loraphenus
23.03.10, 18:33
hipotetyczna wymyślona sytuacja nie mająca pokrycia w rzeczywistości.
Neurochirurg in statu nascendi ma dyżur.
no więc pracuję w prywatnym, podkreślam - w prywatnym, niekesonowym ośrodku
zagranicznym, pełnym patosu etosu standardów procedur dyplomów certyfikatów
etc. itd.
no i dziś zepchnął pacjenta z zabiegu. U pacjenta z rozsianym procesem
nowotworowym- ascites, cyanosis - miał wykonać kyphoplastykę na 3 poziomach
(nie było fracturae pathologicae) - tylko osteoporoza. Nie zgodził się...
Anestezjolog stwierdził ASA 4
Sens żaden, oprócz niekesonowego sensu ekonomicznego - firma w której pracuje
ów neurochirurg in statu nascendii za zabieg wzbogaciła by się o prawie 4500
Euro netto.
Pacjent umrze na dniach, w wyniku postępów choroby podstawowej.
Jakieś przemyślenia co do etyki lekarskiej? Bo wiele razy w prywatnym ośrodku
ortopedycznym widział alloplastyki u 90-105 latków z uogólnionym procesem
nowotworowym czy od lat będących na wózku inwalidzkim, z odleżynami, TEP
wykonywano nawet u pacjentów leżacych, dementywnych, po udarze,
Chodzi wyłącznie o to prywatnym etycznym ślicznym i powabnym certyfikowanym
ośrodkom -by wykonać procedurę i rozliczyć ją z płatnikiem. To czy pacjent
przeżyje to nie ma znaczenia, ważny jest papier i przelew środków za wykonanie
zabiegu.
co szanowni koledzy o tym myślą ? Gdzie jest granica?
Gdzie kontrole Medizinischer Dienst i gdzie leży granica blichtru prywaciarzy
w zarabianiu pieniędzy i torturowaniu chorych ludzi?