Witam wszystkich uczestników forum i dziękuję założycielce za podjecie tak
trudnego tematu, a także wszystkim, którzy dzielą się swoimi doświadczeniami
i wątpliwościami, a nawet bezradnością. Wszystko to stanowi ogromny materiał
do własnych przemyśleń. Zapoznałam się bodajże ze wszystkimi watkami
poruszonymi na forum. Nie będę opisywać swojej drogi do choroby ani
dolegliwości – z grubsza pokrywa się to wszystko z podobnymi problemami
pozostałych forumowiczów. Pragnę jedynie podzielić się moimi doświadczeniami
i przemyśleniami, bo wydaje mi się, ze jestem na dobrej drodze, a
zaczerpnęłam z Internetu tyle wiedzy, ze byłoby grzechem nie podzielić się z
kolei moją wiedzą z z Wami - towarzyszami w niedoli. Oczywiście, każdy jest
inny i musi, a może i chce szukać swoich rozwiązań. Z drugiej strony, mówi
się, że człowiek uczy się na błędach, a najlepiej jest jednak uczyć się na
błędach cudzych, albo też na pozytywnych doświadczeniach. W swoim bagażu mam
trochę jednego i drugiego.
Być może moje przemyślenia będą brzmiały niekiedy kategorycznie – wówczas
wiedzcie, że stoi za tym głębokie przekonanie, że to są zasady sine qua non,
tym niemniej z góry przepraszam wszystkich, kto mógłby poczuć się urażony
moim wymądrzaniem się.
Do dzieła.
1) w PL jest już trochę lekarzy, którzy znają się na rzeczy. Nie ma co
zajmować się leczeniem na własną rękę, bo tak można na śmierć się zaleczyć
(dosłownie). Specjalista potraktuje candidowicza

kompleksowo. Tzn. – zrobi
badania ( w tym IgG), ustawi dietę (bez której ani rusz), niezbędne leki i
suplementy. W moim przypadku byłą to pani mikrobiolog z centrum alergologii w
Poznaniu, dokładne namiary mogę podać w mailu ze względu na ochronę danych.
Ale sądzę, że nie jest to jedyny specjalista w PL. Ja mam do Poznania 130 km,
ale warto było pofatygować się i zapłacić za wizytę. Byłam 1 raz, być może
powinnam pojechać na jakąś kontrolę, ale już radzę sobie sama, natomiast
wiem, że bez tej jednej wizyty dotychczas błądziłabym jak dziecko we mgle. W
przypadku zaawansowanej Candidy (z obfitym wzrostem) chyba nie da się obejść
bez leków przeciwgrzybicznych (np. flukonazol), branych dość długo - ze 2-3
m-ce (ale to lekarz ustala!) i porządnych suplementów, których rolą jest
uzupełnienie minerałów (bo grzyb pobiera je z organizmu i niedobór np. żelaza
wychodzi w prostej morfologii krwi) i poskromienie apetytu na słodyczy (np.
cynk)
To jest ABSOLUTNIE niezbędny punkt wyjściowy.
Cała reszta, cały dalszy długi i żmudny proces powrotu do zdrowia jest mniej
lub bardziej indywidualny, w którym najważniejszy jest UPÓR, CIERPLIWOŚĆ,
WIARA, WSPARCIE BLISKICH
2) WSPÓŁPRACA z lekarzem rodzinnym (tzn., trzeba go sobie trochę „wychować”
hi-hi – podrzucić wydruki z Internetu, najlepiej info poparte jakimiś
autorytetami medycyny klasycznej. Opornych lekarzy należy zmienić na takich,
którzy uszanują naszą towarzyszkę Candidę i np. bardzo ostrożnie podejdą do
przepisania antybiotyku – w skrajnym przypadku, kiedy nie da się naprawdę
obejść się bez, bo trzeba wybrać mniejsze zło - np. taka nieleczona angina
ropna siada na serce i obdarza w przyszłości reumatyzmem – po co to komu? Ale
nie musi być antybiotyk szerokiego spektrum, ba, nie musi być
bakterjobojczy - wystarczy, ze będzie bakteriostatyczny, tez działa, ale
wybiórczo, nie tłucze wszystkich, także potrzebnych bakterii po drodze, nie
wyjaławia totalnie przewodu pokarmowego. Jak już musi być antybiotyk -
antybiogram i probiotyki to podstawa. Ja miałam ostatnio antybiotyk
Lekoklar – jestem bardzo zadowolona. Nie musiałam zdychać z anginą z 39,5
stopniową gorączką, ale nie załamywałam rąk– że niby całe leczenie Candidy na
nic, bo antybiotyk. Moja pani doktor rodzinna szanuje moją candidę. Nie jest
specjalistką, ale nie uważa mnie za hipochondryczkę i stara się mnie
wspierać.
3) Co do cierpliwości – to jest bardzo ważne. Trzeba po prostu uczciwie sobie
powiedzieć, – jeśli mamy za sobą parę lat niszczenia swojego zdrowia, to na
miłość Boską, nie naprawimy tego w parę dni czy tygodni! Musi to potrwać
miesiące i lata. Kiedy sobie to uświadomiłam, poczułam ulgę. To tak, jak
zrozumieć jakieś skomplikowane zagadnienie – takie oświecenie.
4) Miałam to szczęście, że wbrew moim obawom nie tęskniłam za ukochanymi
słodyczami, które przed tym pożerałam kilogramami. Może to właśnie sprawił
prawidłowo dobrany kompleks leków i suplementów, ale też i autosugestia.
Szczerze powiedziawszy, jak spróbuję czyjejś posłodzonej herbaty, to
niedobrze mi się robi. A pączka w Tłusty Czwartek to nie mogłam połknąć.
Ugryzłam kawałek – był dla mnie obrzydliwy, wyplułam. Natomiast inni
członkowie rodziny wtrynili po 5. Zresztą na samą myśl, że miałabym wkładać w
siebie jakieś g..... w postaci chipsów czy ciastka z przemysłowym kremem,
dostaje obrzydzenia. Dlatego też nie palę. W imię czego miałabym pakować w
siebie takie świństwo? Żeby koncerny tytoniowe na mnie zarabiały? Zbyt
siebie lubię. To taka afirmacja, może komuś się przyda.
5) Reakcja otoczenia. To też ważne. Ktoś kiedyś poruszył ten wątek, nie ma co
się dziwićże się ludzie wstydzą. bo przecież np. grzybica rąk jest zaraźliwa
i człowiek się czuje prawie jak trędowaty. A inni mu ręki raczej nie podadzą.
Skojarzenia to przekleństwa. Nie ma co się obnosić ze swoją drożdżyca, ale
otoczenie chce wiedzieć, chcę cię częstować słodyczami i alkoholem i trzeba
to uszanować. Wtedy oni też uszanują twoje ograniczenia. Ja mówię – mam
kompletnie rozwalony żołądek po antybiotykach i na razie nie mogę korzystać z
tych wszystkich rzeczy. Ludzie w miedzyczasie są na tyle uświadomieni, że
wiedzą, że antybiotyk czyni jakieś tam szkody i takie tłumaczenie ich
całkowicie satysfakcjonuje.
6) Wspomniałam już o tym, że każdy jest inny i musi, a może i chce szukać
swoich rozwiązań. Jak większość z Was straciłam mnóstwo czasu i kasy w
poszukiwaniu najlepszych specyfików, robiłam na sobie różniaste
eksperymenty. Obecnei piję drugi zaledwie dzień miksturę oczyszczającą dra
Słoneckiego i jakaś kobieca intuicja mówi mi, że jestem na dobrej drodze,
choć wiem, ze efekty nie będą prędko. Żeby było śmiesznie, to krótko przed
tym wywaliłam kolejną grubą forsę zamawiając A.N.R.Y. + Liv52, ale na razie
się wstrzymam.
7) Na koniec trochę może wredne i przerażające, ale zastanówcie się, czy w
tym nie ma odrobiny prawdy – czy tak naprawdę nie pokochaliśmy naszych
dolegliwości na tyle, ze wcale nie chcemy z nimi się rozstać. Bo to jest
takie trochę wyróżnienie (wpuszczenie na forum jak do klubu
ekskluzywnego

), a zarazem czaso- i forsochłonne hobby – czytanie
literatury przedmiotowej, często w językach obcych – wszyscy jesteśmy już
prawie specjalistami o wiele lepszymi od znanych nam lekarzy. Jesteśmy ludźmi
twórczymi -prowadzimy fascynujące badania na sobie - i towarzyskimi:
zrzeszamy się na forach, prowadzimy żywą korespondencję, poznajemy fajnych,
wspierających nas ludzi, ogólnie życie ma w związku z powyższym jakiś sens .
Ja, na przykład, jak nie poczytam sobie codziennie o Candidzie, to tak,
jakbym zębów nie umyła

.
Trochę żartuję, ale trochę...
Dziękuję za uwagę wszystkim, którzy dobrnęli do końca tego postu.
Wszystkich gorąco pozdrawiam i życzę PRAWDZIWEGO powrotu do zdrowia.