Dolina Godryka. Mały, jednopiętrowy, przytulny domek z cegły, a w nim dwójka
szczęśliwych ludzi wraz z malutkim synkiem Harrym Potterem. Lily po mężu
Potter była szczupłą, wysoką szatynką o zielonych oczach. Zwykle chodziła w
kolorowych golfach i dżinsach jednego kroju. Była czarownicą z rodziny
mugolskiej. Jej rodzice, którzy byli pozamagicznymi ludźmi starsznie cieszyli
się, kiedy córeczka mając 11 lat dostała list z Hogwartu - Szkoły Magii i
Czarodziejstwa. James Potter, mężczyzna, który za młodu miał wielką tendencję
by pakować się w kłopoty. Był czarodziejem czystej krwi. Miał brązowe oczy, a
na nosie zawsze nosił okrągłe okulary w cienkich czarnych oprawkach. Jego
ubiór był prosty. Szary płaszcz i czarne spodnie.
Małżeństwo spokojnie siedziało w domu i cieszyło się małym,
paromiesięcznym synkiem. Bawili się z nim, robili zdjęcia, pokazywali zabawki,
a w tym samym czasie do domu wchodził Voldemort, Pan Ciemności, Pan Czarnej
Magii o wielkiej mocy magicznej. Mówiono, że bardzo wiele potrafił, że był
największym czarodziejem w dziejach historii. Jednak stał po tej złej stronie.
Chodząc po Dolinie Godryka szukał nowych nabytków do kolekcji, którzy mogliby
stanąć po jego stronie. Toteż i po to przyszedł do Potterów. Drzwi otworzyły
się z wielkim skrzypieniem co natychmiast usłyszał James. Przestarszył się na
widok łysego, odzianego w czarne szaty, bladoskórego mężczyzny z różdżką w
dłoni. Jednak wiedział kim jest.
- Ty i twoja żona. Będziecie moimi przyjaciółmi, moimi pomocnikami -
powiedział stanowczo piskliwym głosem.
- Nigdy w życiu nie zgodziłbym się na coś takiego! - wykrzyknął przerażony
mężczyzna. To była prawda. Lilly i James byli porządnymi czarodziejami, nigdy
nie przeszliby na stronę ciemności.
- Sprzeciwiasz się wielkiem Czarnemu Panu? - powiedział rozzłoszczony
Voldemort. - W takim razie nie mam wyboru. Nie chcesz być po mojej stronie, to
nie będziesz po żadnej innej. - wykrzyknął - Avada Kevadra! - rzucił podnosząc
rękę z różdżką. Wyleciał z niej zielony promień, który trafił przeciwnika w
samo serce. Umarł, tak poprostu. Kobieta na górze przez otwarte drzwi
dostrzegła zielone przebłyski. Wzięła na ręce kochanego synka. Chciała wybiec
z domu, ale w korytarzu ktoś już na nią czekał.
- Oddaj mi chłopca, a będziesz wolna. - powiedział spokojnie Czarny Pan nie
spuszczając różdżki.
- Nie oddam ci go! Zabij mnie, ale zostaw w spokoju Harry'ego! - wykrzyknęła
przerażona Lily mocno przyciskając chłopczyka do piersi - Kocham cię Harry -
wyszeptała po czym i ją trafiło zaklęcie uśmiercające.
- Teraz zostaliśmy tylko ty i ja. Nie masz żadnej ochrony, ani opieki -
szepnął mocno rozbawiony mężczyzna, który zabił rodziców tego chłopca.
Wycelował różdżką w serce dziecka i wyszeptał zaklęcie, które miało go zabić.
Niestety jego słowa podziałały jakby odwrotnie. Zaklęcie odbiło się od
Harry'ego pozostawiając mu tylko małą bliznę na czole w kształcie błyskawicy i
trafiło w samego sprawcę ataku. Voldemort nie umarł do końca. Został tylko
osłabiony. Po części jego siła została przekazana temu małemu, bezbronnemu
dzieciakowi. Dlaczego po zaklęciu uśmiercającym została tylko blizna? Ponieważ
kiedy ktoś oddaje życie za drugą osobę, ta zostaje chroniona, aż do
pełnoletności w świecie czarodziejów. Stara magia, którą Pan Ciemności musiał
przeoczyć.
wiem, że są błędy, ale nie bijcie

chodzi mi tylko o to, czy sam początek wam się podoba.