Dodaj do ulubionych

Mała prośba.

20.10.04, 11:27
Mając na uwadze wzrost PKB od 1993 roku (a od 2000 w ujęciu kwartalnym,
bowiem szczególnie ładnie wygląda), dynamikę bezrobocia oraz wielkość
deficytu budżetowego (wszystko od 1993 roku) prosiłbym o krótką ocenę rządów
prawicowych i lewicowych. Za rządów kogo sytuacja w kraju się poprawia a za
rządów kogo pogarsza (bowiem wypowiedzi wielu ekonomistów nijak mi nie pasują
do wskaźników)?
Zastanawiam się również dlaczego większość ekonomistów (a przynajmniej
większość tych którzy pojawiają się w mediach) szczególnie ostro krytykuje
rządy lewicowe (pomimo tego że wskaźniki wtedy się poprawiają) i wychwala
tzw. prawicę (za rządów której wszystkie wskaźniki pokazują że jest
beznadziejnie)?
Na koniec jeszcze jedno. Czy analitycy bankowi którzy w sposób oczywisty są
powiązani z bankami które z kolei mają własne interesy, są właściwymi ludźmi
do wygłaszania opinii o gospodarce?
Z poważaniem
Tomasz Myrdin
Obserwuj wątek
    • andrzej.rzonca_nbp Re: Mała prośba. 20.10.04, 12:26
      myrdin napisał:

      > Mając na uwadze wzrost PKB od 1993 roku (a od 2000 w ujęciu kwartalnym,
      > bowiem szczególnie ładnie wygląda), dynamikę bezrobocia oraz wielkość
      > deficytu budżetowego (wszystko od 1993 roku) prosiłbym o krótką ocenę rządów
      > prawicowych i lewicowych. Za rządów kogo sytuacja w kraju się poprawia a za
      > rządów kogo pogarsza (bowiem wypowiedzi wielu ekonomistów nijak mi nie pasują
      > do wskaźników)?

      Po pierwsze, między decyzjami rządu, mającymi wpływ na rozwój gospodarczy, a
      zmianami wskaźników maroekonomicznych musi upłynąć pewien czas. Po drugie, na
      tempo wzrostu w krótkim okresie mają wpływ różnego rodzaju wstrząsy
      (nieurodzaj, wojny, kryzysy u partnerów handlowych itp.), którym rząd nie jest
      w stanie przeciwdziałać. Po trzecie, dla poprawy warunków życia ważna jest nie
      maksymalizacja tempa wzrostu gospodarki w krótkim okresie – za cenę
      późniejszego załamania, ale na dłuższą metę. Chociażby z tych trzech powodów
      ocena rządów na podstawie kształtowania się wskaźników makroekonomicznych w
      okresie sprawowania przez nie władzy nie wydaje się właściwa.
      • myrdin Re: Mała prośba. 20.10.04, 12:53
        Zgadzam się że od decyzji rządu do będącej jej efektem zmiany wskaźników musi
        upłynąć jakiś czas. Ale czy ten czas jest aż tak długi że cztery lata to za
        mało by można było zaobserwować jakiekolwiek efekty??? Czy gospodarka aż tak
        powoli reaguje na zmiany???
        Jeżeli spojrzeć na wykres wzrostu PKB oraz dynamiki bezrobocia od 1993 do dziś
        to czy dziełem przypadku jest to że od 1993 do 1997 mieliśmy bardzo wysoki
        wzrost PKB i ujemną dynamikę bezrobocia. Po zmianie rządów wzrost PKB był coraz
        mniejszy (chyba zerowy w ostatnim kwartale rządów Buzka) a dynamika bezrobocia
        też chyba już w 1998 przestała być ujemna i cały czas rosła aż do 2001/2 roku.
        A co jest już szczególnie ciekawe w 2002 wyraźnie widać zmianę sytuacji. Znów
        mamy wzrost PKB (z kwartału na kwartał coraz wyższy), znów spada dynamika
        bezrobocia (i w tej chwili chyba znów jest ujemna).
        Czy to wszystko dzieje się przypadkiem???
        A jeśli tak, to jeśli decyzje rządu nie mają praktycznie wpływu na stan
        gospodarki to po co nam ekonomiści??? Starczą specjaliści od marketingu
        politycznego a za ewentualne błędy i tak obwini się przyszłe pokolenia. ;-)
        Z poważaniem
        Tomasz Myrdin
    • andrzej.rzonca_nbp Re: Mała prośba. 20.10.04, 12:28
      myrdin napisał:

      > Czy analitycy bankowi którzy w sposób oczywisty są
      > powiązani z bankami które z kolei mają własne interesy, są właściwymi ludźmi
      > do wygłaszania opinii o gospodarce?

      Praktycznie nie ma ludzi, którzy nie mieliby własnych interesów. Podążając za
      Pańskim tokiem rozumowania im wszystkim również należałoby zakazać wypowiadania
      się na tematy gospodarcze. Poza tym, za tym co Pan napisał, kryje się jeszcze
      co najmniej jedna sprzeczność. Otóż banki dużą część swoich interesów
      załatwiają z państwem. Gdyby analitycy bankowi uzależniali własne opinie nt.
      rządu od tego, czy stoją one w zgodzie z interesem instytucji, w których
      pracują, wówczas powinni raczej chwalić rząd niż go krytykować – niezależnie od
      tego, jaką opcję reprezentuje. Informacja to pieniądz, ale tylko prawdziwa
      informacja. Jeżeli banki zatrudniają ekonomistów, to nie po to, aby ci
      zajmowali określone stanowisko ideologiczne (wówczas można byłoby zatrudnić
      kogokolwiek), ale po to, aby uzyskać rzetelny obraz gospodarki i perspektyw jej
      rozwoju.

      • myrdin Re: Mała prośba. 20.10.04, 13:11
        Nie zgodzę się z Panem. Banki załatwiają sporo interesów z państwem ale czy z
        tego powodu analitycy bankowi mają chwalić rząd??? Z całą pewnością mają go
        chwalić gdy podejmuje decyzje które są zgodne z interesem banku ale dlaczego
        mieliby chwalić rząd za decyzje które są sprzeczne z interesem banku???
        Za rządów Buzka o ile mnie pamięć nie myli średnia rentowność z lokaty bankowej
        wynosiła jakieś 7% (oczywiście ponad inflację) a średnia rentowność
        działalności gospodarczej to było 0%. Sytuacja ta była bardzo chora. W dodatku
        za rządów Buzka z roku na rok państwo miało coraz większy deficyt budżetowy. To
        też było chore. Jedno i drugie jednak było z całą pewnością w interesie banków.
        Za rządów Buzka do rzadkości należały krytyczne wypowiedzi analityków bankowych
        o rządzie.
        Gdy nowy rząd podjął działania mające na celu poprawę sytuacji (np.
        opodatkowanie zysków z lokat) to (chociaż była to jak najbardziej słuszna
        decyzja) krytyka ze strony analityków bankowych była miażdżąca.
        Poza tym czy Pana zdaniem banki zatrudniają ekonomistów by ci wygłaszali
        niezależne opinie? Czy raczej po to by pilnowali interesów banku?
        Czy Pana zdaniem pierwsza lepsza osoba z ulicy byłaby w stanie przewidzieć jak
        poszczególne decyzje rządu wpłyną na interesy banku?
        A w takim razie czy branie pod uwagę raczej stronniczych opinii analityków
        bankowych jako niezależną ocenę sytuacji jest Pana zdaniem dobrym pomysłem?
        Z poważaniem
        Tomasz Myrdin
        • andrzej.rzonca_nbp Re: Mała prośba. 20.10.04, 14:49
          myrdin napisał:

          W dodatku
          > za rządów Buzka z roku na rok państwo miało coraz większy deficyt budżetowy.
          To
          >
          > też było chore.

