wykresy-gieldowe 06.01.10, 13:50 6.3% deficytu sektora finansów publicznych to tak chyba 1 340 mld zł * 0.063 = 84.4 mld zł. Podają procentowo by elektoratu deficytem większym niż 80 mld zł nie szokować. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
lucas troche prawdy...cz.1 06.01.10, 14:11 Z prof. Andrzejem Kaźmierczakiem, ekonomistą z Katedry Bankowości Szkoły Głównej Handlowej, członkiem Komitetu Nauk o Finansach PAN, rozmawia Mariusz Bober Ile naprawdę wyniesie w rozpoczynającym się roku dziura budżetowa? 52,2 mld zł - jak utrzymuje rząd, czy blisko 100 mld - jak twierdzi opozycja z PiS? - 52,2 mld zł to tylko zakładany deficyt krajowy. Do tego trzeba dodać 14,3 mld zł deficytu w budżecie środków europejskich [wyodrębniony z budżetu państwa fundusz, na który składają się w tym roku wymagane przez UE śodki własne potrzebne do finansowania projektów z wykorzystaniem funduszy unijnych - red.]. To daje już 66,5 mld zł deficytu w porównaniu z deficytem z 2009 roku, który według obecnych szacunków wyniósł 27,5 mld złotych. W roku bieżącym będziemy więc mieli ponad 2,5 razy większy deficyt niż w poprzednim, co oznacza destabilizację finansów państwa. Niektórzy eksperci twierdzą jednak, że dziurę budżetową powiększają wypchnięty do Krajowego Funduszu Drogowego dług, który tylko w tym roku ma wynieść 18,8 mld zł (7,8 mld zł obligacji i 11 mld zł z pożyczki Europejskiego Banku Inwestycyjnego) oraz dziura w budżecie ZUS... - To prawda. Trzeba więc do tego dodać inne wydatki, które tak naprawdę budżet państwa ponosi, choć minister Jan Vincent Rostowski nie zaliczył ich do wydatków. A przecież także Unia Europejska takie fundusze traktuje jako wydatki budżetowe. Jeśli zaś chodzi o ZUS, to trzeba podkreślić, że (prócz dotacji, które ta instytucja dostała na wypłatę rent i emerytur w kwocie 30,1 mld zł) jej dług powiększa deficyt na kontach zakładu w 2009 r. w wysokości 9,5 mld złotych. Na taką właśnie sumę ZUS zadłużył się w ubiegłym roku zarówno w bankach komercyjnych, jak i w budżecie państwa (w sumie daje to prawie 40 mld złotych). Jeśli dodamy jeszcze do tego 22,5 mld zł, a na taką kwotę rząd musi wyemitować obligacje i przekazać je otwartym funduszom emerytalnym, to skala niedoborów ZUS przekroczy 60 mld zł (a zobowiązania tej instytucji UE też zalicza to wydatków budżetowych). Jeżeli deficyt ten utrzyma się w latach 2010-2013, to będzie oznaczać, że instytucji tej zabraknie na wypłatę rent i emerytur ok. 300 mld złotych... Niewątpliwie mamy więc głęboką zapaść systemu emerytalnego w Polsce. Wynika to m.in. z procesu starzenia się społeczeństwa, ogromnej emigracji Polaków za granicę oraz wzrostu bezrobocia. Jak pokonać zapaść sektora ubezpieczeń społecznych? - Ministerstwo Finansów już myśli o podniesieniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn o dwa lata. Zwiększyłoby to wpływy z tytułu wpłacanych składek, a zmniejszyło sumy wypłacanych rent i emerytur. Odbędzie się to jednak kosztem świadczeniobiorców. Mówiąc nieco przesadnie, obywatele naszego kraju będą pracować aż do śmierci i nie zdążą nacieszyć się spokojną starością. Z przedstawionych przez Pana wyliczeń wynika, że realny deficyt budżetu państwa w przyszłym roku przekroczy 100 mld złotych? - Deficyt budżetu państwa, liczony tak jak się to robi w Unii (z uwzględnieniem budżetu środków europejskich i obligacji, które muszą być przekazane do OFE), zbliży się do 90 mld złotych. Skąd wzięła się tak ogromna dziura budżetowa? - Niewątpliwie jedną z głównych przyczyn jest światowy kryzys gospodarczy, który dotknął także Polskę. Przecież nasz kraj przeżył drastyczny spadek tempa wzrostu dochodu narodowego. O ile w 2006 r. wyniósł on 6 proc., to w minionym roku blisko 1 procent. Trzeba zaś pamiętać, że dochody budżetu państwa są pochodną wzrostu PKB. W ostatnim czasie drastycznie spadły wpływy podatkowe z PIT, a zwłaszcza CIT, oraz z VAT i akcyzy. Zmniejszyły się do tego stopnia, że po pół roku trzeba było nowelizować ustawę budżetową. Z powodu kryzysu przedsiębiorstwa odnotowały bowiem drastyczny spadek sprzedaży, od której liczy się VAT. Zmniejszyły się więc też wpływy z podatku CIT - płaconego od dochodów firm. Nastąpił również spadek tempa przyrostu płac, co odbiło się na wpływach z PIT. Dlatego bardzo mnie dziwi, że w projekcie ustawy budżetowej na 2010 r. wpisano wzrost wpływów z tych podatków rzędu 8-9 proc., mimo że wzrost PKB założono w wysokości 1,2 proc., a więc na poziomie zbliżonym do minionego roku. Przyjęto więc, moim zdaniem, nierealistyczne założenie przy konstruowaniu dochodów budżetowych. To kryzys gospodarczy spowodował więc tak gigantyczną dziurę budżetową? - Nie tylko. Jest ona efektem również wzrostu wydatków państwa, m.in. na zasiłki oraz składki na ubezpieczenie społeczne dla bezrobotnych. W okresie rządów PO bezrobocie rejestrowane przekroczyło bowiem ponownie wartość dwucyfrową i wynosi obecnie 11,4 proc., podczas gdy w listopadzie 2008 r. wynosiło 9,1 procent. Rząd jest w pełni odpowiedzialny za sytuację finansów państwa, a więc także za powstanie dziury budżetowej. Nie dostosował bowiem swojej polityki do zmieniającej się sytuacji gospodarczej. Zapłaci za to niestety społeczeństwo. Rząd odpowiada też za likwidację przemysłu stoczniowego i tysięcy miejsc pracy na Wybrzeżu. Według mnie, działania ekipy Donalda Tuska, zwłaszcza negocjacje z Komisją Europejską, były prowadzone nieudolnie. A przecież w okresie kryzysu rząd mógł wywalczyć przynajmniej opóźnienie decyzji o likwidacji stoczni. Inne kraje, w tym Niemcy i Francja, potrafiły obronić swoje kluczowe branże decydujące o koniunkturze gospodarczej. Rząd polski wykazał tymczasem zaskakującą nieudolność. Można było uniknąć tak gigantycznej dziury budżetowej, a przynajmniej ograniczyć jej rozmiary? Rząd przekonuje, że jest ona efektem wyłącznie kryzysu światowego, który i tak odczuwamy słabiej niż większość innych krajów, bo w ogóle notujemy jakiś wzrost PKB. - Problemy z brakiem równowagi budżetowej narastały od pewnego czasu. Tak dużej dziury budżetowej nie można wytłumaczyć tylko okolicznościami zewnętrznymi, niezależnymi od polityki budżetowej. Prawda bowiem wygląda tak, że ze względu na ubiegłoroczne wybory do Parlamentu Europejskiego nie podejmowano żadnych działań systemowych, niepopularnych społecznie, aby ograniczyć deficyt w budżecie. Wiązałoby się to albo ze wzrostem podatków, albo z ograniczeniem wydatków. Rząd bał się, że spowoduje to obniżenie notowań rządzącej partii przed eurowyborami. Stąd też nie zdecydowano się na ratowanie budżetu także w tym roku, bo czekają nas wybory samorządowe i prezydenckie, a jak wiadomo, Donald Tusk zrobi wszystko, by zostać głową państwa. - Dokładnie. Tymczasem tak dramatyczna sytuacja finansów państwa wymaga zwiększenia wpływów do budżetu, a więc zwiększenia podatków, ewentualnie innych danin publicznych o charakterze parapodatkowym. Dodatkowe ciężary fiskalne powinny ponieść grupy społeczne najbardziej zamożne, cechujące się najwyższą zdolnością podatkową. Im później rząd podejmie działania naprawcze, tym większe będą koszty tych działań dla społeczeństwa. Zapłacimy więc podwójnie - raz za błędną politykę rządu Donalda Tuska, a po wtóre - za odkładanie reform obliczone na to, że mimo nieudolnej polityki Polacy właśnie jego wybiorą na prezydenta? - Jak widać, PO nie obawia się konsekwencji politycznych, licząc na to, że po wygranych wyborach nikt jej nie rozliczy. Stąd bierność obecnego rządu, próby "kreatywnej księgowości", kamuflowanie rzeczywistej, dramatycznej sytuacji finansów państwa. Obok dziury budżetowej państwa mamy przecież ogromny deficyt całego sektora finansów publicznych, na który składają się także długi i zobowiązania samorządów oraz państwowych funduszy celowych. Gdybyśmy więc policzyli deficyt całego sektora publicznego w relacji do Produktu Krajowego Brutto, to zauważymy, że zbliża się on do 9 procent PKB! Jest to bardzo groźna sytuacja, bo może oznaczać spadek wiarygodności Polski wśród inwestorów finansowych i wierzycieli nabywających nasze papiery dłużne. Jeśli weźmiemy to wszystko pod uwagę, okaże się, że całe zadłużenie państwa wyniesie 739,1 mld złotych. Oznaczałoby to, że na każdego mieszkańca Polski przypada prawie 20 t Odpowiedz Link Zgłoś
lucas Re: troche prawdy...cz.2 06.01.10, 14:13 . Oznaczałoby to, że na każdego mieszkańca Polski przypada prawie 20 tys. długu (od dziecka po emeryta)! W ten sposób zadłużenie państwa zbliży się do granicy 55 proc. PKB. Jest to tzw. drugi próg ostrożnościowy, określony w ustawie o finansach publicznych z sierpnia ubiegłego roku! W budżecie na 2010 rok przyjęto bardzo optymistyczne założenie, że wpływy z prywatyzacji wyniosą 25 mld zł, ale w minionym roku nie zrealizowano planów zakładających pozyskanie z tego tytułu 12 mld złotych. Tymczasem od tego, czy te pieniądze w tym roku wpłyną, może zależeć przekroczenie drugiego progu ostrożnościowego. Jeśli tak się stanie, trzeba będzie zrównoważyć budżet, czyli całkowicie zredukować deficyt, co jest nierealne. Co wtedy? - Oznaczałoby to postawienie odpowiedzialnych za przekroczenie drugiego progu ostrożnościowego i brak działań mających przywrócić równowagę finansów publicznych przed Trybunałem Stanu. Natomiast dla społeczeństwa wiązałoby się to z drastycznymi cięciami wydatków, włącznie z koniecznością zamrożenia, a nawet obniżenia płac w sektorze budżetowym oraz rezygnacją z waloryzacji rent i emerytur. Zresztą już w tegorocznym budżecie wprowadzono drastyczne cięcia - przede wszystkim wydatków na bezpieczeństwo publiczne, co jest bardzo groźne dla państwa, przy słabym systemie ochrony publicznej. Spadają również wydatki na zasiłki socjalne, a także na ochronę zdrowia, co społeczeństwo poważnie odczuje. Polaków nieuchronnie czeka też wzrost danin publicznych. Prawdopodobnie wzrośnie VAT i akcyza. Zmiana podatku od dochodów osobistych PIT i podatku od dochodów firm CIT wymagałaby akceptacji parlamentu, a takiej woli nie ma przed wyborami prezydenckimi. Ale istnieją również możliwości obciążenia społeczeństwa parapodatkami, np. zwiększeniem składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne. Czy skutki te odczujemy jeszcze przed tegorocznymi wyborami? - PO robi wszystko, by nie podnosić podatków, a w każdym razie, by społeczeństwo nie odczuło tego przed wyborami. Jednak nie da się uniknąć podjęcia trudnych decyzji przed końcem tego roku. Brak konsolidacji finansów publicznych wywoła bowiem dalszy wzrost deficytu. To zaś spowodowałoby obniżenie wiarygodności państwa, problemy ze sprzedażą obligacji na zagranicznych rynkach finansowych oraz konieczność podwyższenia oprocentowania polskich papierów dłużnych. Zwiększyłoby to z kolei koszt obsługi zadłużenia i obciążyło przyszłe pokolenia. Mówiąc wprost - Polska stanęłaby u progu bankructwa. Z zapowiedzi rządu wynika, że będzie chciał on pokryć dziurę budżetową przede wszystkim z oczekiwanego, chociaż nie wiadomo skąd, wzrostu wpływów podatkowych, prywatyzacji, wypłaty dywidend ze spółek Skarbu Państwa oraz środków z Unii Europejskiej. Czy i na ile może to pomóc w zmniejszeniu deficytu? - Rzeczywiście rząd obficie korzysta z funduszy unijnych na łatanie dziury budżetowej. Pomagają one finansować budowę dróg, infrastrukturę, naukę, szkolnictwo itd. Ale napływ środków z Unii nie będzie trwał wiecznie. Wówczas otworzą nam się oczy i odczujemy rzeczywistą sytuację państwa. Gdyby z tegorocznego budżetu, w którym ujęto razem środki pozyskiwane w kraju wraz z funduszami z UE, pominąć te ostatnie, okazałoby się, jak ogromny był spadek wpływów podatkowych w kraju. Tymczasem w tym roku nie można liczyć na znaczący wzrost PKB i odczuwalne zwiększenie krajowych dochodów podatkowych. Deficyt finansów pogłębi błędna polityka energetyczna państwa. Jaki ma to wpływ na finanse publiczne? - Pośredni, ale ogromny. Rząd podpisał bowiem niekorzystny dla naszej gospodarki pakiet porozumień zakładający redukcję gazów cieplarnianych. To spowoduje, że właśnie Polska poniesie największe koszty tej redukcji. Wkrótce okaże się, że będziemy musieli kupować limity emisji CO2. Najgroźniejsze jest jednak to, że zobowiązania do redukcji emisji tego gazu będą zmuszały nas do ograniczenia wykorzystania węgla do produkcji energii elektrycznej i ciepła. To pociągnie olbrzymie wydatki wynikające m.in. z samej konieczności wprowadzenia zmian technologicznych w związku z wykorzystaniem innego źródła energii, np. paliwa gazowego. Spowoduje to ponadto spadek zapotrzebowania na węgiel, a w konsekwencji - wzrost bezrobocia na Śląsku. Także przyjęcie programu rozwoju energetyki atomowej w Polsce będzie powiększało wydatki budżetowe. Energetyka jądrowa jest bowiem niezwykle kosztowna. Dodatkowo zwiększy to koszty pozyskiwania energii elektrycznej w naszym kraju. Eksperci oceniają, że już w ciągu najbliższych 5 lat koszty pozyskiwania energii elektrycznej i tak wzrosną w naszym kraju pięciokrotnie, co przełoży się także na pięciokrotne zwiększenie płaconych przez nas rachunków za prąd. Wzrośnie inflacja, ponieważ energia elektryczna wykorzystywana jest do produkcji wszystkich towarów i przy niemal wszystkich usługach. Obniży się ponadto konkurencyjność naszej gospodarki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karol Innymi słowy,Polska to BAnkRUT!!! IP: *.bredband.comhem.se 06.01.10, 14:30 O czym piszę od dawna.Niezależnie od tego jaką kreatywną księgowość uprawia oszust Rostowski. Odpowiedz Link Zgłoś
bimbus18 Bardzo to typowe dla tych wszystkich profesorów 06.01.10, 18:25 Który to już raz "niezależny" profesor roztacza apokaliptyczną wizją - i zakłamuje rzeczywistość. Inni profesorowie, mędrcy czy eksperci znajdujący się bliżej koryta roztaczają inne wizje - wprawdzie nie jest tak całkiem świetnie, ale jak się zaciśnie jeszcze bardziej pasa i roboli (a także wszystkich innych) zagoni się do dłuższej i mniej płatnej roboty, wyciśnie się jeszcze więcej od Unii, zastosuje się kolejne chwyty w księgowości, to są szanse. I też bezczelnie kłamią. Trudno przecież przypuszczać, żeby wszystkie te mędrce były aż tak tępe. Pieniędzy na świecie jest dosyć, a i pewnie i w Polsce. Tylko za korzystanie z nich - nie mylić z zabraniem ich komukolwiek - każą (kim oni są właściwie) sobie słono płacić. I to nie tylko raz! Ale stale i coraz więcej! Taki mechanizm nie występuje nigdzie indziej w przyrodzie - tylko w ekonomii! Wzrost wykładniczy! Pardon, w raku, bombach, koloniach bakterii i takich tam różnych występuje, ale z wiadomym skutkiem. Podobno wynalazca szachów dawno temu kazał sobie zapłacić za nie w ten sam sposób! Może ci wszyscy profesorowie nie są tak sprytni jak on, ale przecież powinni o tym coś słyszeć i wiedzieć. Współczesny pieniądz oparty jest na długu i przynależącym do tego procencie. Innego nie ma! Wszystko jest długiem, który ciągle rośnie, tak jak ta kolonia bakterii, do nieuchronnego kataklizmu. Ale taka natura pieniądza nie jest żadnym prawem natury, takim jak prawa fizyki, biologii, chemii, aksjomaty matematyki - jest dziełem człowieka i człowiek może ją zmienić! Kto to jednak ma zrobić, skoro nawet "eksperci" nie dostrzegają tego problemu? We wszystkich najawżniejszych religiach pobieranie procentu za dług jest potępione! Jakby oni tam już tak dawno wiedzieli to i znali konsekwencje tego, na co ciągle nie może wpaść żaden ekspert! Czego więc jeszcze wymagać od tych biednych, tępych, skorumpowanych, oportunistycznych polityków, jak mają takichże doradców? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Witam Cieszmy się, że PIS nie pobudzał gospodarki IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 06.01.10, 14:47 bo by było 5 razy tyle. Mam nadzieję, że o tym wszyscy pamiętają. Cieszmy się, że PIS nie jest u władzy!!!. Pozdrawiam wszystkich panikujących. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jet Re: Cieszmy się, że PIS nie pobudzał gospodarki IP: *.centertel.pl 06.01.10, 15:27 nie jestem fanem pisu (to tak żeby uprzedzić rzucanie mięchem) ale myslenie, że PIs by posunął do zwiekszenia deficytu do -powiedzmy- 15% w celu "pobudzania" gospodarki zakrawa na skrajną naiwność. PIS jak kazda partia w opozycji rzuca po prostu rządowi rózne "pomysły" w nadziei na wzrost popularności. Tymczasem czy rządzi PIS, czy LSD, czy też PO polityka gospodarcza od conajmniej 15 lat polega na dryfowaniu i unikaniu podejmowania jakichkolwiek niepopularnych decyzji. Wszyscy rządzący patrzą tylko na słupki poparcia, przy tak nieodpowiedzialnej polityce może te kiedyś się zamienią w słupy na których te szkodniki kiedyś zawisną. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karol Oszust Rostowski dalej kłamie! co np.z deficytem IP: *.bredband.comhem.se 06.01.10, 14:16 samorządów?????? Gdy podliczymy wszystko to deficyt przekroczy "letko" 80 MILIARDÓW! a to już oznacza KATASTROFĘ !!! Odpowiedz Link Zgłoś
lucas cenzua w GW działa bardzo dobrze:) 06.01.10, 14:18 LOL... zamknac to pisemko codzienne Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pozdrawiam Jaką katastrofę. Nie ma co panikować. IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 06.01.10, 14:42 Jak coś to zadzwońcie i zapłacę te drobne i z głowy. Pozdrawiam wszystkie płaczki i panikary. Odpowiedz Link Zgłoś
lava71 Re: Jaką katastrofę. Nie ma co panikować. 06.01.10, 14:49 Daj przykład i jedź ratuj Islandię. Na pewno będą pisać o Tobie w gazetach. Odpowiedz Link Zgłoś
lucas troche prawdy...cz.1 06.01.10, 14:16 Z prof. Andrzejem Kaźmierczakiem, ekonomistą z Katedry Bankowości Szkoły Głównej Handlowej, członkiem Komitetu Nauk o Finansach PAN, rozmawia Mariusz Bober Ile naprawdę wyniesie w rozpoczynającym się roku dziura budżetowa? 52,2 mld zł - jak utrzymuje rząd, czy blisko 100 mld - jak twierdzi opozycja z PiS? - 52,2 mld zł to tylko zakładany deficyt krajowy. Do tego trzeba dodać 14,3 mld zł deficytu w budżecie środków europejskich [wyodrębniony z budżetu państwa fundusz, na który składają się w tym roku wymagane przez UE śodki własne potrzebne do finansowania projektów z wykorzystaniem funduszy unijnych - red.]. To daje już 66,5 mld zł deficytu w porównaniu z deficytem z 2009 roku, który według obecnych szacunków wyniósł 27,5 mld złotych. W roku bieżącym będziemy więc mieli ponad 2,5 razy większy deficyt niż w poprzednim, co oznacza destabilizację finansów państwa. Niektórzy eksperci twierdzą jednak, że dziurę budżetową powiększają wypchnięty do Krajowego Funduszu Drogowego dług, który tylko w tym roku ma wynieść 18,8 mld zł (7,8 mld zł obligacji i 11 mld zł z pożyczki Europejskiego Banku Inwestycyjnego) oraz dziura w budżecie ZUS... - To prawda. Trzeba więc do tego dodać inne wydatki, które tak naprawdę budżet państwa ponosi, choć minister Jan Vincent Rostowski nie zaliczył ich do wydatków. A przecież także Unia Europejska takie fundusze traktuje jako wydatki budżetowe. Jeśli zaś chodzi o ZUS, to trzeba podkreślić, że (prócz dotacji, które ta instytucja dostała na wypłatę rent i emerytur w kwocie 30,1 mld zł) jej dług powiększa deficyt na kontach zakładu w 2009 r. w wysokości 9,5 mld złotych. Na taką właśnie sumę ZUS zadłużył się w ubiegłym roku zarówno w bankach komercyjnych, jak i w budżecie państwa (w sumie daje to prawie 40 mld złotych). Jeśli dodamy jeszcze do tego 22,5 mld zł, a na taką kwotę rząd musi wyemitować obligacje i przekazać je otwartym funduszom emerytalnym, to skala niedoborów ZUS przekroczy 60 mld zł (a zobowiązania tej instytucji UE też zalicza to wydatków budżetowych). Jeżeli deficyt ten utrzyma się w latach 2010-2013, to będzie oznaczać, że instytucji tej zabraknie na wypłatę rent i emerytur ok. 300 mld złotych... Niewątpliwie mamy więc głęboką zapaść systemu emerytalnego w Polsce. Wynika to m.in. z procesu starzenia się społeczeństwa, ogromnej emigracji Polaków za granicę oraz wzrostu bezrobocia. Jak pokonać zapaść sektora ubezpieczeń społecznych? - Ministerstwo Finansów już myśli o podniesieniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn o dwa lata. Zwiększyłoby to wpływy z tytułu wpłacanych składek, a zmniejszyło sumy wypłacanych rent i emerytur. Odbędzie się to jednak kosztem świadczeniobiorców. Mówiąc nieco przesadnie, obywatele naszego kraju będą pracować aż do śmierci i nie zdążą nacieszyć się spokojną starością. Z przedstawionych przez Pana wyliczeń wynika, że realny deficyt budżetu państwa w przyszłym roku przekroczy 100 mld złotych? - Deficyt budżetu państwa, liczony tak jak się to robi w Unii (z uwzględnieniem budżetu środków europejskich i obligacji, które muszą być przekazane do OFE), zbliży się do 90 mld złotych. Skąd wzięła się tak ogromna dziura budżetowa? - Niewątpliwie jedną z głównych przyczyn jest światowy kryzys gospodarczy, który dotknął także Polskę. Przecież nasz kraj przeżył drastyczny spadek tempa wzrostu dochodu narodowego. O ile w 2006 r. wyniósł on 6 proc., to w minionym roku blisko 1 procent. Trzeba zaś pamiętać, że dochody budżetu państwa są pochodną wzrostu PKB. W ostatnim czasie drastycznie spadły wpływy podatkowe z PIT, a zwłaszcza CIT, oraz z VAT i akcyzy. Zmniejszyły się do tego stopnia, że po pół roku trzeba było nowelizować ustawę budżetową. Z powodu kryzysu przedsiębiorstwa odnotowały bowiem drastyczny spadek sprzedaży, od której liczy się VAT. Zmniejszyły się więc też wpływy z podatku CIT - płaconego od dochodów firm. Nastąpił również spadek tempa przyrostu płac, co odbiło się na wpływach z PIT. Dlatego bardzo mnie dziwi, że w projekcie ustawy budżetowej na 2010 r. wpisano wzrost wpływów z tych podatków rzędu 8-9 proc., mimo że wzrost PKB założono w wysokości 1,2 proc., a więc na poziomie zbliżonym do minionego roku. Przyjęto więc, moim zdaniem, nierealistyczne założenie przy konstruowaniu dochodów budżetowych. To kryzys gospodarczy spowodował więc tak gigantyczną dziurę budżetową? - Nie tylko. Jest ona efektem również wzrostu wydatków państwa, m.in. na zasiłki oraz składki na ubezpieczenie społeczne dla bezrobotnych. W okresie rządów PO bezrobocie rejestrowane przekroczyło bowiem ponownie wartość dwucyfrową i wynosi obecnie 11,4 proc., podczas gdy w listopadzie 2008 r. wynosiło 9,1 procent. Rząd jest w pełni odpowiedzialny za sytuację finansów państwa, a więc także za powstanie dziury budżetowej. Nie dostosował bowiem swojej polityki do zmieniającej się sytuacji gospodarczej. Zapłaci za to niestety społeczeństwo. Rząd odpowiada też za likwidację przemysłu stoczniowego i tysięcy miejsc pracy na Wybrzeżu. Według mnie, działania ekipy Donalda Tuska, zwłaszcza negocjacje z Komisją Europejską, były prowadzone nieudolnie. A przecież w okresie kryzysu rząd mógł wywalczyć przynajmniej opóźnienie decyzji o likwidacji stoczni. Inne kraje, w tym Niemcy i Francja, potrafiły obronić swoje kluczowe branże decydujące o koniunkturze gospodarczej. Rząd polski wykazał tymczasem zaskakującą nieudolność. Można było uniknąć tak gigantycznej dziury budżetowej, a przynajmniej ograniczyć jej rozmiary? Rząd przekonuje, że jest ona efektem wyłącznie kryzysu światowego, który i tak odczuwamy słabiej niż większość innych krajów, bo w ogóle notujemy jakiś wzrost PKB. - Problemy z brakiem równowagi budżetowej narastały od pewnego czasu. Tak dużej dziury budżetowej nie można wytłumaczyć tylko okolicznościami zewnętrznymi, niezależnymi od polityki budżetowej. Prawda bowiem wygląda tak, że ze względu na ubiegłoroczne wybory do Parlamentu Europejskiego nie podejmowano żadnych działań systemowych, niepopularnych społecznie, aby ograniczyć deficyt w budżecie. Wiązałoby się to albo ze wzrostem podatków, albo z ograniczeniem wydatków. Rząd bał się, że spowoduje to obniżenie notowań rządzącej partii przed eurowyborami. Stąd też nie zdecydowano się na ratowanie budżetu także w tym roku, bo czekają nas wybory samorządowe i prezydenckie, a jak wiadomo, Donald Tusk zrobi wszystko, by zostać głową państwa. - Dokładnie. Tymczasem tak dramatyczna sytuacja finansów państwa wymaga zwiększenia wpływów do budżetu, a więc zwiększenia podatków, ewentualnie innych danin publicznych o charakterze parapodatkowym. Dodatkowe ciężary fiskalne powinny ponieść grupy społeczne najbardziej zamożne, cechujące się najwyższą zdolnością podatkową. Im później rząd podejmie działania naprawcze, tym większe będą koszty tych działań dla społeczeństwa. Zapłacimy więc podwójnie - raz za błędną politykę rządu Donalda Tuska, a po wtóre - za odkładanie reform obliczone na to, że mimo nieudolnej polityki Polacy właśnie jego wybiorą na prezydenta? - Jak widać, PO nie obawia się konsekwencji politycznych, licząc na to, że po wygranych wyborach nikt jej nie rozliczy. Stąd bierność obecnego rządu, próby "kreatywnej księgowości", kamuflowanie rzeczywistej, dramatycznej sytuacji finansów państwa. Obok dziury budżetowej państwa mamy przecież ogromny deficyt całego sektora finansów publicznych, na który składają się także długi i zobowiązania samorządów oraz państwowych funduszy celowych. Gdybyśmy więc policzyli deficyt całego sektora publicznego w relacji do Produktu Krajowego Brutto, to zauważymy, że zbliża się on do 9 procent PKB! Jest to bardzo groźna sytuacja, bo może oznaczać spadek wiarygodności Polski wśród inwestorów finansowych i wierzycieli nabywających nasze papiery dłużne. Jeśli weźmiemy to wszystko pod uwagę, okaże się, że całe zadłużenie państwa wyniesie 739,1 mld złotych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: le ming Re: Rostowski: Tegoroczny deficyt budżetowy mniej IP: *.aster.pl 06.01.10, 14:21 Co, zabolalo, ze deficyt mniejszy niz w czarnych PiSich prognozach? I na czym ten biedny PiS zbije teraz kapital polityczny? Kryzysu nie ma, deficyt mniejszy od oczekiwan... A Jarek przeciez wyrywa sie do wladzy! Odpowiedz Link Zgłoś
lava71 Re: Rostowski: Tegoroczny deficyt budżetowy mniej 06.01.10, 14:26 Nie ciesz się tak, to tylko kreatywna księgowość. Póki co idziemy śladem Grecji... tam też wszystko było cacy dopóki się nie posypało. Wtedy zaczęto sprawdzać wstecz sytuacje finansową kraju i okazało się, że politycy ukrywali prawdę już od dawna. I to tyle w temacie prawy na temat stanu finansów naszego kraju. Odpowiedz Link Zgłoś
stala_mzawka Re: Rostowski: Tegoroczny deficyt budżetowy mniej 06.01.10, 17:13 > Nie ciesz się tak, to tylko kreatywna księgowość. Tutaj nawet jeżeli dzisiaj nie mamy pewności czy to stan faktyczny, czy długi są poupychane w agencjach, to prędzej czy później to się okaże, a wtedy - no właśnie. Czy PO jest aż tak głupie? Wątpię. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jet Re: Rostowski: Tegoroczny deficyt budżetowy mniej IP: *.centertel.pl 06.01.10, 17:32 a jak myślisz, czemu zapowiadana od lat konsolidacja finansów się tak ślimacze? Bo wówczas wyjdzie na jaw skala deficytu i skala zadłużenia. A PO? Najważniejsze że przez najbliższe kilka lat "Zbyszek" będzie mógł załatwiać sprawy dla "Zdziśia", potem ktoś inny sobie porządzi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: real-wegierka Tegoroczny czy ubiegłoroczny? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.10, 14:21 Mamy rok 2010 czyli chodziło o deficyt ubiegłoroczny. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: angrusz1 Trzeba poczekać do końca stycznia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.10, 14:33 wtedy dowiemy się jaki mniej więcej był pkb Polski . Wtedy będzie można obliczyć stosunek długu państwowego do PKB. Jeśli przekroczył 50 % to kolejny budżet , czyli w 2011 , musi mieć pewne obostrzenia , np żadnych podwyżek pensji ale i emerytur może też . A może okazać się, że niedługo dług , jak rozpędzony pociąg , przekroczy próg 55 % . Wtedy budżet musi być zrównoważony . No i wtedy wszyscy dostaną , co im się należy . Bo do 20 lat Polacy żyja ponad stan , na kredyt . Pora z tym skończyć . Ciekawe czy to przyjdzie za rządów PO - 2011 rok wyborczy , czy już zostanie to jako spadek dla nowej ekipy . Nowej bo zapewne PO/PSL nie utrzyma się u władzy . Może powstanie koalicja PiS/SLD/PSL. Jakkolwiek ciężkie czasy nas czekają . Odpowiedz Link Zgłoś
lava71 Re: Trzeba poczekać do końca stycznia 06.01.10, 14:47 Co do partii to uważam, że i PiS także powinien trafić na wysypisko. Reszta bliska prawdy. Jak w końcu w TV podadzą, że jesteśmy głęboko w kakałku to wszyscy politycy będą śpiewać jak jeden mąż, że już od dawna uprzedzali, radzili, ostrzegali ... itd, itp. Ciekawe jak zareaguje "lud", czy łyknie pigułkę czy rozpocznie się polowanie na czarownice. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: angrusz1 Ale co widzimy u opozycji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.10, 14:49 Jeśli prezes PiS Jarosław Kaczyński z murów Jasnej Góry tak przemówi do pielgrzymów Radia Maryja : stan finansów jest kiepski , wasze emerytury i renty będą obniżone o 20 % " To wtedy uwierzę w tego polityka . Ale u nas jakoś nie widać mężów stanu , są mężyki od kampanii wyborczej do kampanii . Odpowiedz Link Zgłoś
dwabe Uuu same złe wiadomości dla PiS dziś... 06.01.10, 15:38 ... na pewno załamani, że Polska nie bankrutuje. Swoją drogą rozmawiałem dziś z moim kumplem z Czech - zapytał: jak to jest, że UE i zachodnia prasa biznesowa chwalą Rostowskiego i ogłaszają najlepszym ministrem finansów 2009, a Polacy go opluwają? No właśnie? Dlaczego? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jet Re: Uuu same złe wiadomości dla PiS dziś... IP: *.centertel.pl 06.01.10, 15:46 może dlatego że zachodni komentatorzy nie płacą w tym kraju podatków? A teraz Twoja kolej na odpowiedź: Jak to jest że PO wycierajaca sobie gębę liberalizmem jednocześnie podwyższa podatki - zamraża progi PIT, kwote wolną, podnosi daniny pośrednie, podobnie jak to robiło SLD? Odpowiedz Link Zgłoś
dwabe Re: Uuu same złe wiadomości dla PiS dziś... 06.01.10, 16:08 Uważasz, że u nas są wysokie podatki? Zapraszam do Niemiec np. :) I już odpowiadam (choć nie wiem skąd takie emocjonalne sformułowania w Twoim pytaniu): 1. dlatego, że poprzedni, całkowicie pozbawiony merytorycznej wiedzy rząd je obniżył i spowodował powiększanie się deficytu budżetowego 2. dlatego, że mamy kryzys gospodarczy (tak, wiem, Tusk go wywołał w USA, a potem przeniósł do nas...) i spadek wpływów budżetowych trzeba jakoś skompensować - jeśli chcesz, żeby cię np. z ulicy karetka zabrała - czego ci nie życzę. Państwo niestety ma takie same lub większe potrzeby - niezależnie od kryzysu. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jet Re: Uuu same złe wiadomości dla PiS dziś... IP: *.centertel.pl 06.01.10, 16:45 > 1. dlatego, że poprzedni, całkowicie pozbawiony merytorycznej wiedzy > rząd je obniżył i spowodował powiększanie się deficytu budżetowego --Przy poparciu PO, która przy okazji także obiecywała obniżenie podatków. Niemniej wychodzi na to że PIS jest bardziej liberalny od PO, co rzeczywiscie może wywoływać zdumienie połączone z niedowierzaniem. > 2. dlatego, że mamy kryzys gospodarczy (tak, wiem, Tusk go wywołał w > USA, a potem przeniósł do nas...) i spadek wpływów budżetowych trzeba > jakoś skompensować --Bzdura, Tusk rządził dokładnie rok przed kryzysem i w trakcie tych 12 m-cy prosperity także nic nie zrobił w celu obniżenia wydatków i podatków z drugiej strony. Argument "bo jest kryzys" jest w tym świetle ślepakiem. - jeśli chcesz, żeby cię np. z ulicy karetka > zabrała - czego ci nie życzę. --dzięki, ale ja "za karetke" już zapłaciłem - składkę zdrowotną prawie 1 kpln miesięcznie płacę każdego miesiąca wystarczy by ta karetka woziła mnie co tydzień do szpitala, czego sobie również nie życzę Państwo niestety ma takie same lub > większe potrzeby - niezależnie od kryzysu. --zapominasz, że to państwo miało być fundamentalnie zreformowane /odchudzone zgodnie z zapowiedziami PO. Twoje argumenty miałyby sens gdyby PO doszła do władzy na hasłach SLD/PIS. Odpowiedz Link Zgłoś
stala_mzawka Re: Uuu same złe wiadomości dla PiS dziś... 06.01.10, 17:22 Mi osobiście trochę przeszkadza, że PiS nie wprowadził liniowego, co proponowała Platforma - skoro coś faktycznie robię, a nie (tzn nie tylko) żlopię piwo pod sklepem, to dlaczego Państwo mnie karze zabierając więcej. > --Bzdura, Tusk rządził dokładnie rok przed kryzysem i w trakcie tych > 12 m-cy prosperity także nic nie zrobił w celu obniżenia wydatków i > podatków z drugiej strony. Argument "bo jest kryzys" jest w tym > świetle ślepakiem. Pomieszanie z poplątaniem. "bo jest kryzys" rząd wprowadził oszczędności, które dało się wprowadzić, a podatki podwyższył dla ratowania budżetu. Problem polega na czym innym - wiele kosztów jest nieruszalnych, bo zapisanych w tysiącu ustaw, i tego się w rok nie zmieni. A jarkacz leszek Jego Małość nawet nie wspomniał, że Polska z kryzysu wyszła maksymalnie obronną ręką dzięki Platformie, która olała centralnie krzyki PiSczyków, że rząd nic nie robi z kryzysem, bo nie przeszło by mu to przez gardło Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jet Re: Uuu same złe wiadomości dla PiS dziś... IP: *.centertel.pl 06.01.10, 17:29 > Mi osobiście trochę przeszkadza, że PiS nie wprowadził liniowego, co proponował > a Platforma - skoro coś faktycznie robię, a nie (tzn nie tylko) żlopię piwo pod > sklepem, to dlaczego Państwo mnie karze zabierając więcej. --ale jest to krok w dobra strone bo zbliza nas do podatku liniowego co wiecej wg wielu ekonomistów dzięki obnizce podatków dziś łagodniej przechodzimy kryzys > Pomieszanie z poplątaniem. "bo jest kryzys" rząd wprowadził oszczędności, które > dało się wprowadzić, a podatki podwyższył dla ratowania budżetu. Problem poleg > a na czym innym - wiele kosztów jest nieruszalnych, bo zapisanych w tysiącu ust > aw, i tego się w rok nie zmieni. --Dlaczego "pomieszanie z poplątaniem"? Okrągły rok przed kryzysem nie starano się niczego zmieniać, mimo iż sam rząd chwalił się "szufladami pełnymi ustaw". Więc albo Tusk jest kłamcą, albo jest tchórzem - ustawy były, tylko nie miał odwagi ich forsować. I nie mieszaj mnie z "Jaraczkiem", faktem jest że PIS obniżył mi podatki o kilka kpln rocznie. PO zaś tylko podwyższa ale KRUSu boi się ruszyć, bo koalicjant PSL jest starszym bratem i ma więcej posłów i moze się jeszcze obraźić. Odpowiedz Link Zgłoś
stala_mzawka Re: Uuu same złe wiadomości dla PiS dziś... 06.01.10, 17:46 > I nie mieszaj mnie z "Jaraczkiem", faktem jest że PIS obniżył mi > podatki o kilka kpln rocznie. PO zaś tylko podwyższa ale KRUSu boi > się ruszyć, bo koalicjant PSL jest starszym bratem i ma więcej > posłów i moze się jeszcze obraźić. Z jarkaczem nie chciałem cie mieszać. Natomiast nikt nie ukrywa, że PSL jest w koalicji i swój rozum ma - wolałeś leppera, który r..ł by nie tylko KRUS, ale i NBP? Poza tym: PSL ma więcej posłów od kogo niby? Co do braku ustaw, to to nie jest aż tak proste jak inwektywy na forum. Przykład: kasy chorych. Miały być wstępem do nieco bardziej ucywilizowanych ubezpieczeń, tzn najpierw kasy chorych miały powoli zacząć konkurować - pacjent wybiera gdzie idą pieniądze - a potem miały być normalne ubezpieczenia zdrowotne. No i co się okazało: że to nie jest do zrobienia między jednymi a drugimi wyborami, i cała ta reforma poszła w pisdu, pod pretekstem tego, że był bałagan. Podobną bezwładność ma wiele spraw, i PO chyba robi to co może, czyli np. prywatyzuje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jet Re: Uuu same złe wiadomości dla PiS dziś... IP: *.centertel.pl 06.01.10, 17:55 > Z jarkaczem nie chciałem cie mieszać. Natomiast nikt nie ukrywa, że PSL jest w > koalicji i swój rozum ma - wolałeś leppera, który r..ł by nie tylko KRUS, ale i > NBP? --nie, nie wolałem leppera, ale chyba nie sądzisz że PIS pozwoliłby SO majstrować przy NBP? > Poza tym: PSL ma więcej posłów od kogo niby? --własnie to miałem na mysli, że PSL w tej koalicji jest silniejszy od PO, lepiej dba o swój elektorat, PO natomiast najwyraźniej ma ochotę go zmienić > Co do braku ustaw, to to nie jest aż tak proste jak inwektywy na forum. >(...)Podobną bezwładność ma wiele spraw, i PO chyba robi to co może, czyli > np. prywatyzuje. --ja nie oczekiwałem poprawy w ciągu roku ale prawdziwej chęci zmiany tego "porządku" i tutaj z PO wyszła cała para. Nawet tak prostej sprawy jak wcześniejsze emerytury nie byli w stanie załatwić - z końcem 2008 roku kończyła się przedłużona przez PIS ustawa, wystarczyło nic nie robić i od 01.2009 nikt nie miałby prawa do wcześniejszej emerytury ale PO zabrakło jaj i zabrakło troski o własny elektorat - zaczęli załatwiać okresy przejściowe dla wybrańców - efekt jest taki, że dziś w budżecie byłoby kilkanascie mld pln wiecej. Te pieniądze PO wyciaga własnie z kieszeni sowich wyborców. Odpowiedz Link Zgłoś
stala_mzawka Re: Uuu same złe wiadomości dla PiS dziś... 06.01.10, 18:19 > zaczęli załatwiać okresy przejściowe dla > wybrańców To pewnie było "wliczone w cenę" - najpierw zrobili projekt, w którym usunęli wszystkie przywileje, a potem od tego negocjując część przywrócili. W sumie na plus. > --nie, nie wolałem leppera, ale chyba nie sądzisz że PIS pozwoliłby > SO majstrować przy NBP? Nie wiem szczerze mówiąc do czego zdolny jest PiS i nie chcę sprawdzać. Samo to, że lepper był wicepremierem mi wystarcza, jakoś uznawanie tego za dowcip mi nie leży. > --ja nie oczekiwałem poprawy w ciągu roku ale prawdziwej chęci > zmiany tego "porządku" i tutaj z PO wyszła cała para. To już zahacza o inny temat: czy partia (którakolwiek) będzie miała większość dłużej niż przez jedną kadencję. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gbur Trochę nie tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.10, 20:20 Gbur > wystarczyło nic nie robić i od 01.2009 nikt nie miałby > prawa do wcześniejszej emerytury ale PO zabrakło jaj i zabrakło > troski o własny elektorat - zaczęli załatwiać okresy przejściowe dla > wybrańców - efekt jest taki, że dziś w budżecie byłoby kilkanascie > mld pln wiecej. Te pieniądze PO wyciaga własnie z kieszeni sowich > wyborców. Niby skąd te kilkanaście mld pln więcej ? Ilu ludzi z tego skorzystało w ostatnim roku ? Z wyliczeń typu "kilkanaście mld zł" wynika, że około 600 tys ludzi (600 000 x 2 000 (wysokość emerytury - zawyżone zresztą)x 12 ms) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jet Re: Trochę nie tak IP: *.centertel.pl 07.01.10, 13:56 lepiej policz swoje równanie uważnie: 600k * 2kpln = 1200kpln 1200kpln * 12 = 14400k pln, czyli 14,4 mld pln rocznie Odpowiedz Link Zgłoś
2nomad Rostowski: Tegoroczny deficyt budżetowy mniejsz... 06.01.10, 15:52 skoro jest tak dobrze to dlaczego łódzki NFZ nie płaci za zabiegi wykonane ich pacjentom poza województwem łódzkim tzn. za pacjentów z terenu województwa łódzkiego którzy leczyli się poza tym województwem? Odpowiedz Link Zgłoś
dwabe Re: Rostowski: Tegoroczny deficyt budżetowy mniej 06.01.10, 16:10 Bo jest zarządzane przez indolentów i łamie prawo? Sprawdźmy może skąd pochodzi fachowiec zarządzający łódzkim NFZ... Odpowiedz Link Zgłoś
stala_mzawka Re: Rostowski: Tegoroczny deficyt budżetowy mniej 06.01.10, 17:24 > skoro jest tak dobrze to dlaczego... Mnie wczoraj samochód ochlapał wodą z kałuży. A ten Tusk twierdzi, że jest dobrze. P...o go chyba! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: www Rostowski: Tegoroczny deficyt budżetowy mniejsz... IP: *.dip.t-dialin.net 06.01.10, 16:11 Hej sorki ale jest 24 mialo byc 27 a wplywy sa o 11 mld wieksze. To normalne jest, ze bez zwiekszania wydatkow deficyt powinien byc 16 a nie 24 (27 -11 = 16) Czyli jaki pakiet oszczednosciowy rzadu jak zwiekszonow wydatki? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jet Re: Rostowski: Tegoroczny deficyt budżetowy mniej IP: *.centertel.pl 06.01.10, 17:39 bardzo dobre pytanie. No naprzód "liberałowie" z PO, pogimnastykujcie się troche z tym prostym równaniem mat. żeby wyszło na to że jednak "pakiety" działają. Odpowiedz Link Zgłoś
heraldek Jak szczepionek nie kupuja i zycie obywateli ..... 06.01.10, 19:15 .....narazaja to im kasa zostaje.....na podwyzki wlasnych pensji.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: skandal Rostowski: Tegoroczny deficyt budżetowy mniejsz... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.10, 19:29 To skandal, jak rząd mógł dopuścić do powstania mniejszego deficytu? Gfk Polonia dla Rzeczpospolitej: 77 % respondentów domaga się dymisji rządu. Odpowiedz Link Zgłoś