alexanderson
02.06.07, 23:49
Zdawać by się mogło, że za sprawą ministra edukacji Romana Giertycha odżywa
konflikt między Sienkiewiczem a Gombrowiczem, między dwiema wizjami polskiej
literatury, dwoma obozami kulturowymi, dwoma wizjami polskości wreszcie.
Zapewne Roman Giertych do takiej właśnie konfrontacji dąży, bo sam opowiada
się wyraźnie po jednej ze stron i do uzyskania przez nią prymatu („rządu
dusz”) chce doprowadzić. Sęk w tym, że nie ma tu żadnego konfliktu i nie może
być żadnego zwycięstwa, bo polskość prawdziwa istnieje tylko poprzez wzajemny
dialog Sienkiewicza z Gombrowiczem. Istotą polskości są spory między
odmiennymi wizjami historycznymi, politycznymi, światopoglądowymi i
kulturowymi – nie można Polakom tych sporów odbierać. Planowane przez resort
edukacji zbytnie wyeksponowanie Sienkiewicza przy całkowitym wyeliminowaniu
Gombrowicza nie będzie zwycięstwem Sienkiewicza ani przegraną Gombrowicza –
będzie natomiast klęską myśli polskiej. Będzie klęską polskiego systemu
edukacji jako szkoły myślenia. Odebraniem Polakom refleksji nad polskością, a
tym samym – wykorzenieniem ich z polskości. Efekt będzie więc odwrotny od
intencji ministra Giertycha. Dramat polega na tym, że nie ma on (Giertych)
pojęcia ani o zadaniach i wyzwaniach szkoły, ani o wartości (krytycznego,
nakierowanego także na siebie) myślenia, ani o istocie polskości. W tym
sensie trudno go nawet winić – nie popełnia "zbrodni", lecz kieruje się
zwykłą głupotą. Ma ją we krwi. Jest równie obca Sienkiewiczowi, co
Gombrowiczowi.