Gość: Hydraulik
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
07.09.03, 13:33
I za chwile ta choroba da znów znać o sobie:
"Od dawna uważałem, że wyniki [firm w USA] są naciągane, ale artykuł w
Financial Times omawiający raport Dresdner Kleinwort Wasserstein (DKW) nie
pozostawia złudzeń. Dobrze by było, gdyby ktoś się tym zajął, ale wydaje się,
że mało kto jest zainteresowany, żeby inwestorzy znali prawdę o spółkach.
Problem jest w tym, że za podstawę wszelkich prognoz i porównań przyjmuje się
wyniki pro forma, które dosyć dowolnie pomijają tak zwane jednorazowe
wydatki. Raport DKW twierdzi, że 89 procent raportów za drugi kwartał spółek
z indeksu S&P 500 podawało zyski większe o 60 procent od prawdziwych (w
porównaniu do liczonych zgodnie z amerykańskimi zasadami księgowości). To nie
jedyna sztuczka stosowana w USA. W tym samym artykule autor informuje, że
Stephen Roach, znany analityk z Morgan Stanley podważył realność danych o
dużym wzroście inwestycji (największym do 3 lat), który został odnotowany w
drugim kwartale. Okazuje się, że prawie połowa tego wzrostu wynika z 54
procentowego wzrostu wydatków na sprzęt komputerowy. Problem leży w tym, że
realnie wydano tylko 6,3 mld USD, a statystycy podali 36,4 mld USD. Oszustwo?
Nie, przynajmniej nie oszustwo, za które można ukarać. Można to nazwać
zbrodnią statystyki. Statystycy zweryfikowali dane. Zwiększyli je w sobie
wiadomy sposób biorąc pod uwagę to, że poprawiła się jakość produktów i
wprowadzając poprawki odnoszące ceny do kursów wymiany walut z 1996 roku.
Gdyby nie to, że artykuł wydrukował Financial Times, a tę analizę
przeprowadził tak przez mnie poważany Stephen Roach to sam bym w to nie
uwierzył. I między innymi dzięki takim danym indeksy w USA rosną"
P. Kuczyński
I tak to wygląda, takie są źródła ostatniego "ożywienia" w USA...