lena575
05.06.06, 11:12
Nie wiem jak poradzić sobie z problemem. Otóż ciocia mojego męża, pani 86-
letnia którą opiekujemy się mieszka ok.50km od nas.Jesteśmy (ja, mąż lub
obydwoje) conajmniej raz w tygodniu u niej, podwozimy jedzenie (nie lubiła
nigdy gotować), czasem przywozimy ją do nas na tydzień lub dwa ale ona woli
być u siebie. Ma tam kilka zaprzyjaźnionych osób, działa w Solidarności
emerytów, ma swoich lekarzy i jest w ogólnie dobrym stanie zdrowia, ma tylko
niezbyt sprawne nogi (endoprotezy kolan) ale jest "na chodzie". Do sprzątania
przychodzi umawiana od lat pani, ona też pomaga jej w prasowaniu. Ciocia ma
wysoką emeryturę więc nie musi oszczędzać (ale na sobie na ogół oszczędza). I
tu jest problem. Od kilku lat ma "zaprzyjaźnione" dwie panie którym pamaga
finansowo. Obydwie mają swoje rodziny ale jedna utrzymuje ze swojej emerytury
niepracującego syna (ponad 40-letniego) a druga ponad 40-letniego wnuka z
żoną i ich dziećmi. Ponieważ ciocia zna je od kilkudziesięciu lat, wie,że
niedojadają - kupuje (i nosi!!!)do nich jedzenie, daje pieniądze. Od półtora
roku zanlazła się i trzecia. Jest o była uczennica cioci (cocia jest
emerytowaną nauczycielką). Spotkały się kiedyś w szpitalu, okazało się,że ta
była uczennica ma raka, czeka ją operacja a ma trudną sytuację finansową.
Ciocia jak to ciocia nie zastanawiając się wyjęła z toreki 200 złotych dała
by pomóc. Od tego czasu ma ją stale na głowie. Pani ta ma niepracującego syna
(po 30-tce i bez wykształcenia) z żoną (a jakże, niepracującą) i wnukiem,
utrzymują się z jej emerytury a do tego ona spłaca w jakimś kogucikowym banku
długi syna. Ciocia zdeklarowała się, że będzie jej dawała 100 zł miesięcznie
i zawsze 1 dnia każdego miesiąca ta pani przychodzi po te pieniądze. Po czym
za kilka dni przychodzi bo nie ma na czynsz, po następnych kilku
dniach "pożyczyć" 5,10 czy 20 złotych (nigdy nie oddaje). Ostatnio również
przychodzi ten syn "pozyczać na lekarstwo dla matki". Doszło do tego,że gdy w
piątek ciocia nie otworzyła tej pani drzwi jakaś znajoma tej pani zadzwoniła
do cioci powiedzieć cioci,ze ta pani jest bardzo chora i prosi ciocię o
wizytę i ... pieniądze.
Do tej pory uważałm,ze ciocia ma prawo robić ze swoimi pieniędzmi o chce,
może rzucać je przez okno jeśli lubi ale ... obawiam się teraz o jej
bezpieczeństwo. Czy wbrew woli cioci mam porozmawiać z tą panią czy już mogę
zawiadomić policję. Nie wiem jak to rozegrać by z jedenj strony
nie "ubezwłasnowolniać" cioci (w końcu to ona sama musi umieć się bronić
przed czymś takim - i tak zawsze ją nastawiałam - jesli czuje się okradana) a
z drugiej ją obronić przed jej własną "dobrocią". Obawiam się sytuacji,gdy
powiadomię tą panią,że ma nie zbliżać się do cioci a ciocia po wysłuchaniu w
Radiu Maryja żalów jak to ludzie umierają z głodu a ci co mają powinni im
pomóc zadzwoni do tej pani że jeszcze raz jej pomoże i znów będzie to samo.
Już kiedyś za moją radą ciocia odbyłą z tą panią "poważną rozmowę" i
ustaliła,ze pomagać nie będzie i ... poskutkowało na 2 tygodnie. Mój mąż (a
to jego ciocia) już był zdecydowany wybrać się do tych ludzi i na policję, ja
go odwodzę. Do licha, nie wiem jak to rozegrać ...