Dodaj do ulubionych

Rostowski: Tegoroczny deficyt budżetowy mniejsz...

06.01.10, 13:50
6.3% deficytu sektora finansów publicznych to tak chyba 1 340 mld zł * 0.063
= 84.4 mld zł.

Podają procentowo by elektoratu deficytem większym niż 80 mld zł nie szokować.
Obserwuj wątek
    • lucas troche prawdy...cz.1 06.01.10, 14:11
      Z prof. Andrzejem Kaźmierczakiem, ekonomistą z Katedry Bankowości Szkoły Głównej
      Handlowej, członkiem Komitetu Nauk o Finansach PAN, rozmawia Mariusz Bober

      Ile naprawdę wyniesie w rozpoczynającym się roku dziura budżetowa? 52,2 mld zł -
      jak utrzymuje rząd, czy blisko 100 mld - jak twierdzi opozycja z PiS?
      - 52,2 mld zł to tylko zakładany deficyt krajowy. Do tego trzeba dodać 14,3 mld
      zł deficytu w budżecie środków europejskich [wyodrębniony z budżetu państwa
      fundusz, na który składają się w tym roku wymagane przez UE śodki własne
      potrzebne do finansowania projektów z wykorzystaniem funduszy unijnych - red.].
      To daje już 66,5 mld zł deficytu w porównaniu z deficytem z 2009 roku, który
      według obecnych szacunków wyniósł 27,5 mld złotych. W roku bieżącym będziemy
      więc mieli ponad 2,5 razy większy deficyt niż w poprzednim, co oznacza
      destabilizację finansów państwa.

      Niektórzy eksperci twierdzą jednak, że dziurę budżetową powiększają wypchnięty
      do Krajowego Funduszu Drogowego dług, który tylko w tym roku ma wynieść 18,8 mld
      zł (7,8 mld zł obligacji i 11 mld zł z pożyczki Europejskiego Banku
      Inwestycyjnego) oraz dziura w budżecie ZUS...
      - To prawda. Trzeba więc do tego dodać inne wydatki, które tak naprawdę budżet
      państwa ponosi, choć minister Jan Vincent Rostowski nie zaliczył ich do
      wydatków. A przecież także Unia Europejska takie fundusze traktuje jako wydatki
      budżetowe. Jeśli zaś chodzi o ZUS, to trzeba podkreślić, że (prócz dotacji,
      które ta instytucja dostała na wypłatę rent i emerytur w kwocie 30,1 mld zł) jej
      dług powiększa deficyt na kontach zakładu w 2009 r. w wysokości 9,5 mld złotych.
      Na taką właśnie sumę ZUS zadłużył się w ubiegłym roku zarówno w bankach
      komercyjnych, jak i w budżecie państwa (w sumie daje to prawie 40 mld złotych).
      Jeśli dodamy jeszcze do tego 22,5 mld zł, a na taką kwotę rząd musi wyemitować
      obligacje i przekazać je otwartym funduszom emerytalnym, to skala niedoborów ZUS
      przekroczy 60 mld zł (a zobowiązania tej instytucji UE też zalicza to wydatków
      budżetowych). Jeżeli deficyt ten utrzyma się w latach 2010-2013, to będzie
      oznaczać, że instytucji tej zabraknie na wypłatę rent i emerytur ok. 300 mld
      złotych... Niewątpliwie mamy więc głęboką zapaść systemu emerytalnego w Polsce.
      Wynika to m.in. z procesu starzenia się społeczeństwa, ogromnej emigracji
      Polaków za granicę oraz wzrostu bezrobocia.

      Jak pokonać zapaść sektora ubezpieczeń społecznych?
      - Ministerstwo Finansów już myśli o podniesieniu wieku emerytalnego kobiet i
      mężczyzn o dwa lata. Zwiększyłoby to wpływy z tytułu wpłacanych składek, a
      zmniejszyło sumy wypłacanych rent i emerytur. Odbędzie się to jednak kosztem
      świadczeniobiorców. Mówiąc nieco przesadnie, obywatele naszego kraju będą
      pracować aż do śmierci i nie zdążą nacieszyć się spokojną starością.

      Z przedstawionych przez Pana wyliczeń wynika, że realny deficyt budżetu państwa
      w przyszłym roku przekroczy 100 mld złotych?
      - Deficyt budżetu państwa, liczony tak jak się to robi w Unii (z uwzględnieniem
      budżetu środków europejskich i obligacji, które muszą być przekazane do OFE),
      zbliży się do 90 mld złotych.

      Skąd wzięła się tak ogromna dziura budżetowa?
      - Niewątpliwie jedną z głównych przyczyn jest światowy kryzys gospodarczy, który
      dotknął także Polskę. Przecież nasz kraj przeżył drastyczny spadek tempa wzrostu
      dochodu narodowego. O ile w 2006 r. wyniósł on 6 proc., to w minionym roku
      blisko 1 procent. Trzeba zaś pamiętać, że dochody budżetu państwa są pochodną
      wzrostu PKB. W ostatnim czasie drastycznie spadły wpływy podatkowe z PIT, a
      zwłaszcza CIT, oraz z VAT i akcyzy. Zmniejszyły się do tego stopnia, że po pół
      roku trzeba było nowelizować ustawę budżetową. Z powodu kryzysu przedsiębiorstwa
      odnotowały bowiem drastyczny spadek sprzedaży, od której liczy się VAT.
      Zmniejszyły się więc też wpływy z podatku CIT - płaconego od dochodów firm.
      Nastąpił również spadek tempa przyrostu płac, co odbiło się na wpływach z PIT.
      Dlatego bardzo mnie dziwi, że w projekcie ustawy budżetowej na 2010 r. wpisano
      wzrost wpływów z tych podatków rzędu 8-9 proc., mimo że wzrost PKB założono w
      wysokości 1,2 proc., a więc na poziomie zbliżonym do minionego roku. Przyjęto
      więc, moim zdaniem, nierealistyczne założenie przy konstruowaniu dochodów
      budżetowych.

      To kryzys gospodarczy spowodował więc tak gigantyczną dziurę budżetową?
      - Nie tylko. Jest ona efektem również wzrostu wydatków państwa, m.in. na zasiłki
      oraz składki na ubezpieczenie społeczne dla bezrobotnych. W okresie rządów PO
      bezrobocie rejestrowane przekroczyło bowiem ponownie wartość dwucyfrową i wynosi
      obecnie 11,4 proc., podczas gdy w listopadzie 2008 r. wynosiło 9,1 procent. Rząd
      jest w pełni odpowiedzialny za sytuację finansów państwa, a więc także za
      powstanie dziury budżetowej. Nie dostosował bowiem swojej polityki do
      zmieniającej się sytuacji gospodarczej. Zapłaci za to niestety społeczeństwo.
      Rząd odpowiada też za likwidację przemysłu stoczniowego i tysięcy miejsc pracy
      na Wybrzeżu. Według mnie, działania ekipy Donalda Tuska, zwłaszcza negocjacje z
      Komisją Europejską, były prowadzone nieudolnie. A przecież w okresie kryzysu
      rząd mógł wywalczyć przynajmniej opóźnienie decyzji o likwidacji stoczni. Inne
      kraje, w tym Niemcy i Francja, potrafiły obronić swoje kluczowe branże
      decydujące o koniunkturze gospodarczej. Rząd polski wykazał tymczasem
      zaskakującą nieudolność.

      Można było uniknąć tak gigantycznej dziury budżetowej, a przynajmniej ograniczyć
      jej rozmiary? Rząd przekonuje, że jest ona efektem wyłącznie kryzysu światowego,
      który i tak odczuwamy słabiej niż większość innych krajów, bo w ogóle notujemy
      jakiś wzrost PKB.
      - Problemy z brakiem równowagi budżetowej narastały od pewnego czasu. Tak dużej
      dziury budżetowej nie można wytłumaczyć tylko okolicznościami zewnętrznymi,
      niezależnymi od polityki budżetowej. Prawda bowiem wygląda tak, że ze względu na
      ubiegłoroczne wybory do Parlamentu Europejskiego nie podejmowano żadnych działań
      systemowych, niepopularnych społecznie, aby ograniczyć deficyt w budżecie.
      Wiązałoby się to albo ze wzrostem podatków, albo z ograniczeniem wydatków. Rząd
      bał się, że spowoduje to obniżenie notowań rządzącej partii przed eurowyborami.

      Stąd też nie zdecydowano się na ratowanie budżetu także w tym roku, bo czekają
      nas wybory samorządowe i prezydenckie, a jak wiadomo, Donald Tusk zrobi
      wszystko, by zostać głową państwa.
      - Dokładnie. Tymczasem tak dramatyczna sytuacja finansów państwa wymaga
      zwiększenia wpływów do budżetu, a więc zwiększenia podatków, ewentualnie innych
      danin publicznych o charakterze parapodatkowym. Dodatkowe ciężary fiskalne
      powinny ponieść grupy społeczne najbardziej zamożne, cechujące się najwyższą
      zdolnością podatkową. Im później rząd podejmie działania naprawcze, tym większe
      będą koszty tych działań dla społeczeństwa.

      Zapłacimy więc podwójnie - raz za błędną politykę rządu Donalda Tuska, a po
      wtóre - za odkładanie reform obliczone na to, że mimo nieudolnej polityki Polacy
      właśnie jego wybiorą na prezydenta?
      - Jak widać, PO nie obawia się konsekwencji politycznych, licząc na to, że po
      wygranych wyborach nikt jej nie rozliczy. Stąd bierność obecnego rządu, próby
      "kreatywnej księgowości", kamuflowanie rzeczywistej, dramatycznej sytuacji
      finansów państwa. Obok dziury budżetowej państwa mamy przecież ogromny deficyt
      całego sektora finansów publicznych, na który składają się także długi i
      zobowiązania samorządów oraz państwowych funduszy celowych. Gdybyśmy więc
      policzyli deficyt całego sektora publicznego w relacji do Produktu Krajowego
      Brutto, to zauważymy, że zbliża się on do 9 procent PKB! Jest to bardzo groźna
      sytuacja, bo może oznaczać spadek wiarygodności Polski wśród inwestorów
      finansowych i wierzycieli nabywających nasze papiery dłużne. Jeśli weźmiemy to
      wszystko pod uwagę, okaże się, że całe zadłużenie państwa wyniesie 739,1 mld
      złotych. Oznaczałoby to, że na każdego mieszkańca Polski przypada prawie 20 t
      • lucas Re: troche prawdy...cz.2 06.01.10, 14:13
        . Oznaczałoby to, że na każdego mieszkańca Polski przypada prawie 20 tys. długu
        (od dziecka po emeryta)! W ten sposób zadłużenie państwa zbliży się do granicy
        55 proc. PKB. Jest to tzw. drugi próg ostrożnościowy, określony w ustawie o
        finansach publicznych z sierpnia ubiegłego roku! W budżecie na 2010 rok przyjęto
        bardzo optymistyczne założenie, że wpływy z prywatyzacji wyniosą 25 mld zł, ale
        w minionym roku nie zrealizowano planów zakładających pozyskanie z tego tytułu
        12 mld złotych. Tymczasem od tego, czy te pieniądze w tym roku wpłyną, może
        zależeć przekroczenie drugiego progu ostrożnościowego. Jeśli tak się stanie,
        trzeba będzie zrównoważyć budżet, czyli całkowicie zredukować deficyt, co jest
        nierealne.

        Co wtedy?
        - Oznaczałoby to postawienie odpowiedzialnych za przekroczenie drugiego progu
        ostrożnościowego i brak działań mających przywrócić równowagę finansów
        publicznych przed Trybunałem Stanu. Natomiast dla społeczeństwa wiązałoby się to
        z drastycznymi cięciami wydatków, włącznie z koniecznością zamrożenia, a nawet
        obniżenia płac w sektorze budżetowym oraz rezygnacją z waloryzacji rent i
        emerytur. Zresztą już w tegorocznym budżecie wprowadzono drastyczne cięcia -
        przede wszystkim wydatków na bezpieczeństwo publiczne, co jest bardzo groźne dla
        państwa, przy słabym systemie ochrony publicznej. Spadają również wydatki na
        zasiłki socjalne, a także na ochronę zdrowia, co społeczeństwo poważnie odczuje.
        Polaków nieuchronnie czeka też wzrost danin publicznych. Prawdopodobnie wzrośnie
        VAT i akcyza. Zmiana podatku od dochodów osobistych PIT i podatku od dochodów
        firm CIT wymagałaby akceptacji parlamentu, a takiej woli nie ma przed wyborami
        prezydenckimi. Ale istnieją również możliwości obciążenia społeczeństwa
        parapodatkami, np. zwiększeniem składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne.

        Czy skutki te odczujemy jeszcze przed tegorocznymi wyborami?
        - PO robi wszystko, by nie podnosić podatków, a w każdym razie, by społeczeństwo
        nie odczuło tego przed wyborami. Jednak nie da się uniknąć podjęcia trudnych
        decyzji przed końcem tego roku. Brak konsolidacji finansów publicznych wywoła
        bowiem dalszy wzrost deficytu. To zaś spowodowałoby obniżenie wiarygodności
        państwa, problemy ze sprzedażą obligacji na zagranicznych rynkach finansowych
        oraz konieczność podwyższenia oprocentowania polskich papierów dłużnych.
        Zwiększyłoby to z kolei koszt obsługi zadłużenia i obciążyło przyszłe pokolenia.
        Mówiąc wprost - Polska stanęłaby u progu bankructwa.

        Z zapowiedzi rządu wynika, że będzie chciał on pokryć dziurę budżetową przede
        wszystkim z oczekiwanego, chociaż nie wiadomo skąd, wzrostu wpływów podatkowych,
        prywatyzacji, wypłaty dywidend ze spółek Skarbu Państwa oraz środków z Unii
        Europejskiej. Czy i na ile może to pomóc w zmniejszeniu deficytu?
        - Rzeczywiście rząd obficie korzysta z funduszy unijnych na łatanie dziury
        budżetowej. Pomagają one finansować budowę dróg, infrastrukturę, naukę,
        szkolnictwo itd. Ale napływ środków z Unii nie będzie trwał wiecznie. Wówczas
        otworzą nam się oczy i odczujemy rzeczywistą sytuację państwa. Gdyby z
        tegorocznego budżetu, w którym ujęto razem środki pozyskiwane w kraju wraz z
        funduszami z UE, pominąć te ostatnie, okazałoby się, jak ogromny był spadek
        wpływów podatkowych w kraju. Tymczasem w tym roku nie można liczyć na znaczący
        wzrost PKB i odczuwalne zwiększenie krajowych dochodów podatkowych. Deficyt
        finansów pogłębi błędna polityka energetyczna państwa.

        Jaki ma to wpływ na finanse publiczne?
        - Pośredni, ale ogromny. Rząd podpisał bowiem niekorzystny dla naszej gospodarki
        pakiet porozumień zakładający redukcję gazów cieplarnianych. To spowoduje, że
        właśnie Polska poniesie największe koszty tej redukcji. Wkrótce okaże się, że
        będziemy musieli kupować limity emisji CO2. Najgroźniejsze jest jednak to, że
        zobowiązania do redukcji emisji tego gazu będą zmuszały nas do ograniczenia
        wykorzystania węgla do produkcji energii elektrycznej i ciepła. To pociągnie
        olbrzymie wydatki wynikające m.in. z samej konieczności wprowadzenia zmian
        technologicznych w związku z wykorzystaniem innego źródła energii, np. paliwa
        gazowego. Spowoduje to ponadto spadek zapotrzebowania na węgiel, a w
        konsekwencji - wzrost bezrobocia na Śląsku. Także przyjęcie programu rozwoju
        energetyki atomowej w Polsce będzie powiększało wydatki budżetowe. Energetyka
        jądrowa jest bowiem niezwykle kosztowna. Dodatkowo zwiększy to koszty
        pozyskiwania energii elektrycznej w naszym kraju. Eksperci oceniają, że już w
        ciągu najbliższych 5 lat koszty pozyskiwania energii elektrycznej i tak wzrosną
        w naszym kraju pięciokrotnie, co przełoży się także na pięciokrotne zwiększenie
        płaconych przez nas rachunków za prąd. Wzrośnie inflacja, ponieważ energia
        elektryczna wykorzystywana jest do produkcji wszystkich towarów i przy niemal
        wszystkich usługach. Obniży się ponadto konkurencyjność naszej gospodarki.
        • Gość: karol Innymi słowy,Polska to BAnkRUT!!! IP: *.bredband.comhem.se 06.01.10, 14:30
          O czym piszę od dawna.Niezależnie od tego jaką kreatywną księgowość
          uprawia oszust Rostowski.
        • bimbus18 Bardzo to typowe dla tych wszystkich profesorów 06.01.10, 18:25
          Który to już raz "niezależny" profesor roztacza apokaliptyczną wizją - i zakłamuje rzeczywistość.

          Inni profesorowie, mędrcy czy eksperci znajdujący się bliżej koryta roztaczają inne wizje - wprawdzie nie jest tak całkiem świetnie, ale jak się zaciśnie jeszcze bardziej pasa i roboli (a także wszystkich innych) zagoni się do dłuższej i mniej płatnej roboty, wyciśnie się jeszcze więcej od Unii, zastosuje się kolejne chwyty w księgowości, to są szanse. I też bezczelnie kłamią. Trudno przecież przypuszczać, żeby wszystkie te mędrce były aż tak tępe.

          Pieniędzy na świecie jest dosyć, a i pewnie i w Polsce. Tylko za korzystanie z nich - nie mylić z zabraniem ich komukolwiek - każą (kim oni są właściwie) sobie słono płacić. I to nie tylko raz! Ale stale i coraz więcej!
          Taki mechanizm nie występuje nigdzie indziej w przyrodzie - tylko w ekonomii! Wzrost wykładniczy! Pardon, w raku, bombach, koloniach bakterii i takich tam różnych występuje, ale z wiadomym skutkiem.
          Podobno wynalazca szachów dawno temu kazał sobie zapłacić za nie w ten sam sposób!
          Może ci wszyscy profesorowie nie są tak sprytni jak on, ale przecież powinni o tym coś słyszeć i wiedzieć.

          Współczesny pieniądz oparty jest na długu i przynależącym do tego procencie. Innego nie ma! Wszystko jest długiem, który ciągle rośnie, tak jak ta kolonia bakterii, do nieuchronnego kataklizmu.

          Ale taka natura pieniądza nie jest żadnym prawem natury, takim jak prawa fizyki, biologii, chemii, aksjomaty matematyki - jest dziełem człowieka i człowiek może ją zmienić!

          Kto to jednak ma zrobić, skoro nawet "eksperci" nie dostrzegają tego problemu?

          We wszystkich najawżniejszych religiach pobieranie procentu za dług jest potępione!

          Jakby oni tam już tak dawno wiedzieli to i znali konsekwencje tego, na co ciągle nie może wpaść żaden ekspert!

          Czego więc jeszcze wymagać od tych biednych, tępych, skorumpowanych, oportunistycznych polityków, jak mają takichże doradców?


      • Gość: Witam Cieszmy się, że PIS nie pobudzał gospodarki IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 06.01.10, 14:47
        bo by było 5 razy tyle. Mam nadzieję, że o tym wszyscy pamiętają. Cieszmy się,
        że PIS nie jest u władzy!!!. Pozdrawiam wszystkich panikujących.
        • Gość: jet Re: Cieszmy się, że PIS nie pobudzał gospodarki IP: *.centertel.pl 06.01.10, 15:27
          nie jestem fanem pisu (to tak żeby uprzedzić rzucanie mięchem) ale
          myslenie, że PIs by posunął do zwiekszenia deficytu do -powiedzmy-
          15% w celu "pobudzania" gospodarki zakrawa na skrajną naiwność.
          PIS jak kazda partia w opozycji rzuca po prostu rządowi
          rózne "pomysły" w nadziei na wzrost popularności.
          Tymczasem czy rządzi PIS, czy LSD, czy też PO polityka gospodarcza
          od conajmniej 15 lat polega na dryfowaniu i unikaniu podejmowania
          jakichkolwiek niepopularnych decyzji. Wszyscy rządzący patrzą tylko
          na słupki poparcia, przy tak nieodpowiedzialnej polityce może te
          kiedyś się zamienią w słupy na których te szkodniki kiedyś zawisną.
    • Gość: karol Oszust Rostowski dalej kłamie! co np.z deficytem IP: *.bredband.comhem.se 06.01.10, 14:16
      samorządów??????
      Gdy podliczymy wszystko to deficyt przekroczy "letko" 80 MILIARDÓW!
      a to już oznacza KATASTROFĘ !!!
      • lucas cenzua w GW działa bardzo dobrze:) 06.01.10, 14:18
        LOL...
        zamknac to pisemko codzienne
      • Gość: Pozdrawiam Jaką katastrofę. Nie ma co panikować. IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 06.01.10, 14:42
        Jak coś to zadzwońcie i zapłacę te drobne i z głowy. Pozdrawiam wszystkie
        płaczki i panikary.
        • lava71 Re: Jaką katastrofę. Nie ma co panikować. 06.01.10, 14:49
          Daj przykład i jedź ratuj Islandię. Na pewno będą pisać o Tobie w gazetach.
    • lucas troche prawdy...cz.1 06.01.10, 14:16
      Z prof. Andrzejem Kaźmierczakiem, ekonomistą z Katedry Bankowości Szkoły Głównej
      Handlowej, członkiem Komitetu Nauk o Finansach PAN, rozmawia Mariusz Bober

      Ile naprawdę wyniesie w rozpoczynającym się roku dziura budżetowa? 52,2 mld zł -
      jak utrzymuje rząd, czy blisko 100 mld - jak twierdzi opozycja z PiS?
      - 52,2 mld zł to tylko zakładany deficyt krajowy. Do tego trzeba dodać 14,3 mld
      zł deficytu w budżecie środków europejskich [wyodrębniony z budżetu państwa
      fundusz, na który składają się w tym roku wymagane przez UE śodki własne
      potrzebne do finansowania projektów z wykorzystaniem funduszy unijnych - red.].
      To daje już 66,5 mld zł deficytu w porównaniu z deficytem z 2009 roku, który
      według obecnych szacunków wyniósł 27,5 mld złotych. W roku bieżącym będziemy
      więc mieli ponad 2,5 razy większy deficyt niż w poprzednim, co oznacza
      destabilizację finansów państwa.

      Niektórzy eksperci twierdzą jednak, że dziurę budżetową powiększają wypchnięty
      do Krajowego Funduszu Drogowego dług, który tylko w tym roku ma wynieść 18,8 mld
      zł (7,8 mld zł obligacji i 11 mld zł z pożyczki Europejskiego Banku
      Inwestycyjnego) oraz dziura w budżecie ZUS...
      - To prawda. Trzeba więc do tego dodać inne wydatki, które tak naprawdę budżet
      państwa ponosi, choć minister Jan Vincent Rostowski nie zaliczył ich do
      wydatków. A przecież także Unia Europejska takie fundusze traktuje jako wydatki
      budżetowe. Jeśli zaś chodzi o ZUS, to trzeba podkreślić, że (prócz dotacji,
      które ta instytucja dostała na wypłatę rent i emerytur w kwocie 30,1 mld zł) jej
      dług powiększa deficyt na kontach zakładu w 2009 r. w wysokości 9,5 mld złotych.
      Na taką właśnie sumę ZUS zadłużył się w ubiegłym roku zarówno w bankach
      komercyjnych, jak i w budżecie państwa (w sumie daje to prawie 40 mld złotych).
      Jeśli dodamy jeszcze do tego 22,5 mld zł, a na taką kwotę rząd musi wyemitować
      obligacje i przekazać je otwartym funduszom emerytalnym, to skala niedoborów ZUS
      przekroczy 60 mld zł (a zobowiązania tej instytucji UE też zalicza to wydatków
      budżetowych). Jeżeli deficyt ten utrzyma się w latach 2010-2013, to będzie
      oznaczać, że instytucji tej zabraknie na wypłatę rent i emerytur ok. 300 mld
      złotych... Niewątpliwie mamy więc głęboką zapaść systemu emerytalnego w Polsce.
      Wynika to m.in. z procesu starzenia się społeczeństwa, ogromnej emigracji
      Polaków za granicę oraz wzrostu bezrobocia.

      Jak pokonać zapaść sektora ubezpieczeń społecznych?
      - Ministerstwo Finansów już myśli o podniesieniu wieku emerytalnego kobiet i
      mężczyzn o dwa lata. Zwiększyłoby to wpływy z tytułu wpłacanych składek, a
      zmniejszyło sumy wypłacanych rent i emerytur. Odbędzie się to jednak kosztem
      świadczeniobiorców. Mówiąc nieco przesadnie, obywatele naszego kraju będą
      pracować aż do śmierci i nie zdążą nacieszyć się spokojną starością.

      Z przedstawionych przez Pana wyliczeń wynika, że realny deficyt budżetu państwa
      w przyszłym roku przekroczy 100 mld złotych?
      - Deficyt budżetu państwa, liczony tak jak się to robi w Unii (z uwzględnieniem
      budżetu środków europejskich i obligacji, które muszą być przekazane do OFE),
      zbliży się do 90 mld złotych.

      Skąd wzięła się tak ogromna dziura budżetowa?
      - Niewątpliwie jedną z głównych przyczyn jest światowy kryzys gospodarczy, który
      dotknął także Polskę. Przecież nasz kraj przeżył drastyczny spadek tempa wzrostu
      dochodu narodowego. O ile w 2006 r. wyniósł on 6 proc., to w minionym roku
      blisko 1 procent. Trzeba zaś pamiętać, że dochody budżetu państwa są pochodną
      wzrostu PKB. W ostatnim czasie drastycznie spadły wpływy podatkowe z PIT, a
      zwłaszcza CIT, oraz z VAT i akcyzy. Zmniejszyły się do tego stopnia, że po pół
      roku trzeba było nowelizować ustawę budżetową. Z powodu kryzysu przedsiębiorstwa
      odnotowały bowiem drastyczny spadek sprzedaży, od której liczy się VAT.
      Zmniejszyły się więc też wpływy z podatku CIT - płaconego od dochodów firm.
      Nastąpił również spadek tempa przyrostu płac, co odbiło się na wpływach z PIT.
      Dlatego bardzo mnie dziwi, że w projekcie ustawy budżetowej na 2010 r. wpisano
      wzrost wpływów z tych podatków rzędu 8-9 proc., mimo że wzrost PKB założono w
      wysokości 1,2 proc., a więc na poziomie zbliżonym do minionego roku. Przyjęto
      więc, moim zdaniem, nierealistyczne założenie przy konstruowaniu dochodów
      budżetowych.

      To kryzys gospodarczy spowodował więc tak gigantyczną dziurę budżetową?
      - Nie tylko. Jest ona efektem również wzrostu wydatków państwa, m.in. na zasiłki
      oraz składki na ubezpieczenie społeczne dla bezrobotnych. W okresie rządów PO
      bezrobocie rejestrowane przekroczyło bowiem ponownie wartość dwucyfrową i wynosi
      obecnie 11,4 proc., podczas gdy w listopadzie 2008 r. wynosiło 9,1 procent. Rząd
      jest w pełni odpowiedzialny za sytuację finansów państwa, a więc także za
      powstanie dziury budżetowej. Nie dostosował bowiem swojej polityki do
      zmieniającej się sytuacji gospodarczej. Zapłaci za to niestety społeczeństwo.
      Rząd odpowiada też za likwidację przemysłu stoczniowego i tysięcy miejsc pracy
      na Wybrzeżu. Według mnie, działania ekipy Donalda Tuska, zwłaszcza negocjacje z
      Komisją Europejską, były prowadzone nieudolnie. A przecież w okresie kryzysu
      rząd mógł wywalczyć przynajmniej opóźnienie decyzji o likwidacji stoczni. Inne
      kraje, w tym Niemcy i Francja, potrafiły obronić swoje kluczowe branże
      decydujące o koniunkturze gospodarczej. Rząd polski wykazał tymczasem
      zaskakującą nieudolność.

      Można było uniknąć tak gigantycznej dziury budżetowej, a przynajmniej ograniczyć
      jej rozmiary? Rząd przekonuje, że jest ona efektem wyłącznie kryzysu światowego,
      który i tak odczuwamy słabiej niż większość innych krajów, bo w ogóle notujemy
      jakiś wzrost PKB.
      - Problemy z brakiem równowagi budżetowej narastały od pewnego czasu. Tak dużej
      dziury budżetowej nie można wytłumaczyć tylko okolicznościami zewnętrznymi,
      niezależnymi od polityki budżetowej. Prawda bowiem wygląda tak, że ze względu na
      ubiegłoroczne wybory do Parlamentu Europejskiego nie podejmowano żadnych działań
      systemowych, niepopularnych społecznie, aby ograniczyć deficyt w budżecie.
      Wiązałoby się to albo ze wzrostem podatków, albo z ograniczeniem wydatków. Rząd
      bał się, że spowoduje to obniżenie notowań rządzącej partii przed eurowyborami.

      Stąd też nie zdecydowano się na ratowanie budżetu także w tym roku, bo czekają
      nas wybory samorządowe i prezydenckie, a jak wiadomo, Donald Tusk zrobi
      wszystko, by zostać głową państwa.
      - Dokładnie. Tymczasem tak dramatyczna sytuacja finansów państwa wymaga
      zwiększenia wpływów do budżetu, a więc zwiększenia podatków, ewentualnie innych
      danin publicznych o charakterze parapodatkowym. Dodatkowe ciężary fiskalne
      powinny ponieść grupy społeczne najbardziej zamożne, cechujące się najwyższą
      zdolnością podatkową. Im później rząd podejmie działania naprawcze, tym większe
      będą koszty tych działań dla społeczeństwa.

      Zapłacimy więc podwójnie - raz za błędną politykę rządu Donalda Tuska, a po
      wtóre - za odkładanie reform obliczone na to, że mimo nieudolnej polityki Polacy
      właśnie jego wybiorą na prezydenta?
      - Jak widać, PO nie obawia się konsekwencji politycznych, licząc na to, że po
      wygranych wyborach nikt jej nie rozliczy. Stąd bierność obecnego rządu, próby
      "kreatywnej księgowości", kamuflowanie rzeczywistej, dramatycznej sytuacji
      finansów państwa. Obok dziury budżetowej państwa mamy przecież ogromny deficyt
      całego sektora finansów publicznych, na który składają się także długi i
      zobowiązania samorządów oraz państwowych funduszy celowych. Gdybyśmy więc
      policzyli deficyt całego sektora publicznego w relacji do Produktu Krajowego
      Brutto, to zauważymy, że zbliża się on do 9 procent PKB! Jest to bardzo groźna
      sytuacja, bo może oznaczać spadek wiarygodności Polski wśród inwestorów
      finansowych i wierzycieli nabywających nasze papiery dłużne. Jeśli weźmiemy to
      wszystko pod uwagę, okaże się, że całe zadłużenie państwa wyniesie 739,1 mld
      złotych.
    • Gość: le ming Re: Rostowski: Tegoroczny deficyt budżetowy mniej IP: *.aster.pl 06.01.10, 14:21
      Co, zabolalo, ze deficyt mniejszy niz w czarnych PiSich prognozach? I na czym
      ten biedny PiS zbije teraz kapital polityczny? Kryzysu nie ma, deficyt mniejszy
      od oczekiwan... A Jarek przeciez wyrywa sie do wladzy!
      • lava71 Re: Rostowski: Tegoroczny deficyt budżetowy mniej 06.01.10, 14:26
        Nie ciesz się tak, to tylko kreatywna księgowość. Póki co idziemy śladem
        Grecji... tam też wszystko było cacy dopóki się nie posypało. Wtedy zaczęto
        sprawdzać wstecz sytuacje finansową kraju i okazało się, że politycy ukrywali
        prawdę już od dawna.
        I to tyle w temacie prawy na temat stanu finansów naszego kraju.
        • stala_mzawka Re: Rostowski: Tegoroczny deficyt budżetowy mniej 06.01.10, 17:13
          > Nie ciesz się tak, to tylko kreatywna księgowość.

          Tutaj nawet jeżeli dzisiaj nie mamy pewności czy to stan faktyczny, czy długi są
          poupychane w agencjach, to prędzej czy później to się okaże, a wtedy - no
          właśnie. Czy PO jest aż tak głupie? Wątpię.
          • Gość: jet Re: Rostowski: Tegoroczny deficyt budżetowy mniej IP: *.centertel.pl 06.01.10, 17:32
            a jak myślisz, czemu zapowiadana od lat konsolidacja finansów się
            tak ślimacze? Bo wówczas wyjdzie na jaw skala deficytu i skala
            zadłużenia. A PO? Najważniejsze że przez najbliższe kilka
            lat "Zbyszek" będzie mógł załatwiać sprawy dla "Zdziśia", potem ktoś
            inny sobie porządzi.
    • Gość: real-wegierka Tegoroczny czy ubiegłoroczny? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.10, 14:21
      Mamy rok 2010 czyli chodziło o deficyt ubiegłoroczny.
    • Gość: angrusz1 Trzeba poczekać do końca stycznia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.10, 14:33
      wtedy dowiemy się jaki mniej więcej był pkb Polski .
      Wtedy będzie można obliczyć stosunek długu państwowego do PKB.
      Jeśli przekroczył 50 % to kolejny budżet , czyli w 2011 , musi mieć
      pewne obostrzenia , np żadnych podwyżek pensji ale i emerytur może
      też .

      A może okazać się, że niedługo dług , jak rozpędzony pociąg ,
      przekroczy próg 55 % . Wtedy budżet musi być zrównoważony .

      No i wtedy wszyscy dostaną , co im się należy .
      Bo do 20 lat Polacy żyja ponad stan , na kredyt .
      Pora z tym skończyć .

      Ciekawe czy to przyjdzie za rządów PO - 2011 rok wyborczy , czy już
      zostanie to jako spadek dla nowej ekipy .
      Nowej bo zapewne PO/PSL nie utrzyma się u władzy .
      Może powstanie koalicja PiS/SLD/PSL.

      Jakkolwiek ciężkie czasy nas czekają .
      • lava71 Re: Trzeba poczekać do końca stycznia 06.01.10, 14:47
        Co do partii to uważam, że i PiS także powinien trafić na wysypisko.
        Reszta bliska prawdy. Jak w końcu w TV podadzą, że jesteśmy głęboko w kakałku to
        wszyscy politycy będą śpiewać jak jeden mąż, że już od dawna uprzedzali,
        radzili, ostrzegali ... itd, itp.
        Ciekawe jak zareaguje "lud", czy łyknie pigułkę czy rozpocznie się polowanie na
        czarownice.
    • Gość: angrusz1 Ale co widzimy u opozycji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.10, 14:49
      Jeśli prezes PiS Jarosław Kaczyński z murów Jasnej Góry tak przemówi
      do pielgrzymów Radia Maryja : stan finansów jest kiepski , wasze
      emerytury i renty będą obniżone o 20 % "

      To wtedy uwierzę w tego polityka .

      Ale u nas jakoś nie widać mężów stanu , są mężyki od kampanii
      wyborczej do kampanii .
    • dwabe Uuu same złe wiadomości dla PiS dziś... 06.01.10, 15:38
      ... na pewno załamani, że Polska nie bankrutuje. Swoją drogą
      rozmawiałem dziś z moim kumplem z Czech - zapytał: jak to jest, że UE i
      zachodnia prasa biznesowa chwalą Rostowskiego i ogłaszają najlepszym
      ministrem finansów 2009, a Polacy go opluwają? No właśnie? Dlaczego?
      • Gość: jet Re: Uuu same złe wiadomości dla PiS dziś... IP: *.centertel.pl 06.01.10, 15:46
        może dlatego że zachodni komentatorzy nie płacą w tym kraju podatków?

        A teraz Twoja kolej na odpowiedź:

        Jak to jest że PO wycierajaca sobie gębę liberalizmem jednocześnie
        podwyższa podatki - zamraża progi PIT, kwote wolną, podnosi daniny
        pośrednie, podobnie jak to robiło SLD?
        • dwabe Re: Uuu same złe wiadomości dla PiS dziś... 06.01.10, 16:08
          Uważasz, że u nas są wysokie podatki? Zapraszam do Niemiec np. :)

          I już odpowiadam (choć nie wiem skąd takie emocjonalne sformułowania
          w Twoim pytaniu):

          1. dlatego, że poprzedni, całkowicie pozbawiony merytorycznej wiedzy
          rząd je obniżył i spowodował powiększanie się deficytu budżetowego
          2. dlatego, że mamy kryzys gospodarczy (tak, wiem, Tusk go wywołał w
          USA, a potem przeniósł do nas...) i spadek wpływów budżetowych trzeba
          jakoś skompensować - jeśli chcesz, żeby cię np. z ulicy karetka
          zabrała - czego ci nie życzę. Państwo niestety ma takie same lub
          większe potrzeby - niezależnie od kryzysu.

          Pozdrawiam.
          • Gość: jet Re: Uuu same złe wiadomości dla PiS dziś... IP: *.centertel.pl 06.01.10, 16:45
            > 1. dlatego, że poprzedni, całkowicie pozbawiony merytorycznej
            wiedzy
            > rząd je obniżył i spowodował powiększanie się deficytu budżetowego

            --Przy poparciu PO, która przy okazji także obiecywała obniżenie
            podatków. Niemniej wychodzi na to że PIS jest bardziej liberalny od
            PO, co rzeczywiscie może wywoływać zdumienie połączone z
            niedowierzaniem.

            > 2. dlatego, że mamy kryzys gospodarczy (tak, wiem, Tusk go wywołał
            w
            > USA, a potem przeniósł do nas...) i spadek wpływów budżetowych
            trzeba
            > jakoś skompensować

            --Bzdura, Tusk rządził dokładnie rok przed kryzysem i w trakcie tych
            12 m-cy prosperity także nic nie zrobił w celu obniżenia wydatków i
            podatków z drugiej strony. Argument "bo jest kryzys" jest w tym
            świetle ślepakiem.

            - jeśli chcesz, żeby cię np. z ulicy karetka
            > zabrała - czego ci nie życzę.

            --dzięki, ale ja "za karetke" już zapłaciłem - składkę zdrowotną
            prawie 1 kpln miesięcznie płacę każdego miesiąca wystarczy by ta
            karetka woziła mnie co tydzień do szpitala, czego sobie również nie
            życzę

            Państwo niestety ma takie same lub
            > większe potrzeby - niezależnie od kryzysu.

            --zapominasz, że to państwo miało być fundamentalnie
            zreformowane /odchudzone zgodnie z zapowiedziami PO.
            Twoje argumenty miałyby sens gdyby PO doszła do władzy na hasłach
            SLD/PIS.
            • stala_mzawka Re: Uuu same złe wiadomości dla PiS dziś... 06.01.10, 17:22
              Mi osobiście trochę przeszkadza, że PiS nie wprowadził liniowego, co proponowała Platforma - skoro coś faktycznie robię, a nie (tzn nie tylko) żlopię piwo pod sklepem, to dlaczego Państwo mnie karze zabierając więcej.

              > --Bzdura, Tusk rządził dokładnie rok przed kryzysem i w trakcie tych
              > 12 m-cy prosperity także nic nie zrobił w celu obniżenia wydatków i
              > podatków z drugiej strony. Argument "bo jest kryzys" jest w tym
              > świetle ślepakiem.

              Pomieszanie z poplątaniem. "bo jest kryzys" rząd wprowadził oszczędności, które dało się wprowadzić, a podatki podwyższył dla ratowania budżetu. Problem polega na czym innym - wiele kosztów jest nieruszalnych, bo zapisanych w tysiącu ustaw, i tego się w rok nie zmieni.

              A jarkacz leszek Jego Małość nawet nie wspomniał, że Polska z kryzysu wyszła maksymalnie obronną ręką dzięki Platformie, która olała centralnie krzyki PiSczyków, że rząd nic nie robi z kryzysem, bo nie przeszło by mu to przez gardło
              • Gość: jet Re: Uuu same złe wiadomości dla PiS dziś... IP: *.centertel.pl 06.01.10, 17:29
                > Mi osobiście trochę przeszkadza, że PiS nie wprowadził liniowego,
                co proponował
                > a Platforma - skoro coś faktycznie robię, a nie (tzn nie tylko)
                żlopię piwo pod
                > sklepem, to dlaczego Państwo mnie karze zabierając więcej.

                --ale jest to krok w dobra strone bo zbliza nas do podatku liniowego
                co wiecej wg wielu ekonomistów dzięki obnizce podatków dziś
                łagodniej przechodzimy kryzys

                > Pomieszanie z poplątaniem. "bo jest kryzys" rząd wprowadził
                oszczędności, które
                > dało się wprowadzić, a podatki podwyższył dla ratowania budżetu.
                Problem poleg
                > a na czym innym - wiele kosztów jest nieruszalnych, bo zapisanych
                w tysiącu ust
                > aw, i tego się w rok nie zmieni.

                --Dlaczego "pomieszanie z poplątaniem"? Okrągły rok przed kryzysem
                nie starano się niczego zmieniać, mimo iż sam rząd chwalił
                się "szufladami pełnymi ustaw". Więc albo Tusk jest kłamcą, albo
                jest tchórzem - ustawy były, tylko nie miał odwagi ich forsować.

                I nie mieszaj mnie z "Jaraczkiem", faktem jest że PIS obniżył mi
                podatki o kilka kpln rocznie. PO zaś tylko podwyższa ale KRUSu boi
                się ruszyć, bo koalicjant PSL jest starszym bratem i ma więcej
                posłów i moze się jeszcze obraźić.
                • stala_mzawka Re: Uuu same złe wiadomości dla PiS dziś... 06.01.10, 17:46
                  > I nie mieszaj mnie z "Jaraczkiem", faktem jest że PIS obniżył mi
                  > podatki o kilka kpln rocznie. PO zaś tylko podwyższa ale KRUSu boi
                  > się ruszyć, bo koalicjant PSL jest starszym bratem i ma więcej
                  > posłów i moze się jeszcze obraźić.

                  Z jarkaczem nie chciałem cie mieszać. Natomiast nikt nie ukrywa, że PSL jest w
                  koalicji i swój rozum ma - wolałeś leppera, który r..ł by nie tylko KRUS, ale i NBP?

                  Poza tym: PSL ma więcej posłów od kogo niby?

                  Co do braku ustaw, to to nie jest aż tak proste jak inwektywy na forum.
                  Przykład: kasy chorych. Miały być wstępem do nieco bardziej ucywilizowanych
                  ubezpieczeń, tzn najpierw kasy chorych miały powoli zacząć konkurować - pacjent
                  wybiera gdzie idą pieniądze - a potem miały być normalne ubezpieczenia
                  zdrowotne. No i co się okazało: że to nie jest do zrobienia między jednymi a
                  drugimi wyborami, i cała ta reforma poszła w pisdu, pod pretekstem tego, że był
                  bałagan. Podobną bezwładność ma wiele spraw, i PO chyba robi to co może, czyli
                  np. prywatyzuje.
                  • Gość: jet Re: Uuu same złe wiadomości dla PiS dziś... IP: *.centertel.pl 06.01.10, 17:55
                    > Z jarkaczem nie chciałem cie mieszać. Natomiast nikt nie ukrywa,
                    że PSL jest w
                    > koalicji i swój rozum ma - wolałeś leppera, który r..ł by nie
                    tylko KRUS, ale i
                    > NBP?

                    --nie, nie wolałem leppera, ale chyba nie sądzisz że PIS pozwoliłby
                    SO majstrować przy NBP?

                    > Poza tym: PSL ma więcej posłów od kogo niby?

                    --własnie to miałem na mysli, że PSL w tej koalicji jest silniejszy
                    od PO, lepiej dba o swój elektorat, PO natomiast najwyraźniej ma
                    ochotę go zmienić

                    > Co do braku ustaw, to to nie jest aż tak proste jak inwektywy na
                    forum.
                    >(...)Podobną bezwładność ma wiele spraw, i PO chyba robi to co
                    może, czyli
                    > np. prywatyzuje.

                    --ja nie oczekiwałem poprawy w ciągu roku ale prawdziwej chęci
                    zmiany tego "porządku" i tutaj z PO wyszła cała para.
                    Nawet tak prostej sprawy jak wcześniejsze emerytury nie byli w
                    stanie załatwić - z końcem 2008 roku kończyła się przedłużona przez
                    PIS ustawa, wystarczyło nic nie robić i od 01.2009 nikt nie miałby
                    prawa do wcześniejszej emerytury ale PO zabrakło jaj i zabrakło
                    troski o własny elektorat - zaczęli załatwiać okresy przejściowe dla
                    wybrańców - efekt jest taki, że dziś w budżecie byłoby kilkanascie
                    mld pln wiecej. Te pieniądze PO wyciaga własnie z kieszeni sowich
                    wyborców.
                    • stala_mzawka Re: Uuu same złe wiadomości dla PiS dziś... 06.01.10, 18:19
                      > zaczęli załatwiać okresy przejściowe dla
                      > wybrańców

                      To pewnie było "wliczone w cenę" - najpierw zrobili projekt, w którym usunęli wszystkie przywileje, a potem od tego negocjując część przywrócili. W sumie na plus.

                      > --nie, nie wolałem leppera, ale chyba nie sądzisz że PIS pozwoliłby
                      > SO majstrować przy NBP?

                      Nie wiem szczerze mówiąc do czego zdolny jest PiS i nie chcę sprawdzać. Samo to, że lepper był wicepremierem mi wystarcza, jakoś uznawanie tego za dowcip mi nie leży.

                      > --ja nie oczekiwałem poprawy w ciągu roku ale prawdziwej chęci
                      > zmiany tego "porządku" i tutaj z PO wyszła cała para.

                      To już zahacza o inny temat: czy partia (którakolwiek) będzie miała większość dłużej niż przez jedną kadencję.



                    • Gość: Gbur Trochę nie tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.10, 20:20
                      Gbur

                      > wystarczyło nic nie robić i od 01.2009 nikt nie miałby
                      > prawa do wcześniejszej emerytury ale PO zabrakło jaj i zabrakło
                      > troski o własny elektorat - zaczęli załatwiać okresy przejściowe
                      dla
                      > wybrańców - efekt jest taki, że dziś w budżecie byłoby kilkanascie
                      > mld pln wiecej. Te pieniądze PO wyciaga własnie z kieszeni sowich
                      > wyborców.

                      Niby skąd te kilkanaście mld pln więcej ? Ilu ludzi z tego
                      skorzystało w ostatnim roku ? Z wyliczeń typu "kilkanaście mld zł"
                      wynika, że około 600 tys ludzi (600 000 x 2 000 (wysokość emerytury -
                      zawyżone zresztą)x 12 ms)
                      • Gość: jet Re: Trochę nie tak IP: *.centertel.pl 07.01.10, 13:56
                        lepiej policz swoje równanie uważnie:

                        600k * 2kpln = 1200kpln
                        1200kpln * 12 = 14400k pln, czyli 14,4 mld pln rocznie
    • 2nomad Rostowski: Tegoroczny deficyt budżetowy mniejsz... 06.01.10, 15:52
      skoro jest tak dobrze to dlaczego łódzki NFZ nie płaci za zabiegi wykonane
      ich pacjentom poza województwem łódzkim tzn. za pacjentów z terenu województwa
      łódzkiego którzy leczyli się poza tym województwem?
      • dwabe Re: Rostowski: Tegoroczny deficyt budżetowy mniej 06.01.10, 16:10
        Bo jest zarządzane przez indolentów i łamie prawo? Sprawdźmy może skąd
        pochodzi fachowiec zarządzający łódzkim NFZ...
      • stala_mzawka Re: Rostowski: Tegoroczny deficyt budżetowy mniej 06.01.10, 17:24
        > skoro jest tak dobrze to dlaczego...

        Mnie wczoraj samochód ochlapał wodą z kałuży. A ten Tusk twierdzi, że jest
        dobrze. P...o go chyba!
    • Gość: www Rostowski: Tegoroczny deficyt budżetowy mniejsz... IP: *.dip.t-dialin.net 06.01.10, 16:11
      Hej sorki ale jest 24 mialo byc 27 a wplywy sa o 11 mld wieksze.
      To normalne jest, ze bez zwiekszania wydatkow deficyt powinien byc 16 a nie 24
      (27 -11 = 16)

      Czyli jaki pakiet oszczednosciowy rzadu jak zwiekszonow wydatki?

      • Gość: jet Re: Rostowski: Tegoroczny deficyt budżetowy mniej IP: *.centertel.pl 06.01.10, 17:39
        bardzo dobre pytanie. No naprzód "liberałowie" z PO,
        pogimnastykujcie się troche z tym prostym równaniem mat. żeby wyszło
        na to że jednak "pakiety" działają.
    • heraldek Jak szczepionek nie kupuja i zycie obywateli ..... 06.01.10, 19:15
      .....narazaja to im kasa zostaje.....na podwyzki wlasnych pensji....
    • Gość: skandal Rostowski: Tegoroczny deficyt budżetowy mniejsz... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.10, 19:29
      To skandal, jak rząd mógł dopuścić do powstania mniejszego deficytu?
      Gfk Polonia dla Rzeczpospolitej: 77 % respondentów domaga się
      dymisji rządu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka