Dodaj do ulubionych

bezsilność na emigracji

05.07.06, 12:19
są strony emigracji, o których Ci nikt nie powie. Właśnie w tej chwili mój
ukochany pies, którego mamy od 13 lat, jest na operacji bo ma nowotwór w
jamie brzusznej. I nie wiadomo co będzie dalej. A ja siedzę przy komputerze i
telefonie i czekam na wiadomości z Polski, od mamy, ryczę, czuję się taka
samotna i bezsilna. NIe mogę tego przeżyć, że zamiast być teraz u weterynarza
to siedzę na jakimś zadupiu za daleka od wszystkiego i mam się z tego
cieszyć...
Obserwuj wątek
    • edavenpo Re: bezsilność na emigracji 05.07.06, 12:50

      Jagienka, bardzo Ci wspolczuje ;-((

      Wiem ze pies to jak rodzina, szczegolnie ze pamietam ze chyba tez masz jamnika
      jak ja a one sa takie 'ludzkie' psy.

      Mysl pozytywnie, nie wszystko stracone, operacja trwa. Jak nie daj Boze cos
      pojdzie nie tak to pamietaj ze rodzice na pewno zrobili wszystko w ich mocy zeby
      ja uratowac i ze w dobrych czasach jak psina byla zdrowa i o tym ze przezyla
      dlugo z Wami i na pewno byla szczesliwa.

      Trzymam kciuki i pozdrawiam cieplo. daj znac jak poszlo.
      • robak.rawback Re: bezsilność na emigracji 05.07.06, 13:16
        pomysl o tym ze pies do tej pory ma naprawde szczesliwe zycie i jest otoczony
        kochajacymi ludzmi. a lekarze robia co trzeba.
      • konstruktorka1 Re: bezsilność na emigracji 05.07.06, 15:09
        Dla mnie najgorsze doswiadczenie bezsilnosci kiedy dowiedzialam sie ze mojej
        mamy przyjaciolka ma raka. Nie powiedziala o tym nikomu a w szczegolnosci mojej
        mamie zeby sie nikt nie denerwowal.
        Umarla w tydzien po tym jak sie dowiedzialam o jej chorobie
        Bezsilnie i glupio
        Nie bylam nawet na pogrzebie ..........................................
        • jagienkaa Re: bezsilność na emigracji 05.07.06, 15:13
          no i właśnie tego nie mogę znieść na emigracji - braku znajomych i rodziny na
          co dzień. Że ani nikt nie może mi pomóc ani ja nikomu, mojej samotnej babci,
          mojemu psu, mojej koleżance której ojciec umarł...nienawidze tego uczucia
          bezsilności, bycia gdzieś poza kręgiem.
    • mi74 Re: bezsilność na emigracji 05.07.06, 13:25
      Wiem, co czujesz. Mialam podobna sytuacje rok temu. Suczka byla z nami 17 lat.
      Tez czekalam przy telefonie i ryczalam okropnie. I taka sama bezsilnosc mnie
      ogarnela.

      W tamten dzien mialam tez taka sytuacje - wracalam z pracy i kolega z Somalii
      zaoferowal, ze mnie podwiezie. Strasznie zaczelam plakac w jego samochodzie. On
      zapytal: ktos z rodziny umarl? Ja na to: tak, moj ukochany pies. A on: Co?
      JEDEN pies? Ja wtedy zadajac sobie sprawe z absurdu sytuacji zaczelam sie smiac
      przez lzy. On dodal: widzisz, z roznych krajow pochodzimy, u mnie ludzie gina a
      ty tak strasznie placzesz ZA PSEM????
      Sytacja ta pozwolila mi spojrzec na to wszystko z dystansem i moze to zabrzmi
      okropnie, ale nawet mnie wtedy rozbawila.

      Glowa do gory. Mam nadzieje, ze Twoja psina wyjdzie z tego i jeszcze pare lat z
      Wami spedzi. Taka operacja wcale nie oznacza wyroku, wiem, bo cale moje polskie
      otoczenie to weterynarze.

