Gość: mort
IP: 195.47.201.*
04.06.08, 11:01
Najnowsze modele marek koreańskich (w klasach popularnych, do
segmentu C włącznie; w klasach średniej i wyższej ciągle brak im
trudnodefiowalnego acz szalenie istotnego elementu, jakim jest
prestiż) nie ustępują swoim europejskim czy japońskim odpowiednikom.
Mają porównywalną jakość, są dopracowane konstrukcyjnie (nowoczesne
silniki, dobre zawieszenie, mądrze zaprojektowane wnętrza) i
relatywnie bogate wyposażenie. Ich trwałość zwetyfikuje czas, ale
podejrzewam, że za kilka lat będą traktowane podobnie,
jak "szlachetniej urodzona" konkurencja, od której - poza znaczkiem
na masce i klapie bagażnika - niczym się nie będą różnić. Zniknie
odium "koreańskiej tandety", słuszne w czasach, gdy szczyt
możliwości tamtejszego przemysłu motoryzacyjnego stanowiły pojazdy
typu Daewoo Nexia czy Hyundai Pony, będące klonami przestarzałych
aut europejskich lub japońskich.
Jak sięgam pamięcią wstecz, jeszcze w latach 80-tych o japońskich
samochodach krążyły opinie, że to tandetne "jednorazówki". Liczyły
się tylko marki europejskie, zwłaszcza niemieckie. A teraz? Pojazdy
firm japońskich są bardzo cenione, osiągają dobre ceny na rynku aut
używanych. Nie ma powodu, dla którego duzi producenci koreańscy nie
mieliby przejść tej samej drogi, co ich japońscy konkurenci lat temu
kilkanaście/kilkadziesiąt.