tudana
21.11.05, 17:42
...ale oni byli głusi na moje sugestie. Cierpię na nawracające zapalenia
zatok, borykam się z grzybicą paznokci stóp, zapaleniami pęcherza, a po
każdej kuracji antybiotykowej obowiązkowo zaliczam wizytę u ginekologa.
Przez kilka lat miałam potworne zatrucia "z niczego"... Wstawałam rano z
wielkim bólem głowy, biegłam do łazienki i wyrzucałam z żołądka straszne
kwasy. Dwa dni wyrwane z życiorysu. Do tego ciągłe uczucie, że mój mózg
drętwieje. Mówiłam wtedy, że czuję jakieś toksyny. Lekarze kiwali głową...
Potrafiłam odróżnić ból migrenowy od tego z powodu "zatrucia".
Wiele razy mówiłam to neurologom, internistom, okulistom, laryngologom. Żaden
nie chciał słuchać uciążliwej baby, która wiecznie "źle się czuła". Żaden nie
chciał zdiagnozować i leczyć fizycznej przypadłości.
Schudłam z 47 do 41 kg. Nie mogłam przytyć, bo prawie wszystko mnie
zatruwało.
Wysłali mnie do psychiatry. Ten stwierdził depresję. Trudno jej nie mieć,
kiedy człowiek pozostawiony jest sam sobie...
Miałam poważne problemy z pamięcią. Po pięciu sekundach nie pamiętałam co
mówią do mnie ludzie. Jednak wciąż miałam niejasne przeczucie, że to może być
jakaś "zaraza"... Zaczęłam czytać i przeszukiwać internet. Ale tak naprawdę
to pewności nabrałam, kiedy zaordynował mi ginekolog tabletki doustne,
przeciwgrzybiczne. Po tygodniu poczułam, że życie wraca. Moje zatoki nagle
oczyszczały się. Jaka ulga...
Potem zaczęłam eksperymentować z maścią przeciwgrzybiczną, którą stosuję do
stóp. Po prostu delikatnie smarowałam wnętrze nosa. Bingo! To wspaniałe
uczucie.
Tydzień temu postanowiłam, "tak sama z siebie"... odstawić z jadłospisu
cukier biały. Wiecie co to znaczy dla smakosza herbaty brak cukru? Codziennie
walczę z pokusą posłodzenia mojego ulubionego napoju ale dzielnie trwam w
postanowieniu. Widzę lekką poprawę samopoczucia.
Teraz jestem na etapie studiowania metod Pana Józefa Słoneckiego.
Zdecydowałam się na rozpoczęcie kuracji i robienie notatek.
Liczę na sukces, chociaż wiem, że to potrwa kilka lat. Muszę wygrać tę
bitwę!!!
Jedyny problem, to brak pomysłu na nowy jadłospis. Czytam i zapisuję
wszystkie Wasze przepisy.