Gość: robi
IP: 62.233.197.*
10.09.03, 19:26
Czy ktoś z bywalców tego forum wierzy jeszcze w reforme finansów publicznych
w dającej się przewidzieć perspektywie?
Dwa dzisiejsze komentarze.
Jankowiak:
"(...)Fakty są nieubłagane. W drugim kwartale 2003 roczna dynamika
wynagrodzeń w służbie zdrowia wyniosła 6,8 proc. przy spadku przeciętnego
zatrudnienia o 4,3 proc. Oznacza to przyrost funduszu płac o 2,5 proc. przy
inflacji w okolicach zera. Jeszcze gorzej wygląda to zestawienie w przypadku
szkolnictwa i edukacji. Tam wynagrodzenia wzrosły o 8,3 proc., a
zatrudnienie spadło o 1,3 proc. Daje to imponujący przyrost funduszu płac o
7 proc. A towarzyszy temu niż demograficzny, czyli mniej uczniów w szkołach.
W górnictwie, gdzie atmosfera przed zapowiadanym wygaszaniem nieefektywnej
produkcji jest wręcz wybuchowa, wynagrodzenia w drugim kwartale wzrosły o
6,8 proc. w relacji rok do roku.
Na tle sytuacji w sektorze prywatnym mamy prawdziwe eldorado. Wzrost
wynagrodzeń w przemyśle przetwórczym, liczony w ujęciu rocznym, wyniósł
bowiem w drugim kwartale 2,9 proc. Towarzyszył temu spadek zatrudnienia o
2,6 proc., co oznacza przyrost funduszu płac poniżej wskaźnika inflacji.
Wygląda na to, że w ciężkich czasach, kiedy sektor prywatny zachowuje się
wręcz modelowo, przełamując oddolną nominalną sztywność płac, racjonalizując
zatrudnienie i zwiększając efektywność w tempie dotychczas nienotowanym,
sektor publiczny nieźle sobie pozwala. I najgłośniej przy tym protestuje.
I na tym właśnie polega obecnie główny problem polskiej gospodarki. Sektor
publiczny ciągnie nas na dno. Mrzonką jest osiągnięcie 7-proc. wzrostu w
sytuacji, kiedy za chwilę grozi nam uruchomienie procedur ostrożnościowych
związanych z przekroczeniem przez dług publiczny granicy 60 proc. PKB.
Prawdziwa obniżka podatków - to bajka o żelaznym wilku. Tego się zrobić nie
da, bo cykliczne zmiany koniunktury wpływają na rozmiary deficytu w stopniu
znacznie mniejszym niż struktura gospodarki. Inaczej mówiąc - deficyt wcale
nie musi maleć wraz z rosnącym tempem wzrostu PKB.
Rybiński
"(...)"Z tego co wiemy budżet 2004 będzie zawierał trudną do oszacowania
dozę kreatywnej księgowości" - powiedział Krzysztof Rybiński, główny
ekonomista w BPH PBK. Wydatki są sztucznie obniżone, a główne agencje
państwowe takie jak ZUS i Fundusz Pracy potrzebują środków, więc będą
zmuszone zwiększać własne zadłużenie" - dodał.