Dodaj do ulubionych

Do Fizyka i reszty

IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 30.06.02, 10:36
Fizyka zanim pojedziesz na wakacje przeczytaj artykul, ktory ci obiecalem.



Obniżenie wartości złotego wpłynęłoby niekorzystnie na bilans handlowy
Kurs nie załatwi wszystkiego





JERZY MICHAŁOWSKI

Toczy się właśnie dyskusja o tym, jaki reżim kursowy jest optymalny na obecnym
etapie transformacji. W jej kontekście warto zwrócić uwagę, jak kurs złotego
wpływa na poziom eksportu i importu. Z analizy wynika, że import jest w
ostatnich latach mało uzależniony od jego zmian, a eksport wprawdzie na nie
reaguje, ale z rocznym opóźnieniem. Z tego względu bezpośrednie korzyści ze
znacznej deprecjacji złotego byłyby niewielkie.


Ilościowy wpływ zmian kursu na wielkość eksportu i importu można oszacować za
pomocą modelu, który uwzględnia miesięczne dane o wartości wywozu i przywozu (w
wyrażeniu dolarowym i złotowym) w latach 1993-2002. Po zastosowaniu tego modelu
okazało się, że eksport wykazuje zadziwiające właściwości: "zależy" od kursu
dolara realnego w sposób ujemny co oznaczałoby, że aprecjacja złotego wpływa na
jego wzrost.

Żeby rozwiązać tę zagadkę, dane dotyczące zarówno eksportu, jak i importu,
podzielono na dwa okresy: 1993-1999 oraz 1999 r. - marzec 2002 r. (dalej
odpowiednio jako okres pierwszy i drugi). W pierwszym okresie zmiany
miesięcznej wielkości eksportu w największym stopniu tłumaczą trzy czynniki:
produkcja sprzedana przemysłu, eksport do Niemiec oraz import całkowity. W tym
właśnie czasie kurs realny (niezależnie od skali opóźnienia) oddziaływał na
eksport w opisany wyżej, nielogiczny sposób.

Istotne ostatnie lata

W drugim natomiast okresie (1999-2002) zmniejsza się wpływ produkcji sprzedanej
na wielkość eksportu, import zachowuje swój wpływ, ale największe znaczenie
uzyskuje kurs realny, który działa z opóźnieniem dwunastu miesięcy. Wskaźnik
elastyczności kursowej eksportu wynosi w tym czasie powyżej jedności i ma znak
dodatni. Oznacza to, że np. 10-procentowa deprecjacja kursu powodowałaby
ponaddziesięcioprocentowy wzrost eksportu.

To samo podejście zastosowane do importu wskazuje, że w pierwszym okresie (1993-
1999) dla jego wielkości istotne były następujące czynniki: kurs realny
nieopóźniony (współczynnik elastyczności minus 1), produkcja sprzedana
przemysłu (współczynnik 0,87), płace realne (0,58) i kredyty dla osób
fizycznych (0,33). Można by uznać, jest to wręcz przykład książkowy. W drugim
okresie (1999-2002) wszystkie te czynniki przestają objaśniać cokolwiek, tak
więc również dla importu rok 1999 okazuje się momentem granicznym. Siłę
oddziaływania zachowuje jedynie produkcja sprzedana przemysłu, natomiast
aprecjacja złotego przestaje powodować zwiększenie importu.

Do podobnych wniosków można dojść rozpatrując zmiany oddziaływania kursu
realnego na eksport i import w izolacji od pozostałych zmiennych, w dwuletnich
okresach krocząco (patrz rys. 1 i 2). Współczynniki elastyczności eksportu i
importu względem zmian kursu realnego nie pozostawiają wątpliwości -
potwierdzają trendy zauważone w dwóch omawianych okresach. W przypadku importu
współczynnik elastyczności kursowej był początkowo wysoce ujemny, a w końcu
całego okresu jego wartość była bliska zeru.

"Sztywny" import

Można uznać, że wartość przywozu staje się "sztywna" ze względu na oczywistą
importochłonność produkcji na rynek krajowy i na eksport. Importu nie można
łatwo obniżyć poniżej pewnego poziomu. Czynnikiem silniejszym od aprecjacji
kursu realnego - która powinna przecież powodować zwiększenie importu,
szczególnie konsumpcyjnego - okazuje się malejące od końca 1999 r. tempo
wzrostu produkcji, kredytów i płac. Gdyby uogólniać te wyniki, to można by
powiedzieć, że wzrost produkcji, kredytu dla osób fizycznych i płac, zwiększa
import bardziej niż zmniejsza go ich spadek.

Import istotnie zależy od krajowego popytu, rośnie zatem dynamicznie wraz ze
wzrostem produkcji, płac i kredytu. Jednocześnie wzrasta wtedy znaczenie
aprecjacji kursu realnego dolara dla importu. Wraz ze spadkiem aktywności
gospodarczej to znaczenie maleje. W okresie prosperity (1993-97) aprecjacja
kursu bardziej sprzyjała wzrostowi importu niż szkodziła mu chwilowa
deprecjacja (w 1997 r.). W okresie spadku dynamiki wzrostu gospodarczego (2000-
2001), aprecjacja nie powodowała natomiast zwiększenia importu. Obecnie jego
wartość obniża się bardzo powoli, w ślad za spadkiem produkcji od czwartego
kwartału zeszłego roku.

Eksport wrażliwszy podczas recesji

Na poziom eksportu kurs realny bardziej wpływa w okresie recesji niż boomu, ale
następuje to z dużym, rocznym opóźnieniem (patrz rysunek). Na dynamikę eksportu
w większym stopniu oddziałuje też (co oczywiste) koniunktura u naszych
partnerów gospodarczych, szczególnie w Niemczech. Recesja powoduje zatem
zwiększenie znaczenia kursu realnego dla eksportu (jego elastyczność kursowa
rośnie), ponieważ możliwości cięcia kosztów i zwiększania wydajności bez
inwestycji mają swoje granice.

Podziwu godny wzrost eksportu w 2000 r. i aż do trzeciego kwartału 2001 r. przy
aprecjacji kursu realnego okazuje się więc w znacznej mierze opóźnionym o rok
efektem deprecjacji kursu z okresu 1999-2001. Dlatego właśnie eksport zaczął
tracić dynamikę wzrostu w czwartym kwartale 2001 r., a w tym roku zaczął maleć.

Można zatem powiedzieć, że w okresie 1993-2002 elastyczność importu względem
kursu realnego była procykliczna natomiast eksportu - antycykliczna, a
przedział wahań współczynników elastyczności kursowej importu jest istotnie
mniejszy niż eksportu.

Problematyczny zarobek

Jeśli mówić o deprecjacji kursu złotego w kontekście zdynamizowania eksportu,
to okres spowolnienia gospodarczego jest momentem najwłaściwszym. Jednak ze
względu na "sztywność" importu, deprecjacja może pogorszyć bilans handlowy,
zgodnie ze znaną w teorii tzw. krzywą J. Szacunek współczynników elastyczności
kursowej eksportu (patrz rysunek 2), których maksymalna wartość wynosi 1-1,5,
wskazuje, że z ewentualną deprecjacją kursu nie należy wiązać nadmiernych
nadziei na radykalny wzrost eksportu.

10-procentowa deprecjacja złotego dałaby wzrost wartości eksportu o co najwyżej
10-15 proc. i to dopiero po około roku. Natychmiast ujawniłyby się natomiast
negatywne impulsy inflacyjne wskutek droższego importu, a także kłopoty ze
spłatą kredytów, zaciągniętych w walutach obcych przez podmioty gospodarcze i
osoby fizyczne. Pamiętać też należy o bezpośredniej zależności eksportu od
importu zaopatrzeniowego i inwestycyjnego.

