nplus
19.02.09, 10:39
Grupa Stanford sprzedawała swoje papiery wartościowe przez sieć
doradców finansowych, którzy wmawiali klientom, że oferują im łatwo
zbywalne instrumenty finansowe, które podlegają nadzorowi
karaibskiego państwa Antigua i Barbuda.
Udało im się sprzedać certyfikaty o wartości około 8 mld dolarów.
SEC odkryła jednak, że miażdżącą większość portfela stanowiły
papiery wartościowe zarządzane przez filię na wyspie Antigua.
Pieniądze pozyskane z ich sprzedaży inwestowano w nieruchomości i
fundusze private equity.
Amerykańską komisję papierów wartościowych i giełd zaniepokoiły
przede wszystkim nieprawdopodobne zyski osiągane przez Stanford
International Bank. Od 1993 r. bank osiągał roczne zyski z
inwestycji w przedziale od 11,5 proc. do 16,5 proc. Jedynie ubiegły
rok przyniósł mu straty rzędu 1,3 proc. SEC rozpoczął śledztwo w
sprawie Grupy Stanford już w lecie 2008 r., ale nasiliło się ono w
grudniu zeszłego roku w związku z głośną sprawą piramidy Madoffa.
- Przypuszczamy, że jest to ogromne oszustwo. Z pewnością jego
konsekwencje będą globalne – mówi Rose Romero, dyrektor SEC-u w
oddziale Fort Worth (Teksas).
Sąd federalny w Dallas zgodził się na zamrożenie kont Stanforda i
wprowadzenie do spółki syndyka masy upadłościowej.
www.rp.pl/artykul/265147_Kolejne_oszustwo_o_globalnych_konsekwencjach.html