muerte2
10.07.08, 15:22
Chyba staję się mniej tolerancyjny i obniża mi się poziom dobrego wychowania…
Podróżuję po mieście środkami masowego rażenia i dokonuję rozmaitych
obserwacji. Na ich podstawie czuję się uprawniony do stwierdzenia, że ludzie
są bezmyślni. Oto dzisiaj grzecznie, jak Pan Bóg przykazał, oczekiwałem na
zielone światło dla przechodniów. Cykl świateł jest tak zorganizowany, że
przez parę/paręnaście sekund czerwone świeci się i dla przechodzących, i dla
kierujących. Gromada ludzi po obu stronach jezdni, bo to poranny szczyt. I
nagle ukazała się ONA… Klasyczna Warszawianka Starej Daty – dystyngowana,
nobliwa i do tego w białych koronkowych rękawiczkach!
Była to zapewne Prawdziwa Dama, bo – jak powszechnie wiadomo – prawdziwe damy
mają w nosie zasady obowiązujące tłum czy gawiedź. Więc niech se gawiedź czeka
na światło (i to jeszcze jakieś czerwone), a Prawdziwa Dama nieśpiesznym
krokiem weszła na przejście dla pieszych przy czerwonym świetle. Tzw. zwykły
człowiek wie, że po czerwonym świetle zapewne zaświeci się wkrótce zielone i
samochody z kopyta ruszą wpieriod. Prawdziwa Dama widocznie nie wiedziała.
Gdyby jeszcze przyspieszyła kroku, usprawiedliwiając niejako potrzebę
przejścia przez jezdnię na czerwonym jakimś pilnym interesem – zgoda. Każdy
kiedyś w sposób brutalny naruszał w ten sposób przepisy. Nie, Prawdziwa Dama
jednak szła dystyngowanie i powoli, jak to w zwyczaju mają Prawdziwe Damy.
Kiedy była mniej więcej w połowie drogi ku drugiemu brzegowi – światła
złośliwe i nagle zmieniły się na przeciwne! Zmiana była tak nagła i
niespodziewana, że Prawdziwa Dama zupełnie jej nie zauważyła. Dalej brnęła na
wskroś jezdni nienagannym krokiem. Samochody gazują, motocykle już wyją na
obrotach, ale Prawdziwa Dama idzie niewzruszona.
Wszystko byłoby w porządku i nikt nie miałby Prawdziwej Damie niczego za złe.
Nawet dla mnie samego obserwacja tego zjawiska było zajęciem niemal
ekscytującym. Tylko Prawdziwe Damy potrafią swoim jestestwem oddać niewątpliwą
szlachetność pochodzenia i naturalną emanację niezwykłości. Kiedy jednak w
krytycznym momencie, gdy koła samochodów i motocykli niemal napierały już na
Prawdziwą Damę – ta… wyjęła telefon i zaczęła wybierać numer!!! I żeby jeszcze
palcami jednej dłoni! Nie, aparat trzymała w jednej, a palcami drugiej
pstrykała klawiszami! I to palcami obutymi w koronkowe rękawiczki! Czad!!
Nie słyszałem pomruku zdziwienia, zdumienia ani uznania dla odwagi Prawdziwej
Damy, która przecież nie będzie się kłaniała głupim samochodom. Jadącymi w
dodatku na zielonym dla siebie świetle! Ale nie słyszałem tych pomruków z
powodu ryku silników i złorzeczeń kierujących pod adresem Rodowitej Warszawianki.
Zaprawdę powiadam Wam, że nie masz większych dziwów niż Warszawskie Damy!