Smutna historia

IP: *.chello.pl 27.05.04, 11:18
Siedzę na walizkach i liczę dni do zakończenia roku szkolnego. Potem jeszcze
2 tygodnie i pożegnanie z całym moim prawie czterdziestoletnim życiem w
kraju, w którym sie urodziłam, wychowałam, skończyłam szkołę i studia,
wyszłam za mąż i urodziłam dzieci.
Pożegnanie z przyjaciółmi, katami, które zmałam od urodzenia, moimi sklepami,
w których co rano kupowalam bułki, ze wszystkimi i wszystkim.
Łzy w oczach się kręca, ale rok temu , a może nawet wcześniej, podjęliśmy z
mężem jedyna możliwą decyzję- emigrację zarobkową!
My ludzie z wyższym medycznym wykształceniem, specjalizacjami i doktoratami,
wiedzą i doświadczeniem, cenieni przez pacjentów i współpracowników bylismy
niedoceniani przez pracodawców. Niedoceniani do tego stopnia, że chcąc
pracować w uczciwy sposób ( tacy już jestesmy, że łapówek nie bierzemy) nie
byliśmy wstanie utrzymać 4 osobowej rodziny.
Brakowało na wszystko- ubrania, opłacenie w terminie świadczeń, spłaty
kredytów ( samochód bardzo średniej klasy), książki ( w tym także te medyczne
służące dokształcaniu), wakacje dla dzieci ( o nas nie chce wspominać), naukę
języków obcych ( przez dzieci - my uczyliśmy się sami metodą bezpłatną-
kablówka+ dobra gramatyka). Potem zaczęliśmy oszczędzać na jedzeniu ( o
regularnym chodzeniu do fryzjera, czy choćby średniej klasy kosmetykach
zapomniałam już dawno) itd, itp.
W końcu mąż powiedział dość i , ponieważ jest znanym specjalistą w swojej
dziedzinie, zapytał na jednym z zagranicznych zjazdów ( tylko to 2 razy w
foku fundowali u sponsorzy) czy nie chcieliby go za godziwe pieniądze. Gdy
znany profesor dowiedział sie o zarobkach mężą myślał, że ponosi go fantazja -
wszak w kraju, w którym sie znajdowali tej klasy specjalista zarabia
dziennie męża miesięczne dochody brutto, a przy sprzyjających okolicznościach
znacznie więcej. To zaważyło. W październiku ubiegłego roku wyleciał mąż, za
kilka tygodni robię to ja i dzieci.
Zal mi wszystkiego co zostawiam, ale nie mogę patrzeć na smutne miny moich
maluchów, gdy odmawiam im wszystkiego po kolei. Są na tyle mali, że w mig
nauczą się języka, którego podstawy jakoś znają ( a posługiwaliby się nim
znacznie lepiej, gdyby stać nas było choćby na kurs).
Zal mi moich małych pacjentów- rysujących laurki dla kochanej pani doktor,
ale laurkami nie wykarmię rodziny, a pieniędzy od rodziców chorego dziecka w
życiu nie wezmę.
Żal mi koleżanek i kolegów, których lubię , żal szpitalnych korytarzy, po
których biegałam do moich małych pacjentów i ścian które były świadkiem moich
sukcesów i porażek.
Takich jak my jest bardzo wielu. Z ciężkim sercem podejmujemy decyzję
emigracji zarobkowej. My ludzie jeszcze młodzi, ale już doświadczeni,
wykształceni, ludzie, którzy mogliby słuzyć swoja wiedzą tu na miejscu.
Niestety- ktos uznał, że nie jesteśmy potrzebni.
P.S. Jeśli ktos mi zarzuci, że mam długi ( chocby finansowe) wobec
podatników - odpowiem, że pracując prawie 15 lat za pensję ( ostatnią a więc
najwyższą )1250 PLN brutto- dawno ów dług spłaciłam. A jeszcze dłużej spłacał
go mój mąż.
    • Gość: BARBIN Re: Smutna historia IP: *.mp4.pl 27.05.04, 12:37
      Ja nie wyjeżdżam. Mieszkam w małym mieszkaniu z rodzicami, nie mając własnej
      kuchni i łazienki- dodam, że nie jestesmy z mężem świeżo upieczonymi lekarzami-
      podobnie jak Wy specjalizacje i doktoraty w kieszeni. Staramy się o kredyt na
      mieszkanie- i do cholery nie wiem czy go dostaniemy (zerowy wkład). Próbujemy
      już teraz zyć odkładając co miesiąc spodziewaną jedną ratę i dokładnie tak jak
      piszesz: oszczędzamy na jedzeniu
    • Gość: r. Re: Smutna historia IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 27.05.04, 12:41
      Aniu, powodzenia.