Efekt netto deprecjacji nie musi być więc wcale dodatni dla bilansu handlowego,
a nawet dla eksportu. W dłuższej perspektywie znacznie ważniejsze dla
zdynamizowania eksportu okazuje się ożywienie koniunktury zarówno w kraju, jak
i za granicą. Jej niecierpliwie oczekiwany powrót w drugim półroczu 2002
zweryfikuje powyższe wnioski.

Autor pracuje w Instytucie Ekonomii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i
Lubelskiej Szkole Biznesu. Artykuł jest fragmentem książki, która wkrótce ukaże
się nakładem wydawnictwa Verba.

Obserwuj wątek
    • darczynski Re: Do Fizyka i reszty 30.06.02, 11:03
      Trudno nie zgodzić się z tezami autora.
      Obawiam się, że dla niektórych osób zrozumienie jego treści może być za trudne.
      Rozmawiałem ostatnio z pewnym sympatykiem Samoobrony.
      Ma wyższe wykształcenie.
      Twierdził, że należy natychmiast zakazać importu wszelkich towarów, a popierać
      eksport i jak najwięcej wszystkiego produkować.
      Większość społeczeństwa zwyczajnie nie rozumie najprostszych zasad gospodarki
      rynkowej i potrzebuje WROGA.
      WRÓG jest zawsze wszystkiemu winny !
    • Gość: Travis Re: Do Fizyka i reszty IP: *.acn.waw.pl 30.06.02, 17:49
      Gość portalu: RYBA napisał(a):

      > Autor pracuje w Instytucie Ekonomii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i
      > Lubelskiej Szkole Biznesu. Artykuł jest fragmentem książki, która wkrótce ukaże
      >
      > się nakładem wydawnictwa Verba.

      No i wszystko jasne. Facet z takim background`em może być autorytetem tylko dla
      uli, Ryby i Rycha - absolwentów wieczorówek z Polski B

        • Gość: MACIEJ NA PEWNO BYS NIE ZDAL IP: *.ny325.east.verizon.net 06.07.02, 06:27
          Gość portalu: RYBA napisał(a):

          > Synu ty mi nie mow jakie szkoly konczylem z inteligencja to jestes gdzies
          > daleko za mna.

          Czesto szermujesz slowem "inteligencja" jakby to bylo cos ,na czym ci bardzo
          zalezy.
          Pominmy wiec to i skupmy sie na pierwszym wyrazie w zdaniu-"Synu".
          Ty masz ok 19-20 lat i mature.
          Travis jest w 100% po studiach i prawdopodobnie po ekonomicznych.
          Moje posty dla amatora sa bardzo trudne do zrozumienia.
          Travis nie dosc ze mnie zrozumial,to sam wypowiada sie bardzo sensownie.
          "Synu" w stosunku do niego,nie jest tu na miejscu.

          > I ten czlowiek napewno jest wiekszym autorytetm niz Maciej i
          > Fizyk razem wzieci.

          Na pewno to ty takich rzeczy nie wiesz,chocby dlatego ze nie wiesz jak na pewno
          napisac.
          Ty rozumiesz tego faceta z KULu a nigdy nie rozumiales mnie,czyli NA PEWNO nie
          mozesz czlowieka z KULu porownac do mnie.


    • Gość: eMisiek Krytyka artykułu IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 04.07.02, 11:33
      Gość portalu: RYBA napisał(a):

      > JERZY MICHAŁOWSKI
      >
      > Toczy się właśnie dyskusja o tym, jaki reżim kursowy jest optymalny na obecnym
      > etapie transformacji. W jej kontekście warto zwrócić uwagę, jak kurs złotego
      > wpływa na poziom eksportu i importu. Z analizy wynika, że import jest w
      > ostatnich latach mało uzależniony od jego zmian, a eksport wprawdzie na nie
      > reaguje, ale z rocznym opóźnieniem. Z tego względu bezpośrednie korzyści ze
      > znacznej deprecjacji złotego byłyby niewielkie.

      Niestety ten wniosek idzie tak daleko, że jest nieprawdziwy. Autor (to wynika z
      późniejszych jego rozważań) nie rozumie jaki wpływ ma poziom kursu na produkcje i
      sprzedaż.

      Wydaje mu się że wystarczy wziąć wskaźnik eksportu – i mieć obraz sytuacji w
      gospodarce. Jest to błąd. Obniżenie kursu złotego sprawia że zarządy zaczynają
      widzieć opłacalność eksportu, przygotowują plany, poszukują kontaktów
      zagranicznych, reorganizują produkcję, być może inwestują, biorą kredyty,
      zatrudniają ludzi, kupują materiały (rośnie popyt wewnętrzny) – trwa to w
      miesiącach POPRZEDZAJĄCYCH sprzedaż za granicą.

      Efekt zmian kursu to : a. dodatkowy popyt wewnętrzny wzdłuż łańcuchów
      zaopatrzenia, b. dodatkowe miejsca pracy.

      Niezrozumiałe jest (autor tego nie wyjaśnia) co ma znaczyć „znaczna deprecjacja
      złotego” – czy jest to 60 czy 80 %? Wydaje mi się że po eksporcie ostatnich lat
      wystarczy około 20 % - tyle o ile wzrosła siła złotego w ciągu 2 ostatnich lat
      min. wskutek podwyżki stóp procentowych.


      Kilka cytatów żeby nie zanudzać:

      „Oznacza to, że np. 10-procentowa deprecjacja kursu powodowałaby
      Ř ponad dziesięcioprocentowy wzrost eksportu.”

      Czyli około 20 % wzrost o 20%. Ile to nowych miejsc pracy i o ile wzrośnie popyt?


      > Na poziom eksportu kurs realny bardziej wpływa w okresie recesji niż boomu, ale
      > następuje to z dużym, rocznym opóźnieniem (patrz rysunek). Na dynamikę eksportu
      > w większym stopniu oddziałuje też (co oczywiste) koniunktura u naszych
      > partnerów gospodarczych, szczególnie w Niemczech. Recesja powoduje zatem
      > zwiększenie znaczenia kursu realnego dla eksportu (jego elastyczność kursowa
      > rośnie), ponieważ możliwości cięcia kosztów i zwiększania wydajności bez
      > inwestycji mają swoje granice.

      Zwróćmy uwagę: recesja powoduje zwiększenie znaczenie kursu realnego dla
      eksportu.
      Jeśli kredyty są drogie a złoty silny i eksport gaśnie to brak pieniędzy w kasie
      firmy na inwestycje i wydajność się nie zwiększy.

      > Podziwu godny wzrost eksportu w 2000 r. i aż do trzeciego kwartału 2001 r. przy
      > aprecjacji kursu realnego okazuje się więc w znacznej mierze opóźnionym o rok
      > efektem deprecjacji kursu z okresu 1999-2001. Dlatego właśnie eksport zaczął
      > tracić dynamikę wzrostu w czwartym kwartale 2001 r., a w tym roku zaczął maleć.

      Pytanie czy chcemy zmniejszyć bezrobocie i zwiększyć popyt wewnętrzny dzięki
      eksportowi czy nie?

      > To samo podejście zastosowane do importu wskazuje, że w pierwszym okresie (1993
      > 1999) dla jego wielkości istotne były następujące czynniki: kurs realny
      > nieopóźniony (współczynnik elastyczności minus 1), produkcja sprzedana
      > przemysłu (współczynnik 0,87), płace realne (0,58) i kredyty dla osób
      > fizycznych (0,33). Można by uznać, jest to wręcz przykład książkowy. W drugim
      > okresie (1999-2002) wszystkie te czynniki przestają objaśniać cokolwiek, tak
      > więc również dla importu rok 1999 okazuje się momentem granicznym. Siłę
      > oddziaływania zachowuje jedynie produkcja sprzedana przemysłu, natomiast
      > aprecjacja złotego przestaje powodować zwiększenie importu.
      >

      Nic dziwnego skoro


      > Do podobnych wniosków można dojść rozpatrując zmiany oddziaływania kursu
      > realnego na eksport i import w izolacji od pozostałych zmiennych, w dwuletnich
      > okresach krocząco (patrz rys. 1 i 2). Współczynniki elastyczności eksportu i
      > importu względem zmian kursu realnego nie pozostawiają wątpliwości -
      > potwierdzają trendy zauważone w dwóch omawianych okresach. W przypadku importu
      > współczynnik elastyczności kursowej był początkowo wysoce ujemny, a w końcu
      > całego okresu jego wartość była bliska zeru.
      >
      > "Sztywny" import
      >
      > Można uznać, że wartość przywozu staje się "sztywna" ze względu na oczywistą
      > importochłonność produkcji na rynek krajowy i na eksport. Importu nie można
      > łatwo obniżyć poniżej pewnego poziomu. Czynnikiem silniejszym od aprecjacji
      > kursu realnego - która powinna przecież powodować zwiększenie importu,
      > szczególnie konsumpcyjnego - okazuje się malejące od końca 1999 r. tempo
      > wzrostu produkcji, kredytów i płac. Gdyby uogólniać te wyniki, to można by
      > powiedzieć, że wzrost produkcji, kredytu dla osób fizycznych i płac, zwiększa
      > import bardziej niż zmniejsza go ich spadek.
      >
      > Import istotnie zależy od krajowego popytu, rośnie zatem dynamicznie wraz ze
      > wzrostem produkcji, płac i kredytu. Jednocześnie wzrasta wtedy znaczenie
      > aprecjacji kursu realnego dolara dla importu. Wraz ze spadkiem aktywności
      > gospodarczej to znaczenie maleje. W okresie prosperity (1993-97) aprecjacja
      > kursu bardziej sprzyjała wzrostowi importu niż szkodziła mu chwilowa
      > deprecjacja (w 1997 r.). W okresie spadku dynamiki wzrostu gospodarczego (2000-
      > 2001), aprecjacja nie powodowała natomiast zwiększenia importu. Obecnie jego
      > wartość obniża się bardzo powoli, w ślad za spadkiem produkcji od czwartego
      > kwartału zeszłego roku.
      >


      >
      > Problematyczny zarobek
      >
      > Jeśli mówić o deprecjacji kursu złotego w kontekście zdynamizowania eksportu,
      > to okres spowolnienia gospodarczego jest momentem najwłaściwszym. Jednak ze
      > względu na "sztywność" importu, deprecjacja może pogorszyć bilans handlowy,
      > zgodnie ze znaną w teorii tzw. krzywą J. Szacunek współczynników elastyczności
      > kursowej eksportu (patrz rysunek 2), których maksymalna wartość wynosi 1-1,5,
      > wskazuje, że z ewentualną deprecjacją kursu nie należy wiązać nadmiernych
      > nadziei na radykalny wzrost eksportu.
      >
      > 10-procentowa deprecjacja złotego dałaby wzrost wartości eksportu o co najwyżej
      Ř 10-15 proc. i to dopiero po około roku.

      10% - 15 % większy eksport? Rzeczywiście nie warto.


      Natychmiast ujawniłyby się natomiast
      > negatywne impulsy inflacyjne wskutek droższego importu, a także kłopoty ze
      > spłatą kredytów, zaciągniętych w walutach obcych przez podmioty gospodarcze i
      > osoby fizyczne. Pamiętać też należy o bezpośredniej zależności eksportu od
      Ř importu zaopatrzeniowego i inwestycyjnego.

      Cos za coś, my nie wierzymy (jak autor) że niewielka inflacja jest szkodliwa dla
      gospodarki. Pytanie jest takie – jak zdynamizować eksport przy możliwie niskiej
      inflacji a nie jak zarżnąć gospodarkę po to by uzyskać zerową inflację.

      > Efekt netto deprecjacji nie musi być więc wcale dodatni dla bilansu handlowego,
      > a nawet dla eksportu. W dłuższej perspektywie znacznie ważniejsze dla
      > zdynamizowania eksportu okazuje się ożywienie koniunktury zarówno w kraju, jak
      > i za granicą. Jej niecierpliwie oczekiwany powrót w drugim półroczu 2002
      > zweryfikuje powyższe wnioski.

      Jak ożywić koniunkturę – dla pracownika naukowego KUL odpowiedź na to pytanie
      przekracza możliwości. Pozostaje nam tylko z niecierpliwością czekać na
      ożywienie, wierzyć i mieć nadzieję że nastąpi. No i oczywiście – jak mógłbym
      zapomnieć – modlić się, przede wszystkim modlić się.


      > Autor pracuje w Instytucie Ekonomii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i
      > Lubelskiej Szkole Biznesu. Artykuł jest fragmentem książki, która wkrótce ukaże
      > się nakładem wydawnictwa Verba.

      Szkoda papieru.
    • Gość: eMisiek Krytyka - wersja poprawiona, łatwiej się czyta IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 04.07.02, 11:38
      Gość portalu: RYBA napisał(a):

      > JERZY MICHAŁOWSKI
      >
      > Toczy się właśnie dyskusja o tym, jaki reżim kursowy jest optymalny na
      obecnym
      > etapie transformacji. W jej kontekście warto zwrócić uwagę, jak kurs złotego
      > wpływa na poziom eksportu i importu. Z analizy wynika, że import jest w
      > ostatnich latach mało uzależniony od jego zmian, a eksport wprawdzie na nie
      > reaguje, ale z rocznym opóźnieniem. Z tego względu bezpośrednie korzyści ze
      > znacznej deprecjacji złotego byłyby niewielkie.

      Niestety ten wniosek idzie tak daleko, że jest nieprawdziwy. Autor (to wynika z
      późniejszych jego rozważań) nie rozumie jaki wpływ ma poziom kursu na produkcje
      i sprzedaż.

      Wydaje mu się że wystarczy wziąć wskaźnik eksportu – i mieć obraz sytuacji w
      gospodarce. Jest to błąd. Obniżenie kursu złotego sprawia że zarządy zaczynają
      widzieć opłacalność eksportu, przygotowują plany, poszukują kontaktów
      zagranicznych, reorganizują produkcję, być może inwestują, biorą kredyty,
      zatrudniają ludzi, kupują materiały (rośnie popyt wewnętrzny) – trwa to w
      miesiącach POPRZEDZAJĄCYCH sprzedaż za granicą.

      Efekt zmian kursu to : a. dodatkowy popyt wewnętrzny wzdłuż łańcuchów
      zaopatrzenia, b. dodatkowe miejsca pracy.

      Niezrozumiałe jest (autor tego nie wyjaśnia) co ma znaczyć „znaczna deprecjacja
      złotego” – czy jest to 60 czy 80 %? Wydaje mi się że po eksporcie ostatnich lat
      wystarczy około 20 % - tyle o ile wzrosła siła złotego w ciągu 2 ostatnich lat
      min. wskutek podwyżki stóp procentowych.


      Kilka cytatów żeby nie zanudzać:

      „Oznacza to, że np. 10-procentowa deprecjacja kursu powodowałaby
      Ř ponad dziesięcioprocentowy wzrost eksportu.”

      Czyli około 20 % wzrost o 20%. Ile to nowych miejsc pracy i o ile wzrośnie
      popyt?


      > Na poziom eksportu kurs realny bardziej wpływa w okresie recesji niż boomu,
      ale
      > następuje to z dużym, rocznym opóźnieniem (patrz rysunek). Na dynamikę
      eksportu
      > w większym stopniu oddziałuje też (co oczywiste) koniunktura u naszych
      > partnerów gospodarczych, szczególnie w Niemczech. Recesja powoduje zatem
      > zwiększenie znaczenia kursu realnego dla eksportu (jego elastyczność kursowa
      > rośnie), ponieważ możliwości cięcia kosztów i zwiększania wydajności bez
      > inwestycji mają swoje granice.

      Zwróćmy uwagę: recesja powoduje zwiększenie znaczenie kursu realnego dla
      eksportu.
      Jeśli kredyty są drogie a złoty silny i eksport gaśnie to brak pieniędzy w
      kasie firmy na inwestycje i wydajność się nie zwiększy.

      > Podziwu godny wzrost eksportu w 2000 r. i aż do trzeciego kwartału 2001 r.
      przy
      > aprecjacji kursu realnego okazuje się więc w znacznej mierze opóźnionym o
      rok
      > efektem deprecjacji kursu z okresu 1999-2001. Dlatego właśnie eksport zaczął
      > tracić dynamikę wzrostu w czwartym kwartale 2001 r., a w tym roku zaczął
      maleć.

      Pytanie czy chcemy zmniejszyć bezrobocie i zwiększyć popyt wewnętrzny dzięki
      eksportowi czy nie?


      > Problematyczny zarobek
      >
      > Jeśli mówić o deprecjacji kursu złotego w kontekście zdynamizowania eksportu,
      > to okres spowolnienia gospodarczego jest momentem najwłaściwszym.

      To warto przeczytać dwa razy


      >Jednak ze
      > względu na "sztywność" importu, deprecjacja może pogorszyć bilans handlowy,
      > zgodnie ze znaną w teorii tzw. krzywą J. Szacunek współczynników
      elastyczności
      > kursowej eksportu (patrz rysunek 2), których maksymalna wartość wynosi 1-1,5,
      > wskazuje, że z ewentualną deprecjacją kursu nie należy wiązać nadmiernych
      > nadziei na radykalny wzrost eksportu.
      > 10-procentowa deprecjacja złotego dałaby wzrost wartości eksportu o co
      najwyżej
      Ř 10-15 proc. i to dopiero po około roku.

      10% - 15 % większy eksport? Rzeczywiście nie warto.


      Natychmiast ujawniłyby się natomiast
      > negatywne impulsy inflacyjne wskutek droższego importu, a także kłopoty ze
      > spłatą kredytów, zaciągniętych w walutach obcych przez podmioty gospodarcze i
      > osoby fizyczne. Pamiętać też należy o bezpośredniej zależności eksportu od
      Ř importu zaopatrzeniowego i inwestycyjnego.

      Cos za coś, my nie wierzymy (jak autor) że niewielka inflacja jest szkodliwa
      dla gospodarki. Pytanie jest takie – jak zdynamizować eksport przy możliwie
      niskiej inflacji a nie jak zarżnąć gospodarkę po to by uzyskać zerową inflację.

      > Efekt netto deprecjacji nie musi być więc wcale dodatni dla bilansu
      handlowego,
      > a nawet dla eksportu. W dłuższej perspektywie znacznie ważniejsze dla
      > zdynamizowania eksportu okazuje się ożywienie koniunktury zarówno w kraju,
      jak
      > i za granicą. Jej niecierpliwie oczekiwany powrót w drugim półroczu 2002
      > zweryfikuje powyższe wnioski.

      Jak ożywić koniunkturę – dla pracownika naukowego KUL odpowiedź na to pytanie
      przekracza możliwości. Pozostaje nam tylko z niecierpliwością czekać na
      ożywienie, wierzyć i mieć nadzieję że nastąpi. No i oczywiście – jak mógłbym
      zapomnieć – modlić się, przede wszystkim modlić się.


      > Autor pracuje w Instytucie Ekonomii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i
      > Lubelskiej Szkole Biznesu.

      Może to kolega Uli z dwóch fakultetów? Homiletyki i mariologii?

      Artykuł jest fragmentem książki, która wkrótce ukaże
      > się nakładem wydawnictwa Verba.

      Szkoda papieru...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka