b-beagle 22.09.05, 12:52 Czy dajecie im pieniądze? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
po_godzinach Re: Żebracy 22.09.05, 12:59 1. Mówi, że brakuje mu 50 gr na piwo 2. Inwalida, staruszek. 3. Jeśli mówi, że chce na jedzenie - proponuję jego zakup - zwykle odmawiają, więc nie są wiarygodni. Odpowiedz Link Zgłoś
yoma Re: Żebracy 22.09.05, 12:57 Nie, bo wystarczyłoby się przejść warszawską Chmielną, żeby pozbyć się miesięcznego dochodu. Odpowiedz Link Zgłoś
dyskopata Re: Żebracy 22.09.05, 13:23 ja daje ale nie zawsze sam nie wiem od czego zależy mój gest Odpowiedz Link Zgłoś
janosik6 Re: Żebracy 22.09.05, 15:38 Idac podczas mojegoprzedostaniego pobytu w p[olsce idac we wrocku ulica ..Swidnicka stal facet z tabela ...""Potrzeba mi 1zl na piwo "" Podszedlem i dalem mu tego zlotego.. Oczywiwcie podziekowalmi. Ale dostalo mi sie od malzonki ze jestem frajer itd itd. Oczywiscie wtorowaly jej przy tym moje corki 14 i 15 lat... Nic nie dalo ze tlumaczylem im ze dalem mu tylko dlatego ze byl szczery Pare razy nie dalem pieniadze dziecia do reki ,ale podeszlem z nimi do jakiegos najblizszego punktu i zaplacilem aby zjadly jakis sandwicz i cos wypily do tego... Nie daje pieniadze do reki dziecia ,za winklem stoja starsi co im zabieraja te pieniadze a dzieci dalej sa glodne i bose. Nie pisze tego bo chce sie pochwalic jaki to dobry jestem , gdyz nie jestem .Ale nie lubie zaklamania i kurestwa. Odpowiedz Link Zgłoś
hippolit.kwass Re: Żebracy 22.09.05, 15:41 słownika ortograficznego także nie lubisz, prawda? Odpowiedz Link Zgłoś
janosik6 hipolit slownik ortograficzny to ja pie.. serd 22.09.05, 19:23 tak i ciebie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zainteresowany Re: Żebracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.05, 21:27 Sandwicz to po polsku kanapka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kasia Re: Żebracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.05, 16:52 Nie, bez wyjątku nigdy nie daję pieniędzy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wikul Pogoda dla żebraków IP: 212.76.37.* 22.09.05, 21:15 Nie grozi im głód. Nie grozi mróz, bezdomność ani bezrobocie. Stutysięczna armia fałszywych żebraków żeruje na naszej naiwności. I ma się coraz lepiej. Szósta rano. Barbara, z zawodu fryzjerka, lat 29, samotna matka dwóch synów, właśnie budzi się w swoim żółtym domku na podmurówce, pod Wieliczką (dokładnie 157 metrów kwadratowych, dwie kondygnacje, strych do adaptacji). Włącza radio, wyprawia 10-letniego Krzysia i dwa lata młodszego Wojtka do szkoły. Nucąc z radiem najnowszy przebój Kayah, pije kawę z ekspresu ciśnieniowego znanej marki. W różowym, futrzanym fotelu. - Nic tak rano nie poprawia nastroju jak szczypta pachnącej kofeiny - zauważa sentencjonalnie. Poranne rytuały Barbara kończy wklepaniem w twarz kremu ochronnego za 250 złotych. To na wypadek mrozów. O 8.20 z garażu wyprowadza dwuletnią Toyotę Yaris w srebrnym kolorze. Do samochodu wrzuca brązowy, skórzany plecak. Do centrum Krakowa przystojna blondynka dojeżdża nieco po dziewiątej. Samochód staje na płatnym parkingu. Po kilku minutach ze srebrnej Toyoty wysiada szara staruszka. Z zaawansowanym rakiem macicy. Zdruzgotana chorobą i życiem. Będzie skamleć o pomoc. Żebrać o każdy grosz... - Dzień dobry, panie Tomku - rzuca w stronę parkingowego. - Udanych łowów, pani Basiu - odpowiada parkingowy. Szokujące" Zaszokowani byli też pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Krakowie. W ramach akcji, której celem było wsparcie najbiedniejszych, wzięli pod lupę osiemdziesięciu krakowskich żebraków. Wnioski były jednoznaczne. Okazało się, że tylko jeden z jałmużników faktycznie potrzebuje pomocy. - Co nie znaczy, że żył w nędzy - twierdzi Marta Chechelska-Dziepak z krakowskiego ośrodka pomocy. - Był przeciętnie biedny. A reszta żebraków" Potraktowała nas jak intruzów. Na rozmowę z pracownikiem socjalnym w siedzibie ośrodka wyraziło zgodę dziewiętnaście osób. Do ośrodka pomocy dotarł jednak zaledwie jeden rencista. Był wyjątkiem, podał prawdziwe dane, nawet imię i wiek się zgadzały. Żebractwo traktował jako kolejne doświadczenie życiowe. W sumie był całkiem w porządku, nie udawał ani ślepego, ani beznogiego. W przeciwieństwie do emeryta z Wielkopolski, który na widok służb socjalnych z żebraka bez kończyn dolnych zamienił się w sprintera. I niemej Cyganki z Rumunii, która nieoczekiwanie przemówiła, choć w niezrozumiałym dla większości, języku. Cudownie uzdrowieni Pracownicy ośrodka pomocy w Krakowie stali się mimowolnie świadkami cudów. W ten sposób "Program interwencji w środowisku osób żebrzących" zakończył się klapą. Zamieniono go w końcu na akcję pod hasłem: "Uważaj komu dajesz swoje pieniądze. Pomagaj naprawdę". Podobne rezultaty przyniosły badania w Poznaniu. Tam na 82 żebraków jedynie dwóch zainteresowanych było wsparciem. Tymczasem armia żebraków w Polsce to dziś sto tysięcy żołnierzy. Z każdym rokiem rozrasta się, bo Polska to od wielu lat dla żebraków raj na ziemi (można tu dorobić się nawet domku, co udało się 40- letniej żebraczce ze Szczecina). Z badań wynika, że w polskich miastach na stu żebraków trzydziestu to obcokrajowcy. Do Warszawy kilka lat temu przeniosła się wielka grupa cygańskich jałmużników, z Amsterdamu. Przybywają też Ukraińcy, Mołdawianie, Bułgarzy i Czarnogórcy, którzy przenoszą się do nas z Niemiec, Anglii, nawet ze słonecznej Hiszpanii. Także dlatego, że w Europie Zachodniej ludzie przestali być już hojni. - W przeciwieństwie do Polaków, którzy wciąż chętnie oddają swoje pieniądze oszustom, a nie naprawdę potrzebującym - zauważa Marta Chechelska-Dziepak. - Człowiek, który faktycznie jest w biedzie, znosi ją w samotności. Wyhodować nowotwór Samo południe. Szara staruszka pod szarą kamienicą przy placu Szczepańskim w Krakowie rozciera ręce w dziurawych rękawiczkach. Na talerzyku leżą monety. Banknoty powędrowały do kieszeni, bo rabusiów nie brakuje. I wariatów, którzy dla sportu zabierają żebrzącym pieniądze, krzyczą a kuku, a potem zwiewają. O dwunastej, jak zwykle, Barbara postanowiła zrobić sobie przerwę. Na oczach przechodniów z tobołka wyciąga kanapkę z polędwicą sopocką i termos z kawą. Jak zje, jest bardziej rozmowna. Owszem, przyznaje, kto jak kto ale ona samotności nie lubi. Pracowników socjalnych też. - Pomoc społeczna jest wścibska, natrętna i nikomu niepotrzebna. Mnie, w każdym razie może w dupę pocałować - żebraczka głośno wyraża poglądy na temat pomocy państwa. Nie pomogło jej ono przecież, gdy sześć lat temu straciła pracę. Nie pomogła jej także rodzina, ani były mąż, który od pięciu lat nie daje znaku życia, ani tak zwani przyjaciele. Odcięła się wówczas od najbliższych, którzy, zresztą na szczęście, mieszkają w większości na Suwalszczyźnie. Przez jakiś czas próbowała dorabiać sprzątaniem, ale nudziło ją zbieranie kurzu. Pierwszy raz na ulicy stanęła 12 marca 2001 roku. Pamięta tę datę doskonale, bo uzbierała aż 115 złotych. - Zastanawiałam się, co wzbudza u ludzi największą litość. Doszłam do wniosku, że muszę sobie wyhodować jakiś nowotwór. Zdecydowałam się na raka macicy - wyjaśnia. Tuż przed pierwszym występem Barbara w sklepie z używaną odzieżą kupiła szarą jak listopad, wytartą jesionkę z późnych lat 70., i równie szarą, niemodną chustkę. Charakteryzacja zajęła jej pięć minut. Cieniem do powiek podkreśliła sińce pod oczami, szarą kredką nakreśliła bruzdy na policzkach, po czym upudrowała twarz talkiem. Dzięki odrobinie białej kredy jej włosy stały się siwe i matowe. Kiedy spojrzała w lustro, sama sobie chciała podarować jałmużnę. - Trzeba wyglądać bardzo biednie i bardzo niezdrowo - wyjaśnia zawodowa żebraczka. - I nie stać w jednym miejscu, bo się można ludziom opatrzyć. W związku z czym Barbara krąży po kilku głównych punktach w centrum Krakowa, jak też między kilkoma hipermarketami. Z żebrania wyciąga dniówkę od 80 do 150 złotych. W sumie, odliczając kilka wolnych od pracy dni, Basia jest w stanie zarobić bez podatku co najmniej trzy tysiące złotych miesięcznie. Najwięcej w czasie postu, wtedy ludzie stają się szczególnie litościwi. W takie dni, jak teraz, może kończyć z żebraniem nawet o piętnastej. W lecie, gdy konkurencja większa, ale za to pogoda sprzyja, Barbara musi się męczyć nawet do dwudziestej. - Najtrudniejszy jest pierwszy raz. Później to rutyna - zwierza się była fryzjerka. - To jak nałóg, w dodatku szczodrze wynagradzany. Nic dziwnego, że wciąż przybywa mi konkurencji. Basia dzieli swoich konkurentów na profesjonalistów i hobbystów. Profesjonalistą jest, jej zdaniem, pseudoślepiec spod sanktuarium w Łagiewnikach, kiedyś kasjer w banku, i obłąkany artysta z Nowej Huty, podobno kapitan wojska polskiego na emeryturze. Za to hobbystów żebraczka w ogóle nie szanuje. Nie ceni także Wernera Gotta z Zabrza. - On nie musi udawać chorego, bo kiedyś wpadł pod pociąg - wzrusza ramionami żebraczka. - A to żadna przyjemność czerpać profity z własnego, prawdziwego nieszczęścia. Werner Gott na wózku inwalidzkim przemierza dziś dworce całej Polski, rejony, których żebraczka Barbara unika jak ognia. - Zbyt niebezpiecznie - zauważa kobieta. - Można stracić zarobek, a nawet życie. Pogoda dla konkurencji Za to Gott na dworcu czuje się jak w domu. W zasadzie nie musiałby żebrać, bo ma rentę, ale to lubi. Sprawia mu przyjemność, gdy rozczula się nam nim śliczna studentka z Białegostoku. Z wielką uciechą wciska jej łzawe historyjki o chorej matce, córce i chorym piesku. Pokazuje zdjęcia z młodości. Za to strażnikom, policjantom, wolontariuszom i starym babom, Basię, bezrobotną fryzjerkę, najbardziej irytuje konkurencja ze Wschodu. - Zero moralności. Nachalni, nie myją się i wykorzystują dzieci! Na widok Iriny K., z przedmieść Kijowa, żebrzącej na krakowskich Plantach, byłej fryzjerce spod Wieliczki naprawdę robi się niedobrze. Trzyletniego Żenii, który od kilku godzin siedzi obok Iriny w wózeczku, Basi jest nawet żal. A Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wikul Re: Pogoda dla żebraków (dokończenie) IP: 212.76.37.* 22.09.05, 21:17 ...Na widok Iriny K., z przedmieść Kijowa, żebrzącej na krakowskich Plantach, byłej fryzjerce spod Wieliczki naprawdę robi się niedobrze. Trzyletniego Żenii, który od kilku godzin siedzi obok Iriny w wózeczku, Basi jest nawet żal. A Żenia właśnie zasnął, policzki zaróżowiły mu się od mrozu. Z tekturowej kartki nad głową pulchnego chłopca przechodzień dowie się, że malca czeka kosztowna operacja serca. Chore serce działa na ludzi i ich portfele jak lep na muchy. Irina, podobnie zresztą jak Barbara, bardzo nie lubi fotografów (na widok aparatu kartka momentalnie znika). Nie lubi też innych Ukrainek z dziećmi na wózkach oraz deszczu. - To fakt, nie kłopoty z prawem, strach przed deportacją, ale właśnie zła pogoda, obok konkurencji, uznawana jest przez żebraków za ich największego wroga - przyznają pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Krakowie. Co pokrywa się z punktem widzenia Basi. Bo jest się czego obawiać. Irinie spod Kijowa pieniądze zabierają trzy rumuńskie Cyganki. Przyjeżdżają do Krakowa z Katowic. Przeniosły się na Śląsk, do wynajętej willi, w kilka dni po przyjeździe do Polski. Ich mężowie szybko musieli opuścić miasto pod Wawelem po tym, jak wyłowili, upiekli i zjedli cztery łabędzie, pływające po stawie na krakowskich Plantach. Z kolei Barbara bardziej niż rumuńskich Cyganek boi się rywalizacji ze strony polskich dzieci. Zwłaszcza 12-letniej, jasnowłosej Małgosi z bukietem róż. Małgosia ma niebieskie oczy i tak długo wpatruje się nimi w turystę, aż mu serce nie zmięknie. Na opornych ma argument, że od roku choruje na białaczkę. Róża kosztuje u niej 20 złotych. Gdy ktoś odmówi, blond aniołek zmienia się w diabła. Z ust dziewczynki zaczyna płynąć rzeka wyzwisk. Na widok Małgosi cierpnie skóra nie tylko żebraczce Basi. - Ta dziewczynka to cynizm w krystalicznej postaci. Nie tylko zresztą ona. Nie trzeba wiele czasu, by dzieci, które zdecydowały się żebrać, stały się wyrachowane i przebiegłe - zauważa Alina Grochmal, psycholog dziecięcy. - Odpowiednio przeszkolone przez rodziców potrafią kłamać jak z nut. Nauczyły się także z wirtuozerią grać na ludzkich uczuciach. Stały się pozbawionymi wstydu i zahamowań maszynkami do wyłudzania pieniędzy. Zdaniem Barbary, te wszystkie dziewczynki z różami to dla wytrawnych żebraków poważne zagrożenie ekonomiczne. - Niedługo zwykły rak i siwe włosy mogą już nie wystarczyć - twierdzi. Z obserwacji fałszywej staruszki wynika, że w obiegu jest dziś kilkadziesiąt prostych sposobów, by wyłudzić kasę. - Wciąż jeszcze intratna jest choroba, bezdomność i wszelkie inne kataklizmy życiowe - wyjaśnia. - Ale można też wiele wyżebrać udając, że zostało się właśnie okradzionym, że zgubiło się bilet na pociąg do Pułtuska, albo że od trzech dni nic się nie jadło. Można też sporo wyłudzić dzięki metodzie "na zepsute kółko" . - Przed jedną z krakowskich aptek koczowała przez lata parka. On na wózku, ona obok ze zdezelowanym kołem od wózka - wspomina Marta Chechelska-Dziepak z krakowskiego MOPS. - Proszący wzrok kobiety działał na klientów magnetycznie. Po uzbieraniu odpowiedniej kwoty, kółko wracało na miejsce, kobieta popychała wózek, a po kilku sekundach stała już przy ladzie w sklepie monopolowym. Wygląd, miejsce i czas Są też żebracy - żartownisie. Ci zbierają na tanie wino, brylantową kolię dla narzeczonej albo prezerwatywy dla brata w wojsku. Albo "na miut", jak żółty miś, który macha rączką przy ulicy Floriańskiej w Krakowie, albo na jedzenie dla psa, jak sąsiadujący z misiem żongler z wilczurem. Zdaniem Barbary, takie sposoby są jednak mało skuteczne i szybko nudzą się przechodniom. - Najważniejsze to dograć swój wygląd, miejsce i czas - twierdzi doktor Andrzej Bukowski, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Krakowscy socjolodzy odwiedzili kilka miast, zajrzeli też do miejsc świętych - m.in. na Jasną Górę. W Krakowie natknęli się na żebrzącego pod kościołem dziadka w słomkowym kapeluszu, po którego przyjeżdżał co wieczór wnuczek. We Wrocławiu na byłego sztygara, który po śmierci syna przeniósł się na ulice miasta. A w Częstochowie na pewnego ślepca, który w chwilach wolnych od pracy czytał prasę bez używania okularów. W końcu socjolodzy sami przebrali się za żebraków. - Chcieliśmy dowiedzieć się, która postać z żebraczego katalogu ma największe powodzenie - wyjaśnia doktor Bukowski. Eksperyment przeprowadzono w Łodzi, przy ulicy Piotrkowskiej. Jeden z socjologów przebrał się za staruszka. Żebrał pod kościołem, a potem na skrzyżowaniu. Po pewnym czasie zmienił się w ślepca. I znów stanął pod świątynią, a później na ulicy. Okazało się, że największą litość wzbudzał ślepy żebrak pod kościołem. Zdecydowanie przebił w dochodach zgarbionego staruszka. Okazało się, że dla żebraka miejscem wymarzonym jest kościół. Ale że przy drzwiach może się zmieścić tylko jedna osoba, rok temu, przed bazyliką ojców franciszkanów w Katowicach, żebrak tak stłukł konkurencyjnego jałmużnika, że zakonnicy wynajęli ochroniarzy. Ochrona pojawiła się też przed sanktuarium w Częstochowie. Część żebraków musiała więc przenieść się do kościołów peryferyjnych. Reumatyzm i sąsiedzi Godzina 15. Staruszka z rakiem macicy wsiada do srebrnej Toyoty. W kwadrans później przystojna blondynka, w hipermarkecie, pod którym zdarzało się jej żebrać, robi spore zakupy. Wydaje więcej niż dziś wyżebrała. Ale nie ma zamiaru oszczędzać. Dla synków zaplanowała na wieczór pizzę i ciasto czekoladowe, dla siebie miłosną historię z Julią Roberts na DVD i butelkę calvadosu. Podobno wódka z jabłek dobrze wpływa na reumatyzm, a reumatyzmu, z powodu pracy w wilgotnych warunkach, Barbara się boi. I jeszcze dociekliwości sąsiadów, którzy od miesięcy głowią się nad tym, skąd bezrobotna fryzjerka ma tyle pieniędzy. Na szczęście w Krakowie bywają rzadko. A dzieci" Są przekonane, że mama jest domokrążcą i sprzedaje kosmetyki. To dlatego ma tyle kremów na półce i w plecaku, który zawsze nosi przy sobie. - Najważniejsze w tym zawodzie to ostrożność i dobra organizacja - zapewnia Barbara. - A przede wszystkim dobrze skrojony plan. Być może plany Basi, z powodu nasilającej się konkurencji będą musiały zostać zmodyfikowane. Być może raka macicy trzeba będzie uzupełnić, choćby o galopującą gruźlicę. - Gdybym nie była staruszką, mogłabym jeszcze zostać ofiarą gwałtu - śmieje się polska kobieta żebrząca. I przy szklaneczce calvadosu, w żółtej willi pod Wieliczką, w różowym fotelu, układa nowe scenariusze na swoje fałszywie żebracze życie. Ma przecież o co walczyć. Dzieciom trzeba zapewnić przyszłość, a dom wyremontować. A może nawet wynająć ochroniarza, bo żebracy, prawdziwi i nieprawdziwi, coraz częściej padają ofiarami złodziei. Barbara, kiedyś całkiem niezła fryzjerka, nie byłaby pierwsza. Bodyguarda już kilka lat temu zafundowała sobie pewna stołeczna staruszka, żebrząca na placu Trzech Krzyży w centrum Warszawy. Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: moderatorze ??? 24.09.05, 02:34 A od kiedy to moderatorze podawanie linku do publikacji utrzymywanych na forum GW jest łamaniem regulaminu??? Czy podać jeszcze raz ten link??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Daria Re: Żebracy IP: 1.3.* / *.proxy.aol.com 23.09.05, 03:17 Ja daje zebrakom pierniadze ale nie wszystkim. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: reformator Re: Żebracy IP: *.77.classcom.pl 23.09.05, 21:37 Jakby nie było kapitalizmu tylko socjalizm podobny do PRL, to państwo zajęłoby się nimi i mieliby opiekę, mieszkania, pracę itp. Odpowiedz Link Zgłoś
deltalima Re: Żebracy 23.09.05, 23:10 a kto zapracowałby na mieszkania i opiekę dla żebraków? Odpowiedz Link Zgłoś
oleswava Re: Żebracy 24.09.05, 01:09 Mieszkam w Jeleniej Górze i był taki czas, że znałam prawie każdego żebrzącego w tym mieście. Było mi ich strasznie żal, zaopatrywałam ich w koce, swetry i jedzenie. Nie należę do żadnego osrodka pomocy społecznej, ale był taki okres w moim nastoletnim zyciu, że bardzo przejmowałam się ich losem i angażowałam jak mogłam. Jednemu załatwiłam miejsce w ośrodku chrześcijańskim i dałam pieniądze na pociąg. Dwa dni później spotkałąm go siedzącego na ulicy. Byłam wtedy nastolatką, więc wybaczam sobie swoją naiwność. Moje próby pomocy nie przyniosły żadnych rezultatów, w każdym bądź razie nigdy żadnych nie widziałam. Potem ograniczyłam się do dawania im adresu mojego kościoła - mówiłam kiedy mogą przyjść, a dostaną ciepły posiłek i coś do ubrania. W ciągu kilku lat przyszedł tylko jeden młody chłopak. Nie chcę osądzać tych ludzi, ale czerpiąc z własnego doświadczenia doszłam już dawno do wniosku, że tym ludziom naprawdę pasuje takie życie. Dziś, kiedy widzę żebrzących na ulicy czuję złość i praktycznie nigdy nie reaguję. Wścieka mnie to, że są tak leniwi, że nie chce im się nawet nazbierać jagód w lesie i sprzedawać. Odpowiedz Link Zgłoś
wikul Re: Żebracy 25.09.05, 19:08 Gość portalu: reformator napisał(a): >Jakby nie było kapitalizmu tylko socjalizm podobny do PRL, to państwo zajęłoby > się nimi i mieliby opiekę, mieszkania, pracę itp. Jasne, tak jak w Korei Płn. lub na Kubie. Odpowiedz Link Zgłoś
boykotka Re: Żebracy 24.09.05, 07:31 W zasadzie daję wszystkim żebrzącym. Wyjątek stanowili Rumuni, którzy zniknęli już z naszych ulic. Dlaczego ? Prosta sprawa. Uważam, że człowiek, który żebrze jest zaprzeczeniem złodziejstwa. Popieram każdego żebraka, nawet tego, który żebrze na alkohol. Oczywiście tym daję najmniej, bo alkohol ich zabija. Odpowiedz Link Zgłoś
deltalima Re: Żebracy 24.09.05, 09:19 Popieram każdego żebraka, nawet tego, który żebrze na alkohol. > Oczywiście tym daję najmniej, bo alkohol ich zabija. ubawiło mnie to. niezła z ciebie sadystka. dajesz im mniej by dłużej umierali? Odpowiedz Link Zgłoś
boykotka Re: Żebracy 25.09.05, 08:52 deltalima napisał: > Popieram każdego żebraka, nawet tego, który żebrze na alkohol. > > Oczywiście tym daję najmniej, bo alkohol ich zabija. > > ubawiło mnie to. niezła z ciebie sadystka. dajesz im mniej by dłużej umierali? A cóz w tym jest zabawnego ?? Czy ja mogę mieć jakikolwiek wpływ na życie takiego człowieka ??? We wsi gdzie mieszka moja babcia zapiło się na śmierć już kilku ludzi. Uważasz, że winna jest cała wieś ?? A może ludzie, którzy dawali im dorywczą pracę lub karmili z łaski ??? Odpowiedz Link Zgłoś
benek44 Re: Żebracy 24.09.05, 14:08 raczej nie. Kupuje natomiast kwiatki na ulicy od ludzi po których widać, że jest to jedyna metoda dorobienia przez nich. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sky Re: Żebracy IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 25.09.05, 01:34 Ja dalam dzisiaj pieniadze kobiecie ktora mowila ze jest z Rumunii i ze ma raka piersi. Pokazala mi to nawet choc wcale nie chcialam ogladac. Nawet tak naprawde nie patrzylam bo siedzialam w samochodzie i mialam okulary przeciwsloneczne na nosie. Moze to bylo cos przyklejone jak na Halloween, a moze nie.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Thea Re: Żebracy??? Trudno ocenic. IP: *.arcor-ip.net 25.09.05, 15:26 Raz chcialam nakarmic glodne dzieci, wiecej tego nie czynie. Otöz jednego razu w warszawskich podziemniach zagadaly mnie dzieci w wieku ponizej 10 lat wyciagajac reke po jamluzne, möwiac mi ze sa bardzo glodne, ze jeszcze w tym dniu nic nie otrzymali do jedzenia. Bylo to juz poludnie. Widzialam w poblizu stoiska gdzie byly wystawione na tacach röznego rodzaju smakowite kanapki. Wzielam dziewczynke za reke i postanowilam glodnym dzieciom spelnic ich zyczenie, kierujac sie z nimi do stoiska z zywnoscia. W tym czasie doskoczyli do mnie nieznajomi panowie okrzykujac mnie zaczeli szarpac mnie, wykazujac najwieksze zainteresowanie moja torebka jak i moimi kieszeniami. Przechodnie przechodzili pospiesznie obok nas, nie okazujac najmniejszego zainteresowania. Mialam wielkie szczescie, ze w tym czasie przechodzila patrol policjantöw. Policjanci doskoczyli i uwolnili mnie z rak domniemanych opiekunöw dzieci, uswiadamiajac mnie co sie za zebrzacymi dziecmy kryje. Skad moglam znac te smutna rzeczywistosc, mieszkam od lat poza granicami kraju. Takie doswiadczenie przezylam kiedy w dobrym zamiarze chcialam nakarmic domiemane bardzo glodne dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
luccio1 Re: Żebracy 26.09.05, 13:30 Przypominam sobie sprzed około dwóch lat z centrum Krakowa żebrzącą matkę z niepełnosprawnym chłopcem 10-13 lat na wózku. Była późna jesień, szczyt wieczorny, ciemno, zimno, mżawka. Chłopiec spał(?), na jego kolanach spoczywało pudełko z tabliczką, na której owa żebrząca matka zwięźle przedstawiła sytuację: została sama z chorym dzieckiem po śmierci własnej matki. Gdy ją mijałem, kobieta ta, nosząca pełną żałobę, z twarzą przesłoniętą welonem, kucała właśnie obok wózka mając podkasaną spódnicę i opuszczone rajstopy - załatwiała się na chodnik. Odpowiedz Link Zgłoś