dradam1
12.09.04, 19:34
Pozdrawiam !
Jak dotychczas wielu profesorow polskich (medycyny, farmacji) dorabialo sobie
finansowo ( a takze dopisujac do swoich zyciorysow fachowych)
przeprowadzaniem badan lekow na zlecenie firm farmaceutycznych.
Prawda jest, ze w Polsce od wielu lat nie robiono tych najwazniejszych badan,
byly to raczej badania uzupelniajace, "poprawiajace obraz leku" lub
zwyczajnie poprawiajace "marketing".
Obecnie Swiatowa Organizacja Zdrowia wprowadza obowiazek "rejestrowania"
kazdego badania w centralnym rejestrze i to jeszcze przed zaczeciem badania.
Co stworzy automatycznie bardzo wysoka przeszkode dla "polskich" naukowcow.
Bo powiedzmy, ze badanie nie bedzie po mysli wytworcy . Do tej chwili
takie "niewygodne" badania i ich wyniki po prostu ukrywaly firmy
farmeceutyczne i bylo po klopocie. Tak bylo na przyklad z lekiem PAXIL w
odniesieniu do teenagers.
I nie tylko konkurencja bedzie miala dostep do wynikow, ale co wiecej :
rowniez i organy panstwowe wydajace licencje. Rejestr zaczetych badan bedzie
udostepniony na WWW i dostepny dla kazdego. Nalezy wnosic, ze rowniez
zakonczenie badania rowniez bedzie rejestrowane.
W tej sytuacji kazda firma bedzie stala na glowie, aby
przynajmniej "poczatek" kazdego takiego badania byl bez zarzutu. I to na
swiatowym poziomie. Bo inaczej jak cos bedzie do zaczepienia, to oczywiscie
ktos te nitki pociagnie i miliony dolarow ( euro) pojda w bloto.
Badania tego typu sa robione w Polsce niestety nie na swiatowym poziomie. Nie
przestrzega sie standartow laboratoryjnych, nie ma crossreferences do
laboratoriow swiatowych, prowadzacy badania nie maja CV na swiatowym
poziomie. Do rzadkosci nalezy, aby researcher mial licencje lekarska poza
granicami Polski.
No i sprawa najwazniejsza : obecnie aby jakas publikacja szla do druku w
swiatowej klasie czasopismie autorzy musza "wyjawic" zrodla swojego
zarobkowania. I to nie tylko w formie zatrudnienia na uczelni/w instytucie.
Ale rowniez i na kontraktach (posrednich lub bezposrednich) w firmach
farmaceutycznych.
No i boje sie, ze ktos sie w koncu przyczepi o to, ze spora grupa profesorow
polskich ma przychody w "szarej strefie" ( cokolwiek by to mialo znaczyc).Bo
musza byc one zadeklarowane, obecnie .
Wszystko to sprawi, ze polscy naukowcy i polskie uczelnia/instytuty beda
mialy duze problemy z otrzymaniem forsy na swoje potrzeby. A mowi sie, ze
polowa pieniedzy na "polski research" przychodzi wlasnie z takich zrodel. Z
firm farmaceutycznych. Nawet i finansowanie ze zrodel "panstowych" bedzie
utrudnione dla wielu, bo finansujacy trzy razy sie zastanowi, czy standart
takiego badania wytrzyma miedzynarodowy "review".
Decyzja o "rejestrze" ma wszakze jeden pozytywny aspekt dla szarego pacjenta.
Powiedzmy, ze "A" choruje na rzadkie schorzenie, na ktore nie ma leczenia
(skutecznego" w POlsce. Majac dostep do rejestru bedzie mogl sie dowiedziec,
cze ktos na swiecie nie zaczyna jakiegos badania w interesujacym go problemie
robic. I moze zaofiarowac sibie jako krolika doswiadczalnego. Co czasem moze
miec sens ( oczywiscie nie zawsze).
Pozdrawiam
dradam1