      W naszym przypadku, ona operacji nie przezyla (ze wzgledu na wiek), ale
      wytlumaczylam sobie, ze miala wspaniale zycie z nami, i w sumie cieszylismy
      sie, ze tak dlugo z nami byla. A teraz bardzo czesto mi sie sni...
    • jagienkaa Re: bezsilność na emigracji 05.07.06, 13:29
      na razie nie ma wieści, co chyba dobrze, bo 'no news is good news' jakby nie
      przeżyła to by już dzwonili.
      Tak bardzo chciałabym być w Polsce, jadę 24-ego i mam wielka nadzieję że
      jeszcze się razem pobawimy.
      A piesek to jamniczka, zwie się Luśka, naprawdę piękny pies, zdrowy, kochany...
      to jest nieprawdopodobne jak się można przywiązać do psa.
      • ps18 Re: bezsilność na emigracji 05.07.06, 13:37
        rok tem Jagienka mnie pocieszala po ,smierci mojej Pysi (pudelek
        miniaturka,zginela pod kolami samochodu ),a teraz sama czeka i sie
        martwi .Jagienka trzymam kciuki bedzie dobrze.
    • ja_lubie Re: bezsilność na emigracji 05.07.06, 13:35
      Jagienko - myslami i sercem jestem przy Tobie i Twoim piesku teraz , napewno
      wszystko bedzie dobrze! zaraz daj nam tez znac ,prosze !
    • tuti Re: bezsilność na emigracji 05.07.06, 14:26
      ja jak zwykle nie na temat tyklko o sobie.
      ja bezsilnosc, a moze raczej uciekajacy czas odczuwam wiedzac ze nie jestem
      przy bobasach mojego brata, przy moim chrzesniaku. Nigdy ponownie nie beda
      mali, a mnie omijaja ich pierwsze kroki, pierwsze zdania etc.. no nic jak tylko
      sobie wlasne dzieci zrobic do podziwiania:/
      • mamaliv Re: bezsilność na emigracji 05.07.06, 14:50
        tuti napisała:


        > ja bezsilnosc, a moze raczej uciekajacy czas odczuwam wiedzac ze nie jestem
        > przy bobasach mojego brata, przy moim chrzesniaku. Nigdy ponownie nie beda
        > mali, a mnie omijaja ich pierwsze kroki, pierwsze zdania etc.


        Mnie rowniez brakuje mojej chrzesnicy i tego ze nie moge widziec jak rosnie.
        Bylo mi tez przykro kiedy nie moglam pojechac na pogrzeb wujka i ostatnio kiedy
        zorganizowano spotkanie klasowe z ogolniaka...
        • jagienkaa Re: bezsilność na emigracji 05.07.06, 14:53
          ja proponuję żebyśmy się złożyły na samolot, jakiś mały, i będzie nas woził z
          północnej Anglii do Polski....
    • jagienkaa Re: bezsilność na emigracji 05.07.06, 14:36
      no więc Luśka jest w domu, okazało się że miała wielkiego raka jajnika, ma wodę
      w płucach i słabe serduszko. Ale przeżyła operację, dostanie później relanium i
      leki wzmacniające. Później się chyba więcej dowiem...
      • edavenpo Re: bezsilność na emigracji 05.07.06, 14:37

        Bardzo sie ciesze ;-) Niech jamnica zdrowieje. Daj nam znac co jakis czas jak
        jej zdrowko ;-) Trzynmy kciuki Ewa i Kevin Jamnik
        • jagienkaa Re: bezsilność na emigracji 05.07.06, 14:40
          dzięki, ta doba będzie teraz najważniejsza. Będę wiedzieć coś więcej wieczorem.
          • jagienkaa Re: bezsilność na emigracji 05.07.06, 15:48
            zdechła. Jak ja to wytłumaczę Dominikowi?
            • agoos1 Re: bezsilność na emigracji 05.07.06, 16:07
              Jagienko, tak mi przykro. Też miałam pieski kiedyś i jeden z nich zdechł jeszcze jako szczenię a ja miałam wówczas 7 lat. Nie martw się Dominikiem - dzieci zaskakująco dobrze znoszą takie wiadomości. Będzie wiedział że była chora i sie męczyła a teraz jest w "pieskim" niebie i jest szczęśliwa... Trzymaj się
              • edavenpo Re: bezsilność na emigracji 05.07.06, 16:33

                Jaga, tak mi przykro. Az sie poryczalam...

                Lusia juz na teczowym moscie. Na pewno jest teraz spokojna i szczesliwa, pewnie
                sie duzo nacierpiala.

                Jestem myslami z Toba. Trzymaj sie cieplo.
                • patch_of_heaven Re: bezsilność na emigracji 05.07.06, 18:53
                  Moje psisko - English Pointer - tez odeszlo 'na raka' - mial 14 lat i cala
                  rodzina plakala po nim jak po dziecku... To tak jak stracic kogos z rodziny - ja
                  do dzisiaj placze, jak ogladam jego zdjecia. Od tej pory zaden inny pies nie
                  zajal jego miejsca i tak juz chyba zostanie w domu moich rodzicow. Bardzo Ci
                  Jagienko wspolczuje, moje dziecko tez bylo przywiazane do naszego psa, uczyl sie
                  chodzic, trzymajac go za ogon;) i po jego smierci musielismy mu tlumaczyc co sie
                  stalo. To sa te smutne wspomnienia w moim zyciu, ale jest tez mnostwo fajnych
                  zwiazanych wlasnie z naszym psem, ktore zawsze beda mi sie kojarzyly z dobrymi
                  czasami w rodzinnym domu...
            • beesok Re: bezsilność na emigracji 05.07.06, 19:51
              strasznie mi przykro Jagienko. Trzymaj sie cieplo i staraj sie pamietac o tych milych chwilach i o tym, ze
              zapewniliscie jej szczesliwe zycie wsrod Waszej rodziny.
              Ja przezylam juz smierc 2ch kotow, jeden to byl moj pierwszy najukochanszy, ktorego musialam
              zostawic u Babci jak sie przeprowadzilam z Polski do Dubaju i on zdechl po kilku miesiacach (mial
              bialaczke, udalo mi sie go utrzymac przy "zdrowym" zyciu az 4 laty biorac go co miesiac na kontrolne
              badania i stosujac specjalna diete) - nie zdazylam sie nawet pozegnac, plakalam po nim dlugo. Druga
              kotka zdechla mi doslownie na rekach - okropne przezycie.
              Teraz moj pies (u rodzicow) ma juz 15 lat i zaczyna chorowac, mama dzwonila ostatnio ze lekarz mu
              dal 3 miesiace, na szczescie lekarze sie czasem myla i psina sie dobrze trzyma ale wiem, ze to juz tylko
              kwestia czasu, nawet nie chce myslec o tym.
              Wiem, doskonale co musisz teraz czuc i bardzo Ci wspolczuje.
            • princessjobaggy Re: bezsilność na emigracji 07.07.06, 14:01
              Ja tez mam kiklunastoletniego pieska w Polsce, ktory ostatnio choruje. Za
              kazdym razem jak przyjezdzam w odwiedziny do rodzicow widze jak sie starzeje.
              Coraz wiecej spi, nie jest juz taki pogodny, niemrawo sie porusza, niezbyt
              dobrze slyszy...
              I tez czuje sie bezsilna. Czuje, ze niedlugo nadejdzie jego czas, a ja nie
              spedzam z nim az tyle czasu, nie moge sie nim nacieszyc tyle, ile bym chciala.
    • leggetta Re: bezsilność na emigracji 05.07.06, 20:08
      Jagienka, pomysl moze czy moglabys cos zrobic bedac tam na miejscu, z opisu syt
      widze ze chyba niewiele moglabys pomoc.
      Niestety nigdy nie bylam mocno przywiazana do zadnego zwierzaka wiec chyba nie
      umiem Cie pocieszyc ale trzymaj sie dzielnie.
    • benala Re: bezsilność na emigracji 05.07.06, 22:13
      Jagienko, przykro mi bardzo, nie wiem co napisac, wiec powtorze za
      dziewczynami: wspominaj piekne chwile z Luska.

      A o bezsilnosci na emigracji to niestety wiem coraz wiecej: pobyt mamy w
      szpitalu, jej problemy z zalatwieniem sanotorium, to ze nie ma samochodu i nikt
      nie moze jej przywiezc zakupow i generalnie to ze nie moge jej pomoc w takich
      codziennych sprawach a jest sama. Do tego wszelkie uroczystosci, swieta itd.
      My wyjezdzalismy w czasach kiedy zabranie psa bylo bardzo trudne i kosztowne i
      niestety musiala nasza Doga zostac w Polsce. Moja mama do dzisiaj mi tego nie
      moze wybaczyc. A ja tak zaluje ze chlopcy wychowuja sie bez psa ale nie moge
      sie zdobyc na kolejnego bo bylaby to taka zdrada naszej Dogi.

      I wiem, ze gdy mieszkalismy w Gdansku to D byl rownie bezsilny – wtedy rodzily
      sie dzieci jego rodzenstwa, byly chrzciny, rodzinne grille i reszta. A on/my
      tak daleko. I jak urodzil sie Alan to zalowal ze jego rodzice tak rzadko go
      widuja. A teraz ma tak moja mama. I to sa te rzeczy o ktorych sie nie mysli gdy
      jest sie zakochanym, zaslepionym, gluchym na rozsadne i do bolu prawdziwe rady
      innych. Swiat byl nasz i myslalam ze go dla siebie zmienie. A teraz tesknie za
      tyloma rzeczami i ludzmi. Sama juz nie wiem gdzie bym naprawde wolala mieszkac
      na co dzien. Tym bardziej ze zawsze przynajmniej jedno z nas bedzie daleko od
      rodziny.

      Pozdrawiam serdecznie – jak juz wygram w totolotka to kupie ten samolot dla nas
      …..
      • aliciap Re: bezsilność na emigracji 05.07.06, 22:41
        miedzy niebem a ziemia..... ja sie czasami czuje jakbym nie miala domu , bo nie
        jest nim ani Anglia ani juz Polska ....... w Anglii czasami zle ale w Polsce
        chyba nie bylobylepiej. Szkoda ze lot do Polski to nie to co godzinna
        przejazdzka autem , gdyby tak bylo mielibysmy wszystko co trzeba.I to co tu w
        Anglii i rodzine i bliskich z Polski.

        Jagienka wspolczuje.... moja suczka jamniczek odeszla w listopadzie 2004. BYlam
        w Anglii i bardzo to przezylam. Umarla na raka-zespol cushinga. I niestety mam
        wyrzuty sumienia bo nadal uwazam ze lepiej bym sie nia zaopiekowala niz moi
        rodzice.Zawsze mam lzy w oczach kiedy o niej mysle.
        • paola_k2 Re: bezsilność na emigracji 06.07.06, 16:05
          Jagienko, powtorze to co wiekszosc dziewczyn, wiem co czujesz. Dobrze, ze twoja
          sunia juz jest po operacji.
          Zaraz po moim wyjezdzie do Anglii moj piesek zachorowal na dyskopatie
          kregoslupa. Mamie i wspanialej pani weterynarz udalo sie go wyleczyc, ale co ja
          tutaj przezylam to moje. Najgorsza jest ta bezsilnosc wynikajaca z odleglosci.
          Inna sprawa, gdy ja po ciezkim porodzie dostalam zapalenia nerek i karetka
          zabrala mnie do szpitala, mama i cala rodzina odchodzila od zmyslow, ze nie
          moga byc przy mnie, ze ogranicza ich ta odleglosc, ze nie mozna po prostu
          wsiasc w auto i pojechac, ze pozostaje tylko telefon. Ze nie moga przyjsc,
          pomoc, pocieszyc...
    • hopplik Re: bezsilność na emigracji 06.07.06, 19:32
      Wszyscy czują się bezsilni wobec spraw, na które nie ma się wpływu albo, które
      są nieodwracalne. Bardzo mi przykro z powodu pieska.
    • elioli Re: bezsilność na emigracji 06.07.06, 20:22
      Bezsilnosc to chyba jedno z najgorszych uczuc...
      Moze lepiej sobie wytlumaczyc ze zwierzaczek juz przynajmniej nie cierpi i nic
      juz go nie boli.
      Tak jak wiekszosc tutaj tez stracilam zwierzaki - okropne uczucie bo czlowiek
      sie bardzo przywiazuje.
      Pozdrawiam.
    • leggetta Jagienka, masz jakies wiesci? n/txt 06.07.06, 21:47
      • jagienkaa Re: Jagienka, masz jakies wiesci? n/txt 06.07.06, 21:56
        tak. Nadal nie żyje.....
        • leggetta Re: Jagienka, masz jakies wiesci? n/txt 06.07.06, 21:59
          o przepraszam, chyba nie doczytalam wczesniejszych postow. nie wiem co napisac,
          wiec krotko: wspolczuje.
          • jagienkaa Re: Jagienka, masz jakies wiesci? n/txt 06.07.06, 22:00
            a ja przepraszam za ten makabryczny żart.
    • mgna Re: bezsilność na emigracji 07.07.06, 21:22
      Jagienka zadzwon do mnie.... pamietasz co mowilam tobie przy naszym ostatnim
      spotkaniu? Sproboj.
      • jagienkaa Re: bezsilność na emigracji 07.07.06, 21:30
        Dziękuję Marzena ale chwilowo naprawdę nie mam do tego głowy, jakoś teraz doła
        załapałam po tym wszystkim, zresztą ja nie mam takiej odwagi i determinacji jak
        Ty i twoich nóg;)))
        może po powrocie z Polski jakoś się umówimy. A Ty kiedy dokładnie jedziesz?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka