Nie zgadniecie go plastiki (ups…

z mojej klasy zrobiły w poniedziałek.
Otóż postanowiły zniszczyć moje życie, czyli napuściły na mnie … gimnazjalistów.
Wyżywały się na mnie psychicznie, przez co popłakałam się w sztatni przed WF-em i
zadzwoniłam do mamy, żeby mnie uwolniła.
Przyjechała, oczywiście, ale to nie zmienia faktu, że GIMNAZJALIŚCI ciągle byli przed
szkołą.
Następnego dnia - matka jednej z dziewczyn, która w owczym pędzie, wraz z tłumem
odwróciła się ode mnie, chociaż była kiedyś moją przyjaciółką, przyszła … ze swoją mamą.
Na szczęście, było to po szkole, więc moja rodzicielka też tam była, ponieważ mieszkam
trzy kilomerty od szkoły i mama po mnie przyjeżdża.
Pokłóciła się z matką tamtej, wtedy ta kobieta (dała swojej córce tak samo na imię ja ona
ma. MASAKRA) powiedziała, że JA (tak, ja) jestem zerem ( i teraz uwaga) a jej córka jest
wspaniała i zawsze bezstronna.
CHOLERA! Dzisiaj nie poszłam do szkoły. Bałam się.
Ale jutro też jest dzień, a ja jestem sama… Nie ukrywam, że jestem dość (pfff. wszyscy
mnie znają i mają w tej chwili takie samo zdanie o mnie) popularna w mojej szkole.
Co mam zrobić? Rozmowa do nich nie dociera. One potrzebują ofiary, wyzywają mnie os
ku*w i dzi*ek. Szkoda, że nie wiedzą co to znaczy…