Gość: g@mdan
IP: *.tvsat364.lodz.pl
10.05.04, 21:25
Lekarz rodzinny w dużych miastach, w ośrodkach akademickich to poprostu
wstecznictwo.
To doradcy pana ministra Maksymowicza, zauroczeni ekonomiką systemu
anglosaskiego, wprowadzili medycynę rodzinną jako remedium na wszelkie
bolączki służby zdrowia.
Lekarz - omnibus, który zna się na wszystkim - to nieporozumienie.
Pewnie, że w wiejskich czy gminnych ośrodkach zdrowia, gdzie do najbliższego
specjalisty jest 100 km, taki lekarz ma prawo bytu. On jest tam
najmądrzejszy. Często jego pomoc doraźna może uratować zdrowie albo i życie.
Ale w miastach, gdzie pracują fachowcy we wszelkich specjalnościach, gdzie są
przychodnie przyszpitalne i przykliniczne, gdzie diagnozować i leczyć można
na światowym poziomie, lekarz rodzinny to pomyłka.
A jeśli lekarz rodzinny ma być tym opiekunem rodziny to niech on raczej
będzie od profilaktyki. Nie wystarczą 3, 4 czy nawet 5 lat specjalizowania
się, aby dobrze leczyć. Tu potrzeba 10 - 15 lat praktyki w różnych działach
medycyny.
Chyba, że godzimy się na "paramedycynę rejonową".