Dodaj do ulubionych

Tak czy nie?

13.06.05, 23:16
Na razie mieszkamy (ja, moj angielski maz, i polsko-angielska corka) w
Katarze, ale juz wisi nade mna wizja zycia w Anglii. I nie bede ukrywala, nie
bardzo mi sie usmiecha :( Z roznych powodow, ale mniejsza o moje powody.

Mam prosbe do Was, mieszkajacych w U.K.: gdybyscie mialy mnie przekonac do
zycia w U.K., jakich argumentow uzylybyscie? Wykluczmy finansowe (bo akurat
tutaj to chyba nam sie pogorszy po przyjezdzie do Anglii). Co Wam sie podoba,
pod jakim wzgledem zycie w Anglii jest fajne?

I, he he, z jakich wzgledow odradzalybyscie przeprowadzke na wyspe ;).

O co mi chodzi. Chcialabym sie przekonac, czy moje uprzedzenia sa sluszne, bo
moze nie? A moze wlasnie polubilabym kraj mojego meza?
Obserwuj wątek
    • izabelski Re: Tak czy nie? 13.06.05, 23:29
      plusy:
      chcesz byc anonimowa jestes - chcesz sie wyroznic i wykazac mozesz
      masz dostep do wszystkich rodzajow i typow rozrywki - Londyn moze nie jest
      stolica wszystkich rodzajow sztuki, ale wystaw i wernisarzy jest co nie miara
      dostep do edukacjii dla doroslych - nie do zliczenia liczba kursow i zajec
      wieczorowych - niestety (albo stety) weekendy sa dla rodziny - nie ma studiow
      zaocznych jak w Polsce, gdzie wiekszosc zajec tego rodzaju odbywa sie wlasnie w
      weekendy
      ksiazki, periodyki, gazety + najwaspanialsze gazety weekendowe - 5* :-)

      minusy
      na poludniu Anglii - bardzo malo lasow
      najwiekszy minus - daleko na narty (ale z Kataru tez nie blisko :-))
      • jennifer_e Re: Tak czy nie? 14.06.05, 02:05
        ja Cię chyba nie przekonam, bo od jakiegoś czasu zastanawiam się gdzieby stąd
        uciec ;)
        a z tego co piszesz o Katarze to sama chętnie bym się tam przeniosla.

        a tak na serio... na tak:
        1. kasa- tu nie ma co dyskutować, zarobki są wysokie, rynek tak zróżnicowany,
        że każdy coś dla siebie znajdzie
        2. pępek świata- przynajmniej Londyn, tu jest po prostu wszystko
        3. poziom życia- jakieś takie banalne sprawy jak na przyklad 2GB internet za 20
        funtów miesięcznie, rozliczanie podatków przez internet, deale na telefonu
        komórkowe- po miesięczynm urlopie w PL doceniam podwójnie te wszystkie
        udogodnienia. Zalatwienie najprostrzej sprawy w polskim urzędzie to koszmar,
        tutaj możesz zrobić to samo nie ruszając się sprzed ekranu komputera czy
        telefonu.
        4. jedzenie- obsesyjnie objadam się kuchnią japońską- tego chyba najbardziej by
        mi brakowalo gdybym wyniosla się z Londynu.

        na nie:
        1. jedzenie- w normalnych sklepach owoce, warzywa, mięso, chleb są okropne.
        Wszystkie owoce i warzywa wyglądają jak plastikowe atrapy i smakują jak
        kartofle, mięso spulchniane wodą, chleb nadaje się do jedzenia tylko po
        utostowaniu.
        2. 8 milionów ludzi w jednym mieście- czasem to naprawdę trudno zdzierżyć.
        Kiedyś pracowalam w biurze przy Oxford Circus (samo centrum) kiedy mialam
        godzinną przerwę na lunch to 20 minut zajmowalo przedarcie się przez tlum do
        kafejki, 15 minut kolejka w kafejce, 20 minut na powrót do biura. Lunch jadlam
        w biegu. Tlumy w bankach, sklepach, stacjach metra, parkach, chodnikach... po
        prostu wszędzie. W sklepie z ciuchami w sobotę najpierw dopchać się do
        wieszaka, potem kolejka do przymierzalni, potem kolejka do kasy. W drodze do
        pracy tlum przed stacją metra, bo stacja przeładowana i nie wpuszczają, potem
        stoisz na peronie i wepchniesz się dopiero do trzeciego z kolei pociągu, bo
        poprzednie są tak zapchane. Jak się wepchniesz to nie masz gwarancji, że się
        wypchniesz na swojej stacji. Nic a nic nie przesadzam, dokladnie tak bylo co
        rano gdy jeździlam ze stacji Bank do Oxford Circus. W końcu przesiadlam się na
        rower bo szlag mnie po prostu trafiał.
        Spacerując po ulicy w PL zachwycalo mnie, że nikt na mnie nie wpada, nikt nie
        potrąca i nie popycha, że za wolno idę.
        3. przestępczość- anonimowość wielkiego miasta oczywiście sprzyja, mnie nie tak
        latwo zastraszyć, telewizji nie oglądam ale te wszechobecne żółte policyjne
        tablice, w drodze do pracy, pod lokalnym sklepem, na Twojej ulicy sprawiają, że
        czlowiek po prostu nie czuje się bezpiecznie.
        4. wyścig szczurów czy jak to tam nazwać- uważam, że Londyn to świetne miejsce
        jak się ma dwadzieścia parę lat, jest się wolnym, bez rodziny. Można zrobić
        świetną karierę, zarobić niezłe pieniądze. Ale uważam, że to miasto zupelnie
        nie sprzyja rodzinie, związkom, dzieciom. W życiu nie chcialabym, żeby moje
        dziecko tu dorastało, chodziło do tutejszej szkoły. 11 letnie dziecko mojej
        koleżanki dostaje w szkole ulotki jak nie ulec narkotykom! (Oczywiście
        świetnie, że przeciwdziałają i uświadamiaja, ale już sam fakt, że to zagrożenie
        jest tak powszechne)
        ... wymieniać dalej? Uprzedzałam, że nie jestem najlepszą osobą, żeby o to
        pytać :P
        Mam pomysł, może się zamienimy? Upał, słońce, pustynia to coś w sam raz dla
        mnie!

        ps droga adminko, ja wcale nie zżędze i nie narzekam, staram się tylko
        obiektywnie nakreślić sytuację ;)
        • effata Re: Tak czy nie? 14.06.05, 02:38
          Alez ja sie absolutnie zgadzam z tymi zarzutami. I rozsmieszylo mnie twoje
          ostatnie zdanie, bo jak czytalam te wszystkie punkty na 'nie', to sobie wlasnie
          myslalam :"No nareszcie nie tak cukierkowo o tej Anglii, bo jak nas czytaja (a
          czytaja) ci, co jeszcze w Polsce, to niech wiedza, ze troche sie nazmagac
          trzeba." Dlatego ja wlasnie chce nawiac z Londynu.
          Ale nie jest powiedziane, ze Sylwia wyladuje wlasnie w Londynie :)
          • mama5plus Re: Tak czy nie? 15.06.05, 20:45

            effata napisała:
            >"No nareszcie nie tak cukierkowo o tej Anglii

            Z tym, ze te minusy, ktore Jennifer opisala bynajmniej nie dotycza Anglii jako
            takiej a specyficznie Londynu chyba ;)
            Przynajmniej z mojego punktu widzenia. Wiec jesli malujemy wizerunek Anglii czy
            raczej Wielkiej Brytanii to warto pamietac, ze Uk to nie tylko Londek :)