          Ma Pan całkowitą rację, że duży deficyt jest szkodliwy. Natomiast Pana ocena
          stanu finansów publicznych w okresie rządów Jerzego Buzka jest niepełna. Okres
          sprawowania władzy przez rząd Jerzego Buzka można podzielić na dwie części.
          Dzięki działaniom, podjętym w latach 1998-2000 Polsce udało się uniknąć
          całkowitej katastrofy finansów publicznych. W latach 1995-1997 wydatki
          publiczne zwiększano - po wyłączeniu skutków inflacji, a więc realnie – o
          prawie 5 proc. rocznie. W latach 1998-2000 rosły one prawie czterokrotnie
          wolniej i to mimo zablokowania przez podwójną opozycję w sejmie – podwójną, bo
          złożoną w części z koalicji - wielu programów mających przynieść finansom
          publicznym dodatkową ulgę. Gdyby w latach 1998-2000 nie zahamowano lawinowego
          wzrostu wydatków publicznych, w zeszłym roku deficyt wyniósłby ponad 100 mld
          zł, czyli 12 proc. PKB – oczywiście teoretycznie, bo takich pieniędzy nikt
          polskiemu państwu by nie pożyczył. Mielibyśmy więc kryzys finansowy i
          gospodarczy. Pod tym względem znaleźlibyśmy się z powrotem tam, gdzie byliśmy u
          schyłku socjalizmu. Jednak wzrost wydatków udało się ograniczyć jedynie
          przejściowo. W 2001 roku perspektywa wyborów parlamentarnych ponownie
          uruchomiła lawinę rozdawnictwa publicznych pieniędzy. Ten festiwal nie ustał
          wraz z wyborami. W latach 2001-2003 wydatki publiczne zwiększano realnie
          dwuipółkrotnie szybciej niż w latach 1998-2000. Gdyby nie doszło do takiego
          przyspieszenia, to w ubiegłym roku deficyt – przy bardzo ostrożnych szacunkach -
          byłby mniejszy o prawie 18 mld zł, czyli o ponad 40 proc. W br. zmalałby o
          kolejne 3 mld i spadłby poniżej 3 proc. PKB.
          • myrdin Re: Mała prośba. 20.10.04, 15:04
            Hmm. Skoro tak to dlaczego w latach 1993-1997 mieliśmy stosunkowo niski deficyt
            budżetowy (o ile mnie pamięć nie myli to 7 mld zł w 1997). Jeżeli wzrastały
            wydatki a nie wzrastał deficyt to tylko należy ukłonić się tym którzy potrafią
            tak rządzić.
            Za to w latach 1998-2001 deficyt rósł lawinowo. Czy na koniec rządów Buzka nie
            straszono deficytem przekraczającym 100 mld zł?
            W dodatku za rządów Buzka ratowano się prywatyzacją. Wpływy z prywatyzacji były
            nieporównywalnie większe niż w latach 1993-97.
            Jak to wytłumaczyć???
            Przy wielkich wydatkach niski deficyt a przy gwałtownie zmniejszonych wydatkach
            i wyprzedaży wszystkiego co się da lawinowo rosnący deficyt???
            Nie rozumiem, ale w końcu ja nie jestem ekonomistą. ;-)
            Z poważaniem
            Tomasz Myrdin
            • andrzej.rzonca_nbp Re: Mała prośba. 20.10.04, 17:02
              I znowu Pana zawodzi pamięć. Deficyt ekonomiczny w 1997 roku był w relacji do
              PKB niemal o połowę wyższy niż w 2000 roku.
              Ponownie też popełnia Pan błąd metodologiczny. Wpływy z prywatyzacji (od 1998
              roku) nie są wliczane do dochodów sektora finansów publicznych, a są pozycją
              finansującą deficyt. Gdyby wpływy z prywatyzacji uznawano za dochód w 2000 roku
              sektora finansów publicznych osiągnąłby nadwyżkę.
        • andrzej.rzonca_nbp Re: Mała prośba. 20.10.04, 14:58
          myrdin napisał:

          > Gdy nowy rząd podjął działania mające na celu poprawę sytuacji (np.
          > opodatkowanie zysków z lokat) to (chociaż była to jak najbardziej słuszna
          > decyzja) krytyka ze strony analityków bankowych była miażdżąca.

          Nie bardzo rozumiem dlaczego uważa Pan, że tzw. podatek Belki jest dobrym
          rozwiązaniem. Ten podatek ogranicza opłacalność oszczędzania w bankach, a to
          zmniejsza wielkość kredytów, jaką banki mogą udzielić przedsiębiorstwom.
          Mniejsza dostępność kredytu utrudnia firmom sfinansowanie inwestycji. Negatywny
          wpływ tego podatku na wielkość oszczędności w bankach jest tym większy, im
          wyższa jest inflacja. Podatek płaci się bowiem od łącznych odsetek, a nie -
          wyłącznie od oprocentowania powyżej wskaźnika inflacji. Pisałem o tym,
          przedstawiając koszty inflacji.
          • myrdin Re: Mała prośba. 20.10.04, 15:18
            Uważam że podatek Belki był dobrym rozwiązaniem ponieważ jeżeli średnia
            rentowność działalności gospodarczej jest równa zeru a rentowność z lokaty to
            7% ponad inflację (a o ile mnie pamięć nie myli tak było za Buzka) to chyba
            tylko ktoś ciężko chory na umyśle wyciągnie pieniądze z banku i w coś
            zainwestuje. ;-)
            A poza tym co zrobią ludzie?
            Mają cztery możliwości. Mogą zostawić pieniądze w banku (więc nic się nie
            zmienia). Mogą wyciągnąć je z banku i trzymać w domu (wtedy stracą tak więc ci
            którzy mieli je w banku raczej tak nie zrobią). Mogą zainwestować te pieniądze
            w działalność gospodarczą (wtedy chwała im za to). Mogą wreszcie wydać wszystko
            (wtedy dadzą zarobić firmą i zachęcą je do inwestycji).
            Z poważaniem
            Tomasz Myrdin
            • andrzej.rzonca_nbp Re: Mała prośba. 20.10.04, 16:39
              myrdin napisał:

              > Uważam że podatek Belki był dobrym rozwiązaniem ponieważ jeżeli średnia
              > rentowność działalności gospodarczej jest równa zeru a rentowność z lokaty to
              > 7% ponad inflację (a o ile mnie pamięć nie myli tak było za Buzka) to chyba
              > tylko ktoś ciężko chory na umyśle wyciągnie pieniądze z banku i w coś
              > zainwestuje. ;-)

              Pamięć Pana zawodzi. Otóż ujemny wynik finansowy przedsiębiorstwa (średnie i
              duże, bo z takich urząd statystyczny zbiera dane) odnotowały dopiero w 2001
              roku i to na skutek strat, poniesionych w ostatnim kwartale. Również realne
              oprocentowanie depozytów wziął Pan z sufitu. Tylko w jednym miesiącu (lutym
              2001 roku) wyniosło ono realnie 7 proc.
              Nie to jest jednak istotne.
              Po pierwsze, zestawianie stopy rentowności przedsiębiorstw, obliczonej dla
              całej gospodarki, z oprocentowaniem depozytów nie jest dobrym miernikiem
              opłacalności prowadzenia działalności gospodarczej.
              - W gospodarce są firmy, które przynoszą zyski i przedsiębiorstwa – np. duże
              przedsiębiorstwa państwowe – które ponoszą olbrzymie straty. Marnotrawstwo w
              przedsiębiorstwach państwowych nie oznacza, że prowadzenie działalności
              gospodarczej jest nieopłacalne.
              - Rentowność oblicza się po uwzględnieniu kosztów finansowych (np. odsetek od
              zaciągniętych kredytów). Zerowa rentowność w przedsiębiorstwie finansującym w
              całości swoją działalność kredytem oznaczałaby, że przynosi ono zyski dokładnie
              równe oprocentowaniu kredytów.
              - Wreszcie, od zysku płaci się podatki. Przedsiębiorstwa mają więc bodziec do
              ich zaniżania.
              Po drugie, wysokie oprocentowanie depozytów oznacza, że jeszcze wyższe musi być
              oprocentowanie kredytów i są przedsiębiorstwa, którym opłaca się je zaciągać.
              (chyba że długi w bankach zaciąga rząd; jednak w 2000 roku, kiedy
              oprocentowanie depozytów rosło, zadłużenie państwa w bankach spadło – dzięki
              obniżeniu deficytu sektora finansów publicznych do najniższego od 1990 roku
              poziomu i rekordowym wpływom z prywatyzacji).

              Na koniec jeszcze jedno, ludzie po wprowadzeniu podatku Belki wyciągnęli część
              pieniędzy z banków. Po raz pierwszy od początku transformacji kwota depozytów
              zmniejszyła się.
              • qwasyx Marnotrawstwo a rentownosc przedsiebiorstw 21.10.04, 10:38
                "Marnotrawstwo w przedsiębiorstwach państwowych nie oznacza, że prowadzenie
                działalności gospodarczej jest nieopłacalne."

                Oj ja chyba czegos nie rozumiem!

                - Rentowność oblicza się po uwzględnieniu kosztów finansowych (np. odsetek od
                zaciągniętych kredytów). Zerowa rentowność w przedsiębiorstwie finansującym w
                całości swoją działalność kredytem oznaczałaby, że przynosi ono zyski dokładnie
                równe oprocentowaniu kredytów.

                Czy to oznacza, ze przedsiebiorstwo moze w dlugim okresie istniec? A gdzie
                wydatki z tytulu inwestycji - ktore przynajmniej teoretycznie powinno sie
                finansowac z zyskow? Co mi rentownosci jak w normalnej sytuacji podmit
                gospodarczy przestanie istniec na wskutek braku plynnosci finansowej?

                - Wreszcie, od zysku płaci się podatki. Przedsiębiorstwa mają więc bodziec do
                ich zaniżania.

                Niket nie lubi placic podatkow! trudno sie wiec dziwic, ze "dokrecanie sruby"
                nie przynosi porzadanych efektow z pkt widzenia Min. Fin. To jednak ciagle nie
                zmienia faktu, ze najprostszym sposobem ucieczki od podatku (w sensie
                fiskalnym) sa inwestycje. oczywiscie tylko pd warunkiem, ze w banku "nie
                dostane" wiecej. jesli Bank da mi wiecej niz inwestycja to mam
                mniej "klopotow", ale jednoczesnie zostaje mi z reki wytracone narzedzie
                wzrostu!

                Po drugie, wysokie oprocentowanie depozytów oznacza, że jeszcze wyższe musi być
                oprocentowanie kredytów i są przedsiębiorstwa, którym opłaca się je zaciągać.

                Bylby Pan uprzejmy wyjasnic na przykladzie jak taka operacja jest mozliwa - bo
                ja chyba chory bylem jak byl wyklad.

                (chyba że długi w bankach zaciąga rząd; jednak w 2000 roku, kiedy
                oprocentowanie depozytów rosło, zadłużenie państwa w bankach spadło – dzięki
                obniżeniu deficytu sektora finansów publicznych do najniższego od 1990 roku
                poziomu i rekordowym wpływom z prywatyzacji).

                Aha hmmm...

                "kiedy oprocentowanie depozytów rosło, zadłużenie państwa w bankach spadło" -
                no to jest relatywnie proste przy duzych sumach przesuniecie wyplat np.
                emerytur o jeden dzien i wlasciwej lokacie obnizenie deficytu sektora finansow
                publicznych nie jest niemozliwe!

                a to jak jest z tymi wplywami z prywatyzacji raz sie licza innym razem nie. Nie
                jest to Pana zdaniem "zonglerka bilansowa"? I Banki to popieraja?
                • andrzej.rzonca_nbp Re: Marnotrawstwo a rentownosc przedsiebiorstw 21.10.04, 17:31
                  qwasyx napisał:

                  > "Marnotrawstwo w przedsiębiorstwach państwowych nie oznacza, że prowadzenie
                  > działalności gospodarczej jest nieopłacalne."
                  >
                  > Oj ja chyba czegos nie rozumiem!
                  >
                  Już wyjaśniam. Stopa rentowności obrotu netto, którą publikuje GUS jest
                  obliczana jako relacja sumy wyników finansowych netto wszystkich średnich i
                  dużych przedsiębiorstw do sumy ich przychodów. Przedsiębiorstwa nie są
                  jednorodne. Jedne mogą przynosić zyski, inne straty. Te ostatnie najczęściej
                  ponoszą firmy państwowe. Mają bowiem miękkie ograniczenie budżetowe, tzn.
                  szczególnie jeżeli są odpowiednio duże, mogą liczyć na pomoc od polityków.
                  Jeżeli zyski jednej grupy przedsiębiorstw będą mniejsze od strat pozostałych,
                  to wskaźnik rentowności obrotu netto będzie ujemny (bo ujemny będzie licznik
                  relacji, która go określa). Nie będzie to oznaczało, że prowadzenie
                  działalności gospodarczej jest nieopłacalne. O opłacalności przynajmniej
                  niektórych rodzajów działalności świadczą zyski osiągane przez część
                  przedsiębiorstw. W Biuletynie Statystycznym GUS może Pan znaleźć, oprócz
                  pozycji wynik finansowy netto, także dwie inne pozycje: zysk netto i strata
                  netto. Pozycja zysk nigdy nie była zerowa (przynajmniej od kiedy gromadzi się
                  odpowiednie dane). Zawsze więc istniały przedsiębiorstwa, które osiągały zyski.
                • andrzej.rzonca_nbp Re: Marnotrawstwo a rentownosc przedsiebiorstw 21.10.04, 17:51
                  qwasyx napisał:

                  > - Rentowność oblicza się po uwzględnieniu kosztów finansowych (np. odsetek od
                  > zaciągniętych kredytów). Zerowa rentowność w przedsiębiorstwie finansującym w
                  > całości swoją działalność kredytem oznaczałaby, że przynosi ono zyski
                  dokładnie
                  >
                  > równe oprocentowaniu kredytów.
                  >
                  > Czy to oznacza, ze przedsiebiorstwo moze w dlugim okresie istniec? A gdzie
                  > wydatki z tytulu inwestycji - ktore przynajmniej teoretycznie powinno sie
                  > finansowac z zyskow? Co mi rentownosci jak w normalnej sytuacji podmit
                  > gospodarczy przestanie istniec na wskutek braku plynnosci finansowej?

                  Oczywiście, że może. Inwestycje są finansowane z zysków, ale niekoniecznie z
                  zysku netto. Odpisy amortyzacyjne, które sumują się do wartości nakładów
                  poniesionych na inwestycje, stanowią kategorię kosztu, a więc pomniejszają
                  zysk. Można sobie wyobrazić przedsiębiorstwo, którego zysk netto będzie stale
                  zerowy, a mimo to nie wpadnie w żadne problemy. Rentowność nie stanowi
                  kategorii przesądzającej o płynności finansowej (lub jej braku).
                • andrzej.rzonca_nbp Re: Marnotrawstwo a rentownosc przedsiebiorstw 21.10.04, 17:55
                  qwasyx napisał:

                  > Po drugie, wysokie oprocentowanie depozytów oznacza, że jeszcze wyższe musi
                  być
                  >
                  > oprocentowanie kredytów i są przedsiębiorstwa, którym opłaca się je zaciągać.
                  >
                  > Bylby Pan uprzejmy wyjasnic na przykladzie jak taka operacja jest mozliwa -
                  bo
                  > ja chyba chory bylem jak byl wyklad.

                  Zdarza się. Już spieszę z wyjaśnieniem. Bank nie jest instytucją charytatywną.
                  Aby móc wypłacać odsetki od depozytów, musi pobierać odsetki od kredytów i
                  muszą być one większe od odsetek wypłaconych ludziom mającym w banku lokaty.
                  Aby móc pobierać odsetki, musi najpierw udzielić kredytu. Aby udzielić kredytu,
                  musi znaleźć kogoś, kto będzie chętny zaciągnąć kredyt.
                • andrzej.rzonca_nbp Re: Marnotrawstwo a rentownosc przedsiebiorstw 21.10.04, 18:10
                  qwasyx napisał:

                  > a to jak jest z tymi wplywami z prywatyzacji raz sie licza innym razem nie.
                  Nie
                  >
                  > jest to Pana zdaniem "zonglerka bilansowa"? I Banki to popieraja?

                  Od 1998 roku przychodów z prywatyzacji nie traktuje się jako dochodu sektora
                  finansów publicznych. W efekcie, deficyt to nie to samo co potrzeby pożyczkowe
                  tego sektora. Sektor ten może mieć deficyt, tzn. jego wydatki mogą przekraczać
                  dochody, a jednocześnie może spadać jego zadłużenie. Dzieje się tak wówczas,
                  gdy przychody z prywatyzacji przewyższają lukę między wydatkami państwa a jego
                  dochodami. Aby sfinansować tę część wydatków, która nie ma pokrycia w
                  dochodach, rząd nie musi się zapożyczać, bo posiada środki uzyskane z
                  prywatyzacji. Niewliczanie przychodów z prywatyzacji do dochodów trudno uznać
                  za żonglerkę bilansową. Traktowanie ich jako pozycji finansującej deficyt
                  pozwala lepiej ocenić kondycję finansową państwa w długim okresie. Wpływy z
                  prywatyzacji kiedyś się bowiem wyczerpią. Lepiej więc zawczasu wiedzieć, jaka
                  dokładnie część wydatków publicznych nie ma pokrycia w dochodach, regularnie
                  uzyskiwanych przez państwo.
                  • qwasyx Dziekuje za wyjasnienie moich watpliwosci! 26.10.04, 00:22
            • andrzej.rzonca_nbp Re: Mała prośba. 20.10.04, 16:41
              myrdin napisał:

              > > A poza tym co zrobią ludzie?
              > Mają cztery możliwości. Mogą zostawić pieniądze w banku (więc nic się nie
              > zmienia). Mogą wyciągnąć je z banku i trzymać w domu (wtedy stracą tak więc
              ci
              > którzy mieli je w banku raczej tak nie zrobią). Mogą zainwestować te
              pieniądze
              > w działalność gospodarczą (wtedy chwała im za to). Mogą wreszcie wydać
              wszystko
              >
              > (wtedy dadzą zarobić firmą i zachęcą je do inwestycji).

              A co zrobią te firmy, które chciałyby zaciągnąć kredyt na sfinansowanie swojej
              działalności?
              • myrdin Re: Mała prośba. 21.10.04, 11:35
                Chwileczkę. Z jednej strony troszczy się Pan o to by firmy mogły bez problemu
                skorzystać z kredytu a z drugiej przyznaje w dyskusji z innym forumowiczem
                (stopy procentowe a inflacja) że polityka NBP (wysokie stopy procentowe)
                zmierzała do zniechęcenia do korzystania z kredytów. Czy Pana zdaniem
                utrzymywanie za wszelką cenę (ryzykując nawet autonomią RPP) wysokich stóp
                procentowych było słuszne? A jeśli tak to skąd troska o dostępność kredytów?
                Z poważaniem
                Tomasz Myrdin
                • andrzej.rzonca_nbp Re: Mała prośba. 21.10.04, 16:59
                  Wybaczy Pan, ale nie podejmę się oceny działań RPP, bo niezależnie, czy ta
                  ocena byłaby pozytywna, czy negatywna, z pewnością byłaby pozbawiona smaku. Nie
                  chcę wcielać się ani w rolę klakiera, ani w rolę nauczyciela.
                  Mogę Panu odpowiedzieć jedynie bardzo ogólnie, jaki jest sens działalności
                  banku centralnego.
                  Przekonanie, że jedynym wkładem, jaki polityka pieniężna może wnieść w rozwój
                  gospodarczy, jest dbanie o stabilność cen, stanowi kanon we współczesnej
                  ekonomii. Oprócz wszystkich korzyści ze stabilności cen, o których już pisałem,
                  gwarantuje ona także niższy poziom stóp procentowych - nie tylko nominalnie,
                  ale i realnie, tj. po odjęciu inflacji. Dlaczego przy wyższej inflacji, wyższe
                  są realne stopy procentowe? Wraz ze wzrostem inflacji, trudniej przewidzieć jej
                  przyszły poziom. Źródeł większej zmienności inflacji wysokiej niż niskiej może
                  być kilka. Po pierwsze, w warunkach rosnących cen często ogłasza się
                  nierealistyczne plany ograniczenia ich wzrostu. Padają zapowiedzi, że inflacja
                  spadnie, ale nie podejmuje się wystarczających (lub nawet żadnych) działań,
                  które mogłyby to sprawić. Po drugie, ludziom trudno uwierzyć w zapewnienia
                  banku centralnego, który dopuścił do zwiększenia inflacji. Bank centralny,
                  który nie potrafił w przeszłości utrzymać inflacji pod kontrolą, jest mniej
                  wiarygodny niż ten, który taką kontrolę zachował. Po trzecie, poszczególne
                  instytucje państwa (i analitycy bankowi) mogą kierować do gospodarstw domowych
                  sprzeczne sygnały odnośnie przyszłego tempa wzrostu cen. Taki konflikt pojawia
                  się zazwyczaj znacznie częściej wtedy, gdy inflacja rośnie i konieczne jest jej
                  ograniczenie niż, kiedy jest niska i należy ją tylko na takim poziomie
                  utrzymać. Wszelkie zmiany rodzą więcej konfliktów niż zachowanie sytuacji
                  wyjściowej.
                  Skutkiem niepewności co do przyszłej inflacji jest wzrost realnych stóp
                  procentowych. Wierzyciele domagają się bowiem większej premii za ryzyko.
                  Ewentualny spadek realnych stóp procentowych na skutek nieoczekiwanej inflacji
                  jest zjawiskiem bardzo krótkotrwałym. Jeżeli jakiegokolwiek przedsiębiorcę
                  zachęci do zwiększenia inwestycji, to wpędzi go w kłopoty. Na zmiany realnych
                  stóp procentowych najbardziej wrażliwe są bowiem inwestycje o długim okresie
                  amortyzacji, czyli inwestycje w budynki i budowle.
                  W kłopoty może wpędzić przedsiębiorców już sam wzrost nominalnych stóp
                  procentowych, towarzyszący wyższej inflacji, nawet jeżeli stopy realne
                  pozostałyby bez zmian. Nominalne oprocentowanie kredytu przy nierosnących
                  nominalnych ratach jego spłaty wyznacza bowiem minimalny poziom zyskowności
                  inwestycji, którą można sfinansować takim kredytem. Więcej na ten temat może
                  Pan przeczytać w moim artykule, dostępnym pod następującym adresem:
                  www.wprost.pl/ar/?O=63879
                  Jeżeli więc ktoś troszczy się o stabilność cen, to jednocześnie na dłuższą metę
                  zwiększa dostępność kredytu. I odwrotnie, jeżeli ktoś nie dba o wartość
                  pieniądza, to tę dostępność ogranicza. Nie da się niestety zbudować bogactwa na
                  spodlonym pieniądzu. Gdyby było to możliwe, nie byłoby na świecie biedy.
                  Wystarczyłoby uruchomić maszyny drukarskie i bieda by zniknęła.
                  • maksimum Re: Mała prośba. USA vs EU 04.11.04, 04:33
                    andrzej.rzonca_nbp napisał:

                    > Jeżeli więc ktoś troszczy się o stabilność cen, to jednocześnie na dłuższą
                    metę zwiększa dostępność kredytu. I odwrotnie, jeżeli ktoś nie dba o wartość
                    > pieniądza, to tę dostępność ogranicza. Nie da się niestety zbudować bogactwa
                    na spodlonym pieniądzu. Gdyby było to możliwe, nie byłoby na świecie biedy.
                    > Wystarczyłoby uruchomić maszyny drukarskie i bieda by zniknęła.

                    A jak pan wytlumaczy nizsza inflacje przy nizszych st% w USA niz to ma miejsce
                    w EU?
                    • andrzej.rzonca_nbp Re: Mała prośba. USA vs EU 04.11.04, 12:59
                      Po pierwsze, według mojej wiedzy inflacja w Stanach Zjednoczonych jest wyższa
                      niż w UE. Po drugie, na inflację w krótkim okresie wpływa bardzo wiele
                      czynników (skutki niższych stóp procentowych mogą być neutralizowane (lub
                      wzmacniane) przez zmiany w podatkach, zmiany cen ropy naftowej, postęp
                      techniczny, itp.). Po trzecie, naturalna stopa procentowa, gwarantująca
                      stabilizację inflacji, różni się między krajami.
                      • maksimum Re: Mała prośba. USA vs EU 04.11.04, 15:49
                        andrzej.rzonca_nbp napisał:

                        > Po pierwsze, według mojej wiedzy inflacja w Stanach Zjednoczonych jest wyższa
                        > niż w UE.

                        www.finfacts.ie/inflation.htm
                        To zalezy jaki okres wezmiemy pod uwage.W chwili obecnej sa na bardzo zblizonym
                        poziomie mimo ze st% w Stanach sa nizsze niz w EU.
                        Za to gdy wezmiemy sytuacje sprzed roku czy dwoch,to tak st% jak i inflacja
                        byly w USA sporo nizsze niz w EU.
                        Chcialem,by zwrocil pan wieksza uwage na obnizanie cel niz st% jako zrodlo
                        zwalczania inflacji.


                        > Po drugie, na inflację w krótkim okresie wpływa bardzo wiele
                        > czynników (skutki niższych stóp procentowych mogą być neutralizowane (lub
                        > wzmacniane) przez zmiany w podatkach, zmiany cen ropy naftowej, postęp
                        > techniczny, itp.). Po trzecie, naturalna stopa procentowa, gwarantująca
                        > stabilizację inflacji, różni się między krajami.
          • maksimum Mała prośba.OBNIZKA ST% W CELU ZWIEKSZENIA KREDYTO 02.11.04, 04:26
            andrzej.rzonca_nbp napisał:

            > myrdin napisał:
            >
            > > Gdy nowy rząd podjął działania mające na celu poprawę sytuacji (np.
            > > opodatkowanie zysków z lokat) to (chociaż była to jak najbardziej słuszna
            > > decyzja) krytyka ze strony analityków bankowych była miażdżąca.
            >
            > Nie bardzo rozumiem dlaczego uważa Pan, że tzw. podatek Belki jest dobrym
            > rozwiązaniem. Ten podatek ogranicza opłacalność oszczędzania w bankach, a to
            > zmniejsza wielkość kredytów, jaką banki mogą udzielić przedsiębiorstwom.

            Tu sie pan juz zupelnie myli!
            Ograniczenie oplacalnosci oszczedzania wplywa na wieksza chec zaciagania
            kredytow.
            Stopy procentowe wlasnie po sie obniza ,zeby zachecic do inwestowania oraz
            zwiekszyc ilosc zaciaganych kredytow.

            > Mniejsza dostępność kredytu utrudnia firmom sfinansowanie inwestycji.
            Negatywny
            > wpływ tego podatku na wielkość oszczędności w bankach jest tym większy, im
            > wyższa jest inflacja. Podatek płaci się bowiem od łącznych odsetek, a nie -
            > wyłącznie od oprocentowania powyżej wskaźnika inflacji. Pisałem o tym,
            > przedstawiając koszty inflacji.
            • darr.darek Re: Mała prośba.OBNIZKA ST% W CELU ZWIEKSZENIA KR 03.11.04, 12:49
              maksimum napisał:
              > Tu sie pan juz zupelnie myli!
              > Ograniczenie oplacalnosci oszczedzania wplywa na wieksza chec zaciagania
              > kredytow.
              > Stopy procentowe wlasnie po sie obniza ,zeby zachecic do inwestowania oraz
              > zwiekszyc ilosc zaciaganych kredytow.

              Nowe KREDYTY na sumę X mogą zostać udzielane tylko pod warunkiem ściągnięcia
              nowych LOKAT na sumę X. Jeśli nie przybywa lokat od oszczędzający, wóczas banki
              nie mogą udzielić większej sumy kredytów, analogicznie jak sklep nie jest w
              stanie sprzedawać większej ilości ketchupów, jeśli nie dostał większej dostawy
              ketchupów.

              • maksimum Re: Mała prośba.OBNIZKA ST% W CELU ZWIEKSZENIA KR 03.11.04, 22:24
                darr.darek napisał:

                > maksimum napisał:
                > > Tu sie pan juz zupelnie myli!
                > > Ograniczenie oplacalnosci oszczedzania wplywa na wieksza chec zaciagania
                > > kredytow.
                > > Stopy procentowe wlasnie po sie obniza ,zeby zachecic do inwestowania oraz
                >zwiekszyc ilosc zaciaganych kredytow.
                >
                > Nowe KREDYTY na sumę X mogą zostać udzielane tylko pod warunkiem ściągnięcia
                > nowych LOKAT na sumę X. Jeśli nie przybywa lokat od oszczędzający, wóczas
                >banki nie mogą udzielić większej sumy kredytów,

                Widze,ze obaj nie rozumiecie na jakich zasadach dziala gospodarka amerykanska.
                Czy Ty nie widzisz,ze to twoje tlumaczenie jest z "Ekonomii politycznej
                socjalizmu" ?


                > analogicznie jak sklep nie jest w
                > stanie sprzedawać większej ilości ketchupów, jeśli nie dostał większej
                >dostawy ketchupów.

                Oczywiscie ,ze moze sprzedawac wiecej niz ma,pod warunkiem ze dostawa nastapi
                pozniej.

                • maksimum Re: Mała prośba.OBNIZKA ST% W CELU ZWIEKSZENIA KR 04.11.04, 04:49
                  maksimum napisał:

                  > darr.darek napisał:
                  >
                  > > maksimum napisał:
                  > > > Tu sie pan juz zupelnie myli!
                  > > > Ograniczenie oplacalnosci oszczedzania wplywa na wieksza chec zacia
                  > gania kredytow.
                  > > > Stopy procentowe wlasnie po sie obniza ,zeby zachecic do inwestowan
                  > ia oraz zwiekszyc ilosc zaciaganych kredytow.
                  > >
                  > > Nowe KREDYTY na sumę X mogą zostać udzielane tylko pod warunkiem ściągnię
                  > cia nowych LOKAT na sumę X. Jeśli nie przybywa lokat od oszczędzający, wóczas
                  >banki nie mogą udzielić większej sumy kredytów,
                  >
                  > Widze,ze obaj nie rozumiecie na jakich zasadach dziala gospodarka amerykanska.
                  > Czy Ty nie widzisz,ze to twoje tlumaczenie jest z "Ekonomii politycznej
                  > socjalizmu" ?

                  Przemysl jedna zaleznosc.
                  Przychodzi kryzys gospodarczy ,spowodowany jak wiadomo brakiem popytu.
                  Co robi bank centralny?
                  Bank centralny obniza st% ,czyli zniecheca do oszczedzania i zacheca do brania
                  kredytow.
                  SKAD MAJA SIE BRAC TE ZWIEKSZONE KWOTY KREDYTOW SKORO OBNIZA SIE ST%,CZYLI
                  ZNIECHECA DO OSZCZEDZANIA?

                  Poza tym ,jak wyjasnisz bardzo niska sklonnosc do oszczedzania w USA z bardzo
                  wysoka akcja kredytowa???

                  > > analogicznie jak sklep nie jest w
                  > > stanie sprzedawać większej ilości ketchupów, jeśli nie dostał większej
                  > >dostawy ketchupów.
                  >
                  > Oczywiscie ,ze moze sprzedawac wiecej niz ma,pod warunkiem ze dostawa nastapi
                  > pozniej.
                  >
                • darr.darek Re: Mała prośba.OBNIZKA ST% W CELU ZWIEKSZENIA KR 04.11.04, 10:53
                  > > Nowe KREDYTY na sumę X mogą zostać udzielane tylko pod warunkiem ściągnię
                  > > nowych LOKAT na sumę X. Jeśli nie przybywa lokat od oszczędzający, wóczas
                  > >banki nie mogą udzielić większej sumy kredytów,
                  >Widze,ze obaj nie rozumiecie na jakich zasadach dziala gospodarka amerykanska.
                  >Czy Ty nie widzisz,ze to twoje tlumaczenie jest z "Ekonomii politycznej
                  >socjalizmu" ?
                  > > analogicznie jak sklep nie jest w
                  > > stanie sprzedawać większej ilości ketchupów, jeśli nie dostał większej
                  > >dostawy ketchupów.
                  >Oczywiscie ,ze moze sprzedawac wiecej niz ma,pod warunkiem ze dostawa nastapi
                  >pozniej.

                  No i to Twoje ostatnie zdanie tłumaczy wszystko - oderwałeś się tak od
                  rzeczywistości w kierunku abstrakcyjnych rozważań, że nawet nie widzisz, że w
                  rzeczywistości stan ketchupu w magazynie sklepu nie może przybierać wartości
                  ujemnej.
                  A może tylko uważasz, że sklep nadal "sprzedaje" ketchup przy zerowym stanie
                  tegoż, poprzez sprzedawanie obietnicy : "proszę zapłacić, przyjść jutro i
                  dostanie pan ten ketchup". Tak ?
                  W sumie, identycznie mogłoby być z kredytami, przychodzisz do banku, a bankier
                  Ci mówi : "nie mamy na razie wolnych depozytów, bo oszczędzających coś ostatnio
                  brakuje, proszę jednak wpłacić prowizję od kredytu i zapłacić pierwszą ratę
                  spłaty kredytu, a my za krótki czas damy panu ten kredyt". TAK ?

                  Hmmm, nawet setki oszustów tzw. "Towarzystw Finansowych" działały w takim
                  modelu sprzedawania czegoś czego nie ma. Czyżbyś miał dla pomysł dla takich
                  Towarzystw Finansowych, jak dawać kredyty nie mając odpowiadającej wartości
                  lokat ? Po rękach by Cię całowali i złotem obsypali za taki pomysł.

            • andrzej.rzonca_nbp Re: Mała prośba.OBNIZKA ST% W CELU ZWIEKSZENIA KR 04.11.04, 13:07
              Zupełnie myli Pan różne stopy procentowe. Podatek od lokat bankowych obniża
              opłacalność oszczędzania w bankach; nie ma natomiast bezpośredniego wpływu na
              oprocentowanie kredytu. Pośrednio natomiast powoduje wzrost oprocentowania
              kredytów, bo zmusza banki do podniesienia oprocentowania depozytów.
              • maksimum Re: Mała prośba.OBNIZKA ST% W CELU ZWIEKSZENIA KR 04.11.04, 16:09
                andrzej.rzonca_nbp napisał:

                > Zupełnie myli Pan różne stopy procentowe.

                Jestem pewien,ze nie pisze pan do mnie,no wiec wyjasnijmy sobie kilka spraw.
                Bank udziela kredytow po wyzszych st% niz placi klientom za lokaty
                oszczednosciowe i ta roznica to jest wlasnie to z czego bank zyje.
                Poza tym st% banku federalnego jest nizsza niz bankow komercyjnych,po to
                wlasnie by banki komercyjne mogly zarabiac na pozyczaniu od banku federalnego i
                udzielaniu pozyczek klientom.
                Bo darr.darek pojecia nie ma,ze jak bank komercyjny ma zwiekszone
                zapotrzebowanie na kredyt,to idzie po kredyt do banku federalnego.
                --------------------------------------------------------------------------------
                Przemysl jedna zaleznosc.
                Przychodzi kryzys gospodarczy ,spowodowany jak wiadomo brakiem popytu.
                Co robi bank centralny?
                Bank centralny obniza st% ,czyli zniecheca do oszczedzania i zacheca do brania
                kredytow.
                SKAD MAJA SIE BRAC TE ZWIEKSZONE KWOTY KREDYTOW SKORO OBNIZA SIE ST%,CZYLI
                ZNIECHECA DO OSZCZEDZANIA?

                Poza tym ,jak wyjasnisz bardzo niska sklonnosc do oszczedzania w USA z bardzo
                wysoka akcja kredytowa???
                --------------------------------------------------------------------------------

                > Podatek od lokat bankowych obniża opłacalność oszczędzania w bankach;

                I o to wlasnie chodzi,by ludzie inwestowali a nie baneczkowali.Zgadzam sie ,ze
                zmusza to do wiekszego wysilku umyslowego,ale taki jest nowoczesny kapitalizm.

                > nie ma natomiast bezpośredniego wpływu na
                > oprocentowanie kredytu. Pośrednio natomiast powoduje wzrost oprocentowania
                > kredytów, bo zmusza banki do podniesienia oprocentowania depozytów.
                • darr.darek Tato, skąd się biorą kredyty? - Bocian je przynosi 04.11.04, 16:36
                  maksimum napisał:
                  > Bank udziela kredytow po wyzszych st% niz placi klientom za lokaty
                  > oszczednosciowe i ta roznica to jest wlasnie to z czego bank zyje.
                  > Poza tym st% banku federalnego jest nizsza niz bankow komercyjnych,po to
                  > wlasnie by banki komercyjne mogly zarabiac na pozyczaniu od banku federalnego
                  > udzielaniu pozyczek klientom.
                  > Bo darr.darek pojecia nie ma,ze jak bank komercyjny ma zwiekszone
                  > zapotrzebowanie na kredyt,to idzie po kredyt do banku federalnego.

                  A ten bank federalny to skąd bierze pieniądze, aby mógł dać swoją lokatę
                  bankowi komercyjnemu (aby bank komercyjny mógł dostać kredyt od federalnego) ?
                  No ?
                  Przypuśmy, że w jakimś okresie czasu w USA zwiększyły się kredyty udzielone
                  przez banki komercyjne o 1000 mld USD. Ja napiszę, że oszczędzający złożyli
                  więcej lokat o 1000mld USD w bankach i dzieki temu banki komercyjne mogły dać o
                  1000 mld USD wyższe kredyty.
                  A Ty napisałbyś, że ... nie musiały wzrosnąć lokaty, bo banki komercyjne wzięły
                  1000mld USD kredytów z banków federalnych, tak ?


                  > > Podatek od lokat bankowych obniża opłacalność oszczędzania w bankach;
                  >I o to wlasnie chodzi,by ludzie inwestowali a nie baneczkowali.Zgadzam sie ,ze
                  >zmusza to do wiekszego wysilku umyslowego,ale taki jest nowoczesny kapitalizm.

                  Czyli popierasz branie większych kredytów a jesteś przeciwny skłądaniu
                  większych lokat w banku, tak ?
                  Ty byłeś zawsze przeciwny mojej tezie, że KREDYTY biorą się z LOKAT i do dziś
                  widać, że tej tezy nie przyswoiłeś.


          • maksimum Re: Mała prośba. 02.11.04, 04:31
            andrzej.rzonca_nbp napisał:

            > Nie bardzo rozumiem dlaczego uważa Pan, że tzw. podatek Belki jest dobrym
            > rozwiązaniem.

            Lokata oszczednosciowa jest inwestycja dajaca zyski i od tych zyskow powinno
            sie placic podatki,co jest normalne w calym cywilizowanym swiecie.

            > Ten podatek ogranicza opłacalność oszczędzania w bankach, a to
            > zmniejsza wielkość kredytów, jaką banki mogą udzielić przedsiębiorstwom.
            > Mniejsza dostępność kredytu utrudnia firmom sfinansowanie inwestycji.
            Negatywny
            >
            > wpływ tego podatku na wielkość oszczędności w bankach jest tym większy, im
            > wyższa jest inflacja. Podatek płaci się bowiem od łącznych odsetek, a nie -
            > wyłącznie od oprocentowania powyżej wskaźnika inflacji. Pisałem o tym,
            > przedstawiając koszty inflacji.
            • andrzej.rzonca_nbp Re: Mała prośba. 04.11.04, 13:16
              Nie sądzę, aby wprowadzenie jakiegokolwiek podatku mogło jakikolwiek kraj
              wprowadzić do cywilizowanego świata
              • maksimum Re: Mała prośba. 04.11.04, 15:56
                andrzej.rzonca_nbp napisał:

                > Nie sądzę, aby wprowadzenie jakiegokolwiek podatku mogło jakikolwiek kraj
                > wprowadzić do cywilizowanego świata

                --------------------------------------------------------------------------------
                --------------------------------------------------------------------------------
                -
                andrzej.rzonca_nbp napisał:

                > Nie bardzo rozumiem dlaczego uważa Pan, że tzw. podatek Belki jest dobrym
                > rozwiązaniem.

                Lokata oszczednosciowa jest inwestycja dajaca zyski i od tych zyskow powinno
                sie placic podatki,co jest normalne w calym cywilizowanym swiecie.
                --------------------------------------------------------------------------------
                Mowimy caly czas o opodatkowaniu zyskow z oszczednosci,ktore oczywiscie
                istnieje w USA.
                Dochody z oszczednosci w Stanach sa dodawane do innych dochodow(zarobki z
                pracy) i tak samo opodatkowane.
                Polska wprowadzajac podatek Belki dolaczyla do cywilizowanego swiata.
        • andrzej.rzonca_nbp Re: Mała prośba. 20.10.04, 15:05
          myrdin napisał:


          > Poza tym czy Pana zdaniem banki zatrudniają ekonomistów by ci wygłaszali
          > niezależne opinie? Czy raczej po to by pilnowali interesów banku?
          > Czy Pana zdaniem pierwsza lepsza osoba z ulicy byłaby w stanie przewidzieć
          jak
          > poszczególne decyzje rządu wpłyną na interesy banku?
          > A w takim razie czy branie pod uwagę raczej stronniczych opinii analityków
          > bankowych jako niezależną ocenę sytuacji jest Pana zdaniem dobrym pomysłem?

          Nie jestem prezesem żadnego banku, ani też nie pracuję w departamencie kadr.
          Nie mogę więc powiedzieć, że z całą pewnością wiem, po co zatrudniani są
          ekonomiści w poszczególnych bankach. Wiem natomiast, w jaki sposób mogą
          najlepiej służyć interesom banków. Będą się upierał, że najcenniejszym wkładem,
          jaki analitycy bankowi mogą wnieść w rozwój instytucji, w których pracują, jest
          sporządzenie jak najbardziej poprawnych ocen stanu i perspektyw rozwojowych
          gospodarki.
      • qwasyx Informacja to pieniadz 21.10.04, 10:12
        Szanowny Panie Rzonca, Szanowni Forumowicze,

        z uwaga i zainteresowaniem czytam posty na tym Forum i chcialbym podzielic sie
        kilkoma uwagami.

        1. "Praktycznie nie ma ludzi, którzy nie mieliby własnych interesów" No to jak
        to jest zastanawiam sie: "kazdy sobie rzepke skrobie"? A co z filozofia,
        strategia i planami to kazdy Pracownik moze sobie mowic co mu sie podoba bo ma
        prywatne interesy? Oj cos chyba to nie tak!

        2. "jeszcze co najmniej jedna sprzeczność. Otóż banki dużą część swoich
        interesów załatwiają z państwem." Tak sie sklada, ze banki (kapital) nie tylko
        zalatwiaj interesy z panstwem (wladza), ale sa od niej w pewnym sensie
        uzaleznione. To wlasnie wladza wyznacza ramy w jakich funkcjonuje rynek. Wiec
        chocby z tago wzgledu jest od wladzy (politykow) uzalezniona. Zgodnie jednak z
        zalozeniami ma stanowic suwerenna sile ktorej zadaniem jest np. ograniczanie
        populistycznych posuniec politykow ("drukowanie pieniedzy"). Czy to sa
        przeslanki za czy przeciw? Bo ze tutaj kryje sie sprzecznosc interesow to chyba
        jest poza dyskusja?

        3. "Jeżeli banki zatrudniają ekonomistów, to nie po to, aby ci zajmowali
        określone stanowisko ideologiczne"
        Z zalozenia polityke kadrowa definiuja potrzeby firmy a te bywaja rozne! Ale
        zeby tak kogokolwiek zatrudniac no no no....

        4. Przejdzmy teraz do problemu informacji jako dobra czy jak Pan to
        okreslil "pieniadza".
        4.1 Rozumiem ze interpretuje Paninformacje jako towar? Mozna ja wiec nabyc! Jak
        to sie ma do podstawowej funcji pieniadza jako srodka wymiany?
        4.2 O tym czy informacja jest informacja decyduje ten ktory ja interpretuje.
        Mysle, ze tutaj sie Pan ze mna zgodzi.
        Z powyzszych pkt wynika ze trudno traktowac informacje jako "pieniadz" nie
        mowiac o jej "prawdziwosci".
        Z wyrazami szacunku

        Roman Durski



        3.
        • pawel-l Re: Ketchup 04.11.04, 12:45
          Maksimum nie zauważył że już od dawna ketchup sprowadza się z Chin.
          Ameryka ściąga 80% oszczędności globalnych (zwłaszcza azjatyckich) i tylko
          dlatego stopy% w US mogą być niskie.
          • darr.darek Re: Ketchup 04.11.04, 13:47
            pawel-l napisał:
            > Maksimum nie zauważył że już od dawna ketchup sprowadza się z Chin.
            > Ameryka ściąga 80% oszczędności globalnych (zwłaszcza azjatyckich) i tylko
            > dlatego stopy% w US mogą być niskie.

            Sam fakt, że USA ma długotrwały deficyt obrotów bieżących świadczy o tym, że
            KTOŚ (lub jacyś KTOSIE) ten deficyt finansuje.
            Zasadnicze pytanie jest takie : czy finansowanie przybiera formę LOKAT
            dolarowych w amerykańskim systemie bankowym czy też to finansowanie jest
            skutkiem inwestowania w udziały w jankeskich przedsiębiorstwach (dokładniej :
            spółkach notowanych na giełdzie) ? A może i jedno i drugie ?

            Zagraniczne lokaty dolarowe w jankeskim systemie finansowym (bankowym?) widać
            chociażby po aktywach zagranicznych NBP, część z tych aktywów to na pewno
            lokaty w USdolarach (lokaty dewizowe NBP to, pi razy oko, ok. 30mld USD).

            • andrzej.rzonca_nbp Re: Ketchup 05.11.04, 20:57
              Odpowiedź na te pytania może Pan znaleźć np. pod następującym adresem:
              www.bea.doc.gov/bea/di1.htm
          • andrzej.rzonca_nbp Re: Ketchup 05.11.04, 20:48
            W wielu punktach mnie Pan wyręczał (za co dziękuję), tu jednak popełnił Pan dwa
            błędy.
            Po pierwsze, przytoczone przez Pana liczby nie są prawdziwe. W praktycznie
            każdym kraju większość oszczędności jest inwestowana na miejscu (mówi o tym
            tzw. paradoks Feldsteina-Horioki). Aby więc prawdą było to, co Pan pisze, USA
            musiałoby wytwarzać około 90 proc. światowej produkcji.
            Po drugie, stopy procentowe są w Stanach Zjednoczonych tylko przejściowo
            niskie. Jeżeli ktoś twierdzi, że obecny poziom stóp procentowych się utrzyma,
            to jednocześnie musi być przekonany, że długofalowe tempo wzrostu amerykańskiej
            gospodarki (i to nominalne) spadnie poniżej 1 proc. Nie sądzę, żeby Pan w to
            wierzył. Na pewno natomiast nie wierzą w to inwestorzy lokujący w Stanach
            Zjednoczonych swoje oszczędności.

            • maksimum Ketchup STOPY % A INFLACJA 07.11.04, 00:47
              andrzej.rzonca_nbp napisał:

              > W wielu punktach mnie Pan wyręczał (za co dziękuję), tu jednak popełnił Pan
              dwa błędy.
              > Po pierwsze, przytoczone przez Pana liczby nie są prawdziwe. W praktycznie
              > każdym kraju większość oszczędności jest inwestowana na miejscu (mówi o tym
              > tzw. paradoks Feldsteina-Horioki). Aby więc prawdą było to, co Pan pisze, USA
              > musiałoby wytwarzać około 90 proc. światowej produkcji.
              > Po drugie, stopy procentowe są w Stanach Zjednoczonych tylko przejściowo
              > niskie.

              Stopy procentowe,nie tylko w Stanach ,ale we wszyskich krajach wysoko
              rozwinietych beda permanentnie niskie,dlatego ze kraje te traca mozliwosc
              oddzialywania na KSZTALTOWANIE cen producentow.
              Produkcja dokonywana jest w Chinach i Indiach po nizszych cenach niz w Stanach
              czy EU.
              To jest wlasnie ta nowa ekonomia,o ktorej wspomnialem wczesniej.
              St% mozna wplywac na inflacje przy relatywnie zamknietym rynku,ale gdy
              produkcja odbywa sie w krajach tanich,to nastepuje obnizenie rozwoju gosp w
              krajach wys rozwinietych.


              > Jeżeli ktoś twierdzi, że obecny poziom stóp procentowych się utrzyma,
              > to jednocześnie musi być przekonany, że długofalowe tempo wzrostu
              >amerykańskiej gospodarki (i to nominalne) spadnie poniżej 1 proc.

              Powinien pan podac za przyklad gospodarke EU i wtedy wszystko by sie zgadzalo.
              Gospodarka USA w przeciwienstwie do gosp EU jest otwarta i nie zareaguje w
              takim samym stopniu na wzrost produkcji w Chinach.


              > Nie sądzę, żeby Pan w to
              > wierzył. Na pewno natomiast nie wierzą w to inwestorzy lokujący w Stanach
              > Zjednoczonych swoje oszczędności.

              Stany beda sie rozwijaly szybciej niz EU i dlatego te oszczednosci z EU plyna
              do USA.
              • maksimum "IS DEFLATION MADE IN CHINA"-FORUM GOSPODARKA 07.11.04, 00:50
                maksimum napisał:

                > andrzej.rzonca_nbp napisał:
                >
                > > Po pierwsze, według mojej wiedzy inflacja w Stanach Zjednoczonych jest wy
                > ższa
                > > niż w UE.
                >
                > www.finfacts.ie/inflation.htm
                > To zalezy jaki okres wezmiemy pod uwage.W chwili obecnej sa na bardzo
                zblizonym
                >
                > poziomie mimo ze st% w Stanach sa nizsze niz w EU.
                > Za to gdy wezmiemy sytuacje sprzed roku czy dwoch,to tak st% jak i inflacja
                > byly w USA sporo nizsze niz w EU.
                > Chcialem,by zwrocil pan wieksza uwage na obnizanie cel niz st% jako zrodlo
                > zwalczania inflacji.

                No to bede chyba musial sam no to pytanie odpowiedziec.
                A na forum gospodarka mam nawet ciekawy watek:"IS DEFLATION MADE IN CHINA?"
                • andrzej.rzonca_nbp Re: "IS DEFLATION MADE IN CHINA"-FORUM GOSPODARKA 10.11.04, 19:09
                  Odpowiadałem już co najmniej dwukrotnie na to pytanie. Inflacja jest zjawiskiem
                  pieniężnym. Obniżka ceł może jednorazowo wpłynąć na poziom cen, nie określa
                  natomiast ich dynamiki. Innymi słowy, może pomóc w ograniczeniu inflacji, ale
                  nie zapewni jej utrzymania na niskim poziomie, jeżeli bank centralny będzie
                  szybko zwiększał masę pieniądza. Mimo to, warto obniżać cła, bo brak ceł
                  sprzyja wzrostowi gospodarki (poprawia efektywność wykorzystaniea czynników
                  wytwórczych).
                • andrzej.rzonca_nbp Re: "IS DEFLATION MADE IN CHINA"-FORUM GOSPODARKA 10.11.04, 19:12
                  maksimum napisał:

                  >"IS DEFLATION MADE IN CHINA?"

                  Tak - w Hongkongu -:), choć poprawniej byłoby powiedzieć, że za deflacją w
                  Hongkongu stoi izba walutowa w tym kraju i import polityki pieniężnej ze Stanów
                  Zjednoczonych.
              • andrzej.rzonca_nbp Re: Ketchup STOPY % A INFLACJA 10.11.04, 19:01
                Po pierwsze, warto, żeby przyjrzał się Pan, jaki jest udział Chin i Indii w
                produkcji światowej. Wydaje mi się, że przecenia Pan rolę tych krajów w
                gospodarce światowej.
                Po drugie, stopy procentowe w krajach rozwiniętych mogłyby być trwale niskie
                tylko wtedy, gdy trwale niskie byłoby tempo wzrostu gospodarek tych krajów.
                Naturalny poziom stóp procentowych, tj. poziom zapewniający zrównanie się
                oszczędności i inwestycji bez zmiany dynamiki cen, zależy bowiem dodatnio od
                tempa wzrostu gospodarki. Pisałem już o tym na tym forum.
                • maksimum Re: Ketchup STOPY % A INFLACJA 10.11.04, 22:33
                  andrzej.rzonca_nbp napisał:

                  > Po pierwsze, warto, żeby przyjrzał się Pan, jaki jest udział Chin i Indii w
                  > produkcji światowej.

                  W PPP jest dosc duzy i szybko rosnie.

                  > Wydaje mi się, że przecenia Pan rolę tych krajów w gospodarce światowej.
                  > Po drugie, stopy procentowe w krajach rozwiniętych mogłyby być trwale niskie
                  > tylko wtedy, gdy trwale niskie byłoby tempo wzrostu gospodarek tych krajów.

                  A jak pan porowna tempo wzrostu EU w ostatnich latach z tempem wzrostu w
                  Chinach i Indii?
                  Jesli produkcja i uslugi sa przenoszone do krajow tanich,to i ceny towarow i
                  uslug maleja,a przy malejacych cenach jak pan umotywuje wysokie st% ?

                  > Naturalny poziom stóp procentowych, tj. poziom zapewniający zrównanie się
                  > oszczędności i inwestycji bez zmiany dynamiki cen, zależy bowiem dodatnio od
                  > tempa wzrostu gospodarki. Pisałem już o tym na tym forum.

                  A tempo wzrostu gospodarki EU ze stagnacji nie moze wyjsc i przekroczyc +2%.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka