Dodaj do ulubionych

Fed nie podniósł stóp procentowych

IP: *.dyn.optonline.net 20.09.06, 22:44
..."Utrzymanie stóp bez zmian nie zachęca międzynarodowych funduszy do
przerzucania kapitału do USA z takich rynków jak Polska"...

Niezupelnie panie Prusek ...
Nie wspomina Pan, ze ostatnie dane mowily ROWNIEZ o nizszym od spodziewanym
poziomie inflacji (inflacja PPI wyniosła w sierpniu r/r 3.7% czyli, nieco
poniżej oczekiwań (3.8%) a inflacja bazowa PPI r/r wyniosła 0.9%, oczekiwano
1.5%) a wiec zanika glowny stymulator podwyzek stop w USA.
Jezeli tendencje inflacyjne i aprecjacyjne dolara sie utrzymaja a w naszym
regionie inflacja, deficyty i napiecia polityczno-spoleczne beda nadal rosnac
a waluty dolowac to stopy POJDA W GORE (Filar zapowiada ze JUZ w pazdzierniku)
To podrozy koszt dlugu, zwiekszy wysokosc deficytu, oslabi zlotowke a przede
wszystkim wplynie drozszym kredytem na gospodarke.
BUM.
Obserwuj wątek
    • myslacyszaryczlowiek1 Fed nie podniósł stóp procentowych 21.09.06, 00:31
      Amerykański bank centralny (Fed) po raz drugi z rzędu nie podniósł stóp
      procentowych. Górę wzięły obawy o wejście w recesję największej gospodarki świata.

      Sprawowanie rządów jest jednak sztuką, a nie trwaniem przy jedynie słusznej
      doktrynie dogmatyka Balcerowicza.
      • Gość: LastBoyScout Re: Fed nie podniósł stóp procentowych IP: *.dyn.optonline.net 21.09.06, 01:10
        > Sprawowanie rządów jest jednak sztuką, a nie trwaniem przy jedynie słusznej
        > doktrynie dogmatyka Balcerowicza.


        Naprawde sadzisz, ze on jest nieswiadomy tego co robi?






        W najbardziej wpływowych mediach po 1989 r. konsekwentnie lansowano mit Leszka
        Balcerowicza jako swoistego tytana nowatorskiej myśli ekonomicznej. "Tytana"
        upowszechniającego jedynie słuszne poglądy na temat polskiej gospodarki, wbrew
        wrzaskowi różnych "populistycznych" dyletantów. W rzeczywistości Balcerowicz był
        przez wszystkie lata po 1989 r. jedynie posłusznym narzędziem w rękach
        sterujących nim zagranicznych globalistów typu George Soros. Z ogromnym oddaniem
        i konformizmem służył ich działaniom zmierzającym do opanowania kluczowych
        dziedzin polskiej gospodarki, przemysłu, bankowości.

        Konformizmu uczył się już za młodu, pod "odpowiednim" wpływem ojca, dyrektora
        PGR-u. Już w młodości Leszek Balcerowicz dał szczególnie wymowny dowód
        umiejętności przystosowywania się do silniejszych, do tych, którzy dzierżyli
        władzę. Wstąpił do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, i to w czasie, gdy
        partia ta była szczególnie mocno skompromitowana - w 1969 roku. Gdy odliczymy
        trwający rok obowiązkowy staż kandydacki, okazuje się, że Balcerowicz zgłosił
        się do PZPR tuż po bezwzględnym moczarowskim stłumieniu ruchów studenckich i
        tzw. kampanii antysyjonistycznej oraz po interwencji w Czechosłowacji. Miał
        wtedy 22 lata. Trudno więc tłumaczyć niedojrzałością jego decyzję wstąpienia do
        partii komunistycznej, którą podejmowali wówczas tylko najgorsi karierowicze.
        Ciekawe, jak tłumaczy ten pomarcowy zaciąg Balcerowicza do partii Bronisław
        Geremek, który przez lata był jego najbliższym współpracownikiem w Unii Wolności.
        Początkowo przez blisko dziesięć lat Balcerowicz pracował w SGPiS pod
        kierownictwem Pawła Bożyka, szefa doradców ówczesnego pierwszego sekretarza KC
        PZPR Edwarda Gierka. Sam Bożyk, później złośliwie komentując wyjątkowo
        doktrynerskie poczynania Balcerowicza, mówił o nim, że był to jego jeden z
        najbardziej odległych od praktyki gospodarczej uczniów.
        W latach 1978-1980 pracował w szczególnie antyreformatorskiej instytucji, za to
        prawdziwej szkole konformizmu - w Instytucie Podstawowych Problemów
        Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR.
        W latach 90. ex post uczyniono z Balcerowicza rzekomego czołowego ekonomistę,
        wywodzącego się spośród opozycji solidarnościowej. W rzeczywistości przed latem
        1989 roku nikt go za takiego nie uważał. Jeszcze w początkach 1989 roku
        Balcerowicza, mającego wówczas tylko stopień doktora, nie wzięto ani do
        20-osobowego składu solidarnościowego w zespole ds. gospodarki i polityki
        społecznej przy Okrągłym Stole, ani do wspierającego go grona ekspertów (!!!).
        Próżno więc szukać jego nazwiska w informatorze "Okrągły stół. Kto jest kim.
        'Solidarność' - opozycja. Biogramy, wypowiedzi", Warszawa 1989.

        Wykonawca planu Sorosa
        Swą przyspieszoną karierę w 1989 r., awans na wicepremiera i ministra finansów,
        Balcerowicz zawdzięczał tylko i wyłącznie protekcji prawej ręki premiera
        Mazowieckiego, jego zausznika - ekonomisty Waldemara Kuczyńskiego. Początkowo
        ofiarował się tylko z rolą doradcy Kuczyńskiego (por. L. Balcerowicz, "800 dni",
        Warszawa 1992, s. 10) i sam był zaskoczony swym nieoczekiwanym ogromnym awansem.
        Zawdzięczał go głównie temu, że kolejno odmówiły cztery pierwsze osoby, którym
        zaproponowano stanowisko ministra finansów we wrześniu 1989 r., a Balcerowicz
        urząd ten skwapliwie przyjął. Tym gorliwiej podjął się realizacji importowanego
        ze Stanów Zjednoczonych do Polski planu Sorosa-Sachsa, w Polsce funkcjonującego
        pod fałszywą nazwą "plan Balcerowicza".
        W rzeczywistości cały plan był pomysłem słynnego amerykańskiego lewicowego
        miliardera George'a Sorosa, przybyłego z Węgier do USA giełdowego spekulanta
        żydowskiego pochodzenia. O tym, że cały rzekomy plan Balcerowicza był w istocie
        dziełem Sorosa, możemy dowiedzieć się również z bardzo nieostrożnej enuncjacji
        W. Kuczyńskiego, wspomnianego już zausznika Mazowieckiego, ministra
        przekształceń własnościowych w jego rządzie. Jak wyznał Kuczyński w książce
        "Zwierzenia zausznika" (Warszawa 1992, s. 82-83): "Soros przyjechał z planem
        reformy gospodarki polskiej, zwanym planem Sorosa. To była kombinacja szokowej
        operacji antyinflacyjnej z restrukturyzacją naszych firm". Balcerowiczowi jako
        wicepremierowi nadzorującemu polską politykę gospodarczą przypadło zaś tylko
        zadanie firmowania tego wszystkiego i uwiarygodniania polityki służącej
        gospodarczym celom Zachodu.
        Celom tym służyła skrajnie doktrynersko realizowana polityka gospodarcza
        Balcerowicza, skupiająca się głównie na walce z inflacją, przy zaniedbaniu
        wysiłków na rzecz wzrostu gospodarczego i pobudzania polskiego eksportu. Jednym
        z najszkodliwszych elementów tej polityki było nastawienie na przyśpieszoną
        gruntowną prywatyzację polskiego przemysłu i banków, stanowiącą faktyczną
        wyprzedaż za bezcen.

        Rzecznik terapii szokowej
        Wielkie wsparcie dla Balcerowicza stanowiły zachęty do jak najszybszej terapii
        szokowej lansowane już latem 1989 r. przez współdziałającego z Sorosem
        amerykańskiego ekonomistę Jeffreya Sachsa. Reklamował on się w Polsce jako ten,
        który z dnia na dzień zwalczył w Boliwii ogromną inflację. Obiecywał tę samą
        skuteczną terapię w Polsce, zapominając uprzedzić, że jego boliwijski sukces
        dokonał się kosztem ogromnie wysokiego bezrobocia i buntu boliwijskich
        robotników, wprowadzenia w Boliwii stanu wyjątkowego i internowania przywódców
        związkowych. O tym wszystkim milczano w najbardziej wpływowych polskich mediach,
        tym chętniej za to nagłaśniając obietnice Sachsa łatwej, bezbolesnej i szybkiej
        terapii szokowej. Szczególnie kłamliwa pod tym względem była informacja w
        "Gazecie Wyborczej" z 24 sierpnia 1989 r., zamieszczona pod znamiennym tytułem:
        "Cud gospodarczy w Polsce?". Sachs obiecywał tam m.in.: "Likwidujemy całkowicie
        inflację w ciągu sześciu miesięcy. Stopa życiowa zacznie wzrastać za pół roku
        (...) Nie dajcie sobie wmówić, że radykalny program gospodarczy wymaga cierpień
        i wyrzeczeń".
        Nader szybko miało się okazać, że realizowana przez Balcerowicza terapia szokowa
        doprowadziła do wielkiego pasma cierpień i wyrzeczeń przeważającej części
        społeczeństwa, z korzyścią dla gromady cwaniaków polskich i zagranicznych. Pisał
        o tym jednoznacznie bardzo ostry amerykański krytyk terapii szokowej, noblista z
        dziedziny ekonomii, prof. J. Stiglitz. Dzięki skokowym podwyżkom cen państwo
        zagrabiło wieloletnie oszczędności obywateli. Straciły ogromną część wartości
        zbierane przez wiele lat wkłady na mieszkania. Państwo zgarnęło przeważną część
        oszczędności dolarowych, szacowanych na koniec 1988 r. na 7-15 miliardów dolarów
        amerykańskich (por. S. Dąbrowski, Logika postkomunistów, "Nowy Świat", 13
        stycznia 1993 r.). Przypomnijmy zapomniane już dane o rozmiarach podwyżek cen w
        1990 r. Według tekstu "Gazety Wyborczej" z 29 stycznia 1991 r., opartego na
        danych GUS, średnie ceny w 1990 r. były sześcio-, siedmiokrotnie wyższe niż w
        1989 roku. Przy tym chleb średnio podrożał 13 razy, makaron - 22 razy, ceny
        mebli, naczyń kuchennych, lodówek wzrosły 8-10 razy. Ceny podstawowych artykułów
        w wielu przypadkach stały się wyższe niż w krajach EWG. W tym samym czasie
        miesięczne wynagrodzenie mieszkańca Polski odpowiadało 2-3-dniowym zarobkom
        Francuzów lub Niemców.
        Jak wielkie rozmiary przybrało skokowe zubożenie polskiego społeczeństwa w
        efekcie balcerowiczowskiej terapii szokowej, doskonale dokumentowała podstawowa
        wręcz książka o polityce społecznej wydana w 1995 r. pod redakcją prof. Juliana
        Auleytnera. Według niej, w samym tylko 1990 r. przeciętne płace spadły o 24
        proc., realna wartość przeciętnej emerytury i renty - o 19 proc., a dochody
        netto z rolnictwa na 1 pracującego - o 63 proc. Rolników szczególnie dotknęło
        otwarcie przez Balcerowicza granic na produkty rolne z zagranicy, w dużej mierze
        dotowane przez rządy zachodnie i sprowad
        • Gość: SAD do LastBoyScout IP: 80.50.255.* 21.09.06, 03:18
          Co ty dziecko możesz wiedzieć o Polsce pod koniec lat 80-tych.Tzw. PRL po prostu
          zbankrutował,od 80r nie były spłacane długi,w kraju rolniczym jedzenie było na
          kartki nie mówiąc już o przysłowiowym papierze toaletowym.Społeczeństwo to
          zbiedniało w wyniku 40-letnich rządów komunistów,a nie przez
          Balcerowicza.Myślę,że krajem dla ciebie idealnym byłaby Korea Północna lub
          Białoruś.Szerokiej drogi czerwona sz......o.
          • lastboyscout Re: do LastBoyScout 21.09.06, 03:54
            Cytat ktory przytoczylem jest fragmentem pracy Profesora Jerzego Roberta Nowaka
            a wiec czlowieka na pewno wiecej rozumiejacego i bardziej doswiadczonego od ciebie.

            Co do mojej skromnej osoby to doskonale znam realia lat 80tych w ktorych
            zaliczylem wojsko w stanie wojennym, wszelkie represje i uciazliwosci lat 80tych
            oraz okradzenie mnie przez Balcerowicza, ktory zmienil UMOWNE, STALE
            oprocentowanie mojego kredytu budowlanego na ...zmienne (???!) sciagajac w ten
            niezwykle "cywilizowany" pierwsza czesc tzw. "nawisu inflacyjnego", w ramach
            pierwszego etapu swoich "reform gospodarczych".

            Aha! Kraj swojego pobytu juz wybralem: USA, jestem tu KAPITALISTA :)


            P.S. Proponowalbym ci jednak czytac a moze nawet rozumiec co pisza zanim
            cokolwiek napiszesz o ....komunizmie i Balcerowiczu :)A SZCZEGOLNIE o obecnej
            sytuacji na rynku dlugu .... BUM!







            c.d.

            Nader szybko miało się okazać, że realizowana przez Balcerowicza terapia szokowa
            doprowadziła do wielkiego pasma cierpień i wyrzeczeń przeważającej części
            społeczeństwa, z korzyścią dla gromady cwaniaków polskich i zagranicznych. Pisał
            o tym jednoznacznie bardzo ostry amerykański krytyk terapii szokowej, noblista z
            dziedziny ekonomii, prof. J. Stiglitz. Dzięki skokowym podwyżkom cen państwo
            zagrabiło wieloletnie oszczędności obywateli. Straciły ogromną część wartości
            zbierane przez wiele lat wkłady na mieszkania. Państwo zgarnęło przeważną część
            oszczędności dolarowych, szacowanych na koniec 1988 r. na 7-15 miliardów dolarów
            amerykańskich (por. S. Dąbrowski, Logika postkomunistów, "Nowy Świat", 13
            stycznia 1993 r.). Przypomnijmy zapomniane już dane o rozmiarach podwyżek cen w
            1990 r. Według tekstu "Gazety Wyborczej" z 29 stycznia 1991 r., opartego na
            danych GUS, średnie ceny w 1990 r. były sześcio-, siedmiokrotnie wyższe niż w
            1989 roku. Przy tym chleb średnio podrożał 13 razy, makaron - 22 razy, ceny
            mebli, naczyń kuchennych, lodówek wzrosły 8-10 razy. Ceny podstawowych artykułów
            w wielu przypadkach stały się wyższe niż w krajach EWG. W tym samym czasie
            miesięczne wynagrodzenie mieszkańca Polski odpowiadało 2-3-dniowym zarobkom
            Francuzów lub Niemców.
            Jak wielkie rozmiary przybrało skokowe zubożenie polskiego społeczeństwa w
            efekcie balcerowiczowskiej terapii szokowej, doskonale dokumentowała podstawowa
            wręcz książka o polityce społecznej wydana w 1995 r. pod redakcją prof. Juliana
            Auleytnera. Według niej, w samym tylko 1990 r. przeciętne płace spadły o 24
            proc., realna wartość przeciętnej emerytury i renty - o 19 proc., a dochody
            netto z rolnictwa na 1 pracującego - o 63 proc. Rolników szczególnie dotknęło
            otwarcie przez Balcerowicza granic na produkty rolne z zagranicy, w dużej mierze
            dotowane przez rządy zachodnie i sprowadzane do Polski po dumpingowych cenach.
            Dzięki wpływom starej nomenklatury tzw. plan Balcerowicza, szumnie reklamowany
            jako nowa, rewolucyjna wręcz reforma gospodarcza, był faktycznie tylko nową
            kolejną odmianą stosowanych przez rządy PRL "operacji dochodowo-cenowych". Z tą
            różnicą, że tamtych nie udało się zrealizować władzom ze względu na opory
            społeczeństwa. Balcerowiczowi zaś to wszystko powiodło się kosztem gigantycznego
            ograbienia społeczeństwa z oszczędności i bardzo dużego zubożenia wielkiej
            części ludności. Udało się dlatego, że mógł skorzystać z ogromnego poparcia
            społeczeństwa dla rządu Mazowieckiego. Naród zbyt łatwo zawierzył ówczesnemu
            kierownictwu Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, które twierdziło, że plan
            Balcerowicza to jedyny skuteczny program naprawy gospodarczej, niemający rzekomo
            żadnej alternatywy. Tak uzyskano przyzwolenie społeczne dla drastycznego planu
            gospodarczego, którego władzom PRL w żadnym razie nie udałoby się zrealizować ze
            względu na opór Narodu. Jak szczerze wyznawał na łamach "Prawa i Życia" 10 marca
            1990 r. były minister handlu wewnętrznego w rządzie M. Rakowskiego, Marcin
            Nurowski, "realizacja takiego programu gospodarczego w naszym wykonaniu
            doprowadziłaby do gigantycznej awantury w kraju".

            Skorzystała stara nomenklatura
            Plan Sorosa-Balcerowicza zyskał entuzjastyczne wręcz wsparcie różnych byłych
            prominentów reżimu komunistycznego - od byłych ministrów PRL-owskich Nurowskiego
            i Mieczysława Wilczka, po byłego wicepremiera w rządzie Rakowskiego -
            Mieczysława Sekułę czy byłego rzecznika rządu Jaruzelskiego - Jerzego Urbana.
            Stało się tak nieprzypadkowo. Stara nomenklatura partyjna stanowiła trzon kadry
            kierowniczej w gospodarce, wprowadzającej plan Sorosa-Balcerowicza. Postarano
            się też o zablokowanie prawdziwie potrzebnych głębokich reform strukturalnych,
            od reformy banków począwszy, po restrukturyzację przemysłu, które mogłyby być
            niekorzystne dla starej kadry partyjnej. Tym żarliwiej wspierali za to mnożące
            się spółki nomenklaturowe. Zadbali również o możliwie jak najbardziej
            nieprecyzyjne i wadliwe przepisy w różnych dziedzinach, tak aby ułatwić
            dokonywanie różnych aferowych manipulacji (vide: afera FOZZ, afera z rublem
            transferowym, tytoniowa, ziemniaczana etc.). Balcerowicz ponosi lwią część
            odpowiedzialności za brak kontroli, który ułatwił dokonywanie afer przy
            współudziale osób usadowionych na wpływowych stanowiskach gospodarczych. Rzecz
            znamienna - w 1989 r. zniesiono karę konfiskaty majątku za nadużycia
            gospodarcze. Cwaniacy z zagranicy i wysoko uplasowani w aparacie gospodarczym
            ludzie starej nomenklatury świetnie wykorzystali do swych celów szanse
            spekulacji i drenażu dolarów z Polski dzięki utrzymywaniu przez półtora roku
            kursu dolara do złotego na sztywnym, niezmienionym poziomie.
            Profesor Łukasz Czuma tak pisał o mechanizmie tych manipulacji w I tomie
            "Encyklopedii Białych Plam": "(...) jeśli ktoś z zagranicy wymienił 1 mln
            dolarów na złotówki, które następnie włożył na wysoki procent - np. na 150 proc.
            rocznie - do banku w Polsce, to przy stałym kursie wymiennym dolara do złotówki
            zyskiwał w ciągu roku 1,5 mln i mógł wywieźć z Polski 2,5 mln dolarów (...)
            nieprecyzyjne prawodawstwo, uchwalone przez Sejm 'kontraktowy', pozwoliło na
            takie operacje na podstawie działania m.in. tzw. oscylatora". Ocenia się, że z
            ówczesnej Polski wyparowały w owym czasie miliardy dolarów. Balcerowicza obciąża
            fakt, że nie zastopowano na czas różnych tego typu manipulacji.

            Fachowcy z "Czerwonej oberży"
            Dawni komunistyczni działacze byli siłą dominującą w superministerstwie
            gospodarczym kierowanym przez Balcerowicza - wszechwładnym resorcie finansów. Na
            najwyższych szczeblach tego ministerstwa zastępcami w randze wiceministrów byli,
            obok bezpartyjnego (choć dawniej członka PZPR) Marka Dąbrowskiego, trzej
            wiceministrowie z PZPR: Janusz Sawicki, Andrzej Podsiadło i Jerzy Napiórkowski.
            Ogromną część dyrektorów i naczelników stanowili również członkowie PZPR.
            Podobnie układały się stosunki w innych resortach gospodarczych podległych
            Balcerowiczowi, gdzie PZPR-owcy stanowili dominującą część kierownictw
            ministerstw. Szczególnie wymowna była sytuacja w obsadzie pozycji w tak
            kluczowej sferze życia gospodarczego jak banki. Dominowały tam bez reszty
            postacie ze starej PZPR-owskiej nomenklatury typu były członek Biura
            Politycznego KC PZPR, a w 1990 r. prezes Narodowego Banku Polskiego Władysław
            Baka czy były minister rządów PRL-owskich, a w 1990 prezes Banku PKO Marian Krzak.
            Zdecydowana większość tych marksistowskich "fachowców" skupionych wokół
            Balcerowicza wywodziła się ze Szkoły Głównej Planowania i Statystyki, która
            przez lata była potocznie nazywana wielce zasłużonym mianem "Czerwonej oberży".
            Była bowiem jako uczelnia prawdziwą "czerwoną kuźnią kadr", jak wspomniał Adam
            Glapiński w książce "Lewy czerwcowy". Nieprzypadkowo tak świetny obserwator
            anomalii życia gospodarczego jak Stefan Kisielewski (Kisiel) ostro wytykał na
            jesieni 1990 r. Balcerowiczowi, jako jeden z największych jego błędów, skrajną
            tolerancję wobec starej komunistycznej nomenklatury. W wypowiedzi z 20 września
            1990 r. Kisiel stwierdził: "(...) sądziłem, że
            • lastboyscout Re: do LastBoyScout 21.09.06, 03:55

              Fachowcy z "Czerwonej oberży"
              Dawni komunistyczni działacze byli siłą dominującą w superministerstwie
              gospodarczym kierowanym przez Balcerowicza - wszechwładnym resorcie finansów. Na
              najwyższych szczeblach tego ministerstwa zastępcami w randze wiceministrów byli,
              obok bezpartyjnego (choć dawniej członka PZPR) Marka Dąbrowskiego, trzej
              wiceministrowie z PZPR: Janusz Sawicki, Andrzej Podsiadło i Jerzy Napiórkowski.
              Ogromną część dyrektorów i naczelników stanowili również członkowie PZPR.
              Podobnie układały się stosunki w innych resortach gospodarczych podległych
              Balcerowiczowi, gdzie PZPR-owcy stanowili dominującą część kierownictw
              ministerstw. Szczególnie wymowna była sytuacja w obsadzie pozycji w tak
              kluczowej sferze życia gospodarczego jak banki. Dominowały tam bez reszty
              postacie ze starej PZPR-owskiej nomenklatury typu były członek Biura
              Politycznego KC PZPR, a w 1990 r. prezes Narodowego Banku Polskiego Władysław
              Baka czy były minister rządów PRL-owskich, a w 1990 prezes Banku PKO Marian Krzak.
              Zdecydowana większość tych marksistowskich "fachowców" skupionych wokół
              Balcerowicza wywodziła się ze Szkoły Głównej Planowania i Statystyki, która
              przez lata była potocznie nazywana wielce zasłużonym mianem "Czerwonej oberży".
              Była bowiem jako uczelnia prawdziwą "czerwoną kuźnią kadr", jak wspomniał Adam
              Glapiński w książce "Lewy czerwcowy". Nieprzypadkowo tak świetny obserwator
              anomalii życia gospodarczego jak Stefan Kisielewski (Kisiel) ostro wytykał na
              jesieni 1990 r. Balcerowiczowi, jako jeden z największych jego błędów, skrajną
              tolerancję wobec starej komunistycznej nomenklatury. W wypowiedzi z 20 września
              1990 r. Kisiel stwierdził: "(...) sądziłem, że nasza reforma zacznie się od
              usunięcia tej właśnie nomenklatury: ludzi, którzy na drodze do kapitalizmu mogą
              być jedynie zawalidrogami. (...) Balcerowicz mógł te osoby usunąć metodą
              rewolucyjną, zaraz w styczniu, za jednym zamachem-dekretem. Tymczasem nie
              uczynił tego i nomenklatura nadal istnieje" (cyt. za: "Testament Kisiela",
              Poznań 1992, s. 53).
              Kisiel nie docenił podstawowej przyczyny utrzymania ludzi z "Czerwonej oberży"
              na kluczowych stanowiskach wokół Balcerowicza. Ten teoretyk, niemający zielonego
              pojęcia o praktyce funkcjonowania gospodarki, był wprost niewolniczo uzależniony
              od swych PZPR-owskich pomagierów. Byli oni wielce usłużni wobec Balcerowicza,
              ale nie bezinteresownie. Zajmując kierownicze stanowiska, wykorzystywali dostęp
              do najtajniejszych informacji gospodarczych w celu przyśpieszonego tworzenia
              fortun dla siebie i "kolesiów" w ówczesnych "przełomowych" czasach. Jeszcze w
              maju 1995 r. Lech Kaczyński jako szef NIK tak mówił o różnych przejawach
              zdominowania węzłowych punktów gospodarki przez ludzi starej partyjnej
              nomenklatury: "Banki i Ministerstwo Finansów - gdzie do dziś w lwiej części
              kierownicze stanowiska zajmują ludzie dawnego systemu, na przykład prezes Pekao
              SA Marian Kanton i jego zastępca Janusz Czarzasty, Bogusław Kott - prezes Big
              Banku, Krzysztof Szwarc - prezes Banku Rozwoju Eksportu, czy też Andrzej
              Wróblewski - przewodniczący Rady Nadzorczej Banku Śląskiego, minister finansów w
              rządzie Mieczysława Rakowskiego. To tylko niektóre przykłady. To wszystko -
              jeśli można tak powiedzieć - 'zawodnicy z jednej drużyny'. Tych ludzi nigdy nie
              wymieniono, mimo że od 1989 roku minęło 6 lat" (z wywiadu L. Kaczyńskiego dla
              "Gazety Wyborczej" z 29 maja 1995 r.). Balcerowicza obciąża fakt, że w czasie
              swego panowania nad resortem finansów wyraźnie nie zrobił niczego, aby wymienić
              różnych PZPR-owskich prominentów na młodych zdolnych fachowców spoza układów.
              Ani przez chwilę nie pomyślano też o wykorzystaniu w celu reformowania polskich
              finansów licznych wybitnych polonijnych fachowców od gospodarki i bankowości.

              Serwilizm wobec Zachodu
              Związki Balcerowicza z komunistami były gorąco wspierane przez najbardziej
              wpływowe zachodnie kręgi gospodarcze. Nader wymowne pod tym względem było
              zachowanie amerykańskiego protektora Balcerowicza - Jeffreya Sachsa. W wywiadzie
              dla komunistycznej "Polityki" z 6 stycznia 1990 r. Sachs wystąpił z
              jednoznacznym gorącym poparciem dla byłego członka Biura Politycznego KC PZPR
              prof. Władysława Baki, wówczas prezesa Narodowego Banku Polskiego. Określił go
              jako prawdziwego gwaranta "twardej, prowadzonej żelazną ręką polityki
              kredytowej". Jak akcentował J. Sachs: "Odkąd prezesem NBP został profesor Baka,
              są coraz liczniejsze dowody, iż NBP staje się prawdziwym bankiem centralnym.
              Przedsiębiorstwa gorączkowo poszukują kredytów w bankach komercyjnych, te
              zwracają się do NBP, a Baka mówi - nie". Dodajmy, że w tym samym czasie "dziwnym
              trafem" różne zarządzane przez komunistów spółki mogły liczyć na szybkie
              kredyty. A do tego doszła i taka "gratka", jak wynegocjonowana przez M.F.
              Rakowskiego "pożyczka moskiewska".
              Wpływowe zachodnie, a zwłaszcza amerykańskie, kręgi gospodarcze, a także MFW,
              gorąco popierały "dogadanie się" z czołowymi komunistami w Polsce (i na
              Węgrzech) w oparciu o zabezpieczenie sobie nawzajem realizacji podstawowych
              celów na zasadzie wzajemności. Dla przywódców komunistycznych celem tym było
              utrzymanie w swych krajach centralnych pozycji, zwłaszcza w życiu gospodarczym,
              w okresie po rozpoczęciu transformacji systemowych. Dla przedstawicieli zaś
              Zachodu najważniejsze w Europie Środkowej było dalsze spłacanie odpowiednio
              oprocentowanego zadłużenia z czasów komunistycznych. Jak zwykle dla Zachodu
              pieniądz (money, money...) miał dużo większe znaczenie niż względy
              moralno-wolnościowe. Stąd na przykład wynikało ogromne poparcie prezydenta G.
              Busha (ojca obecnego prezydenta USA) dla kandydatury W. Jaruzelskiego na
              prezydenta Polski w lipcu 1989 roku. (Bush przebywał w Polsce na tydzień przed
              wyborem Jaruzelskiego i skutecznie naciskał na kierownictwo OKP w sprawie
              uratowania jego kandydatury).
              Balcerowicz nieprzypadkowo stał się głównym gwarantem spłaty polskiego
              zadłużenia wobec Zachodu. Jeszcze w 1989 r. stanowczo stwierdził w Sejmie, że
              trzeba jak najszybciej spłacać komunistyczne długi, aby nie wywołać
              zaniepokojenia zachodnich bankierów. Rzecz w tym, że właśnie w latach 1989-1990
              istniała bezpowrotnie zmarnowana przez Balcerowicza szansa całkowitego
              anulowania polskich długów wobec Zachodu. Pisał o tym w kwietniu 1991 r. na
              łamach "Ładu" Witold Gadomski, skądinąd jeden z czołowych liberałów (!) w
              polskim środowisku ekonomicznym (później poseł KLD, redaktor naczelny "Gazety
              Bankowej", a wreszcie współpracownik "Gazety Wyborczej"): "Sprzyjająca dla
              Polski koniunktura międzynarodowa, która pojawiła się na wiosnę 1989 roku i
              trwała mniej więcej przez rok, pozwalała myśleć o uregulowaniu zadłużenia
              naszego kraju. Potrzebna była do tego dobra wola naszych wierzycieli i
              organizacji międzynarodowych (Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku
              Światowego. (...) Polska, jak wszyscy dłużnicy, chciałaby traktować swój dług w
              kategoriach politycznych. Ma przy tym większe niż inne kraje ku temu powody.
              Przede wszystkim dług nasz został zaciągnięty przez państwo niesuwerenne - PRL,
              którym rządziła wąska grupa ludzi posłusznych ZSRR. Polska pierwsza pozbyła się
              komunistycznych rządów, przyczyniając się do rozpadu całego systemu. Daliśmy w
              ten sposób Zachodowi prezent, oszczędzając mu miliardy dolarów, wydawanych
              wcześniej na obronę przed komunistami. Argumenty te miały szanse trafić do
              przekonania polityków zachodnich, a musimy pamiętać, że większość naszego długu
              została przejęta przez rządy, prywatnym bankom jesteśmy winni niewielką część z
              50 miliardów. Niestety, koniunktura szybko minęła".
              A koniunktura minęła głównie ze względu na całkowitą niechęć Balcerowicza do
              zajęcia się tą sprawą. (O zmarnowaniu szansy anulowania polskich długów piszę
              szerzej w książce "Zagrożenia dla Polski i polskości", Warszawa 1998, t. II, s.
              26-30, powołując się m.in. na wystąpienia w tej sprawie prof. S. Kurowskiego, S.
              Kisielewskiego, J. Gościmskiego, S. Albi
              • lastboyscout Re: do LastBoyScout 21.09.06, 03:56
                A koniunktura minęła głównie ze względu na całkowitą niechęć Balcerowicza do
                zajęcia się tą sprawą. (O zmarnowaniu szansy anulowania polskich długów piszę
                szerzej w książce "Zagrożenia dla Polski i polskości", Warszawa 1998, t. II, s.
                26-30, powołując się m.in. na wystąpienia w tej sprawie prof. S. Kurowskiego, S.
                Kisielewskiego, J. Gościmskiego, S. Albinowskiego).
                Usłużność Balcerowicza wobec MFW i czołowych przedstawicieli amerykańskiego
                establishmentu przyniosła mu ogromne profity w grudniu 1990 r., po druzgocącej
                przegranej jego szefa T. Mazowieckiego w wyborach prezydenckich. Zaledwie w
                kilka dni po tej klęsce, bo już 19 grudnia 1990 r., amerykański ambasador w
                Warszawie Thomas W. Simmons ostentacyjnie poprosił o oficjalne spotkanie z
                Balcerowiczem. Miało to najwyraźniej za cel wyeksponowanie amerykańskiego
                poparcia dla jego osoby. Simmons, jako ambasador w Warszawie, cieszył się
                ogromnym poparciem prezydenta G. Busha. Zdzisław Najder odnotował w swych
                wspomnieniach skandaliczne wprost zalecenie prezydenta G. Busha, gdy zwracając
                się do polskiej delegacji w Białym Domu, przykazywał: "I słuchajcie, co nasz
                ambasador mówi, że macie robić". Zaczęły się mnożyć również naciski innego typu.
                Z błyskawiczną pomocą pospieszył Balcerowiczowi wciąż serwilistycznie wykonujący
                amerykańskie polecenia Jan Nowak-Jeziorański, "kurier z Waszyngtonu".
                Wykorzystując kompletną niewiedzę Wałęsy w sprawach gospodarczych, straszył go i
                innych polityków polskich, jakim to niebywałym nieszczęściem dla Polski stanie
                się rzekomo odejście Balcerowicza. W wywiadach udzielanych prasie Nowak posuwał
                się do wszelkiego rodzaju szantażów. Dosłownie robił wszystko, co tylko możliwe,
                by zastraszyć Polaków w kraju groźbą utraty wszelkich szans na pomoc od Zachodu
                w przypadku odsunięcia Balcerowicza od władzy nad polską gospodarką. Na przykład
                w wywiadzie dla "Życia Warszawy" z 21 grudnia 1990 r. Nowak-Jeziorański
                stwierdził, że: "Nie da się utrzymać pomocy z zagranicy bez utrzymania
                Balcerowicza".
                Zachodnie naciski na rzecz utrzymania dominacji Balcerowicza w polskim życiu
                gospodarczym miały gruntowne uzasadnienie w fakcie jego ogromnej usłużności
                wobec różnych zachodnich lobby finansowych. I to nie tylko amerykańskich. Na
                przykład członkiem Rady Ekonomicznej, tak znaczącego ciała doradczego przy
                prezesie Rady Ministrów, był w 1990 r. ówczesny gubernator banku centralnego
                Izraela Michael Brun. Człowiek ten był wtajemniczony w najgłębsze tajniki naszej
                gospodarki, takie jak zmiany kursu złotego do dolara - wiadomość na wagę złota
                dla spekulantów. W liście do Balcerowicza wysuwał on swoje sugestie w tej
                sprawie. Kto nie wierzy, niech zajrzy do książki Balcerowicza "800 dni". Czy za
                takie zjawiska, jak dopuszczenie wpływowego cudzoziemca do kluczowych polskich
                tajemnic finansowych, nie należało postawić Balcerowicza przed Trybunałem Stanu?

                Bałagan w Ministerstwie Finansów i bankowości
                Balcerowicz, jako wicepremier i minister finansów, był szczególnie mocno
                odpowiedzialny za niebywały bałagan w podlegającym mu resorcie. Jakże wymowne
                pod tym względem i szokujące zarazem były informacje zawarte w zamieszczonym 18
                sierpnia 1991 r. w "Tygodniku Gdańskim" wywiadzie z dyrektorem Anatolem Lawiną,
                wysokim urzędnikiem Najwyższej Izby Kontroli. Powiedział w nim m.in.:
                "Najdramatyczniejsze i najbardziej niebezpieczne jest - używając języka
                więziennego - dojście do 'przekrętów' finansowych i to na wielką skalę. Tak jest
                w bankach, przedsiębiorstwach handlu zagranicznego, w Ministerstwie Współpracy z
                Zagranicą. A Ministerstwo Finansów? Nie znam żadnej sprawy, która by była tam
                rzetelnie udokumentowana i załatwiona... Ministerstwo Finansów robi wszystko, by
                zatuszować sprawę nadużyć i bałaganu".
                Kierownictwo resortu finansów z L. Balcerowiczem na czele było bezpośrednio
                odpowiedzialne za fatalne zaniedbania w funkcjonowaniu systemu bankowego, który
                już w 1989 r. powszechnie oceniano jako skandaliczny (por. np. wywiad z prof.
                Antonim Kuklińskim dla "Życia Warszawy" z 9 grudnia 1989 r.). Co więcej, sam
                wicepremier Balcerowicz dawno przyznał, że "system bankowy jest przedmiotem
                uzasadnionej krytyki". Potem jednak minęły miesiące, wreszcie rok, a potem znów
                kolejne miesiące bez naprawy tego fatalnego systemu, aż wreszcie doszło do afery
                Art. B, która obnażyła wszystkie skutki opóźnienia reformy bankowości polskiej.
                Przypomnijmy tu tak zapomniany dziś fakt, że w 1991 r., pod koniec gospodarczej
                dyktatury Balcerowicza, powszechnie mówiono o jego odpowiedzialności za fatalny
                stan funkcjonowania systemu bankowego. W tej prawie z ostrą krytyką pod adresem
                ministra finansów wychodzili nawet czołowi liberałowie z partii Jana Krzysztofa
                Bieleckiego. Warto choćby przypomnieć, co mówił wówczas na temat Balcerowicza
                obecny przywódca PO Donald Tusk. Otóż, wypowiadając się w imieniu KLD w
                początkach 1991 r., Tusk stwierdził, że liberałowie mają obiekcje do
                działalności Balcerowicza jako "ministra finansów, zwłaszcza z powodu
                dysfunkcjonalości systemu bankowego" (!) (cyt. za: T. Roguski "Liberałowie liczą
                na sukces", "Rzeczpospolita", 4 września 1991 r.). Dziś ten sam Tusk dosłownie
                idzie w zaparte, by wybronić wszelkie przejawy działań Balcerowicza.
                prof. Jerzy Robert Nowak
                • trepciak Re: do Lost Boy 21.09.06, 04:14
                  wez sobie na wstrzymanie,
                  to jest forum a nie psychoterapia dla mieczakow,
                  Balcerowicz byl i jest jednym z niewielu, ktorzy zasluguja na szacunek
                  w po-komunistycznej Polsce i
                  zaden petak, z niewyleczonymi kompleksami i urazami nie zmieni tego
                  pompujac tony propagandowego gowna nienawisci
                  • lastboyscout Re: do Lost Boy 21.09.06, 04:56
                    Mozna cie/was polubic ;)
                    Wiec mowisz, ze nie wolno myslec i pisac INACZEJ?
                    Tez troche tesknie za okresem MINIONYM ;)
                    Milego wieczoru.
                    • Gość: Wojtek Re: do Lost Boy IP: *.server.ntli.net 21.09.06, 08:55
                      każdy tęskni za czasami kiedy był mlody i piękny, a nie za obecnymi kiedy jest
                      tylko starym zrzędą.
                      Balcerowicza też łatwo krytykować, bo po 17 latach jesteśmy mądrzejsi i wiemy co
                      można by zrobić lepiej. Wtedy jednak był on osamotniony w podejmowaniu decyzji,
                      bo każdy kulił ogon pod siebie, bo nie znał na ekonomii.
                    • Gość: a Re: do Lost Boy IP: *.icpnet.pl 21.09.06, 09:45
                      Jezry Robert Nowek buchchaaaa tez mi autorytet, tropiciel juedospisków ze stajni
                      Rydzyka
                      • myslacyszaryczlowiek1 Re: do Lost Boy 21.09.06, 11:18
                        > Jezry Robert Nowek buchchaaaa tez mi autorytet, tropiciel juedospisków ze stajn
                        > i
                        > Rydzyka

                        Bez skrzętnie skrywanej historii Polski ostatnich 60 lat bardzo trudno zrozumieć
                        to co się dzieje w Polskiej polityce. Np. połączenie partii Geremka,
                        Kwaśniewskiego i Bermana w jeden blok polityczny. Albo wielce znamienny widok
                        Michnika i Kwaśniewskiego pod jednym parasolem na grobie Kuronia, albo mało
                        zrozumiałe lansowanie wydarzeń Kieleckich jako wielkiego pogromu co na tle
                        tamtej epoki to mały pikuś w porównaniu ze zbrodniami UB.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka