Dodaj do ulubionych

A jednak jest darmowy lunch

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.09, 22:08
Paręnaście lat temu Jeremy Rifkin pisał o tym fenomenie (i nie tylko on).
Trzeci sektor, a więc nie publiczny, tylko wolontariusze. Wytwarzany produkt
roczny przez wolontariuszy w różnych obszarach ma całkiem sporą wartość.

A co do Wikipedii i wymiany wiedzy - to czysty barter (tylko dotyczy
informacji, a nie materii).

To tak tylko kilka słów przez Międzynarodowym Dniem Wolontariusza ;)
Obserwuj wątek
    • roland606 A jednak jest darmowy lunch 05.12.09, 13:18
      "Państwo dóbr tych nie sprzedaje, ale rozdziela je za darmo"
      To ja tylko zacytuję starożytne polskie przysłowie: Za darmo to można w mordę dostać. Dlaczego dopiero w ostatnim zdaniu to przyznają, a gadają bez sensu przez niemal cały artykuł?

      A wikipedia, z tego co się orientuję, to akcja charytatywna.
      "Jednym słowem rzeczywiście mamy do czynienia z fenomenem, który bardzo trudno jest opisać ekonomii zajmującej się zazwyczaj ograniczonymi zasobami i motywacjami finansowymi." Bo akcja charytatywna to nie jest ekonomia! Znowu, niby to przyznają, ale dodają swoje bla bla bla i z dwóch zdań wychodzi nam cały artykuł.
    • Gość: radek luksus IP: *.zone12.bethere.co.uk 05.12.09, 13:20
      Dla niektorych ludzi mozliwosc pracy za darmo jest pewnego rodzaju luksusem
      zyciowym skoro moga sobie na to pozwolic.
    • mirek.bartold Re: A jednak jest darmowy lunch 05.12.09, 13:45
      "A co do Wikipedii i wymiany wiedzy - to czysty barter (tylko dotyczy
      informacji, a nie materii)."

      Gdyby tak było, to każdy, kto skorzystał z Wikipedii musiałby dać coś w zamian,
      a tak nie jest. Większość ludzi jedynie korzysta z Wikipedii. Tym bardziej, że
      podobno liczba wikipedystów się kurczy.

      online.wsj.com/article/SB125893981183759969.html?mg=com-wsj
      polskojęzyczny link:

      www.heise-online.pl/newsticker/news/item/Wikipedia-coraz-mniej-autorow-866538.html
      • Gość: wyborjesttwoj Re: Polska w tyle IP: *.pools.arcor-ip.net 05.12.09, 14:15
        Zadne haslo nie ma dobrego, polskiego wkladu. Brak wiedzy, lenistwo,
        brak zainteresowania, brak tematow do pokazania, pustynia i
        frustracja jak w wiekszosci zdarzen w tym kraju. I.....krytykanctwo.
        Jakis kompleks pokomunistycznej wielkosci?
        • Gość: Pil Re: Polska w tyle IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.09, 16:03
          Z tego co słyszałem to jest dokładnie odwrotnie i polska wikipedia jest jedną z
          lepszych. Sam często widzę sporo rzeczy opisanych dużo lepiej po polsku niż po
          angielsku. Inna sprawa, że w tej polskiej części sporo rzeczy jeszcze brakuje.
          • Gość: joel Re: Polska w tyle IP: *.adsl.alicedsl.de 05.12.09, 21:38
            no nie zartuj, lepiej opisane sa jedynie rzeczy bardzo scisle zwiazane z Polska.
            Inne sa skrutem tego co jest po angielsku.
          • Gość: linuks Re: Polska w tyle IP: 188.33.42.* 05.12.09, 22:21
            proponuję porównać hasło: Brazylia po polsku i po angielsku, albo hasło desertec
            po polsku i po niemiecku. Osobiście głównie korzystam z angielskiej, niemieckiej
            i rosyjskiej, namawiam wszystkich do przetłumaczenia i opisania tego co lubią
            najbardziej jeśli nie jest jeszcze opisane.
    • Gość: Max Re: A jednak jest darmowy lunch IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.09, 14:15
      Kwintesencją tego artykułu jest dla mnie twierdzenie:
      1) ze czasem ktoś dzieli się obiadem za darmo.
      2) ze skorzystanie przez kogoś z wiedzy udostępnionej prze kogoś nie ogranicza
      możliwości skorzystania z tej wiedzy prze kogoś innego.

      Fenomen Wikipedii polega wiec na tym ze ludzie dzielą się obiadem którego im
      nikt de facto nie zje a korzyści odniesie od samego patrzenia. Autem już by się
      tak nikt nie podzielił.
      Z jednej strony można powiedzieć ze to pewna forma darmowego obiadu. Ale z
      drugiej do której się przychylam za darmo można dostać tylko to co
      1) jest za darmo gdzie indziej na przykład wiedza w bibliotece (choć większość
      książek nikt nie pisał charytatywnie! można nawet się zastanowić czy nie
      dzielimy się czyimś obiadem lekko go przyprawiając swoim czasem),
      2) jest w tego w takim nadmiarze ze jest bezwartościowe na przykład piasek na
      pustyni.
    • ggrdl Teoretyk z klapkami na oczach 05.12.09, 14:43
      Teoriami ekonomicznymi trudno jest uzasadnić wszystkie postępowania ludzi,
      choćby z tego prostego powodu, że ludzie nie zawsze postępują racjonalnie, i nie
      zawsze ich racje są racjami ekonomicznymi.
      Jeżeli pomogę staruszce przejść przez jezdnię, to analizowanie tego z punktu
      widzenia ekonomii jest równie absurdalne, jak badanie apetytu psa przy użyciu
      teleskopu i wiedzy astronomów.

      Nie mam zamiaru analizować z czego wynika odruch pomocy staruszce, albo czemu
      mam ochotę podzielić się swoją wiedzą. Ludzie po prostu tak robią, nie mierzcie
      tego watomierzem!
      • Gość: lejzab Re: Teoretyk z klapkami na oczach IP: *.chello.pl 05.12.09, 16:11
        "Nie mam zamiaru analizować z czego wynika odruch pomocy staruszce, albo czemu
        mam ochotę podzielić się swoją wiedzą. Ludzie po prostu tak robią, nie mierzcie
        tego watomierzem!"

        dlaczego nie? powinniśmy poszerzać naszą wiedzę o otaczającym świecie.
      • Gość: Linuks Re: Teoretyk z klapkami na oczach IP: 188.33.42.* 05.12.09, 22:28
        kiedyś wydano w serii plus minus nieskończoność książkę pod tytułem ponad
        ekonomią.Nie da się stworzyć świata opartego tylko i wyłącznie na ekonomii,
        takie na przykład normy moralne i etyczne nie są mierzalne ekonomicznie, a mają
        olbrzymi wpływ na jakość życia. To że chcemy być dobrzy i dobrze traktowani
        przez innych jest właściwie na bakier z wszędzie chwalonym zmysłem
        konkurencji.Ochrona środowiska też nie wynika z rachunku ekonomicznego tylko ze
        świadomości oraz miłości przyszłych pokoleń. Wikipedia i Linux są znakiem nowych
        lepszych czasów.
    • Gość: kiki oczywiscie ze istnieje darmowy lunch IP: *.dyn.optonline.net 05.12.09, 16:28
      w przychodni dla bezdomnych np.
      Wszystkie fundacjie dzialajace na rzecz biednych czy ogolnie
      pomagajace innychj ludziom za darmo nalezo do tej samej kategori co
      Wiki.
      Nie jest wiec to zadna nowosc
    • Gość: korneliusz Frajerzy i hobbyści IP: *.152.151.162.dsl.dynamic.eranet.pl 05.12.09, 16:32
      Zastanawiał mnie fenomen Wikipedii - o ile rozumiem tych, którzy mają stałe
      źródło dochodu i praca przy edycji haseł jest dla nich rodzajem hobby i daje
      im satysfakcję intelektualną, a być może też "moralną" (z racji udostępniania
      swej najlepszej wiedzy innym) o tyle młodzież, która nie zarabia na swoje
      utrzymanie a poświęca swój czas i wysiłek na edytowanie nowych i poprawianie
      już opracowanych haseł robi to raczej dla zabawy jednocześnie korzystając z
      tego w ten sposób, że pogłębia i ugruntowuje swoją wiedzę w interesującym ich
      zakresie. Jednak z biegiem czasu ci młodzi pasjonaci coraz lepiej rozumieją,
      jak wielkie znaczenie ma dostęp do wiedzy - do każdej wiedzy, również tej,
      którą oni udostępniają i opracowują. I rozumieją też i to, że prędzej czy
      później ktoś znajdzie sposób na to, żeby zarabiać na ich pracy a oni z tego
      nie dostaną ani grosza. Jedynym uzasadnieniem jest możliwość zapisania w swoim
      cv listy haseł, które się współredagowało, ale wątpię, by szczególnie działało
      to na pracodawców. Piszę o tym dlatego, bo sam często jako nauczyciel wspieram
      się Wikipedią, oczywiście biorąc należną poprawkę na możliwości błędów i
      porównując dane z innymi dostępnymi źródłami, i płacę za to jedynie dostawcy
      internetu a nie autorom, natomiast niewątpliwie wykorzystywanie tej wiedzy
      jest częścią mojej pracy i uczciwie rzecz biorąc, tym autorom należałyby się
      ode mnie jakieś tantiemy :-)
      • roar Re: Frajerzy i hobbyści 05.12.09, 18:21
        > sam często jako nauczyciel wspieram się Wikipedią, oczywiście
        > biorąc należną poprawkę na możliwości błędów i porównując dane z
        > innymi dostępnymi źródłami, i płacę za to jedynie dostawcy
        > internetu a nie autorom, natomiast niewątpliwie wykorzystywanie
        > tej wiedzy jest częścią mojej pracy

        I po napisaniu powyższego dalej nie rozumiesz, że wykorzystywanie tej wiedzy jest też częścią pracy tych paru milionów ludzi, którzy wikipedię edytują? Co to jest "stracić" parę wolnych godzin na napisanie kilku artykułów, kiedy zyskujesz nadzieję, a w chwili obecnej niemalże pewność, że w pewnym momencie ci się to z nawiązką zwróci kiedy będziesz pilnie potrzebował informacji na jakiś temat.

        Wiesz, to nawet nie jest nic nowego. Nauka dokładnie tak samo działa, żeby daleko nie szukać.
    • ulanzalasem A jednak jest darmowy lunch 05.12.09, 17:04
      Zadaniem państwa jest generalnie dostarczanie tzw. dóbr publicznych,
      a więc takich, których z tych czy innych względów nie da się (albo nie
      opłaca się)
      wytwarzać w sektorze prywatnym. Takie dobra to np. wymiar
      sprawiedliwości, bezpieczeństwo, podstawowa opieka zdrowotna czy edukacja.

      czyli bez państwa te usługi nie byłby w ogóle dostarczane?! :P
      • katmoso Re: A jednak jest darmowy lunch 05.12.09, 17:24
        oczywiście. w czasach przed oświeceniem, czy też przed Bismarckiem
        dostęp do edukacji i opieki zdrowotnej był ograniczony zasobnością
        portfela. natomiast najbiedniejsi - wdowy i sieroty, kalecy zawsze
        mogli liczyć na pomoc władcy, który udzielanie tej pomocy mógł
        delegować dalej, do klasztorów, wasali fundujących szpitale i
        przytułki. kiedy wykształciło się nowoczesne państwo przejęło ono te
        tradycyjne przejawy działalności władcy i stopniowo je poszerzało w
        imię ogólnego dobrobytu i funkcjonalności społeczeństwa.
    • Gość: abc A jednak jest darmowy lunch IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.12.09, 17:53
      omfg, co za brednie absolwenta wyzszej szkoly im. Lenina ;P
    • kapitan.kirk A jednak jest darmowy lunch 05.12.09, 18:56
      Ale to nadal nie oznacza, że istnieje "darmowy lunch" - oznacza tylko, że
      czasem ludzie są skłonni podzielić się swoim lunchem z innymi, nie licząc na
      pieniężne wynagrodzenie.


      Hmmm, czy pan ekonomista nie zauważył, że napisało mu się zdanie wewnętrznie
      sprzeczne? Coś jakby: to nieprawda, że jestem złodziejem; ja tylko czasem
      skłonny jestem zabrać coś ze sklepu i nie zapłacić
      ;-)

      Pzdr
    • Gość: Klasa62 Pan Orliński jak zwykle pisze rzeczy efektowne, IP: *.83.230.24.76.debacom.pl.e-zabrze.pl 05.12.09, 19:11
      choć mało przemyślane. Wikipedia to hobby. Jedni biegają, drudzy chodują kanarki, a jeszcze inni chcą się uwiecznić w Wikipedii. I chwała im za to. Tylko po co mieszać do tego pojęcia (darmowy lunch)z całkiem innej parafii ?

      PS. Wszystko kosztuje. Także działalność charytatywna.
    • Gość: kargul A jednak jest darmowy lunch IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.09, 19:26
      wikipedia jako przyklad darmowego lunchu? to chyba niezbyt aktualne informacje, bo od jakiegos czasu domagaja sie wsparcia finansowego i to dosc glosno (wielki baner u samej gory) :P

      teraz baner okraszony jest komentarzami losowo wybranych darczyncow, a przedtem byla "linijka", z ktorej wynikalo, ze maja tylko 1.5 miliona $, a potrzebuje 5x tyle (cos kolo 7.5mln $ jesli dobrze pamietam)
      • terion Re: A jednak jest darmowy lunch 05.12.09, 19:39
        > wikipedia jako przyklad darmowego lunchu? to chyba niezbyt aktualne informacje, bo od jakiegos czasu domagaja sie wsparcia finansowego i to dosc glosno (wielki baner u samej gory) :P

        Serwery nie pracują charytatywnie...
      • nomina Darmowy? Niekoniecznie. Tylko wartość innego typu 05.12.09, 19:49
        Nie zgadzam się z poruszonym przez Autorów "problemem Wikipedii". Pomijając wzmiankowaną powyżej kwestię zbierania datków - autorzy wikihaseł, dzielący się bądź to wiedzą, bądź to umiejętnością opracowania istniejących publikacji, otrzymują "wartość uniwersalną". Tu przecież działa evangelist marketing, gdzie ludzie, polecając markę, otrzymują:

        a) możliwość pochwalenia się, z jakiej dobrej rzeczy mogą korzystać (ludzie lubią się chwalić, a chwalenie uzmysławia im doznawaną przyjemność, wynikłą z korzystania),

        b) status osoby mądrej/promotora/doraźnego choćby autorytetu/wsparcia/przewodnika dla innych. Innymi słowy kogoś, kto ma jakąś wiedzę (to nie musi być wiedza w ściśle naukowym znaczeniu - jeśli polecam sąsiadce dobrego lekarza, a ona do tej pory korzystała z usług medyka, który jej nie pomógł - działa ten sam mechanizm) i dzieląc się nią z osobami, które nią nie dysponują, zaspokajają kilka psychologicznych potrzeb:

        - władzy (osoba przyjmująca wiedzę jest od nadawcy chwilowo uzależniona),
        - autorytetu i przewodnika dla innych,
        - potrzebę autokreacji.

        Nawet pomagając bardziej fizycznie (od datków pieniężnych po konkretną opiekę nad słabszą, potrzebującą osobą, zwierzęciem, a nawet obiektem, np. remontując własnymi rękami osiedlowy dom kultury), realizujemy te potrzeby i, co tu kryć, chwilowo stajemy się lepsi :). A przy tym tworzymy elitarną wspólnotę, w której jesteśmy ważni i cenieni (kolejna wartość, o której piszą nawet bardzo popularne podręczniki z zakresu - jak to jest po polsku? - marketingu ewangelicznego?).

        Podsumowując: uważam, że zapłatą wcale nie musi być wymierna wartość materialna. Wikipedyści (i nie tylko oni) również otrzymują wynagrodzenie, tyle że nieliczone w żadnej walucie.

        Trzymając się metafory darmowego lunchu: czy osoba, która opracowała przepis na rewelacyjną potrawę i serwuje ją innym, rozdaje ją zupełnie za darmo? Biorąc pod uwagę, że przepis ten przetrwa pokolenia jako "coś ciotki X" i że do kresu swoich dni autorka i kucharka będzie funkcjonowała jako rodzinno-sąsiedzka legenda, zbierająca peany na cześć swojego talentu - nie do końca za darmo. Konsumenci lunchu "odrobią" posiłek swoim marketingiem :).
        • Gość: kosmo z bagien Re: Darmowy? Niekoniecznie. Tylko wartość innego IP: *.85-237-171.tkchopin.pl 05.12.09, 20:21
          >Biorąc pod uwagę, że przepis ten przetrwa pokolenia jako "coś ciotki X" i że do
          kresu swoich dni autorka i kucharka będzie funkcjonowała jako rodzinno-sąsiedzka
          legenda, zbierająca peany na cześć swojego talentu - nie do końca za darmo.

          kłania się teoria "memów" :)
    • Gość: l Oni nie rozumieją tej frazy IP: *.acn.waw.pl 05.12.09, 20:07
      Uczę mikroekonomii i wydaje mi się, że wypowiadający się nie rozumieją pojęcia
      o którym rozmawiają. Brak darmowego lunchu oznacza tyle, że dla wszystkiego
      jest koszt alternatywny. Jeśli chcę się dowiedzieć czegoś z wikipedii to w tym
      czasie nie będę robił czegoś innego więc to jest koszt pozyskania wiedzy tj.
      utracone korzyści ze spędzenia tego czasu w inny sposób. Ten wywiad to jest
      jakieś ośmieszanie się.
      • kapitan.kirk Re: Oni nie rozumieją tej frazy 06.12.09, 08:52
        Jeśli ktoś dzieli się lanczem z kimś innym nie żądając za to wynagrodzenia, to
        wydaje mi się, że nie ma tu kosztu alternatywneg o i lancz jest rzeczywiście
        darmowy.
        Pzdr
        • Gość: l Re: Oni nie rozumieją tej frazy IP: *.acn.waw.pl 07.12.09, 09:00
          Na poziomie społeczeństwa no free lunch oznacza, że jeśli ja za coś nie płacę,
          płaci ktoś inny. Tzw. free rider też nie płaci za dobra z których korzysta i
          jest w to ekonomii zjawisko dobrze znane. Na poziomie indywidualnym tak długo
          jak istnieje konieczność wyboru co robić (bo na przykład czas jest ograniczonym
          zasobem), istnieje koszt alternatywny.
        • speedy13 Re: Oni nie rozumieją tej frazy 07.12.09, 10:52
          Hej

          kapitan.kirk napisał:

          > Jeśli ktoś dzieli się lanczem z kimś innym nie żądając za to
          wynagrodzenia, to
          > wydaje mi się, że nie ma tu kosztu alternatywneg o i lancz jest
          rzeczywiście

          Noo to nie takie proste.
          Załóżmy że ugotowałeś ten obiad i podzieliłeś się ze mną. Dla mnie
          jest on więc faktycznie darmowy. Ale realnie darmowy przecież nie
          jest. Musiałeś wszak zakupić produkty, zużyłeś wodę, gaz czy prąd do
          gotowania - to wszystko kosztowało. Poświęciłeś swój czas i wysiłek,
          który mógłbyś poświęcić na coś innego - to też jest koszt, choć
          trudny do przeliczenia na złotówki.
    • Gość: xx A jednak jest darmowy lunch IP: *.adsl.inetia.pl 05.12.09, 23:25
      No i niestety brak ekonomii np. w SZ jest jej gigantyczną bolączką.

      Bo niby jak obecnie odpowiedzieć na pytanie: Ile powinien zarabiać lekarz w
      szpitalu w Koziej Wólce?
    • viking2 A jednak jest darmowy lunch 06.12.09, 01:37
      Jestem zdania, ze konkluzja artykulu jest nietrafna. Wikipedia doskonale
      miesci sie w pojeciach ekonomii. Ostatecznie, ekonomia - w szeroko pojetym
      zakresie - nie sprowadza sie tylko do rozwazania ile kilogramow kartofli
      mozemy sobie kupic, albo ile wydalismy na pare butow. Dzialania rynku w sferze
      niematerialnej takze wpadaja w pojecia ekonomii i takze sa regulowane prawami
      podazy i popytu. Wystarczy spojrzec na kwestie placenia pieniedzmi za bilet do
      kina - obejrzany film nie tylko nie przysparza nam namacalnych przedmiotow
      materialnych, ale i czesto zmusza do refleksji typu "ten film nie byl wart
      obejrzenia" (czyli, de facto - w pojeciach scisle ekonomicznych - dokonalismy
      aktu marnotrawstwa kupujac bilet). A jednak nie zanosi sie na to, by Hollywood
      stalo sie pustynia, po ktorej hula wiatr i nosi piasek z jednej diuny na druga.
      Podobnie rzecz ma sie z Wikipedia. Napedzaja ja glownie dwie wartosci:
      samopoczucie i samodoskonalenie. Tworcy opisu hasel, definicji i wyjasnien
      maja jakas wiedze na temat, o ktorym pisza. Ta wiedza dziela sie z innymi, ale
      rzecz pozornie tylko jest bezinteresowna. W istocie, w naszej mentalnosci
      znajduje sie poczucie wartosci wlasnej i potrzeba, by inni te wartosc
      doceniali. Spojrzmy na to z boku: Ktos o glebokiej wiedzy na interesujacy go
      temat dzieli sie informacja z innymi uzytkownikami Internetu za posrednictwem
      Wikipedii. Jesli informacje okazuja sie prawdziwe, wyczerpujace, podane w
      iteresujacy i przystepny sposob i swiadcza o rzetelnej wiedzy autora, to po
      jakims czasie powszechnie zaczniemy tegoz autora uwazac za autorytet w danej
      dziedzinie. I potrzeba doceniania przez otoczenie, milosc wlasna autora, by
      tak to ujac, bedzie w jakims stopniu zaspokojona, gdy inni internauci
      skomentuja to "ten facet ma ogromna wiedze, w jego wyjasnienia mozna wierzyc
      bez zastrzezen". Nie uwierze, ze nie poprawi to samopoczucia autora.
      A samodoskonalenie bedzie tego naturalna konsekwencja: jesli juz wiem az tyle,
      powiedzmy, o zyciu seksualnym szczurow, ze pisuje do Wikipedii, a jej
      uzytkownicy uznaja mnie za autorytet "szczurzej milosci", to bede badal
      zagadnienie wciaz dalej, by juz naprawde nie bylo w nim dla mnie bialych plam.
      I nawet "Szczurza Kamasutre" ktoregos dnia napisze...:)
    • Gość: Tomek A jednak jest darmowy lunch IP: *.dsl.pltn13.pacbell.net 06.12.09, 10:37
      "Podobno nic nie jest za darmo, bo wszystko jest wliczone w cenę czegoś
      innego."


      To zdanie jest bez sensu.

      "mamy do czynienia z fenomenem, który bardzo trudno jest opisać ekonomii"

      Bzdura, nie ma żadnego problemu z opisaniem tego fenomenu w ekonomii. Trudno
      może przewidzieć takie zjawiska, ale dokładnie tak samo jest trudno
      przewidzieć cokolwiek innego w przyszłości: np. rodzaj produktów sprzedawanych
      za pieniądze, albo ich cenę.

      Po prostu ekonomia nie zajmuje się przewidywaniem celów i dążeń ludzkich,
      jedynie opisuje skutki przyjęcia takich celów. Jeśli na przykład ktoś osiąga
      satysfakcję z poprawiania artykułów na Wikipedii za darmo, to ekonomicznym
      skutkiem tego będzie edycja artykułów za darmo. To akurat bardzo prosta
      ekonomicznie sytuacja.
    • Gość: Jorge A jednak jest darmowy lunch IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.09, 20:32
      Pewien bezrobotny z USA wykonał już ponad 100 000 edycji...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka