matyldan
28.08.06, 19:49
Nie mam już siły.
Nie wiem jak rozmawiać z moimi rodzicami. Mam 19 lat, właśnie zaczynam
studiować zaocznie i dodatkowo pracuję, aby opłacić sobie uczelnię. Konflikty
zawsze dotyczą naszego mieszkania, którego po prostu wstydzę się przed
przyjaciółmi, znajomymi i chłopakiem. Panuje w nim po prostu totalny brud.
Moi rodzice w ogóle nie sprzątają, w ogóle. Nie robią totalnie NIC. Mój pokój
utrzymuję w idealnej czystości, ale części wspólne nie dość, że sprzątam
sama, to jeszcze nikt mi nie pomoże, a wręcz dokuczy. W ich sypialni
i "salonie" jest koszmar! Tony kurzu, okna nie myte od niepamiętnych czasów,
wszędzie leżą naczynia, ubrania, bielizna - oni siedzą tam, śpią i w ogóle
nie widzą problemu. Nie zapraszają do siebie gości, jak ktoś przyjdzie, każą
mi otwierać i mówić, że nikogo nie ma w domu.
Ale o ile ich pokoje mogą mnie guzik obchodzić (a bywało, że sprzątnęłam i u
nich, ale po tygodniu znów było to samo, więc to nie ma sensu), to konflikty
dotyczą części wspólnych (korytarz, kuchnia i łazienka). Koszmar. Oni tam
nawet palcem nie kiwną. Na korytarzu wiecznie stoją przygotowane do
wyrzucenia śmieci (ale wyrzucone zostaną dopiero jak się zbiorą 3 lub 4
worki), rozwalone buty, torby, rzucone na stoliczek kurtki itp. W kuchni
panuje brud. Na szafkach na naczynia trzymają jakieś papiery, książki, kasety
oraz różne śmieci, ale mimo moich próśb nie chcą tego przejrzeć, "bo to ich
dom", "bo im to nie przeszkadza", "bo będę się rządzić jak będę we własnym
domu". Nie pomaga tłumaczenie, że przecież jestem u siebie, że jestem częścią
rodziny, że wstydzę się przed przyjaciółmi. Zapraszam chłopaka, proponuję
herbatę, on mi proponuje, że pomoże mi zrobić, a ja wymiguję się od tej
pomocy, bo wstyd, aby widział to, co się dzieje w kuchni. Chciałam posprzątać
sama, ale skończyło się aferą, że nie wolno mi ruszać ich rzeczy i że im to
nie przeszkadza, więc mam się odczepić i zająć sobą.
W łazience jest to samo, brud. Ja sprzątam, a po dwóch dniach jest to samo, a
kiedy zwracam uwagę, to awantura albo głupie teksty w rodzaju "co, masz
okres, że tak się czepiasz?".
Nie mam już siły. Nie mogę się wyprowadzić, bo zarabiam 650zł, z czego 400
idzie na szkołę, a 200 dokładam do domu. Dorabiam opieką nad dziećmi, żeby
mieć na przejazdy czy głupi tusz do rzęs, w roku szkolnym wracam do domu po
19-tej i pierwsze, co muszę robić, to zabierać się za sprzątanie.
To są dorośli ludzie! Studiuję, pracuję i dorabiam, matka pracuje przez
internet, ojciec również, więc praktycznie cały dzień spędzają w domu, ale
NIC w nim nie zrobią, nie pamiętam kiedy ostatni raz widziałam ich z
odkurzaczem. Ręce mi opadają, co mogę zrobić, jak z nimi rozmawiać?? Mówiłam
o tym, że samej mi ciężko tysiące razy, kończ się słowami, że nikt mi
przecież nie każe sprzątać. Co robić?