Dziś wracałam z koleżanką ze szkoły (zawsze idziemy tak że ja ją odprowadzam a
potem idę do siebie bo mieszkam trochę dalej). Miałyśmy sobie jeszcze dużo do
powiedzenia więc siadłyśmy na ławce i dalej gadałyśmy...
Gadamy... Gadamy... Gadamy... I ta moja koleżanka zobaczyła jednego chłopaka z
naszej klasy. Ten chłopak jest biedny, w sędzi finansowym i ogólnie to jego
się nie da polubić bo ma taki charakter ma bardzo, bardzo złe oceny i jeszcze
nie wiadomo czy się znowu nie cofnie do poprzedniej klasy jak czegoś tam nie
zda... I nikt z nim w ławce nie siedzi bo śmierdzi ;/ I prawie każdy się z
niego śmieje... JA NIE !!!
Nom i ta moja koleżanka do niego krzyczy ; "Ej ! Zgubiłeś się ?"
I do nas podszedł... Gadał coś i ta koleżanka się z niego śmiała, ale ja
nie... I mówię jej żeby go ignorowała to się odczepił, ale mnie nie posłuchała ;//
Widział to przez okno inny chłopak z naszej klasy i coś tam mu krzyknął żeby
się od nas odwalił, a nic to niestety nie dało...
I ja już miałam dość tego i mówię jej że muszę iść do domu. Ona poszła do
siebie a jak też już szłam...
I ten chłopak się mnie uczepił i coś tam zaczął mówić że on zda bo ma jakieś
kontakty i że ja nawet nie wiem o kogo chodzi... Ja mu na to że mnie to nie
obchodzi i szłam dalej. To on znowu za mną... Mówię żeby się odczepił bo
będzie jutro u naszej wychowawczyni, a on że nie mogę bo tylko w szkole może
mu coś wychowawczyni zrobić (oczywiście to nieprawda, nie ?)... Ja mówię że
nieprawda a on :"Np. z a to też mi nic nie może zrobić..." I walnął mnie z
całej siły w plecy... Tak mnie bolało że się popłakałam ale on tego nie widział...
Mówię mu żeby przestał a on mi jeszcze plecak kopnął... Idę po schodach i
wołam żeby się odwalił a on jeszcze za mną BIEGNIE ! Szłam szybko i już
widziałam drzwi od klatki...
U mnie jest blok remontowany i jakiś budowlaniec stał na dole więc jakby mi
coś chciał zrobić to bym jemu coś powiedziała... Bo wcześniej miałam przy
sobie telefon i mogłam zadzwonić po brata żeby zszedł i mu coś powiedział ale
bałam się wyciągnąć telefon, żeby mi go nie zabrał albo żeby mnie znowu nie
walną...
Wreszcie doszłam i zadzwoniłam do domofonu i on już sobie poszedł...
Jak weszłam do mieszkania, to się rozbeczałam i opowiedziałam wszystko
mamie...

Jutro pójdę do naszej wychowawczyni i jej wszystko powiem...
Sorki że się tak rozpisałam ale ja się naprawdę jego bałam i musiałam się
wyżalić...