            Podobnie uwazam, ze jest ogromna roznica miedzy wiekszymi miastami a wsia np. I
            poszczegolnymi dzielnicami rowniez. Kiedys mieszkalismy w Cardiff, w takiej
            dzielnicy studenckiej raczej (przynajmniej wielu studentow tam wynajmowalo
            mieszkania). My sami tez jako mlodziez (Matt student ;) ). W tych
            okolicznosciach bylo OK.
            Nie idealnie bo akurat nie jestesmy typami zabawowymi ale znosnie calkiem.
            Wszystko w miare blisko. Na uczelnie, do banku, na zakupy, do znajomych...
            Jednak przyszla ciaza, pozniej dziecko...oj jak nasz punkt widzenia sie
            zmienil. Wszedzie czyhaly niebezpieczenstwa. Wkurzaly imprezy `z atrakcjami
            specjalnymi`, park taki sobie jak na potrzeby malucha itd itd
            Pomogla zmiana dzielnicy.
            Pozniej w miare rozrostu rodziny jeszcze to ewoluowalo, inne byly
            priorytety...i tak skonczylismy na wsi w Kent, wracajac w rodzinne strony
            Matta.
            Gdybym miala zachecac do zycia w Londynie ( z perspektywy matki) to z cala
            pewnoscia nie znalazlabym pozytywow czyli blado by to wypadlo.
            Choc o zyciu w Londynie mam bladziutkie pojecie. Bardziej o zyciu
            w miescie jako takim, ktore tez mi `nie lezy`, zwlaszcza w obecnej sytuacji
            wiec na tej podstawie i po kilku krotkich spotkaniach z Londynem zdanie sobie
            wyrobilam. Plus konfrontujac np to co jennifer napisala...no nic sie nie zgadza
            w odniesieniu do zycia na prowincji :)
            Wiec uwazam Magdo, ze dobrze Ci intuicja podpowiada z tym nawianiem :D
            Zreszta wiesz co o tym mysle ;)
            Trzymam kciukole zeby plan sie powiodl!
            Bo mysle, ze kontrast bedzie spory.

            Sylwia, ja boje sie zachecac zeby pozniej na mnie nie bylo ;)
            A tak na serio to naprawde malo orientuje sie we wspolczesnej
            rzeczywistosci polskiej. Sama dawno juz nie bylam.

            No pisali ostatnio, ze angielscy kierowcy wypadli najlepiej jesli chodzi o
            bezpieczenstwo jazdy. Potwierdza to moje obserwacje( i mojej rodziny ktora byla
            mile zaskoczona) ale ktos sie ostatnio upieral, ze pedza jak wariaci -jednak
            podejrzewam ze to bylo na podstawie tej...no...anecdotal evidence?
            Czy jak to sie ladnie nazywa ;)

            Mnostwo zalezy od Twoich oczekiwan, potrzeb.
            Ja sobie np bardzo chwale lokalizacje. Mieszkamy na wsi ale dosc blisko
            wiekszego miasta - Canterbury czyli takiego `z dusza`. Czyli w naszym zasiegu
            wieksze rozrywki - teatr np.
            W poblizu sa tez inne wieksze osrodki (Deal, Thanet, Dover, Folkstone, Asford).
            Mozna nawet sie wyrwal na zakupy do Francji ;)
            Wokol mnostwo atrakcji.
            Jedzenie pyszne i niedrogie.
            Bardzo duzy wybor produktow organicznych ( z tego co wiem, w Polsce jest z tym
            problem)
            Przestepczosc niska.
            Ludzie raczej uczciwi. Nawet ostatnio mielismy kolejna namiastke.
            Matt zostawil karte w sklepie i po week-endzie to odkryl acz myslal, ze zgubil.
            Zadzwonil jednak do tego sklepu i okazalo sie, ze czeka na niego grzecznie.

            Ludzie sie nie wtracaja, nie pouczaja( w PL mnie to akurat bardzo razilo,
            szczegolnie gdy ktos sie wydzieral, ze dziecko marznie, w nosidelku wisi, ze
            wyrodna matka, ze glodne i kto wie co tam jeszcze), nie patrza dziwnie..
            Sa otwarci, pomocni (ciagle pisze o tym moim pipidowku wiec moze byc
            subiektywnie ;)
            Na tak krytykowane NHS nie moge zlego slowa powiedziec.
            Choc to prowincja to wszystko pod reka (no trzeba miec transport)
            Ciagle cos sie dzieje.
            Jest bardzo zgrana spolecznosc.
            I tak moglabym dlugo

            Minusy?
            Dla mnie chyba tylko to, ze rodzina daleko i trudno i im i nam sie wybrac.
            Gdyby tak sie mozna teleportowac to by bylo idealnie ;)
            Pewnie gdybym posylala dzieci do szkoly to jeszcze pare rzeczy by sie znalazlo
            ale nie wiem jak jest obecnie w PL wiec tu tez porownywac nie moge.
            Za czasow miejskich razilo mnie jeszcze czasem zachowanie mlodziezy.
            Teraz widze roznice na plus. Byc moze to zaleta malej, zgranej spolecznosci.
            Oczywiscie nie twierdze, ze jest w tym wzgledzie doskonale ale gdziez jest.
            Biore poprawke na to, ze sie starzeje a mlodosc ma swoje prawa ;)
      • aniek133 Re: Tak czy nie? 15.06.05, 16:05
        Na poludniu Anglii jest ogromny , wspanialy rezerwat przyrody NEW FOREST. Nie
        radze sie zgubic w tych lasach :)

        www.hants.org.uk/newforest/intro/nf_detail.html
        www.newforest-uk.com/
        • annamaria0 Re: Tak czy nie? 15.06.05, 16:16
          Mieszkam obok New Forest, ktory jest najmlodszym parkiem narodowym w UK (od tego
          roku), moj M wychowal sie w jednym z typowych dla NF "chocolate-boxy" domow
          krytych strzecha i do dzis mieszka tam jego matka. Nie nazwalabym go jednak
          "ogromnym", poza tym, na co bardzo psioczy moj M, jest latem doslownie zalany
          tubylcami z Londynu i Kentu.
          Przyznam jednak, ze to jedno z najladniejszych miejsc w Anglii, jakie widzialam.
    • effata Re: Tak czy nie? 14.06.05, 01:33
      Trudno mi odpowiedziec, bo wlasciwie nie znam jeszcze Anglikow i wiekszosc
      moich teorii na ich temat to stereotypy. Ale jak wziac pod uwage stereotypy na
      temat innych nacji europejskich, chociazby Niemcow, Fracuzow czy ... Polakow,
      to taki stereotypowy Anglik nie wypada chyba tak najgorzej.
      Jakich argumentow bym uzyla, zeby cie przekonac? Hmmm...
      Naprawde na razie nie mam jeszcze mocnych argumentow w reku, choc podpisuje sie
      pod tym, co powiedziala Izabelski. I moze jeszcze to, ze urzednicy (mimo tego,
      ze bywaja niedoinformowani) sa mili i nie traktuja cie a priori jako oszusta,
      kretacza i glupka.
      W ogole Anglicy wydaja mi sie ludzmi bardzo chetnymi do pomocy (jesli sie ich o
      to poprosi)

      Jakbym cie miala zniechecic, to bym cie odeslala do watku o angielskich
      dziwactwach, ale nie chce cie zniechecac, wiec ewentualnie znajdz go sobie
      sama :)
    • jagienkaa Re: Tak czy nie? 14.06.05, 10:12
      zaraz zaraz, a dokąd chcecie się przeprowadzić? Do Londynu czy gdzieś innego
      miasta?
      • sylwiastep Re: Tak czy nie? 14.06.05, 11:19
        Jagienko, nie sam Londyn, 'pod Londynem', jak to Matt nazywa, a dokladniej
        okolice Croydon.

        Jennifer, ja bym sie na razie nie zamienila (tzn. Katar na U.K.), no, chyba ze
        mnie przekonacie.

        Effata, watek o dziwactwach czytalam, i sie zasmiewalam do lez :)

        Ja sie boje, ze sobie pracy nie znajde, boje sie pogody, coniedzielnych obiadkow
        u tesciowej, boje sie ze bedziemy biedni, boje sie ze sie nie zmieszcze w jednym
        z tych angielskich mini domkow, nudy w malutkim miasteczku... pewnie moglabym
        jeszcze powymieniac.
        • agataanna1 Re: Tak czy nie? 15.06.05, 15:54
          sylwio, wiesz zycie tutaj nie jest az takie straszne jak sie moze wydawac i
          mozna sie przyzwyczaic...
          1. jezeli znasz dobrze angielski to prace znajdziesz bez wiekszego problemu
          szczegolnie w administracji (office work)
          2. jezeli chodzi o pogode to musisz sie przygotowac na chlod i codzienny
          deszcz, lecz gdy masz auto to jakos latwiej sie znosi taka pogode
          3. jezeli chodzi o obiadki u tesciowej, to z doswiadczenia wiem ze angielscy
          tesciowie zupelnie nie ingeruja w zycie swoich dziedzi, az czasem chcialabym
          zeby bardziej sie zainteresowali jak sobei radzimy, wiec tesciowa na pewno nie
          bedzie cie przepytywac czy dobrze opiekujesz sie jej dzieckiem....
          4.zycie w malym miasteczku rzeczywiscie jest troche nudne, ale znowu jezeli
          masz auto to daje ci ono poczucie wolnosci
        • izabelski Re: Tak czy nie? 15.06.05, 16:36
          tesciowej bym sie bala :-)
          zalezy, ktora czesc "kolo" Croydon was interesuje
          to sa przedmiescia Londynu a nie male miasteczko pod Londynem
          ja mieszkam rzut beretem i lubie moja okolice (2 stacje nieszybka kolejka)
          godzinka nad morze - godzinka do centrum
          na miejscu tez sie troche dzieje :-)
          nie trzeba jezdzic do centrum zeby chodzic na koncerty czy do teatru

          popatrz na
          www.findaproperty.co.uk

          sprawdz ceny

          zreszta nie musicie od razu kupowac domu - wynajmijcie - ceny teraz nie ida w
          gore w naszej okolicy ...
          • annamaria0 A odpowiadajac na Twoje pytanie 15.06.05, 16:44
            Oczywiscie ogromna zaleta jest pochodzenie Twojego M, ktory wroci przeciez na
            stare smiecie, a Ty dzieki temu bedziesz miala gotowe kontakty, przyjaciol,
            oparcie w tej rzeczywistosci. To spora przewaga nad malzenstwami, gdzie oboje
            partnerzy sa emigrantami.
            Mieszkam w UK ze wzgledu na meza, ktory jest bardzo przywiazany do swego kraju,
            poza tym jako rasowy Anglik nie zna jezykow, poza lamanym francuskim;-). Ale mam
            tez za soba roczny epizod w Danii, i gdybym mogla wybierac, zamieszkalabym w
            Danii, lub we Francji, ewent. w Toskanii. Jestem Anglofilka, ale czesto mam
            poczucie, ze nie bede w UK, z roznych wzgledow, szczesliwa. Najwazniejszym
            problemem sa obledne ceny nieruchomosci - od 1997 ceny nieruchomosci wzrosly o
            125%, zas pensje - o 18% (cytuje za The Times). B. wazne jest dla mnie
            posiadanie wlasnego domu, a dostanie sie na tutejsza "property ladder" jest b.
            trudne.
            • izabelski Re: A odpowiadajac na Twoje pytanie 15.06.05, 17:02
              a czy moglibyscie kupis mieszkanie - np 1/2 pokojowy flat gdzies na obrzezach
              miasta?
              • annamaria0 Re: A odpowiadajac na Twoje pytanie 15.06.05, 17:07
                Tak, mieszkanie jest bardziej w naszym zasiegu (W. to b. drogie miasto), szkopul
                w tym, ze M bardzo lubi zajmowac sie ogrodem, poza tym on prawie cale zycie
                spedzil w domach i z zasady nie lubi mieszkan.
                Tak czy inaczej, konieczny bedzie taki czy inny kompromis.
                • evian5 Re: A odpowiadajac na Twoje pytanie 15.06.05, 17:39
                  Jesli chodzi o mnie to gdybym mogla wybierac to nie zamieszkalabym w UK z
                  wyboru. Bardzo podobalo mi sie w Danii, Kopenhaga to moje ulubione mniasto.
                  Ale co mi sie tu nie podoba? Pogoda- jest zimno i deszczowo.
                  Nieruchomosci sa potwornie drogie, ja tez sobie nie wyobrazam kupienia
                  mieszknia, chce miec dom z ogorodem, zawsze chcialam miec duzy ogrod i lubie
                  niskie domy, rozlozyste z duza otwarta przestrzenia. A tutaj najzwyczajniej w
                  swiecie to kosztuje fortune. Mimo, ze moj maz zarabia bardzo dobrze jak na
                  angielskie warunki, to i tak bedzie nas stac tylko na maly, ciasny domek z
                  miniogrodkiem.
                  Spoleczenstwo angielskie.. tutejsza mlodziesz i styl zycia..wystarczy w piatek
                  wieczorem wyjsc na ulice, a na kazdym rogu spotkasz zataczajace sie pijane
                  towarzystwo na pol rozneglizowane.
                  • annamaria0 Re: A odpowiadajac na Twoje pytanie 15.06.05, 17:44
                    vian5 napisała:


                    > Nieruchomosci sa potwornie drogie, ja tez sobie nie wyobrazam kupienia
                    > mieszknia, chce miec dom z ogorodem, zawsze chcialam miec duzy ogrod i lubie
                    > niskie domy, rozlozyste z duza otwarta przestrzenia.

                    Ja tez, ja tez! Wlasnie sprowadzilam swoje meble z Polski, meble sa firmy
                    dunskiej, i ledwo sie mieszcza w ciasnym, angielskim domku. A mi sie marzy dom z
                    duzymi przestrzeniami, a nie podzielony na jak najwieksza ilosc malych sypialni,
                    bo im wiecej sypialni, tym drozej mozna go sprzedac...
                    • evian5 Domy w anglii 15.06.05, 20:46
                      Nawiazujac do nieruchomosci.. Kiedy po raz pierwszy wynajmowalam tutaj
                      mieszkanie, ktos powiedzial mi, ze mieszkanie ktore mialam ogladac ma jedna
                      bardzo duza sypialnie i jedna mala.
                      Jak bylam juz na miejscu to weszlam do tej sypialni, ktora miala byc duza tylko
                      ja jeszcze o tym nie wiedzialam i mowie, ok to ta mala sypialnia, to teraz chce
                      zobaczyc duza :-))))
                      Na co powiedzial mi wlasciciel ze to jest wlasnie ta duza, podwojna, a jak
                      zobaczylam mala to bylam w szoku, to byla klitka jakies 1.5m na 2,5, lewie tam
                      sie zmiescilo waziutkie lozko i mala szafa. Nawet nie bylo jak wstawic krzesla!
          • sylwiastep Re: Tak czy nie? 16.06.05, 15:51
            izabelski, dla mnie toto wyglada jak wioska, slowo. Jesli to sa przedmiescia
            Londynu! (jego rodzice mieszkaja w Coulsdon, i daje sobie reke uciac, ze my tez
            zamieszkamy w bardzo pobliskim poblizu :))
        • mama5plus Re: Tak czy nie? 15.06.05, 21:02
          boje sie ze sie nie zmieszcze w jedny
          > m
          > z tych angielskich mini domkow.

          Co Wy z tymi mini-domkami ;)
          No pewnie nie sa takie wielkie jak amerykanskie (acz podejrzewam, ze walijskie
          by mialy wielkie szanse w konkurencji ;) ) ale zdecydowanie wieksze niz polskie
          mieszkania w blokach ;) Ja tez lubie przestrzen. Wychowalam sie w duzym domu na
          wsi, ktory rodzice cale zycie rozbudowywali ;-P a jednak nie czuje sie tu nigdy
          klaustrofobicznie. Nawet u tesciowej majacej 2bd house i maly ogrodek (w
          porownaniu z naszym bo tak w ogole to tez nie miniaturka)
          Pewnie, ze sa te urocze, starodawne cottages, kryte sloma na dodatek. Ja
          uwielbiam ich widok ale mieszkac to bym sie w nich nie zdecydowala.
          Kwestia wyboru.

          Co do tesciowej...nie wiem jaka masz ale moja jest prawie IDEALNA :D
          Na prawde albo mialam fuksa albo to jakas angielska specyfika.
          Kobieta z ogromnym wyczuciem. Uwaza mnie za supermatke ;-PP, zuperzone i co
          tylko. Chwali na prawo i lewo. Nie wtraca sie!
          Uwielbia wnuki ale nie probuje im zastepowac matki ;)
          Owszem, zdarzyly jej sie jakies male potkniecia ale bylabym bardzo drobiazgowa
          gdybym o nich pamietala.
          Jesli Twoja jest podobna to nie powinnas sie martwic.;)
          Acz to tez zalezy od oczekiwan moze.
          Ja np wole niezaleznosc i nie licze na mniejsza lub wieksza pomoc tesciowej.
          Ona ma zreszta swoje zycie i tak jest dla nas wszystkich zdrowiej.
          Ale to raczej nie polski model wiec dla niektorych moze byc trudny do przyjecia.
    • aniek133 Re: Tak czy nie? 15.06.05, 19:59
      Nie jest latwo odpowiedziec na Twoje pytanie, bo wszystko zalezy od warunkow i
      kraju, w jakim teraz zyjesz. Poniewaz dotychczas dluzej przebywalam tylko w
      Niemczech i w Polsce, porownuje UK wlasnie z tymi krajami i na ich tle
      dostrzegam wszystkie wady i zalety mieszkania w Anglii.

      Uwazam, ze Anglia jest brudna (byc moze pod wplywem czystych Niemiec).

      Owszem, jest to dobry kraj do zycia dla mlodych ludzi, ale ocena wypada slabiej
      jesli chodzi o rodzine z dziecmi, a juz najgorzej jesli chodzi o emerytow.

      Kiepsko oceniam tu bezpieczenstwo przecietnego obywatela. Za zadne skarby bym
      sama nie spacerowala tutaj po nocy, a grupki mlodocianych staram sie omijac
      szerokim lukiem.

      Podoba mi sie kultura jazdy na drogach.

      Nie podoba mi sie niechlujstwo i opieszalosc Anglikow.

      Denerwujace jest ciagle umawianie sie na terminy. Najglupszej sprawy niekiedy
      nie mozna zalatwic inaczej!

      Nigdy bym nie zamieszkala gdzie indziej niz w poludniowej czesci wyspy (ze
      wzgledu na klimat, oczywiscie).

      Uwazam, ze sa tu odpowiednie warunki do zycia, do rozwoju, ale wlasnie
      problemem jest kupno domu. No i na pewno jest mnostwo krajow, w ktorych zyje
      sie lepiej.

      Ponadto zastanawiam sie mocno, czy faktycznie poczujesz sie tutaj lepiej, jako
      ze to jest ojczyzna Twojego meza, czy moze wlasnie bardziej obco niz
      dotychczas.... ?

      Piszesz, ze "mniejsza o powody", ale chyba wlasnie owe powody, dla ktorych
      chcesz osiasc w UK sa najwazniejsze. Skoro to nie jest Twoj kraj, skoro
      bedziesz miala tu gorsze warunki finansowe i skoro masz tyle watpliwosci to
      moze lepiej zostan tam gdzie jestes :)
    • jagienkaa Re: Tak czy nie? 15.06.05, 20:46
      No więc ja mam trochę odmiennie zdanie nt życia w Anglii, z tym że dużo Ci nie
      pomogę chyba, ponieważ masz zamiar mieszkać pod Londynem a tam jest trochę
      inaczej.
      Ja mieszkam w środkowej Anglii. W bardzo ładnych, zielonych i przyjaznych
      okolicach. Dom, 4 pokojowy (a na dole ma 3 dodatkowo) z garażem i dość sporym
      ogrodem kosztował nas tyle, ile kosztowałoby mieszkanie w dobrej dzielnicy w
      Londynie. Owszem, mąż dojeżdża do pracy prawie godzinkę, ale to z własnego
      wyboru, przy czym przejeżdża przez jedno hrabstwo;). Ludzie tu są bardzo
      przyjaźni, jestem tutaj zagranicznym ewenementem, wszystko mam blisko i na
      piechotkę.
      Co lubię w Anglii - anonimowość; to, że mogę wyjść w klapkach w zimie na śnieg
      (jeśli taki jest) i nikt mi nic nie powie; inne podejście do życia, przyjazność
      ludzi; puby; architekturę starych miasteczek; zieleń (choć lesistość jest dużo
      mniejsza niż w Polsce); (teraz mnie nie bijcie!)gotowe potrawy - ale nie mówię
      o lasagne do odgrzania w mikrofali tylko takie półgotowe rzeczy (ja nie jestem
      dobrą kucharką i lubię ułatwienia); take awaye; że ludzie nie narzekają; że
      genralnie się nie widzi nędzy (wiem że to bardzo snobistyczne); uprzejmość
      Anglików i ich poczucie humoru; że nikt się nie wymądrza; że wszędzie można
      pójść w sumie z dzieckiem i nikogo to nie dziwi, promocje i wyprzedaże, to że
      wszędzie rozmiary poduszek i kołder i poszewek na nie są takie same (wiecie o
      co mi chodzi), to samo z rozmiarami ubrań...i lubię to, że właściwie zarabiając
      stać Cię na dostatnie życie
      czego nie lubię? braku tradycji, partiotyzmu, jedzenia generalnie (zwłaszcza
      jarzyny i owoce nie są dobre); trudności w zawieraniu głębszych przyjaźni, nie
      ma małych sklepików i we wszystkich miastach wygląda tak samo; że większość
      ludzi w sobotę i niedzielę chodzą całymi rodzinami na zakupy (zamiast nad wodę
      czy coś); konsupmcyjne nastawienie do życia...

      Sylwia, ale czy Ty faktycznie nie masz wyboru?
      • sylwiastep Re: Tak czy nie? 16.06.05, 16:02
        Aniek pisze, abym zostala tam gdzie jestem. Oj, to nie tak latwo.. Bo juz sie o
        to klocimy :) Ja chce w Polsce, on chce w Anglii... Chociaz ja bym mogla gdzie
        indziej, Wlochy, Hiszpania...

        A Mateusz tylko Anglia. W sumie troche mu sie nie dziwie, bo on w Polsce dla
        mnie mieszkal 5 lat... No i co, osobno mamy mieszkac?

        A najsmieszniejsze jest to, ze on ma dwa koronne argumenty.
        1. Nie widuje rodzicow zbyt czesto (ok, to rozumiem).
        2. UWAGA! UWAGA! Jak sie poznalismy, na 5 czy 6 randce on mnie zapytal, czy ja
        bym z nim do Anglii wyjechala. Wiadomo, to byl okres podrywania sie, wiec ja bym
        mu przytaknela jakby mnie zapytal, czy na Grendlandii swinie bede hodowala.
        Zatem powiedzialam, ze i owszem, wyjechalabym. A on mi do dzisiaj wytyka: Bo ty
        mi obiecalas, zgodzilas sie, pamietasz?
        • aniek133 Re: Tak czy nie? 16.06.05, 17:46
          Sylwio,

          widze, ze Ty chyba raczej nie masz wyboru... Skoro ON mieszkal dla Ciebie w
          Polsce to chyba teraz nie wypada Ci zrobic nic innego jak podazyc za nim do
          Anglii... Popatrz na to w ten sposob, ze to bedzie proba. Pobedziesz tu troche,
          a jak Ci sie nie spodoba to mozecie zmienic miejsce. Tu nie jest zle, to
          cywilizowany , zachodni kraj; jak i inne w Europie ma swoje zalety i wady - z
          przewaga jednak tych pierwszych :)

          Wiesz... my Ci troche tak "obrzydzamy" Anglie wiedzac, ze jestes teraz tam,
          gdzie cieplutko, gdzies daleko :))) I gdybysmy mogly to wybralybysmy inny kraj
          niz UK - wiesz: wszedzie dobrze, gdzie nas nie ma :)))))
          Porownujemy Anglie z calym swiatem i z mozliwosciami, jakie sa gdzie indziej.
          Ale jesli porownac Anglie z Polska to nie ma o czym mowic - tu bedzie Ci
          prawdopodobnie lepiej :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka