Dodaj do ulubionych

Latający Szpital? : ("gdyby głupota unosiła..")

15.12.11, 02:00
Memu 85 letniemu tacie kazano przyjść o 10 rano na czczo do szpitala na badania. Przyszedł i czekał kilka godzin, zgłodniał bardzo gdy go wreszcie przyjęto na oddział. Na oddziale czekał dalej.. opadając z sił. O 12.30 (14.12.2012) skarżył mi się przez telefon, że jest słaby i może zemdleć. Wtedy zjawiła się pielęgniarka i ja słyszałam jej monolog, oraz jak tato próbował wtrącić, że już dłużej bez jedzenia nie wytrzyma, gdyż jest cukrzykiem i kręci mu się w głowie z głodu. Pielęgniarka niestety nie rejestrowała tego co do niej mówił, wygłosiła swoje jak jakiś automat i znikła.

Zadzwoniłam do szpitala i niestety żaden lekarz na oddziale wewnętrznym nie odebrał telefonu, centralka połączyła mnie do pielegniarki oddziałowej. Opowiedziałam jej co mi leży na sercu, a ona wygłosiła mi swoją automatyczną przemowę taką samą jaką przed chwilą słyszałam gdy zbywała protesty mego taty . Nie rejestrowała co do niej mówię, opowiadając mi o ogromnych kolejkach pacjentów, nieosiągalności zapracowanych lekarzy i całkowitym brakiem możliwości kontaktu z nimi.

Zorientowałam się że rozmawiam z tym samym automatem, na którego chcę się poskarżyć. Zapytałam ją o godność – i tu o dziwo, zarejestrowała pytanie(sic!) odpowiadając, że nie może mi podać nazwiska, gdyż jest to tajemnica wagi państwowej (o tempora, o mores!) . Poczułam się nieswojo zrozumiawszy, że tracę czas i pieniądze (dzwoniąc z Danii gdzie mieszkam) na niepoważną osobę.

Stanęła mi przed oczami straszna rzeczywistość szpitala, gdzie wyżej opisana osoba z wyraźnymi ograniczeniami żongluje życiem ludzkim, że powierza się jej obowiązki mocno przerastające jej możliwości, i że blokuje ona możliwość kontaktu z Homo Sapiens, przez co jej rola jest mocno niebezpieczna.

Choć przeżyłam życie na obczyźnie, pamiętam jednak wciąż polską rzeczywistość, gdzie o zatrudnieniu decydowały nepotyzm, korupcja, układy, znajomości a dopiero potem przydatność zawodowa. Aż boję się myśleć jak paraliżowane są funkcje szpitala jeśli nie jest to odosobniony wybryk lecz polityka kadrowa zarządzających szpitalem (ryba jak mówią, psuje się od głowy).

W tej sytuacji jest to szpital o ogromnych rezerwach i możliwościach efektywizacji - bo proszę pomyśleć jakie oszczędności może uwolnić usunięcie takich biurokratów: niedość że zupełnie nie produktywnych, to jeszcze rzucających gruz w maszynerię szpitalną? No bo przecież (świadome?) doprowadzanie 85 letniego cukrzyka do stanu szoku nie przynosi szpitalowi ani chwały ani oszczędności, przeciwnie, będzie powodem długiego i kosztownego leczenia, jeśli owe praktyki nie doprowadzą wcześniej do zgonu.

Piszę w nadziei, że może władze miasta przyjrzą się szpitalowi szczecineckiemu, szczególnie porządkom panującym na oddziale wewnętrznym tego szpitala, we własnym, jak i wspólnym interesie mieszkańców całego]regionu i że wyżej opisane zachowanie nie będzie tolerowane w przyszłości.
Z pozdrowieniem
Lucy W. Jensen
Obserwuj wątek
    • kozica111 Re: Latający Szpital? : ("gdyby głupota unosiła. 15.12.11, 13:47
      Przykra sprawa, chociaż kawałek chleba mógł ktoś dać, ale z 2 strony pewnie póki nie było decyzji co dalej z leczeniem i może były konieczne dalsze badania bała się pielęgniarka wtrącać?

      Ja 2 dni po operacji zawlokłam się do zabiegowego prosząc o kroplówkę z glukoza /nie jadłam od kilku dni i zaczęłam mieć miękkie nogi/ - ale była walka by ją dostać, tzn zaczęłam osuwać się na korytarzu i wtedy bingo, dostałam, przy okazji okazało się że już dawno mogę jeść kleiki...tylko lekarz zapomniał wpisać ;)
    • barabara6 Re: Latający Szpital? : ("gdyby głupota unosiła. 15.12.11, 14:15
      Przepisy są takie, że pielegniatka potwierdzając fakt, iz twój ojciec jest na oddziale poepłniła przestepstwo i twój ojciec może żądac od szpitala odszkodowania (ustawa o ochronie danych osobych)
      • osmanthus Re: Latający Szpital? : ("gdyby głupota unosiła. 15.12.11, 21:12
        barabara6 napisał:

        > Przepisy są takie, że pielegniatka potwierdzając fakt, iz twój ojciec jest na o
        > ddziale poepłniła przestepstwo i twój ojciec może żądac od szpitala odszkodowan
        > ia (ustawa o ochronie danych osobych)

        A poza tym wszyscy zdrowi?
        • extorris Re: Latający Szpital? : ("gdyby głupota unosiła. 15.12.11, 21:23
          od dobrych kilkunastu lat obowiazuje taka interpretacja ustawy o ochronie danych osobowych, ze informacji przez telefon nie udziela sie, poniewaz nie mozna zidentyfikowac tozsamosci osoby dzwoniacej

          rozmowy z rodzina odbywaja sie osobiscie, najlepiej w obecnosci pacjenta albo po jego pisemnym (wylacznie pisemnym) upowaznieniu
          • yoda77xz Re: Latający Szpital? : ("gdyby głupota unosiła. 15.12.11, 21:34
            ok,czyli pielęgniarka też nie musiała podawać swojego nazwiska
      • yoda77xz Re: Latający Szpital? : ("gdyby głupota unosiła. 15.12.11, 21:18
        Jakie przestępstwo? proszę jaśniej.
    • kozica111 Re: Latający Szpital? : ("gdyby głupota unosiła. 17.12.11, 08:25
      I jak zwykle dyskusja na temat...
      • gamdan Re: na temat 19.12.11, 16:39
        Rzeczywiście, bara przegiął z merytoryką.
        Opisane pielęgniarki wykazały się po prostu głupotą. Aby uprzedzić komentarze: nie wszystkie pielęgniarki są takie głupie.
        Hipoglikemia jest zagrożeniem życia. Minimum wiedzy medycznej jest niezbędne.
        Lekarze niedostępni? Bardzo możliwe.
        Sam pracuję w takim miejscu, gdzie powinno być mnie dwóch lub czasem nawet trzech. Nie jestem w stanie ogarnąć wszystkiego, ale staram się widzieć zagrożenie życia.
        Dlaczego się na to godzę?
        Nie godzę się. Ponieważ różne rodzaje protestu nie odniosły skutku - odchodzę.
        Teraz nie na temat: współczuję dzieciom na emigracji, którzy zostawili chorych rodziców w kraju.
        • barabara6 Re: nie na temat 22.12.11, 08:39
          Nie wiem, w jakim kraju pracujesz. Ja słyszałem o takim przypadku: do lekarza dyżurnego zadzwonił facet. Przedstawił sie jako brat pacjenta dzwoniący z Niemiec, wypytał się z troską o stan zdrowia pacjenta i zapytał, ile jeszcze prawdopodobnie poleży w szpitalu, bo nie wie czy ma wszystko rzucać i jechac od razu. Lekarz dobrotliwie udzielił informacji, że przewidywany czas hospitalizacji to jeszcze około tygodnia. Wieczorem na wizycie lekarz powiedział pacjentowi o telefonie brata - na co pacjent stwierdził, że nie ma brata. Po powrocie do domu pacjent stwierdził, że został okradziony.
          I teraz najlepsze:
          Lekarz PRZEGRAŁ sprawę o odszkodowanie, ponieważ w rozmowie telefonicznej potwierdził pobyt konkretnej osoby na oddziale i ponformował złodzieja, że ma jeszcze ok. tygodnia na zaplanowanie i przeprowadzenie skoku.

          Może to tylko miejska legenda. A może nie. Ale słysząc o wyczynach naszych sędziów skłonny jestem uwierzyć w tę historię

          Mnie sie zawsze wydałało, że przed złodziejem chroni dobry alarm i czujny sąsiad. Jesli ta historia jest prawdziwa, to w Polsce przed złodziejem ma chronić także lekarz.
          Na wszelki wypadek - odkąd usłyszałem te historię - gdy ktoś do mnie dzwoni, to mówię, że "nie potwierdzam ani nie zaprzeczam ze ktoś leży lub nie leży na oddziale"
          • gamdan Re: nie na temat 23.12.11, 01:04
            1. Pracuję w moim kraju.
            2. Nie wierzę w "miejskie legendy".
            W moim szpitalu jednym z nielicznych szkoleń było to o "ochronie danych osobowych". Pomijając idiotyzmy typu odwracanie kart gorączkowych wiele przepisów ma sens i należy je znać i stosować.
            Myślę, że daggry chodziło o coś zupełnie innego: niereagowanie personelu medycznego na możliwe zagrożenie zdrowia lub nawet życia pacjenta.
            Ustawa o ochronie danych osobowych dość znacznie komplikuje rodzinie i bliskim pacjenta uzyskanie telefoniczne informacji na temat jego stanu zdrowia.
            Wkrótce z pomocą przyjdzie tu ...telefonia komórkowa.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka