Cześć, nie mogę się pohamować i cały czas płaczę, odkąd pożegnałam się z moją szkołą podstawową. Byłam pewna, że nie będę, a tu masz.... Zaśpiewali taką piosenkę, że nawet chłopcy się wzruszyli...:
Te sześć lat, szkolnych lat, to był dla nas cały świat.
... (nie pamiętam)
Przejdą, przejdą lata, ale jedno teraz wiem, nie zapomnę Cię, ja Ciebie, ty mnie.
Co prawda to nie ta piosenka, ale też przy niej płaczę:
www.youtube.com/watch?v=Ilwa5AVmmVk
Boże, już na początku, idąc pierwsza w poczcie sztandarowym łza mi się w oku zaszkliła. Później się dowiedziałam, że jestem najlepszą absolwentką w tym roku szkolnym- były brane pod uwagę cztery osoby, bo miały taką samą średnią, ale policzyli te najważniejsze przedmioty, no i... A później szok: Pani Dyrektor składa mi życzenia z okazji moich urodzin, daje mi kwiaty, a wszyscy obecni śpiewają mi sto lat...
W klasie pani wychowawczyni powiedziała, że uratowałam klasę (mieliśmy najgorszą średnią).
Dodatkowo dobija mnie fakt, że nie będę mogła mijać na korytarzu chłopaka z równoległej klasy, w którym się zakochałam. A był bardzo przystojny. No właśnie- był...

Ale wierzę, że kiedyś go spotkam i będę szczęśliwa... Ale jestem naiwna, prawda?

Później jeszcze przytulanie z nauczycielami, Boże, łzy ciekły jeziorami...
Przepraszam za wszystkie przechwałki.
To będą moje najsmutniejsze wakacje w życiu, w gimnazjum nie spotkam żadnej znajomej osoby, dlatego też to było dla mnie takie dotkliwe...
Mogłybyście opowiedzieć wasze wrażenia z zakończenia? Wy pewnie się cieszycie, koniec budy, prawda?

Dziękuję za przeczytanie mojego użalania się nad sobą...

P. S. Sąsiedzi pewnie się zastanawiają, czy ktoś mnie obdziera ze skóry... A co mi tam.