Dodaj do ulubionych

Moje pozytywne doświadczenia w leczeniu Candidy

01.03.06, 22:55
Witam wszystkich uczestników forum i dziękuję założycielce za podjecie tak
trudnego tematu, a także wszystkim, którzy dzielą się swoimi doświadczeniami
i wątpliwościami, a nawet bezradnością. Wszystko to stanowi ogromny materiał
do własnych przemyśleń. Zapoznałam się bodajże ze wszystkimi watkami
poruszonymi na forum. Nie będę opisywać swojej drogi do choroby ani
dolegliwości – z grubsza pokrywa się to wszystko z podobnymi problemami
pozostałych forumowiczów. Pragnę jedynie podzielić się moimi doświadczeniami
i przemyśleniami, bo wydaje mi się, ze jestem na dobrej drodze, a
zaczerpnęłam z Internetu tyle wiedzy, ze byłoby grzechem nie podzielić się z
kolei moją wiedzą z z Wami - towarzyszami w niedoli. Oczywiście, każdy jest
inny i musi, a może i chce szukać swoich rozwiązań. Z drugiej strony, mówi
się, że człowiek uczy się na błędach, a najlepiej jest jednak uczyć się na
błędach cudzych, albo też na pozytywnych doświadczeniach. W swoim bagażu mam
trochę jednego i drugiego.
Być może moje przemyślenia będą brzmiały niekiedy kategorycznie – wówczas
wiedzcie, że stoi za tym głębokie przekonanie, że to są zasady sine qua non,
tym niemniej z góry przepraszam wszystkich, kto mógłby poczuć się urażony
moim wymądrzaniem się.
Do dzieła.
1) w PL jest już trochę lekarzy, którzy znają się na rzeczy. Nie ma co
zajmować się leczeniem na własną rękę, bo tak można na śmierć się zaleczyć
(dosłownie). Specjalista potraktuje candidowicza smile kompleksowo. Tzn. – zrobi
badania ( w tym IgG), ustawi dietę (bez której ani rusz), niezbędne leki i
suplementy. W moim przypadku byłą to pani mikrobiolog z centrum alergologii w
Poznaniu, dokładne namiary mogę podać w mailu ze względu na ochronę danych.
Ale sądzę, że nie jest to jedyny specjalista w PL. Ja mam do Poznania 130 km,
ale warto było pofatygować się i zapłacić za wizytę. Byłam 1 raz, być może
powinnam pojechać na jakąś kontrolę, ale już radzę sobie sama, natomiast
wiem, że bez tej jednej wizyty dotychczas błądziłabym jak dziecko we mgle. W
przypadku zaawansowanej Candidy (z obfitym wzrostem) chyba nie da się obejść
bez leków przeciwgrzybicznych (np. flukonazol), branych dość długo - ze 2-3
m-ce (ale to lekarz ustala!) i porządnych suplementów, których rolą jest
uzupełnienie minerałów (bo grzyb pobiera je z organizmu i niedobór np. żelaza
wychodzi w prostej morfologii krwi) i poskromienie apetytu na słodyczy (np.
cynk)

To jest ABSOLUTNIE niezbędny punkt wyjściowy.

Cała reszta, cały dalszy długi i żmudny proces powrotu do zdrowia jest mniej
lub bardziej indywidualny, w którym najważniejszy jest UPÓR, CIERPLIWOŚĆ,
WIARA, WSPARCIE BLISKICH

2) WSPÓŁPRACA z lekarzem rodzinnym (tzn., trzeba go sobie trochę „wychować”
hi-hi – podrzucić wydruki z Internetu, najlepiej info poparte jakimiś
autorytetami medycyny klasycznej. Opornych lekarzy należy zmienić na takich,
którzy uszanują naszą towarzyszkę Candidę i np. bardzo ostrożnie podejdą do
przepisania antybiotyku – w skrajnym przypadku, kiedy nie da się naprawdę
obejść się bez, bo trzeba wybrać mniejsze zło - np. taka nieleczona angina
ropna siada na serce i obdarza w przyszłości reumatyzmem – po co to komu? Ale
nie musi być antybiotyk szerokiego spektrum, ba, nie musi być
bakterjobojczy - wystarczy, ze będzie bakteriostatyczny, tez działa, ale
wybiórczo, nie tłucze wszystkich, także potrzebnych bakterii po drodze, nie
wyjaławia totalnie przewodu pokarmowego. Jak już musi być antybiotyk -
antybiogram i probiotyki to podstawa. Ja miałam ostatnio antybiotyk
Lekoklar – jestem bardzo zadowolona. Nie musiałam zdychać z anginą z 39,5
stopniową gorączką, ale nie załamywałam rąk– że niby całe leczenie Candidy na
nic, bo antybiotyk. Moja pani doktor rodzinna szanuje moją candidę. Nie jest
specjalistką, ale nie uważa mnie za hipochondryczkę i stara się mnie
wspierać.

3) Co do cierpliwości – to jest bardzo ważne. Trzeba po prostu uczciwie sobie
powiedzieć, – jeśli mamy za sobą parę lat niszczenia swojego zdrowia, to na
miłość Boską, nie naprawimy tego w parę dni czy tygodni! Musi to potrwać
miesiące i lata. Kiedy sobie to uświadomiłam, poczułam ulgę. To tak, jak
zrozumieć jakieś skomplikowane zagadnienie – takie oświecenie.

4) Miałam to szczęście, że wbrew moim obawom nie tęskniłam za ukochanymi
słodyczami, które przed tym pożerałam kilogramami. Może to właśnie sprawił
prawidłowo dobrany kompleks leków i suplementów, ale też i autosugestia.
Szczerze powiedziawszy, jak spróbuję czyjejś posłodzonej herbaty, to
niedobrze mi się robi. A pączka w Tłusty Czwartek to nie mogłam połknąć.
Ugryzłam kawałek – był dla mnie obrzydliwy, wyplułam. Natomiast inni
członkowie rodziny wtrynili po 5. Zresztą na samą myśl, że miałabym wkładać w
siebie jakieś g..... w postaci chipsów czy ciastka z przemysłowym kremem,
dostaje obrzydzenia. Dlatego też nie palę. W imię czego miałabym pakować w
siebie takie świństwo? Żeby koncerny tytoniowe na mnie zarabiały? Zbyt
siebie lubię. To taka afirmacja, może komuś się przyda.

5) Reakcja otoczenia. To też ważne. Ktoś kiedyś poruszył ten wątek, nie ma co
się dziwićże się ludzie wstydzą. bo przecież np. grzybica rąk jest zaraźliwa
i człowiek się czuje prawie jak trędowaty. A inni mu ręki raczej nie podadzą.
Skojarzenia to przekleństwa. Nie ma co się obnosić ze swoją drożdżyca, ale
otoczenie chce wiedzieć, chcę cię częstować słodyczami i alkoholem i trzeba
to uszanować. Wtedy oni też uszanują twoje ograniczenia. Ja mówię – mam
kompletnie rozwalony żołądek po antybiotykach i na razie nie mogę korzystać z
tych wszystkich rzeczy. Ludzie w miedzyczasie są na tyle uświadomieni, że
wiedzą, że antybiotyk czyni jakieś tam szkody i takie tłumaczenie ich
całkowicie satysfakcjonuje.

6) Wspomniałam już o tym, że każdy jest inny i musi, a może i chce szukać
swoich rozwiązań. Jak większość z Was straciłam mnóstwo czasu i kasy w
poszukiwaniu najlepszych specyfików, robiłam na sobie różniaste
eksperymenty. Obecnei piję drugi zaledwie dzień miksturę oczyszczającą dra
Słoneckiego i jakaś kobieca intuicja mówi mi, że jestem na dobrej drodze,
choć wiem, ze efekty nie będą prędko. Żeby było śmiesznie, to krótko przed
tym wywaliłam kolejną grubą forsę zamawiając A.N.R.Y. + Liv52, ale na razie
się wstrzymam.

7) Na koniec trochę może wredne i przerażające, ale zastanówcie się, czy w
tym nie ma odrobiny prawdy – czy tak naprawdę nie pokochaliśmy naszych
dolegliwości na tyle, ze wcale nie chcemy z nimi się rozstać. Bo to jest
takie trochę wyróżnienie (wpuszczenie na forum jak do klubu
ekskluzywnego smile), a zarazem czaso- i forsochłonne hobby – czytanie
literatury przedmiotowej, często w językach obcych – wszyscy jesteśmy już
prawie specjalistami o wiele lepszymi od znanych nam lekarzy. Jesteśmy ludźmi
twórczymi -prowadzimy fascynujące badania na sobie - i towarzyskimi:
zrzeszamy się na forach, prowadzimy żywą korespondencję, poznajemy fajnych,
wspierających nas ludzi, ogólnie życie ma w związku z powyższym jakiś sens .
Ja, na przykład, jak nie poczytam sobie codziennie o Candidzie, to tak,
jakbym zębów nie umyła smile.
Trochę żartuję, ale trochę...

Dziękuję za uwagę wszystkim, którzy dobrnęli do końca tego postu.
Wszystkich gorąco pozdrawiam i życzę PRAWDZIWEGO powrotu do zdrowia.

Obserwuj wątek
    • monikx2 Re: Moje pozytywne doświadczenia w leczeniu Candi 01.03.06, 23:01
      Witam na forum.
      Gratuluje optymizmu.
      Szczerze,z przyjemnoscia przeczytalam do konca Twoj post.
      Tak trzymaj.
      Pozdrawiam.
      • nataszaru Re: Moje pozytywne doświadczenia w leczeniu Candi 01.03.06, 23:19
        dziękuję bardzo za pozytywny komentarz smile. cieszę się, że tak to postrzegasz.
        Może jeszcze powiem, co mnie przekonało do MO dra Słoneckiego.
        - Trafia do mnie logika połaczenia skłądników
        - dr Słonecki nie zarabia na nas, jak ktoś nie chce, to nawet ksiażki nie musi
        kupować, a nawet działa charytatywnei udzielając porad zwiazanych ze
        stosowaniem MO
        - nie uważa, zę zjadł wszystkie rozumy
        - jest ostrożnym "niezwolennikiem" lewatyw, czytaj hydrocolonoterapii, i dzieki
        niemu ostatecznie podjęłąm decyzję, że jednak nie.
        - nie obiecuje cudów, ale świadectwa ludzi stosujących MO na jego stronie, są
        b. przekonujące, a przy okazji - oni też nie działają na zasadzie "wciągnę
        cię, to zarobię, podaj mój nr klubowicza"
        Ale, jak powiedziałam, piję dopiero 2 dzień, więc wszystko przede mną, pewnie
        rozczarowania też.
    • dzelllusia Re: Moje pozytywne doświadczenia w leczeniu Candi 02.03.06, 00:04
      bardzo ciekawy post....
      dzieki za podzielenie sie z nami swoimi doswiadczeniami...
      pozdrawiam
      • homeopatkaqq Re: Moje pozytywne doświadczenia w leczeniu Candi 02.03.06, 02:41
        najbardziej przykulo moja uwage polecana przez Ciebie wielomiesieczna terapia
        fluconazolem....
        Bralam tylko nystatyne i po tym doswiadczeniu nie jestem zwolenniczka
        antybiotykow skierowanych na grzyby ...za to wielka propagatorka
        hydrokolonoterapii.
        Mam wrazenie, ze nie wszytskim pomaga to samo. Naprawde. Jednym swietnie sluza
        jak widac terapie kilkumiesieczne fluconazolem inni padaja jak muchy po
        kuracjii zaledwie 3-tygodniowej, bo u wielu z nich candida przeistacza sie z
        formy grzybicznej w bakteryjna...i potem trzeba zazywac antybiotyk na bakterie -
        zaczyna sie wiec bledne kolo.

        Poza tym mily poscik.
        Milo,ze ktos widzi poprawe i patrzy z optymizmem w przyszloscsmile
        • artur737 Re: Moje pozytywne doświadczenia w leczeniu Candi 02.03.06, 05:49
          Fluconazol choc drogi tez dla ludzi i najczesciej sie nic zlego sie po nim nie dzieje.

          Choc trzeba kontrolowac watrobe przynajmniej raz na kilka tygodni. Wg mnie to skuteczny lek. Najczesciej stosuje sie wysoka dawke poczatkowa np 400 lub 300 mg dziennie. W ciagu kilku tygodni zmniejsza sie do 200 mg dziennie i tak ciagnie przez kilka miesiecy a nawet do roku.
    • artur737 Re: Moje pozytywne doświadczenia w leczeniu Candi 02.03.06, 05:46
      Bardzo ladny post, milo przeczytac.
      • nataszaru Re: Moje pozytywne doświadczenia w leczeniu Candi 02.03.06, 09:19
        Barzo sie ciesze, ze mój post spotkal sie z zainteresowaniem i pozytywnymi
        komentarzami, ale obawiam sie, ze to troche tak, jak Jeszua mówi do Prokuratora
        Judei o tym, ze Mateusz zapisuje inne slowa niz on mówi. A ja moge tylko
        powiedziec: patrzcie PUNKT 1)mojego postu.

        A poza tym:
        Nistatyna jest mniej szkodliwa niz flukonazol dla watroby, ale i mniej skuteczna

        Jakiekolwiek LEKI ustala lekarz prowadzacy.

        Bylam u tej pani dr mikrobiolog rok temu i to ona usatlila mi lek i dawke. A
        przedtem chcac sie leczyc na wlasna reke uprosilam ginekologa o flukonazol, bo
        ja czytalam i wiem..... Powiedział: niech pani za duzo nie czyta, posmial sie,
        ale wypisal 1 opakowanie, ktore zjadlam na wlasna reke wg dawek jakie sobie
        wymyslilam z ulotki. A pani dr ustalila to zupełnie inaczej. A moze teraz
        przepisuje kazdemu pacjentowi inne leki w innych dawkach, bo jest specjalistka
        i sledzi zmiany. Tego nei wiem. Rok - to bardzo duzo. Moze i jej stan wiedzy
        diamentralnie ulegl zmianie.
        Nie umiem szyć i nawet skrócić spódniczkę daje krawcowej. Do DOBREJ krawcowej.
        Nie umiem podbić buta i daje go do szewca. DO DOBREGO szewca. Chodzę do
        fryzjera i kosmetyczki, kiedy chcę PROFESJONALNIE mieć zrobione skomplikowane
        farbowanie czy oczyszczanie. A co dopiero leczenie powaznej choroby. Szczerze
        powiedziawszy, gdyby pani dr powiedziala mi wtedy: Prosze zrobic
        hydrocolonoterapie, zrobilabym, mimo objekcji. Zapytalam, ona powiedziala, ze
        można, ale tak bez przekonania. Natomiast wiem, ze przed zabiegiem trzeba
        zrobic badanie u proktologa, ale nie wszyscy to robia i mozna sobie zrobic
        wiecej szkody. Nie mowiac juz o tym, ze mimo wszelkich zabiegow higienicznych w
        ten sposob mozna zlapac zoltaczke C lub inne świnstwo. Ale to juz tak na
        marginesie i tylko moje subjektywne objekcje.
        Natomiast co do samoleczenia, ustalania sobie samemu dawek poważnego leku itd -
        uderzcie się w pierś i powiedzcie: NIGDY nie wziąła/em antybiotyku na własną
        rękę. ZAWSZE przeprowadziła/em kurację do końca. NIGDY nie brała/em antybiotyku
        o szerokim spektrum działania. NIGDY nie zmieniała/em antybiotyku z jednego na
        drugi w trakcie kuracji, bo pierwszy "chyba" nie pomagał. ZAWSZE robiła/em
        antybiogram. ZAWSZE brała/em razem z antybiotykiem probiotyki. Ach, gdybym ja
        mogła to wszystko powiedzieć, nie miałabym dzisiaj Candidy. A ja mam na
        sumieniu np. taki kwiatuszek: szukając przyczyny swoich dolegliwości postawiłam
        sobie diagnozę: Helicobacter pilory. Kupilam w aptece test. Wyszedł pozytywnie
        (tak jak u 90% ludzi, ale co mi tam). I zażądałam od lekarza rodzinnego (innego)
        klasyczną kurację dwoma antybiotykami. I ona mi przepisała te antybiotyki!. To
        się nazywa w odróżnieniu od książki "Dobijanie się na własne życzenie". Ale
        każdy dobija się sam. I żadne posty nikogo do niczego nie przekonają. Niestety.

        PS. to jest oczywiście odpowiedź o charakterze ogólnym, a nie komentarz do
        Twojego ostatniego postu, Arturze.
    • mama.mimi Re: Moje pozytywne doświadczenia w leczeniu Candi 02.03.06, 12:49
      Nataszaru! Popieram w 100% twoje podejście do choroby. Też uważam że to zbyt
      poważna choroba żeby błądzić samemu. Ja jestem pod opieką homeo i chwalę sobie
      ten sposób leczenia, suplementację. Efekty widzę i nie wyobrażam sobie, zeby
      kombinować samemu, bo to jest zbyt rozległa wiedza, której nie posiadam, szkoda
      mojego czasu, tym bardziej że są lekarze, do których warto pojechać raz na
      kilka miesięcy, coby zmodyfikował ewentualnie dotychczasowe leczenie,
      zmodyfikował suplementację.
      Też jestem przeciwniczką lewatyw, tym bardziej domowych.
      I rzeczywiście, przychodzi taki czas, że wspomaganie suplementami, lekami nie
      jest już konieczne, wystarczy przestrzegać diety.
      Pozdrawiam
      Monika
    • xenna3 Re: Moje pozytywne doświadczenia w leczeniu Candi 02.03.06, 17:50
      Bardzo cie prosze o namiary do tej pani doktor
      • nataszaru Re: Moje pozytywne doświadczenia w leczeniu Candi 02.03.06, 18:37
        Proszę Cię bardzo smile
        Ponieważ te dane są udostępnione publicznie w internecie (sprawdziłam przed
        chwilą), podaje je również tu:

        Centrum Alergologii dr med Teresa Hofman
        Przychodnia
        ul.Bogusławskiego 16
        60-214 Poznań
        Telefon I : 061 866 04 30,061 866 11 76
        Fax : 061 661 30 66

        Trzeba zarejestrować się, ale termin uzyskuje się bez problemu. Zastanawiałam
        się, że może nawet na kasę chorych można to załatwić? Ale nie wiem. Wtedy byłam
        zdesperowana i chciałam jak najszybciej się dostać.



        • agazabcia1 Do nataszaru 13.05.06, 14:01
          A ile trwa wizyta u dr Hoffman i ile kosztuje? Czy jakieś badania nalezy
          porobić przed wizyta? Czy ta Pani specjalizuje sie w leczeniu candidy?
          Jak długo jestes pod jej opieka lekarska?
          Możesz napisać na mojego maila jeżeli nie chcesz pisać o tym na forum.
          agazabcia@poczta.onet.pl
          podrawiam i dziękuję.
          • nataszaru Re: Do agazabcia1 14.05.06, 16:49
            Ja bylam w sierpniu 2005, od tego czasu cos moglo sie zmienic. Nie pamietam,
            placilam 80 albo 100 zlotych, ale tez niestety nie pamietam, czy to bylo z
            badaniem krwi na IgE czy bez...
            Ja bylam u dr z wynikiem badan - wymaz z gardla i kalu, ktore to badania
            robilam sobie prywatnie, bo rodzinna nie chciala dac skierowania. A na wymaz z
            gardla kazala isc foniatra, tylko ona nie mogla mi dac tego skierowania. Ale
            dzieki niej odkrylam, ze w ogole to swinstwo mam.
            Dr Hofman jest mikrobiologiem i ja trafilam do niej z polecenia ludzi, ktorym
            ponoc wyciagnela z candidy dzieciaka i byli bardzo zadowoleni, z tym ze ja nie
            znam ich osobiscie. A ja bylam u dr tylko raz, z tym ze pozniej bardzo
            rygorystycznie stosowalam 2-miesieczne leczenie i diete. I badania po 3 m-cach
            (znow robilam prywatnie, w swojej miejscowosci) byly ok - candidy nie wykryto.
            Z tym ze ja nie traktuje siebie, jako osobe wyleczona, bo ponoc zarodniki
            pozostaja w organizmie do 2-3lat. Wiekszosc przykrych objawow ustapila po 2-3 m-
            cach od rozpoczecia leczenia, ale nie jest jeszcze idealnie. Jem w miare
            normalnie, ale bez slodyczy (rzadko skusze sie na odrobine, to samo dotyczy
            alkoholu) i bez wyrobow z bialej maki.
            Pozdr
    • lilith_6 Re: Moje pozytywne doświadczenia w leczeniu Candi 02.03.06, 22:48
      A ja gratuluję stylu pisania i poczucia humoru smile Naprawdę, przyjemnie się
      czyta smile
      • nataszaru Re: Moje pozytywne doświadczenia w leczeniu Candi 02.03.06, 22:58
        Dzięx smile. I miłego wieczoru smile
        • annakamila Re: Moje pozytywne doświadczenia w leczeniu Candi 08.05.06, 08:40
          Nataszaru

          czy mozesz powiedziec ile trwala wizyta u Dr Hofman.
          Anna Kamila
          • nataszaru Re: do annakamila 14.05.06, 16:51
            nie za bardzo rozumiem pytanie. Ile trwala jednorazowo? Ok 30 min z badaniem
            krwi na IgE. A bylam u dr tylko raz + czytaj co napisalam do agazabcia1
            • mamaku Re: do nataszaru 15.05.06, 18:21
              Drogie dziewczyny!
              Czytam sobie te Wasze posty i zastanawiam się co tu napisać...
              Wiele wątków kręci mi się po głowie, być moze napiszę tu coś niepopularnego i
              być może spotka się to z Waszą krytyką, ale od razu zaznaczam, że nie jest moją
              intencją sianie zamieszania i krytykowanie kogokolwiek.
              Chciałam napisać kilka słów nt. candida i sposobów jej leczenia.
              Problem nie jest mi obcy, ponieważ synek mojej najbliższej przyjaciółki cierpiał
              z tego powodu i był leczony przez 2 lata przez dr H.
              Miał brzydkie zmiany na skórze, bóle brzucha i nawracające zapalenia krtani. Był
              długo leczony antybiotykami, infekcje właściwie się nie kończyły, a stan dziecka
              był coraz gorszy.
              Trafili z polecenia do dr H., która w drzwiach stwierdziła "na oko", że dziecko
              ma grzybicę. Po krótkiej wizycie dała skierowanie na badania (na miejscu), ksero
              z dietą i dłuuuugą listą leków i "wspomagaczy", których cena powaliłaby chyba
              każdego (z wizytą 600 zł nie starczyło).
              Wyniki badania wskazywały, że to candida.
              Przez prawie 2 lata dziecko było na restrykcyjnej diecie, brało mnóstwo leków i
              innych specyfików, a stan się niewiele poprawił. Po tym czasie rodzice zaczęli
              zastanawiać się nad celowością tej terapii.
              Trafili do pediatry-homeopatki, która miała zupełnie inne podejście do tego
              schorzenia. Po pierwsze nie straszyła rodziców, stwierdziła, że nie jest to
              poważny problem (candida ma każdy, niektórzy tylko mają więcejsmile). Oczywiscie
              powiedziała, że nie należy problemu bagatelizować, ale nie można dać się zwariować.
              Dieta owszem - to najlepsza terapia, probiotyki również, ale np. wit. c
              zapisywana przez dr H. w ilosciach, które powaliłyby konia była przyczyną
              okropnych zmian na skórze (dziecko było uczulone na przepisywany citrosept, a p.
              dr zwiększała tylko dawki mówiąc, że to "grzyb wychodzi" skórą i to dobry
              znak?). Kiedy dziecko miało zapalenie krtani, p. dr mówiła znów, że to wina
              grzyba. Taką odpowiedź ma dla każdego, nie zależnie od tego z jakim problemem
              przychodzi.
              Prawda jest taka, że to bardzo kontrowersyjny lekarz, w poznańskim środowisku
              lekarskim postać bardzo znana, ale nie popularna (sposoby jej leczenia).
              Jeśli byłaś u niej tylko na jednej wizycie to możesz uważać się za szczęściarę!
              Nie straciłaś majątku, a Twoje dziecko uniknęło niepotrzebnych eksperymentów.
              Wiem, że na forum gazeta-alergie jest wiele postów od rodziców, którzy leczyli u
              niej swoje dzieci. Proponuję wklepać w wyszukiwarkę HOFFMANN i poczytać - bardzo
              interesująca lektura.
              Trzeba być b. przezornym i ostrożnym w doborze lekarza dla swojego dziecka, bo
              wśród lekarzy jest wielu takich, którzy swoje pokręcone teorie praktykują na
              biednych dzieciach i ich rodzicach.
              Życzę więcej dystansu do tego, co mówią lekarze, często mają rację, ale nie
              zawsze są nieomylni.
              A jeśli chodzi o synka mojej przyjaciółki po kilku m-cach terapii homeopatią
              jest zdrów jak ryba, candida "wyparowała", problemy skórne sie skończyły i ani
              razu nie miał zapalenia krtani. Od 1,5 roku nie brał antybiotyków, chodzi do
              przedszkola i jest okazem zdrowia!
              Pozdrawiam serdecznie
              • nataszaru Re: do mamaku 15.05.06, 21:08
                Znalazlam w wyszukiwarce 1 link, gdzie ktos wypowiadal sie krytycznie o dr
                Hofman, moze podrzucisz mi tu, albo na poczte te inne watki, te interesujaca
                lekture? Chetnie sie z nia zapoznam i ustosunkuje sie.
    • wodnik07 Re: Moje pozytywne doświadczenia w leczeniu Candi 15.05.06, 20:10
      Od roku nie mam kontaktu z żadnym lekarzem i dzieki Bogu. Przedtem co kilka
      dni do róznych specjalistów-szkoda gadac. Moja ostatnia wizyta byla u lek. rodz.
      Uświadomiona (książki + Internet) poszlam do swojej dr. z wykazem wszystkich
      objawow + przyczyny + sposoby leczenia z wskazaniem na Candide. Dr.popatrzyla i
      zaprzeczyla! Pytam na jakiej podstawie? Chyba ja wiem lepiej co jest w srodku i
      czuje tego stwora. Nie, nie robilam badan. Rozpoczelam doswiadczenia na sobie -
      dieta, ziola, probiotyki i po kilku miesiacach ustalilam: co moge jeść i czym
      się leczyc. Dzisiaj moge powiedziec, że odzyskalam zdrowie i nie moge darowac
      sobie, że tyyyle lat zylam w jakims klamstwie! Taki przyklad: ortopeda
      zdjagnozowal bole lędźwiowe jako powazny stan, ktory moze zakonczyc się operacja
      i wózkiem! Ja stwierdzilam, że jest to przeciekajace jelito grube, gdzie Candida
      ma swoją siedzibę. Po wielu doswiadczeniach, przyjęlam takie zasady:
      -raz w kwartale robię oczyszczenie organizmu - mieszanka z ziól,
      -codziennie rano musi byc wypróznienie,
      -minimum leków, zamiast tego czosnek, grejfrut,maslanka, wit.C i B, magnez.
      i ocet jablkowy.
      I po co chodzic do lekarza? Przeczytalam wiele ksiązek na temat medycyny
      przyszlości i wyglada na to, że to pacjent będzie określal swoje potrzeby
      w zakresie leczenia, a lekarz ma pelnic funkcję doradczą, a nie jak obecnie
      -jest panem i bogiem! Nawet nie potrafi nazwać choroby, a co najgorsze, że
      leczy tylko objawy, i nie zastanawia sie nad przyczynami.A tu bez dotarcia do
      źródel choroby nie ma mowy o wyleczeniu tej choroby. Nawolywanie w reklamach:
      "...skontaktuj sie z lekarzem" jest po prostu obrzydliwe!
      Jednym z objawów Candidy jest krytykanctwo i to jest dowod, że Candida, choc
      zaglodzona, jeszcze istnieje!
      Pozdrawiam



    • mamaku Re: do nataszaru 16.05.06, 08:02
      wklep do wyszukiwarki "hoffmann" i przejżyj lata 2005-2006, 2004
    • pantarejka Re: Moje pozytywne doświadczenia w leczeniu Candi 16.05.06, 15:15
      Piję MO od 1,5 roku. Czuję wyraźnie, że mój organizm oczyszcza się. Po
      zintensyfikowaniu ataku na candidę miałam bardzo silne "die-offy" (dodałam
      czosnek, citrosept, żero żywności, którą lubi candida). Wydaje mi się, że mój
      organizm nie wytrzymywał tempa oczyszczania, bo czułam się słaba, przemęczona i
      osłabiona. Łatwo łapałam infekcje. Ostatnio łykam tylko probiotyki (ProBacti4)
      o piję MO. Od czasu do czasu zjem coś słodkiego. Czuję się bardzo dobrze.
      Stanowczo wolę powolne zwalczanie candidy niż szybki atak na tego drożdżaka,
      który jednak może spowodować znaczne stany osłabienia.
      • kawka37 Re: Moje pozytywne doświadczenia w leczeniu Candi 12.01.07, 11:44
        optymistyczny wątek. niech będzie choć jakis czas u góry ku pokrzepieniu serc,
        pardon, jelit.
        • melan2 up 16.04.07, 01:04
          up
    • ewapolka Re: Moje pozytywne doświadczenia w leczeniu Candi 13.01.07, 00:39
      Z wielka przyjemnoscia przeczytałam Twojego posta.
      Napisałam cała prawde i tylko prawde i do tego dowcipnie!
      Myśle i czuję tak jak Ty.
      Słowa otuchy od grzybiary!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka