Dodaj do ulubionych

Jak zarobić pierwszy milion?

IP: *.chello.pl 17.08.05, 19:17
tylko co stetryczałemu dziadkowi/babci po tych 30-40 latach oszczędzania po
tym milionie? jedynie urzędasy się cieszą, bo więcej podatku jest do
zmarnotrawienia i bankowcy, gdyż z takich klientów to dopiero jest zysk.
Obserwuj wątek
    • Gość: Adam Skąd pieniądze na biznes- www.emoney.pl IP: *.szczecin.mm.pl 17.08.05, 19:48
      www.emoney.pl Polecam te
      strone,zestawienie instytucji finansowych, mozliwosc zainwestowania gotowki
      oraz mozliwosc darmowej porady kredytowej.
      • Gość: fifa co to za brednie ??? IP: *.qc.sympatico.ca 18.08.05, 03:48
        ten artykol to jakis dziwolag. jakie odkladanie po 2k miesiecznier? ktos kto ma
        tyle kasy by odlozyc taka sume , jest na tyle bystry i ibrotny by kolejny
        milion zrobic w 2 lata a nie w 30? takie artykuly to w gazetce szkolnej mozna
        drukowac!!!
        • biznesforum Re: co to za brednie ??? 19.08.05, 11:09
          Odkładanie to ne zarobienie.
    • Gość: gosc Re: Sp.. z tego zidiocialego kraju! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.05, 20:05
      Jedyny sposob to sp... z tego zidiocialego kraju!
      • Gość: polka? Re: Sp.. z tego zidiocialego kraju! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.08.05, 10:56
        W tym chorym kraju ,za UCZCIWĄ PRACĘ można dorobić się garbu i niewolniczego
        życia.
    • Gość: me Cimoszko wie jak zrobic 1mln wczesniej np paru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.05, 20:24
      kumpli i corka ktora pozyczy 100tys$
    • Gość: zxc Re: Jak zarobić pierwszy milion? IP: 195.116.84.* 17.08.05, 20:27
      Gdybym ja odkładał co miesiąc tyle kasy to moje dzieci nie miały by co jeść i co
      włożyć na siebie. Ale gdybym jednak miał tyle (pomarzyć można) to inwestowałbym
      ale za granicą. W Polsce jest za dużo hien czatujących na łatwy zarobek cudzym
      kosztem.
    • ppecherz NIE WIEDZIAŁEM ŻE TO WOGLE MOŻLIWE... 17.08.05, 21:04
      myslalem ze pierwszy milion TRZEBA ukrasc, chrzest, komunia, bierzmowanie,
      pierwszy milion ;-)
    • adalberto3 Tusk podobno wie. 17.08.05, 21:53
      Co nie znaczy, że zdradzi tę tajemnicę swoim naiwnym wyborcom. Cha, cha, cha !
    • prawopl bezkarny sędzia Dariusz Czajka już wie jak 17.08.05, 21:55
      Wpływowy, bezkarny sędzia Dariusz Czajka, zasłynął ogłaszaniem pośpiesznie
      upadłości firm, których majątek następnie trafiał do biznesów powiązanych z..
      tym samym Dariuszem Czajką.

      Nawet według przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości jest jak pisze Gazeta
      Wyborcza “jednym z dwóch z czarnych symboli polskiego sądownictwa" ...ale mimo
      to od lat pozostaje nietykalny, a nawet pisze książki o przestępstwach
      menedżerskich - widać dużo wie.

      Nie jest jednak sam, dlatego nie został wykluczony z zawodu, a założona przez
      niego "uczelnia prawa" EWSPA dostaje w nagrodę medale od Prezydenta
      (J.Kwaśniewskiego - dla jasności) właśnie w czasie gdy prasa rozpisuje się o
      kolejnych kontrowersjach związanych z założoną przez niego uczelnią EWSPA.

      Tymczasem żona Pana Prezydenta (J.Kwaśniewska) patronuje imprezom
      organizowanych na jachcie należącym do uczelni EWSPiA. Zakup tego jachtu po
      okazyjnej cenie również ma związek jak sugeruje prasa z pozostałymi
      upadłościami sędziego Czajki.

      Sędzia Dariusz C. nie został usunięty z zawodu, do czego aktywnie przyczynił
      się występując w jego obronie Tadeusz Szymanek, sędzia Sądu Najwyższego, a
      prywatnie ojciec Jolanty Szymanek Deresz - która tak się składa jest szefową
      kancelarii Prezydenta RP (A.Kwaśniewski).

      Szczegóły na stronie www.czarnalista.com/1dariuszczajka.html
    • Gość: palacz Re: Jak zarobić pierwszy milion? IP: *.lodz.msk.pl 17.08.05, 22:09
      Jesli ty i twoja zona palicie po 25 papierosow dziennie po 6 PLNow za paczke i
      gdybyscie zamiast palic odkladali ta kase to z tych obliczen wynika ze po ok
      40/50 latach mielibyscie milion. Ale zawsze mozna pozostac przy przyjemnosciach
      z bloga swiadomoscia ze za 40/50 lat to i tak proch z nas wiec po cholere nam
      ten milion.
      • 21michal21 Re: Jak zarobić pierwszy milion? 18.08.05, 00:08
        jakto jak.
        trzeba pozyczyc 1mln, isc do kasyna na ruletke (czarne/czerwone) i liczyc na
        szczescie, w koncu to 50%. jak sie nie uda, to uciekac za granice, nie ma
        przeciez nic do stracenia :P
        • Gość: realista Re: Jak zarobić pierwszy milion? IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 18.08.05, 00:41
          pozyczyc 2 miliony zeby bylo z czym uciekac za granice jak sie nie uda
          • Gość: Czerwoni złodzieje Re: Jak zarobić pierwszy milion? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.05, 08:33
            Lepiej pożyczyć 2 mln i zapisać się do sztabu Cimoszenki i nie oddawać nic.
    • Gość: amigo Re: Jak zarobić pierwszy milion? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.08.05, 09:06
      Najprościej odkładać po 90tys. miesięcznie, wtedy "bańkę" uzbiera sie w rok :-)
    • rower0071 Re: Jak zarobić pierwszy milion? 18.08.05, 09:18
      kolejny geniusz ekonomii sie rozpisał w tym artykule, każdy kto chce odłożyć
      kasę na tzw "stare lata" żeby żyć godziwie z tego co odłoży musi zakładać, że w
      każdym roku musi odkładać więcej kasy, wzrost musi być przynajmniej równy
      wskaźnikowi inflacji aby zachować zdolność nabywczą pieniądza plus powiększać
      ją o jakieś tam odsetki...jeśli się zakłada że przez 40 lat nalezy odkładać po
      1000 zł to można iść do tych wszystkich doradców fnansowych, zrobią z człowieka
      milionera w 5 minut. Chyba logiczne jest, że jeśli teraz 1000 zł stanowi ok.
      50% przecietnej pensji wg GUS-u, to za 20 lat te 1000 zł może stanowić np. 20%
      przeciętnej pensji więc aby zapewnić sobie ten sam poziom trzeba będzie za te
      20 lat pakować już ok. 2500 zl co miesiąc... pytanie tylko czy okres 20-30 lat
      jest przewidywalny pod względem gospodarczym w Polsce, ja mam wątpliwości bo
      któregoś dnia może przyjść jakiś kolejny geniusz który skasuje moje
      oszczędności emerytalne w OFE w imię ratowania budżetu państwa albo moj fundusz
      przyjmie niespodziewanie złą strategię inwestycyjną i wartośc jednostki spadnie
      ze 100 zl do 1 zł i mam dziwne przeczucie, że większość OFE tak skończy...o
      ZUSie to szkoda gadać, ciekawe co się dzieje z moją składką rentową...bo na
      emeryturę to ona nie wpływa chyba tylko na nowe bety i gabinety urzędasów.
      • Gość: darek_w1 Re: Jak zarobić pierwszy milion? IP: *.lan.pop.pl 18.08.05, 10:22
        > każdym roku musi odkładać więcej kasy, wzrost musi być przynajmniej równy
        > wskaźnikowi inflacji aby zachować zdolność nabywczą pieniądza

        A przeczytałeś artykuł do końca? Przecież jest mowa o inflacji, a nawet o
        niebezpieczeństwie hiperinflacji. Z drugiej strony autor artykułu nie wspomina,
        że przy rosnącej inflacji w normalnej gospodarce (odróżnieniu od PRL) wzrosną
        również stopy procentowe, a więc i stopa zwrotu. Chcąc robić w miarę sensowne
        obliczenia tego typu powinno się operować realną stopą zwrotu czyli tym co
        zostaje powyżej inflacji. Przy lokowaniu w banku można liczyć na realną stopę
        zwrotu na poziomie góra 3%. Zdecydowanie lepiej wychodzi się na akcjach.
        Oczywiście istnieje ryzyko utraty kapitału, nie tylko realnego ale nawet
        nominalnego, ale przy odpowiedniej dywersyfikacji portfela jest ono niewielkie.

        > jest przewidywalny pod względem gospodarczym w Polsce, ja mam wątpliwości bo
        > któregoś dnia może przyjść jakiś kolejny geniusz który skasuje moje
        > oszczędności emerytalne w OFE w imię ratowania budżetu państwa

        Ja mam takie same wątpliwości ;-) Dlatego o swoje oszczędności emerytalne
        troszczę się sam. Politykom nie wierzę.

        > ZUSie to szkoda gadać, ciekawe co się dzieje z moją składką rentową...bo na
        > emeryturę to ona nie wpływa chyba tylko na nowe bety i gabinety urzędasów.

        Jak sama nazwa wskazuje na emeryturę wpływa składka emerytalna. Składka rentowa
        jest klasycznym ubezpieczeniem od utraty możliwości zarobkowania z powodów
        zdrowotnych. Wypłacane są z niej renty dla inwalidów.
        • rower0071 Re: Jak zarobić pierwszy milion? 19.08.05, 11:10
          Tak, idzie na renty...ale jeśli nie dostaniesz renty, kasy swojej nie
          odzyskujesz, z drugiej strony jak dostajesz rentę to do końca życia (oczywiście
          jak się uda i lekarz orzecznik nie orzecze że noga panu odrosła i możesz wracać
          do roboty) więc nie dostaniesz nic ze składki emerytalnej....tak czy tak rąbną
          moją kasę...za kilkaset złotych miesięcznie które idzie na moją składkę rentową
          mógłbym sobie wykupić niezłą polisę na wypadek niezdolności do pracy i nie
          dostawałbym 450 zł co miesiąc tylko niezłą kasę od razu, starczyloby na
          leczenie, rehabilitację i może mógłbym wrócić...ale takie rozwiązanie jest
          opłacalne dla mnie a nie dla ZUSu, dlatego też go nie ma :) z drugiej strony
          oni dbają o mnie bo sam nie ubezpieczyłbym się ani nie odkładał dlatego koszą z
          mojej pensji co miesiąc....a z drugiej strony wierzą, że odłożę w OFE na
          emeryturę....
    • Gość: analityk Kłamstwo !!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.08.05, 09:32
      Przy oszczędzaniu przez 30 lat uzbieramy kapitału 451 440 PLN (1 254 PLN x 12 x
      30) a odsetki 5% przy kapitalizacji miesięcznej wyniosą 339 520,5 PLN. To razem
      daje 790 960,5 PLN.

      Po co wciskać kit, wniosek jest prosty najpewniej jest ukraść


      • Gość: prawdziwy analityk Re: Kłamstwo !!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.08.05, 09:44
        Pierdoła z Ciebie a nie analityk, a gdzie odsetki od odsetek???
      • rower0071 Re: Kłamstwo !!! 18.08.05, 09:50
        analityk, jeśli tak liczysz w pracy to gratuluję, jeśli kapitalizujesz odsetki
        to od następnego okresu rozliczeniowego doliczają się one do kapitału który
        jest oprocentowany...chyba, że masz inny pomysł na oszczędzanie, inwestujesz co
        miesiąc 1254 a odsetki sobie przelewasz na bieżacy niech leżą sobie i
        odpoczywają ze roczna stopą zwrtou = 0, po co je inwestować, zmęczyły się
        biedaczki.
    • Gość: jeremi Re: Jak zarobić pierwszy milion? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.05, 09:51
      Jak zarobić? Ukraść Solidarności pieniądze na stworzenie niby solidarnościowej gazety. Czy nie tak Gazeto?
    • Gość: Student Re: Jak zarobić pierwszy milion? IP: *.acn.waw.pl 18.08.05, 09:58
      Kretynski artykuł !! Najlepiej niech autor napisze ze w ogole nie ma sensu
      oszczedzac.
      Takie przykłady stopy zwrotu którą podał to jakies chyba z lokaty bankowej.

      Pierwszy milion jest łatwo osiągnąć, i porzekadło ze trzeba je ukraść to
      również idiotyzm przywoławczy autora.

      Zasda nr 1: Nigdy nie słuchaj się innych gdy chodzi o pieniądze !!

      Ps. jak ktoś chce miec niezależnośc finansową niech przeczyta ksiązkę Roberta
      Kiyosakiego: "Bogaty ojciec, biedny ojciec" - tam jest ukazany mechanizm który
      sprawia ze 95% ludzi do końca swoich szarych dni będzie biedna, nie rozumiejąc
      dlaczego i obwiniając wszsytkich oprócz siebie za własne osiągnięcia !!

      1 książka może zmienic zycie, ja nie jestem dystrybutorem ani sprzedawcą, po
      prostu sam ja przeczytałem i klapki spadły mi ze łba :) Niestety większośc
      ludzi nigdy jej nie przeczyta :((
    • Gość: kalafior przepraszam, chodzi o milion PLN czy EUR ? IP: *.chello.pl 18.08.05, 10:05
      bo po 30-40 latach to ten milion bedzie niewiele wart, a milion to jest dzis
      potrzebny (tuz, tuz)
    • toja3003 oszczędzanie to zabójstwo dla gospodarki 18.08.05, 11:14
      nie oszczędzania trzeba ale konsupcji.
      Inaczej wpadniemy w kłopoty jak Niemcy
      czy Japończycy. Oni też mają miliardy
      na książeczkach oszcządnościowych i niszczą
      tym sobie wzajemnie miejsca pracy.

      Jeśli pracuję w firmie budowlanej i mówię: „kupiłbym może samochód ale po co,
      lepiej będę oszczędzał” to pracownik firmy samochodowej nie zarobi i nie kupi u
      mnie usługi budowlanej. I odwrotnie.

      Oszczędzanie to zabójstwo dla gospodarki.
      • Gość: darek_w1 Nie kompromituj się IP: *.lan.pop.pl 18.08.05, 12:41
        Jak sądzisz, co się dzieje z pieniędzmi, które ludzie zanoszą do banku jako
        oszczędności? Bankowcy kopcują je w piwnicach jak ziemniaki?
        • toja3003 przepraszam gosciu "nieskompromitowany" 18.08.05, 16:57
          brakiem fantazji i podstaw ekonomii ale na tym problem polega,
          ze większość ludzi pod pojęciem "oszczędzanie"
          rozumie właśnie pakowanie pieniędzy
          do bankowej skarpety typu książeczka oszczędnościowa.

          Oczywiście bank może tymi pieniędzmi obracać
          ale nie w całości tylko w części więc jest
          to o wiele mniej efektywne niż bezpośrednia konsumpcja.

          Masz jakąś firmę? Sprzedajesz coś? To powiedz swoim
          klientom: "przepraszam ale po co u mnie chcecie
          kupować te bułki czy samochody, lepiej sobie
          pooszczędzajcie, wpakujcie pieniądze na jakiś
          fundusz, niech tam sobie poleżą a dłubiący w nosie
          bankowiec kliknie myszką i kupi za to parę
          smiesznych opcji więc może na tym nie stracicie".

          Nie oszczędzania Polsce potrzeba ale wydawania.
          Powtarzam: gdyby ci niemieccy dziadkowie tylko
          parę procent swoich osczędności ruszyli to
          nie narzekaliby na słaby rozwój. Ich gospodarka
          eksportem stoi wiec niech jeszcze innym
          krajom powiedza: "oszczędzajcie".

          Nie popełniajmy w Polsce ich błędów.

          A jak chcesz kompetentej dyskusji
          na argumenty ekonomiczne to słucham.
          • Gość: darek_w1 Re: przepraszam gosciu "nieskompromitowany" IP: *.lan.pop.pl 18.08.05, 21:52
            > ze większość ludzi pod pojęciem "oszczędzanie"
            > rozumie właśnie pakowanie pieniędzy
            > do bankowej skarpety typu książeczka oszczędnościowa.

            Bank nie jest "skarpetą" oszczędnościową.

            > Oczywiście bank może tymi pieniędzmi obracać
            > ale nie w całości tylko w części więc jest
            > to o wiele mniej efektywne niż bezpośrednia konsumpcja.

            Dałem ci wskazówkę, ale nie skorzystałeś z niej. Musimy więc na piechotę. Jak
            zanosisz pieniądze do banku jako lokatę to wypłaca on odsetki. A skąd na nie
            bierze? Banknoty im się w skarbcu rozmnażają? Bank wszystkie te pieniądze
            wypuszcza z powrotem na rynek w postaci kredytów (pomińmy tu jakieś niuanse
            typu rezerwy obowiązkowe itp). Od udzielonych kredytów ma odsetki, większe niż
            te które płaci od lokaty. Ta różnica pomiędzy oprocentowaniem lokat i kredytów
            jest zyskiem banku. Na tym właśnie polega działalność bankowa.
            Powtarzam jeszcze raz - wszystkie pieniądze jakie do banków zanoszą
            oszczędzający trafiają z powrotem na rynek, a nie wypadają z obiegu hamując
            konsumpcję. Jedyne co się zmienia to _kto_ konsumuje, ale poziom konsumpcji
            jest praktycznie taki sam. Można powiedzieć, że ten co oszczędza pożycza swoją
            konsumpcję temu co bierze kredyt.
            • toja3003 dzięki za "wskazówkę", wiem że tak piszą 19.08.05, 13:01
              w podręcznikach do ekonomii dla 1-go semestru.
              Ja akurat mam w tej mierze znacznie więcej wiedzy.
              A więc konkretnie.

              twierdzę, że dla gospodarki lepiej będzie
              jeśli Kowalski miast oszczedzać wyda stosowną
              nadwyżkę na konsumcję, ponieważ pieniądze
              szybciej i w większej ilości wprowadzone
              zostaną do obiegu gospodarczego.

              Owszem, jeśli zaniesie je do banku
              to również znajdą się one w tym obiegu
              ale w sposob pośredni a więc spowolniony
              i już z samego równania Fishera wynika,
              że jest to czynnik inflacjogenny.

              Dalej: niebagatelny jest ubytek pieniądza
              kredytowego wskutek takich czynnikow jak
              rezerwa kasowa czy stabilizacyjna
              (sa na to przepisy prawne banku centralnego
              a więc i NBP) co sumuje się nie w pojedyncze procenty
              ale w dziesiątki procent.

              Już z tego wyliczenia widać róńznice między
              napędzaniem gospodarki kredytami depozytowymi
              a bezpośrednią konsumpcją indywidualną.

              A co co do fukcjonowania gospodarki bez kredytu to właśnie
              w kontekście oszczędzania już od Malthusa przez
              Keynesa pokazano, że możliwy byłby bezkredytowy
              model gospodarczy ale systuacja odwrotna
              tzn. model prooszczędnościowy byłaby
              katastrofalna. Oczywiście są to ekstrema,
              o których nie chce mówić a jedynie wskazać, że
              możliwe jest zaciąganie kredytów przez banki
              komercyjne w banku centralnym aby finasować
              inwestycje czy kredyty, o których mowisz.
              Zreszta jak wiesz w drodze indywidulanej
              konsumpcji to finansowanie też jest możliwe
              nawet bez takich instrumentow jak akcje
              czy im pochodne. Ekonomiści zresztą już
              dawno wykazali, że właśnie nadwyżka oszczędności
              nad kredytami prowadzi do kryzysu nadprodukcji.

              Dalej: w dzisiejszej gopodarce nie grożą
              nam światowe kryzysy na wzór międzywojennego
              z uwagi na parametryczny interwencjonizm
              w polityce monetarnej ale pięknym przykładem
              turbulencji gospodarczych spowodowanych
              nadmiernymi oszczędnościami byla Japonia
              po 31.03.2000. Jak wiadomo tego dnia zaczął
              się (łagodny) krach gieldowy, który dał
              m.in. załon do potężnej (i koniecznej)
              korekty dotcomow. Przyczyną było załamanie
              się tzw. pocztowego funduszu emerytalnego
              wskutek błędow inwestycyjnych na rynku
              nieruchomości. Twierdzę, że gdyby drobni
              ciułacze wydawali te sumy indywidualnie
              (niechby i w postaci spłat kredytu mieszkaniowego)
              efektywność ekonomiczna byłaby większa.

              Więc jeszcze raz pytam: czy uważasz, że jeśli Kowalski
              zarabia 2000 zł, żyje i niezadłżony funkcjonuje i pewnego dnia dostaje
              1000 więcej to powinien te pieniądze zanieść do banku
              miast wydać? Bo ja nie uważam tych zachowań za obojętne
              gospodarczo.

              Owszem, Kowalski znajduje się dziś międy młotem
              prokonsupcyjnej reklamy a kowadłem presji
              systemów finansowych (banki, fundusze), które
              chcą aby oddał im swoje pieniądze.
              W pierwszym przypadku Kowalski jest sceptyczny
              wobec reklam ale (z pewnymi wyrzutami sumienia)
              kupuje. W drugim wmawia mu się, że oszczędzanie
              z definicji jest czymś moralnie chwalebnym
              i że lepiej aby powierzył swoje nadwyżki
              fachowcom.

              Jesli zatem szukać uniwersalnego hasła
              prorozwojowego to należy raczej motywować
              do konsumcji a nie do oszczędzania.
              A, że we wszystkim role odgrywają
              rozsądne propocje to rzecz oczywista.

              Czekam na dalsze argumenty.
              • Gość: darek_w1 Re: dzięki za "wskazówkę", wiem że tak piszą IP: *.lan.pop.pl 19.08.05, 15:57
                > twierdzę, że dla gospodarki lepiej będzie
                > jeśli Kowalski miast oszczedzać wyda stosowną
                > nadwyżkę na konsumcję, ponieważ pieniądze
                > szybciej i w większej ilości wprowadzone
                > zostaną do obiegu gospodarczego.

                Owszem, choć nieuniknione przesunięcie czasowe pomiędzy złożeniem depozytu i
                jego powrotem na rynek nie będzie miało większego znaczenia. Tak samo różnice
                pomiędzy kwotami depozytu i kredytu np na skutek rezerw obowiązkowych. Kiedyś,
                gdy system bankowy w Polsce dopiero raczkował stopy rezerw były wysokie, rzędu
                20%. Obecnie są to pojedyncze procenty. To wszystko jest bardzo mały pikuś w
                porównaniu np. z wpływem na poziom konsumpcji kwot wynikających z salda obrotów
                zagranicznych.
                Najważniejszy błąd w rozumowaniu polega na tym, że zapominasz, że ludzie nie
                oszczędzają bo ktoś ich do tego zmusza, tylko przeważnie w celu przyszłego
                skonsumowania. Jak ktoś chce kupić dom, samochód czy nawet drobniejsze rzeczy
                typu sprzęt AGD czy meble to nie jest w stanie (zazwyczaj) sfinansować tego z
                bieżących dochodów tylko musi przez jakiś czas gromadzić na to pieniądze. Gdyby
                te pieniądze odkładał w szafie na półce pomiędzy ręcznikami to byłby to
                rzeczywiście czynnik hamujący konsumpcję. Jeśli odkłada zaś w banku to
                pieniądze wracają na rynek. I tyle. Oszczędności są wpisane we współczesną
                gospodarkę, a ich poziom nie ma wpływu na poziom konsumpcji. Wpływa ma co
                innego - saldo przepływu środków pomiędzy systemem bankowym i rynkiem, a saldo
                nie ma nic wspólnego z wielkością tych przepływów i poziomem oszczędności
                (aktywów systemu bankowego).


                > Owszem, jeśli zaniesie je do banku
                > to również znajdą się one w tym obiegu
                > ale w sposob pośredni a więc spowolniony
                > i już z samego równania Fishera wynika,
                > że jest to czynnik inflacjogenny.

                Jeśli już, to chyba deflacjogenny.

                > Dalej: niebagatelny jest ubytek pieniądza
                > kredytowego wskutek takich czynnikow jak
                > rezerwa kasowa czy stabilizacyjna

                Jak wspominałem wyżej to pojedyncze procenty. Pamiętaj też, że banki posiadają
                kapitały własne, które na pewno wystarczają na pogotowie kasowe.

                > w kontekście oszczędzania już od Malthusa przez
                > Keynesa pokazano, że możliwy byłby bezkredytowy
                > model gospodarczy

                Jest możliwy tylko w bardzo prymitywnej gospodarce, gdzieś tak w okolicach
                feudalizmu. Jak pisałem zawsze ktoś gromadzi środki na zakup czegoś
                przekraczającego jego bieżące dochody, a te środki, o ile nie są chowane w
                kuferku są źródłem kredytu. A w kuferku nikt ich nie chowa choćby z tego
                powodu, że kuferek nie dolicza odsetek. W banku jest bezpieczniej i bardziej
                dochodowo.
                Ponadto gospodarka bezkredytowa byłaby gospodarką o znikomych możliwościach
                rozwoju. Pomijając kredyty konsumpcyjne trzeba pamiętać, że znaczna część,
                jeśli nie większość, to kredyty inwestycyjne. Kapitał jest niezbędny do
                tworzenia gospodarki, przemysłu i wszelkiej dzialalności gospodarczej. Jeśli
                nie funkcjonuje system bankowy i jego możliwości dostarczania kapitału do
                przedsiębiorstw pozostaje im praktycznie wyłącznie rozwój w oparciu o środki
                własne, a to powoduje, że na inwestycję, którą można by zrobić w ciągu roku w
                oparciu o kredyt bankowy trzeba zbierać środki wiele lat. Chyba ie muszę
                tłumaczyć jaki ma to wpływ na rozwój gospodarczy.

                > o których nie chce mówić a jedynie wskazać, że
                > możliwe jest zaciąganie kredytów przez banki
                > komercyjne w banku centralnym aby finasować
                > inwestycje czy kredyty, o których mowisz.

                A bank centralny to skąd ma pieniądze? Tak sobie zwyczajnie je drukuje ile
                potrzeba? On wchodzi tak samo w skład systemu bankowego, przyjmuje depozyty i
                udziela kredytów, tyle że bankom, a nie podmiotom indywidualnym. Jest dla niego
                pewnym buforem, ale jego zawartość pochodzi tak samo z wpłat do systemu
                bankowego. Ma też skończoną pojemność, a jak ją przekroczysz wywołasz
                hiperinflację (bo zwykłą inflację wywołasz już w momencie gdy _zaczniesz_
                opróżniać ten bufor).

                > czy im pochodne. Ekonomiści zresztą już
                > dawno wykazali, że właśnie nadwyżka oszczędności
                > nad kredytami prowadzi do kryzysu nadprodukcji.

                O właśnie! Nie poziom oszczędności go wywołuje tylko SALDO przepływów pomiędzy
                rynkiem i systemem bankowym. Przepływy regulują stopy procentowe. Jak poziom
                oszczędności rośnie szybciej niż ilość kredytów to obniża się stopy, przez co
                oszczędzanie staje się mniej opłacalne, a branie kredytów tańsze. I saldo się
                wyrównuje. Na tym właśnie polega rola banku centralnego - pilnować, żeby saldo
                mieściło się w określonym zakresie, gdześ w okolicy zera. Wtedy gospodarka jest
                stabilna. Wykraczanie w jedną stronę grozi inflacją, w drugą stronę deflacją, a
                obie są szkodliwe dla gospodarki.

                > Więc jeszcze raz pytam: czy uważasz, że jeśli Kowalski
                > zarabia 2000 zł, żyje i niezadłżony funkcjonuje i pewnego dnia dostaje
                > 1000 więcej to powinien te pieniądze zanieść do banku
                > miast wydać? Bo ja nie uważam tych zachowań za obojętne
                > gospodarczo.

                Jak Kowalski kupi sobie za ten 1000 zł nową pralkę to fabryka pralek się
                niewątpliwie ucieszy. Jak Kowalski zaniesie ten 1000 zł do banku, to Malinowski
                weźmie 1000 zł kredytu i to on kupi sobie nową pralkę. I fabryka pralek ucieszy
                się dokładnie tak samo, bo jej wisi centralnie i powiewa, który z nich dokonał
                zakupu.

                > Owszem, Kowalski znajduje się dziś międy młotem
                > prokonsupcyjnej reklamy a kowadłem presji
                > systemów finansowych (banki, fundusze), które
                > chcą aby oddał im swoje pieniądze.

                Nie oddał tylko pożyczył, o ile nie są mu w danej chwili potrzebne. Oni mu
                przypilnują kasy, żeby nikt jej nie zaimał, a poza tym wypłacą premię w postaci
                odsetek. Jak Kowalski będzie tych pieniędzy potrzebował to dostanie je z
                powrotem i wtedy je sobie wyda.

                > Jesli zatem szukać uniwersalnego hasła
                > prorozwojowego to należy raczej motywować
                > do konsumcji a nie do oszczędzania.

                Po raz kolejny powtarzam, że oszczędzanie w banku jest równoznaczne z
                konsumpcją. Zmienia się jedynie podmiot konsumujący. Poza tym nawoływanie do
                oszczędzania jest hasłem prorozwojowym, bo generuje środki w systemie bankowym
                mogące stać się źródłem kredytu inwestycyjnego, a nie ma rozwoju bez
                inwestycji. Oczywiście pod warunkiem, że wraz z oszczędnościami rośnie poziom
                akcji kredytowej. Dopiero gdy wypływ kredytów nie nadąża za dopływem środków z
                oszczędności robi się problem, który jednak rozwiązuje się za pomocą
                zmniejszenie stóp procentowych. Finansowanie rozwoju za pomoca kredytów ma tą
                przewagę nad finansowaniem ze środków własnych, że pozwala na szybsze
                realizowanie inwestycji i kieruje środki do tych dziedzin gospodarki, gdzie są
                one najbardziej potrzebne.
                Amen.

                • toja3003 sory, ale dzieląc moje zdania na pół i wyrywając 22.08.05, 13:46
                  je z kontekstu naprawdę będziesz budzić tylko moje rozczarowanie.
                  Przykład, pastwisz się nad połówką zdania:
                  "A co co do fukcjonowania gospodarki bez kredytu to właśnie
                  w kontekście oszczędzania już od Malthusa przez
                  Keynesa pokazano, że możliwy byłby bezkredytowy
                  model gospodarczy ale systuacja odwrotna
                  tzn. model prooszczędnościowy byłaby
                  katastrofalna." Kiedy wyraźnie w następnym zdaniu stwierdzam:
                  "Oczywiście są to ekstrema, o których nie chce mówić ..."
                  Czemu nie komentujesz drugiej połówki zdania?

                  Ale pozwól, że nie będę stosował twojej metody
                  i komentował osobno każdego fragmentu wypowiedzi.

                  Wrócę jedynie do przykładu z Kowalskim. Otóż dla fabryki
                  pralek nie ma zancuenia czy 1000 złotych oszczędności Kowalskiego
                  malinowski wyda na tę pralkę w formie kredytu. To prawda.
                  Ale rozważ dalsze możliwości tej sytuacji. Otóż
                  Kowalski nie zanosi pieniędzy do banku, kupuję pralkę
                  a Malinowski bierze kredyt i kupuję d r u g ą pralkę.
                  Chyba jest istotna różnica dla gospodarki prawda?
                  Skąd błąd twojego rozumowania? Z kurczowego trzymania
                  się modelu gdzie oszczędności zamieniane są na kredyty.
                  A o tym też pisałem: jako bank komercyjny, mając zero
                  depozytów mogę wziąść powiedzmy milion złotych
                  od banku centralnego na 3 procent rocznie i puścić
                  to w obieg jako kredyty dla ludności na 5 procent,
                  kasując różnicę!

                  I nie mów o "kuferku" tamiast "skarpety",
                  bo to jedno i to samo: bankowa skarpeta czy
                  bankowy kuferek - wiem, że nie fizyczne obiekty.
                  Bank zawsze wywołuje efekt tarcia wprowadzając
                  na rynek tylko fragment oszcządności i zawsze
                  z opóźnieniem - tego faktu nie da się zanegować.

                  I wiem, że oszczędzanie celowe jest przesuniętą
                  w czasie konsumpcją związanem z naturalnym
                  wymogiem posiadania określonego wkładu pod
                  kredyt. Nie mam niec do tego, tylko
                  do powiększania rezerw bez konsumpcji. Po co?
                  Przecież nie ma gwarancji, że ktoś moje oszczędności
                  zechce wydać kiedy wszyscy zaczną podobnie myśleć.
                  A tak właśnie się zdarzyło w Japonii - stąd
                  paradoks ujemnych stóp procentowych
                  i kwadratura deflacji: dlaczego mam kupić dziś
                  coś, co na pewno jutro będzie tańsze?

                  Powiedz też Niemcom żeby dalej oszczędzali.
                  Ja bym im tego nie radził.








                  • Gość: darek_w1 Re: sory, ale dzieląc moje zdania na pół i wyrywa IP: *.lan.pop.pl 22.08.05, 20:45
                    > Ale rozważ dalsze możliwości tej sytuacji. Otóż
                    > Kowalski nie zanosi pieniędzy do banku, kupuję pralkę
                    > a Malinowski bierze kredyt i kupuję d r u g ą pralkę.

                    A skąd bank weźmie pieniądze na udzielenie kredytu jeśli nikt nie złoży w nim
                    depozytu? Z kredytu refinansowego z NBP jak w poniższym cytacie?

                    > A o tym też pisałem: jako bank komercyjny, mając zero
                    > depozytów mogę wziąść powiedzmy milion złotych
                    > od banku centralnego na 3 procent rocznie i puścić
                    > to w obieg jako kredyty dla ludności na 5 procent,
                    > kasując różnicę!

                    Otóż wyobraź sobie, że nie możesz zrobić czegoś takiego. Zabrania tego prawo
                    bankowe i przepisy NBP nakładające na banki komercyjne wymagania odnośnie ich
                    parametrów finansowych. Chcesz udzielać kredytów musisz mieć depozyty. Kredyt
                    refinansowy może służyć wyłącznie do doraźnego załatania chwilowej dziury, np
                    gdyby klienci znienacka wycofali znaczną część depozytów. Udzielonych ich
                    pieniędzmi kredytów nie możesz odebrać przed upływem umówionego terminu, bo
                    wiążą postanowienia umowy kredytowej. Wtedy właśnie można wziąć kredyt
                    refinansowy z NBP.

                    • toja3003 owszem, bank musi mieć depozyty aby udzielać 23.08.05, 09:19
                      kredyty, bo takie są przepisy ale
                      to wcale nie znaczy, że te przepisy są zawsze dobre,
                      bo właśnie są prooszczędnościowe a nie proinwestycyjne i w interesie banków
                      a niekoniecznie gospodarki a po drugie bank
                      może udzielić więcej kredytów niż ma depozytów
                      oszczędnościowych ale o tym już mówiliśmy,
                      że bezpośrednia konsumpcja napędza szybciej gospodarkę
                      niż pośrednia przy pomocy banku...
                      • Gość: darek_w1 Re: owszem, bank musi mieć depozyty aby udzielać IP: *.lan.pop.pl 23.08.05, 10:24
                        > kredyty, bo takie są przepisy ale
                        > to wcale nie znaczy, że te przepisy są zawsze dobre,

                        W tym wypadku są dobre. Pieniądze udzielane kredytami MUSZĄ pochodzić z wpłat
                        do systemu bankowego inaczej wypuszczasz na rynek pieniądze bez pokrycia co
                        niczym się nie różni od zwyczajnego drukowania pieniędzy wg potrzeb i ma
                        oczywiste konsekwencje w postaci inflacji lub hiperinflacji (zależnie od
                        skali). Owszem, bank może udzielić kredytów na większą kwotę niż zebrał
                        depozytów (do pewnego poziomu określanego przepisami bezpieczeństwa NBP) jeżeli
                        pożyczy je od innego banku (patrz WIBOR). Ale to oznacze, że ten drugi bank
                        udzielił kredytów mniej. Sumarycznie depozyty i kredyty w obu bankach są
                        zbilansowane.
                        • toja3003 zdaję się, że wyczerpaliśmy temat, argumenty i się 23.08.05, 11:54
                          zdaję się, że wyczerpaliśmy temat, argumenty i się :) i zaczynamy powtarzać to
                          co już powiedzieliśmy. Mamy różne zdania ale w ekonomii jest to rzecz normalna.
                          To nie jest nauka aksjomatyczno-dedukcyjna, jak np. matematyka ale
                          aposterioryczno-indukcyjna więc sądy, jakkolwiek oparte o uogólnione obserwacje
                          z wykorzystaniem naukowych metod poznawczych, mają prawo nosić wyraźne znamię
                          subiektywizmu. Dziękuję za rzeczową dyskusję. Pozdrowienia, miłego dnia i ...
                          do „zobaczenia „ gdzieś na forach.
                          • Gość: darek_w1 Re: zdaję się, że wyczerpaliśmy temat, argumenty IP: *.lan.pop.pl 23.08.05, 12:24
                            > subiektywizmu. Dziękuję za rzeczową dyskusję. Pozdrowienia, miłego dnia i ...
                            > do „zobaczenia „ gdzieś na forach.

                            Dziękuję również i do zobaczenia :-)
    • Gość: Joanna Re: Jak zarobić pierwszy milion? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.08.05, 09:35
      Aktualniejsze jest pytanie: jak przeżyć od wypłaty do wypłaty.
    • Gość: alex Re: Jak zarobić pierwszy milion? IP: *.in.gazownia.pl 19.08.05, 09:51
      Banda komunistyczna dba o to aby nikt poza określoną grupą baronów, nie mógł
      się niczego dorobić nawet przez całe zasrane swoje zycie.
      • Gość: Ypeeh Re: Jak zarobić pierwszy milion? IP: 217.175.96.* 19.08.05, 13:05
        Walesa oddaj moje 100 milionow!!!
    • wazari_kwantyzator WIELOKROTNE OPODATKOWANIE 19.08.05, 13:11
      nie rozumiem tego. zarabiam pieniadze, np dostaje wyplate. place podatek. ok.
      wrzucam te pieniadze na konto, i co? znowu place podatek?
      to samo dotyczy spadku, przeciez ktos, kto zarobil w przeszlosci pieniadze za
      ktore kupil dom, dostal te pieniadze opodatkowane, oddal od nich czesc pieniedzy
      panstwu w przeszlosci. teraz dostaje w spadku dom, i musze zaplacic podatek.
      ku.., co za kraj. panstwo zeruje na obywatelach w tak perfidny sposob, ze sie
      odechciewa wszystkiego. zeby jeszcze cos konkretnego z tych pieniedzy bylo, ale
      z tych pieniedzy jest syf. drogi dziurawe, bezpieczenstwo znikome, sluzba
      zdrowia taka ze i tak trzeba placic, itd itp.
      albo to sie zmieni albo stad spieprzam. to jest nonsens.
      • Gość: darek_w1 Re: WIELOKROTNE OPODATKOWANIE IP: *.lan.pop.pl 19.08.05, 13:59
        > nie rozumiem tego. zarabiam pieniadze, np dostaje wyplate. place podatek. ok.
        > wrzucam te pieniadze na konto, i co? znowu place podatek?

        Płacisz podatek nie od włożonej kwoty tylko od dopisanych odsetek. Są one
        dodatkowym dochodem i ich opodatkowanie w systemie podatkowym zawierającym
        podatek dochodowy ma sens.

        > to samo dotyczy spadku

        A co do podatku spadkowego to rzeczywiście jest on przejawem bolszewickiego
        złodziejstwa. Nie zmienia tego wcale fakt, że występuje on w wielu krajach. Z
        tego co wiem PO ma ochotę go zlikwidować.
      • linke1 Re: WIELOKROTNE OPODATKOWANIE 19.08.05, 17:36
        wazari_kwantyzator napisał:

        > nie rozumiem tego. zarabiam pieniadze, np dostaje wyplate. place podatek. ok.
        > wrzucam te pieniadze na konto, i co? znowu place podatek?
        > to samo dotyczy spadku, przeciez ktos, kto zarobil w przeszlosci pieniadze za
        > ktore kupil dom, dostal te pieniadze opodatkowane, oddal od nich czesc
        pieniedz
        > y
        > panstwu w przeszlosci. teraz dostaje w spadku dom, i musze zaplacic podatek.
        > ku.., co za kraj. panstwo zeruje na obywatelach w tak perfidny sposob, ze sie
        > odechciewa wszystkiego. zeby jeszcze cos konkretnego z tych pieniedzy bylo,
        ale
        > z tych pieniedzy jest syf. drogi dziurawe, bezpieczenstwo znikome, sluzba
        > zdrowia taka ze i tak trzeba placic, itd itp.
        > albo to sie zmieni albo stad spieprzam. to jest nonsens.
        =============
        W tym kraju tak było, jest i zawsze będzie.
        Jest to nawet dobrze opisane w ksiązce pt. "Dzieje głupoty w Polsce".
        Ale Ty i tak jesteś w dużo lepszej sytuacji, bo jak bardzo będziesz chciał
        to masz możliwość wyjazdu z tego bagna.
        Jeszcze przed kilkunastu laty nie było takiej możliwości.
    • Gość: widi243 Re: Jak zarobić pierwszy milion? IP: *.icpnet.pl 20.08.05, 13:32
      Dowiesz sie jak sam zostaniesz stetryczalym dziadkiem
    • Gość: Inny Nowak Re: Jak zarobić pierwszy milion? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.08.05, 16:47
      Można będąc rzecznikiem rządu Tadeusza , po zakończeniu pracy załozyć agencje
      rejklamowa i dostac konbtrakt na 1 rok na obsługe na przykład PZU. I jest
      więcej, dużo więcej niż milion. No nie Małgorzato Nowak

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka