Dodaj do ulubionych

Witolińska 41

IP: *.centertel.pl 04.06.11, 01:02
Dopiero dziś przeczytałam dyskusję na temat nieistniejącej już dziś kamienicy przy Witolińskiej 41. Niestety wątek został już zamknięty a myślę, że mogłabym odpowiedzieć na kilka pytań. przez kilka lat mieszkałam w tym domu i po części poznałam jego historie. jeśli ten wątek jeszcze kogoś interesuje chętnie o tym opowiem Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • Gość: tia Re: Witolińska 41 IP: *.warszawa.vectranet.pl 04.06.11, 20:31
      Ja poproszę. Ostatnio na forum ze świecą szukać wartościowego wątku...
      • pol-a Re: Witolińska 41 04.06.11, 21:14
        Przyłączam się do prośby. Z ciekawością czekam na wspomnienia : )
        • Gość: Rengabi Re: Witolińska 41 IP: *.centertel.pl 05.06.11, 22:08
          Wczytywałam się w dyskusje na temat "pochodzenia" tego domu i wielu wątpliwości innych forumowiczów czy dom należał do społeczności żydowskiej czy polskiej. Nie ulega wątpliwości że właścicielami byli Polacy, ale tu chodzi raczej o coś zupełnie innego, czy ktoś przyznaje się do pochodzenia czy też nie. Ten dom niewątpliwie był świadkiem wielu tragicznych wydarzeń szczególnie w czasie wojennym. Kiedy w nim zamieszkałam rzeczywiście byłam w szoku kiedy zobaczyłam przez okno mieszkania pod 2 młodych ludzi którzy bladym świtem modlili się pod oknami. za każdym razem kiedy wyglądaliśmy przez okno radowali się i robili nam zdjęcia ,jakby z jakiejś wdzięczności jak bylibyśmy dla nich bohaterami.Niestety nigdy nie rozumiałam co mówili ani o czym opowiadał im przewodnik, rozmawiali jak sądzę w języku hebrajskim.Zaczęłam więc wypytywać o to starszą panią która mieszkała tam od 1954r.miała wówczas 91 lat więc jak mniemam dziś nie żyje. ona twierdziła, że przed 28 rokiem był na tych terenach cmentarz i burz-nica żydowska.Dom jednak istniał przed wojną ta kobieta dobrze znała p. Pawlińską. Dlaczego opuściła swój dom w czasie wojny nie wiem. ale jacyś ludzie uratowali chowając w suterenie tego domu jakąś bardzo ważną dla histori narodu żydowskiego osobę stąd być może te modlitwy pod budynkiem na Witolińskiej. Ale podobno niemcy na wyższej kondygnacji powiesili kilku Żydów. Wiem że trwał konflikt między przedstawicielami społeczności Żydowskiej prezesem spółdzielni Inwalidów a spadkobiercami prawowitych właścicieli. Sprawa sporna dotyczyła gruntów. Ktoś pospieszył się z rozbiórką tego domu. Wiem że starano się o wpisanie go do rejestru zabytków. Niestety nie zdążono. Jeszcze za funkcjonowania spółdzielni prezes robił wszystko aby budynek przestał istniec. Pewnie już się nie dowiemy dlaczego. Pozdrawiam
          • Gość: Rengabi Re: Witolińska 41 IP: *.centertel.pl 05.06.11, 22:45
            Źle określiłam burz-nica raczej dom modlitw i zbiórek społeczności żydowskiej, na pewno nie mieszkał tam rabin ale być może to on został w nim uratowany.Dom faktycznie był w opłakanym stanie ale raczej z zewnątrz w środku było ładnie. To rządy prezesa Spółdzielni doprowadziły do takiej ruiny, wcześniej budynek był przeznaczony na mieszkania dla pracowników i zarządcą budynku aż do samej rozbiórki była owa spółdzielnia. Moim zdaniem celowo starano się doprowadzić ten dom do ruiny aby można było go zburzyć i intratnie sprzedać grunt. Ten dom miał swój klimat, mieszkałam tam do 2000r potem pod 2 już nigdy nikt nie zamieszkał. Przez wiele lat stał całkiem pusty. Czasem tam jeździłam i z łezką w oku patrzyłam jak niszczeje
            • andrzej_b2 Re: Witolińska 41 10.06.11, 20:15
              Od tamtej dyskusji nt. fermy żydowskiej i budynków Witolińska 41 i 43, w której uczestniczyłem minęło już kilka lat. W międzyczasie zdjęto klauzulę niedostepności z wielu dokumentów. Można więc bez żadnych ograniczeń z wielu korzystać i w związku z tym, dziś operować faktami, a mniej domysłami i relacjami tzw. wiarygodnych świadków.
              Rozległa parcela nr 99, nosząca w 1930 r. adres Witolińska 41/43, była własnością Bronisława Rokickiego (por. Księga Adresowej „Cała Warszawa” 1930, dz. VI, s. 108). Parcelacja interesującego nas obszaru zawartego między Witolińską-Jarocińska-Tarnowiecką-Pustelnicką zaczęła się około 1934 r. Na Planie Warszawy z 1936-40 r. widać już wyraźnie wszystkie podziały.
              foto3.m.onet.pl/_m/cd0df49f59b6578cf902a3e1696dbf63,21,19,0.jpg
              Na parceli nr 99 powstały domy: Witolińska 41 (wł. Pawliński - 2), Jarocińska 4 (wł. Michał Orlicki - 3), Jarocińska 8 (wł. Sobocińska - 4), zaś Tarnowiecka 46 pozostała przy Rokickich - 5. Przesuwając się w kierunku Grochowskiej powstał dom Tarnowiecka 46 (kpt. Alojzego Litwory, połowa należała jego siostry p. Golli - 5), a na rogu Tarnowieckiej i Pustelnickiej 5 dom Jana Siocha- 7].
              Bez wątpienia w tym okresie została wydzielona parcela nr 100, nosząca adres Witolińska 43. Od posesji Witolińska 41 oddzielała ją wolna parcela o pow. 698, 35 m. kw. W Warszawskiej Książce Telefonicznej z 1938/39 r. pod nr 43 jest wymieniona żydowska Ferma Rolnicza Hechaluc-Pionier - 1. Ksztłt budynku, który tam powstał był zbliżony do prostokąta, którego węższy bok przylegał do Witolińskiej. W 1940 r. Niemcy zlikwidowali fermę i dom zburzyli. Zdjęcie archiwalne z 1942 r. (ze zbiorów pp. Krupińskich), przedstawia dzieci stojące na skraju fermy pokrytej łanem zboza – wtedy zarządzanej już przez folksdeutscha z poznańskiego.
              foto0.m.onet.pl/_m/2d7209ef12f5a7f272c11e4e19bc0130,21,19,0.jpg
              Na dalszym planie widać zbieg ulic Witolińskiej i Pustelnickiej, a dalej resztki gruzów z owego budynku, zaś w tle, od strony lewej, fragment wspomnianego już budynku przy Pustelnickiej 5.
          • andrzej_b2 Re: Witolińska 41 10.06.11, 21:53
            Gość portalu: Rengabi napisał(a):


            > ...Zaczęłam więc wypytywać o to starszą panią która mieszk
            > ała tam od 1954r.miała wówczas 91 lat więc jak mniemam dziś nie żyje. ona twier
            > dziła, że przed 28 rokiem był na tych terenach cmentarz i burz-nica żydowska.


            Powtórzę jeszcze raz to, co pisalem przed kilku laty na wpomniany temat.
            Mieszkam w tej okolicy od 1945 r. Długo jeszcze żyli tu ludzie, moi sąsiedzi, członkowie rodziny, którzy czasy przedwojenne i okupacyjne na Grochowie doskonale pamiętali. W dmu nr 41 miałem dwie koleżanki szkolne (jedna była wnuczką p. Pawliskiego, potem lekarką med.) O żadnej bóźnicy tu istniejacej nigdy nie słyszalem, a sprawę rzekomego cmentarza żydowskiego i Hechalucu poznałem dość szczegółowo z artykułów prasowych od 1905 r. do 1938 i z publikacji Polińskiego, Kasprzyckiego i Fuksa. Istotnie w W 1902 r. gmina zakupiła 76 mórg ziemi w Grochowie od rodziny Chmielewskich. Na założenie cmentarza żydowskiego jednak nie zgodzili się ani Moskale, ani okupanci niemieccy, ani magistrat Warszawy do 1939 r. W Polsce niepodleglej miały miejsce pewne próby „przeciągania liny”, czego symptomem była np. prezentacja w 1926 r. pojektu owego cmentarza na wystawie we Lwowie; wprowadzenie w 1936 r. do wspomnianego przeze mnie planu Warszawy, bliżej nieokreślonego obszaru nazwanego „Cmentarzem Żydowskim”, i chyba to wszystko. Potem przyszła wojna, a później już nikt do sprawy nie wrócił.
            O żadnych sensacjach nt. uratowanego Żyda w domu nr 41 nie slyszałem. Relacje osoby, która mieszkała tu od 1954 r. i nie znała historii z autopsji, wydają mi się być mało wiarygodne.
            • andrzej_b2 Witolińska 41 i nie tylko 11.06.11, 14:46
              We wspomnienia o dawnym Grochowie bardzo łatwo mnie wciągnąć.

              Jedno z nich wiąże się z domem przy ul. Jarocińskiej 4, sąsiadującym z budynkiem Witolińska 41. Był własnością p. Michała Orlickiego, profesora muzyki. Kilkupokojowy dom był nieduży, murowany, solidny i zadbany. Wejście do niego wiodło od podwórka po schodkach na wysoki parter, na którym były pomieszczenia mieszkalne. Jako, że wszyscy się tu w okolicy znali, więc wiadome było, że p. Orlicki przybył na Grochów jeszcze przed wojną z Katowic. Żonę podobno stracił w czasie okupacji i około 1950 r. ożenił się po raz drugi. Plotkarskie języki długo nie mogły zamilczeć z tego powodu, krytykując stroje, zachowanie i pewną wyniosłość małżonki względem sąsiadów. Sam gospodarz miał wtedy około 60 lat, a może tak mi się tylko wydawało, bowiem dzieciom i nastolatkom już każdy czterdziestolatek zdaje się być człowiekiem w podeszłym wieku.
              W każdym razie ambicją mojej rodziny było abym uczył się gry na fortepianie, a że maestro mieszkał w pobliżu i nie brał za lekcje wygórowanych honorariów, więc kilka razy w tygodniu bywałem gościem w jego domu. Uczył mnie według „Szkoły Bayera” , podobno łatwiejszej i przystępniejszej od równie popularnej „Szkoły Różyckiego”. Kilkugodzinne lekcje rozpoczynały się od wysłuchania zadanej lekcji, wprowadzeniu do nowego tematu, pokazie interpretacji i kończyły się nużącymi ćwiczeniami w moim wykonaniu. Wtedy już profesor znikał gdzieś w zakątkach mieszkania, odsłuchując zdalnie produkcji swego ucznia. Zaskakiwała mnie wtedy jego fenomenalna pamięć muzyczna. „Wprawki”, nad którymi ślęczałem, w moim odczuciu pełne nieuporządkowanych dźwięków, były dla niego jakąś upojną muzyką, z której potrafił wyłowić każdy błędnie zagrany akord. I nie było tu żadnej ulgi. Jakikolwiek mój fałszywy dźwięk był kwitowanym głośnym: „źle – powtórz!” A na dworze była wiosna i przez otwarte okna, z pobliskiej fermy pożydowskie, .wlewał się upojny zapach bzów i jaśminów.

              Odszedł Profesor, potem jego żona, potem Spółdzielnia Inwalidów przejęła prawa własności do posesji, a mnie gdy tylko mijam to miejsce topograficzne odzywają się w duszy dźwięki fortepianu i czuję zapach lat beztroskiego dzieciństwa.

              Copyright by andrzej_b2

              • Gość: Marysia Re: Witolińska 41 i nie tylko IP: 213.158.222.* 09.01.14, 20:17
                Czytam i żałuję,że nie słuchałam (albo spisywałam kiedy moja babcia opowiadała o mieszkaniu na Grochowie i znajomościach z Państwem Litwora (kpt. Alojzy Litwora). Zostały mi sie tylko zdjęcia z tamtego okresu. Szkoda, bo pewnie oddałabym te zdjęcia rodzinie, jesli ktos pozostał.
                • piotr_m_w Re: Witolińska 41 i nie tylko 04.03.19, 14:01
                  Pani Mario, jestem żywo zainteresowany historią tej okolicy. Zdjęcia, o których Pani wspomniała byłyby bezcenne. Z mojej strony chętnie podzielę się bardzo ciekawą historią sąsiadki kpt. Litwory. Bardzo proszę o kontakt jeśli jakimś cudem odczyta Pani tę wiadomość. 502-276-736

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka