Dodaj do ulubionych

Rewelacyjne plany rządu

11.10.03, 08:43
09:07 10.10.2003
Armia urzędników rośnie
Marek Siudaj
Parkiet



Liczba etatów w instytucjach państwowych ma być większa w przyszłym roku o 80-
110 tys. niż dwa lata temu - wynika z danych budżetowych. Mają one kosztować
o 2,6 mld zł więcej niż w roku 2002. Tymczasem wicepremier Jerzy Hausner
zapowiedział w przyszłym roku likwidację 65 etatów w urzędach centralnych
oraz paru agencji i inspekcji. Oszczędności sięgną kilkudziesięciu milionów
złotych.


W strategii racjonalizacji wydatków budżetowych wicepremier Jerzy Hausner
chwali się dotychczasowymi osiągnięciami w ograniczaniu administracji. Od
2001 roku spadła liczba urzędów centralnych (o 12), agencji (o 5), jednostek
organizacyjnych w urzędach wojewódzkich oraz liczba stanowisk kierowniczych
(o 18%). Ciąg dalszy - zgodnie z planami J. Hausnera - ma nastąpić od
początku 2004 r. Mniejsze będą gabinety polityczne oraz znowu stopnieje
liczba stanowisk kierowniczych (łącznie spadek o 65 etatów), zmaleje
zatrudnienie w urzędach wojewódzkich (ale od 2005 r.), pod nóż pójdzie kilka
agencji (np. Agencja Mienia Wojskowego).

W budżetach po staremu

Zupełnie inaczej jednak wygląda sytuacja w ustawach budżetowych. Według
danych o wykonaniu budżetu za rok 2002, liczba etatów w tzw. państwowych
jednostkach budżetowych wyniosła 284 tys. Według projektu ustawy budżetowej
na 2004 rok - liczba etatów ma wynieść 376 tys., jeśli wierzyć załącznikowi
do projektu, lub 394 tys., jeśli wierzyć uzasadnieniu do projektu. Tak czy
owak - wzrost sięgnie od 80 do 110 tys.

Koszty rosną

Nie tylko liczba etatów idzie do góry. Także wydatki na osoby zatrudnione w
jednostkach budżetowych rosną. I tak w roku 2002 wyniosły one 12,6 mld zł. Na
rok 2003 zaplanowano już 14,5 mld zł, a na rok 2004 - 15,68 mld zł. To nie
wszystko, co państwo wyda na wynagrodzenia. Z jednej strony - w wielu
ministerstwach i urzędach centralnych są tzw. środki specjalne, z których
wypłacane są premie i nagrody. Z drugiej zaś - kwoty te nie obejmują składek
na ubezpieczenia społeczne i Fundusz Pracy. Tylko z powodu obu ostatnich
pozycji kwotę wynagrodzeń należy zwiększyć o 2-3 mld zł.

Fikcja finansowana z podatków

Liczba etatów w państwowych jednostkach budżetowych nie oznacza, że tyle osób
tam pracuje. Etaty można bowiem dzielić, czyli faktycznie zatrudnionych przez
państwo jest więcej. Ale liczba ta nie oznacza także, że wszystkie dozwolone
ustawą budżetową etaty są wykorzystywane. Część instytucji zawyża rokrocznie
liczbę potrzebnych etatów, bo dzięki temu dysponują większymi środkami. Mogą
więc płacić swoim pracownikom więcej, niż wynika z wyliczeń budżetowych. Ten
mechanizm widać na przykładzie roku 2002. W ustawie budżetowej zaplanowano
305,8 tys. stanowisk, na utrzymanie których miało trafić prawie 13,1 mld zł.
Wykonanie jednak było mniejsze - etatów było 284,2 tys., a wydatki zamknęły
się kwotą 12,65 mld zł. Państwo zaoszczędziło więc 400 mln zł. Jednak
oszczędności na 20 tys. etatach powinny wynieść 800 mln zł. Oznacza to, że
drugie 400 mln zł trafiło do kieszeni urzędników.

Praca czeka w UKIE

Większa liczba zaplanowanych na ten i przyszły rok etatów nie oznacza, że
wszystkie instytucje zwiększają zatrudnienie. Faktycznie bowiem prawie całą
pulę dostał Urząd Komitetu Integracji Europejskiej. Jak dowiedzieliśmy się w
Ministerstwie Finansów, instytucji tej przydzielono rezerwę 60 tys. etatów, z
których może skorzystać w każdej chwili. Pozostaje jeszcze od 20 do 50 tys.
etatów, na które budżet wyda w przyszłym roku od 800 mln do 2 mld zł. n

- Komentarz

Każdy nowy rząd przychodzi do władzy z hasłem ograniczenia biurokracji. Jedne
powołują komisje, do jej zwalczania. Inne zapominają o hasłach, gdy
przekonują się, że biurokracja i etaty dają władzę. Rząd Leszka Millera
należy do innej kategorii - po cichu robi jedno, a głośno chwali się
oszczędnościami. Jego członkowie opanowali świetnie podstawy public
relations. Szkoda, że o wiele gorzej u nich z podstawami ekonomii.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka