Pisze tu bo... No nie wiem może chce się wyżalić, może potrzebuje pocieszenia..
Znowu śniło mi się że mój chłopak zostawia mnie dla innej.
Tym razem było jakoś tak że mieszkał razem ze swoją matką w jakimś dużym
drewnianym domku. Dookoła pełno było pól pooddzielanych bramami i plotami i
czasem jakieś drzewka. W jego pokoju była jakaś dziewczyna. Wysoka i ładna.
Niby jakaś jego dawna znajoma która zaczęła mówić że bardzo długo się nie
widzieli. Szybko jednak okazało się że leci na mojego chłopaka i pod moim
nosem chce mi go odbić. Wkurzyłam się więc na nią bo myślałam że w związku
wszystko jest ok. Jednak mój chłopak powiedział że raczej powinnam czuć się
zagrożona bo coś mu nie pasuje. To wkurzona wyszłam na chwilkę z pokoju a gdy
wróciłam oni obściskiwali się na podłodze. Byłam zrozpaczona... Chodziłam po
domu nie wiedząc co zrobić, a gdy oni się od siebie oderwali uciekłam stamtąd
wybiegając z domu. Bałam sie jakiejkolwiek rozmowy z nim bo wiedziałam że
tylko bardziej by mnie ranił. Przeszłam przez jakiś trawnik, bramę i kolejny
trawnik i położyłam się w takiej wysokiej trawie. Były tam gęsi i pelikany xD
Leżałam tak jeden dzień i wtedy mój chłopak przyszedł do mnie bo martwił się
że nic nie jem i dał mi jeść. Było tak jakoś jakby w ich związku minęło pare
miesięcy i on powiedział że przy niej czuje sie gotowy zostać ojcem. Spytałam
zszokowana się czy ona jest w ciąży a on powiedział że jeszcze nie. Powiedział
też że lepiej by było gdybym sobie już poszła bo ona zaraz przyjdzie i
doprowadzi mnie do płaczu... To ja na to że on mnie nie kocha więc nie mam po
co żyć... Chciał coś odpowiedzieć ale zadzwonił budzik a ja się obudziłam i
prawie natychmiast rozpłakałam...
Przez cały sen miałam uczucie jakby pękało mi serce z rozpaczy, a gdy się
obudziłam to uczucie pozostało

Cały dzień teraz mam rozwalony bo nie
potrafię o tym wszystkim zapomnieć

Głupie bo przecież wiem że to był tylko
sen, a jednak bardzo realistyczny..