      Niech wam się dobrze żyje, życzę wam tego z całego serca, i niech się wam
      wszystko dobrze układa.
      Ze mnie też pomału spadają ideały, za trzy lata pewno i my wyemigrujemy. O ile
      się coś diametralnie nie zmieni, a wątpię w to.
      Daj znać od czasu do czasu jak ci tam.
      • Gość: Anka Re: Smutna historia IP: *.chello.pl 27.05.04, 17:37
        Dziękuję. Jest mi naprawdę ciężko. Pozdrawiam serdecznie. Anka
        • wladek47 Re: Smutna historia 27.05.04, 20:34
          Anno. Powodzenia. Zazdroszczę Ci bo trochę wiem jak "tam" jest. Odżyjesz już po
          paru miesiącach. "Tam" też są chorzy czekający na Twoją pomoc. Rozumiem Twój
          żal i rozgoryczenie. Kiedyś po kolejnym powrocie ze Szwecji dotarła do mnie
          wiadomość, że moja babcia złamała szyjkę kości udowej. W dobrym akademickim
          mieście usiłowano mnie przekonać, że operacja jej się nie należy. Mój argument,
          że jeszcze parę tygodni przedtem znieczulałem starsze i bardziej chore (po
          kilka na dyżurze) do zespoleń został uznany za fantazje głupiego. Przykre. Jedź
          więc może tu kiedyś za Wami zatęsknią... Wł.
          • Gość: Anka Re: Smutna historia IP: *.chello.pl 27.05.04, 21:22
            Może.....zatęsknią. Mój kolega w Szwecji po roku przyjechał na urlop odmłodzony
            o 10 lat, choć ciężko pracuje. Nie interesują go trudności finansowe, braki
            sprzętu, limity, kolejki, kontrakty itd, itp. My swojej decyzji już nie
            zmienimy, ale może ktos się opamięta, może zacznie się cenić chętnych do pracy,
            uczciwych i wykształconych ludzi. Może jestem ostatnim pokoleniem emigracji
            lekarzy "za chlebem". Wszystkich bardzo serdecznie pozdrawiam. Anna
            • Gość: Ala Re: Smutna historia IP: *.biaman.pl / *.elpos.net 28.05.04, 13:45
              Trzymam kciuki i życzę powodzenia!!
              • Gość: isi Re: Smutna historia IP: *.82-139.bia.tkb.net.pl 28.05.04, 18:28
                Ta historia jest rzeczywiście smutna. Czytając to odnoszę wrażenie że wszyscy
                tu piszący są lekarzami z prawdziwego powołania, bo wciąż uparcie na przekór
                wszystkiemu chcą leczyć ludzi. A czy nie próbowaliście w takim wypadku za tzw.
                chlebem zmienić zawód i pójść np.do firmy farmaceutycznej na przedstawiciela.
                Wielu moich znajomych nawet nie odbywało stażu i poszło do firmy, bo właśnie
                pieniądze były im bardzo potrzebne a praca za darmo,nie dawała im satysfakcji.
                Ciekawi mnie czy osoby wyjeżdżające wypróbowały i ten wariant, czy wyjeżdżają
                tylko poto by pracować jako lekarze?
                • Gość: dradam Re: Smutna historia IP: *.direcpc.com 28.05.04, 19:02
                  i pomyslec ze na Zachodzie ( USA/Kanada - z pewnoscia) reprezentantami sa
                  pielegniarki/nauczyciele biologii najwyzej. Z reguly jest to jednak osoba na
                  poziomie fachowym technika farmaceutycznego.

                  Lekarze sa po prostu w tych krajach "za drodzy", aby ich zatrudniac jako repow
                  i dlatego nikt sie nie bawi w takie podejscie.
                • Gość: Anka Re: Smutna historia IP: *.chello.pl 28.05.04, 19:16
                  My lubimy leczyć ludzi. Wybraliśmy ten zawód, bo chcieliśmy ludziom pomagać ,
                  leczyć ich, ulzyć w cierpieniu. W żadnym ( chyba) innym zawodzie nie ma takiej
                  satysfakcji. To, że wytrzymywalismy tyle lat w upokorzeniu finansowym
                  wynagradzała nam satysfakcja z tego co robimy. Wyobraźcie sobie Państwo ( piszę
                  do nie lekarzy, bo koledzy lekarze wiedzą co czuję) uśmiech wyleczonego
                  dziecka, które dzięki mojej wiedzy, staraniu, diagnozie i podjętej prawidłowo
                  decyzji jest zdrowe. Dziecka, które kilka tygodni wcześniej było chore i
                  cierpiące. Wyobraźcie sobie Państwo szczęśliwy uśmiech rodziców, dla których
                  widok zdrowego dziecka jest największym szczęściem.
                  W przypadku mojego męża sukcesy miały wymiar bardziej spektakularny. Dostawał
                  człowieka umierającego a oddawał wyleczonego. Oczywiście mieliśmy i porazki,
                  zdarzało się, że nie mozna było pomóc i uratować.
                  Jednak satysfakcji z pracy lekarza praktyka, który naprawdę chce leczyć, nie da
                  sie porównac z satysfakcją ze sprzedanego leku ( a najczęściej wciśnietego
                  droższego odpowiednika).
                  Ktoś wspomniał o repach. Pracujący na tych stanowiskach ludzie, jeśli są
                  lekarzami, to najczęściej albo są to lekarze-frustranci, albo ludzie, którzy
                  medycynę wybrali przez przypadek i znakomicie sprawdzają się w roli handlowców
                  ( równie dobrze mogliby handlować telefonami lub samochodami), albo lekarze z
                  zazdrością spoglądający na nas praktyków.
                  Nie chcemy zaprzepaszczać naszych umiejetności i zajmować się handlem, na
                  którym ani sie nie znamy, ani nie mamy do niego predyspozycji.
                  Nie potrafimy wtykać towaru, a przede wszystkim działać na szkodę chorych.
                  Jakże często w mojej praktyce byłam odciągana od chorego dziecka przez repa (
                  byłego lekarza, który wybrał tę drogę) , aby mógł zachwalać swój lek.
                  • Gość: isi Re: Smutna historia IP: *.82-139.bia.tkb.net.pl 28.05.04, 19:54
                    Jednak satysfakcji z pracy lekarza praktyka, który naprawdę chce leczyć, nie da
                    >
                    > sie porównac z satysfakcją ze sprzedanego leku ( a najczęściej wciśnietego
                    > droższego odpowiednika).
                    Myślę że można mieć satysfakcję ze sprzedanego leku, bo to jest równoznaczne z
                    pełnym kontem, a przecież o to chodzi by zarabiać pieniądze, móc utrzymać
                    siebie, rodzinę na poziomie a nie odmawiać sobie wszystkich przyjemności w
                    życiu, na rzecz niesienia pomocy innym. Ludzie, czasy Judyma już dawno się
                    skończyły. W sklepie nikt nie sprzeda chleba, gdy brakuje kilka groszy i wy
                    mówicie że pieniądze nie są ważne, nie dają satysfakcji. Żadna wdzięczność
                    pacjenta nie pomoże gdy pracuje się za darmo i oszczędza na własnej rodzinie, a
                    głównie dzieciach. Czyżby satysfakcja z leczenia była ważniejsza niż szczęście
                    i dobrobyt własnych dzieci. Z tego tak wynika. Nie ma co się tak podniecać tym
                    że zadowoliliśmy pacjentów bo dziś jesteśmy dobrzy i nas chwalą a gdy powinie
                    nam się noga to z pewnością się od nas odwrócą i będziemy mogli się znaleść w
                    TVN`nie.
                    > Ktoś wspomniał o repach. Pracujący na tych stanowiskach ludzie, jeśli są
                    > lekarzami, to najczęściej albo są to lekarze-frustranci, albo ludzie, którzy
                    > medycynę wybrali przez przypadek i znakomicie sprawdzają się w roli
                    handlowców
                    > ( równie dobrze mogliby handlować telefonami lub samochodami), albo lekarze z
                    > zazdrością spoglądający na nas praktyków.
                    Przedstawiciele nie sa flustratami, na praktyków patrzą nie z zazdrością a z
                    politowaniem, że pracują, siedzą na nocnych dyżurach, za psie pieniądze, a
                    dodatkowo mają ogromną odpowiedzialność i musza się płaszczyć przed wszystkimi
                    profesorami. A i pacjenci nie są tacy słodcy jak to pisze pani Ania. Dla mnie
                    największymi flustratami są ci którzy wyjeżdżają za granicę zostawiając tu
                    wszystko to bliskie.

                    • Gość: Ala Re: Smutna historia IP: *.biaman.pl / *.elpos.net 28.05.04, 21:28
                      Miałam wiele propozycji pracy, z roznych firm farmaceutycznych, za bardzo duże
                      pieniązki, jak na Polskę. Nigdy, nie mogłabym byc repem. Popieram Anię i
                      wszystkich, którzy wyjeżdżają i jeszcze raz życzę Wam powodzenia!!
                      • Gość: Anka Re: Smutna historia IP: *.chello.pl 29.05.04, 09:59
                        Nie mnie oceniać wszystkich repów- być może są wyjatki ludzi pracujących
                        uczciwie i lubiących swoją pracę. Jednak na podstawie ponad dziesięcioletnich
                        obserwacji mam przed oczami obraz panów i pań w mundurkach ( garnitury,
                        teczki , itp, ), nadskakujących lekarzom, żeby tylko ordynowali ich leki! A czy
                        z korzyścia czy szkodą dla chorych to już mniej ważne. I przy tym wszystkie
                        chwyty dozwolone- od przeszkadzania w pracy ( pacjent poczeka), przez wtykanie
                        próbek, długopisów firmowych, kalendarzy itp gadżetów. Aha, proponuja wykłady
                        i sponsorują wyjazdy na kongresy ( warunek leczenia ICH lekiem - nieważne
                        dobrym czy złym). Klasyczny rep siedzi za kierownicą dobrego samochodu i w
                        charakterze kierowcy wozi lekarzy, gdy ci biora udział w wykładach promujących
                        ICH leki. Rep zaprasza do knajp, płaci rachunki, zabawia rozmową obcych sobie
                        ludzi i jest obiektem żartów ( np. to już nie lek. med. tylko rep. med).
                        Lekarz, który "czuje" medycynę nigdy nie zostałby repem. Znam wielu z nich -
                        najczęściej byli to bardzo słabi lekarze, niedouczeni lub tacy, którzy w tym
                        zawodzie znaleźli się przypadkowo. Część z nich miała poważne zawodowe "wpadki"
                        i musiała uciekać ( szef dał propozycję nie do odrzucenia), a część wytrzymała
                        rok.........
                        Żal mi wyjeżdżać, ale wole po stokroć leczyć dzieci na obczyźnie niż sprzedawać
                        leki w Polsce używając często argumentów dyskusyjnie uczciwych.
                    • foof Re: Smutna historia 29.05.04, 16:58
                      z tym pelnym kontem to nie przesadzaj srednio w firmie farmacetycznej zarabia
                      sie ok 1000 euro- czy to jest pelnie konto- zalezy od punktu widzenia, no masz
                      samochod zachodni- w najubozyszym standardzie wyposazenia z najmniejszym
                      silniczkiem, masz komputer- laptop- ja tez mam no i co z tego...
                      ale ale wez jeszcze pod uwage kwestie taka po kiego chodzilas na rozne kursy
                      przygotowujace do egzaminow wstepnych, po jakie licho sleczalas nocami i calymi
                      weekendami nad madrymi lub mniej ksiazkami, po kiego biegalas do swej alma
                      mater przez 6 lat jak wokolo kolezanki sprawe wyzszego wyksztalcenia zamykaly
                      po 4- 4.5 roku, ok jesli juz te wszystki egzaminy testy nie testy pozaliczlas
                      to w koncu wypadaloby choc raz w zyciu poczuc zapach leczenia i ratowania zycia
                      ludzkiego , a jesli juz ten zapach poczujesz .... ja sie uzaleznilem od tego
                      zapachu...
                      ok wiec ty po skonczyniu fajnych studiow medycyna zwanych ochoczo zasiadasz za
                      kierownice swojego reno megan czy tam corolki i jezdzisz sobie tak po kraju
                      robiac po kilka tys km miesiecznie jak rasowy kierowca tira i jestes starsznie
                      usadyfakcjonowana faktem pelnego konta , a jak juz dojedziesz do tego
                      targetowego doktora - wtedy dopiero zaczynasz czuc po kiego charowalas przez 6
                      lat studiow- mianowicie zaczynasz walke- na argumenty z babciami i dziadkami
                      konbatantami czekajacymi grzecznie w swojej kolejce do twojego targetu no i co
                      oczywiscie 6 lat studiow nie idzie na marne wygrywasz dziewczyno za kazdym
                      razem ten nierowny pojedynek- wchodzisz pierwsz do doktora - i tutaj zaczyna
                      sie - szowgerl- to wieczorynka dla grzecznych dzieci przy tym czym musisz sie
                      teraz wykazac azeby ten wlasnie targetowy doktor zachcial przepisac wlasnie
                      twoja 55 - iata postac enarenalu..... po prostu zajebioza
    • Gość: mia Re: Smutna historia IP: *.local.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 28.05.04, 20:09
      w czasie studiow pracowalam w laboratorium, zeby sprawdzic, czy to
      spokojniejsze zajecie z dala od kolejek narzekajacych i niezadowolonych
      pacjentow bedzie w stanie zastapic mi prace kliniczna
      wytrzymalam ponad rok, a przez dlugi czas chodzilam tam tylko i wylacznie z
      poczucia obowiazku
      na tej podstawie uwazam, ze nie dalabym rady wykonywac pracy, ktora nie daje mi
      satysfakcji, ewentualnie kilka miesiecy
      niektorzy probuja przekonac mnie, tj. w powyzszym poscie, ze gdy bede miala
      pieniadze, to bedzie wystarczajaca satysfakcja... niestety szczerze watpie..
      moze jeszcze do tego nie doroslam? ;)
    • foof Re: Smutna historia 29.05.04, 16:42
      smutna ale prawdziwa - kazdy uczciwie pracujacy lekarz znajduje sie w podobnej
      do wyzej opisanej sytuacji finansowej ... nie ma sie nad czym zastanawiac co z
      tego ze iles lat biegalas po tych korytarzach do swoich malych pacjentow zaraz
      zamkna szpital albo zamiena go na jakis dom opieki, co z tego ... jesli za
      chwile przyjdzie ci oszczedzac na zdrowiu tych dzieci bo jakis polityk ma znowi
      wizje swietlanej przyszlosci, i bedziesz musiala dokonac wyboru- albo ty
      utrzymasz swoj etacik albo bedziesz postepowac zgodznie z regulami nowoczesnej
      medycyny i za chwile z powodu zadluzenia oddzialu wasz dyro przeprowadzi
      redukcjei zatrudnienia... a tak poza tym w skali makro- czy zastanawialas sie
      kiedys nad kwestia gdzie jest nasz wspanialy samorzad , nasi koledzy lekarze-
      parlamentarzysci albo jeszcze ciekawsze zagadnienie kompetencji naszych
      wspanialych menadzerow - ministrow, dyrektorow szpitali, wice sekretarzy i
      podsekretarzy itp- w jakim genialnym kierunku zmierza nasza sluzba zdrowia -
      jakie sa mechanizmy- te prawdziwe, nieoficjalne bedace motorem tych wszystkich
      zmian- strach pomyslec...
      nie zastanawiaj sie pomysl o dzieciach o przyszlosci dla nich, o swoim rozwoju
      zawodowym- na pewno masz jeszcze sporo do zrobienia w tej kwestii...
    • Gość: Robert Re: Smutna historia IP: *.oc.oc.cox.net 29.05.04, 17:59
      Ja walizki spakowałem rok temu.Wiele z twoich przemyśleń i refleksji pojawiało
      się i u mnie.Po jakimś czasie pogodzisz się ze stratami.Znormalnieje twoje
      życie,odnajdziesz drobne przyjemności,wasze wzajemne relacje ty-mąż-dzieci
      znajdą inny wymiar,pełniejszy.
      Etap firmy farmaceutycznej moja żona miała za sobą(sześć lat).Przez trzy lata
      próbowała łączyć staże specjalizacyjne i pracę w firmie-Dwanaście godzin dzień
      w dzień poza domem+ z reguły zajęte weekendy.Efekt-kryzys małżeństwa.Takie są
      koszty wyborów"być lekarzem,czy mieć co do garnka włożyć".
      Po kilku miesiącach od wyjazdu zaczniesz sie zastanawiać,dlaczego wyjechałaś
      tak póżno.I dlaczego w Polsce nie może być tak samo.Pozdrawiam i powodzenia!!!
      .
Pełna wersja