Gość: sadff
IP: 69.49.193.*
13.07.06, 20:29
prawy.net/index.php?dz=felietony&id=10540&subdz=
Od czasu zamieszek, które objęły ponad dwie trzecie terytorium Francji,
upłynęło już kilka miesięcy. Nadszedł czas na pewne podsumowanie wydarzeń.
Pierwszym nasuwającym się wnioskiem jest ten, że polityczna poprawność nie
rozwiązuje problemów – wręcz przeciwnie – generuje je. Do dnia dzisiejszego
nie zostali odpowiednio ukarani bezpośredni sprawcy zamieszek. Nikt, nawet ze
schwytanych na gorącym uczynku – niszczeniu mienia, wywoływaniu burd czy
napadaniu na policjantów – nie został przykładnie ukarany. Czyżby Francuzi
bali się absurdalnych oskarżeń o pokazowe procesy polityczne?
Wręcz przeciwnie – lewicowe media trąbią: „Brak bezpieczeństwa socjalnego,
kryzys instytucji republikańskich, niezdolnych do realizowania własnej dumnej
dewizy, rasizm i islamofobia – tym żywi się przemoc, ciężka od nienawiści i
beznadziei” („Le Figaro”). W podobnym tonie wypowiada się „Le Monde”:
„Zamieszki ostatnich dni świadczą o oburzeniu, głębokim poczuciu
niesprawiedliwości i doznawaniu pogardy. Przypominają, że nie zrobiono nic od
końca lat 70. (...) Republika zapomniała o równości i braterstwie dla znacznej
części ludności, pozostawiając ją samą sobie w bezrobociu, wykluczeniu i
tymczasowości”.
Zabrać białym emerytom
Na forach internetowych wypowiedzi są zupełnie inne. W rodzaju tej: „I tak
niejeden Polak chciałby żyć jak mieszkańcy tych gett. Dostają od państwa
wystarczająco dużo, żeby utrzymać 5-7 dzieci, samochód i wielkie mieszkanie,
za które płacą połowę (albo i mniej) tego, co normalny, pracujący i płacący
podatki obywatel. Francuski system socjalny jest tak skonstruowany, że zachęca
do wielodzietności, z czego te 'biedactwa' skwapliwie korzystają. Ostatnie
burdy to skutek tego, że kolorowi majstrują swoje dzieci jako zasiłki socjalne
– ich wychowaniem już się nie zajmują. Każdego wieczora możesz zobaczyć tłumy
kolorowych dzieciaków włóczących się po ulicach – gdzie są ich rodzice? Jaką
przyszłość może mieć dzieciak, który odbywa taką 'edukację'? Też byłem
idealistą, wierzyłem w tolerancję, wielokulturowość itp. Dopóki nie zobaczyłem
bandy agresywnych darmozjadów żyjących za MOJE podatki” – napisał jeden z
forumowiczów.
Warto byłoby porównać wysokość pomocy społecznej we Francji z jej budżetem.
Zamieszki, a właściwie wojna domowa na nieporównywalną skalę może wybuchnąć
wtedy, kiedy zmniejszy się zasiłki, czyli już wkrótce. Chociaż francuscy
politycy to rozumieją i szybciej zmniejszą emerytury tym, którzy całe życie je
sobie wypracowywali, czyli białym staruszkom, niż zasiłki kilku milionom
kolorowych próżniaków. To jest prawdziwy rasizm ekonomiczny – zabrać białym
emerytom, którzy sobie emeryturę wypracowali, i dać kolorowym darmozjadom,
którzy tak naprawdę nie chcą wykonywać żadnej pracy.
Niech Polska płaci na francuski „socjal”
Francja (a w jeszcze większym stopniu Niemcy i Austria) z radością przerzucą
finansowanie swojego „socjalu” na nowe państwa Unii za pomocą ujednoliconych
stawek podatku CIT i innych kretyńskich pomysłów gospodarki centralnie
sterowanej. Dodajmy – centralnie sterowanej dla całej Unii Europejskiej. Na
temat wspierania nierobów przez państwo francuskie w warunkach światowej
globalizacji można napisać niejedno, przykładowo to, że zyski wyciągnięte z
Polski przez firmy francuskie, jak Geant czy Leclerc oraz z firm sprzedanych
Francuzom, jak Telekomunikacja Polska, idą do budżetu Republiki. Tak więc
paradoksalnie polski emeryt ze swojej biedy pośrednio finansuje „socjal”
imigrantów państw bogatych. A Komisja Europejska zastanawia się, jak
moglibyśmy płacić jeszcze więcej w imię solidarnej Europy.
Rasistowska zupka na wieprzowinie
Tymczasem lewica we Francji ma inne problemy niż zakończone zamieszki i sposób
finansowania wielodzietnego, kolorowego garba. Otóż niedawno celem nowej
ofensywy była... darmowa zupa rozdawana bezdomnym, a zawierająca między innymi
wieprzowinę. Ponieważ świnia jest uważana w judaizmie i islamie za „zwierzę
nieczyste”, więc przeciwko temu sympatycznemu zwierzęciu protestują lokalne
partie i partyjki lewicowe. Władze Nicei uznały akcję za „dyskryminującą i
prowokacyjną”, lecz jak twierdzą, nie mogą nic zrobić, by ją powstrzymać.
„Serwowanie wieprzowiny nie jest [przynajmniej na razie] przestępstwem”,
tłumaczył zastępca burmistrza Nicei Noel Ayraud.
Tak więc problemem dla Francuzów ma być polityczna poprawność w zupie, a nie
brak możliwości asymilacji wielu mniejszości religijnych, etnicznych i
kulturowych. Polityka stworzenia nowego człowieka się nie udała. Kryzys ten
ukazuje „niezdolność do zintegrowania imigrantów”, jak pisze „New York Times”.
I akurat w tym przypadku amerykański dziennik ma absolutną rację.
Meczety w centrum Paryża i Łodzi
Kraj mieniący się ojczyzną praw człowieka i Oświecenia, zawsze gotowy pouczać
resztę krajów Unii Europejskiej i świata, powinien się wreszcie zająć własnymi
problemami. Najwyższe w krajach starej Unii bezrobocie to jest problem.
Przeszło pięć milionów imigrantów to też jest problem. Meczety w centrum
Paryża czy Łodzi (jak domagają się tego łódzcy muzułmanie) to nie tolerancja
tylko głupota. Dlatego środowiska demoliberalne oraz muzułmanie mogą się
oburzać na wypowiedzi Oriany Fallaci, ale włoska dziennikarka ma rację –
meczety zdecydowanie psują pejzaże Toskanii – ponieważ nigdy ich tam nie było
i nie zdążyły się wkomponować w krajobraz. We francuski również, ale tylko
dlatego, że pod Poitiers ciężka jazda frankońska Karola Młota zatrzymała
ekspansję Arabów, wdeptując ich w ziemię, choć jak się okazało, zatrzymała ich
ekspansje zaledwie na tysiąc dwieście lat. Dziennikarka niewierząca w
możliwość zmian w obyczajowości wyznawców religii proroka obiecuje, że jeśli
dojdzie do skutku budowa meczetu w toskańskiej gminie Colle val d’Elsa, gdzie
znajduje się jej letni dom, to sama zwróci się do swoich dawnych
kolegów-anarchistów o kilka lasek dynamitu. „W krajobrazie Giotta nie ma
miejsca na 24-metrowy minaret!”.
Pewien cytat
Niebezpieczniejszy jest inny cytat prasowy, który wskazuje, kto jest
groźniejszy od arabskich imigrantów: „Można te słowa wziąć za kolejny
kabaretowy przykład ksenofobii, przefiltrowany przez śmieszną manię Włochów,
nieustannie podkreślających swoją rolę kolebki kultury śródziemnomorskiej. Ale
pobrzmiewa w nich też pewna fundamentalna niezgoda na zmiany w świecie życia
codziennego, które okazały się zbyt gruntowne dla ludzi, którzy pomimo całej
globalizacji, Internetu i tanich linii lotniczych większość życia spędzają w
zasięgu wzroku swojej parafialnej dzwonnicy”. Zapytacie kto to napisał? Lista
mogłaby być długa: „Le Figaro”, „Le Monde”, „L’Humanite”, „La Liberation”, „La
Vanguardia”, „New York Times”, „Washington Post”, „The Times”? Nie, żadna z
powyższych gazet nie odniosła się w taki sposób do problemu meczetów w
Europie. Uczynił to krakowski „Tygodnik Powszechny”, wyciągając swe dwie
rzekomo czyste dłonie – jedną ku semickim braciom islamistom, będącym przecież
źródłem przestępczości i terroryzmu, a drugą ku swojej mentorce – starszej
literacko i dominującej znaczeniowo siostrze – „Gazecie Wyborczej”.
Niech Francuzi zmienią parytet
Z drugiej strony Francuzi chętnie mówią o prawach człowieka, ale sami
najczęściej je łamią. Przykładowo w zakresie politycznej reprezentacji
kolorowych mniejszości. Czemu nie dadzą kolorowym obywatelom możliwości
publicznego wypowiedzenia się na temat bolączek Repub