "malzonek" nie bral udzialu w wychowaniu dzieci i w pracy na rzecz owej rodziny. Taki system mozna okreslic matriarchatem. W praktyce na dluzszym dystansie to temperuje meskosc mezczyzn w nim tkwiacym bo zmniejsza sie ich odpowiedzialnosc i podporzadkowuja sie kobietom.W konsekwencji mezczyzni sa mniej motywowani by "zdobywac swiat" i przeklada sie to na rozwoj spolecznosci...
          Dlaczego tem model przegral?- mysle ze to tez kwestia biologii...kobiety podswiadomie pociagaja mezczyzni silni z tzw "jajami", dazacy do przywodztwa a ci w takim systemie niezbyt dobrze sie czuja wiec go nie praktykuja...
      • kolter-xl Re: Malzenstwo chodzone 11.09.13, 21:35
        misiu-1 napisał:

        > Lewaki to jednak głupie i ślepe są, jak nowo narodzone kocięta.

        No a prawactwo nieustanie dymane w zad na jakim to poziomie jest ??
    • urko70 Re: Malzenstwo chodzone 09.09.13, 15:31
      aiwom napisała:

      > Malzenstwo chodzone - cos genialnego:
      >
      > "Najbardziej niezwykłym aspektem kultury Mosuo jest praktyka tzw. „chodzo
      > nego małżeństwa“ (chiń. 走婚 zou hun), [...]
      > Ja widze same plusy takiego malzenstwa:
      > 1. rozwod nie ma wplywu na dzieci ani na sytuacje finansowa dzieci czy malzonko
      > w
      > 2. w chorobie czlowiek ma wsparcie, obecnie malzonek czesto opuszcza chorego ws
      > polmazonka, albo znajduje sobie kogos na boku
      > 3. nie istnieje problem zdrady.

      1. Dzieci nie mają wzorców normalnego funcjonowania męża i żony / taty i mamy.
      2. Wpływ rozwodu jest wtedy i tylko wtedy kiedy rozwód jest, cała reszta rodzin normalnie funkcjonuje.
      3. Wszystkie normalne rodziny również wspierają się w chorobie, to że jakaś cząstka odchodzi w przypadku pewnej grupy chorób jest nieistotne.
      4. Czemu to dziadkowe lub rodzeństwo mają wychowywać i utrzymywać dzieci jednej z kobiet?
      5. Taki model całkiem zgrabnie umiejscawia faceta, może bez konsekwencji mieć wiele kochanek, i z każdą mieć wiele dzieci - kwestia jaką motywację mają bracia siostry, dziedkowe w wychowywaniu kolejnych dzieci jednej ze swoich córek, sióstr...
      6. Jest to pewnego rodzaju komuna - a ta w żadnym z państw nie zdała egzaminu. Zresztą ich jest 40.000 wobec reszty świata.

      > W Europie i tzw. swiecie zachodnim praktykuje sie wciaz wzor malzenstwa z kregu
      > kultury semickiej, ktory przywedrowal do nas wraz z religią zydowską - chrzesc
      > ijanstwem.

      Mosuo: "nie mają jednak własnego pisma"
      • aiwom genialne 10.09.13, 18:14
        urko70 napisał:

        > aiwom napisała:
        >
        > > Malzenstwo chodzone - cos genialnego:
        > >
        > > "Najbardziej niezwykłym aspektem kultury Mosuo jest praktyka tzw. „
        > chodzo
        > > nego małżeństwa“ (chiń. 走婚 zou hun), [...]
        > > Ja widze same plusy takiego malzenstwa:
        > > 1. rozwod nie ma wplywu na dzieci ani na sytuacje finansowa dzieci czy ma
        > lzonko
        > > w
        > > 2. w chorobie czlowiek ma wsparcie, obecnie malzonek czesto opuszcza chor
        > ego ws
        > > polmazonka, albo znajduje sobie kogos na boku
        > > 3. nie istnieje problem zdrady.
        >
        > 1. Dzieci nie mają wzorców normalnego funcjonowania męża i żony / taty i mamy.

        Normalna rodzina wyglada tam inaczej, i to jej wzorzec dzieci otrzymuja. Dzieci sa wychowywane przez matke, oraz jej siostry i braci. Bracia matki sa ich faktycznymi ojcami. Ojciec biologiczny, choc najczesciej znany, nie jest wazny. To rozwiazanie wydaje mi sie GENIALNE. Nie widze zadnych minusow, same plusy takich rodzin. Jest tez inna spolecznosc, gdzies na Pacyfiku, gdzie to funkcjonuje podobnie.

        > 2. Wpływ rozwodu jest wtedy i tylko wtedy kiedy rozwód jest, cała reszta rodzin
        > normalnie funkcjonuje.

        Rozwod jest czesto. A jeszcze czesciej jest zdrada, przeciez zdrada to zjawisko POWSZECHNE. To wszystko ma negatywny wplyw na dzieci i na rodzine.

        > 3. Wszystkie normalne rodziny również wspierają się w chorobie, to że jakaś czą
        > stka odchodzi w przypadku pewnej grupy chorób jest nieistotne.

        Nie jest tak. Mezczyzna bardzo czesto znajduje sobie kogos na boku w momencie, kiedy zona choruje. Nie opiekuje sie nia. Raczej to jest norma.

        > 4. Czemu to dziadkowe lub rodzeństwo mają wychowywać i utrzymywać dzieci jednej
        > z kobiet?

        A czemu nie? Razem latwiej, czlowiek to podobno zwierze stadne.

        > 5. Taki model całkiem zgrabnie umiejscawia faceta, może bez konsekwencji mieć w
        > iele kochanek, i z każdą mieć wiele dzieci

        Tak samo kobiete, moze ona przeciez zapraszac do swojego prywatnego pokoju roznych mezczyzn (przeczytaj wersje angielska w wikipedii). Najczesciej jest tak, ze kobieta zaprasza JEDNEGO mezczyzne przez dluzszy czas, potem innego, czyli tak jak w naszej kulturze, tylko, ze tam nie konczy sie to dramatycznym rozwodem z konsekwencjami dla dzieci. Ogormnym plusem takiego rozwiazania wydaje mi sie to, ze ZYCIE SEKSUALNE DOROSLYCH NIE MA NEGATYWNEGO WPLYWU NA DZIECI, w przeciwienstwie do naszej kultury.

        > - kwestia jaką motywację mają bracia
        > siostry, dziedkowe w wychowywaniu kolejnych dzieci jednej ze swoich córek, sió
        > str...

        No jak to jaka? Wychowywanie odbywa sie naturalnie, wszyscy przeciez mieszkaja razem.

        > 6. Jest to pewnego rodzaju komuna - a ta w żadnym z państw nie zdała egzaminu.

        Tak, to jest pewnego rodzaju komuna (wspolnota), ta zdaje eggzamin w roznych postaciach we wszystkich panstwach, a w odniesieniu do rodziny np. w omawianej spolecznosci. Nasza rodzina tez jest zreszta komuna - obcego mezczyzny, obcej kobiety i ich dzieci. W omawianej spolecznosci komuna rodzinna dotyczy nie obcych, lecz swoich - przeciez to swoje rodzenstwo znasz od podszewki. Cale zycie zyjesz w tym samym domu, z tymi samymi ludzmi. Twopje zycie seksualne nie ma wplywu na rodzine, anie rodzina na zycie seksualne. Po prostu GENIALNE.

        > Zresztą ich jest 40.000 wobec reszty świata.

        Sa tez inne spolecznosci o podobnej strukturze rodzinnej. Zreszta, jesli podnosisz problem wiekszosc / mniejszosc, to powinienes zyc w malzenstwie poligamicznym, bo wiekszosc cywilizacji i spolecznosci wybiera poligamie. Nasz model rodziny oparty jest na modelu semickim (zydowskim), ktory zostal narzucony wraz z chrzescijanstwem.

        > > W Europie i tzw. swiecie zachodnim praktykuje sie wciaz wzor malzenstwa z
        > kregu
        > > kultury semickiej, ktory przywedrowal do nas wraz z religią zydowską - ch
        > rzesc
        > > ijanstwem.
        >
        > Mosuo: "nie mają jednak własnego pisma"

        A jednak madrzejsi!!! My tez zreszta nia mamy wlasnego pisma - przejelismy lacinskie...
        • karbat Re: genialne 10.09.13, 21:49
          ten model funkcjonuje wsrod tych ludzi , pewnie od setek lat . to ich sprawa ,
          jesli sobie taki przyjeli zgodnie z ich kultura . ... nie bedzie im odpowiadal
          to sobie go zmienia . dlaczego nalezy ten model , tych ludzi dyskredytowac, potepiac .

          bo testamentowy bog Jahwe tak chce ...




          • aiwom Re: genialne 10.09.13, 22:29
            karbat napisał:

            > ten model funkcjonuje wsrod tych ludzi , pewnie od setek lat . to ich sprawa ,
            > jesli sobie taki przyjeli zgodnie z ich kultura . ... nie bedzie im odpowiadal
            >

            Ale ten model jest genialny. Usuwa on bowiem automatycznie mnostwo problemow, ktore maja inne modele. A to problemy bardzo wazne i u nas powszechne:
            - zdrada i niewiernosc malzenska
            - brak satysfakcji seksualnej
            - brak opieki nad starszymi i chorymi
            - wplyw zycia seksualnego doroslych na sytuacje materialna dzieci
            - pedofilia w rodzinie
            To wszystko tam przeciez nie istnieje.

            > to sobie go zmienia . dlaczego nalezy ten model , tych ludzi dyskredytowac, po
            > tepiac .
            > bo testamentowy bog Jahwe tak chce ...

            A kto potepia? Jak na razie to my zreszta zmieniamy nasz model - zalegalizowano rozwody, uregulowano prawa tzw. dzieci z nieprawego loza (co za ohydna to byla praktyka kiedys, by dyskredytowac dzieci przez cos, co robia dorosli), legalizowane konkubinaty, malzenstwa homoseksualne. A tam? Wszystko odbywa sie tak naturalnie i bezproblemowo...

          • urko70 Re: genialne 12.09.13, 11:12
            karbat napisał:

            > ten model funkcjonuje wsrod tych ludzi , pewnie od setek lat . to ich sprawa ,
            > jesli sobie taki przyjeli zgodnie z ich kultura . ... nie bedzie im odpowiadal
            >
            > to sobie go zmienia . dlaczego nalezy ten model , tych ludzi dyskredytowac, po
            > tepiac .
            >
            > bo testamentowy bog Jahwe tak chce ...

            Między potępianiem a krytyczną oceną wraz ze wskazaniem wad tego modelu w dyskusji na forum dyskusyjnym jest pewna różnica.
        • urko70 Re: genialne 10.09.13, 22:37
          aiwom napisała:

          > > 1. Dzieci nie mają wzorców normalnego funcjonowania męża i żony / taty i
          > mamy.
          >
          > Normalna rodzina wyglada tam inaczej, i to jej wzorzec dzieci otrzymuja. Dzieci
          > sa wychowywane przez matke, oraz jej siostry i braci. Bracia matki sa ich fakt
          > ycznymi ojcami. Ojciec biologiczny, choc najczesciej znany, nie jest wazny. To
          > rozwiazanie wydaje mi sie GENIALNE. Nie widze zadnych minusow, same plusy takic
          > h rodzin. Jest tez inna spolecznosc, gdzies na Pacyfiku, gdzie to funkcjonuje p
          > odobnie.

          Wychodząc z tego krążka kulturowego mają problem.
          Jaką motywację ma wujek do wychowywania (wlasiwego) swojego siostrzeńca/siostrzenicy?
          Co genialnego w tym widzisz?

          Dwoe takie spolecznosci w stosunku do reszty swiata - słabe to porównanie w znaczeniu większość wyvbrała "nasz" wzorzec i to ta większość jest na wyższym poziomie rozwoju.


          > > 2. Wpływ rozwodu jest wtedy i tylko wtedy kiedy rozwód jest, cała reszta
          > rodzin
          > > normalnie funkcjonuje.
          >
          > Rozwod jest czesto. A jeszcze czesciej jest zdrada, przeciez zdrada to zjawisko
          > POWSZECHNE. To wszystko ma negatywny wplyw na dzieci i na rodzine.

          "Często i powszechne" to bardzo nieścisłe określenia.

          Równie dobrze można powiedzieć, że ponieważ rodzice częto i powszechnie biją dzieci to lepiej od razu po urodzeniu WSZYSTKIM rodzicom zabierać dzieci, pakować te dzieci do domów dziecka prowadonych przez odpowiednio zaprogramowane roboty i dzieci nie będą bite.
          To tak samo genialne.


          > > 3. Wszystkie normalne rodziny również wspierają się w chorobie, to że jak
          > aś czą
          > > stka odchodzi w przypadku pewnej grupy chorób jest nieistotne.
          >
          > Nie jest tak. Mezczyzna bardzo czesto znajduje sobie kogos na boku w momencie,
          > kiedy zona choruje. Nie opiekuje sie nia. Raczej to jest norma.

          Masz skrzywione widzenie albo mówisz o nieistotnej liczbnie przypadków.


          > > 4. Czemu to dziadkowe lub rodzeństwo mają wychowywać i utrzymywać dzieci
          > jednej
          > > z kobiet?
          >
          > A czemu nie?

          To nie jest odpowiedź.

          > Razem latwiej, czlowiek to podobno zwierze stadne.

          Równie dobrze mogą sąsiedzi bo razem latwiej.

          Najbardziej zaintersowanymi dobrem dzieci są rodzice tych dzieci.
          Jeśli brat czy siostra danej kobiety będą wybierali pomiędzy jakimkolwiek dobrem dla swoich dzieci lub dzieci swojej siostry to zgodnie z powiedzeniami typu koszula bliższa ciału wybiorą dobro swoich dzieci.


          > > 5. Taki model całkiem zgrabnie umiejscawia faceta, może bez konsekwencji
          > mieć w
          > > iele kochanek, i z każdą mieć wiele dzieci
          >
          > Tak samo kobiete, moze ona przeciez zapraszac do swojego prywatnego pokoju rozn
          > ych mezczyzn (przeczytaj wersje angielska w wikipedii).

          I rodzice oraz rodzeństwo tej dziewczyny ma wychowywać i utrzymywać dzieci wszystkich kolejnych mężczyzn....?


          > Ogormnym plusem takiego rozwiazania wydaje mi sie
          > to, ze ZYCIE SEKSUALNE DOROSLYCH NIE MA NEGATYWNEGO WPLYWU NA DZIECI, w przeciw
          > ienstwie do naszej kultury.

          U nas również nie ma, wystarczy tylko odrobinkę myśleć.


          > > - kwestia jaką motywację mają bracia
          > > siostry, dziedkowe w wychowywaniu kolejnych dzieci jednej ze swoich córe
          > k, sió
          > > str...
          >
          > No jak to jaka? Wychowywanie odbywa sie naturalnie, wszyscy przeciez mieszkaja
          > razem.

          I motywacji (motywatorów) nie wskazałaś.


          > > 6. Jest to pewnego rodzaju komuna - a ta w żadnym z państw nie zdała egza
          > minu.
          >
          > Tak, to jest pewnego rodzaju komuna (wspolnota), ta zdaje eggzamin w roznych po
          > staciach we wszystkich panstwach, a w odniesieniu do rodziny np. w omawianej sp
          > olecznosci. Nasza rodzina tez jest zreszta komuna - obcego mezczyzny, obcej kob
          > iety i ich dzieci. W omawianej spolecznosci komuna rodzinna dotyczy nie obcych,
          > lecz swoich - przeciez to swoje rodzenstwo znasz od podszewki. Cale zycie zyje
          > sz w tym samym domu, z tymi samymi ludzmi. Twopje zycie seksualne nie ma wplywu
          > na rodzine, anie rodzina na zycie seksualne. Po prostu GENIALNE.

          Zdaje egzamin ale w odniesieniu do rodziny ale NAJBLIŻSZEJ w znaczeniu dzieci-rodzice. Wujkowie, siostry to już troszke dalej.
          Nie jest genialne, większość ludzi na tej planecie również uważa inaczej niż Ty.


          > > Zresztą ich jest 40.000 wobec reszty świata.
          >
          > Sa tez inne spolecznosci o podobnej strukturze rodzinnej. Zreszta, jesli podnos
          > isz problem wiekszosc / mniejszosc, to powinienes zyc w malzenstwie poligamiczn
          > ym, bo wiekszosc cywilizacji i spolecznosci wybiera poligamie. Nasz model rodzi
          > ny oparty jest na modelu semickim (zydowskim), ktory zostal narzucony wraz z ch
          > rzescijanstwem.

          Inne (?) odnieść te 40tys plus te inne w stosunku do reszty świata.
          Większość to poli (?) nie pomyliły Ci się aby planety? :)


          > > > W Europie i tzw. swiecie zachodnim praktykuje sie wciaz wzor malzen
          > stwa z
          > > kregu
          > > > kultury semickiej, ktory przywedrowal do nas wraz z religią zydowsk
          > ą - ch
          > > rzesc
          > > > ijanstwem.
          > >
          > > Mosuo: "nie mają jednak własnego pisma"
          >
          > A jednak madrzejsi!!! My tez zreszta nia mamy wlasnego pisma - przejelismy laci
          > nskie...

          Mądrzejści (?) od kogo (?) w czym(?).... zaraz znikną z powierzchni ziemi i tyle z nich zostanie - ich geny / sposób życia / wartości znikną.
          • aiwom Re: genialne 10.09.13, 23:40
            urko70 napisał:

            > Wychodząc z tego krążka kulturowego mają problem.
            > Jaką motywację ma wujek do wychowywania (wlasiwego) swojego siostrzeńca/siostrz
            > enicy?
            > Co genialnego w tym widzisz?

            Mieszkanie razem jest wystarczajaca motywacja. U nas tez czesto babcie, ciocie czy nianki wychopwywaly dzieci w rodzinach wielopokoleniowych. Tym bardziej, ze tam A tym bardziej, ze tam te dzieci kiedys beda sie opiekowaly swoimi opiekunami na starosc, to jest na pewno duza motywacja.

            > Dwoe takie spolecznosci w stosunku do reszty swiata - słabe to porównanie w zna
            > czeniu większość wyvbrała "nasz" wzorzec i to ta większość jest na wyższym pozi
            > omie rozwoju.

            Wiekszosc nie wybrala "naszego" wzorca. Wiekszosc spoleczenstw jest poligamiczna. Zreszta u nas tez odeszlo sie od wzorca monogamicznego malzenstwa - obecnie legalna jest poligamia seryjna, czyli legalny rozwod i nastepny malzonek.

            > "Często i powszechne" to bardzo nieścisłe określenia.

            Do zdrady przyznaje sie w ankietach ok. 60% zonatych mezczyzn i 40% zameznych kobiet. A rozwody? - chyba nie ma osoby w Polsce, ktora nie znalaby kogos po rozwodzie w gronie swoich bliskich.

            > Równie dobrze można powiedzieć, że ponieważ rodzice częto i powszechnie biją dz
            > ieci to lepiej od razu po urodzeniu WSZYSTKIM rodzicom zabierać dzieci, pakować
            > te dzieci do domów dziecka prowadonych przez odpowiednio zaprogramowane roboty
            > i dzieci nie będą bite.
            > To tak samo genialne.

            Nie bedzie to tak samo genialne, bo stworzy mnostwo innych problemow. A w tamtej spolecznosci nie tylko nie stworzono innych problemow, ale wiele bardzo powaznych problemow za jednym zamachem zlikwidowano.

            > > Nie jest tak. Mezczyzna bardzo czesto znajduje sobie kogos na boku w mome
            > ncie,
            > > kiedy zona choruje. Nie opiekuje sie nia. Raczej to jest norma.
            >
            > Masz skrzywione widzenie albo mówisz o nieistotnej liczbnie przypadków.

            Powazna choroba matki/zony czy meza/ojca prowadzi zawsze do powaznego zaburzenia w rodzinie, w wielu przypadkach konczy sie to wyladowaniem dzieci w domu dziecka czy rodzinie zastepczej. W tamtym systemie te zaburzenia w rodzinie sa bardzo wyciszone przez to wlasciwie, ze dziecko ma wiele matek i wielu ojcow, i strata jednego z nich nie jest at tak bolesna.

            > > > 4. Czemu to dziadkowe lub rodzeństwo mają wychowywać i utrzymywać d
            > zieci
            > > jednej
            > > > z kobiet?
            > >
            > > A czemu nie?
            >
            > To nie jest odpowiedź.

            Bo tak jest przyjete, bo tak chca, bo mieszkaja razem (jak kiedys u nas - ile to dzieci bylo wychowywancy przez dziadkow!), bo na starosc do dzieci te nimi sie beda opiekowac.

            > > Razem latwiej, czlowiek to podobno zwierze stadne.
            >
            > Równie dobrze mogą sąsiedzi bo razem latwiej.

            No nie fcalkiem ROWNIE dobrze. Sasiedzi nie mieszkaja razem z soba.

            > Najbardziej zaintersowanymi dobrem dzieci są rodzice tych dzieci.

            Nie! Jesli by tak bylo, to wykluczaloby to adopcje. a wiele ludzi wychowuje adoptowane dzieci. Poza tym wielu mezczyzn wychowuje nie swoje dzieci, bo o tym nie wie (w Wlk. Brytanii ten odsetek to ok. 20%). Rodzic biologiczny nie jest wazny, wazny jest rodzic/opiekun FAKTYCZNY.

            > Jeśli brat czy siostra danej kobiety będą wybierali pomiędzy jakimkolwiek dobre
            > m dla swoich dzieci lub dzieci swojej siostry to zgodnie z powiedzeniami typu k
            > oszula bliższa ciału wybiorą dobro swoich dzieci.

            Podobno jesli zapytasz jakakolwiek kobiete z tamtej spolecznosci ile ma dzieci, to zawsze poda liczbe wszystkich dzieci - swoich i swoich siostr. Nie wiem czy masz racje, to sie zmienia na pewno, jesli mieszka sie razem. Powstaja silne wiezy, i niekoniecznie biologiczne rodzicielstwo jest w nich najwazniejsze. Ja to potrafie zrozumiec.

            > > Tak samo kobiete, moze ona przeciez zapraszac do swojego prywatnego pokoj
            > u rozn
            > > ych mezczyzn (przeczytaj wersje angielska w wikipedii).
            >
            > I rodzice oraz rodzeństwo tej dziewczyny ma wychowywać i utrzymywać dzieci wszy
            > stkich kolejnych mężczyzn....?

            Tak! I oni tak wlasnie robia. Biologicznosc ojca jest NIEWAZNA! Jesli rodzina jest plodna i staje sie za duza (powyzej 20 osob) to jedna z corek wyprowadza sie i zaklada osobna rodzine. To jest podobno rzadkie. Najczesciej prawie wszyscy mieszkaja w tym samym domu od urodzenia do smierci, i tylko z matka, rodzenstwem matki, oraz dziecmi, ktorzy sa rodzeni przez ich siostry. Rodziny o niedoborze dzieci moga przyjac dziecko z innej, zbyt licznej rodziny. Czasem rodziny wymienaja sie dziecmi, jesli balans plci jest nierowny - gdy gdzies rodza sie sami chlopcy, a gdzies same dziewczyny. Genialne, genialne, genialne!
            Wiecej na angielskojezycznej wikipedii:
            en.wikipedia.org/wiki/Mosuo
            > > Ogormnym plusem takiego rozwiazania wydaje mi sie
            > > to, ze ZYCIE SEKSUALNE DOROSLYCH NIE MA NEGATYWNEGO WPLYWU NA DZIECI, w p
            > rzeciw
            > > ienstwie do naszej kultury.
            >
            > U nas również nie ma, wystarczy tylko odrobinkę myśleć.

            Ale fakt jest taki, ze ludzie nie mysla! A w tamtej spolecznosci nie ma znaczenia, czy sie mysli, czy nie.

            > > No jak to jaka? Wychowywanie odbywa sie naturalnie, wszyscy przeciez mies
            > zkaja
            > > razem.
            >
            > I motywacji (motywatorów) nie wskazałaś.

            Wg mnie wystarczajaca motywacja jest wspolne mieszkanie, fakt, ze to te dzieci beda sie opiekunami opiekowac na starosc oraz tradycja.

            > Zdaje egzamin ale w odniesieniu do rodziny ale NAJBLIŻSZEJ w znaczeniu dzieci-r
            > odzice. Wujkowie, siostry to już troszke dalej.

            Nie! Tam zdaje doskonale egzamin z objeciem rodzenstwa i rodzenstwa matki.

            > Nie jest genialne, większość ludzi na tej planecie również uważa inaczej niż Ty
            > .

            Ska wiesz jak uwaza wiekszosc ludzi? Robiles jakas ankiete? Mam wrazenie, ze ty pierwszy raz o tym wszystkim slyszysz.

            > Inne (?) odnieść te 40tys plus te inne w stosunku do reszty świata.
            > Większość to poli (?) nie pomyliły Ci się aby planety? :)

            Ale tez mozna powiedziec, ze Polacy sa niczym w odniesieniu do reszty swiata, stanowia tylko jakies 0,054% ludzkosci... Kropelka. Liczby nie maja tu znaczenia.

            > > > Mosuo: "nie mają jednak własnego pisma"
            > > A jednak madrzejsi!!! My tez zreszta nia mamy wlasnego pisma - przejelism
            > y laci
            > > nskie...
            >
            > Mądrzejści (?) od kogo (?) w czym(?)....

            Madrzejsi od reszty swiata w organizacji spoleczno-rodzinnej. Organizacja bez konfliktow i bez wiekszych problemow.

            > zaraz znikną z powierzchni ziemi i tyl
            > e z nich zostanie - ich geny / sposób życia / wartości znikną.

            Ich wartosci sa przyjmowane przez swiat zachodni bezwiednie. Od monogamii przeszlo sie przeciez u nas do poligamii seryjnej - rozwody sa przeciez legalne (kiedys byly owszem niemozliwe).
            • yadaxad Re: genialne 11.09.13, 00:44
              No co ma być? Matriarchat . Kobieta i jej rodzina ma prawo do dziecka. Wymianie genetycznej to nie przeszkadza. Tworzyło to inne warunki majątkowe i na agresji majątkowej matriarchat padł. I fajnie, nie ma to jak wojna, która zaczęła się własnością kobiety. Bijcie się , świat z tym jest okropnie wspaniały, jak jego bohaterzy .
              • aiwom Na czym padl matriarchat? 12.09.13, 00:35
                yadaxad napisał(a):

                > No co ma być? Matriarchat . Kobieta i jej rodzina ma prawo do dziecka. Wymianie
                > genetycznej to nie przeszkadza. Tworzyło to inne warunki majątkowe i na agresj
                > i majątkowej matriarchat padł.

                Matriarchat padl na agresji majatkowej? W ogole padl matriarchat?

                > I fajnie, nie ma to jak wojna, która zaczęła się
                > własnością kobiety. Bijcie się , świat z tym jest okropnie wspaniały, jak jego
                > bohaterzy .
            • urko70 Re: genialne 11.09.13, 12:21
              aiwom napisała:

              > Mieszkanie razem jest wystarczajaca motywacja. U nas tez czesto babcie, ciocie
              > czy nianki wychopwywaly dzieci w rodzinach wielopokoleniowych. Tym bardziej, ze
              > tam A tym bardziej, ze tam te dzieci kiedys beda sie opiekowaly swoimi opiekun
              > ami na starosc, to jest na pewno duza motywacja.

              Mieszkanie razem nie jest motywacją.
              Motywacją może być "wychowywanie sobie opiekuna" - zgoda, kwestia czy to działa w praktyce...?
              Jak wielu ludzi myśli i działa w celu osiągnięcia korzyści po30-40latach? Bo mniej więcej za tyle lat potrzebowaliby tej opieki od tych dzieci.

              W naturze człowieka jest indywidualizm w znaczeniu "najbardziej dbam o to co moje" czyli kobieta bardziej zadba o swoje dzieci niż o dzieci swojej siostry tym samym jak matka będzie miała problem to jej dzieci będą skazane na dobrą wolę wujków i cioć którzy mają swoje sprawy. Z tej przyczyny piękny w założeniach komunizm praktycznie nigdzie nie zadziałał bo kazdy pilnował swego a nie wspolnego.
              BA! Z zewnątrz mogło się koomus wydawać że funkcjonuje ale my w środku widzieliśmy że NIGDY nie funkcjonowało tak dobrze jak indywidualne podejście.


              > > Dwoe takie spolecznosci w stosunku do reszty swiata - słabe to porównanie
              > w zna
              > > czeniu większość wyvbrała "nasz" wzorzec i to ta większość jest na wyższy
              > m pozi
              > > omie rozwoju.
              >
              > Wiekszosc nie wybrala "naszego" wzorca. Wiekszosc spoleczenstw jest poligamiczn
              > a. Zreszta u nas tez odeszlo sie od wzorca monogamicznego malzenstwa - obecnie
              > legalna jest poligamia seryjna, czyli legalny rozwod i nastepny malzonek.

              Większość ludzi na swiecie wychowuje dzieci w ukladzie: rodzice wychowują swoje dzieci, a nie w ukladzie: dzieci są wychowywane przez kobietę i jej rodzinę - bez ojca tych dzieci.

              Poligamia oznacza małżeństwo z więcej niż jedną osoba w tym samym czasie - wskaż proszę gdzie tak jest.

              Kto miałby się opiekować ludźmi, którzy nie mieli córki tym samym nie mają wnuków mimo iż syn/owie spłodzili takowych?


              > > "Często i powszechne" to bardzo nieścisłe określenia.
              >
              > Do zdrady przyznaje sie w ankietach ok. 60% zonatych mezczyzn i 40% zameznych k
              > obiet. A rozwody? - chyba nie ma osoby w Polsce, ktora nie znalaby kogos po roz
              > wodzie w gronie swoich bliskich.

              Ludzie się rozchodzą i laczą w inne pary i te pary często są już na stałe.
              Dziecku NIC się nie dzieje z powodu tego, że rodzic mial seks na bokui o którym często nikt sie nie dowiedział lub dowiedzial się drugi rodzic ale naprawili co zepsute.
              To nie jest powód do pozbawiania wszystkich dzieci ojców.


              > > Równie dobrze można powiedzieć, że ponieważ rodzice częto i powszechnie b
              > iją dz
              > > ieci to lepiej od razu po urodzeniu WSZYSTKIM rodzicom zabierać dzieci, p
              > akować
              > > te dzieci do domów dziecka prowadonych przez odpowiednio zaprogramowane
              > roboty
              > > i dzieci nie będą bite.
              > > To tak samo genialne.
              >
              > Nie bedzie to tak samo genialne, bo stworzy mnostwo innych problemow. A w tamte
              > j spolecznosci nie tylko nie stworzono innych problemow, ale wiele bardzo powaz
              > nych problemow za jednym zamachem zlikwidowano.

              Jak dobrze znasz tamte społeczności, że twierdzisz,że nie mają innych problemów?

              Twoja argumentacja za tym modelem to wylewanie dziecka z kąpielą, to że jakaś nieistotna liczba malzonków odchodzi z powodu choroby to nie powód do stwierdzenia, ze "Twoj" model jest lepszy. Człowiek to zwierze stadne potrzebujące bliskości, intymności wspolnoty. Ludzie łączą się w pary bo wzajemnie się lubią, są podobnie do siebie, lubią podobne rzeczy etc., a w rodzinie jest się skazanym na tych którzy są jacy są - jeśli Twój brat pije a siostra zachowuj się nieodpowiednio to i Ty i Twoje dzieci jesteście skazani na tego brata i tą siostrę - kobieta ma mniejszy wybór.

              Co genialnego w tym, że mężczyzna który nie ma siostry nie ma rodziny, nie ma dzieci, że rolę mężczyzny sprowadzasz do zapładniacza?


              > > > Nie jest tak. Mezczyzna bardzo czesto znajduje sobie kogos na boku
              > w momencie, kiedy zona choruje. Nie opiekuje sie nia. Raczej to jest norma.
              > >
              > > Masz skrzywione widzenie albo mówisz o nieistotnej liczbnie przypadków.
              >
              > Powazna choroba matki/zony czy meza/ojca prowadzi zawsze do powaznego zaburzeni
              > a w rodzinie, w wielu przypadkach konczy sie to wyladowaniem dzieci w domu dzie
              > cka czy rodzinie zastepczej. W tamtym systemie te zaburzenia w rodzinie sa bard
              > zo wyciszone przez to wlasciwie, ze dziecko ma wiele matek i wielu ojcow, i str
              > ata jednego z nich nie jest at tak bolesna.

              Doskonale a nawet lepiej ten problem jest rozwiązany w "naszym" modelu ale w rodzinach mieszkających w domach wielopokoleniowych.

              Moim zdaniem zapatrzyłaś się i porównujesz modele z różnych poziomów rozwoju cywilizacyjnego - porównujesz nieporównywalne.

              cdn bo ucieło
              • aiwom czy adoptowane dzieci sa "nasze" 12.09.13, 00:50
                urko70 napisał:

                > aiwom napisała:
                >
                > > Mieszkanie razem jest wystarczajaca motywacja. U nas tez czesto babcie, c
                > iocie
                > > czy nianki wychopwywaly dzieci w rodzinach wielopokoleniowych. Tym bardzi
                > ej, ze
                > > tam A tym bardziej, ze tam te dzieci kiedys beda sie opiekowaly swoimi op
                > iekun
                > > ami na starosc, to jest na pewno duza motywacja.
                >
                > Mieszkanie razem nie jest motywacją.

                Moze do wychowywania dzieci nie jest potrzebna motywacja?

                > Motywacją może być "wychowywanie sobie opiekuna" - zgoda, kwestia czy to działa
                > w praktyce...?
                > Jak wielu ludzi myśli i działa w celu osiągnięcia korzyści po30-40latach? Bo mn
                > iej więcej za tyle lat potrzebowaliby tej opieki od tych dzieci.

                Tam to w kazdym razie funkcjonuje.

                > W naturze człowieka jest indywidualizm w znaczeniu "najbardziej dbam o to co mo
                > je" czyli kobieta bardziej zadba o swoje dzieci niż o dzieci swojej siostry tym
                > samym jak matka będzie miała problem to jej dzieci będą skazane na dobrą wolę
                > wujków i cioć którzy mają swoje sprawy.

                No wlasnie chyba niekoniecznie. Kobieta pytana tam o liczbe SWOICH dzieci zawsze podaje cala liczbe wszystkich dzieci swoich i swoich siostr. W ten sposob tez kobieta, ktora nie rodzila, moze miec swoje dzieci. To kwestia definicji. No bo czy adoptowane dzieci sa twoje czy nie? A dzieci, ktorych ojciec nie wie, ze nie sa jego?

                > Z tej przyczyny piękny w założeniach ko
                > munizm praktycznie nigdzie nie zadziałał bo kazdy pilnował swego a nie wspolneg
                > o.

                Tam dziala. Zreszta, zalezy co definiowac jako komunizm. Rodzina u nas to przyklad komunizmu - wszystko w niej wspolne.

                > BA! Z zewnątrz mogło się koomus wydawać że funkcjonuje ale my w środku widzieli
                > śmy że NIGDY nie funkcjonowało tak dobrze jak indywidualne podejście.

                Myslisz, ze u nich to nie funkcjonuje, tylko, ze oni tym nie wiedza? : )

                > Większość ludzi na swiecie wychowuje dzieci w ukladzie: rodzice wychowują swoje
                > dzieci, a nie w ukladzie: dzieci są wychowywane przez kobietę i jej rodzinę -
                > bez ojca tych dzieci.

                Ale wg mnie nie ma znaczenia wiekszosc czy mniejszosc. Bardzo ciekawe jest samo zjawisko.

                > Poligamia oznacza małżeństwo z więcej niż jedną osoba w tym samym czasie
                > - wskaż proszę gdzie tak jest.

                Arabowie np. Tybet. Mnostwo innych kultur. U nas jest legalna tzw. poligamia seryjna - czyli malzenstwo z wiecej niz jedna osoba w roznym czasie (kiedys nielegalna).

                > Kto miałby się opiekować ludźmi, którzy nie mieli córki tym samym nie mają wnuk
                > ów mimo iż syn/owie spłodzili takowych?

                Nie rozumiem o co pytasz.

                > Ludzie się rozchodzą i laczą w inne pary i te pary często są już na stałe.

                Albo niekoniecznie.

                > Dziecku NIC się nie dzieje z powodu tego, że rodzic mial seks na bokui o którym
                > często nikt sie nie dowiedział lub dowiedzial się drugi rodzic ale naprawili c
                > o zepsute.

                To prowadzi przeciez do poteznych konfliktowe w rodzinie, czasami zabojstw.

                > To nie jest powód do pozbawiania wszystkich dzieci ojców.

                Przeciez w tamtej kulturze dzieci MAJA OJCOW - sa nimi bracia matek.

                > Jak dobrze znasz tamte społeczności, że twierdzisz,że nie mają innych problemów
                > ?

                To dobre pytanie, ciekawe jakie maja problemy?

                > Twoja argumentacja za tym modelem to wylewanie dziecka z kąpielą, to że jakaś n
                > ieistotna liczba malzonków odchodzi z powodu choroby to nie powód do stwierdzen
                > ia, ze "Twoj" model jest lepszy. Człowiek to zwierze stadne potrzebujące blisko
                > ści, intymności wspolnoty. Ludzie łączą się w pary bo wzajemnie się lubią, są p
                > odobnie do siebie, lubią podobne rzeczy etc., a w rodzinie jest się skazanym na
                > tych którzy są jacy są - jeśli Twój brat pije a siostra zachowuj się nieodpowi
                > ednio to i Ty i Twoje dzieci jesteście skazani na tego brata i tą siostrę - kob
                > ieta ma mniejszy wybór.

                I tam wlasnie ta potrzeba stadnosci jest pieknie realizowana, oni zyja w duzych rodzinach.

                > Co genialnego w tym, że mężczyzna który nie ma siostry nie ma rodziny, nie ma d
                > zieci, że rolę mężczyzny sprowadzasz do zapładniacza?

                Nie rozumiem o co pytasz.

                > Doskonale a nawet lepiej ten problem jest rozwiązany w "naszym" modelu ale w ro
                > dzinach mieszkających w domach wielopokoleniowych.

                Tamte rodziny sa wylacznie wielopokoleniowe. U nas juz takich nie ma.

                > Moim zdaniem zapatrzyłaś się i porównujesz modele z różnych poziomów rozwoju cy
                > wilizacyjnego - porównujesz nieporównywalne.

                Pytanie, czy na naszym poziomie rozwoju cywilizacyjnego taki system bylby mozliwy?

                > cdn bo ucieło
                • urko70 Re: czy adoptowane dzieci sa "nasze" 12.09.13, 12:27
                  aiwom napisała:

                  > > Mieszkanie razem nie jest motywacją.
                  >
                  > Moze do wychowywania dzieci nie jest potrzebna motywacja?

                  Komuna w społecznościach większych niż rodzice+dzieci praktycznie NIGDZIE nie zdała egzaminu.


                  > > Motywacją może być "wychowywanie sobie opiekuna" - zgoda, kwestia czy to
                  > działa
                  > > w praktyce...?
                  > > Jak wielu ludzi myśli i działa w celu osiągnięcia korzyści po30-40latach?
                  > Bo mn
                  > > iej więcej za tyle lat potrzebowaliby tej opieki od tych dzieci.
                  >
                  > Tam to w kazdym razie funkcjonuje.

                  To nie jest odpowiedź na postawione pytanie.

                  Być może tam były specyficzne uwarunkowania w których taki system wykształcił się i byc może w tych uwarunkowaniach inny system nie działałby, jednak reszta świata nie mając takich uwarunkowań mogła rozwijać lepsze modele rodziny.


                  > > W naturze człowieka jest indywidualizm w znaczeniu "najbardziej dbam o to
                  > co mo
                  > > je" czyli kobieta bardziej zadba o swoje dzieci niż o dzieci swojej siost
                  > ry tym
                  > > samym jak matka będzie miała problem to jej dzieci będą skazane na dobrą
                  > wolę
                  > > wujków i cioć którzy mają swoje sprawy.
                  >
                  > No wlasnie chyba niekoniecznie. Kobieta pytana tam o liczbe SWOICH dzieci zawsz
                  > e podaje cala liczbe wszystkich dzieci swoich i swoich siostr. W ten sposob tez
                  > kobieta, ktora nie rodzila, moze miec swoje dzieci. To kwestia definicji. No b
                  > o czy adoptowane dzieci sa twoje czy nie? A dzieci, ktorych ojciec nie wie, ze
                  > nie sa jego?

                  Podawać może dowolną liczbę, nawet liczbę dzieci z całej wioski.
                  Tak, to kwestia definicji, zmieniasz znaczenie słowa "swoje".
                  Kwestia adoptowanych czy biologicznie nieswoich jest bardziej złożona.


                  > > Z tej przyczyny piękny w założeniach ko
                  > > munizm praktycznie nigdzie nie zadziałał bo kazdy pilnował swego a nie ws
                  > polnego.
                  >
                  > Tam dziala. Zreszta, zalezy co definiowac jako komunizm. Rodzina u nas to przyk
                  > lad komunizmu - wszystko w niej wspolne.

                  To błąd pomiaru czyli nieistotna w skali swiata wielkość, wyjątki są od wszystkiego.

                  Nie, nie jest tak ze wszystko jest wpolne, są rzeczy wspolne ale wiele rzeczy jest tylko danej osoby, poza tym to się odnosi tylko do rodziców+dzieci. Samochód mojej siostry nie jest moim samochodem, nawet samochód mojego taty nie jest moim samochodem i jesli chce go wziąć muszę najpierw zapytać czy mogę.



                  > > BA! Z zewnątrz mogło się koomus wydawać że funkcjonuje ale my w środku wi
                  > dzieli
                  > > śmy że NIGDY nie funkcjonowało tak dobrze jak indywidualne podejście.
                  >
                  > Myslisz, ze u nich to nie funkcjonuje, tylko, ze oni tym nie wiedza? : )

                  Rozmawiałaś z tymi ludźmi i oni twierdzili, że ich model satysfakcjonuje ich, wszyscy tak twierdzili?

                  W socjaliźmie również byli ludzie którym wydawało się, że wszystko jest super ale po jakimś czasie wyszło szydło z worka i system wspólnoty zbankrutował.

                  Myślę, że w reszcie świata to niezafunkcjonowało, a to że w tej malutkiej spolecznosci działa to musialy być jakieś specyficzne dla tej spoleczności/miejsca uwarunkowania. Oni po prostu zatrzymali się w rozwoju jakiejś spolecznosci plemiennej i tyle.


                  > > Większość ludzi na swiecie wychowuje dzieci w ukladzie: rodzice wychowują
                  > swoje
                  > > dzieci, a nie w ukladzie: dzieci są wychowywane przez kobietę i jej rodz
                  > inę -
                  > > bez ojca tych dzieci.
                  >
                  > Ale wg mnie nie ma znaczenia wiekszosc czy mniejszosc. Bardzo ciekawe jest samo
                  > zjawisko.

                  Znaczenie ma takie, że gatunek ludzki wybiera to co dla niego jest lepsze, a to co gorsze i owszem istnieje ale nie rozwija się i zaraz wyginie.
                  Inaczej: natura testuje różne rozwiązania i wybiera te które mają największą szansę powodzenia / przetrwania.

                  To, że zjawisko jest ciekawe to i owszem, zgadzam się ale nie ma w nim NIC genialnego. Zabiera możliwość porzucenia przez kilka, kilkanascie procent ojców zabierając tego ojca wszystkim.

                  > > Poligamia oznacza małżeństwo z więcej niż jedną osoba w tym samym czas
                  > ie
                  - wskaż proszę gdzie tak jest.
                  >
                  > Arabowie np. Tybet. Mnostwo innych kultur. U nas jest legalna tzw. poligamia se
                  > ryjna - czyli malzenstwo z wiecej niz jedna osoba w roznym czasie (kiedys niele
                  > galna).

                  Jedni Arabowie wobec reszty świata to NIC.
                  Mnóstwo kultur powiadasz a liczebnie to ile to ludzi?
                  W definicji słowa poligamia, to co jest podkreślone jest ISTOTNE.


                  > > Kto miałby się opiekować ludźmi, którzy nie mieli córki tym samym nie maj
                  > > ą wnuków mimo iż syn/owie spłodzili takowych?
                  >
                  > Nie rozumiem o co pytasz.

                  Skoro synowie nie mają dzieci to kto będzie się zajmowała rodzicami synów
                  i tymi synami na starość?


                  > > Ludzie się rozchodzą i laczą w inne pary i te pary często są już na stałe
                  >
                  > Albo niekoniecznie.

                  Ze swojego podwórka: znam wiele par które się rozwiodły i weszły w nowy związek i w tym nowym funkcjonują bardoz dlugo, nie znam żadnej która by w kolejnym zwiazku rozeszla.
                  Oczywiscie wiem ze takie istnieją ale moim zdnaiem jest ich mało.


                  > > Dziecku NIC się nie dzieje z powodu tego, że rodzic mial seks na bokui o
                  > którym
                  > > często nikt sie nie dowiedział lub dowiedzial się drugi rodzic ale napra
                  > wili c
                  > > o zepsute.
                  >
                  > To prowadzi przeciez do poteznych konfliktowe w rodzinie, czasami zabojstw.

                  No, no... koklusz, powstanie warszawskie i inne takie też...
                  Ile jest zdrad a ile zabójstw? Daj spokój.
                  To, że sporadycznie dochodzi do zabójstwa nie jest powodem aby całą populację dzieci pozbawiać ojców.


                  > > To nie jest powód do pozbawiania wszystkich dzieci ojców.
                  >
                  > Przeciez w tamtej kulturze dzieci MAJA OJCOW - sa nimi bracia matek.

                  Brat matki nie jest ojcem tylko wujkiem. Mieszasz powszechnie przyjęte znaczenia.


                  > > Jak dobrze znasz tamte społeczności, że twierdzisz,że nie mają innych
                  > > problemów?
                  >
                  > To dobre pytanie, ciekawe jakie maja problemy?

                  Nie odpowiedziałaś.
                  Pytanie jest dobre dlatego, że pokazuje, że nieprawdą są Twoje słowa:
                  " w tamtej spolecznosci nie tylko nie stworzono innych problemow".

                  (coraz częściej widzę w Twoich wypowiedziach gołosłowność, zmieniasz znaczenia słów "poligamia, ojciec", twierdzisz, ze nie mają innych problemów, etc)


                  > > Twoja argumentacja za tym modelem to wylewanie dziecka z kąpielą, to że j
                  > akaś n
                  > > ieistotna liczba malzonków odchodzi z powodu choroby to nie powód do stwi
                  > erdzen
                  > > ia, ze "Twoj" model jest lepszy. Człowiek to zwierze stadne potrzebujące
                  > blisko
                  > > ści, intymności wspolnoty. Ludzie łączą się w pary bo wzajemnie się lubią
                  > , są p
                  > > odobnie do siebie, lubią podobne rzeczy etc., a w rodzinie jest się skaza
                  > nym na
                  > > tych którzy są jacy są - jeśli Twój brat pije a siostra zachowuj się nie
                  > odpowi
                  > > ednio to i Ty i Twoje dzieci jesteście skazani na tego brata i tą siostrę
                  > - kob
                  > > ieta ma mniejszy wybór.
                  >
                  > I tam wlasnie ta potrzeba stadnosci jest pieknie realizowana, oni zyja w duzych
                  > rodzinach.

                  Napiszę wprost jesteś skazana ba brata pijaka i siostrę dziwkę. Chcesz inaczej wychowac swoje dzieci ale one widzą nie tylko Ciebie ale i zachlanego wujka i puszczalską ciotkę.
                  W naszym modelu kobieta odchodzi od rodziny i zaklada taką jaką chce, kształtuje ją tak jak chce - ma wybór jak będzie żyła. To ofc również jest złożony problem ale wybór ma.


                  > > Co genialnego w tym, że mężczyzna który nie ma siostry nie ma rodziny, ni
                  > e ma dzieci, że rolę mężczyzny sprowadzasz do zapładniacza?
                  >
                  > Nie rozumiem o co pytasz.

                  Nie wiem jak to napisac prościej....
                  CO genialnego w tym, że
                  • aiwom Re: czy adoptowane dzieci sa "nasze" 17.09.13, 23:34
                    urko70 napisał:

                    > aiwom napisała:
                    >
                    > > > Mieszkanie razem nie jest motywacją.
                    > >
                    > > Moze do wychowywania dzieci nie jest potrzebna motywacja?
                    >
                    > Komuna w społecznościach większych niż rodzice+dzieci praktycznie NIGDZIE nie z
                    > dała egzaminu.

                    No prosze, a tam zdaje!!!

                    > > Tam to w kazdym razie funkcjonuje.
                    >
                    > To nie jest odpowiedź na postawione pytanie.

                    Tam to naprawde funkcjonuje.

                    > Podawać może dowolną liczbę, nawet liczbę dzieci z całej wioski.

                    Ale ona podaje tylko liczbe dzieci, ktore uwaza za SWOJE, nie liczbe z calej wioski.

                    > Tak, to kwestia definicji, zmieniasz znaczenie słowa "swoje".
                    > Kwestia adoptowanych czy biologicznie nieswoich jest bardziej złożona.

                    Jeslibys mial dwojke bioologicznych dzieci i jedno adoptowane dziecko, to na pytanie "ile masz dzieci" co bys odpowiedzial?

                    > To błąd pomiaru czyli nieistotna w skali swiata wielkość, wyjątki są od wszystk
                    > iego.

                    To zaden blad pomiaru. Rodzina w naszej wersji to komuna (wspolnota).

                    > Nie, nie jest tak ze wszystko jest wpolne, są rzeczy wspolne ale wiele rzeczy j
                    > est tylko danej osoby, poza tym to się odnosi tylko do rodziców+dzieci. Samochó
                    > d mojej siostry nie jest moim samochodem, nawet samochód mojego taty nie jest m
                    > oim samochodem i jesli chce go wziąć muszę najpierw zapytać czy mogę.

                    Nie wiem, jak tam jest. Mozesz zreszta miec wspolny samochod z siaostra, zona, czuy kimkolwiek.

                    > Znaczenie ma takie, że gatunek ludzki wybiera to co dla niego jest lepsze, a to
                    > co gorsze i owszem istnieje ale nie rozwija się i zaraz wyginie.

                    Niezupelnie ginie to, co gorsze. Chcesz powiedziec, ze Polacy sa gorsi, bo gineli bardzie w czasie wojny?

                    > Inaczej: natura testuje różne rozwiązania i wybiera te które mają największą sz
                    > ansę powodzenia / przetrwania.

                    Najpiuerw byl matriarchat. Potem patriarchat. Teraz znow wracamy do matriarchatu, natura tak widocznie chce. Patriarchat jest zbyt agresywny.

                    > Jedni Arabowie wobec reszty świata to NIC.

                    Wiekszosc kultru swiata jest poligamiczna. Wszystkie jkraje muzulmanskie (nie tylko Arabowie). Chiny (to potezna liczba ludnosci). Europa przed inwazja religii semickich. Wlasciwie kultura zachodnia teraz tez jest poligamiczna, bo legalne sa rozwody (poligamia rozlozona w czasie).

                    > No, no... koklusz, powstanie warszawskie i inne takie też...
                    > Ile jest zdrad a ile zabójstw? Daj spokój.

                    Zdrad jest mnostwo.

                    > To, że sporadycznie dochodzi do zabójstwa nie jest powodem aby całą populację d
                    > zieci pozbawiać ojców.

                    W tamtej kulturze nikt nikogo nie pozbawia ojcow.

                    >
                    > > > To nie jest powód do pozbawiania wszystkich dzieci ojców.
                    > >
                    > > Przeciez w tamtej kulturze dzieci MAJA OJCOW - sa nimi bracia matek.
                    >
                    > Brat matki nie jest ojcem tylko wujkiem. Mieszasz powszechnie przyjęte znaczeni
                    > a.

                    Tam jest ojcem!

                    > > > Jak dobrze znasz tamte społeczności, że twierdzisz,że nie mają inny
                    > ch
                    > > > problemów?

                    Wystarczy przeczytac porzadnie zalinkowane materialy.

                    > > To dobre pytanie, ciekawe jakie maja problemy?
                    >
                    > Nie odpowiedziałaś.
                    > Pytanie jest dobre dlatego, że pokazuje, że nieprawdą są Twoje słowa:
                    > " w tamtej spolecznosci nie tylko nie stworzono innych problemow".

                    Ja nie widze powazniejszych proiblemow spolecznychl. Organizacja tamtej spolecznosci wyklucza bowiem sieroctwo, bezdzietnosc, samotnosc, deprywacje seksualna.

                    > (coraz częściej widzę w Twoich wypowiedziach gołosłowność, zmieniasz znaczenia
                    > słów "poligamia, ojciec", twierdzisz, ze nie mają innych problemów, etc)

                    Imputujesz mi jakies bzdury. Dziesiec razy pytasz o to samo, zamiast choc raz przeczytac krotki zalinkowany tekst.

                    > > > Twoja argumentacja za tym modelem to wylewanie dziecka z kąpielą, t
                    > o że j
                    > > akaś n
                    > > > ieistotna liczba malzonków odchodzi z powodu choroby to nie powód d
                    > o stwi
                    > > erdzen
                    > > > ia, ze "Twoj" model jest lepszy. Człowiek to zwierze stadne potrzeb
                    > ujące
                    > > blisko
                    > > > ści, intymności wspolnoty. Ludzie łączą się w pary bo wzajemnie się
                    > lubią
                    > > , są p
                    > > > odobnie do siebie, lubią podobne rzeczy etc., a w rodzinie jest się
                    > skaza
                    > > nym na
                    > > > tych którzy

                    Tam masz i intymnosc i wspolnote, zorganizowane w troche inny sposob, wg mnie madrzejszy.
                    • urko70 Re: czy adoptowane dzieci sa "nasze" 24.09.13, 12:27
                      aiwom napisała:

                      > > Komuna w społecznościach większych niż rodzice+dzieci praktycznie NIGDZIE
                      > > nie zdała egzaminu.
                      >
                      > No prosze, a tam zdaje!!!

                      Jest wiele anomalii/odchyleń od normy i stąd to moje praktycznie.


                      > > > Tam to w kazdym razie funkcjonuje.
                      > > To nie jest odpowiedź na postawione pytanie.
                      > Tam to naprawde funkcjonuje.

                      To nadal nie jest odpowiedź.


                      > > Tak, to kwestia definicji, zmieniasz znaczenie słowa "swoje".
                      > > Kwestia adoptowanych czy biologicznie nieswoich jest bardziej złożona.
                      >
                      > Jeslibys mial dwojke bioologicznych dzieci i jedno adoptowane dziecko, to na py
                      > tanie "ile masz dzieci" co bys odpowiedzial?

                      Jeśli wziąłbym pod opiekę dziecko znajomych to w pewnych sytuacjach tamto dziecko również zaliczył bym jako swoje co nie sprawia że było by ono moim.


                      > > To błąd pomiaru czyli nieistotna w skali swiata wielkość, wyjątki są od w
                      > > szystkiego.
                      >
                      > To zaden blad pomiaru. Rodzina w naszej wersji to komuna (wspolnota).

                      40.000 do 7.000.000.000 czyli 0,0006%
                      słownie sześć dziesięciotysięćznych procenta.
                      Słownie ale obrazowo: to tak jakbys chciała udowodnić że model wg którego żyje 210 osób jest jakkolwiek istotnie porównywalny z modelem w jakim zyje cała Polska.

                      W naszym modelu, dzieci po uzyskaniu dojrzałości opuszczają dom i zakładają swoje rodziny, generalnie są blisko z rodzeństwem czy rodzinami ale nie ma tam współwłasności.


                      > > Nie, nie jest tak ze wszystko jest wpolne, są rzeczy wspolne ale wiele rz
                      > eczy j
                      > > est tylko danej osoby, poza tym to się odnosi tylko do rodziców+dzieci. S
                      > amochó
                      > > d mojej siostry nie jest moim samochodem, nawet samochód mojego taty nie
                      > jest m
                      > > oim samochodem i jesli chce go wziąć muszę najpierw zapytać czy mogę.
                      >
                      > Nie wiem, jak tam jest. Mozesz zreszta miec wspolny samochod z siaostra, zona,
                      > czuy kimkolwiek.

                      No więc skoro nie wiesz to skąd u CIebie przekonanie, że mają tak super....
                      To że mogę nie znaczy, że mam, że to powszechne. Powszechna jest wspólnota tylko z małżonkiem/ą. TYLKO.


                      > > Znaczenie ma takie, że gatunek ludzki wybiera to co dla niego jest lepsze
                      > , a to
                      > > co gorsze i owszem istnieje ale nie rozwija się i zaraz wyginie.
                      >
                      > Niezupelnie ginie to, co gorsze. Chcesz powiedziec, ze Polacy sa gorsi, bo gine
                      > li bardzie w czasie wojny?

                      Gorsze w znaczeniu nierozwojowe.
                      Takie ginięcie to zupełnie coś innego, niemniej... tak już jest że wygrywa silniejszy: czy fizycznie czy intelektualnie/organizacyjnie...


                      > > Inaczej: natura testuje różne rozwiązania i wybiera te które mają najwięk
                      > > szą szansę powodzenia / przetrwania.
                      >
                      > Najpiuerw byl matriarchat. Potem patriarchat. Teraz znow wracamy do matriarchat
                      > u, natura tak widocznie chce. Patriarchat jest zbyt agresywny.

                      Ja tam nie widzę tego powracania do matriarchatu, jeśli już to raczej do modelu zrównoważonego. Niemniej to tylko kwestia tego kto dominuje w rodzinie, rodzinie której tam nie ma.

                      > > Jedni Arabowie wobec reszty świata to NIC.
                      >
                      > Wiekszosc kultru swiata jest poligamiczna. Wszystkie jkraje muzulmanskie (nie t
                      > ylko Arabowie). Chiny (to potezna liczba ludnosci). Europa przed inwazja religi
                      > i semickich. Wlasciwie kultura zachodnia teraz tez jest poligamiczna, bo legaln
                      > e sa rozwody (poligamia rozlozona w czasie).

                      Kolejny raz zmieniasz sobie pojęcie poligamii, tam istotna jest kwestia " w tym samym czasie.
                      To że dopuszczają poligamię nie znaczy, że jest ona powszechna.
                      Jeśli dobrze pamiętam jest na poziomie kilku %.


                      > > To, że sporadycznie dochodzi do zabójstwa nie jest powodem aby całą popul
                      > ację d
                      > > zieci pozbawiać ojców.
                      >
                      > W tamtej kulturze nikt nikogo nie pozbawia ojcow.

                      Raz pozbawiono i faktycznie już się nie pozbawia, bo nie można pozbawić czegoś/kogoś czego/kogo się nie ma.
                      Ojciec to ojciec, wujek to wujek.


                      > > > > To nie jest powód do pozbawiania wszystkich dzieci ojców.
                      > > >
                      > > > Przeciez w tamtej kulturze dzieci MAJA OJCOW - sa nimi bracia matek

                      Znów mylisz pojęcia, brat mamy to wujek, czyli dzieci mają wujków, a nie ojców.


                      > > Brat matki nie jest ojcem tylko wujkiem. Mieszasz powszechnie przyjęte zn
                      > > aczenia.
                      >
                      > Tam jest ojcem!

                      Mieszasz pojęcia.
                      Posługujemy się językiem polskim i w języku polskim "ojciec" jest dość jasno zdefiniowany i przede wszystkim odróżniony od wujka.
                      Ale zdaje się nie znajdziemy tu porozumienia. :)
                      A! a jesli matka nie ma braci ani wujków ani "Twoich" ojców nie ma.


                      > > > > Jak dobrze znasz tamte społeczności, że twierdzisz,że nie maj
                      > ą innych problemów?
                      >
                      > Wystarczy przeczytac porzadnie zalinkowane materialy.

                      To nie jest odpowiedź na moje pytanie.


                      > > > To dobre pytanie, ciekawe jakie maja problemy?
                      > >
                      > > Nie odpowiedziałaś.
                      > > Pytanie jest dobre dlatego, że pokazuje, że nieprawdą są Twoje słowa:
                      > > " w tamtej spolecznosci nie tylko nie stworzono innych problemow".
                      >
                      > Ja nie widze powazniejszych proiblemow spolecznychl. Organizacja tamtej spolecz
                      > nosci wyklucza bowiem sieroctwo, bezdzietnosc, samotnosc, deprywacje seksualna.

                      Aby widzieć problemy trzeba znać daną społeczność nie tylko z opisów.
                      Równei dobrze mozna powiedziec, ze tamta organizacja narzuca jednostkom pewien model zycia, narzuca. A jedną z podstawych potrzeb jest wolność, o wolność do samostanowienia ludzie od zawsze walczyli.


                      > > (coraz częściej widzę w Twoich wypowiedziach gołosłowność, zmieniasz znac
                      > zenia
                      > > słów "poligamia, ojciec", twierdzisz, ze nie mają innych problemów, etc)
                      >
                      > Imputujesz mi jakies bzdury. Dziesiec razy pytasz o to samo, zamiast choc raz p
                      > rzeczytac krotki zalinkowany tekst.

                      W pojęciu poligamii jest wyraźnie napisane:
                      "małżeństwo z więcej niż jedną osobą (w tym samym czasie)"
                      a Ty to cały czas pomijasz twierdząc, że w naszej kulturze pogamia jest powszechna.


                      > Tam masz i intymnosc i wspolnote, zorganizowane w troche inny sposob, wg mnie m
                      > adrzejszy.

                      Tam nie ma ani wspólnoty ani intymności między kobietą, a ojcem jej dzieci.
                      Ot przychodzi jakiś facet w gości.
                • urko70 Re: czy adoptowane dzieci sa "nasze" 12.09.13, 12:43
                  aiwom napisała:

                  > > Doskonale a nawet lepiej ten problem jest rozwiązany w "naszym" modelu al
                  > e w rodzinach mieszkających w domach wielopokoleniowych.
                  >
                  > Tamte rodziny sa wylacznie wielopokoleniowe. U nas juz takich nie ma.

                  Czyli tak naprawdę zachwycasz się jakąś prawdawną formą/modelem funkcjonowania, która zaraz zniknie z powierzchni ziemi, najprawdopodobniej uwarunkowaną specyficznymi czynnikami przykładowo problemem z wystarczającą ilością płodnych mężczyzn.

                  > > Moim zdaniem zapatrzyłaś się i porównujesz modele z różnych poziomów rozw
                  > oju cywilizacyjnego - porównujesz nieporównywalne.
                  >
                  > Pytanie, czy na naszym poziomie rozwoju cywilizacyjnego taki system bylby mozli
                  > wy?

                  Ludzie odeszli od niego czyli obecnie nie byłby.
                  • aiwom Czy mozliwy bylby taki system u nas? 17.09.13, 23:40
                    urko70 napisał:

                    > aiwom napisała:
                    >
                    > > > Doskonale a nawet lepiej ten problem jest rozwiązany w "naszym" mod
                    > elu al
                    > > e w rodzinach mieszkających w domach wielopokoleniowych.
                    > >
                    > > Tamte rodziny sa wylacznie wielopokoleniowe. U nas juz takich nie ma.
                    >
                    > Czyli tak naprawdę zachwycasz się jakąś prawdawną formą/modelem funkcjonowania,
                    > która zaraz zniknie z powierzchni ziemi,

                    Mozna tak powiedziec. Nie wiem, dlaczego lepiej zachwycac sie kultura semicka.

                    > najprawdopodobniej uwarunkowaną specy
                    > ficznymi czynnikami przykładowo problemem z wystarczającą ilością płodnych mężc
                    > zyzn.

                    Najprawdopodobniej nie.

                    > > > Moim zdaniem zapatrzyłaś się i porównujesz modele z różnych poziomó
                    > w rozw
                    > > oju cywilizacyjnego - porównujesz nieporównywalne.
                    > >
                    > > Pytanie, czy na naszym poziomie rozwoju cywilizacyjnego taki system bylby
                    > mozli
                    > > wy?

                    Wlasnie! To bardzo ciekawe pytanie. Nie tyle o poziom rozwoju cywilizacyjnego chodzi, lecz o rozwiazania, do ktorych sie przyzwyczailismy. Ze mieszkamy w malych grupkach. Ze rodzice na starosc zostaja sami, bo dzieci sie wyprowadzaja. Ze sami chcemy mieszkac coraz czesciej pojedynczo. Ze mamy potezne stereotypy zwiazane z seksem, czy chcielibysmy z nich zrezygnowac?

                    > Ludzie odeszli od niego czyli obecnie nie byłby.

                    Tam nie odeszli.
                    • urko70 Re: Czy mozliwy bylby taki system u nas? 24.09.13, 11:45
                      aiwom napisała:

                      > > Czyli tak naprawdę zachwycasz się jakąś prawdawną formą/modelem
                      > > funkcjonowania, która zaraz zniknie z powierzchni ziemi,
                      >
                      > Mozna tak powiedziec. Nie wiem, dlaczego lepiej zachwycac sie kultura semicka.

                      Rodzi się pytanie czemu w swoim zachwycie nie uwzględniasz imo najważniejszego, mianowicie tego, że to model prowadzący do zaniku społeczności?

                      Póki co to tylko Ty tu wyrażałaś zachwyt :), ja natomiast uważam, że jeśli już to godne zachwytu jest to co jest rozwojowe, co zapewnia przetrwanie.
                      Swoją drogą bardzo ciekawi mnie jak swój model oceniają ci którzy z nim funkcjonują (?) oczywiście aby to ocenić musieliby mieć porównanie czyli funkcjonować trochę w jednym modelu a trochę w drugim.


                      > > najprawdopodobniej uwarunkowaną specy
                      > > ficznymi czynnikami przykładowo problemem z wystarczającą ilością płodnyc
                      > > h mężczyzn.
                      >
                      > Najprawdopodobniej nie.

                      A co wg Ciebie sprawiło, że taka mała społeczność ma inny od reszty świata model?


                      > > > Pytanie, czy na naszym poziomie rozwoju cywilizacyjnego taki system
                      > bylby mozliwy?
                      >
                      > Wlasnie! To bardzo ciekawe pytanie. Nie tyle o poziom rozwoju cywilizacyjnego c
                      > hodzi, lecz o rozwiazania, do ktorych sie przyzwyczailismy. Ze mieszkamy w maly
                      > ch grupkach. Ze rodzice na starosc zostaja sami, bo dzieci sie wyprowadzaja. Ze
                      > sami chcemy mieszkac coraz czesciej pojedynczo. Ze mamy potezne stereotypy zwi
                      > azane z seksem, czy chcielibysmy z nich zrezygnowac?

                      Tu ponownie przywołam przykład modelu socjalistycznej wspólnoty - nigdzie nie zdał egzaminu. Nigdzie. Wszędzie dorośli ludzie chcą odpowiadać za swoje zachowanie a nie za zachowanie innych. Gdy dzieci dorastają też chcą decydować o sobie i stąd wychodzą z domów rodzinnych. U zwierząt podobnie: po uzyskaniu umiejętności samodzielnego zdobywania pokarmu potomek odchodzi.

                      > > Ludzie odeszli od niego czyli obecnie nie byłby.
                      >
                      > Tam nie odeszli.

                      W kontekście całego świata to tamto "Tam" nie istnieje, ot jedna z wielu anomalii.
            • urko70 Re: genialne 11.09.13, 13:15
              aiwom napisała:

              > > > > 4. Czemu to dziadkowe lub rodzeństwo mają wychowywać i utrzym
              > ywać dzieci jednej z kobiet?
              > > >
              > > > A czemu nie?
              > >
              > > To nie jest odpowiedź.
              >
              > Bo tak jest przyjete, bo tak chca, bo mieszkaja razem (jak kiedys u nas - ile t
              > o dzieci bylo wychowywancy przez dziadkow!), bo na starosc do dzieci te nimi si
              > e beda opiekowac.

              To co jest przyjęte wczoraj i dziś ulega jutro zmianom
              Skąd wiesz, że chcą?
              Pytając chodziło mi o motywację kobiety mającej troje swoich dzieci która pada na twarz zajmując się nimi i do tego ma się zajmować trójką dzieci siostry bo siostra z jakiś powodów tego nie robi.


              > > > Razem latwiej, czlowiek to podobno zwierze stadne.
              > >
              > > Równie dobrze mogą sąsiedzi bo razem latwiej.
              >
              > No nie fcalkiem ROWNIE dobrze. Sasiedzi nie mieszkaja razem z soba.

              Więc argument o "razem latwiej" upada.


              > > Najbardziej zaintersowanymi dobrem dzieci są rodzice tych dzieci.
              >
              > Nie! Jesli by tak bylo, to wykluczaloby to adopcje. a wiele ludzi wychowuje ado
              > ptowane dzieci. Poza tym wielu mezczyzn wychowuje nie swoje dzieci, bo o tym ni
              > e wie (w Wlk. Brytanii ten odsetek to ok. 20%). Rodzic biologiczny nie jest waz
              > ny, wazny jest rodzic/opiekun FAKTYCZNY.

              Owszem tak.
              Adopcje to inna bardzio złozona kwestia.
              Gdyby wiedzieli to wielu z nich nie zachowywało by się tak samo.


              > > Jeśli brat czy siostra danej kobiety będą wybierali pomiędzy jakimkolwiek
              > dobre
              > > m dla swoich dzieci lub dzieci swojej siostry to zgodnie z powiedzeniami
              > typu k
              > > oszula bliższa ciału wybiorą dobro swoich dzieci.
              >
              > Podobno jesli zapytasz jakakolwiek kobiete z tamtej spolecznosci ile ma dzieci,
              > to zawsze poda liczbe wszystkich dzieci - swoich i swoich siostr. Nie wiem czy
              > masz racje, to sie zmienia na pewno, jesli mieszka sie razem. Powstaja silne w
              > iezy, i niekoniecznie biologiczne rodzicielstwo jest w nich najwazniejsze. Ja t
              > o potrafie zrozumiec.

              Co jakiś czas sa emiotowane dokumenty o tego typu wspólnotach, głównie zyjących w USA. takich tzn innych niż nasz wzorzec rodziny, to glownie rodziny poligamiczne gdzie podobnie do tego co Ty opisujesz dzieci "są wspólne". Niemniej zawsze znajdują się w takich wspólnotach osoby nie godziące się na taką wspólnotę, osoby które chcą uciec z tych wspolnot bo są jednym z wielu trybików jakiejś maszyny.
              Praktycznie cały świat opiera się na "naszym" modelu bo mimo iż ma on wady to tylko on sie sprawdził i to nie na 40tysiącach ale na miliardach osób.

              A ile osób żyje wg "Twojego" modelu ? W skali świata praktycznie: NIKT.


              > > > Tak samo kobiete, moze ona przeciez zapraszac do swojego prywatnego
              > pokoj u roznych mezczyzn (przeczytaj wersje angielska w wikipedii).
              > >
              > > I rodzice oraz rodzeństwo tej dziewczyny ma wychowywać i utrzymywać dziec
              > i wszystkich kolejnych mężczyzn....?
              >
              > Tak! I oni tak wlasnie robia. Biologicznosc ojca jest NIEWAZNA! Jesli rodzina j
              > est plodna i staje sie za duza (powyzej 20 osob) to jedna z corek wyprowadza si
              > e i zaklada osobna rodzine. To jest podobno rzadkie. Najczesciej prawie wszyscy
              > mieszkaja w tym samym domu od urodzenia do smierci, i tylko z matka, rodzenstw
              > em matki, oraz dziecmi, ktorzy sa rodzeni przez ich siostry. Rodziny o niedobor
              > ze dzieci moga przyjac dziecko z innej, zbyt licznej rodziny. Czasem rodziny wy
              > mienaja sie dziecmi, jesli balans plci jest nierowny - gdy gdzies rodza sie sam
              > i chlopcy, a gdzies same dziewczyny. Genialne, genialne, genialne!

              Stawiasz duzo wykrzyników, powtarzasz słowa, w moim odczuciu emocjonalnie podchodzisz do tematu tym samym brak tu chłodnej realnej oceny tego modelu.

              Jeśli jedna z córek okazuje się nieodpowiedzialną i po prostu zachodzi w ciążę non stop to cała reszta rodziny musi ponosić konsekwencje jej nieodpowiedzialności, jedna z sióstr domawia sobie przyjemosci seksu bo wie ze nie moze sobie pozwolic na kolejne dziecko ale inna siostra rodzi co rok - to sie nie sprawdziło na świecie.

              Wymienianie się dziećmi... to juz kwestia dla właściwych specjalistów.

              Antropolodzy dowodzą , że łacząc się w pary ludzie podświadomie oceniają/dopierają się pod względem wlasnie biologicznych uwarunkowań (haslowo: piersi, biodra u kobiet, tężżyzna fizyczna u mezczyzn) a Ty lekko sobie stwierdzasz, ze biologia nie ma znaczenia.
              ROTFL


              > > > Ogormnym plusem takiego rozwiazania wydaje mi sie
              > > > to, ze ZYCIE SEKSUALNE DOROSLYCH NIE MA NEGATYWNEGO WPLYWU NA DZIEC
              > I, w przeciwienstwie do naszej kultury.
              > >
              > > U nas również nie ma, wystarczy tylko odrobinkę myśleć.
              >
              > Ale fakt jest taki, ze ludzie nie mysla! A w tamtej spolecznosci nie ma znaczen
              > ia, czy sie mysli, czy nie.

              To niech myślą, niech ponoszą konsekwencje swoich zachowań i uczą się.
              Powtórzę: zabierz dzieci rodzicom i daj na wychowanie robotom, nie będziesz miała ŻADNYCH negatywnych wpływów.
              Modelem z Seksmisji też się zachwyciłaś?


              > > > No jak to jaka? Wychowywanie odbywa sie naturalnie, wszyscy przecie
              > z mieszkaja razem.
              > >
              > > I motywacji (motywatorów) nie wskazałaś.
              >
              > Wg mnie wystarczajaca motywacja jest wspolne mieszkanie, fakt, ze to te dzieci
              > beda sie opiekunami opiekowac na starosc oraz tradycja.

              Wspólne mieszkanie to tylko fakt a nie motywator.
              Pokaż mi istotną grupę ludzie kierującą się w swoich zachowaniach tym co będzie za 20-30-40 lat.

              Skąd i jaką masz pewność, że oni tylko nie powtarzają pewnej tradycji a tak naprawdę to woleliby mieć wlasną rodzinę na nasz model?


              > > Zdaje egzamin ale w odniesieniu do rodziny ale NAJBLIŻSZEJ w znaczeniu dz
              > ieci-r
              > > odzice. Wujkowie, siostry to już troszke dalej.
              >
              > Nie! Tam zdaje doskonale egzamin z objeciem rodzenstwa i rodzenstwa matki.

              Co Ty z tymi wykrzyknikami.... nie da rady spokojnie bez pokrzykiwania?
              Może tam zdaje bo trzymają się mocno wpojonej tradycji ale w skali świata to nigdzie nei zdalo egzaminu.


              > > Nie jest genialne, większość ludzi na tej planecie również uważa inaczej
              > niż Ty.
              >
              > Ska wiesz jak uwaza wiekszosc ludzi? Robiles jakas ankiete? Mam wrazenie, ze ty
              > pierwszy raz o tym wszystkim slyszysz.

              Pokaż mi istotnie dużą społeczność funkcjonującą w komunie (poza rodziną w znaczeniu rodzice+dzieci).

              Naturalnym krokiem rozwoju człowieka i zwierząt jest, po uzyskaniu pewnego wieku, usamodzielnianie się i zakladanie wlasnych samodzielnych rodzin - i to się SPRAWDZILO i występuje niemal wszędzie. A to o czym Ty piszesz praktycznie nigdzie.
              Stąd twierdzę, że większość uważa inaczej.


              > > Inne (?) odnieść te 40tys plus te inne w stosunku do reszty świata.
              > > Większość to poli (?) nie pomyliły Ci się aby planety? :)
              >
              > Ale tez mozna powiedziec, ze Polacy sa niczym w odniesieniu do reszty swiata, s
              > tanowia tylko jakies 0,054% ludzkosci... Kropelka. Liczby nie maja tu znaczenia

              Nie sprowadzałem tematu tylko do Polaków.


              > > > > Mosuo: "nie mają jednak własnego pisma"
              > > > A jednak madrzejsi!!! My tez zreszta nia mamy wlasnego pisma - prze
              > jelismy lacinskie...
              > >
              > > Mądrzejści (?) od kogo (?) w czym(?)....
              >
              > Madrzejsi od reszty swiata w organizacji spoleczno-rodzinnej. Organizacja bez k
              > onfliktow i bez wiekszych problemow.

              I ta mądrość zapewnia im tak "istotną" populację? :D
              A co jeśli rodzice mają same córki, to kto będzie pracował i utrzymywał dzieci tych córek skoro on siedza w domu i zajmuja sie dziecmi?
              Czy aby ta spoleczność z tą kultura i zwyczajami aby sie nie kurczy
              • aiwom Re: genialne 12.09.13, 01:10
                urko70 napisał:

                > To co jest przyjęte wczoraj i dziś ulega jutro zmianom
                > Skąd wiesz, że chcą?
                > Pytając chodziło mi o motywację kobiety mającej troje swoich dzieci która pada
                > na twarz zajmując się nimi i do tego ma się zajmować trójką dzieci siostry bo s
                > iostra z jakiś powodów tego nie robi.

                Pewnie to jakos rozwiazuja. Dyskutuja moze. Poza ta jedna siostra sa jeszcze przeciez inne siostry, sa tez jej bracia oraz siostry i bracia matki. Tam przeciez we wspolnym domu mieszkaja: szefowa matka, jej siostry i bracia, wszystkie dzieci (obu plci) jej i jej siostr. Jest mnostwo doroslych, ktorzy moga zapewnic opieke.


                > Więc argument o "razem latwiej" upada.

                Jak to upada? Sasiedzi nie mieszkaja raqzem, a oni tam wszyscy mieszkaja razem. Upada twoje porownanie.

                > Owszem tak.
                > Adopcje to inna bardzio złozona kwestia.
                > Gdyby wiedzieli to wielu z nich nie zachowywało by się tak samo.

                Ale zachowuja sie jak sie zachowuja.

                > Co jakiś czas sa emiotowane dokumenty o tego typu wspólnotach, głównie zyjących
                > w USA. takich tzn innych niż nasz wzorzec rodziny, to glownie rodziny poligami
                > czne gdzie podobnie do tego co Ty opisujesz dzieci "są wspólne". Niemniej zawsz
                > e znajdują się w takich wspólnotach osoby nie godziące się na taką wspólnotę, o
                > soby które chcą uciec z tych wspolnot bo są jednym z wielu trybików jakiejś mas
                > zyny.

                U nas tez wszystko opiera sie na wspolnocie - dwojga obcych osob przeciwnej plci (rodzinie). Czy to najlepsze rozwiazanie? Nie wiem.

                > Praktycznie cały świat opiera się na "naszym" modelu bo mimo iż ma on wady to t
                > ylko on sie sprawdził i to nie na 40tysiącach ale na miliardach osób.

                Wiekszosc kultur jest poligamiczna. "Nasz" model jest mniejszosciowy.

                > A ile osób żyje wg "Twojego" modelu ? W skali świata praktycznie: NIKT.

                Liczba jest niewazna. Wazn, ze jest taka spolecznosc. Wg jakiego "mojego" modelu zreszta?

                > Stawiasz duzo wykrzyników, powtarzasz słowa, w moim odczuciu emocjonalnie podch
                > odzisz do tematu tym samym brak tu chłodnej realnej oceny tego modelu.

                Jakbys przeczytal zalinkowane teksty to bys nie wypytywal.

                > Jeśli jedna z córek okazuje się nieodpowiedzialną i po prostu zachodzi w ciążę
                > non stop to cała reszta rodziny musi ponosić konsekwencje jej nieodpowiedzialno
                > ści, jedna z sióstr domawia sobie przyjemosci seksu bo wie ze nie moze sobie po
                > zwolic na kolejne dziecko ale inna siostra rodzi co rok - to sie nie sprawdziło
                > na świecie.

                Nie wiem jak do tego podchodza. Nie wszyscy sa przeciez plodni. Rodziny ze zbyt duza liczba dzieci oddaja dziecko do adopcji rodzinom o zbyt malej liczbie dzieci. Ze zbyt licznej rodziny moze tez wyprowadzic sie kobieta i zalozyc osobna rodzine (podobno zdarza sie to rzadko).

                > Wymienianie się dziećmi... to juz kwestia dla właściwych specjalistów.

                Przeczytaj zalinkowane materialy.

                > Antropolodzy dowodzą , że łacząc się w pary ludzie podświadomie oceniają/dopier
                > ają się pod względem wlasnie biologicznych uwarunkowań (haslowo: piersi, biodra
                > u kobiet, tężżyzna fizyczna u mezczyzn) a Ty lekko sobie stwierdzasz, ze biolo
                > gia nie ma znaczenia.

                Przeciez tajm sie dobieraja w pary (na noc) - biorac pod uwage wylacznie wlasna dla siebie atrakcyjnosc.

                > To niech myślą, niech ponoszą konsekwencje swoich zachowań i uczą się.

                Ale ludzie nie beda myslec i nie beda chciec ponosic konsekwencji, nawet jesli powtorzysz to 1000 razy.

                > Powtórzę: zabierz dzieci rodzicom i daj na wychowanie robotom, nie będziesz mia
                > ła ŻADNYCH negatywnych wpływów.

                Bedzie bardzo duzo negatywnych wplywow.

                > Modelem z Seksmisji też się zachwyciłaś?

                A jako to?

                > Wspólne mieszkanie to tylko fakt a nie motywator.

                Moze do wychowywania nie jest potrzebna motywacja?

                > Pokaż mi istotną grupę ludzie kierującą się w swoich zachowaniach tym co będzie
                > za 20-30-40 lat.

                Ja i moja rodzina.

                > Skąd i jaką masz pewność, że oni tylko nie powtarzają pewnej tradycji a tak nap
                > rawdę to woleliby mieć wlasną rodzinę na nasz model?

                Nie wiem. Nie wiem tez co masz na mysli piszac "nasz model". Bo on np. moze byc z rozwodem lub nie. Jako konkubinat lub malzenstwo.

                > Co Ty z tymi wykrzyknikami.... nie da rady spokojnie bez pokrzykiwania?
                > Może tam zdaje bo trzymają się mocno wpojonej tradycji ale w skali świata to ni
                > gdzie nei zdalo egzaminu.

                Tam zdaje egzamin, to wystarcza.

                > Pokaż mi istotnie dużą społeczność funkcjonującą w komunie (poza rodziną w znac
                > zeniu rodzice+dzieci).

                Pytanie bylo - skad wiesz, co uwaza wiekszosc ludzi?

                > Naturalnym krokiem rozwoju człowieka i zwierząt jest, po uzyskaniu pewnego wiek
                > u, usamodzielnianie się i zakladanie wlasnych samodzielnych rodzin - i to się S
                > PRAWDZILO i występuje niemal wszędzie. A to o czym Ty piszesz praktycznie nigdz
                > ie.

                U kazdego gatunku zwierzat wyglada to inaczej. U ludzi tez nie jest tak samo.

                > Stąd twierdzę, że większość uważa inaczej.
                >
                >
                > > > Inne (?) odnieść te 40tys plus te inne w stosunku do reszty świata.
                > > > Większość to poli (?) nie pomyliły Ci się aby planety? :)
                &g

                Liczba nie ma znaczenia, i ona mnie nie interesuje. Interesuje mnie bardzo ciekawa struktura tamtego spoleczenstwa.
                • urko70 Re: genialne 12.09.13, 10:55
                  aiwom napisała:

                  > urko70 napisał:
                  >
                  > > To co jest przyjęte wczoraj i dziś ulega jutro zmianom
                  > > Skąd wiesz, że chcą?
                  > > Pytając chodziło mi o motywację kobiety mającej troje swoich dzieci która
                  > pada
                  > > na twarz zajmując się nimi i do tego ma się zajmować trójką dzieci siostr
                  > y bo s
                  > > iostra z jakiś powodów tego nie robi.
                  >
                  > Pewnie to jakos rozwiazuja. Dyskutuja moze. Poza ta jedna siostra sa jeszcze pr
                  > zeciez inne siostry, sa tez jej bracia oraz siostry i bracia matki. Tam przecie
                  > z we wspolnym domu mieszkaja: szefowa matka, jej siostry i bracia, wszystkie dz
                  > ieci (obu plci) jej i jej siostr. Jest mnostwo doroslych, ktorzy moga zapewnic
                  > opieke.

                  1. nie wskazałaś motywacji.
                  2. nie odpowiedzialaś na pytanie "skad wiesz, że chcą?"

                  "Pewnie... może" to tylko Twoje przypuszczenia i na swoich przypuszczeniach budujesz twarde ich oceny. Słabo.

                  > > Więc argument o "razem latwiej" upada.
                  >
                  > Jak to upada? Sasiedzi nie mieszkaja raqzem, a oni tam wszyscy mieszkaja razem.
                  > Upada twoje porownanie.

                  Upada ponieważ nie jest to nie jest uniwersalny argument. W naszej rzeczywistości również sprawdza się "razem łatwiej" ale nie w kontekście powszechnego zajmowania się nieswoimi dziećmi.

                  > Ale zachowuja sie jak sie zachowuja.

                  Bo większość z nich nie wie.

                  > > Co jakiś czas sa emiotowane dokumenty o tego typu wspólnotach, głównie zy
                  > jących
                  > > w USA. takich tzn innych niż nasz wzorzec rodziny, to glownie rodziny po
                  > ligami
                  > > czne gdzie podobnie do tego co Ty opisujesz dzieci "są wspólne". Niemniej
                  > zawsz
                  > > e znajdują się w takich wspólnotach osoby nie godziące się na taką wspóln
                  > otę, o
                  > > soby które chcą uciec z tych wspolnot bo są jednym z wielu trybików jakie
                  > jś mas
                  > > zyny.
                  >
                  > U nas tez wszystko opiera sie na wspolnocie - dwojga obcych osob przeciwnej plc
                  > i (rodzinie). Czy to najlepsze rozwiazanie? Nie wiem.

                  To mniejsza wspólnota, wspólnota wybranych przez siebie ludzi, a sióstr czy braci nie wybierasz.
                  Jest mądre powiedzenie: po owocach ich poznacie. Czyli poza wyjątkami, po skutkach danych zachowań, sytuacji etc można oceniać te sytuacje/zachowania/metody/modele. Nasz model rodziny jako "podstawowa komórka społeczna" jest elementem cywilizacji na znacznie wyższym poziomie niż tych "kilka" osób żyjących wg modelu o którym piszemy.


                  > > Praktycznie cały świat opiera się na "naszym" modelu bo mimo iż ma on wad
                  > y to t
                  > > ylko on sie sprawdził i to nie na 40tysiącach ale na miliardach osób.
                  >
                  > Wiekszosc kultur jest poligamiczna. "Nasz" model jest mniejszosciowy.

                  Może kultur plemiennych w "głebokim buszu" Afryki czy innej dżungli ale i tak ta poligamia tam chyba nie jest powszechna, a raczej sporadyczna
                  Najwięcej ludzi żyje w kulturze monogamii.

                  Europa, Ameryki większości Azji, Australii: jeden mężczyzna ma jedną żonę.

                  Niemniej tu chodziło mi o to, że tego typu wspólnoty narzucają pewien rygor, dyscyplinę, odbierają człowiekowi wolną wolę poprzez narzucenie dużej ilości obowiązków na które oni sami nie mają wpływu (zajmowanie się dziecmi na pojawienie się których wpływ na ktoś inny).


                  > > A ile osób żyje wg "Twojego" modelu ? W skali świata praktycznie: NIKT.
                  >
                  > Liczba jest niewazna. Wazn, ze jest taka spolecznosc. Wg jakiego "mojego" model
                  > u zreszta?

                  Nieprawda, liczbna jest bardzo wazna, można powiedzieć, że Twój model jest nierozwojowy, że gatunek ludzki wybrał inny model.
                  Pisząc "Twój" mam na myśli model jaki przedstawiłaś i jakim się zachwycasz - to taki skrót myślowy, jesli Ci to przeszkadza to oczywiście moge tak nie pisać.


                  > > Stawiasz duzo wykrzyników, powtarzasz słowa, w moim odczuciu emocjonalnie
                  > podch
                  > > odzisz do tematu tym samym brak tu chłodnej realnej oceny tego modelu.
                  >
                  > Jakbys przeczytal zalinkowane teksty to bys nie wypytywal.

                  To nie ma nic do Twoich wielokrotnych wykrzyników i powtarzających się "genialne, genialne, genialne" :)


                  > > Jeśli jedna z córek okazuje się nieodpowiedzialną i po prostu zachodzi w
                  > ciążę
                  > > non stop to cała reszta rodziny musi ponosić konsekwencje jej nieodpowied
                  > zialno
                  > > ści, jedna z sióstr domawia sobie przyjemosci seksu bo wie ze nie moze so
                  > bie po
                  > > zwolic na kolejne dziecko ale inna siostra rodzi co rok - to sie nie spra
                  > wdziło na świecie.
                  >
                  > Nie wiem jak do tego podchodza. Nie wszyscy sa przeciez plodni. Rodziny ze zbyt
                  > duza liczba dzieci oddaja dziecko do adopcji rodzinom o zbyt malej liczbie dzi
                  > eci. Ze zbyt licznej rodziny moze tez wyprowadzic sie kobieta i zalozyc osobna
                  > rodzine (podobno zdarza sie to rzadko).

                  "to się nie sprawdziło na świecie".


                  > > Wymienianie się dziećmi... to juz kwestia dla właściwych specjalistów.
                  >
                  > Przeczytaj zalinkowane materialy.

                  Ja dziś dam Ci tego blondynka bo mam za dużo chłopców, a za rok podrzucisz mi dwie dziewczynki. OK? Jeśli dla kogoś jest to genialne to o czym tu rozmawiać.... (?)


                  > > Antropolodzy dowodzą , że łacząc się w pary ludzie podświadomie oceniają/
                  > dopier
                  > > ają się pod względem wlasnie biologicznych uwarunkowań (haslowo: piersi,
                  > biodra
                  > > u kobiet, tężżyzna fizyczna u mezczyzn) a Ty lekko sobie stwierdzasz, ze
                  > biolo
                  > > gia nie ma znaczenia.
                  >
                  > Przeciez tajm sie dobieraja w pary (na noc) - biorac pod uwage wylacznie wlasna
                  > dla siebie atrakcyjnosc.

                  To Twoje słowa "Biologicznosc ojca jest NIEWAZNA!"


                  > > To niech myślą, niech ponoszą konsekwencje swoich zachowań i uczą się.
                  >
                  > Ale ludzie nie beda myslec i nie beda chciec ponosic konsekwencji, nawet jesli
                  > powtorzysz to 1000 razy.

                  Będą, oczywiście, że będą tylko nie w takiej kulturze jaką się zachwycasz.


                  > > Powtórzę: zabierz dzieci rodzicom i daj na wychowanie robotom, nie będzie
                  > sz miała ŻADNYCH negatywnych wpływów.
                  >
                  > Bedzie bardzo duzo negatywnych wplywow.

                  Odcięcie rodziców od dzieci uniemożliwi te wpływy.


                  > > Modelem z Seksmisji też się zachwyciłaś?
                  >
                  > A jako to?

                  Jaśniej proszę.


                  > > Wspólne mieszkanie to tylko fakt a nie motywator.
                  >
                  > Moze do wychowywania nie jest potrzebna motywacja?

                  Swoich dzieci i owszem nie jest, nieswoich jest.


                  > > Pokaż mi istotną grupę ludzie kierującą się w swoich zachowaniach tym co
                  > będzie
                  > > za 20-30-40 lat.
                  >
                  > Ja i moja rodzina.

                  Chodzi o istotną LICZBOWO w makro skali.


                  > > Skąd i jaką masz pewność, że oni tylko nie powtarzają pewnej tradycji a t
                  > ak nap
                  > > rawdę to woleliby mieć wlasną rodzinę na nasz model?
                  >
                  > Nie wiem.

                  Dziękuję.


                  > Nie wiem tez co masz na mysli piszac "nasz model".

                  Model w którym ma się wpływ na swoje życie, czyli zajmujesz się tyloma dziecmi na ile się zdecydowałaś, i zależy to od Ciebie a nie innych ludzi.

                  > Bo on np. moze byc z rozwodem lub nie. Jako konkubinat lub malzenstwo.

                  Na to każdy z nas ma wpływ.

                  Nasz model to model w którym każdy z nas ma wpływ na swoje zycie, chcesz mieć dużo wolnego czasu, nie chcesz mieć i zajmować się dziećmi - prosze bardzo, nie rodzisz i nie masz obowiązku. Tam masz.

                  > > Co Ty z tymi wykrzyknikami.... nie da rady spokojnie bez pokrzykiwania?
                  > > Może tam zdaje bo trzymają się mocno wpojonej tradycji ale w skali świata
                  > to ni
                  > > gdzie nei zdalo egzaminu.
                  >
                  > Tam zdaje egzamin, to wystarcza.

                  Jak zmienia się ich populacja (?) rośnie, bz, maleje?

                  • aiwom monogamia w kulturze zach. juz nie istnieje 17.09.13, 22:31
                    urko70 napisał:

                    > aiwom napisała:
                    >

                    > 1. nie wskazałaś motywacji.

                    Do wychowywania dzieci nie trzeba motywacji. Nie ma wiec czego wskazywac.

                    > 2. nie odpowiedzialaś na pytanie "skad wiesz, że chcą?"

                    Ze co chca?

                    > Upada ponieważ nie jest to nie jest uniwersalny argument. W naszej rzeczywistoś
                    > ci również sprawdza się "razem łatwiej" ale nie w kontekście powszechnego zajmo
                    > wania się nieswoimi dziećmi.

                    Oni te dzieci uwazaja za swoje. Przeczytaj zalinkowane materialy, zamiast ciagle wypisywac pierdoly. Kobieta zapytana o to ile ma dzieci zawsze podaje wspolna liczbe dzieci swoich i swoich siostr.

                    > To mniejsza wspólnota, wspólnota wybranych przez siebie ludzi, a sióstr czy bra
                    > ci nie wybierasz.

                    To jakis argument. Ale - siostry i braci znasz od podszewki, to ogromy plus. Z tym wyborem nie zawsze jest tak rozowo - naciski rodziny, kwestie pieniedzy, "bo czas nagli", wpadka. W naszej kulturze np. wpadka (zajscie dziewczyny w ciaze), a nie swiadomy wybor, najczesciej decyduja o malzentwie. Mam mnostwo przykladow z zycia wsrod moich znajomych i rodziny.

                    > Nasz model rodziny jako "podstawowa komórka społeczna" jest elementem cy
                    > wilizacji na znacznie wyższym poziomie niż tych "kilka" osób żyjących wg modelu
                    > o którym piszemy.

                    No wlasnie jest zupelnie odwrotnie. W "naszym" (tak naprawde semickim) modelu produkuje sie sieroty, nieszczesliwe malzenstwa, konflikty, zly wplyw konfliktow doroslych na dzieci, pietnowanie samotnych matek, stres poszukiwania partnera "do zycia". Ich model jest o wiele bardziej przyjazny czlowiekowi.

                    > Może kultur plemiennych w "głebokim buszu" Afryki

                    Wszystkich kultur razem wzietych. Chiny sa tradycyjnie poligamiczne, a to juz masz prawie polowe ludnosci. Europa przed inwazja relgii semickich byla poligamiczna. Wszystkie kraje muzulmanskie. Monogamia zreszta i w naszej kulturze juz nie istnieje - bo zalegalizowano rozwody, czyli oficjalnie i legalnie mozne miec w ciagu zycia wielu partnerow seksualnych (poligamia rozlozona w czasie), kiedys to bylo niemozliwe.
                    Moze pozostaly tylko Indie, tam przeciez palono wdowe na stosie po smierci meza jeszcze w 19 wieku.

                    > Najwięcej ludzi żyje w kulturze monogamii.
                    > Europa, Ameryki większości Azji, Australii: jeden mężczyzna ma jedną żonę.

                    Moze miec w ciagu zycia wiecej zon, a kobieta mezow, bo wolno sie rozwiesc. To nie jest monogamia.

                    > Nieprawda, liczbna jest bardzo wazna, można powiedzieć, że Twój model jest nier
                    > ozwojowy, że gatunek ludzki wybrał inny model.

                    Ale nasza cywilizacje idzie w strone tamtego modelu. Ludzie nie chca byc monogamiczni. Nie chca tez brac slubu, coraz wiecej ludzi zyja w konkubinatach, rowniez w Polsce.

                    > Pisząc "Twój" mam na myśli model jaki przedstawiłaś i jakim się zachwycasz - to
                    > taki skrót myślowy, jesli Ci to przeszkadza to oczywiście moge tak nie pisać.

                    Nie, ten model jest FANTASTYCZNY. Kocham to spoleczenstwo! : ) Ale ktos tu napisal wczesniej, ze to zadna sensacja, ze to po prostu przetrwaly matriarchat, do ktorego wlasnie teraz poprzez feminizm i rownouprawnienie kobiet wracamy.

                    > To nie ma nic do Twoich wielokrotnych wykrzyników i powtarzających się "genialn
                    > e, genialne, genialne" :)

                    Te wykrzykniki biora sie z mojej fascynacji ta wspaniala kultura!!! : )
                    !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

                    > "to się nie sprawdziło na świecie".

                    Ale tam sie doskonale sprawdza. U nas raczej nie sprawdzily sie domy dziecka, tam czegos takiego nie ma, bo jest niepotrzebne.

                    > > > Wymienianie się dziećmi... to juz kwestia dla właściwych specjalist
                    > ów.

                    Mnie to nie dziwi, ani nie razi. Oczywiscie to musza byc male dzieci, noworodki, czy niemowleta.

                    > Ja dziś dam Ci tego blondynka bo mam za dużo chłopców, a za rok podrzucisz mi d
                    > wie dziewczynki. OK? Jeśli dla kogoś jest to genialne to o czym tu rozmawiać...
                    > . (?)

                    Widze, ze nie zrozumiales, przeczytaj zalinkowane materialy.

                    > > > Antropolodzy dowodzą , że łacząc się w pary ludzie podświadomie oce
                    > niają/
                    > > dopier
                    > > > ają się pod względem wlasnie biologicznych uwarunkowań (haslowo: pi
                    > ersi,
                    > > biodra
                    > > > u kobiet, tężżyzna fizyczna u mezczyzn) a Ty lekko sobie stwierdzas
                    > z, ze
                    > > biolo
                    > > > gia nie ma znaczenia.

                    Tam sie przeciez tez lacza w pary - bardzo rzadko sie zdarza, by kobiete w nocy odwiedzalo dwoch mezczyzn jednoczesnie, chociaz podobno jest to mozliwe i nie jest oceniane.

                    > To Twoje słowa "Biologicznosc ojca jest NIEWAZNA!"

                    No, jest niewazna. Przeciez nawet ty nie wiesz, czy wychowujesz swoje biologiczne dzieci (o ile nie robiles badan genetycznych).

                    > > > Powtórzę: zabierz dzieci rodzicom i daj na wychowanie robotom, nie
                    > będzie
                    > > sz miała ŻADNYCH negatywnych wpływów.

                    Ale ja nie chce zabierac dzieci ludziom!

                    > Odcięcie rodziców od dzieci uniemożliwi te wpływy.

                    Nie widzisz negatywnych wplywow wychowywania dziecka przez robota?

                    > > > Modelem z Seksmisji też się zachwyciłaś?
                    > >
                    > > A jako to?
                    >
                    > Jaśniej proszę.

                    Co to jest "model z Seksmisji"?

                    > Swoich dzieci i owszem nie jest, nieswoich jest.

                    Ale oni uwazaja wszyskie dzieci w swojej rodzinie za swoje. Nie potrzebuja wiec motywacji.

                    > Chodzi o istotną LICZBOWO w makro skali.

                    Wszyscy rozsadni. Nie jest ich wcale tak malo.
                    • misiu-1 Re: monogamia w kulturze zach. juz nie istnieje 18.09.13, 07:38
                      aiwom napisała:

                      > Oni te dzieci uwazaja za swoje. Przeczytaj zalinkowane materialy, zamiast ciagl
                      > e wypisywac pierdoly. Kobieta zapytana o to ile ma dzieci zawsze podaje wspolna
                      > liczbe dzieci swoich i swoich siostr.

                      Wy, lewacy, w ogóle wszystkie dzieci uważacie za swoje. Zresztą nie tylko dzieci. Najchętniej obrabowalibyście ludzi ze wszystkiego, co mają. Taka to już wasza podła i wszawa natura.

                      > No wlasnie jest zupelnie odwrotnie. W "naszym" (tak naprawde semickim) modelu
                      > produkuje sie sieroty, nieszczesliwe malzenstwa, konflikty, zly wplyw konfliktow
                      > doroslych na dzieci, pietnowanie samotnych matek, stres poszukiwania partnera
                      > "do zycia". Ich model jest o wiele bardziej przyjazny czlowiekowi.

                      My produkujemy sieroty? U nas większość dzieci ma normalne rodziny. Tam są same sieroty.

                      > Ale nasza cywilizacje idzie w strone tamtego modelu. Ludzie nie chca byc monogamiczni.
                      > Nie chca tez brac slubu, coraz wiecej ludzi zyja w konkubinatach, rowniez w Polsce.

                      Nie. Nasza cywilizacja nie idzie w stronę tamtego modelu. To wy, lewackie szumowiny, próbujecie ją w to szambo spychać. Ale kiedyś, za wszystkie wasze zbrodnie i świństwa zawiśniecie na szubienicach i wasza antycywilizacyjna krucjata się skończy.

                      > Nie, ten model jest FANTASTYCZNY. Kocham to spoleczenstwo! : )

                      To zbieraj dupę w troki i wyp***laj do tego modelu, skoro go tak kochasz. I najlepiej od razu zabierz ze sobą resztę towarzyszy.
                • urko70 Re: genialne 12.09.13, 11:08
                  aiwom napisała:

                  > > Pokaż mi istotnie dużą społeczność funkcjonującą w komunie (poza rodziną
                  > w znaczeniu rodzice+dzieci).
                  >
                  > Pytanie bylo - skad wiesz, co uwaza wiekszosc ludzi?

                  Ale odpowiedzi nie było.

                  > > Naturalnym krokiem rozwoju człowieka i zwierząt jest, po uzyskaniu pewneg
                  > o wiek
                  > > u, usamodzielnianie się i zakladanie wlasnych samodzielnych rodzin - i to
                  > się S
                  > > PRAWDZILO i występuje niemal wszędzie. A to o czym Ty piszesz praktycznie
                  > nigdz
                  > > ie.
                  >
                  > U kazdego gatunku zwierzat wyglada to inaczej. U ludzi tez nie jest tak samo.

                  Zawsze chętnie dowiem się czegoś nowego, podpowiedz proszę:
                  1. ile jest gatunków w których młode zamiast załozyć własne rodziny to zostają z rodzicami? 2. Jaki mniej więcej procent ludzi na swiecie wychowuje swoje dzieci wspolnie z rodzienstwem i rodzicami nie zakladając swojej rodziny?


                  > > > > Inne (?) odnieść te 40tys plus te inne w stosunku do reszty ś
                  > wiata.
                  > > > > Większość to poli (?) nie pomyliły Ci się aby planety? :)
                  > &g
                  >
                  > Liczba nie ma znaczenia, i ona mnie nie interesuje.

                  Jeśli twierdzisz, że większość to poligamiczna to liczba ma znaczenie.


                  > Interesuje mnie bardzo ciekawa struktura tamtego spoleczenstwa.

                  To, że coś nas interesuje NIJAK nie swiadczy o tym, że:
                  "wiekszosc cywilizacji i spolecznosci wybiera poligamie".

                  Każda inność jest ciekawa i to zrozumiałe ale nie znaczy to, że to jest potrzykroć genialne.
                  • aiwom Re: genialne 17.09.13, 22:39
                    urko70 napisał:

                    > aiwom napisała:
                    >
                    > > > Pokaż mi istotnie dużą społeczność funkcjonującą w komunie (poza ro
                    > dziną
                    > > w znaczeniu rodzice+dzieci).
                    > >
                    > > Pytanie bylo - skad wiesz, co uwaza wiekszosc ludzi?
                    >
                    > Ale odpowiedzi nie było.

                    Nie bylo, bo jej nie udzieliles. Pytanie brzmialo: "skad wiesz, co uwaza wiekszosc ludzi?" Odpowiedzi nie udzieliles.

                    > Zawsze chętnie dowiem się czegoś nowego, podpowiedz proszę:
                    > 1. ile jest gatunków w których młode zamiast załozyć własne rodziny to zostają
                    > z rodzicami?

                    Jest mnostwo gatunkow stadnych. Chyba wszystkie na sawannie - antylopy, zyrafy, u nas wilki, ktore zyja w watahach. Foki - na okres godowy zbieraja sie w ogromne stada.

                    2. Jaki mniej więcej procent ludzi na swiecie wychowuje swoje dzie
                    > ci wspolnie z rodzienstwem i rodzicami nie zakladając swojej rodziny?

                    Nie wiem. Pewnie wszytkie kultury martriarchalne, czyli kiedys 100%.

                    > To, że coś nas interesuje NIJAK nie swiadczy o tym, że:
                    > "wiekszosc cywilizacji i spolecznosci wybiera poligamie".

                    To akurat fakt. Ludzie nie chca byc monogamiczni.

                    > Każda inność jest ciekawa i to zrozumiałe ale nie znaczy to, że to jest potrzyk
                    > roć genialne.

                    Akurat ta innosc jest fantastyczna, a ich rozwiazania spoleczne sa genialne.
            • urko70 Re: genialne 11.09.13, 13:18
              aiwom napisała:

              > > zaraz znikną z powierzchni ziemi i tyl
              > > e z nich zostanie - ich geny / sposób życia / wartości znikną.
              >
              > Ich wartosci sa przyjmowane przez swiat zachodni bezwiednie. Od monogamii przes
              > zlo sie przeciez u nas do poligamii seryjnej - rozwody sa przeciez legalne (kie
              > dys byly owszem niemozliwe).

              Wskazaż proszę źródło pojęcia "poligamia seryjna"?

              Miliardy ludzi przujmują wartości od małej nieznanej sobie grupki ludzi? Jest to niemożliwe.
              • aiwom Re: genialne 12.09.13, 01:14
                urko70 napisał:

                > Wskazaż proszę źródło pojęcia "poligamia seryjna"?

                Ales ty leniwy! Prosze:
                "Niektórzy badacze sądzą, iż w cywilizacji zachodniej występuje poligamia "rozłożona w czasie" (tzw. monogamia seryjna). Przykładowo 50% małżeństw w Stanach Zjednoczonych się rozwodzi, a byli partnerzy znajdują sobie nowych[9]"
                pl.wikipedia.org/wiki/Poligamia
                > Miliardy ludzi przujmują wartości od małej nieznanej sobie grupki ludzi? Jest t
                > o niemożliwe.

                Te miliardy ludzi maja rozne wartosci, niekoniecznie takie jak ty.
                • urko70 Re: genialne 12.09.13, 08:28
                  aiwom napisała:

                  > urko70 napisał:
                  >
                  > > Wskazaż proszę źródło pojęcia "poligamia seryjna"?
                  >
                  > Ales ty leniwy! Prosze:
                  > "Niektórzy badacze sądzą, iż w cywilizacji zachodniej występuje poligamia "rozł
                  > ożona w czasie" (tzw. monogamia seryjna). Przykładowo 50% małżeństw w Stanach Z
                  > jednoczonych się rozwodzi, a byli partnerzy znajdują sobie nowych[9]"
                  > pl.wikipedia.org/wiki/Poligamia

                  Po pierwsze tu nie ma mowy o "poligamii seryjnej".
                  Po drugie, to że "Niektórzy badacze sądzą" nie definiuje danego pojęcia.

                  W kontekście powyższego: próbowałaś obalić moje argumenty wymyślonym pojęciem.


                  > > Miliardy ludzi przujmują wartości od małej nieznanej sobie grupki ludzi?
                  > Jest to niemożliwe.
                  >
                  > Te miliardy ludzi maja rozne wartosci, niekoniecznie takie jak ty.

                  Nie o tym napisałem powyżej.
                  • aiwom Prawdziwa monogamia - wprowadzic w Polsce 17.09.13, 20:47
                    urko70 napisał:

                    > aiwom napisała:
                    >
                    > > urko70 napisał:
                    > >
                    > > > Wskazaż proszę źródło pojęcia "poligamia seryjna"?
                    > >
                    > > Ales ty leniwy! Prosze:
                    > > "Niektórzy badacze sądzą, iż w cywilizacji zachodniej występuje poligamia
                    > "rozł
                    > > ożona w czasie" (tzw. monogamia seryjna). Przykładowo 50% małżeństw w Sta
                    > nach Z
                    > > jednoczonych się rozwodzi, a byli partnerzy znajdują sobie nowych[9]"
                    > > pl.wikipedia.org/wiki/Poligamia
                    >
                    > Po pierwsze tu nie ma mowy o "poligamii seryjnej".
                    > Po drugie, to że "Niektórzy badacze sądzą" nie definiuje danego pojęcia.

                    Nie zmienia to faktu, ze zawarcie malzenstwa, wziecie rozwodu i zrobienie tak np. kolejno 4 razy, to legalne wspolzycie z 4 patnerkami / partnerami. Z monogamia ma to malo wspolnego. Jest to wlasnie poligamia rozlozona w czasie, a monogamia jest tu tylko okresowa. Jest to calkowicie legalne w Polsce i innych krajach tzw. kregu kultury zachodniej.

                    Prawdziwa monogamia to byla w Indiach - dziewczyna wydana za maz przez swoja rodzine jeszcze przed pierwsza menstruacja (malzonek slubowal zreszta dostarczac rozkosz milosna), a po smierci meza wdowe palono na stosie. Moze by takie cos wprowadzic w Polsce? :) Za zdrade - najlepiej kara smierci przez wbicie na pal.
    • wodnapani Re: Malzenstwo chodzone 11.09.13, 10:07
      Jest to na pewno życzliwsze w stosunku do kobiet i dzieci, niż polskie częste wywalanie z domu "panny w ciąży", albo zmuszanie takiej do ślubu i wiązania się z ojcem dziecka, który niekoniecznie na męża się nadaje.
      • misiu-1 Re: Malzenstwo chodzone 11.09.13, 10:20
        A jeszcze bardziej życzliwe niż kamienowanie takiej kobiety, praktykowane w judaizmie i islamie. Należy tylko odpowiedzieć sobie na pytanie - czy powinniśmy traktować życzliwie osoby naruszające zasady moralne? Odpowiedź będzie uzależniona od tego, czy będzie nam zależeć na utrzymaniu tych zasad, czy na ich destrukcji. Lewackim szubrawcom zależy na destrukcji, więc są życzliwi wobec osób niemoralnych. Zresztą nie tylko w tym przypadku. Życzliwi są także w stosunku do najgorszych zbrodniarzy (pewnie też ze względu na osobisty interes i instynkt samozachowawczy).
        • massaranduba Re: Malzenstwo chodzone 11.09.13, 11:10
          misiu-1 napisał:

          > Należy tylko odpowiedzieć sobie na pytanie - czy powinniśmy t
          > raktować życzliwie osoby naruszające zasady moralne?

          Nie podniecaj sie tak ta swoja moralnoscia, bo akurat monogamia nie z moralnosci wynika, ale z czystej ekonomii. Nie jest zadna tajemnica, ze zaden chlop cudzych bachorow nie chcial i nie chce wychowywac, wiec jesli tylko mezczyzni mogli pozwolic sobie na wladze nad kobietami, to od razu ustalali podwojny standard, czyli on mogl sobie zamoczyc na lewo i prawo, a zona miala byc wierna.
          Tak wiec nie zadna moralnosc, tylko prawo dziedziczenia, koncentracja kapitalu i prawo wlasnosci. A wiec ekonomia raczej.
          Edorfinowe zauroczenie nazywane potocznie miloscia moze szybko sie skonczyc, jesli kolejna kobieta, ktora poznasz erotycznie lepiej cie zakreci. Stad juz tylko krok od wysnucia wniosku, ze te druga "kochasz bardziej", a wtedy moze odechciec ci sie inwestowac swoj czas i pieniadze w te pierwsza i wasze wspolne potomstwo. Dlatego lepiej jest powiazac seksualna obyczajowosc z moralnoscia. Bezlad plciowy nie ma zastosowania, bo dzieci musielibysmy oddawac do przytulkow, gdyz ich rodzice zajeci byliby raczej bzykaniem nowych obiektow seksualnych na endorfinowym haju, niz troska o swoje potomstwo.
          • misiu-1 Re: Malzenstwo chodzone 11.09.13, 11:39
            Twoje lewicowe opinie na temat moralności niespecjalnie trafiają mi do przekonania. Jeśli wolisz to tłumaczyć ekonomią - twoja sprawa. Tym niemniej konkluzje jakby zbieżne, nieprawdaż?
            • massaranduba Re: Malzenstwo chodzone 11.09.13, 11:48
              misiu-1 napisał:

              > Twoje lewicowe opinie na temat moralności niespecjalnie trafiają mi do przekona
              > nia. Jeśli wolisz to tłumaczyć ekonomią - twoja sprawa. Tym niemniej konkluzje
              > jakby zbieżne, nieprawdaż?

              Ano zbiezne :-) Niemniej jednak, w przeciwienstwie do Ciebie, wole nie przedkladac prostych, ckliwych przypowiesci o moralnosci, ponad zlozonosc swiata obiektywnego. I nie obrazam sie na rzeczywistosc, jesli nie jest ladna ;-)
              • misiu-1 Re: Malzenstwo chodzone 11.09.13, 12:26
                Ja się nie obrażam na nieładną rzeczywistość, tylko surowo oceniam tych, którzy za tym nieładem stoją.
        • wodnapani Re: Malzenstwo chodzone 11.09.13, 11:32
          Moralność to pojęcie względne i subiektywne w zależności od danej kultury i obyczajowości.
          Weganie i wegetarianie np. uważają za niemoralne zjadanie zwierząt.
          • misiu-1 Re: Malzenstwo chodzone 11.09.13, 11:46
            wodnapani napisała:

            > Moralność to pojęcie względne i subiektywne w zależności od danej kultury i
            > obyczajowości.

            Niewątpliwie. Ale mamy świetny miernik takiej "subiektywnej" moralności - "po owocach ich poznacie". Dzięki niemu możemy ocenić moralność wypływającą z lewicowej kultury i obyczajowości, a objawiającą się ludobójstwem i totalitaryzmem.

            > Weganie i wegetarianie np. uważają za niemoralne zjadanie zwierząt.

            Fałszywe przesłanki - fałszywa moralność.
            • wodnapani Re: Malzenstwo chodzone 11.09.13, 11:58
              A kim Ty jesteś, że to tak autorytatywnie określasz?
              I co ma do tego lewica i totalitaryzm?
              Skąd przekonanie, że wege posługują się fałszywymi przesłankami?
              • misiu-1 Re: Malzenstwo chodzone 11.09.13, 12:34
                wodnapani napisała:

                > A kim Ty jesteś, że to tak autorytatywnie określasz?

                A kim ja potrzebuję być?

                > I co ma do tego lewica i totalitaryzm?

                To ma do tego, że autor wątku, stręczący opisane w pierwszym poście koorestwo, jest lewackim oszołomem, aktywnie zwalczającym normy europejskiej kultury.

                > Skąd przekonanie, że wege posługują się fałszywymi przesłankami?

                Ze znajomości przesłanek.
                • wodnapani Re: Malzenstwo chodzone 11.09.13, 12:41
                  misiu-1 napisał:

                  > wodnapani napisała:
                  >
                  > > A kim Ty jesteś, że to tak autorytatywnie określasz?
                  >
                  > A kim ja potrzebuję być?

                  Jeśli ktoś feruje wyroki, powinien mieć albo uprawnienia, albo inne obiektywne przesłanki na dowód, że może takie wyroki ferować. Inaczej to zwykły szelest liści na wietrze.

                  >
                  > > I co ma do tego lewica i totalitaryzm?
                  >
                  > To ma do tego, że autor wątku, stręczący opisane w pierwszym poście koorestwo,
                  > jest lewackim oszołomem, aktywnie zwalczającym normy europejskiej kultury.
                  >
                  Ja tam się nie poczułam stręczona. Dowiedziałam sie czegoś ciekawego z dziedziny antropologii, przyjęłam informację do wiadomości i nadal żyję po swojemu :) A Ty się obawiasz, że założenie takiego wątku może coś realnie zdziałać w świecie? Chyba demonizujesz :)

                  > > Skąd przekonanie, że wege posługują się fałszywymi przesłankami?
                  >
                  > Ze znajomości przesłanek.
                  >
                  Czy aby na pewno? Znasz przykazanie: "Nie zabijaj"?
                  • misiu-1 Re: Malzenstwo chodzone 11.09.13, 12:56
                    wodnapani napisała:

                    > Jeśli ktoś feruje wyroki, powinien mieć albo uprawnienia, albo inne obiektywne
                    > przesłanki na dowód, że może takie wyroki ferować. Inaczej to zwykły szelest liści na
                    > wietrze.

                    Wobec tego pokaż swoje uprawnienia do ferowania wyroków w sprawie moich wypowiedzi. Gdzież one są? Bo inaczej to zwykły szelest na wietrze.

                    > Ja tam się nie poczułam stręczona.

                    A ja też i nie zauważyłem, żeby to ciebie stręczono.

                    > Czy aby na pewno? Znasz przykazanie: "Nie zabijaj"?

                    Na pewno. Przykazanie "Nie zabijaj" znam chyba lepiej niż ty, ponieważ, w odróżnieniu od ciebie, wiem, czego dotyczy.
                    • wodnapani Re: Malzenstwo chodzone 11.09.13, 13:19
                      Aha, czyli przyjmujemy typowo forumową taktykę odbijanej piłeczki? Dziękuję, nie wchodzę w to, szkoda czasu :)
                      • misiu-1 Re: Malzenstwo chodzone 11.09.13, 13:34
                        Nie posyłaj piłeczek, nie będę odbijał. Nie żądaj papierów uwierzytelniających jeśli sama ani podobnych nie posiadasz, ani upoważnienia do ich żądania. A jeśli nie masz także argumentów, to faktycznie, szkoda twojego czasu.
                        • wodnapani Re: Malzenstwo chodzone 11.09.13, 13:48
                          Nie posyłałam piłeczek. Wypowiedziałam się w wątku, każdy ma do tego prawo. Ty zacząłeś ze mną dyskutować i prezentować swoją "jedyną słuszną" wizję świata. A świat nie jest czarno-biały.
                          A uprawnienia do ferowania wyroków mam podobne jak Twoje :) jednak nie wypowiadam się w kwestiach ostatecznych, Tobie najwyraźniej brak pokory i typowa samcza potrzeba udowadniania wszystkim naokoło, że masz rację, nie dają spokoju i nawet na temat moralności śmiesz się wypowiadać.
                          • misiu-1 Re: Malzenstwo chodzone 11.09.13, 14:24
                            wodnapani napisała:

                            > Nie posyłałam piłeczek.

                            W takim razie zarzut ich odbijania jest fałszywy. Nie można odbić czegoś, czego nie ma.

                            > Wypowiedziałam się w wątku, każdy ma do tego prawo.

                            Więc ja także?

                            > zacząłeś ze mną dyskutować i prezentować swoją "jedyną słuszną" wizję świata.

                            Wypowiedziałem się w wątku, każdy ma do tego prawo.

                            > A świat nie jest czarno-biały.

                            Co z tego? Z tego, że świat nie jest czarno-biały nie wynika wcale, że akurat tych kolorów w nim brakuje.

                            > A uprawnienia do ferowania wyroków mam podobne jak Twoje :) jednak nie
                            > wypowiadam się w kwestiach ostatecznych, Tobie najwyraźniej brak pokory i typowa
                            > samcza potrzeba udowadniania wszystkim naokoło, że masz rację, nie dają spokoju i
                            > nawet na temat moralności śmiesz się wypowiadać.

                            Jeśli uważasz, że nie mam racji, to proszę o argumenty. Jeśli ich nie masz, to daruj sobie ten bełkot, który tu śmiesz serwować.
                            • wodnapani Re: Malzenstwo chodzone 11.09.13, 22:59
                              misiu-1 napisał:

                              > wodnapani napisała:
                              >
                              > > Nie posyłałam piłeczek.
                              >
                              > W takim razie zarzut ich odbijania jest fałszywy. Nie można odbić czegoś, czego
                              > nie ma.

                              Pseudomanipulacja słowna.
                              >
                              >
                              > Więc ja także?

                              Ty się wypowiedziałeś wyżej, a ze mną pseudo-dyskutować nie musiałeś.
                              >
                              > > A świat nie jest czarno-biały.
                              >
                              > Co z tego? Z tego, że świat nie jest czarno-biały nie wynika wcale, że akurat t
                              > ych kolorów w nim brakuje.

                              Pseudomanipulacja słowna.

                              >
                              >
                              > Jeśli uważasz, że nie mam racji, to proszę o argumenty. Jeśli ich nie masz, to
                              > daruj sobie ten bełkot, który tu śmiesz serwować.
                              >

                              Chamstwo i brak polotu, zwroty kopiowane ode mnie.
                              Sygnaturka świadczy o Tobie również.
                              • misiu-1 Re: Malzenstwo chodzone 11.09.13, 23:20
                                wodnapani napisała:

                                > Pseudomanipulacja słowna.

                                Nie. Zwyczajna logika.

                                > Ty się wypowiedziałeś wyżej, a ze mną pseudo-dyskutować nie musiałeś.

                                Robię nie tylko to, co muszę.

                                > Pseudomanipulacja słowna.

                                Nie. Stwierdzenie faktu.

                                > Chamstwo i brak polotu, zwroty kopiowane ode mnie.

                                Chamstwo leży głownie po twojej stronie, bo zamiast dyskutować merytorycznie, zajęłaś się osobą rozmówcy.

                                > Sygnaturka świadczy o Tobie również.

                                Zapewne. Myślę, że sprzeciw wobec michniczej złej woli, manipulacji, kłamstwa i oszustwa intelektualnego może tylko dobrze świadczyć o sprzeciwiającym się.
                                • wodnapani Re: Malzenstwo chodzone 12.09.13, 00:36
                                  misiu-1 napisał:

                                  >
                                  >
                                  > Robię nie tylko to, co muszę.

                                  Co za poświęcenie :P

                                  >
                                  > Chamstwo leży głownie po twojej stronie, bo zamiast dyskutować merytorycznie, z
                                  > ajęłaś się osobą rozmówcy.

                                  Nie pochlebiaj sobie. Twoja osoba równo mi lata, zapytałam jedynie, kto/co Cię upoważnia do określania, co jest moralne, a Ty odbijałeś piłeczkę, bo nic lepszego nie przyszło Ci do głowy, a odpowiedzieć na pytanie nie umiesz.
                                  Oceniasz inną kulturę i obyczajowość jako niemoralną, zapominając, że przecież nie rządzi się ona judeo-chrześcijańskim kodeksem praw. Podobnie uważasz o weganach - ich przesłanki określasz jako fałszywe. Powtarzam, ferujesz nieuzasadnione niczym wyroki i dziwisz się, że to wywołuje słuszne oburzenie. Przykre to, świadczy o ograniczonym umyśle. Nie da się w ten sposób porozumieć z ludźmi, nie da się być obywatelem świata.
                                  >
                                  • misiu-1 Re: Malzenstwo chodzone 12.09.13, 07:05
                                    wodnapani napisała:

                                    > Nie pochlebiaj sobie. Twoja osoba równo mi lata, zapytałam jedynie, kto/co Cię
                                    > upoważnia do określania, co jest moralne

                                    Nie. Spytałaś, kim jestem, że formułuję oceny moralne. Ale nie umiałaś odpowiedzieć na pytanie, kim powinienem być, żeby było dobrze.

                                    > a Ty odbijałeś piłeczkę, bo nic lepszego nie przyszło Ci do głowy, a odpowiedzieć na pytanie
                                    > nie umiesz.

                                    Bo na to pytanie odpowiedź jest najzupełniej zbędna. Bo do formułowania ocen moralnych nie jest potrzebne żadne upoważnienie. Kto miałby go udzielać? Ty?

                                    > Oceniasz inną kulturę i obyczajowość jako niemoralną, zapominając, że przecież
                                    > nie rządzi się ona judeo-chrześcijańskim kodeksem praw.

                                    To nie ma znaczenia. Gdyby składali ofiary całopalne ze swoich dzieci nie miałabyś żadnych wątpliwości, że to niemoralne i "zapomniałabyś" natychmiast, że nie rządzą się judeo-chrześcijańskim kodeksem praw.

                                    > Podobnie uważasz o weganach - ich przesłanki określasz jako fałszywe.

                                    Bo są fałszywe.

                                    > Powtarzam, ferujesz nieuzasadnione niczym wyroki

                                    A czym jest uzasadniony powyższy wyrok?

                                    > i dziwisz się, że to wywołuje słuszne oburzenie. Przykre to, świadczy o ograniczonym
                                    > umyśle.

                                    Na szczęście, nie potrzebuję potwierdzenia zalet umysłu z ust ograniczonego internetowego trolla, który nie potrafi dostrzec, że wszystkie jego (absurdalne) zarzuty odnoszą się w takim samym stopniu do niego samego.

                                    > Nie da się w ten sposób porozumieć z ludźmi, nie da się być obywatelem świata.

                                    A któż to jest "obywatel świata" i dlaczego miałbym chcieć nim być?
                                    • wodnapani Re: Malzenstwo chodzone 12.09.13, 08:17
                                      misiu-1 napisał:

                                      >
                                      > Nie. Spytałaś, kim jestem, że formułuję oceny moralne. Ale nie umiałaś odpowied
                                      > zieć na pytanie, kim powinienem być, żeby było dobrze.

                                      Musiałbyś być twórcą takiego kodeksu moralnego lub sędzią. Ale sędzia nie wydaje wyroków na podstawie tego, że ktoś żyje tak, jak opisano w poście głównym. A że Bóg nie istnieje, więc nim też nie możesz być :)

                                      >
                                      > Bo na to pytanie odpowiedź jest najzupełniej zbędna. Bo do formułowania ocen mo
                                      > ralnych nie jest potrzebne żadne upoważnienie. Kto miałby go udzielać? Ty?

                                      Zbędna bo Ty tak stwierdziłeś? I co z tego? Co mi po stwierdzeniu jakiegoś internetowego trolla?

                                      >
                                      > To nie ma znaczenia. Gdyby składali ofiary całopalne ze swoich dzieci nie miała
                                      > byś żadnych wątpliwości, że to niemoralne i "zapomniałabyś" natychmiast, że nie
                                      > rządzą się judeo-chrześcijańskim kodeksem praw.

                                      Nie odbiegaj od tematu. Mowa jest o modelu rodziny innym niż przyjęty w naszej kulturze, a nie o zabijaniu. To, co powyżej zrobiłeś to kompletnie nieudana sztuczka erystyczna.

                                      >
                                      > > Podobnie uważasz o weganach - ich przesłanki określasz jako fałszywe.
                                      >
                                      > Bo są fałszywe.

                                      A czym się różni zabijanie ludzi od zabijania zwierząt?
                                      >
                                      >
                                      > A czym jest uzasadniony powyższy wyrok?

                                      To nie jest wyrok, tylko określenie fanatycznego, jednostronnego postrzegania świata.

                                      >
                                      > Na szczęście, nie potrzebuję potwierdzenia zalet umysłu z ust ograniczonego int
                                      > ernetowego trolla, który nie potrafi dostrzec, że wszystkie jego (absurdalne) z
                                      > arzuty odnoszą się w takim samym stopniu do niego samego.

                                      Tak, jak nie wiadomo, co na forum napisać, to trzeba komuś napisac, że jest trollem. A więc vice versa, dla mnie trollem jesteś Ty. Biorąc przykład z Twojej, zaiste przedszkolnej metody dyskutowania.

                                      >
                                      > A któż to jest "obywatel świata" i dlaczego miałbym chcieć nim być?

                                      Ja takich rzeczy Tobie tłumaczyć nie będę, bo to nie ma najmniejszego sensu.
                                      • misiu-1 Re: Malzenstwo chodzone 12.09.13, 09:45
                                        wodnapani napisała:

                                        > Musiałbyś być twórcą takiego kodeksu moralnego lub sędzią. Ale sędzia nie wydaje
                                        > wyroków na podstawie tego, że ktoś żyje tak, jak opisano w poście głównym.

                                        Mylisz się. Sędzia potrzebny jest, aby wydać wyrok karny, a nie moralny. A gdyby ocen moralnych miał prawo dokonywać tylko twórca kodeksu, to ów kodeks w ogóle nie byłby potrzebny. Jeśli jednak taki kodeks istnieje, to po to, aby każdy mógł na jego podstawie takiej oceny dokonać. Nadążasz?

                                        > A że Bóg nie istnieje, więc nim też nie możesz być :)

                                        Mylisz się. Bóg istnieje.

                                        > Nie odbiegaj od tematu. Mowa jest o modelu rodziny innym niż przyjęty w naszej
                                        > kulturze, a nie o zabijaniu.

                                        Nie odbiegłem od tematu nawet odrobinę. Rozmawiamy o ocenach moralnych w odniesieniu do różnych kultur. Ty postawiłaś tezę, że odmienność kultury usprawiedliwia czyny oceniane w naszej kulturze jako niemoralne. Czynem niemoralnym jest zarówno zabójstwo, jak i cudzołóstwo.

                                        > To, co powyżej zrobiłeś to kompletnie nieudana sztuczka erystyczna.

                                        Bzdura. To zwykła analogia. Ale że kładzie twoją tezę na łopatki, próbujesz sama sztuczek typu "łapaj złodzieja".

                                        > A czym się różni zabijanie ludzi od zabijania zwierząt?

                                        Tym się różni, że człowiek nie jest zwierzęciem i nie wolno go zabijać.

                                        > To nie jest wyrok, tylko określenie fanatycznego, jednostronnego postrzegania świata.

                                        Zatem jest to tym samym - fanatycznym, jednostronnym postrzeganiem świata.

                                        > Ja takich rzeczy Tobie tłumaczyć nie będę, bo to nie ma najmniejszego sensu.

                                        A juści. Tłumaczenie jakichś bzdurnych lewicowych koncepcji ideowych nie ma najmniejszego sensu. Bo dziś mądrość etapu jest inna, a jutro inna. Zgodnie z dialektyką marksistowską.
                • massaranduba Re: Malzenstwo chodzone 11.09.13, 13:09
                  misiu-1 napisał:

                  > stręczący opisane w pierwszym poście koorestwo

                  A jednak obrazasz sie na rzeczywistosc ;-)
                  Kur...stwo, powiadasz ? Staram sie domyslic do czego pijesz, ale wedlug mnie, koorestwo jako takie nie istnieje, przynajmniej w naszej europejskiej kulturze, na ktora tak chetnie sie powolujesz.
                  Z moich obserwacji wynika, ze kobiety na ogol lubia seks i wola jesli przynosi im on przyjemnosc, a nie finansowe korzysci. Z cala pewnoscia wynika to z seksualnej natury kobiety, a nie kur...stwa.
                  Jesli niektorym kobietom seks sluzy do zarobkowania (prostytucja), to tym bardziej nie ma sie do czego przyczepic, bo skoro jest popyt, to jest i podaz. Obie strony czerpia korzysci za obopolna zgoda i bez przymusu.
                  Sa kobiety, ktore nie lubia swojego ciala, nie lubia seksu i bedac w zwiazku, czy w malzenstwie, uwazaja, ze za seks nalezy im sie rekompensata finansowa. Bardziej wiec widzialabym w nich osoby skrzywdzone, z nierozwinieta seksualnoscia, niz ku...wy, wszak nie ich wina, ze nikt ich nie uswiadomil, ze mozna inaczej.
                  Sa tez zwiazki, w ktorych absolutnie bez znaczenia jest czy kobieta seks lubi czy nie, ale musi go oferowac, zeby partner nie bil, dawal na dom, nie wyrzucil z mieszkania. To ofiary przemocy, czyli znowu nie kur..wy.
                  O jakim koorestwie wiec mowa ?
                  • misiu-1 Re: Malzenstwo chodzone 11.09.13, 13:27
                    massaranduba napisała:

                    > A jednak obrazasz sie na rzeczywistosc ;-)

                    Nie. Nazywam po imieniu pewien sposób postępowania.

                    > Kur...stwo, powiadasz ? Staram sie domyslic do czego pijesz, ale wedlug mnie,
                    > koorestwo jako takie nie istnieje, przynajmniej w naszej europejskiej kulturze

                    Nie istnieje? A słowo pewnie sam sobie wymyśliłem?

                    > Z moich obserwacji wynika, ze kobiety na ogol lubia seks i wola jesli przynosiim on
                    > przyjemnosc, a nie finansowe korzysci.

                    Finansowe korzyści to zupełnie osobna bajka. Ja nie wspominałem tu o prostytucji tylko o koorestwie. To określenie dot. bardziej charakteru niż profesji. :)
                  • aiwom ich zwiazki sa trwalsze 11.09.13, 16:50
                    massaranduba napisała:

                    ...
                    > O jakim koorestwie wiec mowa ?

                    Jemu chodzi chyba o to, ze przez cale zycie trzeba tylko z jedna osoba. I podobno w tamtej kulturze wiele osob tak robi - poniewaz niema zadnego przymusu, partnerzy dobieraja sie wylacznie na zasadzie wzajemnej dla siebie atrakcyjnosci, to nie chce im sie zmieniac tego i takie zwiazki na dochodzenie bywaja czesto na cale zycie. Jesli chca sie partnerzy jednak zmienic to robia to, seks w tamtej kulturze nie ma nic wspolnego z moralnoscia. Genialne.

                    U nas natomiast malzenstwo jest czesto podejmowane pochopnie, nie tylko wzajemna atrakcyjnosc jest brana pod uage, ale np. tez kieszen, stad potem wieksze ryzyko skokow w bok i zdrady. Jest jeszcze jedna sprawa, w tradycyjnym malzenstwie / zwiazku jest sie z soba CALY CZAS, czlowiek musi wiec z czesem miec sie dosc, i traci na atrakcyjnosci seksualnej. Tam malzonkowie/partnerzy spotykaja sie tylko na noc dla rozkoszy, nie maja sie o co klocic, ani o dzieci, ani o pieniadze, ani o tesciowa, wiec te ich zwiazki musza z definicji byc TRWALSZE. Podejrzewam, ale jak sie wezmie pod uwage u nas wszsytkie zdrady i skoki w bok, to nasze spoleczenstwo bedziwe bardziej "koorewskie" niz tamto (uzywajac okreslen pewnego barana...).
                    • misiu-1 Jakie związki? Jaka trwałość? 11.09.13, 18:41
                      Agencja towarzyska też może sobie trwać i trwać. Trwałość koorewskiego interesu (z doklejonym przedszkolem w sąsiednim pokoju) nie ma żadnej wartości społecznej. Związek to ojciec, matka i dzieci. Jeśli mężczyzna pojawia się na jedną noc i rano znika, a następnej nocy pojawia się kolejny, to nie ma tu żadnego związku. Nadążasz, lewaczko?
                      • aiwom jak opoisane w poscie glownym 12.09.13, 01:23
                        misiu-1 napisał:

                        > Agencja towarzyska też może sobie trwać i trwać.

                        Tam agencja towarzyska nikomu nie jest potrzebna. To wynalazek chrzescijanskiego kregu kulturowego.

                        > Trwałość koorewskiego interesu
                        > (z doklejonym przedszkolem w sąsiednim pokoju) nie ma żadnej wartości społeczn
                        > ej.

                        : ) Przeciez taki sam koorewski interes jest u ciebie. Ciupciasz sie z zona w sypialni, a obok masz doklejone przedszkole. Roznica taka, ze ty to robisz, bo musisz (przysiegales),a oni to robia, bo chca.

                        > Związek to ojciec, matka i dzieci. Jeśli mężczyzna pojawia się na jedną noc
                        > i rano znika, a następnej nocy pojawia się kolejny, to nie ma tu żadnego związ
                        > ku.

                        I to jest wlasnie genialne. Ty to mozesz tak nazywac (ze nie ma zwiazku) zwiazek jednak jest. Regularne obcowanie plciowe wytwarza wiez. Nie musi ona jednak isc w parze ze wspolnym mieszkaniem i wychowywaniem dzieci, i to w tamtej kulturze uwazam jest genialne.

                        > Nadążasz, lewaczko?

                        Ja przede wszystkim nie jestem kobieta glupi qtasie.

                        • misiu-1 Re: jak opoisane w poscie glownym 12.09.13, 07:40
                          aiwom napisała:

                          > Tam agencja towarzyska nikomu nie jest potrzebna. To wynalazek chrzescijanskiego kregu
                          > kulturowego.

                          Nie. To wynalazek znacznie starszy, ignorantko. A, jak już wspomniałem w innym miejscu, po co im płatny burdel, skoro mają wszędzie dookoła darmowe?

                          > : ) Przeciez taki sam koorewski interes jest u ciebie. Ciupciasz sie z zona w sypialni, a obok
                          > masz doklejone przedszkole. Roznica taka, ze ty to robisz, bo musisz (przysiegales),a oni to
                          > robia, bo chca.

                          Nie. To nie jest taki sam interes. Ja nie mam w domu burdelu i nie mam przedszkola. Wychowuję z własną żoną własne dzieci. Nie cudze.

                          > I to jest wlasnie genialne.

                          Tylko dla chorego, bo skażonego szambem lewackiej ideologii, umysłu może to być genialne.

                          > Ja przede wszystkim nie jestem kobieta glupi qtasie.

                          To przede wszystkim zrób coś z nagłówkiem "aiwom napisała", bo dopóki nie zrobisz, będziesz dla mnie głupią peezdą.
                          • aiwom "wlasne" dzieci? 17.09.13, 18:19
                            misiu-1 napisał:

                            > aiwom napisała:
                            >
                            > > Tam agencja towarzyska nikomu nie jest potrzebna. To wynalazek chrzescija
                            > nskiego kregu
                            > > kulturowego.
                            >
                            > Nie. To wynalazek znacznie starszy,

                            Slowo "burdel" pochodzi od wloskiego "bordello". Tobie chodzi o zawod prostytutki, ktory jest starszy. W omawianej kulturze nie ma jednak platnego seksu, wiec pojecia prostytutki czy burdelu nie maja zastosowania.

                            > ignorantko.

                            Czesto widzisz w mezczyznach kobiety?

                            > A, jak już wspomniałem w innym
                            > miejscu, po co im płatny burdel, skoro mają wszędzie dookoła darmowe?

                            Taki sam darmowy burdel masz u siebie w domu.

                            > > : ) Przeciez taki sam koorewski interes jest u ciebie. Ciupciasz sie z zo
                            > na w sypialni, a obok
                            > > masz doklejone przedszkole. Roznica taka, ze ty to robisz, bo musisz (prz
                            > ysiegales),a oni to
                            > > robia, bo chca.
                            >
                            > Nie. To nie jest taki sam interes.

                            To jest dokladnie taki sam interes!!!

                            > a nie mam w domu burdelu i nie mam przedszk
                            > ola. Wychowuję z własną żoną własne dzieci.

                            W jakim sensie "wlasne" dzieci?

                            > Nie cudze.

                            Oni tez wychowuja wlasne, nie cudze. Kazde dziecko w ich rodzinie jest z definicji ich wlasne.

                            >
                            > > I to jest wlasnie genialne.
                            >
                            > Tylko dla chorego, bo skażonego szambem lewackiej ideologii, umysłu może to być
                            > genialne.

                            Uwazasz, ze oni sa lewakami? : )

                            > > Ja przede wszystkim nie jestem kobieta glupi qtasie.
                            >
                            > To przede wszystkim zrób coś z nagłówkiem "aiwom napisała", bo dopóki ni
                            > e zrobisz, będziesz dla mnie głupią peezdą.

                            To nie ja robie, to wskakuje z automatu pajacu.
                            • misiu-1 Re: "wlasne" dzieci? 17.09.13, 19:30
                              aiwom napisała:

                              > Slowo "burdel" pochodzi od wloskiego "bordello".

                              I co z tego?

                              > Tobie chodzi o zawod prostytutki, ktory jest starszy.

                              Starszy jest zarówno sam zawód, jak i instytucja domu publicznego vel burdelu vel agencji towarzyskiej.

                              > W omawianej kulturze nie ma jednak platnego seksu, wiec pojecia prostytutki
                              > czy burdelu nie maja zastosowania.

                              Owszem, mają. To jest taki sam burdel. Jedyna różnica to taka, że za darmo.

                              > Czesto widzisz w mezczyznach kobiety?

                              A czy ja ciebie widzę, ciemnoto?

                              > Taki sam darmowy burdel masz u siebie w domu.

                              Mylisz się. Małżeństwo różni się zasadniczo od porozumienia dziwki z klientem, zawieranego na jedną noc, w celu kopulacji.

                              > To jest dokladnie taki sam interes!!!

                              Nie. To nie jest taki sam interes.

                              > W jakim sensie "wlasne" dzieci?

                              W takim sensie, że własne. Jeśli nie rozumiesz podstawowych pojęć, wracaj do przedszkola.

                              > Oni tez wychowuja wlasne, nie cudze. Kazde dziecko w ich rodzinie jest z definicji ich
                              > wlasne.

                              Nie. "Własne" może powiedzieć o nich tylko matka. Dla reszty wujów i ciotek to są cudze dzieci.

                              > Uwazasz, ze oni sa lewakami? : )

                              Uważam, że ty jesteś lewaczką.

                              > To nie ja robie, to wskakuje z automatu pajacu

                              Nie wyskakuje z automatu. Przy rejestracji trzeba zaznaczyć "kobieta" lub "mężczyzna", ciemnoto. Jeśli zaznaczyłaś źle, to miej pretensje sama do siebie, a jeśli masz problem z własną identyfikacją płciową, zgłoś się do specjalisty.
      • aiwom wywalanie z domu "panny w ciąży", 11.09.13, 12:57
        wodnapani napisała:

        > Jest to na pewno życzliwsze w stosunku do kobiet i dzieci, niż polskie częste w
        > ywalanie z domu "panny w ciąży", albo zmuszanie takiej do ślubu i wiązania się
        > z ojcem dziecka, który niekoniecznie na męża się nadaje.

        Alez oczywiscie! W tamtej kulturze WSZYSTKIE kobiety w ciazy sa pannami w ciazy, samotnymi matkami (bez samotnosci) i szczesliwymi kobietami! Rowniez mezczyzni nie maja tam chyba co narzekac. Wciaz nie moge sie otrzasnac z wrazenia, jak genialny jest ten ich model. Ich rodziny sa tez bardzo trwale, nie ma czegos takiego jak rodzina rozbita czy niepelna:
        "The result – as different as it may be from other systems – is a family structure which is, in fact, extremely stable. Think about it. Divorce is a non-issue…there are no questions over child custody (the child belongs to the mother's family), splitting of property (property is never shared), etc. If a parent dies, there is still a large extended family to provide care."
    • aiwom Bardzo trwala rodzina 11.09.13, 13:02
      aiwom napisała:

      > Malzenstwo chodzone - cos genialnego:
      >
      > "Najbardziej niezwykłym aspektem kultury Mosuo jest praktyka tzw. „chodzo
      > nego małżeństwa“ (chiń. 走婚 zou hun), które jest dominującym
      > systemem małżeńskim wśród Mosuo żyjących w okolicach jeziora Lugu Hu a także w
      > Syczuanie w okolicy Zuosuo i Yonging. Związek ten polega na tym, że zarówno mę
      > żczyzna, jak i kobieta na stałe mieszkają w swoich domach rodzinnych, a mężczyz
      > na zaakceptowany przez kobietę odwiedza ją po kolacji i zostaje u niej na noc,
      > po czym wraca do swojego domu rano. Dzieci powstałe z takiego związku są dziećm
      > i kobiety i są wychowywane przez jej rodzinę, a więc przez jej siostry, braci i
      > innych mieszkańców domu, rozstanie się kochanków nie ma więc wpływu na ich syt
      > uację. Para nie jest złączona żadnymi więzami ekonomicznymi. „Chodzone ma
      > łżeństwo” oparte jest wyłącznie na miłości i wzajemnej atrakcyjności[4]."

      Jest jeszcze taki plus, ze sa to rodziny bardzo trwale:
      "...struktura rodziny jest w rzeczywistości bardzo stabilna. Pomyślcie tylko. Rozwód to nie problem ... nie ma pytania o opiekę nad dzieckiem (dziecko należy do rodziny matki), o podział majątku (majatek nigdy nie jest wspolny), itp. Jeżeli rodzic umiera, jest jeszcze duża rodzina, by zapewnić opiekę."
      Za:
      www.mosuoproject.org/walking.htm
      • misiu-1 Re: Bardzo trwala rodzina 11.09.13, 13:43
        Trwałość patologii to żadna zaleta.
        • aiwom Re: Bardzo trwala rodzina 12.09.13, 01:25
          misiu-1 napisał:

          > Trwałość patologii to żadna zaleta.

          To co dlaciebie patologia, to norma gdzie indziej. I odwrotnie.
          • misiu-1 Re: Bardzo trwala rodzina 12.09.13, 09:58
            aiwom napisała:

            > To co dlaciebie patologia, to norma gdzie indziej. I odwrotnie.

            A jakże. Jak zauważył rosyjski dysydent, Edward Kuzniecow, socjalista to ktoś, kto kocha to, czego normalny człowiek nienawidzi i nienawidzi tego, co normalny człowiek kocha. Ja rozumiem, że dla ciebie, jak dla każdego lewaka, złodziejstwo i koorestwo to norma. Dla mnie nie i jestem z tego dumny. Poniał?
            • aiwom Re: Bardzo trwala rodzina 17.09.13, 18:02
              misiu-1 napisał:

              > aiwom napisała:
              >
              > > To co dlaciebie patologia, to norma gdzie indziej. I odwrotnie.
              >
              > A jakże. Jak zauważył rosyjski dysydent, Edward Kuzniecow, socjalista to ktoś,
              > kto kocha to, czego normalny człowiek nienawidzi i nienawidzi tego, co normalny
              > człowiek kocha. Ja rozumiem, że dla ciebie, jak dla każdego lewaka,

              O jakim lewactwie mowa? Najwiekszym lewakiem byl ponoc Chrystus, ktory kazal dzielic sie z biednymi.

              > złodziejst
              > wo

              O jakim zlodziejstwie mowa?

              > i koorestwo to norma. Dla mnie nie i jestem z tego dumny. Poniał?

              Wyglada na to ze koorestwo to norma dla ciebie. Tak sobie wyobrazam, jak oni patrza na nasze malzenstwa - pewnie z politowaniem. Dwie osoby przysiegaja sobie wiernosc do konca zycia, a potem i tak sie zdradzaja (w ankietach to tego przyznaje sie 60%, a pozostale 40% tez to robia tylko sie nie przyznaja : ) Przeciez to jest prawdziwe koorestwo! Malo tego - rozowdy sa legalne, nawet w kosciele! (uniewaznia sie malzenstwo twierdzac, ze nigdy nie bylo ono wazne : ) Koorestwo do potegi n-tej!
              • misiu-1 Re: Bardzo trwala rodzina 17.09.13, 19:51
                aiwom napisała:

                > O jakim lewactwie mowa?

                O twoim.

                > Najwiekszym lewakiem byl ponoc Chrystus, ktory kazal dzielic sie z biednymi.

                Brednia. Nie kazał, tylko zalecał się dzielić. Dobrowolnie. Nikogo przemocą nie rabował, cudzołóstwo potępiał, a małżeństwo rozumiał jako jedną kobietę, poślubioną jednemu mężczyźnie.

                > O jakim zlodziejstwie mowa?

                O lewicowym złodziejstwie. O rabowaniu pracowitych, żeby dać nierobom.

                > Wyglada na to ze koorestwo to norma dla ciebie.

                Ty zawsze przypisujesz innym swoje przypadłości, czy tylko tym razem? Ty propagujesz rozwiązłość seksualną, a nie ja, więc to dla ciebie norma, a nie dla mnie. Nadążasz?

                > Tak sobie wyobrazam, jak oni patrza na nasze malzenstwa - pewnie z politowaniem.

                Jeśli lewicowy złodziej z politowaniem patrzy na człowieka pracowitego i uczciwego, to nie prowadzi to do wniosku, że pracowitość i uczciwość są złe. Zły jest złodziej.

                > Dwie osoby przysiegaja sobie wiernosc do konca zycia, a potem i tak sie zdradzaja (w
                > ankietach to tego przyznaje sie 60%, a pozostale 40% tez to robia tylko sie nie przyznaja

                A skąd wiesz, że to robią, tylko się nie przyznają? Nie możesz tego wiedzieć, więc nie wyskakuj tu ze swoim lewackim panświnizmem, jak dupa z pokrzywy. Że tobie w wypełnionej lewicowym szambem głowie nie potrafi się pomieścić, że są ludzie uczciwi, któzy nie zdradzają, to tylko twój problem. Nie mierz wszystkich swoją miarą.

                > Malo tego - rozowdy sa legalne, nawet w kosciele!
                > (uniewaznia sie malzenstwo twierdzac, ze nigdy nie bylo ono wazne : ) Koorestwo do potegi
                > n-tej!

                Jezus dopuszczał rozwody w przypadku rozpusty. Chodziło właśnie o to, żeby koorestwa nie było, ciemnoto.
    • aiwom Ich zwiazki sa tez trwalsze 11.09.13, 16:56
      aiwom napisała:

      > Malzenstwo chodzone - cos genialnego:
      >
      > "Najbardziej niezwykłym aspektem kultury Mosuo jest praktyka tzw. „chodzo
      > nego małżeństwa“ (chiń. 走婚 zou hun), które jest dominującym
      > systemem małżeńskim wśród Mosuo żyjących w okolicach jeziora Lugu Hu a także w
      > Syczuanie w okolicy Zuosuo i Yonging. Związek ten polega na tym, że zarówno mę
      > żczyzna, jak i kobieta na stałe mieszkają w swoich domach rodzinnych, a mężczyz
      > na zaakceptowany przez kobietę odwiedza ją po kolacji i zostaje u niej na noc,
      > po czym wraca do swojego domu rano. Dzieci powstałe z takiego związku są dziećm
      > i kobiety i są wychowywane przez jej rodzinę, a więc przez jej siostry, braci i
      > innych mieszkańców domu, rozstanie się kochanków nie ma więc wpływu na ich syt
      > uację. Para nie jest złączona żadnymi więzami ekonomicznymi. „Chodzone ma
      > łżeństwo” oparte jest wyłącznie na miłości i wzajemnej atrakcyjności[4]."
      ...

      W naszym malzenstwie / zwiazku jest sie z soba CALY CZAS, czlowiek musi wiec z czasem miec siebie nawzajem dosc, i traci przez to na atrakcyjnosci seksualnej. Tam malzonkowie/partnerzy spotykaja sie tylko na noc dla wzajemnej przyjemnosci, nie maja sie o co klocic, ani o dzieci, ani o pieniadze, ani o tesciowa, wiec te ich zwiazki musza z definicji byc TRWALSZE. Tym bardziej, ze dobierali sie wylacznie napodstawie wzajemnej atrakcyjnosci, a nie np. bo panna byla bogata, czy facet dobrze ustawiony.
      • mila2712 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 11.09.13, 17:58
        aiwom napisała:

        > W naszym malzenstwie / zwiazku jest sie z soba CALY CZAS, czlowiek musi wiec z
        > czasem miec siebie nawzajem dosc, i traci przez to na atrakcyjnosci seksualnej.

        Przecież, nie cały czas...nie przesadzajmy
        Kłótnie zdarzają sie w każdym związku, a skutkiem tego są wzajemne pretensje, żale, ciche dni itp pytanie czy to ma aż taki wpływ na pożądanie ?

        > Tam malzonkowie/partnerzy spotykaja sie tylko na noc dla wzajemnej przyjemnosc
        > i, nie maja sie o co klocic, ani o dzieci, ani o pieniadze, ani o tesciowa, wie
        > c te ich zwiazki musza z definicji byc TRWALSZE. Tym bardziej, ze dobierali sie
        > wylacznie napodstawie wzajemnej atrakcyjnosci, a nie np. bo panna byla bogata,
        > czy facet dobrze ustawiony.

        To nie jest małżeństwo
        • snajper55 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 11.09.13, 18:11
          mila2712 napisała:

          > To nie jest małżeństwo

          Tam jest to małżeństwo.

          S.
          • mila2712 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 11.09.13, 18:18
            Tam tak
            ale w naszej kulturze byłoby to niemożliwe. To nie pasuje do przyjetej definicji małżeństwa.
            • snajper55 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 12.09.13, 10:56
              mila2712 napisała:

              > Tam tak
              > ale w naszej kulturze byłoby to niemożliwe. To nie pasuje do przyjetej definicj
              > i małżeństwa.

              To tak jak z kapustą kiszoną. Czy kapusta kiszona jest jadalna? U nas tak. Gdzie indziej - nie.

              S.
              • misiu-1 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 12.09.13, 18:53
                To jest przykład o dokładnie przeciwnym znaczeniu. My możemy jeść kiszoną kapustę, a gdzie indziej mogą jej nie jeść. Ale kiszona kapusta pozostaje kiszoną kapustą. Ich nazwa kiszonej kapusty będzie odpowiednikiem naszej. Jak ją sobie nazwą, nie będzie miało znaczenia. Ale jeśli w ich kuchni rolę naszej kiszonej kapusty w surówkach pełni fermentowane gó..., to niezależnie od tej okoliczności, nie nazwiemy fermentowanego gówna w naszym języku kiszoną kapustą.
                • snajper55 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 12.09.13, 22:04
                  misiu-1 napisał:

                  > To jest przykład o dokładnie przeciwnym znaczeniu. My możemy jeść kiszoną kapus
                  > tę, a gdzie indziej mogą jej nie jeść. Ale kiszona kapusta pozostaje kiszoną ka
                  > pustą. Ich nazwa kiszonej kapusty będzie odpowiednikiem naszej. Jak ją sobie na
                  > zwą, nie będzie miało znaczenia. Ale jeśli w ich kuchni rolę naszej kiszonej ka
                  > pusty w surówkach pełni fermentowane gó..., to niezależnie od tej okoliczności,
                  > nie nazwiemy fermentowanego gówna w naszym języku kiszoną kapustą.

                  Nie zrozumiałeś.
                  Jedni twierdzą, że kiszona jest niejadalna.
                  Inni twierdzą, że kiszona jest jadalna.

                  S.
                  • misiu-1 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 12.09.13, 22:17
                    snajper55 napisał:

                    > Nie zrozumiałeś.
                    > Jedni twierdzą, że kiszona jest niejadalna.
                    > Inni twierdzą, że kiszona jest jadalna.

                    Owszem, zrozumiałem. Jedni mogą sobie twierdzić, że jest jadalna, a drudzy, że niejadalna. Ale słowa, którymi ją określają, będą odpowiednikami, ponieważ dotyczą tej samej rzeczy.
                    Jeśli rzeczy są inne, to choćby służyły do tego samego, słowa, które je określają, nie są między sobą odpowiednikami.
                  • urko70 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 13.09.13, 10:47
                    snajper55 napisał:

                    > misiu-1 napisał:
                    >
                    > > To jest przykład o dokładnie przeciwnym znaczeniu. My możemy jeść kiszoną
                    > kapus
                    > > tę, a gdzie indziej mogą jej nie jeść. Ale kiszona kapusta pozostaje kisz
                    > oną ka
                    > > pustą. Ich nazwa kiszonej kapusty będzie odpowiednikiem naszej. Jak ją so
                    > bie na
                    > > zwą, nie będzie miało znaczenia. Ale jeśli w ich kuchni rolę naszej kiszo
                    > nej ka
                    > > pusty w surówkach pełni fermentowane gó..., to niezależnie od tej okolicz
                    > ności,
                    > > nie nazwiemy fermentowanego gówna w naszym języku kiszoną kapustą.
                    >
                    > Nie zrozumiałeś.
                    > Jedni twierdzą, że kiszona jest niejadalna.
                    > Inni twierdzą, że kiszona jest jadalna.

                    Nie w tym rzecz.
                    Rzecz w tym, aby opisywać to samo zjawisko.

                    U nas: małżeństwo = związek mężczyzny z kobietą z wyłącznością na siebie i wspólnotą łoża i stołu
                    U nich: zou hun = odwiedzanie sie po kolacji BEZ wyłączności na siebie BEZ wspólnoty łoża i stołu.

                    Mamy tu nie tylko różne nazwy ale co istotne kompletnie różne zjawiska.
                    • snajper55 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 13.09.13, 11:28
                      urko70 napisał:

                      > U nas: małżeństwo = związek mężczyzny z kobietą z wyłącznością na siebie i wsp
                      > ólnotą łoża i stołu
                      > U nich: zou hun = odwiedzanie sie po kolacji BEZ wyłączności na siebie BEZ wspó
                      > lnoty łoża i stołu.
                      >
                      > Mamy tu nie tylko różne nazwy ale co istotne kompletnie różne zjawiska.

                      A w państwach islamskich mamy męża mającego kilka żon. Całkiem różne zjawiska, całkiem różne małżeństwa. Bo chyba nie zanegujesz, że małżeństwo muzułmańskie jest małżeństwem?

                      S.
                      • misiu-1 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 13.09.13, 11:58
                        Nie jest. Jest wielożeństwem.
                      • urko70 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 13.09.13, 14:35
                        snajper55 napisał:

                        > urko70 napisał:
                        >
                        > > U nas: małżeństwo = związek mężczyzny z kobietą z wyłącznością na siebie
                        > i wsp
                        > > ólnotą łoża i stołu
                        > > U nich: zou hun = odwiedzanie sie po kolacji BEZ wyłączności na siebie BE
                        > Z wspó
                        > > lnoty łoża i stołu.
                        > >
                        > > Mamy tu nie tylko różne nazwy ale co istotne kompletnie różne zjawiska.
                        >
                        > A w państwach islamskich mamy męża mającego kilka żon. Całkiem różne zjawiska,
                        > całkiem różne małżeństwa. Bo chyba nie zanegujesz, że małżeństwo muzułmańskie j
                        > est małżeństwem?

                        CAŁKIEM to masz w Mosuo bo tam są same różnice pomiędzy ichnim związkiem a "naszym" małżeństwem. Tych w Mosuo NIC nie wiąże, dzisiejszej nocy są razem jutro nie są, nie ma żadnej wspólnoty.
                      • aiwom Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 17.09.13, 14:19
                        snajper55 napisał:

                        > urko70 napisał:
                        >
                        > > U nas: małżeństwo = związek mężczyzny z kobietą z wyłącznością na siebie
                        > i wsp
                        > > ólnotą łoża i stołu
                        > > U nich: zou hun = odwiedzanie sie po kolacji BEZ wyłączności na siebie BE
                        > Z wspó
                        > > lnoty łoża i stołu.
                        > >
                        > > Mamy tu nie tylko różne nazwy ale co istotne kompletnie różne zjawiska.
                        >
                        > A w państwach islamskich mamy męża mającego kilka żon. Całkiem różne zjawiska,
                        > całkiem różne małżeństwa. Bo chyba nie zanegujesz, że małżeństwo muzułmańskie j
                        > est małżeństwem?
                        >
                        > S.

                        Malzenstwo to instytucja spoleczna regulujaca wspolzycie seksualne. Nic innego, nic wiecej i nic mniej. Ta instytucja moze wygladac bardzo roznie. Jako monogamiczny zwiazek jednej kobiety i jednego mezczyzny wystepuje w mniejszosci kultur.
          • misiu-1 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 11.09.13, 18:45
            Nie jest to małżeństwo, nawet tam. Nie ma małżonków - nie ma małżeństwa.
            • snajper55 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 12.09.13, 10:57
              misiu-1 napisał:

              > Nie jest to małżeństwo, nawet tam. Nie ma małżonków - nie ma małżeństwa.

              Jak to nie ma małżonków, skoro są? Nawet dużo ich jest. Przekonasz ich, że nie istnieją?

              S.
              • misiu-1 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 12.09.13, 15:11
                Małżeństwo to usankcjonowany prawnie związek jednej kobiety i jednego mężczyzny. Przygodne, na jedną noc zawierane związki nie są małżeństwami.
                • snajper55 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 12.09.13, 15:47
                  misiu-1 napisał:

                  > Małżeństwo to usankcjonowany prawnie związek jednej kobiety i jednego mężczyzny
                  > . Przygodne, na jedną noc zawierane związki nie są małżeństwami.

                  Pozwolisz tamtym małżonkom mieć inne zdanie czy będziesz za nich decydować czy są małżeństwem?

                  S.
                  • urko70 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 12.09.13, 15:58
                    snajper55 napisał:

                    > misiu-1 napisał:
                    >
                    > > Małżeństwo to usankcjonowany prawnie związek jednej kobiety i jednego męż
                    > czyzny
                    > > . Przygodne, na jedną noc zawierane związki nie są małżeństwami.
                    >
                    > Pozwolisz tamtym małżonkom mieć inne zdanie czy będziesz za nich decydować czy
                    > są małżeństwem?

                    To nie jest kwestia pozwolenia, a używania słów zgodnie z przyjętym i istniejącym i obowiązującym znaczeniem:

                    małżeństwo
                    1. «związek kobiety i mężczyzny usankcjonowany prawnie»
                    2. «para małżeńska: mąż i żona»

                    Oni moga ten układ nazywać sobie dowolnym swoim słowem ale to słowo nie jest tożsame ze słowem małżeństwo w naszym kręgu kulturowym
                    • snajper55 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 12.09.13, 17:35
                      urko70 napisał:

                      > To nie jest kwestia pozwolenia, a używania słów zgodnie z przyjętym i istniejąc
                      > ym i obowiązującym znaczeniem:
                      >
                      > małżeństwo
                      > 1. «związek kobiety i mężczyzny usankcjonowany prawnie»
                      > 2. «para małżeńska: mąż i żona»
                      >
                      > Oni moga ten układ nazywać sobie dowolnym swoim słowem ale to słowo nie jest to
                      > żsame ze słowem małżeństwo w naszym kręgu kulturowym

                      To jest nasza definicja małżeństwa, oni mają inną. Nie tylko zresztą oni. Muzułmanin może mieć kilka żon. Zanegujesz fakt, że są to jego małżonki?

                      S.
                      • urko70 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 13.09.13, 11:13
                        snajper55 napisał:

                        > urko70 napisał:
                        >
                        > > To nie jest kwestia pozwolenia, a używania słów zgodnie z przyjętym i ist
                        > niejąc
                        > > ym i obowiązującym znaczeniem:
                        > >
                        > > małżeństwo
                        > > 1. «związek kobiety i mężczyzny usankcjonowany prawnie»
                        > > 2. «para małżeńska: mąż i żona»
                        > >
                        > > Oni moga ten układ nazywać sobie dowolnym swoim słowem ale to słowo nie j
                        > est to
                        > > żsame ze słowem małżeństwo w naszym kręgu kulturowym
                        >
                        > To jest nasza definicja małżeństwa, oni mają inną. Nie tylko zresztą oni. Muzuł
                        > manin może mieć kilka żon. Zanegujesz fakt, że są to jego małżonki.

                        Zaczynamy pisać w kilku miejscach na raz, żebyśmy się tylko nie poguibili :)

                        Dla jasności oni w ogóle nie mają małżeństwa, oni mają "zou hun" tłumaczone na nasze jako:
                        tzw. chodzone małżeństwo.
                        To są dwa różne pojęcie i dwa różne zjawiska.
                        Opisywanie różnych zjawisk tą samą nazwą wprowadza w błąd.
                        • snajper55 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 13.09.13, 11:30
                          urko70 napisał:

                          > snajper55 napisał:
                          >
                          > > urko70 napisał:
                          > >
                          > > > To nie jest kwestia pozwolenia, a używania słów zgodnie z przyjętym
                          > i ist
                          > > niejąc
                          > > > ym i obowiązującym znaczeniem:
                          > > >
                          > > > małżeństwo
                          > > > 1. «związek kobiety i mężczyzny usankcjonowany prawnie»
                          > > > 2. «para małżeńska: mąż i żona»
                          > > >
                          > > > Oni moga ten układ nazywać sobie dowolnym swoim słowem ale to słowo
                          > nie j
                          > > est to
                          > > > żsame ze słowem małżeństwo w naszym kręgu kulturowym
                          > >
                          > > To jest nasza definicja małżeństwa, oni mają inną. Nie tylko zresztą oni.
                          > Muzuł
                          > > manin może mieć kilka żon. Zanegujesz fakt, że są to jego małżonki.
                          >
                          > Zaczynamy pisać w kilku miejscach na raz, żebyśmy się tylko nie poguibili :)

                          To tu lepiej skończmy. Gdzie indziej już odpowiedziałem. :)

                          S.
                  • misiu-1 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 12.09.13, 18:38
                    snajper55 napisał:

                    > misiu-1 napisał:

                    > Pozwolisz tamtym małżonkom mieć inne zdanie czy będziesz za nich decydować czy
                    > są małżeństwem?

                    TO NIE SĄ MAŁŻONKOWIE. I to nie ja decyduję o tym, tylko charakter ich nomen omen stosunków. To nieprawdopodobne, jak lewackie poglądy zaciemniają umysł. Wytłumaczę ci na może łatwiej zrozumiałym przykładzie. W Kapadocji jeździ się wierzchem na koniu. W Amirandzie jeździ się na świni. To nie jest powodem, żeby świnię nazywać koniem i nie ma żadnego znaczenia, że jest używana w podobnym celu. Nadążasz, czy trzeba narysować?
                    Małżeństwo to usankcjonowany prawnie związek kobiety i mężczyzny. Można użyć tego słowa na określenie tylko wobec takiego związku, niezależnie od różnic kulturowych. Jeśli relacje wyglądają inaczej, trzeba na ich określenie w języku polskim poszukać innego słowa.
                    Lewackie oszustwo semantyczne nie przejdzie.
                    • snajper55 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 12.09.13, 22:24
                      misiu-1 napisał:

                      > TO NIE SĄ MAŁŻONKOWIE.

                      To są małżonkowie.

                      > I to nie ja decyduję o tym, tylko charakter ich nomen omen stosunków.

                      To nie charakter ich stosunków twierdzi, że to nie małżeństwo, tylko ty. A więc to ty usiłujesz definiować i nazywać ich stosunki.

                      > To nieprawdopodobne, jak lewackie poglądy zaciemniają umysł.

                      Niektóre umysły są zaciemnione same z siebie. Misie nie są wolne od takich zaciemnień.

                      > Wytłumaczę ci na może łatwiej zrozumiałym przykładzie. W Kapadocji jeździ się wierz
                      > chem na koniu. W Amirandzie jeździ się na świni. To nie jest powodem, żeby świn
                      > ię nazywać koniem i nie ma żadnego znaczenia, że jest używana w podobnym celu.
                      > Nadążasz, czy trzeba narysować?

                      Ale jest powodem, aby świnię nazwać wierzchowcem.

                      > Małżeństwo to usankcjonowany prawnie związek kobiety i mężczyzny.

                      To jest nasza definicja. Gdzie indziej może być całkiem inna. Na przykład w społeczności, w której nie ma prawników i nie można niczego "prawnie usankcjonować". Wtedy na przykład małżeństwo może być sankcjonowane w inny sposób, na przykład zwyczajowy. Tak jak w naszym przypadku.

                      S.
                      • misiu-1 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 12.09.13, 23:37
                        snajper55 napisał:

                        > To są małżonkowie.

                        Nie. To nie są małżonkowie.

                        > To nie charakter ich stosunków twierdzi, że to nie małżeństwo, tylko ty. A więc
                        > to ty usiłujesz definiować i nazywać ich stosunki.

                        Mylisz się. Małżeństwo jest już zdefiniowane. Ja tylko przykładam tę definicję do ich stosunków i stwierdzam, że nie pasuje.

                        > Ale jest powodem, aby świnię nazwać wierzchowcem.

                        Możesz sobie uprawiać ekwilibrystykę słowną do woli i szukać dziury w całym. Świnia nie będzie koniem i nic z tym nie zrobisz.

                        > To jest nasza definicja.

                        Tak. To jest nasza definicja.

                        > Gdzie indziej może być całkiem inna.

                        Być może. Ale też będzie nazywana innym słowem, które NIE BĘDZIE odpowiednikiem naszego małżeństwa.
                        • snajper55 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 13.09.13, 00:56
                          misiu-1 napisał:

                          > Mylisz się. Małżeństwo jest już zdefiniowane.

                          Oczywiście, że jest. Jest tych definicji całkiem sporo i różnią się między sobą istotnie. Raz jest to związek mężczyzny i kobiety, raz - dwóch osób, to znów mężczyzny i kilku kobiet. Do tego dochodzą różne sposoby zawierania tego małżeństwa. A ty forsujesz jedną definicję.

                          > Ja tylko przykładam tę definicję do ich stosunków i stwierdzam, że nie pasuje.

                          Nie. Ty przykładasz jedną z definicji i stwierdzasz, że nie pasuje. I nikt ci nie zaprzeczy. Ta definicja nie pasuje.

                          S.
                          • misiu-1 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 13.09.13, 07:21
                            snajper55 napisał:

                            > Oczywiście, że jest. Jest tych definicji całkiem sporo i różnią się między sobą
                            > istotnie.

                            Nieprawda.

                            > Nie. Ty przykładasz jedną z definicji i stwierdzasz, że nie pasuje. I nikt ci nie zaprzeczy. Ta
                            > definicja nie pasuje.

                            I tego się trzymajmy.
                            • snajper55 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 13.09.13, 11:31
                              misiu-1 napisał:

                              > snajper55 napisał:
                              >
                              > > Oczywiście, że jest. Jest tych definicji całkiem sporo i różnią się międz
                              > y sobą
                              > > istotnie.
                              >
                              > Nieprawda.

                              Co nieprawda? Uważasz, że małżeństwo w krajach muzułmańskich jest takie samo jak nasze, będące związkiem mężczyzny i kobiety itd?

                              > > Nie. Ty przykładasz jedną z definicji i stwierdzasz, że nie pasuje. I nik
                              > t ci nie zaprzeczy. Ta
                              > > definicja nie pasuje.
                              >
                              > I tego się trzymajmy.

                              No, to już jakiś konsensus jest. :)

                              S.
                              • misiu-1 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 13.09.13, 12:01
                                snajper55 napisał:

                                > Uważasz, że małżeństwo w krajach muzułmańskich jest takie samo jak nasze, będące
                                > związkiem mężczyzny i kobiety itd?

                                Jeśli jest uznanym prawnie związkiem jednego mężczyzny z jedną kobietą, mogę to uznać za takie samo małżeństwo, jak u nas. Jeśli jest inaczej - nie.
          • aiwom Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 12.09.13, 15:01
            snajper55 napisał:

            > mila2712 napisała:
            >
            > > To nie jest małżeństwo
            >
            > Tam jest to małżeństwo.
            >
            > S.

            Dokladnie : )
            • misiu-1 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 12.09.13, 15:15
              Nie. Tam też nie jest to małżeństwo. Nie wiem, jakim chińskim słowem to sobie po swojemu nazywają, ale jego odpowiednikiem w języku polskim na pewno nie jest małżeństwo. Ponieważ pojęcie małżeństwa w języku polskim oznacza co innego.
              • urko70 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 12.09.13, 15:21
                misiu-1 napisał:

                > Nie. Tam też nie jest to małżeństwo. Nie wiem, jakim chińskim słowem to sobie p
                > o swojemu nazywają, ale jego odpowiednikiem w języku polskim na pewno nie jest
                > małżeństwo. Ponieważ pojęcie małżeństwa w języku polskim oznacza co innego.

                Są ludzie, którzy kochają się w zmienianiu znaczenia przyjętych pojęć.
                Raz nazwie małżeństwem nocne bzykanie, innym razem wujka będzie nazywać tatą, a jeszcze innym razem zmieni znaczenie słowa poligamia.
                Skutek jaki odniesie to tzw burdel pojęciowy w którym jakiejkolwiek porozumienie się nie będzie możliwe.
                • snajper55 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 12.09.13, 17:38
                  urko70 napisał:

                  > Są ludzie, którzy kochają się w zmienianiu znaczenia przyjętych pojęć.
                  > Raz nazwie małżeństwem nocne bzykanie, innym razem wujka będzie nazywać tatą, a
                  > jeszcze innym razem zmieni znaczenie słowa poligamia.
                  > Skutek jaki odniesie to tzw burdel pojęciowy w którym jakiejkolwiek porozumieni
                  > e się nie będzie możliwe.

                  Oczywiście, że nie będzie możliwe, jeśli będziemy zamykać oczy na różne znaczenia słów w innych kulturach. Jeśli będziemy uważać nasze definicje za jedynie słuszne a nie za jedne z wielu równoprawnych.

                  Jak chcesz dogadać się z rodziną muzułmańską, jeśli będziesz im wpierał, że mężczyzna może mieć tylko jedną żonę a w tamtej rodzinie mąż będzie mieć trzy?

                  S.
                  • misiu-1 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 12.09.13, 18:46
                    snajper55 napisał:

                    > Oczywiście, że nie będzie możliwe, jeśli będziemy zamykać oczy na różne znaczenia słów w
                    > innych kulturach.

                    Małżeństwo to słowo z języka polskiego, więc to nasza kultura decyduje o jego znaczeniu i inne nie mają nic do tego. One używają pojęć ze swojego języka i swojej kultury. I to my decydujemy o tym, jakie odpowiedniki w naszym zestawie pojęć im przypisać.

                    > Jeśli będziemy uważać nasze definicje za jedynie słuszne a nie za jedne z wielu
                    > równoprawnych.

                    Nasze pojęcia definiuje nasza kultura i to JEST jedynie słuszne.

                    > Jak chcesz dogadać się z rodziną muzułmańską, jeśli będziesz im wpierał, że mężczyzna
                    > może mieć tylko jedną żonę a w tamtej rodzinie mąż będzie mieć trzy?

                    Jeśli przyjedzie do Polski, będzie mógł mieć tylko jedną żonę i tylko jedna żona będzie uznawana przez nasze prawo za żonę.
                    • snajper55 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 13.09.13, 01:15
                      misiu-1 napisał:

                      > Małżeństwo to słowo z języka polskiego, więc to nasza kultura decyduje o jego z
                      > naczeniu i inne nie mają nic do tego. One używają pojęć ze swojego języka i swo
                      > jej kultury. I to my decydujemy o tym, jakie odpowiedniki w naszym zestawie poj
                      > ęć im przypisać.

                      Nie, małżeństwo to słowo z języka polskiego, które określa grupy osób, które w innych kulturach mogą się bardzo różnic od naszych dwuosobowych małżeństw.

                      > Jeśli przyjedzie do Polski, będzie mógł mieć tylko jedną żonę i tylko jedna żon
                      > a będzie uznawana przez nasze prawo za żonę.

                      Nie mówimy o przyjezdnych, tylko o nazywaniu małżeństw w innych kulturach małżeństwami mimo, iż czasem bardzo różnią się od naszych i całkowicie nie pasują do naszej definicji małżeństwa.

                      S.
                      • misiu-1 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 13.09.13, 07:19
                        snajper55 napisał:

                        > Nie, małżeństwo to słowo z języka polskiego, które określa grupy osób, które w
                        > innych kulturach mogą się bardzo różnic od naszych dwuosobowych małżeństw.

                        Nie. Małżeństwo to słowo z języka polskiego, które oznacza dokładnie określoną grupę - kobietę i mężczyznę. Przestań nieudolnie manipulować, oszuście językowy.

                        > Nie mówimy o przyjezdnych, tylko o nazywaniu małżeństw w innych kulturach

                        Napisałem ci już, co jest małżeństwem i jeśli w innych kulturach coś takiego istnieje, nazwiemy to po polsku małżeństwem. Jeśli jest to jakaś "grupa osób" o innym składzie, małżeństwem jej nie nazwiemy.
                        • snajper55 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 13.09.13, 11:33
                          misiu-1 napisał:

                          > Napisałem ci już, co jest małżeństwem i jeśli w innych kulturach coś takiego is
                          > tnieje, nazwiemy to po polsku małżeństwem. Jeśli jest to jakaś "grupa osób" o i
                          > nnym składzie, małżeństwem jej nie nazwiemy.

                          Czyli małżeństwo muzułmańskie 1(mąż) + 3(żony) nie jest według ciebie małżeństwem?

                          S.
                          • misiu-1 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 13.09.13, 12:01
                            Nie jest.
                  • urko70 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 13.09.13, 11:04
                    snajper55 napisał:

                    > urko70 napisał:
                    >
                    > > Są ludzie, którzy kochają się w zmienianiu znaczenia przyjętych pojęć.
                    > > Raz nazwie małżeństwem nocne bzykanie, innym razem wujka będzie nazywać t
                    > atą, a
                    > > jeszcze innym razem zmieni znaczenie słowa poligamia.
                    > > Skutek jaki odniesie to tzw burdel pojęciowy w którym jakiejkolwiek poroz
                    > umieni
                    > > e się nie będzie możliwe.
                    >
                    > Oczywiście, że nie będzie możliwe, jeśli będziemy zamykać oczy na różne znaczen
                    > ia słów w innych kulturach. Jeśli będziemy uważać nasze definicje za jedynie sł
                    > uszne a nie za jedne z wielu równoprawnych.

                    Powiem inaczej: ichniego "zuo hun" nie można przetłumaczyć na nasze "małżeństwo" ponieważ opisują dwa kompletnie różne zjawiska. Aby dobrze się rozumieć należałoby to przetłumaczyć na coś w stylu "bycie razem" czy "kochankoprzyjaciół".

                    > Jak chcesz dogadać się z rodziną muzułmańską, jeśli będziesz im wpierał, że męż
                    > czyzna może mieć tylko jedną żonę a w tamtej rodzinie mąż będzie mieć trzy?

                    Jeśli dobrze pamiętam to małżeństw poligamicznych jest u nich tyle co kot napłakał, znakomita większość mężczyzn ma po jednej żonie także myślę, że spokojnie byśmy się zrozumieli.

                    Niemniej zgadzam się z tym, że w różnych społecznościach dane zjawiska mogą się od siebie w pewien sposób różnić ALE większość cech jest wspólna. A w przypadku Mosuo większość istotnych dla małżeństwa cech jest różna:
                    brak sformalizowania
                    brak współnoty stołu i łoża
                    brak wyłączności seksualnej
                    brak wspólnego mieszkania i wychowywania dzieci

                    U nas to się nawet nie nazywa romansowaniem bo tu już występuje wyłączność na siebie, to conajwyżej zjawisko typu fucking friend.
                    • snajper55 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 13.09.13, 11:58
                      urko70 napisał:

                      > Powiem inaczej: ichniego "zuo hun" nie można przetłumaczyć na nasze "małżeństwo
                      > " ponieważ opisują dwa kompletnie różne zjawiska. Aby dobrze się rozumieć należ
                      > ałoby to przetłumaczyć na coś w stylu "bycie razem" czy "kochankoprzyjaciół".

                      To jest chyba sedno problemu. Problemem jest tłumaczenie i dopasowywanie pojęć oraz zjawisk.

                      Nie używanie słowa "małżeństwo" i zastępowanie go jakimś innym to niepotrzebne mnożenie bytów. Do tego będziemy zmuszeni przyznać, że małżeństwa istnieją tylko w naszym kręgu kulturowym a gdzie indziej (np w Egipcie czy Indiach) małżeństw nie ma. Konsekwencje np dyplomatyczne takiego rozwiązania będą opłakane.

                      Zostaje nam nazywać małżeństwem to, co tam taką rolę pełni - prawnie, kulturowo czy biologicznie (dzieci).

                      > Jeśli dobrze pamiętam to małżeństw poligamicznych jest u nich tyle co kot napła
                      > kał, znakomita większość mężczyzn ma po jednej żonie także myślę, że spokojnie
                      > byśmy się zrozumieli.

                      Używasz pojęcia "małżeństwo poligamiczne". A przecież jest ono niezgodne z naszą definicją małżeństwa. Jak bardzo może być niezgodne i być nadal małżeństwem? :)

                      Pewnie jest możliwa definicja małżeństwa obejmująca wszystkie małżeństwa w różnych kulturach, ale ja się nie podejmuję jej ułożyć.

                      > Niemniej zgadzam się z tym, że w różnych społecznościach dane zjawiska mogą się
                      > od siebie w pewien sposób różnić ALE większość cech jest wspólna. A w przypadk
                      > u Mosuo większość istotnych dla małżeństwa cech jest różna:
                      > brak sformalizowania

                      E tam. Jakieś sformalizowanie musi być. Muszą się dogadać, rodzinie oznajmić. Nie znamy szczegółów.

                      > brak współnoty stołu i łoża

                      Wspólnota łoża jest.

                      > brak wyłączności seksualnej

                      A u nas jest???

                      > brak wspólnego mieszkania i wychowywania dzieci
                      >
                      > U nas to się nawet nie nazywa romansowaniem bo tu już występuje wyłączność na s
                      > iebie, to conajwyżej zjawisko typu fucking friend.

                      Co to znaczy "wyłączność na siebie"? Chyba tego nie rozumiem. Tak jak ja to widzę, to do wyłączności nie potrzeba żadnego ślubu a ślub jej nie zapewnia. Żaden ślub.

                      S.
                      • urko70 Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 13.09.13, 12:35
                        snajper55 napisał:

                        > > Powiem inaczej: ichniego "zuo hun" nie można przetłumaczyć na nasze "małż
                        > eństwo
                        > > " ponieważ opisują dwa kompletnie różne zjawiska. Aby dobrze się rozumieć
                        > należ
                        > > ałoby to przetłumaczyć na coś w stylu "bycie razem" czy "kochankoprzyjaci
                        > ół".
                        >
                        > To jest chyba sedno problemu. Problemem jest tłumaczenie i dopasowywanie pojęć
                        > oraz zjawisk.

                        Czyli mamy zgodę co do tego, że tłumacząc na nasze powinno się to nazywać "kochankoprzyjeciółmi" ?


                        > Nie używanie słowa "małżeństwo" i zastępowanie go jakimś innym to niepotrzebne
                        > mnożenie bytów. Do tego będziemy zmuszeni przyznać, że małżeństwa istnieją tylk
                        > o w naszym kręgu kulturowym a gdzie indziej (np w Egipcie czy Indiach) małżeńst
                        > w nie ma. Konsekwencje np dyplomatyczne takiego rozwiązania będą opłakane.

                        Jak najbardziej potrzebne bo określa inne zjawisko, język staje się bogatszy.
                        Przedmiot służący do picia płynów to: kubek, filiżanka, szklanka, kufel, lampka, kieliszek.
                        I po co to... po to aby jak najlepiej opisać dany przedmiot.
                        Małżeństwo w egipcie ma więcej podobieństw z "naszym" małżeństwem niż różnic. Związek w Mosuo w ogóle nie ma podobieństw.


                        > Zostaje nam nazywać małżeństwem to, co tam taką rolę pełni - prawnie, kulturowo
                        > czy biologicznie (dzieci).

                        Nieprawda. Równie dobrze możemy ich nazywać kochankoprzyjaciółmi.


                        > > Jeśli dobrze pamiętam to małżeństw poligamicznych jest u nich tyle co kot
                        > napła
                        > > kał, znakomita większość mężczyzn ma po jednej żonie także myślę, że spok
                        > ojnie
                        > > byśmy się zrozumieli.
                        >
                        > Używasz pojęcia "małżeństwo poligamiczne". A przecież jest ono niezgodne z nasz
                        > ą definicją małżeństwa. Jak bardzo może być niezgodne i być nadal małżeństwem?
                        > :)

                        Jeśli sugerujesz niezrozumienie się z muzułmanami w kwestii tego czym jest małżeństwo to wskazuję Ci, że oni wielożeństwo mają na poziomie dwóch procent, a pozostałe mają takie same jak u nas.
                        Chodzi o utrzymanie istoty danego zjawiska, aby istotna część cech była wspólna.
                        Między naszym związkiem a dopuszczalnym w islamie jest więcej podobieństw niż różnic, natomiast między naszym a związkiem w Mosuo nie ma podobieństw.


                        > Pewnie jest możliwa definicja małżeństwa obejmująca wszystkie małżeństwa w różn
                        > ych kulturach, ale ja się nie podejmuję jej ułożyć.
                        >
                        > > Niemniej zgadzam się z tym, że w różnych społecznościach dane zjawiska mo
                        > gą się
                        > > od siebie w pewien sposób różnić ALE większość cech jest wspólna. A w pr
                        > zypadk
                        > > u Mosuo większość istotnych dla małżeństwa cech jest różna:
                        > > brak sformalizowania
                        >
                        > E tam. Jakieś sformalizowanie musi być. Muszą się dogadać, rodzinie oznajmić. N
                        > ie znamy szczegółów.
                        >
                        > > brak współnoty stołu i łoża
                        >
                        > Wspólnota łoża jest.
                        >
                        > > brak wyłączności seksualnej
                        >
                        > A u nas jest???
                        >
                        > > brak wspólnego mieszkania i wychowywania dzieci

                        1. Czyli nie ma sformalizowania.
                        2. Wspólnota łoża to nie to samo co wspolnorta łoża i stołu.
                        3. Owszem, w naszym modelu jest wyłączność. Odstępstwa od niej nazywa się zdradą.


                        > > U nas to się nawet nie nazywa romansowaniem bo tu już występuje wyłącznoś
                        > ć na s
                        > > iebie, to conajwyżej zjawisko typu fucking friend.
                        >
                        > Co to znaczy "wyłączność na siebie"? Chyba tego nie rozumiem. Tak jak ja to wid
                        > zę, to do wyłączności nie potrzeba żadnego ślubu a ślub jej nie zapewnia. Żaden
                        > ślub.

                        Chodzi mi o wyłączność w uczuciach i zbliżeniach intymnych.
                        W naszym modelu są założenia wyłączności w ich modelu nie ma.
        • aiwom moze nasze malzenstwo jest szkodliwe? 11.09.13, 18:23
          mila2712 napisała:
          > Przecież, nie cały czas...nie przesadzajmy
          > Kłótnie zdarzają sie w każdym związku, a skutkiem tego są wzajemne pretensje, ż
          > ale, ciche dni itp pytanie czy to ma aż taki wpływ na pożądanie ?

          Uwazam, ze to ma ogromny, wrecz decydujacy wplyw na pożądanie.

          > > Tam malzonkowie/partnerzy spotykaja sie tylko na noc dla wzajemnej przyj
          > emnosc
          > > i, nie maja sie o co klocic, ani o dzieci, ani o pieniadze, ani o tesciow
          > a, wie
          > > c te ich zwiazki musza z definicji byc TRWALSZE. Tym bardziej, ze dobiera
          > li sie
          > > wylacznie napodstawie wzajemnej atrakcyjnosci, a nie np. bo panna byla b
          > ogata,
          > > czy facet dobrze ustawiony.
          >
          > To nie jest małżeństwo

          Zalezy w jakim rozumieniu. Jesli przez malzenstwo rozumiec instytucje spoleczna legalizujaca i sankcjonujaca zycie seksualne, rodzinne i wychowywanie dzieci, to tak, to jest wtedy malzenstwo, mimo, ze wyglada calkiem inaczej niz u nas. Mozna tez patrzec na to tak, ze jest to spolecznosc bezmalzenska. Moze nasz malzenstwo nie jest najlepsza forma dla regulacji zycia spolecznego, moze jest wrecz szkodliwe? Przeciez najwiecej cierpienia ludzie doznaja z powodu swoich spraw osobistych / malzenskich / rodzinnych. Tamten system to wszystko ulagadza.
          • mila2712 Re: moze nasze malzenstwo jest szkodliwe? 11.09.13, 18:29
            Co ugładza ?
            spotykają się na noc a potem każdy idzie w swoją stronę - tak to można równie dobrze chodzić do burdelu
            Małżeństwo to wspólne życie ( dobre i złe chwile )
            • misiu-1 Re: moze nasze malzenstwo jest szkodliwe? 11.09.13, 18:43
              Bo też taki układ jest de facto burdelem. Z przedszkolem dla personelu.
            • aiwom Burdele tam nie sa potrzebne. 11.09.13, 21:40
              mila2712 napisała:

              > Co ugładza ?
              > spotykają się na noc a potem każdy idzie w swoją stronę - tak to można równie
              > dobrze chodzić do burdelu

              No mozna. Tylko tam nie ma potrzeby burdeli. Burdele sa potrzebne w naszej kulturze, nie tam.

              > Małżeństwo to wspólne życie ( dobre i złe chwile )

              Scieslej - malzenstwo w kulturze, do ktore\j jestes przyzwyczajona. Tam malzenistwo to NIE JEST wspolne zycie. Bo i komu to potrzebne? Potrzebne jest zaspokajanie popedu seksualnego, a nie mieszkanie razem z ze swoim zaspokajaczem/zaspokajaczka. U nas malzenstwo wiaze sie ze zbyt duzym ryzykiem - klotni, problemow, klopotow, zostania samemu, rywalizacji, nieporozumien itp., itd. Tam tego nie ma...
              • mila2712 Re: Burdele tam nie sa potrzebne. 11.09.13, 21:49
                aiwom napisała:

                > No mozna. Tylko tam nie ma potrzeby burdeli. Burdele sa potrzebne w naszej kult
                > urze, nie tam.

                Uzasadnij

                > Scieslej - malzenstwo w kulturze, do ktore\j jestes przyzwyczajona.

                W kulturze, w której się wychowałam...

                >Tam malzenstwo to NIE JEST wspolne zycie. Bo i komu to potrzebne?

                Ludziom, którzy się kochają ?
                Choć przyznaję mozna żyć bez ślubu - nic w tym złego

                >Potrzebne jest zaspokajanie popedu seksualnego, a nie mieszkanie razem z ze swoim zaspokajaczem/zaspokajaczka. U nas malzenstwo wiaze sie ze zbyt duzym ryzykiem - klotni, problemow,klopotow, zostania samemu, rywalizacji, nieporozumien itp., itd. Tam tego nie ma...

                No nie wiem......w życiu liczy się coś jeszcze ....a nie tylko seks
                Mówisz tak, jakbyś miała za sobą nieudane małżeństwo :)
                • misiu-1 Re: Burdele tam nie sa potrzebne. 11.09.13, 22:13
                  > Mówisz tak, jakbyś miała za sobą nieudane małżeństwo :)

                  Żartujesz chyba. Przecież widać, że toto jest w wieku nastoletniego zaczadzenia marksizmem.
                • aiwom Re: Burdele tam nie sa potrzebne. 12.09.13, 01:29
                  mila2712 napisała:

                  > aiwom napisała:
                  >
                  > > No mozna. Tylko tam nie ma potrzeby burdeli. Burdele sa potrzebne w nasze
                  > j kult
                  > > urze, nie tam.
                  >
                  > Uzasadnij

                  Co uzasadnic? Tam nie ma burdeli, po co? Burdele to wynalazek chrzescijankiego kregu kulturowego.

                  > > Scieslej - malzenstwo w kulturze, do ktore\j jestes przyzwyczajona.
                  >
                  > W kulturze, w której się wychowałam...

                  Dlatego jestes do niej przyzwyczajona. Ale czlowiek ma tez przeciez mozg i moze troche pomyslec.

                  > >Tam malzenstwo to NIE JEST wspolne zycie. Bo i komu to potrzebne?
                  >
                  > Ludziom, którzy się kochają ?
                  > Choć przyznaję mozna żyć bez ślubu - nic w tym złego

                  Mozna zyc tez i bez mieszkania razem.

                  > >Potrzebne jest zaspokajanie popedu seksualnego, a nie mieszkanie razem z z
                  > e swoim zaspokajaczem/zaspokajaczka. U nas malzenstwo wiaze sie ze zbyt duzym r
                  > yzykiem - klotni, problemow,klopotow, zostania samemu, rywalizacji, nieporozumi
                  > en itp., itd. Tam tego nie ma...
                  >
                  > No nie wiem......w życiu liczy się coś jeszcze ....a nie tylko seks
                  > Mówisz tak, jakbyś miała za sobą nieudane małżeństwo :)

                  Liczy sie tez rodzina! Tam wszyscy maja przeciez wspaniale wielkie rodziny. Nie ma rodzin rozbitych, czy niepelnych. Nie ma sierot.
                  • mila2712 Re: Burdele tam nie sa potrzebne. 12.09.13, 08:07
                    aiwom napisała:
                    Tam nie ma burdeli, po co? Burdele to wynalazek chrzescijankiego
                    > kregu kulturowego.

                    Skąd ta pewność ? Ale Ok nie zglębiałam tematu nie bedę się upierać

                    > Mozna zyc tez i bez mieszkania razem.

                    Pewnie tak, każdy ma inne cele w życiu

                    > Liczy sie tez rodzina! Tam wszyscy maja przeciez wspaniale wielkie rodziny. Nie
                    ma rodzin rozbitych, czy niepelnych. Nie ma sierot.

                    Według mnie to nie jest rodzina
                    • aiwom Re: Burdele tam nie sa potrzebne. 17.09.13, 17:49
                      mila2712 napisała:

                      > aiwom napisała:
                      > Tam nie ma burdeli, po co? Burdele to wynalazek chrzescijankiego
                      > > kregu kulturowego.
                      >
                      > Skąd ta pewność ? Ale Ok nie zglębiałam tematu nie bedę się upierać

                      Slowo "burdel" pochodzi od wloskiego "bordello".

                      > > Mozna zyc tez i bez mieszkania razem.
                      >
                      > Pewnie tak, każdy ma inne cele w życiu
                      >
                      > > Liczy sie tez rodzina! Tam wszyscy maja przeciez wspaniale wielkie rodzin
                      > y. Nie
                      > ma rodzin rozbitych, czy niepelnych. Nie ma sierot.
                      >
                      > Według mnie to nie jest rodzina

                      Wedlug mnie (i najwazniejsze - wg nich) to jest rodzina.
              • misiu-1 Re: Burdele tam nie sa potrzebne. 11.09.13, 22:09
                aiwom napisała:

                > No mozna. Tylko tam nie ma potrzeby burdeli. Burdele sa potrzebne w naszej kulturze, nie
                > tam.

                Nie ma potrzeby burdeli płatnych. Bo po co, skoro w każdym obejściu jest darmowy?

                > Tam malzenistwo to NIE JEST wspolne zycie.

                > Tam w ogóle nie ma żadnego małżeństwa.

                > Bo i komu to potrzebne? Potrzebne jest zaspokajanie popedu seksualnego, a nie mieszkanie
                > razem z ze swoim zaspokajaczem/zaspokajaczka.

                Zwierzętom nie jest to potrzebne. Bądź ludziom, którzy zeszli do poziomu zwierząt i nie kochają się, tylko kopulują. Byle gdzie, z byle kim, byle zaspokoić popęd. Ludziom cywilizowanym małżeństwo jest potrzebne.
                • aiwom Mieszkanie razem czesto milosc rujnuje. 12.09.13, 01:34
                  misiu-1 napisał:

                  > aiwom napisała:
                  >
                  > > No mozna. Tylko tam nie ma potrzeby burdeli. Burdele sa potrzebne w nasze
                  > j kulturze, nie
                  > > tam.
                  >
                  > Nie ma potrzeby burdeli płatnych. Bo po co, skoro w każdym obejściu jest
                  > darmowy?

                  To tak samo jak w twojej rodzinie : ) Placisz moze swojej zonie?

                  > > Tam malzenistwo to NIE JEST wspolne zycie.
                  >
                  > > Tam w ogóle nie ma żadnego małżeństwa.

                  Mozna tak tez na to patrzec. I dlatego nie ma tam zadnych minusow, ktore wiaza sie z takim malzenstwem jak w Polsce.

                  > > Bo i komu to potrzebne? Potrzebne jest zaspokajanie popedu seksualnego, a
                  > nie mieszkanie
                  > > razem z ze swoim zaspokajaczem/zaspokajaczka.
                  >
                  > Zwierzętom nie jest to potrzebne. Bądź ludziom, którzy zeszli do poziomu zwierz
                  > ąt i nie kochają się, tylko kopulują. Byle gdzie, z byle kim, byle zaspokoić po
                  > pęd. Ludziom cywilizowanym małżeństwo jest potrzebne.

                  Wlasnie, dlaczego twierdzisz, ze oni sie nie kochaja? To sa wlasnie idealni kochankowie, dobrali sie wylacznie na podstawie wlasnej dla siebie atrakcyjnosci i spotykaja sie regularnie. To, ze nie mieszkaja razem, to tylko utrwala ich milosc. Mieszkanie razem czesto milosc rujnuje.
                  • mila2712 Re: Mieszkanie razem czesto milosc rujnuje. 12.09.13, 07:56
                    >To sa wlasnie idealni kochankowie, dobrali sie wylacznie na podstawie wlasnej dla siebie atrakcyjnosci i spotykaja sie regularnie. To, ze nie mieszkaja razem, to tylko utrwala ich milosc.

                    Pisząc atrakcyjność masz na myśli wygląd zewnętrzny ?
                    Idealnym kochankom jest dobrze nie tylko w łóżku ale i poza nim. Innmi słowy musi ich "coś" łączyć.
                    Wspólne mieszkanie także wzmacnia uczucie

                    >Mieszkanie razem czesto milosc rujnuje.

                    Nie mieszkanie a rutyna i kłopoty pojawiające się w codziennym życiu ( niektórych to przerasta )

                    • aiwom Re: Mieszkanie razem czesto milosc rujnuje. 17.09.13, 16:49
                      mila2712 napisała:

                      > >To sa wlasnie idealni kochankowie, dobrali sie wylacznie na podstawie wlas
                      > nej dla siebie atrakcyjnosci i spotykaja sie regularnie. To, ze nie mieszkaja r
                      > azem, to tylko utrwala ich milosc.
                      >
                      > Pisząc atrakcyjność masz na myśli wygląd zewnętrzny ?

                      Wyglad zewnetrzny to chyba tylko jeden z czynnikow, dla ktorych ludzie wydaja sie sobie atrakcyjni seksualnie, niezaleznie od kultury. Nie wiem, musialabys ich samych zapytac, czy biora pod uwage tylko wyglad fizyczny, czy moze tez np. poczucie humoru, albo jeszcze inne rzeczy. Na pewno nie sa to pieniadze ; ) W twoim przypadku npø. co decyduje o tym, czy ktos jest dla ciebie atrakcyjny seksualnie? Czy tez decydujesz sie na seks z kims nieatrakcyjnym dla ciebie, lecz robisz to dla innych powodow?

                      > Idealnym kochankom jest dobrze nie tylko w łóżku ale i poza nim.

                      Pewnie poza lozkiem im tez jest dobrze, czemu niby nie? Nawet chyba lepiej, bo nie maja sie o co klocic.

                      > Innmi słowy mu
                      > si ich "coś" łączyć.
                      > Wspólne mieszkanie także wzmacnia uczucie

                      Wspolne mieszkanie wzmacnia raczej chec do zdrady :) Uczucie szybko sie wypala przy wspolnym mieszkaniu. Poitem zostaje przyzwyczajenie, mieszkanie razem ze wzgledu na dzieci. To jest mieszkanie z soba i obok siebie, ale nie razem.

                      > >Mieszkanie razem czesto milosc rujnuje.
                      >
                      > Nie mieszkanie a rutyna i kłopoty pojawiające się w codziennym życiu ( niektóry
                      > ch to przerasta )

                      No wlasnie! Tam tego nie ma, nie ma rutyny, a klopoty codziennego zycia nei sa wspolnymi klopotami.
                      • mila2712 Re: Mieszkanie razem czesto milosc rujnuje. 17.09.13, 18:27
                        Awiom ja mam męża....tak więc mogę tylko powiedzieć jaki facet jest atrakcyjny...

                        Tak więc wysoki, brunet z zarostem, błyskiem w oku, poczuciem humoru, dystansem do siebie i świata, rozmowny....taki z którym moge rozmawiać jak ze starym dobrym kumplem :)

                        Czyli, żeby się nie nudzić i nie popaść w rutynę nalezy czesto zmieniac partnerów ?
                        :)))
                  • misiu-1 Re: Mieszkanie razem czesto milosc rujnuje. 12.09.13, 09:49
                    aiwom napisała:

                    > To tak samo jak w twojej rodzinie : ) Placisz moze swojej zonie?

                    Nie tak samo, ponieważ ani moja żona nie śpi z innymi mężczyznami, ani ja nie sypiam z innymi kobietami.

                    > Mozna tak tez na to patrzec. I dlatego nie ma tam zadnych minusow, ktore wiazasie z
                    > takim malzenstwem jak w Polsce.

                    Ani żadnych plusów. Ponieważ zaś te minusy są niczym wobec plusów, nasza cywilizacja się rozwinęła, a ich funkcjonuje jako skansen.

                    > Wlasnie, dlaczego twierdzisz, ze oni sie nie kochaja? To sa wlasnie idealni kochankowie,
                    > dobrali sie wylacznie na podstawie wlasnej dla siebie atrakcyjnosci i spotykaja sie
                    > regularnie. To, ze nie mieszkaja razem, to tylko utrwala ich milosc. Mieszkanie razem
                    > czesto milosc rujnuje.

                    ROTFL
                    • aiwom He he he he he he he he he he he he he he he he he 17.09.13, 17:29
                      misiu-1 napisał:

                      > aiwom napisała:
                      >
                      > > To tak samo jak w twojej rodzinie : ) Placisz moze swojej zonie?
                      >
                      > Nie tak samo, ponieważ ani moja żona nie śpi z innymi mężczyznami,

                      A skad wiesz?

                      > ani ja nie s
                      > ypiam z innymi kobietami.

                      He he : )
                      He he he he he he he he he he he he he he he he he he he he he he he he he : )

                      > > Mozna tak tez na to patrzec. I dlatego nie ma tam zadnych minusow, ktore
                      > wiazasie z
                      > > takim malzenstwem jak w Polsce.
                      >
                      > Ani żadnych plusów.

                      Plusow jest cale MNOSTWO.

                      > Ponieważ zaś te minusy są niczym wobec plusów, nasza cywili
                      > zacja się rozwinęła, a ich funkcjonuje jako skansen.

                      Co masz na mysli piszac "nasza cywilizacja"? Bo np. dla Niemcow czy polska cywilizacja to skansen.

                      > > Wlasnie, dlaczego twierdzisz, ze oni sie nie kochaja? To sa wlasnie ideal
                      > ni kochankowie,
                      > > dobrali sie wylacznie na podstawie wlasnej dla siebie atrakcyjnosci i spo
                      > tykaja sie
                      > > regularnie. To, ze nie mieszkaja razem, to tylko utrwala ich milosc. Mies
                      > zkanie razem
                      > > czesto milosc rujnuje.
                      > ROTFL

                      Czy ty i twoja zona dobraliscie sie nie napodstawie wzajemnej atrakcyjnosci?
                      • mila2712 Re: He he he he he he he he he he he he he he he 17.09.13, 18:28
                        Wierzysz w cos takiego jak wierność ?

                        • misiu-1 Re: He he he he he he he he he he he he he he he 17.09.13, 20:10
                          Jak może wierzyć, skoro uważa, że wszyscy są takimi samymi kanaliami, jak ta, na którą patrzy w lustrze?
                          • mila2712 Re: He he he he he he he he he he he he he he he 17.09.13, 21:21
                            Użytkowiniku.....mówicie o kobiecie
                            doprawdy....niepotrzebnie tak ostro reagujecie
                      • misiu-1 Re: He he he he he he he he he he he he he he he 17.09.13, 20:08
                        aiwom napisała:

                        > A skad wiesz?

                        Wiem i już. Musi ci to wystarczyć.

                        > He he : )
                        > He he he he he he he he he he he he he he he he he he he he he he he he he : )

                        Jak już wcześniej napisałem - nie mierz wszystkich swoją miarą. Że ty jesteś pozbawioną moralności, lewicową kreaturą, to nie znaczy, że inni także.

                        > Plusow jest cale MNOSTWO.

                        Nie rozumiesz, co czytasz. Ja piszę, że nie ma tam tych plusów, które są związane z małżeństwem. Stabilna rodzina, składająca się z ojca, matki i ich dzieci. Optymalne środowisko wychowawcze. Pewność i zaufanie.

                        > Co masz na mysli piszac "nasza cywilizacja"? Bo np. dla Niemcow czy polska cywilizacja to
                        > skansen.

                        Cywilizacja łacińska. Grecki stosunek do prawdy, rzymskie prawo i chrześcijańska moralność. Współczesne, lewicowe Niemcy z całym ich barbarzyństwem - obozami śmierci, odpowiedzialnością zbiorową, upaństwowieniem dzieci - nie są dla mnie żadną wyrocznią.

                        > Czy ty i twoja zona dobraliscie sie nie napodstawie wzajemnej atrakcyjnosci?

                        Ja ze swoją żoną nie dobieraliśmy się wyłącznie na podstawie atrakcyjności seksualnej, bo do trwałego związku potrzeba czegoś więcej niż do porozumienia w celu jednorazowej kopulacji.
                        • radymir Re: He he he he he he he he he he he he he he he 06.10.13, 19:28
                          misiu-1 napisał:

                          > Ja ze swoją żoną nie dobieraliśmy się wyłącznie na podstawie atrakcyjności seks
                          > ualnej, bo do trwałego związku potrzeba czegoś więcej niż do porozumienia w cel
                          > u jednorazowej kopulacji.

                          Czyli twoja zona ci sie nie podoba?
                          • urko70 Re: He he he he he he he he he he he he he he he 07.10.13, 14:05
                            radymir napisał:

                            > misiu-1 napisał:
                            >
                            > > Ja ze swoją żoną nie dobieraliśmy się wyłącznie na podstawie atrakcyjnośc
                            > i seks
                            > > ualnej, bo do trwałego związku potrzeba czegoś więcej niż do porozumienia
                            > w cel
                            > > u jednorazowej kopulacji.
                            >
                            > Czyli twoja zona ci sie nie podoba?

                            Z tego co napisał misiu-1 nie wynika to co sugerujesz w pytaniu.
                            • radymir Re: He he he he he he he he he he he he he he he 07.10.13, 23:41
                              urko70 napisał:

                              > radymir napisał:
                              >
                              > > misiu-1 napisał:
                              > >
                              > > > Ja ze swoją żoną nie dobieraliśmy się wyłącznie na podstawie atrakc
                              > yjnośc
                              > > i seks
                              > > > ualnej, bo do trwałego związku potrzeba czegoś więcej niż do porozu
                              > mienia
                              > > w cel
                              > > > u jednorazowej kopulacji.
                              > >
                              > > Czyli twoja zona ci sie nie podoba?
                              >
                              > Z tego co napisał misiu-1 nie wynika to co sugerujesz w pytaniu.

                              Widze, ze pytany byl, czy dobieral sie z zona na podstawie atrakcyjnosci. Nie odpowiedzial, ze tak.
                              • majaa Re: He he he he he he he he he he he he he he he 08.10.13, 11:40
                                radymir napisał:

                                > Widze, ze pytany byl, czy dobieral sie z zona na podstawie atrakcyjnosci. Nie o
                                > dpowiedzial, ze tak.

                                Odpowiedział, że nie dobierał się z żoną wyłącznie na tej podstawie. Wynika więc z tego, że było to tylko jedno z kryterium doboru, ale nie jedyne. Czego jeszcze nie rozumiesz?
                                • radymir Re: He he he he he he he he he he he he he he he 30.10.13, 21:26
                                  majaa napisała:

                                  > radymir napisał:
                                  >
                                  > > Widze, ze pytany byl, czy dobieral sie z zona na podstawie atrakcyjnosci.
                                  > Nie o
                                  > > dpowiedzial, ze tak.
                                  >
                                  > Odpowiedział, że nie dobierał się z żoną wyłącznie na tej podstawie.

                                  Ciekawe dlaczego? Przeciez nie o to byl pytany.

                                  > Wyn
                                  > ika więc z tego, że było to tylko jedno z kryterium doboru, ale nie jedyne. Cze
                                  > go jeszcze nie rozumiesz?

                                  A moj kolega ozenil sie z dziewczyna, ktora mu sie nie podobala, ale za to byla bogata (regularnie zaczal ja zdradzac juz w pierwszym roku malzenstwa).
                                  • urko70 Re: He he he he he he he he he he he he he he he 31.10.13, 11:25
                                    radymir napisał:

                                    > > radymir napisał:
                                    > >
                                    > > > Widze, ze pytany byl, czy dobieral sie z zona na podstawie atrakcyj
                                    > nosci. Nie odpowiedzial, ze tak.
                                    > >
                                    > > Odpowiedział, że nie dobierał się z żoną wyłącznie na tej
                                    > > podstawie.
                                    >
                                    > Ciekawe dlaczego?

                                    Dlatego, że dobierał się uwzględniając RÓWNIEŻ inne cechy.
                              • urko70 Re: He he he he he he he he he he he he he he he 09.10.13, 10:04
                                radymir napisał:

                                > > > > Ja ze swoją żoną nie dobieraliśmy się wyłącznie na podstawie
                                > atrakcyjności seksualnej, bo do trwałego związku potrzeba czegoś więcej niż do
                                > porozumienia w cel u jednorazowej kopulacji.
                                > > >
                                > > > Czyli twoja zona ci sie nie podoba?
                                > >
                                > > Z tego co napisał misiu-1 nie wynika to co sugerujesz w pytaniu.
                                >
                                > Widze, ze pytany byl, czy dobieral sie z zona na podstawie atrakcyjnosci. Nie o
                                > dpowiedzial, ze tak.

                                Niczego nowego nie wniosłeś: Twoja sugestia jest bezpodstawna.
                                • radymir Re: He he he he he he he he he he he he he he he 30.10.13, 21:28
                                  urko70 napisał:

                                  > radymir napisał:
                                  >
                                  > > > > > Ja ze swoją żoną nie dobieraliśmy się wyłącznie na pods
                                  > tawie
                                  > > atrakcyjności seksualnej, bo do trwałego związku potrzeba czegoś więcej n
                                  > iż do
                                  > > porozumienia w cel u jednorazowej kopulacji.
                                  > > > >
                                  > > > > Czyli twoja zona ci sie nie podoba?
                                  > > >
                                  > > > Z tego co napisał misiu-1 nie wynika to co sugerujesz w pytaniu.
                                  > >
                                  > > Widze, ze pytany byl, czy dobieral sie z zona na podstawie atrakcyjnosci.
                                  > Nie o
                                  > > dpowiedzial, ze tak.
                                  >
                                  > Niczego nowego nie wniosłeś: Twoja sugestia jest bezpodstawna.

                                  A mialem wniesc cos nowego? Dyskusja nie polega wylacznie na wnoszeniu czegos nowego.
                                  • urko70 Re: He he he he he he he he he he he he he he he 31.10.13, 11:23
                                    radymir napisał:

                                    > > > > > > Ja ze swoją żoną nie dobieraliśmy się wyłącznie n
                                    > a pods tawie atrakcyjności seksualnej, bo do trwałego związku potrzeba czegoś wi
                                    > ęcej niż do porozumienia w cel u jednorazowej kopulacji.
                                    > > > > >
                                    > > > > > Czyli twoja zona ci sie nie podoba?
                                    > > > >
                                    > > > > Z tego co napisał misiu-1 nie wynika to co sugerujesz w pytan
                                    > iu.
                                    > > >
                                    > > > Widze, ze pytany byl, czy dobieral sie z zona na podstawie atrakcyj
                                    > nosci.
                                    > > Nie o
                                    > > > dpowiedzial, ze tak.
                                    > >
                                    > > Niczego nowego nie wniosłeś: Twoja sugestia jest bezpodstawna.
                                    >
                                    > A mialem wniesc cos nowego? Dyskusja nie polega wylacznie na wnoszeniu czegos n
                                    > owego.

                                    Nie wniosłeś nic nowego do:
                                    "Z tego co napisał misiu-1 nie wynika to co sugerujesz w pytaniu."
                                    Tym samym Twoja sugestia jest bezpodstawna.
      • fueradesi Re: Ich zwiazki sa tez trwalsze 21.09.13, 10:14
        Tym bardziej, ze dobierali sie wylacznie napodstawie wzajemnej atrakcyjnosci, a nie np. bo panna byla bogata, czy facet dobrze ustawiony.

        Gdyby panna była jedyną atrakcyjną dziewczyną w okolicy, a całą resztę wioski stanowiłyby paszczury nieziemskie to faktycznie, można by było liczyć na trwałość takiego związku. Ale tak nie jest, bo w społeczeństwie kobiet PIĘKNYCH i ładnych jest więcej niż jedna, ergo: facet się znudzi jedną piękną żoną, zamieniając ją na inną piękną żonę.
    • radymir Rodzina idealna i spoleczenstwo idealne? 12.09.13, 00:21
      aiwom napisała:

      > "Najbardziej niezwykłym aspektem kultury Mosuo jest praktyka tzw. „chodzo
      > nego małżeństwa“ (chiń. 走婚 zou hun), które jest dominującym
      > systemem małżeńskim wśród Mosuo żyjących w okolicach jeziora Lugu Hu a także w
      > Syczuanie w okolicy Zuosuo i Yonging. Związek ten polega na tym, że zarówno mę
      > żczyzna, jak i kobieta na stałe mieszkają w swoich domach rodzinnych, a mężczyz
      > na zaakceptowany przez kobietę odwiedza ją po kolacji i zostaje u niej na noc,
      > po czym wraca do swojego domu rano. Dzieci powstałe z takiego związku są dziećm
      > i kobiety i są wychowywane przez jej rodzinę, a więc przez jej siostry, braci i
      > innych mieszkańców domu, rozstanie się kochanków nie ma więc wpływu na ich syt
      > uację. Para nie jest złączona żadnymi więzami ekonomicznymi. „Chodzone ma
      > łżeństwo” oparte jest wyłącznie na miłości i wzajemnej atrakcyjności[4]."

      Ciekawe jakie sa minusy takiego systemu spolecznego? Ba jak sie czyta to wszystko, to wydaje sie, ze to jest rodzina idealna i spoleczenstwo idealne, gdzie:
      nie ma tesciow i ich wpieprzania sie w cudze zycie,
      nie ma klotni malzenskich,
      nie istnieje pojecie zdrady,
      nie ma wiec zazdrosci,
      nie ma zlego wplywu nieporozumien kochankow na dzieci,
      nie ma stygmatyzacji w rodzaju "panna z dzieckiem", stara panna czy stary kawaler,
      nie ma szoku zmiany domu rodzinnego (wyprowadzania sie "na swoje"),
      nie ma sierot,
      nie ma samotnosci.

      Osiagneli wiec bardzo bardzo wiele. Ciekawe czym za to wszystko placa? Czego im brak? Z jakiego powodu cierpia?

      • aiwom Re: Rodzina idealna i spoleczenstwo idealne? 12.09.13, 15:06
        radymir napisał:

        > Ciekawe jakie sa minusy takiego systemu spolecznego? Ba jak sie czyta to wszyst
        > ko, to wydaje sie, ze to jest rodzina idealna i spoleczenstwo idealne, gdzie:
        > nie ma tesciow i ich wpieprzania sie w cudze zycie,
        > nie ma klotni malzenskich,
        > nie istnieje pojecie zdrady,
        > nie ma wiec zazdrosci,
        > nie ma zlego wplywu nieporozumien kochankow na dzieci,
        > nie ma stygmatyzacji w rodzaju "panna z dzieckiem", stara panna czy stary kawal
        > er,
        > nie ma szoku zmiany domu rodzinnego (wyprowadzania sie "na swoje"),
        > nie ma sierot,
        > nie ma samotnosci.

        Dodac chyba jeszcze trzeba, ze jest mniejsze prawdopodobienstwo czynow pedofilskich i wykorzystywania dzieci, bo rodzina jest wieksza i bardziej otwarta. Tak mi sie wydaje.

        > Osiagneli wiec bardzo bardzo wiele. Ciekawe czym za to wszystko placa? Czego im
        > brak? Z jakiego powodu cierpia?

        Ciekawe jak, jest tam jest z kazirodztwem? Albo z homoseksualizmem?
        • urko70 Re: Rodzina idealna i spoleczenstwo idealne? 13.09.13, 15:26
          aiwom napisała:

          > radymir napisał:
          >
          > > Ciekawe jakie sa minusy takiego systemu spolecznego? Ba jak sie czyta to
          > wszyst
          > > ko, to wydaje sie, ze to jest rodzina idealna i spoleczenstwo idealne, gd
          > zie:
          > > nie ma tesciow i ich wpieprzania sie w cudze zycie,

          Są rodzice, którzy tak samo moga ingerować w zycie swojej córki.

          > > nie ma klotni malzenskich,

          Mogą się pokłócić jak on przyjdzie do niej po kolacji.

          > > nie istnieje pojecie zdrady,

          Nie ma całego pakietu pozytywnych uczuć związanych z bliskością.
          Zlikwidować wszystkie szpitala na swiecie i w ten prosty sposób zlikwiduje się błęy lekarskie w szpitalach... a co tam, zakazać lekarzom pracy to w ogóle zlikwiduje się błędy lekarskie.

          > > nie ma wiec zazdrosci,

          Nie ma poczucia bezpieczeństwa, stabilności.

          > > nie ma zlego wplywu nieporozumien kochankow na dzieci,

          Nie ma motywacji aby pracować nad sobą.

          > > nie ma stygmatyzacji w rodzaju "panna z dzieckiem", stara panna czy stary
          > kawaler,

          U nas też.

          > > nie ma szoku zmiany domu rodzinnego (wyprowadzania sie "na swoje"),

          Dla jednych to szok dla innych to nowe możliwości.
          BRAK możliwości wyrwania się spod wladzy, kontroli, nadzoru rodziców.

          > > nie ma sierot,

          Nie ma ojców.

          > > nie ma samotnosci.

          Mężczyxni nie mają dzieci.

          > Dodac chyba jeszcze trzeba, ze jest mniejsze prawdopodobienstwo czynow pedofils
          > kich i wykorzystywania dzieci, bo rodzina jest wieksza i bardziej otwarta. Tak
          > mi sie wydaje.

          W dużej grupie kręcących się wokól dzieci łątwiej odciągnąc na bok i wykorzytsać dziecko.

          W grupie gdzie partnerów seksualnych można zmieniać jak się chce i kiedy się chce kwestie seksualności są luźniej traktowane także pedofilowi łatwiej wykorzystać dziecko, skoro mamusia co chwile sypia z roznycmi panami to "wujek z toba tez moze...."


          > > Osiagneli wiec bardzo bardzo wiele. Ciekawe czym za to wszystko placa? Cz
          > ego im brak? Z jakiego powodu cierpia?

          Najprawdopodobniej tylko dopasowali się do istniejących warunków. Przykładowo niska populacja płodnych mężczyzn nakazywała kobietom wspolzycie seklsualne z wieloma aby zapewnić przetrwanie. Ich uczucia nikogo nie interesowaly miały dawac na lewo i prawo.

          > Ciekawe jak, jest tam jest z kazirodztwem? Albo z homoseksualizmem?

          Wujkowie i ciocie mają znacznie łatwiejszy dostęp do wielu kręcących się po domu dzieci.

          A homoseksualiści... panowie odwiedzają panów, kobiety siebie wzajemnie no chyba, ze rodzice zabronią to bo przecież wszyscy mieszkają z rodzicami to homoseksualisci nie zaspakają swoich potrzeb.
          • aiwom Re: Rodzina idealna i spoleczenstwo idealne? 17.09.13, 16:31
            urko70 napisał:

            > > > nie ma tesciow i ich wpieprzania sie w cudze zycie,
            >
            > Są rodzice, którzy tak samo moga ingerować w zycie swojej córki.

            Ale nie maja powodu. To wpieprzanie sie jest o wiele mniej prawdopodobne. To sa osoby znajace sie, nie jak tesciowie.

            > > > nie ma klotni malzenskich,
            >
            > Mogą się pokłócić jak on przyjdzie do niej po kolacji.

            Ale mniej powodow. O co maja sie klocic? W naszych malzenstwach klotnie sa najczesciej o dzieci i o pieniadze. Tam to nie jest temat.

            > > > nie istnieje pojecie zdrady,
            >
            > Nie ma całego pakietu pozytywnych uczuć związanych z bliskością.

            Bliskosc jest inaczej zorganizowana - wg mnie o wiele madrzej.

            > Zlikwidować wszystkie szpitala na swiecie i w ten prosty sposób zlikwiduje się
            > błęy lekarskie w szpitalach... a co tam, zakazać lekarzom pracy to w ogóle zlik
            > widuje się błędy lekarskie.

            Nikt tam przeciez ni8czego nie likwidowal, tylko zorganizowal inaczej, wg mnie lepiej. Szpitale tez mozna zorganizowac lepiej lub gorzej, tak ze bedzie w nich mnostwo bledow, albo bardzo malo.

            > > > nie ma wiec zazdrosci,
            >
            > Nie ma poczucia bezpieczeństwa, stabilności.

            To poczucie bezpieczenstwa i stabilnosci jest o niebo wieksze! Rodzina ci sie nigdy nie rozpadnie, przez cale zycie mieszkasz w tej samej rodzinie.

            > > > nie ma zlego wplywu nieporozumien kochankow na dzieci,
            >
            > Nie ma motywacji aby pracować nad sobą.

            Klotnie i agresja malzenska jako motywacja do pracy nad soba? Dobre :)

            > > > nie ma stygmatyzacji w rodzaju "panna z dzieckiem", stara panna czy
            > stary
            > > kawaler,
            >
            > U nas też.

            U nas wciaz jest. Wprawdzie o wiele mniejsza niz kiedys, ale jest.

            > > > nie ma szoku zmiany domu rodzinnego (wyprowadzania sie "na swoje"),
            >
            > Dla jednych to szok dla innych to nowe możliwości.

            To jest zawsze szok. Chyba, ze zylo sie w rodzinie patologicznej, bylo maltretowanym fizycznie czy psychicznie jako dziecko (w naszych rodzinach to o wiele bardziej prawdopodobne).

            > BRAK możliwości wyrwania się spod wladzy, kontroli, nadzoru rodziców.

            Ten nadzor i kontrola jest cecha naszych malzenstw. Tam jest wieksza wspolnota, i bardziej wyluzowana - chociazby pod tym wzgledem, ze kobiety moga zaprosic do sypialni kogo chca, bo to nie ma ZADNEGO wplywu na rodzine. Czy on bogaty czy nie, nie ma znaczenia. Maja sie tylko lubic.

            > > > nie ma sierot,
            >
            > Nie ma ojców.

            Ojcami sa bracia matki i babci, przeczytaj glowny watek zamiast powtarzac w kolko bzdury.

            > > > nie ma samotnosci.
            >
            > Mężczyxni nie mają dzieci.

            Mezczyzni oczywiscie maja dzieci i dzieci sie rodza. Faktycznymi ojcami sa bracia matki. Tam kazdy (heteroseksualony i plodny) mezczyzna jest jednoczesnie ojcem bologicznym dzieci, ktorych nie wychowuje i ojcem faktycznym dzieci swoich siostr, ktore wychowuje.

            > > Dodac chyba jeszcze trzeba, ze jest mniejsze prawdopodobienstwo czynow pe
            > dofils
            > > kich i wykorzystywania dzieci, bo rodzina jest wieksza i bardziej otwarta
            > . Tak
            > > mi sie wydaje.
            >
            > W dużej grupie kręcących się wokól dzieci łątwiej odciągnąc na bok i wykorzytsa
            > ć dziecko.

            Wlasnie wydaje mi sie, ze trudniej. Tam nie ma sytuacji takich jak u nas, ze tatus zostaje z corka sam na sam.

            > W grupie gdzie partnerów seksualnych można zmieniać jak się chce i kiedy się ch
            > ce kwestie seksualności są luźniej traktowane także pedofilowi łatwiej wykorzys
            > tać dziecko, skoro mamusia co chwile sypia z roznycmi panami to "wujek z toba t
            > ez moze...."

            Jednak nie zmieniaja tak czesto, jak sie okazuje. Brak jest atrakcyjnosci zakazanego owocu. Nie jest praktyczna czesta zmiana. Podobno znienianie partnerow tam nie jest czestsze niz u nas - u nas jednak odbywa sie na zasadzie zdrady, tam bez zdrady.

            > > > Osiagneli wiec bardzo bardzo wiele. Ciekawe czym za to wszystko pla
            > ca? Cz
            > > ego im brak? Z jakiego powodu cierpia?
            >
            > Najprawdopodobniej tylko dopasowali się do istniejących warunków.

            Instytucja malzenstwa jest sama w sobie dopasowaniem si do warunkow, w jakie czlowiek jest wrzucony.

            > Przykładowo n
            > iska populacja płodnych mężczyzn nakazywała kobietom wspolzycie seklsualne z wi
            > eloma aby zapewnić przetrwanie. Ich uczucia nikogo nie interesowaly miały dawac
            > na lewo i prawo.

            No ale wlasnie tam nie wspolzyje sie z wieksza liczba partnerow niz w naszej cywilizacji. Gdyby chodzilo o maksymalne rozmnazanie sie, to zdecydowanie lepszym wyjsciem jest wielozenstwo. Albo moze jak unas - niby monogamia, ale czestsze stosunki na boku. To po prostu przetrwalosc cywilizacji matriarchalnej, do ktorej teraz powoli wracamy...

            > > Ciekawe jak, jest tam jest z kazirodztwem? Albo z homoseksualizmem?
            >
            > Wujkowie i ciocie mają znacznie łatwiejszy dostęp do wielu kręcących się po dom
            > u dzieci.

            Chodzilo mi o homoseksualizm i o kazirodztwo, nie o pedofilie. Pedofilia wydaje mi sie, ze musi byc rzadsza, bo jest latwiej kontrolowana.

            > A homoseksualiści... panowie odwiedzają panów, kobiety siebie wzajemnie no chyb
            > a, ze rodzice zabronią to bo przecież wszyscy mieszkają z rodzicami to homoseks
            > ualisci nie zaspakają swoich potrzeb.

            No wlasnie kiedy tam tylko kobiety maja swoja prywatna sypialnie (mezczyzni nie). Reszta spi we wspolnym pomieszczeniu. Homoseksualni mezczyzni pewnie zabawiaja sie gdzies poza domem...
          • radymir Re: Rodzina idealna i spoleczenstwo idealne? 01.10.13, 22:48
            urko70 napisał:

            > > > nie ma klotni malzenskich,
            >
            > Mogą się pokłócić jak on przyjdzie do niej po kolacji.

            O co?

            > > > nie istnieje pojecie zdrady,
            >
            > Nie ma całego pakietu pozytywnych uczuć związanych z bliskością.

            Lepiej chyba, zeby nie bylo pojecia zdrady.
            • urko70 Re: Rodzina idealna i spoleczenstwo idealne? 02.10.13, 12:07
              radymir napisał:

              > > > > nie ma klotni malzenskich,
              > > Mogą się pokłócić jak on przyjdzie do niej po kolacji.
              > O co?

              O to że jedno chce a drugie nie.
              Niemniej tu zachodzi inna sytuacja, mianowice taka, ze skoro nie ma małżeństwa to i nie ma kłótni małżeńskich. Jeśli nie ma ojca to i ojciec nie da w tyłek czyli wylewanie dziecka z kąpielą.

              > > > > nie istnieje pojecie zdrady,
              > > Nie ma całego pakietu pozytywnych uczuć związanych z bliskością.
              > Lepiej chyba, zeby nie bylo pojecia zdrady.

              Zabrzmiało niczym wypowiedź kandydatki na miss.. i żeby nie było wojen i żeby wszyscy byli szczęśliwi...
              ;)
              • radymir bliskosc 06.10.13, 16:03
                urko70 napisał:

                > radymir napisał:
                >
                > > > > > nie ma klotni malzenskich,
                > > > Mogą się pokłócić jak on przyjdzie do niej po kolacji.
                > > O co?
                >
                > O to że jedno chce a drugie nie.

                Seksu? To przeciez nie przyjdzie, albo inaczej sie umowia. Albo przestana sie spotykac i znajda sobie innych partnerow - dokladnie tak samo jak u nas. Tylko ze tam te klotnie nie beda mialy wplywu na dzieci, ani na ich sytuacje materialna.

                > Niemniej tu zachodzi inna sytuacja, mianowice taka, ze skoro nie ma małżeństwa
                > to i nie ma kłótni małżeńskich. Jeśli nie ma ojca to i ojciec nie da w tyłek cz
                > yli wylewanie dziecka z kąpielą.

                No wlasnie. Oni pewnie uwazaja za swoich "ojcow" braci matki. Skoro kobieta zapytana ile ma dzieci podaje zawsze wspolna liczbe wszystkich dzieci jej i jej siostr, to ciekawe, co odpowiada dziecko zapytane o swoja matke? Wszystkie ciocie sa uwazane za matki?

                > > > > > nie istnieje pojecie zdrady,
                > > > Nie ma całego pakietu pozytywnych uczuć związanych z bliskością.
                > > Lepiej chyba, zeby nie bylo pojecia zdrady.
                >
                > Zabrzmiało niczym wypowiedź kandydatki na miss.. i żeby nie było wojen i żeby w
                > szyscy byli szczęśliwi...
                > ;)

                Z tym pojeciem bliskosci to nie do konca tak. Bliskosc odczuwa sie niekoniecznie z osoba, z ktora uprawia sie seks, seks nie jest tu potrzebny. Przeciez matka to osoba jak najbardziej bliska, a jednak z matka nie lacza wiezy seksualne (jesli juz to bardzo wyjatkowo ;) Wazniejsze jest chyba, ze wyeliminowali zdrade. W konstrukcji naszego "zachodniego" czy tez "chrzescijanskiego" malzenstwie lezy ogromny blad u samej podstawy tej konstrukcji - monogamia i przyrzeczenie wiernosci, to jest przeciez sprzeczne z natura czlowieka i zdecydowana wiekszosc ludzi nie jest w stanie monogamii i wiernosci dochowac. Wymog takich przyrzeczen przy zawieraniu zwiazku jest raczej sprzeczny ze zdrowym rozsadkiem.
                • urko70 Re: bliskosc 07.10.13, 14:54
                  radymir napisał:

                  > > > > > > nie ma klotni malzenskich,
                  > > > > Mogą się pokłócić jak on przyjdzie do niej po kolacji.
                  > > > O co?
                  > >
                  > > O to że jedno chce a drugie nie.
                  >
                  > Seksu? To przeciez nie przyjdzie, albo inaczej sie umowia. Albo przestana sie s
                  > potykac i znajda sobie innych partnerow - dokladnie tak samo jak u nas. Tylko z
                  > e tam te klotnie nie beda mialy wplywu na dzieci, ani na ich sytuacje materialn
                  > a.

                  Może być seks, może być wpływ na wychowanie dzieci, może być czas, moga być różne rzeczy które jedno chce a drugie nie tak czy siak kłótnie w takim związku być mogą. Bo związek jakikolwiek by był to jakaś wspólnota, a wspoólnota to część wspólna, a jak jest częśc wspólna to znaczy, że zalezy od obu stron.

                  Jak "nie przyjdzie" jak on przyszedł, a ona mówi, że kolejny dzien musi zajmować się dziećmi kolejnej siostry i że wyszło to przed chwilą.

                  Wpływ na dzieci.... - najlepiej go wyeliminować poprzez odbieranie dzieci rodzicom, wtedy żadne zachowanie rodziców nie bedzie miało wpływu na dzieci.


                  > > Niemniej tu zachodzi inna sytuacja, mianowice taka, ze skoro nie ma małże
                  > ństwa
                  > > to i nie ma kłótni małżeńskich. Jeśli nie ma ojca to i ojciec nie da w ty
                  > łek cz
                  > > yli wylewanie dziecka z kąpielą.
                  >
                  > No wlasnie. Oni pewnie uwazaja za swoich "ojcow" braci matki. Skoro kobieta zap
                  > ytana ile ma dzieci podaje zawsze wspolna liczbe wszystkich dzieci jej i jej si
                  > ostr, to ciekawe, co odpowiada dziecko zapytane o swoja matke? Wszystkie ciocie
                  > sa uwazane za matki?

                  Nie wiem jak ciocie ale wujkowie byc może są uważani za kogoś w znaczeniu naszego ojca. Pytanie czy taki wujek robiący za ojca nie może dać w dupę (?) a jesli jest trzech wujków i każdy popija i każdy może przyłożyć siostrzeńcowi... a jak siostra zacznie krzyczeć żeby nie bił dziecka to on jej powie że skoro utrzymuje to może i wychowywać tak jak uważa...


                  > > > > > > nie istnieje pojecie zdrady,
                  > > > > Nie ma całego pakietu pozytywnych uczuć związanych z bliskośc
                  > ią.
                  > > > Lepiej chyba, zeby nie bylo pojecia zdrady.
                  > >
                  > > Zabrzmiało niczym wypowiedź kandydatki na miss.. i żeby nie było wojen i
                  > żeby w
                  > > szyscy byli szczęśliwi...
                  > > ;)
                  >
                  > Z tym pojeciem bliskosci to nie do konca tak. Bliskosc odczuwa sie niekonieczni
                  > e z osoba, z ktora uprawia sie seks, seks nie jest tu potrzebny.

                  Jeśli masz na myśli stosunki z prostytutkami to i owszem bliskości nie musi być.
                  Jednak między normalnym mężem i jego żoną to właśnie bliskość ich zespaja.

                  > Przeciez matka
                  > to osoba jak najbardziej bliska, a jednak z matka nie lacza wiezy seksualne (j
                  > esli juz to bardzo wyjatkowo ;)

                  Są różne rodzaje bliskości, ja pisałem o bliskości z partnerem/ką a nie z rodzicem/rodzeństwem.

                  > Wazniejsze jest chyba, ze wyeliminowali zdrade.
                  > W konstrukcji naszego "zachodniego" czy tez "chrzescijanskiego" malzenstwie le
                  > zy ogromny blad u samej podstawy tej konstrukcji - monogamia i przyrzeczenie wi
                  > ernosci, to jest przeciez sprzeczne z natura czlowieka i zdecydowana wiekszosc
                  > ludzi nie jest w stanie monogamii i wiernosci dochowac. Wymog takich przyrzecze
                  > n przy zawieraniu zwiazku jest raczej sprzeczny ze zdrowym rozsadkiem.

                  Równie dobrze możesz wyrwać sobie wszystkie zęby i cieszyć się że wyeliminowałeś możliwość bólu zębów albo jeszcze lepiej przejsc na karmienie się dożylne i cieszyć się z tego, że nie musisz dbac o zęby (bo brak pokarmu to mniejsze zanieczysznienie i próchnica) a to że pozbawiasz się smaku to mniejsza z tym....
                  • radymir rodzaje bliskosci 07.10.13, 23:59
                    urko70 napisał:

                    > Może być seks, może być wpływ na wychowanie dzieci, może być czas, moga być róż
                    > ne rzeczy które jedno chce a drugie nie tak czy siak kłótnie w takim związku by
                    > ć mogą. Bo związek jakikolwiek by był to jakaś wspólnota, a wspoólnota to część
                    > wspólna, a jak jest częśc wspólna to znaczy, że zalezy od obu stron.

                    Tak, tam wspolnota to rodzina. Ich rodzina nie jest zespojona seksem, tak jak w naszych rodzinach. Pomysl zespojenia rodziny seksem powstal chyba w momencie przejscia na patriarchat, czyli dominacje mezczyzny nad kobieta. Ten pomysl chyba nie jest najszczesliwszy, w kazdym razie slono kosztuje. Chyba zbyt slono.

                    > Wpływ na dzieci.... - najlepiej go wyeliminować poprzez odbieranie dzieci rodzi
                    > com, wtedy żadne zachowanie rodziców nie bedzie miało wpływu na dzieci.

                    Nie chodzi mi o wplyw rodzica czy jakiegokolwiek doroslego czlowieka na dziecko w ogole, lecz o wplyw niektorych problemow, jakie maja dorosli, na dzieci.

                    > go ojca. Pytanie czy taki wujek robiący za ojca nie może dać w dupę (?) a jesli

                    Nie wiem, czy oni bija dzieci. W usa za jednego klapsa rodzic moze wylądowac w wiezieniu.

                    > Jeśli masz na myśli stosunki z prostytutkami to i owszem bliskości nie musi być

                    Mam na mysli stosunki z kimkolwiek.

                    > Jednak między normalnym mężem i jego żoną to właśnie bliskość ich zespaja.

                    Zespaja raczej seks, bliskosc jest wtorna. Jest wiele malzenstw, w ktorych malzonkowie nie sa sobie bliscy. I skad zalozenie, ze zona lub maz musza byc normnalni? A co z nienormalnymi?

                    > > Przeciez matka
                    > > to osoba jak najbardziej bliska, a jednak z matka nie lacza wiezy seksual
                    > ne (j
                    > > esli juz to bardzo wyjatkowo ;)
                    >
                    > Są różne rodzaje bliskości, ja pisałem o bliskości z partnerem/ką a nie z rodzi
                    > cem/rodzeństwem.

                    No wlasnie!!! I tam tez jest pewnbien rodzaj bliskosci miedzy partnerami. Mowienie, ze tam nie ma bliskosci to zwykle naduzycie.

                    > > Wazniejsze jest chyba, ze wyeliminowali zdrade.
                    > > W konstrukcji naszego "zachodniego" czy tez "chrzescijanskiego" malzenstw
                    > ie le
                    > > zy ogromny blad u samej podstawy tej konstrukcji - monogamia i przyrzecze
                    > nie wi
                    > > ernosci, to jest przeciez sprzeczne z natura czlowieka i zdecydowana wiek
                    > szosc
                    > > ludzi nie jest w stanie monogamii i wiernosci dochowac. Wymog takich przy
                    > rzecze
                    > > n przy zawieraniu zwiazku jest raczej sprzeczny ze zdrowym rozsadkiem.
                    >
                    > Równie dobrze możesz wyrwać sobie wszystkie zęby i cieszyć się że wyeliminowałe
                    > ś możliwość bólu zębów albo jeszcze lepiej przejsc na karmienie się dożylne i c
                    > ieszyć się z tego, że nie musisz dbac o zęby (bo brak pokarmu to mniejsze zanie
                    > czysznienie i próchnica) a to że pozbawiasz się smaku to mniejsza z tym....

                    Co to za debilne pseudoporownania? Pisz na temat. Tam wyeliminowano sam bol, bez eliminowania zebow.
                    • urko70 Re: rodzaje bliskosci 08.10.13, 16:08
                      radymir napisał:

                      > > Może być seks, może być wpływ na wychowanie dzieci, może być czas, moga b
                      > yć róż
                      > > ne rzeczy które jedno chce a drugie nie tak czy siak kłótnie w takim zwią
                      > zku by
                      > > ć mogą. Bo związek jakikolwiek by był to jakaś wspólnota, a wspoólnota to
                      > część
                      > > wspólna, a jak jest częśc wspólna to znaczy, że zalezy od obu stron.
                      >
                      > Tak, tam wspolnota to rodzina. Ich rodzina nie jest zespojona seksem, tak jak w
                      > naszych rodzinach.

                      Zmieniasz temat z możliwości powstawania kłótni z seks. Przypomnę podważałeś możliwość istnienia przyczyn do kłótni, a po moim wskazaniu tychże uciekasz w seks.


                      > > Wpływ na dzieci.... - najlepiej go wyeliminować poprzez odbieranie dzieci
                      > rodzi
                      > > com, wtedy żadne zachowanie rodziców nie bedzie miało wpływu na dzieci.
                      >
                      > Nie chodzi mi o wplyw rodzica czy jakiegokolwiek doroslego czlowieka na dziecko
                      > w ogole, lecz o wplyw niektorych problemow, jakie maja dorosli, na dzieci.

                      To trzeba likwidować przyczyny tych propblemów a nie wylewać dziecko z kąpielą poprzez całkowite wyeliminowanie ojca czy normalnej rodziny.

                      > > go ojca. Pytanie czy taki wujek robiący za ojca nie może dać w dupę (?) a
                      > jesli
                      >
                      > Nie wiem, czy oni bija dzieci. W usa za jednego klapsa rodzic moze wylądowac w
                      > wiezieniu.

                      Nieistotne czy to bicie czy cokolwiek innego istotne że tak samo wujek może krzywdzić jak ojciec, a moim zdaniem wujek bardziej, a do tego dziecko jest pozbnawiane uczuć ojcowskich.

                      > > Jednak między normalnym mężem i jego żoną to właśnie bliskość ich zespaja
                      > .
                      >
                      > Zespaja raczej seks, bliskosc jest wtorna. Jest wiele malzenstw, w ktorych malz
                      > onkowie nie sa sobie bliscy. I skad zalozenie, ze zona lub maz musza byc normna
                      > lni? A co z nienormalnymi?

                      Bardzo często używasz zwrótów "raczej" i "chyba"... :)


                      > > > Przeciez matka
                      > > > to osoba jak najbardziej bliska, a jednak z matka nie lacza wiezy s
                      > eksual
                      > > ne (j
                      > > > esli juz to bardzo wyjatkowo ;)
                      > >
                      > > Są różne rodzaje bliskości, ja pisałem o bliskości z partnerem/ką a nie z
                      > rodzi
                      > > cem/rodzeństwem.
                      >
                      > No wlasnie!!! I tam tez jest pewnbien rodzaj bliskosci miedzy partnerami. Mowie
                      > nie, ze tam nie ma bliskosci to zwykle naduzycie.

                      Ale po co się drzesz? Znów te emocje - dokładnie to samo co aiwom - jesteś tą sama osobą?
                      Ten ichni pewien rodzaj u nas również istnieje, za to u nich nie istnieje "nasza" bliskość.


                      > > > Wazniejsze jest chyba, ze wyeliminowali zdrade.
                      > > > W konstrukcji naszego "zachodniego" czy tez "chrzescijanskiego" mal
                      > zenstw
                      > > ie le
                      > > > zy ogromny blad u samej podstawy tej konstrukcji - monogamia i przy
                      > rzecze
                      > > nie wi
                      > > > ernosci, to jest przeciez sprzeczne z natura czlowieka i zdecydowan
                      > a wiek
                      > > szosc
                      > > > ludzi nie jest w stanie monogamii i wiernosci dochowac. Wymog takic
                      > h przy
                      > > rzecze
                      > > > n przy zawieraniu zwiazku jest raczej sprzeczny ze zdrowym rozsadki
                      > em.
                      > >
                      > > Równie dobrze możesz wyrwać sobie wszystkie zęby i cieszyć się że wyelimi
                      > nowałe
                      > > ś możliwość bólu zębów albo jeszcze lepiej przejsc na karmienie się dożyl
                      > ne i c
                      > > ieszyć się z tego, że nie musisz dbac o zęby (bo brak pokarmu to mniejsze
                      > zanie
                      > > czysznienie i próchnica) a to że pozbawiasz się smaku to mniejsza z tym..
                      > ..
                      >
                      > Co to za debilne pseudoporownania? Pisz na temat. Tam wyeliminowano sam bol, be
                      > z eliminowania zebow.

                      Ból wyeliminowano wraz z ojcostwem, razem bliskością męża izony, wraz z wspónotą małżonków.
                      Widzę, że znów emocje biorą u Ciebie górę i tracisz panowanie nad słowami - a to że nadużywasz wykrzyników a to piszesz "debilne"....
                      • radymir Re: rodzaje bliskosci 30.10.13, 21:12
                        urko70 napisał:

                        > Zmieniasz temat z możliwości powstawania kłótni z seks. Przypomnę podważałeś mo
                        > żliwość istnienia przyczyn do kłótni, a po moim wskazaniu tychże uciekasz w sek
                        > s.

                        Nie zmieniam tematu. Mozna klocic sie z powodu seksu, oczywiscie. Ale inne przyczyny, np. klotnia o dzieci czy pieniadze, nie istnieja tu miedzy kochankami.

                        > > Nie chodzi mi o wplyw rodzica czy jakiegokolwiek doroslego czlowieka na d
                        > ziecko
                        > > w ogole, lecz o wplyw niektorych problemow, jakie maja dorosli, na dzieci
                        > .
                        >
                        > To trzeba likwidować przyczyny tych propblemów a nie wylewać dziecko z kąpielą
                        > poprzez całkowite wyeliminowanie ojca czy normalnej rodziny.

                        Zauwaz, ze tam nie bylo zadnego eliminowania "normalnej" rodziny, bo tam po prostu od poczatku wyksztalcila sie rodzina oparta na innych zasadach. Nie wylewano zadnego dziecka z kapiela, bo takiego dziecka w ogole nie bylo. Jest inne dziecko.

                        > Nieistotne czy to bicie czy cokolwiek innego istotne że tak samo wujek może krz
                        > ywdzić jak ojciec, a moim zdaniem wujek bardziej, a do tego dziecko jest pozbna
                        > wiane uczuć ojcowskich.

                        A wg mnie wujek moze krsywdzic tak samo - ani bardziej ani mniej. Tam wujek jest zreszta faktycznym opiekunem, czyli faktycznym (choc nie biologicznym) ojcem. Takich ojcow kazde dziecko ma jednoczesnie wiecej.

                        > Bardzo często używasz zwrótów "raczej" i "chyba"... :)

                        I co z tego? .

                        > > > Są różne rodzaje bliskości, ja pisałem o bliskości z partnerem/ką a
                        > nie z
                        > > rodzi
                        > > > cem/rodzeństwem.

                        > Ten ichni pewien rodzaj u nas również istnieje, za to u nich nie istnieje "nasz
                        > a" bliskość.

                        Tak, te bliskosci sa inne.

                        > Ból wyeliminowano wraz z ojcostwem, razem bliskością męża izony, wraz z wspónot
                        > ą małżonków.

                        Nie. Ojcostwo, bliskosc i wspolnota sa tam inaczej rozwiazane i na czym innym polegaja.

                        > Widzę, że znów emocje biorą u Ciebie górę i tracisz panowanie nad słowami - a t
                        > o że nadużywasz wykrzyników a to piszesz "debilne"....

                        No i co z tego?
                        • urko70 Re: rodzaje bliskosci 31.10.13, 11:49
                          radymir napisał:

                          > > Zmieniasz temat z możliwości powstawania kłótni z seks. Przypomnę podważa
                          > łeś mo
                          > > żliwość istnienia przyczyn do kłótni, a po moim wskazaniu tychże uciekasz
                          > w seks.
                          >
                          > Nie zmieniam tematu. Mozna klocic sie z powodu seksu, oczywiscie.

                          Miło, że zmieniłeś zdanie, bo niedawno twierdziłeś "nie ma klotni malzenskich, "
                          Kłótnia może być również o brak czasu który miał być przeznaczony dla siebie.


                          > > To trzeba likwidować przyczyny tych propblemów a nie wylewać dziecko z ką
                          > pielą poprzez całkowite wyeliminowanie ojca czy normalnej rodziny.
                          >
                          > Zauwaz, ze tam nie bylo zadnego eliminowania "normalnej" rodziny, bo tam po pro
                          > stu od poczatku wyksztalcila sie rodzina oparta na innych zasadach. Nie wylewan
                          > o zadnego dziecka z kapiela, bo takiego dziecka w ogole nie bylo. Jest inne dzi
                          > ecko.

                          To nadal wylewanie dziecka z kąpielą.
                          Analogicznie możesz zlikwidować bicie dzieci przez rodziców poprzez odebranie wszystkim rodzicom ich dzieci. I faktycznie, problem bicia dzieci przez rodziców rozwiązany.


                          > A wg mnie wujek moze krsywdzic tak samo - ani bardziej ani mniej. Tam wujek jes
                          > t zreszta faktycznym opiekunem, czyli faktycznym (choc nie biologicznym) ojcem.

                          Wujek ma słabsze niż opjciec więzy biologiczne.

                          > Takich ojcow kazde dziecko ma jednoczesnie wiecej.

                          A jeszcze więcej ma sasiadów.


                          > > Bardzo często używasz zwrótów "raczej" i "chyba"... :)
                          >
                          > I co z tego? .

                          Wskazuje to na brak pewności czy nawet przekonania co do zachowań/sytuacji o których piszesz.


                          > > > > Są różne rodzaje bliskości, ja pisałem o bliskości z partnere
                          > m/ką a nie z rodzicem/rodzeństwem.
                          >
                          > > Ten ichni pewien rodzaj u nas również istnieje, za to u nich nie istnieje
                          > "nasza" bliskość.
                          >
                          > Tak, te bliskosci sa inne.

                          Czyli mamy zgodność co do tego, że w naszym modelu mamy więcej rodzajów bliskości niż w ich modelu?

                          My mamy bliskości z:
                          matką, ojcem, rodzeństwem, z partnerem/ką,
                          oni mają tylko z matką i rodzeństwem.


                          > > Ból wyeliminowano wraz z ojcostwem, razem bliskością męża izony, wraz z w
                          > spónotą małżonków.
                          >
                          > Nie. Ojcostwo, bliskosc i wspolnota sa tam inaczej rozwiazane i na czym innym p
                          > olegaja.

                          Polegają na tym, że ich nie ma. :)
                          Nie ma ojca bo jest wujek.
                          Nie ma bliskości między partnerami jest tylko seks.


                          > > Widzę, że znów emocje biorą u Ciebie górę i tracisz panowanie nad słowami
                          > - a to że nadużywasz wykrzyników a to piszesz "debilne"....
                          >
                          > No i co z tego?

                          To z tego, że ocenia pod wpływem emocji to zła ocena.
                • majaa Re: bliskosc 07.10.13, 17:39
                  radymir napisał:

                  > W konstrukcji naszego "zachodniego" czy tez "chrzescijanskiego" malzenstwie le
                  > zy ogromny blad u samej podstawy tej konstrukcji - monogamia i przyrzeczenie wi
                  > ernosci, to jest przeciez sprzeczne z natura czlowieka i zdecydowana wiekszosc
                  > ludzi nie jest w stanie monogamii i wiernosci dochowac. Wymog takich przyrzecze
                  > n przy zawieraniu zwiazku jest raczej sprzeczny ze zdrowym rozsadkiem.

                  A skąd wiesz, że monogamia jest sprzeczna z naturą człowieka? Masz coś konkretnego na poparcie tej tezy? Argument większości nie jest tu przekonujący. Na tej zasadzie mógłbyś też stwierdzić, że np. leworęczność nie jest naturalna, bo większość jest przecież praworęczna.
                  • radymir mono i poli jak homo i hetero 08.10.13, 00:04
                    majaa napisała:

                    > radymir napisał:
                    >

                    > A skąd wiesz, że monogamia jest sprzeczna z naturą człowieka?

                    Z doswiadczenia, obserwacji i z wynikow badan.

                    > Masz coś konkretn
                    > ego na poparcie tej tezy? Argument większości nie jest tu przekonujący. Na tej
                    > zasadzie mógłbyś też stwierdzić, że np. leworęczność nie jest naturalna, bo wię
                    > kszość jest przecież praworęczna.

                    No tak, jako mniejszosc monogamia jest naturalna. A poligamia jest naturalna jako wiekszosc. Cos jak homo i hetero. Istnieje w ogole jakis zdrowy dorosly czlowiek, ktory w ciagu zycia mial tylko jednego partnera seksualnego?
                    • majaa Re: mono i poli jak homo i hetero 08.10.13, 12:21
                      radymir napisał:

                      > Z doswiadczenia, obserwacji i z wynikow badan.

                      Najbardziej jestem ciekawa tych wyników badań. Może podałbyś jakiś link, albo chociaż dane bibliograficzne artykułów. Chętnie coś poczytam na ten temat.



                      > No tak, jako mniejszosc monogamia jest naturalna. A poligamia jest naturalna ja
                      > ko wiekszosc. Cos jak homo i hetero.

                      Jest dokładnie odwrotnie, to poligamia występuje na świecie w mniejszości.

                      Istnieje w ogole jakis zdrowy dorosly czlo
                      > wiek, ktory w ciagu zycia mial tylko jednego partnera seksualnego?

                      Nie mam pojęcia. Ciężko będzie to stwierdzić.
                      Poza tym nie mówimy o jakichś tam partnerach seksualnych, tylko o związkach stałych, o posiadaniu jednego czy wielu mężów/żon w tym samym czasie.
                      • radymir Re: mono i poli jak homo i hetero 30.10.13, 21:22
                        majaa napisała:

                        > radymir napisał:
                        >
                        > > Z doswiadczenia, obserwacji i z wynikow badan.
                        >
                        > Najbardziej jestem ciekawa tych wyników badań. Może podałbyś jakiś link, albo c
                        > hociaż dane bibliograficzne artykułów. Chętnie coś poczytam na ten temat.

                        Wygoogluj. Nie bede robil tego za ciebie. Do zdrady przyznaje sie w ankietach ponad 60% mezczyzn. Reszta sie nie przyznaje : )

                        > > No tak, jako mniejszosc monogamia jest naturalna. A poligamia jest natura
                        > lna ja
                        > > ko wiekszosc. Cos jak homo i hetero.
                        >
                        > Jest dokładnie odwrotnie, to poligamia występuje na świecie w mniejszości.

                        Nie gadaj bzdur, tylko poczytaj chocby w wikipedii:
                        "Przeważająca większość – 980 z 1154 dawnych i współczesnych społeczeństw, na których temat antropolodzy zebrali dane – zezwala mężczyznom na wielożeństwo. Jednak aż 43 procent (z 980 badanych) kultur poligenicznych uznało wielożeństwo za okazjonalne[4]. Z 849 małżeństw przebadanych przez antropologa Petera Murdocka, 708 (83,5%) było potencjalnie poligenicznymi. Tylko w 137 (16%) prawo nakazywało monogamię[5] a 4 były poliandryczne. Badanie to mogło by sprawić wrażenie, że poligynia stanowi wśród ogółu ludzi na świecie typową formę małżeńską. "
                        pl.wikipedia.org/wiki/Poligamia#Poligamia_versus_monogamia

                        > Nie mam pojęcia. Ciężko będzie to stwierdzić.
                        > Poza tym nie mówimy o jakichś tam partnerach seksualnych, tylko o związkach sta
                        > łych, o posiadaniu jednego czy wielu mężów/żon w tym samym czasie.

                        To zalezy jaka poligamie masz na mysli - malzenska, seksualna czy spoleczna. Mowiac, ze monogamia jest sprzeczna z natura czlowieka chodzi mi o monogamie i poligamie seksualna.
    • yadaxad Re: Malzenstwo chodzone 12.09.13, 01:09
      Normalny przeżytek matriarchatu. Zachował się on i w innej formie, są "ludy", gdzie wprawdzie rodzinę zakładają mąż i żona, ale specjalnie nie starają się o genetyczną zbieżność dzieci z ojcem, bo dzieci jego żony są ukochanymi dziećmi małżonka. Tabuizacja seksu powstała wraz patriarchatem i kiedy kobieta stała się towarem, pieczątką przy ekonomicznej wymianie. W gruncie rzeczy kultura trwa krótko, co to jest jakieś 10tys. lat, model seksualnego patriarchatu był zawsze niestabilny, zmienny i wewnętrznie niespójny. Teraz ma konwulsje, bo wraz z emancypacją kobiet, jego podstawowe wady wychodzą na wierzch.
      • aiwom Matriarchat 12.09.13, 15:13
        yadaxad napisał(a):

        > Normalny przeżytek matriarchatu.

        Przezytek w sensie przetrwania? Podobno 70% kultur jest patriarchalnych, a 30% matriarchalnych.

        > Zachował się on i w innej formie, są "ludy", g
        > dzie wprawdzie rodzinę zakładają mąż i żona, ale specjalnie nie starają się o
        > genetyczną zbieżność dzieci z ojcem, bo dzieci jego żony są ukochanymi dziećmi
        > małżonka.

        Chyba np. u Zydow dziedziczy sie wylacznie po matce, w kazdym razie pochodzenie. To nieglupie, zawsze wiadomo, kto jest matka, a ojcem wlasciwie nigdy. Ktorys z hrabiow, kiedy urodzilo mu sie dziecko ludzaco podobne do parobka, mial powiedziec: my plodzimy ich (tzn. chamow), oni plodza nas (tzn. arystokratow).

        > Tabuizacja seksu powstała wraz patriarchatem i kiedy kobieta stała s
        > ię towarem, pieczątką przy ekonomicznej wymianie.

        Czy w matriarchacie nie ma nigdy tabuizacji seksu? Poza tym nie tylko chodzi o tabuizacje, ale tez nadanie seksowi zabarwienia moralnego.

        > W gruncie rzeczy kultura trwa
        > krótko, co to jest jakieś 10tys. lat, model seksualnego patriarchatu był zawsz
        > e niestabilny, zmienny i wewnętrznie niespójny. Teraz ma konwulsje, bo wraz z e
        > mancypacją kobiet, jego podstawowe wady wychodzą na wierzch.

        A jakie sa jego podstawowe wady?
      • radymir Re: Malzenstwo chodzone 06.10.13, 19:30
        yadaxad napisał(a):

        > Normalny przeżytek matriarchatu. Zachował się on i w innej formie, są "ludy", g
        > dzie wprawdzie rodzinę zakładają mąż i żona, ale specjalnie nie starają się o
        > genetyczną zbieżność dzieci z ojcem, bo dzieci jego żony są ukochanymi dziećmi
        > małżonka. Tabuizacja seksu powstała wraz patriarchatem i kiedy kobieta stała s
        > ię towarem, pieczątką przy ekonomicznej wymianie. W gruncie rzeczy kultura trwa
        > krótko, co to jest jakieś 10tys. lat, model seksualnego patriarchatu był zawsz
        > e niestabilny, zmienny i wewnętrznie niespójny. Teraz ma konwulsje, bo wraz z e
        > mancypacją kobiet, jego podstawowe wady wychodzą na wierzch.

        Dlaczego patriarchat musial stabuizowac seks?
    • kot.w.kapeluszu chodzone? 17.09.13, 18:12
      "Małżeństwo chodzone"? To wygląda jak chodzenie do klubu jakiegoś albo do burdelu nawet.
      A gdzie wspólne życiowe funkcjonowanie oparte na miłości a nie tylko na pokolacyjnym seksie?
      • radymir Re: chodzone? 06.10.13, 19:11
        kot.w.kapeluszu napisał:

        > "Małżeństwo chodzone"? To wygląda jak chodzenie do klubu jakiegoś albo do burde
        > lu nawet.
        > A gdzie wspólne życiowe funkcjonowanie oparte na miłości a nie tylko na pokolac
        > yjnym seksie?

        Tam chyba nie ma funkcjonowania opartego na milosci seksualnej (bo o taka milosc ci chyba tu chodzi), nie ma wiec ani plusow ani minusow takiego funkcjonowania. Funkcjonuja w rodzinach opartych chyba na milosci matczynej i wujkowo-ciotkowej, tak to przynajmniej wyglada z zalinkowanych materialow. Chyba nie musi byc to gorsze, z tego co mozna tam przeczytac.
        • urko70 Re: chodzone? 07.10.13, 14:36
          radymir napisał:

          > Tam chyba nie ma funkcjonowania opartego na milosci seksualnej (bo o taka milos
          > c ci chyba tu chodzi), nie ma wiec ani plusow ani minusow takiego funkcjonowani
          > a. Funkcjonuja w rodzinach opartych chyba na milosci matczynej i wujkowo-ciotko
          > wej, tak to przynajmniej wyglada z zalinkowanych materialow. Chyba nie musi byc
          > to gorsze, z tego co mozna tam przeczytac.

          3x :)

          Skoro nie ma takiego funkcjonowania to o ileż biedniejsi są w swoim funkcjonowaniu skoro pozbawili się tegoż...
          • radymir Re: chodzone? 30.10.13, 21:30
            urko70 napisał:

            > radymir napisał:
            >
            > > Tam chyba nie ma funkcjonowania opartego na milosci seksualnej (bo
            > o taka milos
            > > c ci chyba tu chodzi), nie ma wiec ani plusow ani minusow takiego
            > funkcjonowani
            > > a. Funkcjonuja w rodzinach opartych chyba na milosci matczynej i wujkowo-
            > ciotko
            > > wej, tak to przynajmniej wyglada z zalinkowanych materialow. Chyba
            > ]nie musi byc
            > > to gorsze, z tego co mozna tam przeczytac.
            >
            > 3x :)
            >
            > Skoro nie ma takiego funkcjonowania to o ileż biedniejsi są w swoim funkcjonowa
            > niu skoro pozbawili się tegoż...

            Albo bogatsi o to, czego pozbawilismy sie my.
            • urko70 Re: chodzone? 31.10.13, 11:19
              radymir napisał:

              > Albo bogatsi o to, czego pozbawilismy sie my.

              Tylko dla kogoś kto większą wagę przykłada do swobodnego zmieniania partnerów seksualnych niż do bliskości, intymności, wychowywania swoich dzieci.
    • tlenek_wegla Re: Malzenstwo chodzone 21.09.13, 02:07
      Jedno jest pewne. Ojciec/Matka wielu corek ma w Twoim systemie mocno przesrane. skazuje to ich n wychowwyanie licznej grupy bekartow wlasnych corek.
      • radymir Re: Malzenstwo chodzone 06.10.13, 19:14
        tlenek_wegla napisał:

        > Jedno jest pewne. Ojciec/Matka wielu corek ma w Twoim systemie mocno przesrane.
        > skazuje to ich n wychowwyanie licznej grupy bekartow wlasnych corek.

        No a jak bylo u nas przed era antykoncepcji? Jedna matka i jeden ojciec na np. 8 czy 13 dzieci. Tam przynajmniej wychowuja razem. I, o ile dobrze rozumiem zalinkowane materialy po angielsku, nie tam czegos takiego jak "bekart". Dorosli uwazaja dzieci swoich siostr za swoje, nie ma wiec sensu mowienie o "bekarctwie".
        • urko70 Re: Malzenstwo chodzone 07.10.13, 14:33
          radymir napisał:

          > tlenek_wegla napisał:
          >
          > > Jedno jest pewne. Ojciec/Matka wielu corek ma w Twoim systemie mocno prze
          > srane.
          > > skazuje to ich n wychowwyanie licznej grupy bekartow wlasnych corek.
          >
          > No a jak bylo u nas przed era antykoncepcji? Jedna matka i jeden ojciec na np.
          > 8 czy 13 dzieci. Tam przynajmniej wychowuja razem.

          Mi "era antykoncepcji" w Polsce kojarzy się z początkiem lat 80tych i jakos nie przypominam rodzin z ośmiorgiem dzieci ani w 70, ani w 60tych. Niewątpliwie byłły jak i obecnie są ale to wtyjątki.

          Poza tym od TYCH rodziców zależało ile dzieci będą wychowywali, a tu chodziło o to że dziadkowie nie mają wpływu na to jak często ich córka zachodzi w ciążę.


          > I, o ile dobrze rozumiem zal
          > inkowane materialy po angielsku, nie tam czegos takiego jak "bekart". Dorosli u
          > wazaja dzieci swoich siostr za swoje, nie ma wiec sensu mowienie o "bekarctwie"

          Jeśli ichni zuo hun ktoś nazywa naszym małżeństwem mimo, że MY tak nie uważamy to ta zasada może działać w obie strony.
          • radymir Re: Malzenstwo chodzone 30.10.13, 21:33
            urko70 napisał:

            > Poza tym od TYCH rodziców zależało ile dzieci będą wychowywali, a tu chodziło o
            > to że dziadkowie nie mają wpływu na to jak często ich córka zachodzi w ciążę.

            Moglbys to wyjasnic?

            > > I, o ile dobrze rozumiem zal
            > > inkowane materialy po angielsku, nie tam czegos takiego jak "bekart". Dor
            > osli u
            > > wazaja dzieci swoich siostr za swoje, nie ma wiec sensu mowienie o "bekar
            > ctwie"
            >
            > Jeśli ichni zuo hun ktoś nazywa naszym małżeństwem mimo, że MY tak nie uważamy
            > to ta zasada może działać w obie strony.

            Moglbys sprecyzowac o co ci chodzi?
            • urko70 Re: Malzenstwo chodzone 31.10.13, 11:12
              radymir napisał:

              > > Poza tym od TYCH rodziców zależało ile dzieci będą wychowywali, a tu
              > > chodziło o to że dziadkowie nie mają wpływu na to jak często ich córka
              > > zachodzi w ciążę.
              >
              > Moglbys to wyjasnic?

              U nich babcia ponosząca koszty utrzymania rodziny nie ma wpływu na wielkość tej rodziny czyli ilość dzieci swoich córek - co tu wyjaśniać?


              > > > I, o ile dobrze rozumiem zal
              > > > inkowane materialy po angielsku, nie tam czegos takiego jak "bekart
              > ". Dorosli u
              > > > wazaja dzieci swoich siostr za swoje, nie ma wiec sensu mowienie o
              > "bekarctwie"
              > >
              > > Jeśli ichni zuo hun ktoś nazywa naszym małżeństwem mimo, że MY tak nie uw
              > ażamy to ta zasada może działać w obie strony.
              >
              > Moglbys sprecyzowac o co ci chodzi?

              Jeśli uważasz, że można przenosić znaczenie pojęć to działa to w obie strony:
              jeśli ichni "zuo hun" to nasze "małżeństwo" (bo oni uważają to za małżeństwo)
              to nasz "bękart" to ichnie nieślubne dziecko (bo my uważamy je za bękarta).
              Zastrzeżenie można mieć tylko do pogardliwej formy tego określenia.
      • radymir Re: Malzenstwo chodzone 06.10.13, 19:16
        tlenek_wegla napisał:

        > Jedno jest pewne. Ojciec/Matka wielu corek ma w Twoim systemie mocno przesrane.
        > skazuje to ich n wychowwyanie licznej grupy bekartow wlasnych corek.

        U nas nawet jedno dziecko samotnej matki to moze byc "przesrane". Tak takie zjawisko jak samotna matka nie istnieje.
    • fueradesi Re: Malzenstwo chodzone 21.09.13, 10:12
      Jeśli miałabym oprzeć moje małżeństwo na atrakcyjności, to bym została starą panną albo musiałabym związać się z niewidomym... :/.

      Ale dobrze, że wskazujesz opcje związku damsko-męskiego alternatywnego wobec znanego nam modelu semickiego. Mimo wszystko wydaje mi się, że małżeństwa europejskie, zwłaszcza te typowo i mocno katolickie dają poczucie bezpieczeństwa (nie mylić z małżeństwami pseudokatolickimi które stanowią jakieś 70%).
      • radymir Re: Malzenstwo chodzone 06.10.13, 19:18
        fueradesi napisała:

        > Jeśli miałabym oprzeć moje małżeństwo na atrakcyjności, to bym została starą pa
        > nną albo musiałabym związać się z niewidomym... :/.

        :) A na czym je oparlas w takim razie?

        > Ale dobrze, że wskazujesz opcje związku damsko-męskiego alternatywnego wobec zn
        > anego nam modelu semickiego. Mimo wszystko wydaje mi się, że małżeństwa europej
        > skie, zwłaszcza te typowo i mocno katolickie dają poczucie bezpieczeństwa (nie
        > mylić z małżeństwami pseudokatolickimi które stanowią jakieś 70%).

        One daja nie tyle poczucie bezpieczenstwa ile poczucie dominacji mezczyzny nad kobieta. Powszechne zdrady i rozwody nie daja raczej poczucia bezpieczenstwa - zwlaszcza dzieciom.
    • majaa Re: Malzenstwo chodzone 25.09.13, 11:19
      :DD "Małżeństwo chodzone"??? ROTFL
      "Małżeństwem" chodzonym to by to ewentualnie od biedy można jeszcze było nazwać, gdyby ten sam facet przychodził wciąż do tej samej babki albo ta sama babka do tego samego faceta. Ale zjawisko, które opisujesz, to się po naszemu nazywa "rozwiązłość seksualna", jeśli już chcemy użyć eleganckiego słownictwa.
      Zapamiętaj, że gó... owinięte w sreberko nie staje się automatycznie cukierkiem;)
      • urko70 Re: Malzenstwo chodzone 26.09.13, 13:38
        majaa napisała:

        > Zapamiętaj, że gó... owinięte w sreberko nie staje się automatycznie cukierkiem
        > ;)

        Uniwersalną odpowiedzią na aiwom na takie argumenty jest: tam się staje.
        :)
        • majaa Re: Malzenstwo chodzone 26.09.13, 14:42
          urko70 napisał:

          > Uniwersalną odpowiedzią na aiwom na takie argumenty jest: tam się staje.
          > :)

          No to cóż, w takim wypadku pozostałoby mi tylko życzyć "smacznego":)))
          • urko70 Re: Malzenstwo chodzone 26.09.13, 14:54
            majaa napisała:

            > > Uniwersalną odpowiedzią na aiwom na takie argumenty jest: tam się staj
            > e
            . :)
            >
            > No to cóż, w takim wypadku pozostałoby mi tylko życzyć "smacznego":)))

            Obstawiam, że odpowiedź brzmiałaby: im to smakuje.
            aiwom zachwycała się ichnimi "cukierkami" ;)

            I niech sobie jedzą, niech im smakuje, to ich sprawa.. pod warunkiem, że rzeczywiście im to smakuje, że smakuje wszystkim, że dzieci, że kobiety, że mężczyźni którzy mają porównanie do naszych cukierków wybiorą ich cukierki.
            • majaa Re: Malzenstwo chodzone 26.09.13, 15:18
              Ależ oczywiście, ja też jestem za tym, żeby każdy mógł wybrać i zjeść to, co lubi najbardziej:) Mnie tylko chodzi o to, żeby nie zmieniał nazw dań ogólnie znanych i nie próbował wmawiać, że je cukierki, podczas gdy wyraźnie widać, że to zupełnie co innego;)
              • urko70 Re: Malzenstwo chodzone 27.09.13, 09:21
                Dokładnie o to samo miałem z nią spór, używa sobie pojęć z dowolnie zmienianymi znaczeniami.
      • radymir Malo kto ma w ciagu zycia tylko 1 partnera seksual 06.10.13, 19:24
        majaa napisała:

        > :DD "Małżeństwo chodzone"??? ROTFL
        > "Małżeństwem" chodzonym to by to ewentualnie od biedy można jeszcze było nazwać
        > , gdyby ten sam facet przychodził wciąż do tej samej babki albo ta sama babka d
        > o tego samego faceta.

        Podobno bardzo czesto tak jest - tak pisza w zalinkowanych materialach. Pisza tez, ze nie zawsze stosuje sie slowo "malzenstwo" do takiej organizacji zycia seksualnego i rodzinnego jak tam. Ciekawe jest to, ze zorganizowac zycie seksualne i rodzinne mozna na tak wiele sposobow.

        > Ale zjawisko, które opisujesz, to się po naszemu nazywa "
        > rozwiązłość seksualna", jeśli już chcemy użyć eleganckiego słownictwa.
        > Zapamiętaj, że gó... owinięte w sreberko nie staje się automatycznie cukierkiem
        > ;)

        Rozwiazlosc seksualna (poligamia) jest powszechna, o wiele powszechniejsza niz monogamia. U nas powszechne sa zdrady i rozwody. Malo kto ma w ciagu zycia tylko jednego partnera seksualnego. Roznica jest taka, ze tam jest to zorganizowane w sposob chyba bardziej dojrzaly, przynajmniej minimalizujacy niepotrzebne stresy.
        • urko70 Re: Malo kto ma w ciagu zycia tylko 1 partnera se 07.10.13, 14:19
          radymir napisał:

          > majaa napisała:
          >
          > > :DD "Małżeństwo chodzone"??? ROTFL
          > > "Małżeństwem" chodzonym to by to ewentualnie od biedy można jeszcze było
          > nazwać
          > > , gdyby ten sam facet przychodził wciąż do tej samej babki albo ta sama b
          > abka d
          > > o tego samego faceta.
          >
          > Podobno bardzo czesto tak jest - tak pisza w zalinkowanych materialach. Pisza t
          > ez, ze nie zawsze stosuje sie slowo "malzenstwo" do takiej organizacji zycia se
          > ksualnego i rodzinnego jak tam. Ciekawe jest to, ze zorganizowac zycie seksualn
          > e i rodzinne mozna na tak wiele sposobow.

          Być może tu właśnie jest pies pogrzebany: złe tłumaczenie ichniego związku na nasze "małżeństwo".
          Jest wiele ciekawostek na świecie co nijak nie oznacza, że jest są lepsze od zachowań powielanych przez większość społeczeństwa na świecie.


          > > Ale zjawisko, które opisujesz, to się po naszemu nazywa "
          > > rozwiązłość seksualna", jeśli już chcemy użyć eleganckiego słownictwa.
          > > Zapamiętaj, że gó... owinięte w sreberko nie staje się automatycznie cuki
          > erkiem
          > > ;)
          >
          > Rozwiazlosc seksualna (poligamia) jest powszechna, o wiele powszechniejsza niz
          > monogamia. U nas powszechne sa zdrady i rozwody. Malo kto ma w ciagu zycia tylk
          > o jednego partnera seksualnego. Roznica jest taka, ze tam jest to zorganizowane
          > w sposob chyba bardziej dojrzaly, przynajmniej minimalizujacy niepotrzebne str
          > esy.

          Rozwiązłość seksualna to zupełnie co innego niż poligamia więc stawianie ich koło siebie jako uszczegółowienie czy dopełnienie jest bezpodstawne.

          rozwiązłość: pozbawiony zasad moralnych, budzący zgorszenie
          poligamiaL: małżeństwo jednego mężczyzny z kilkoma kobietami lub jednej kobiety z kilkoma mężczyznami

          To, że u nas sa zdrady nie znaczy, że nie ma u nas zasad, wręcz przeciwnie, potwierdza, ze są zasady, zasady które czasem są łamane ale są. To, że trzy razy w życiu przewrócisz się nie znaczy, ze nie umiesz chodzić.

          Pisałem już to autorce wątku ale zniknęła (być może zamieniła się w Ciebie :) ) takie pozbawianie stresu to wylewanie dziecka z kąpielą, równie dobrze możesz twierdzić, że lepije nie mieć domu, samochodu bo nie trzeba się martwić o remont, o koszty utrzymania, można nie mieć dzieci, rodziny to analogicznie nie będzie dochodziło do sporów rodzinnych.
          • radymir roznica miedzy rozwiazloscia seksualna a poligamia 07.10.13, 23:26
            urko70 napisał:

            > Być może tu właśnie jest pies pogrzebany: złe tłumaczenie ichniego związku na n
            > asze "małżeństwo".
            > Jest wiele ciekawostek na świecie co nijak nie oznacza, że jest są lepsze od za
            > chowań powielanych przez większość społeczeństwa na świecie.

            A moze to my zawezamy pojecie malzenstwa? Wikipedia np podaje definicje: "Małżeństwo – związek dwóch osób, zazwyczaj kobiety i mężczyzny", a to przeciez nieprawda, bo malzenstwa poligamiczne, wystepujace zreszta w wiekszej liczbie kultur niz monogamiczne, to tez malzenstwa.

            > > Rozwiazlosc seksualna (poligamia) jest powszechna, o wiele powszechniejsz
            > a niz
            > > monogamia. U nas powszechne sa zdrady i rozwody. Malo kto ma w ciagu zyci
            > a tylk
            > > o jednego partnera seksualnego. Roznica jest taka, ze tam jest to zorgani
            > zowane
            > > w sposob chyba bardziej dojrzaly, przynajmniej minimalizujacy niepotrzebn
            > e str
            > > esy.
            >
            > Rozwiązłość seksualna to zupełnie co innego niż poligamia więc stawianie ich ko
            > ło siebie jako uszczegółowienie czy dopełnienie jest bezpodstawne.

            A jaka jest roznica miedzy rozwiazloscia seksualna a poligamia? Wg mnie to to samo, tylko nazywane rozny sposob - brzydki i bardziej ogladzony. Cos jak homoseksualista i pedal.

            > rozwiązłość: pozbawiony zasad moralnych, budzący zgorszenie
            > poligamiaL: małżeństwo jednego mężczyzny z kilkoma kobietami lub jednej kobiety
            > z kilkoma mężczyznami

            Slowo "monogamia" i "poligamia" to nie to samo co "malzenstwo". Mozna byc poligamicznym czy monogamicznym i wcale nie zawierac malzenstwa.

            > To, że u nas sa zdrady nie znaczy, że nie ma u nas zasad, wręcz przeciwnie, pot
            > wierdza, ze są zasady, zasady które czasem są łamane ale są. To, że trzy razy w
            > życiu przewrócisz się nie znaczy, ze nie umiesz chodzić.

            Tam tez sa zasady.

            > Pisałem już to autorce wątku ale zniknęła (być może zamieniła się w Ciebie :) )
            > takie pozbawianie stresu to wylewanie dziecka z kąpielą, równie dobrze
            > możesz twierdzić, że lepije nie mieć domu, samochodu bo nie trzeba się martwić
            > o remont, o koszty utrzymania, można nie mieć dzieci, rodziny to analogicznie n
            > ie będzie dochodziło do sporów rodzinnych.

            Mozna tak na to patrzec, ale tylko czesciowo sie to zgadza. Spoleczenstwo bez malzenstwa - i bez jego wad, za to z jego zaletami (bo funkcje rodziny sa tam realizowane w sposob inny niz nasze malzenstwo).
            • urko70 Re: roznica miedzy rozwiazloscia seksualna a poli 09.10.13, 10:41
              radymir napisał:

              > A moze to my zawezamy pojecie malzenstwa? Wikipedia np podaje definicje: "Małże
              > ństwo – związek dwóch osób, zazwyczaj kobiety i mężczyzny", a to przeciez
              > nieprawda, bo malzenstwa poligamiczne, wystepujace zreszta w wiekszej liczbie
              > kultur niz monogamiczne, to tez malzenstwa.

              Pominąłeś ważną kwestię: "zatwierdzony prawnie i społecznie" - zwracam uwagę na koniunkcję.
              Większa liczba kultur to zupełnie coś innego niż większa liczba.


              > > > Rozwiazlosc seksualna (poligamia) jest powszechna, o wiele powszech
              > niejsz
              > > a niz
              > > > monogamia. U nas powszechne sa zdrady i rozwody. Malo kto ma w ciag
              > u zyci
              > > a tylk
              > > > o jednego partnera seksualnego. Roznica jest taka, ze tam jest to z
              > organi
              > > zowane
              > > > w sposob chyba bardziej dojrzaly, przynajmniej minimalizujacy niepo
              > trzebn
              > > e str
              > > > esy.
              > >
              > > Rozwiązłość seksualna to zupełnie co innego niż poligamia więc stawianie
              > ich koło siebie jako uszczegółowienie czy dopełnienie jest bezpodstawne.
              >
              > A jaka jest roznica miedzy rozwiazloscia seksualna a poligamia? Wg mnie to to s
              > amo, tylko nazywane rozny sposob - brzydki i bardziej ogladzony. Cos jak homose
              > ksualista i pedal.

              Różnicę wskazałem poniżej, nie czytasz tego co do Ciebie piszę?

              > > rozwiązłość: pozbawiony zasad moralnych, budzący zgorszenie
              > > poligamiaL: małżeństwo jednego mężczyzny z kilkoma kobietami lub jednej k
              > obiety z kilkoma mężczyznami
              >
              > Slowo "monogamia" i "poligamia" to nie to samo co "malzenstwo". Mozna byc polig
              > amicznym czy monogamicznym i wcale nie zawierac malzenstwa.

              Jakbyś nie kombinował to główne znaczenie poligamii to usankjonowane prawem małżeństwo a rozwiązłość to brak zasad.


              > > To, że u nas sa zdrady nie znaczy, że nie ma u nas zasad, wręcz przeciwni
              > e, pot
              > > wierdza, ze są zasady, zasady które czasem są łamane ale są. To, że trzy
              > razy w
              > > życiu przewrócisz się nie znaczy, ze nie umiesz chodzić.
              >
              > Tam tez sa zasady.

              W sferze o której mówimy to raczej jedną zasadę: brak zasad.


              > > Pisałem już to autorce wątku ale zniknęła (być może zamieniła się w Ciebi
              > e :) )
              > > takie pozbawianie stresu to wylewanie dziecka z kąpielą, równie d
              > obrze
              > > możesz twierdzić, że lepije nie mieć domu, samochodu bo nie trzeba się ma
              > rtwić
              > > o remont, o koszty utrzymania, można nie mieć dzieci, rodziny to analogic
              > znie n
              > > ie będzie dochodziło do sporów rodzinnych.
              >
              > Mozna tak na to patrzec, ale tylko czesciowo sie to zgadza. Spoleczenstwo bez m
              > alzenstwa - i bez jego wad, za to z jego zaletami (bo funkcje rodziny sa tam re
              > alizowane w sposob inny niz nasze malzenstwo).

              Jeśli nie ma małżeństwa to tak samo nie ma wad jak i zalet.
              • radymir Re: roznica miedzy rozwiazloscia seksualna a poli 30.10.13, 21:52
                urko70 napisał:

                > radymir napisał:

                > Pominąłeś ważną kwestię: "zatwierdzony prawnie i społecznie" - zwracam uwagę na
                > koniunkcję.

                Znalazlem jeszcze taka definicje malzenstwa:
                "Małżeństwo – umowa zawierana w obliczu społeczności lub jej reprezentanta, przez co najmniej dwie osoby, zazwyczaj kobietę i mężczyznę, która przede wszystkim sankcjonuje relacje seksualne małżonków i legitymizuje ich dzieci"

                > Większa liczba kultur to zupełnie coś innego niż większa liczba.

                Odkrywcze. A "liczba garnkow" to cos innego niz "liczba".

                > Różnicę wskazałem poniżej,

                Wskazales ja blednie. Roznica polega wylacznie na ladunku emocjonalnym slowa.

                > nie czytasz tego co do Ciebie piszę?

                A jak myslisz?

                > > > rozwiązłość: pozbawiony zasad moralnych, budzący zgorszenie

                A to jest calkowicie subiektywne. Co u jednych wywoluje zgorszenie u innych go nie wywoluje.

                > > > poligamiaL: małżeństwo jednego mężczyzny z kilkoma kobietami lub je
                > dnej k
                > > obiety z kilkoma mężczyznami

                Poligamie sa rozne. To nie jest definicja poligamii seksualnej.

                > > > To, że u nas sa zdrady nie znaczy, że nie ma u nas zasad, wręcz prz
                > eciwni
                > > e, pot
                > > > wierdza, ze są zasady, zasady które czasem są łamane ale są.

                Tam tez sa zasady, tylko, ze inne, i w dodatku nie sa lamane, bo po co mialyby byc lamane?

                > To, że
                > trzy
                > > razy w
                > > > życiu przewrócisz się nie znaczy, ze nie umiesz chodzić.

                No prosze, kto by pomyslal...

                > W sferze o której mówimy to raczej jedną zasadę: brak zasad.

                Zasady sa tam bardzo scisle okreslone. Jedna z zasad jest, ze swoja osobna sypialnie dziewczyna otrzymuje dopiero po osiagnieciu dojrzalosci seksualnej. To o wiele lepsza zasada, niz np. w monogamicznych Indiach, gdzie za maz wydaje sie dziewczynki przed pierwsza miesiaczka, zeby miec pewnosc, ze maz otrzyma dziewice. Niby monogamia z zasadami, a jednak po prostu zalegalizowana pedofilia.

                > Jeśli nie ma małżeństwa to tak samo nie ma wad jak i zalet.

                Tam jest to malzenstwo.
                • urko70 Re: roznica miedzy rozwiazloscia seksualna a poli 31.10.13, 10:14
                  radymir napisał:

                  > > Pominąłeś ważną kwestię: "zatwierdzony prawnie i społecznie" - zwracam uw
                  > agę na
                  > > koniunkcję.
                  >
                  > Znalazlem jeszcze taka definicje malzenstwa:
                  > "Małżeństwo – umowa zawierana w obliczu społeczności lub jej reprezentant
                  > a, przez co najmniej dwie osoby, zazwyczaj kobietę i mężczyznę, która przede ws
                  > zystkim sankcjonuje relacje seksualne małżonków i legitymizuje ich dzieci"

                  Jak Ci znaleziona przez Ciebie definicja nie pasuje to szukasz innej definicji. :)
                  To co podałeś powyżej to TYLKO jeden z aspektów, rozwijający podstawową definicję małżeństwa w części społecznej, nadal brakuje tu czynnika prawnego.

                  POZA TYM:
                  "Małżeństwu powszechnie przypisuje się rolę założycielską wobec rodziny, co wiąże się z opieką nad dziećmi, ich wychowaniem i socjalizacją"
                  I tej roli w związku o którym mowa po prostu NIE MA.


                  > > Większa liczba kultur to zupełnie coś innego niż większa liczba.
                  >
                  > Odkrywcze. A "liczba garnkow" to cos innego niz "liczba".

                  No to napiszę wprost: liczba kultur nie przekłada się na liczbę ludzi funkcjonującą w poligamii.


                  > Wskazales ja blednie. Roznica polega wylacznie na ladunku emocjonalnym slowa.

                  Wskazałem ją zgodnie z obowiązującymi definicjami.


                  > A jak myslisz?

                  Mam poważne wątpliwości dlatego pytam.


                  > > > > rozwiązłość: pozbawiony zasad moralnych, budzący zgorszenie
                  >
                  > A to jest calkowicie subiektywne. Co u jednych wywoluje zgorszenie u innych go
                  > nie wywoluje.

                  Społeczeństwo tak właśnie uznało. Wyjątki są zawsze.


                  > > > > poligamiaL: małżeństwo jednego mężczyzny z kilkoma kobietami
                  > lub jednej kobiety z kilkoma mężczyznami
                  >
                  > Poligamie sa rozne. To nie jest definicja poligamii seksualnej.

                  Mowa była o poligamii i jej definicję przytoczyłem.


                  > > > > To, że u nas sa zdrady nie znaczy, że nie ma u nas zasad, wrę
                  > cz przeciwnie, potwierdza, ze są zasady, zasady które czasem są łamane ale są.
                  >
                  > Tam tez sa zasady, tylko, ze inne, i w dodatku nie sa lamane, bo po co mialyby
                  > byc lamane?

                  U nich zasada wierności nie jest łamana bo jej nie ma.


                  > > To, że trzy razy w życiu przewrócisz się nie znaczy, ze nie umiesz chodzić.
                  >
                  > No prosze, kto by pomyslal...

                  Powinien ten, który sugeruje, że u nas nie ma zasad.


                  > > W sferze o której mówimy to raczej jedną zasadę: brak zasad.
                  >
                  > Zasady sa tam bardzo scisle okreslone. Jedna z zasad jest, ze swoja osobna sypi
                  > alnie dziewczyna [...]

                  Mówimy o zasadach wierności małżonków tam ta zasada nie istnieje, a Ty zaczynasz o zupełnie innych zasadach.


                  > > Jeśli nie ma małżeństwa to tak samo nie ma wad jak i zalet.
                  >
                  > Tam jest to malzenstwo.

                  Tam jest związek nazywany "zuo hun" i związek ten nie wypełnia definicji małżeństwa przyjętej w naszej kulturze, więc małżeństwem nie jest.
        • majaa Re: Malo kto ma w ciagu zycia tylko 1 partnera se 07.10.13, 17:53
          radymir napisał:

          > Podobno bardzo czesto tak jest - tak pisza w zalinkowanych materialach. Pisza t
          > ez, ze nie zawsze stosuje sie slowo "malzenstwo" do takiej organizacji zycia se
          > ksualnego i rodzinnego jak tam. Ciekawe jest to, ze zorganizowac zycie seksualn
          > e i rodzinne mozna na tak wiele sposobow.

          I słusznie, że się nie stosuje, bo słowo "małżeństwo" tu nie pasuje. Kwestia stosowania właściwych nazw jest istotna i konieczna do porozumienia.

          > Rozwiazlosc seksualna (poligamia) jest powszechna, o wiele powszechniejsza niz
          > monogamia. U nas powszechne sa zdrady i rozwody. Malo kto ma w ciagu zycia tylk
          > o jednego partnera seksualnego.

          Zacznijmy od tego, że rozwiązłość seksualna to zupełnie co innego niż poligamia. Nie można aż tak mylić pojęć.
          Owszem, u nas zdarzają się rozwody i zdrady także (nie wiem, czy aż tak powszechne, po prostu są), jak to w związku. Nie ma związku - nie ma zdrady. Ale czy to, że ktoś od czasu do czasu kogoś zdradza oznacza, że wszelkie związki nie mają sensu?

          Roznica jest taka, ze tam jest to zorganizowane
          > w sposob chyba bardziej dojrzaly, przynajmniej minimalizujacy niepotrzebne str
          > esy.

          No, jak bym polemizowała, czy brak tworzenia stałych, sformalizowanych związków można traktować jak oznakę dojrzałości.
          • radymir Re: Malo kto ma w ciagu zycia tylko 1 partnera se 07.10.13, 23:34
            majaa napisała:

            > radymir napisał:
            >
            > > Podobno bardzo czesto tak jest - tak pisza w zalinkowanych materialach. P
            > isza t
            > > ez, ze nie zawsze stosuje sie slowo "malzenstwo" do takiej organizacji zy
            > cia se
            > > ksualnego i rodzinnego jak tam. Ciekawe jest to, ze zorganizowac zycie se
            > ksualn
            > > e i rodzinne mozna na tak wiele sposobow.
            >
            > I słusznie, że się nie stosuje, bo słowo "małżeństwo" tu nie pasuje. Kwestia st
            > osowania właściwych nazw jest istotna i konieczna do porozumienia.

            I stosuje i nie stosuje. To zalezy jak definiowac malzenstwo.

            > > Rozwiazlosc seksualna (poligamia) jest powszechna, o wiele powszechniejsz
            > a niz
            > > monogamia. U nas powszechne sa zdrady i rozwody. Malo kto ma w ciagu zyci
            > a tylk
            > > o jednego partnera seksualnego.
            >
            > Zacznijmy od tego, że rozwiązłość seksualna to zupełnie co innego niż poligamia
            > . Nie można aż tak mylić pojęć.

            A jaka jest roznica? Wg mnie taka jak medzy homoseksualista, gejem i pedalem - to to samo, tylko mniej lub bardziej wulgarnie nazywane.

            > Owszem, u nas zdarzają się rozwody i zdrady także (nie wiem, czy aż tak powszec
            > hne, po prostu są), jak to w związku.

            W ankietach ponad 60% zonatych mezczyzn przyznaje sie do zdrady. Moze to wg ciebie malo, coz...

            > Nie ma związku - nie ma zdrady.

            Istnieja zwiazki otwarte - w nich tez nie ma zdrady. No i u Mosuo - tam tez jak najbardziej sa zwiazki, ale bez zdrady wlasnie.

            > Ale czy t
            > o, że ktoś od czasu do czasu kogoś zdradza oznacza, że wszelkie związki nie maj
            > ą sensu?

            Uwazam, ze tak. Zdrada jest tylko tam, gdzie ktos komus cos obiecuje. Nie powinno sie pozwalac na obiecywanie czegos, o czym z gory wiadomo, ze nie jest mozliwe do spelnienia (wiernosc).

            > Roznica jest taka, ze tam jest to zorganizowane
            > > w sposob chyba bardziej dojrzaly, przynajmniej minimalizujacy niepotrzeb
            > ne str
            > > esy.
            >
            > No, jak bym polemizowała, czy brak tworzenia stałych, sformalizowanych związków
            > można traktować jak oznakę dojrzałości.

            To sformalizowanie po prostu na czym innym tam polega.
            • majaa Re: Malo kto ma w ciagu zycia tylko 1 partnera se 08.10.13, 14:15
              radymir napisał:

              > I stosuje i nie stosuje. To zalezy jak definiowac malzenstwo.

              Małżeństwo jest już zdefiniowane. Można tylko się zastanawiać, czy dany model życia podpada pod tę definicję, czy nie.

              > A jaka jest roznica? Wg mnie taka jak medzy homoseksualista, gejem i pedalem -
              > to to samo, tylko mniej lub bardziej wulgarnie nazywane.

              Taka, że poligamia jest sformalizowanym związkiem kilku osób (mężczyzny i kilku kobiet), z którego, podobnie jak w małżeństwie, wynikają jakieś obowiązki. Rozwiązłość seksualna natomiast polega na tym, że spotykasz się i bzykasz z kim chcesz i kiedy chcesz, bez żadnych ustalonych zasad i zobowiązań.

              > W ankietach ponad 60% zonatych mezczyzn przyznaje sie do zdrady. Moze to wg cie
              > bie malo, coz...

              Nie, to nie jest mało. Ale pozostaje jeszcze te 40%, które mogą mieć tym większą satysfakcję z udanego, trwałego pożycia. Znaczy, że jednak można, jak się chce.



              > Istnieja zwiazki otwarte - w nich tez nie ma zdrady. No i u Mosuo - tam tez jak
              > najbardziej sa zwiazki, ale bez zdrady wlasnie.

              Tzw. związek otwarty to jakieś kuriozum, nowomodny bełkot. Takie ubieranie w ładne słówka zwykłego łajdactwa za przyzwoleniem.


              > Uwazam, ze tak. Zdrada jest tylko tam, gdzie ktos komus cos obiecuje. Nie powin
              > no sie pozwalac na obiecywanie czegos, o czym z gory wiadomo, ze nie jest mozli
              > we do spelnienia (wiernosc).

              Istota związku nie polega na obiecywaniu, tylko na miłości i szacunku do drugiej osoby i traktowaniu jej w sposób szczególny. Jeśli tak jest, to wierność nie tylko jest możliwa, ale wręcz oczywista.


              > To sformalizowanie po prostu na czym innym tam polega.

              Ale o jakim sformalizowaniu mówisz??? Na czym polega sformalizowanie w układzie, w którym panowie przeskakują sobie dowolnie z kwiatka na kwiatek w zależności od potrzeb i preferencji?
              • radymir "Slubuje ci milosc, wiernosc i uczciwosc malzenska 30.10.13, 22:04
                majaa napisała:

                > radymir napisał:
                >
                > > I stosuje i nie stosuje. To zalezy jak definiowac malzenstwo.
                >
                > Małżeństwo jest już zdefiniowane. Można tylko się zastanawiać, czy dany model ż
                > ycia podpada pod tę definicję, czy nie.

                Tak, np jest taka definicja malzenstwa:
                "Małżeństwo – umowa zawierana w obliczu społeczności lub jej reprezentanta, przez co najmniej dwie osoby, zazwyczaj kobietę i mężczyznę, która przede wszystkim sankcjonuje relacje seksualne małżonków i legitymizuje ich dzieci."

                > Taka, że poligamia jest sformalizowanym związkiem kilku osób (mężczyzny i kilku
                > kobiet), z którego, podobnie jak w małżeństwie, wynikają jakieś obowiązki.

                Poligamie sa rozne, mowisz o poligamii malzenskiej, jest jeszcze seksualna i spoleczna.

                > Roz
                > wiązłość seksualna natomiast polega na tym, że spotykasz się i bzykasz z kim ch
                > cesz i kiedy chcesz, bez żadnych ustalonych zasad i zobowiązań.

                Tak przeciez ludzie powszechnie robia. Bzykaja sie z kim chca. Jesli bzykaja sie z kims, z kim nie chca, to jest to juz chyba gwalt, prawda?

                > Nie, to nie jest mało. Ale pozostaje jeszcze te 40%, które mogą mieć tym większ
                > ą satysfakcję z udanego, trwałego pożycia. Znaczy, że jednak można, jak się chc
                > e.

                Te 40% nie przyznaje sie w ankietach, co nie znaczy, ze nie zdradza.

                > Tzw. związek otwarty to jakieś kuriozum, nowomodny bełkot.

                To czestsze niz ci sie wydaje. Poogladaj ogloszenia towarzyskie.

                > Takie ubieranie w ła
                > dne słówka zwykłego łajdactwa za przyzwoleniem.

                Poligamia seksualna to łajdactwo?

                > Istota związku nie polega na obiecywaniu, tylko na miłości i szacunku do drugie
                > j osoby i traktowaniu jej w sposób szczególny.

                Cytat: "Slubuje ci milosc, wiernosc i uczciwosc malzenska". Jedynie to trzecie mozna slubowac, bo calkiem zalezy od naszej woli. Slubowac milosc, to jak slubowac, ze za rok w czwartek bedzie ladna pogoda. Slubowac wiernosc, to jak slubowac, ze wytrzymamy stanie na rozzazonych weglach przez dluzszy czas.

                > Jeśli tak jest, to wierność nie
                > tylko jest możliwa, ale wręcz oczywista.

                Wiernosc jest przede wszystkim bardzo rzadka i zazwyczaj wymuszona.

                > Ale o jakim sformalizowaniu mówisz??? Na czym polega sformalizowanie w układzie
                > , w którym panowie przeskakują sobie dowolnie z kwiatka na kwiatek w zależności
                > od potrzeb i preferencji?

                Przeciez tam sa bardzo scisle i formalne zasady. Wlasna sypialnie otrzymuje dzieczyna po po pierwszej miesiaczce. Dopiero wtedy wolno jej zaprosic mezczyzne. Nie jak w monogamicznych Indiach, gdzie wydaje sie za maz dziewczynki przed pierwsza menstruacja, zeby byla pewnosc, ze facet dostanie dziewice. Wolisz takie sformalizowanie ocierajace sie o pedofilie?
                • urko70 Re: "Slubuje ci milosc, wiernosc i uczciwosc malz 31.10.13, 10:23
                  radymir napisał:

                  > > Małżeństwo jest już zdefiniowane. Można tylko się zastanawiać, czy dany
                  > > model życia podpada pod tę definicję, czy nie.
                  >
                  > Tak, np jest taka definicja malzenstwa:
                  > "Małżeństwo – umowa zawierana w obliczu społeczności lub jej reprezentant
                  > a, przez co najmniej dwie osoby, zazwyczaj kobietę i mężczyznę, która przede ws
                  > zystkim sankcjonuje relacje seksualne małżonków i legitymizuje ich dzieci."

                  Tu również nie jest spełniona koniunkcja "zatwierdzony prawnie i społecznie"
                  "Małżeństwu powszechnie przypisuje się rolę założycielską wobec rodziny, co wiąże się z opieką nad dziećmi, ich wychowaniem i socjalizacją"


                  > > Taka, że poligamia jest sformalizowanym związkiem kilku osób (mężczyzny i
                  > kilku
                  > > kobiet), z którego, podobnie jak w małżeństwie, wynikają jakieś obowiązk
                  > i.
                  >
                  > Poligamie sa rozne, mowisz o poligamii malzenskiej,

                  Bo o małżeństwie tu mowa.
                • majaa Re: "Slubuje ci milosc, wiernosc i uczciwosc malz 31.10.13, 14:03
                  radymir napisał:

                  > Tak, np jest taka definicja malzenstwa:
                  > "Małżeństwo – umowa zawierana w obliczu społeczności lub jej reprezentant
                  > a, przez co najmniej dwie osoby, zazwyczaj kobietę i mężczyznę, która przede ws
                  > zystkim sankcjonuje relacje seksualne małżonków i legitymizuje ich dzieci."

                  Nawet w tej wynalezionej przez Ciebie definicji jest jasno powiedziane, że małżeństwo to umowa. Mosuo tymczasem żadnych umów nie zawierają.

                  > Poligamie sa rozne, mowisz o poligamii malzenskiej, jest jeszcze seksualna i sp
                  > oleczna.
                  >

                  Mówię o tym, co należy do tematu.


                  > Tak przeciez ludzie powszechnie robia. Bzykaja sie z kim chca. Jesli bzykaja si
                  > e z kims, z kim nie chca, to jest to juz chyba gwalt, prawda?
                  >

                  Daj spokój, nie udawaj Greka. To oczywiste, że z kim chcą, ale już wcale nieoczywiste, że bez żadnych zasad i zobowiązań. A na tym właśnie polega różnica.


                  > Te 40% nie przyznaje sie w ankietach, co nie znaczy, ze nie zdradza.

                  I na pewno nie znaczy, że zdradza. Zdecyduj się: albo opierasz się na statystykach takich, jakie są, albo się na nie nie powołuj.


                  > To czestsze niz ci sie wydaje. Poogladaj ogloszenia towarzyskie.

                  To nie znaczy, że nie może stanowić kuriozum.

                  > Poligamia seksualna to łajdactwo?

                  Nie rozumiem, co to wnosi do tematu.


                  > Cytat: "Slubuje ci milosc, wiernosc i uczciwosc malzenska". Jedynie to trzecie
                  > mozna slubowac, bo calkiem zalezy od naszej woli. Slubowac milosc, to jak slubo
                  > wac, ze za rok w czwartek bedzie ladna pogoda. Slubowac wiernosc, to jak slubow
                  > ac, ze wytrzymamy stanie na rozzazonych weglach przez dluzszy czas.

                  Nie mierz wszystkich swoją miarką.


                  > Wiernosc jest przede wszystkim bardzo rzadka i zazwyczaj wymuszona.

                  Czyli jednak przyznajesz, że możliwa. A czy „zazwyczaj wymuszona”, to już tylko Twoje domysły.

                  > Przeciez tam sa bardzo scisle i formalne zasady. Wlasna sypialnie otrzymuje dzi
                  > eczyna po po pierwszej miesiaczce. Dopiero wtedy wolno jej zaprosic mezczyzne.


                  Czy otrzymanie własnej sypialni i zaproszenie do niej mężczyzny jest wg Ciebie równoznaczne ze sformalizowaniem związku? Jeśli tak, to znaczy, że nie rozumiesz co to jest formalizacja.


                  > Nie jak w monogamicznych Indiach, gdzie wydaje sie za maz dziewczynki przed pie
                  > rwsza menstruacja, zeby byla pewnosc, ze facet dostanie dziewice. Wolisz takie
                  > sformalizowanie ocierajace sie o pedofilie?

                  To, co ja wolę naprawdę nie jest tu istotne, bo nie o moich preferencjach rozmawiamy. Istotne w tym przykładzie jest to, że dotyczy małżeństwa, czyli związku sformalizowanego, w przeciwieństwie do przykładu powyżej.
                  • urko70 Re: "Slubuje ci milosc, wiernosc i uczciwosc malz 31.10.13, 15:37
                    majaa napisała:

                    > radymir napisał:

                    > > Przeciez tam sa bardzo scisle i formalne zasady. Wlasna sypialnie otrzymu
                    > je dzi
                    > > eczyna po po pierwszej miesiaczce. Dopiero wtedy wolno jej zaprosic mezcz
                    > yzne.
                    >
                    > Czy otrzymanie własnej sypialni i zaproszenie do niej mężczyzny jest wg Ciebie
                    > równoznaczne ze sformalizowaniem związku? Jeśli tak, to znaczy, że nie rozumies
                    > z co to jest formalizacja.

                    Jeśli dobrze pamiętam to mowa tu o dziewczynkach od +- 9-13 lat, próbuję zrozumieć ale nie udaje mi się jak można się fascynować zezwalaniem takiemu dziecku na kontakty seksualne z różnymi mężczyznami, a równocześnie krytycznie przeciwstawiać wydawanie za mąż tej samej dziewczynki tylko kilka miesięcy młodszej...

                    Czyli wydawanie za mąż 10latki jest złe, ale zezwalanie 10.5latce na rozpoczęcie przyjmowania mężczyzn jest dobre...

                    Dla mnie logika radymira jest ..... mocno inna.

                    ;)
                    • majaa Re: "Slubuje ci milosc, wiernosc i uczciwosc malz 31.10.13, 20:53
                      urko70 napisał:

                      > Jeśli dobrze pamiętam to mowa tu o dziewczynkach od +- 9-13 lat, próbuję zrozum
                      > ieć ale nie udaje mi się jak można się fascynować zezwalaniem takiemu dziecku n
                      > a kontakty seksualne z różnymi mężczyznami, a równocześnie krytycznie przeciwst
                      > awiać wydawanie za mąż tej samej dziewczynki tylko kilka miesięcy młodszej...
                      >
                      > Czyli wydawanie za mąż 10latki jest złe, ale zezwalanie 10.5latce na rozpoczęci
                      > e przyjmowania mężczyzn jest dobre...
                      >

                      Trafna uwaga.


                      > Dla mnie logika radymira jest ..... mocno inna.
                      >
                      > ;)
                      >

    • radymir Jednak malzenstwo 08.10.13, 00:14
      aiwom napisała:

      > Malzenstwo chodzone - cos genialnego:
      >
      > "Najbardziej niezwykłym aspektem kultury Mosuo jest praktyka tzw. „chodzo
      > nego małżeństwa“ (chiń. 走婚 zou hun), które jest dominującym
      > systemem małżeńskim wśród Mosuo żyjących w okolicach jeziora Lugu Hu a także w

      Wg Wikipedii to co maja Mosuo to jednak malzenstwo:

      Instytucja małżeństwa znana jest wśród wszystkich ludów świata. Nieznane są grupy ludzkie żyjące bez stałego partnerstwa małżeńskiego[20][21].
      Można dokonać rozróżnień znanych form instytucja małżeństwa[22][23], biorąc pod uwagę następujące kryteria oceny:
      płeć małżonków
      miejsce zamieszkania małżonków
      sposób dziedziczenia
      liczbę małżonków
      decydentów wyboru współmałżonka
      dobór grupy pochodzeniowej małżonków
      Należy zauważyć, że w przypadku małych zbiorowości społecznych obyczajowość związana z małżeństwem może przybierać nietypowe formy. Przykładem może być grupa etniczna Mosuo praktykująca tzw. „chodzone małżeństwo“ (lub „małżeństwo spacerowe“)[24][25].

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka